wtorek, 27 sierpnia 2013

Lato w słoikach...o przetworach i łasuchowaniu


Sezon przetworów w tym roku trochę mnie ominął. Głównie przez moją kontuzję, która uniemożliwiła mi wszelkie działa (nie tylko w kuchni). Teraz staram się nadrobić zaległości i wykorzystać produkty obecnie dostępne. Uwielbiam wszelkie przetwory domowe, których przygotowywanie sprawia mi wiele satysfakcji, nie wspomnę o przyjemnościach konsumpcji. Cieszę się, że przede mną jeszcze sezon śliwkowy, który bardzo lubię :)
W kwestii robienia dżemów, konfitur itp. bardzo dużo nauczyłam się od Bei. Przede wszystkim Bea uświadomiła mi, że można łączyć różne smaki  owoców z różnymi przyprawami i dodatkami. Jej dżemy to dla mnie prawdziwe hity kulinarne i wielka inspiracja. W tym roku zaczęłam trochę sama improwizować. W Szkocji gdy odwiedzaliśmy destylarnie, praktycznie wszędzie były w sprzedaży przetwory owocowe z whisky. Ponieważ udało mi się kupić piękne, dojrzałe renklody, które są moim miłym wspomnieniem z dzieciństwa, powstała konfitura  renklodowa z whisky :)

Zanim podam przepis, napiszę kilka uwag dotyczących poniższych przetworów:
  • wybieram zdrowe ale i jak najbardziej dojrzałe i słodkie owoce,
  • podane ilości cukru są dobrane przeze mnie subiektywnie według moich/naszych upodobań, konfitury trzeba spróbować i dosłodzić je na własnym poziomie słodkości,
  • procedura wstępna polega na wyciągnięciu soku z owoców, a smażenie konfitur głównie  na redukowaniu tego soku,
  • owoce staram się poddawać jak najmniej obróbce cieplnej, praktycznie bardzo krótko je gotuję, żeby zachowały jak najświeższy smak i kolor,
  • podczas gotowania /redukowania soku należy zbierać tzw. szumy.
 



Konfitura renklodowa z whisky




2,5 kg dojrzałych, słodkich i zdrowych renklod po wypestkowaniu
0,5 kg cukru
1 nieduża pomarańcza ( tylko sok)
1 laska wanilii
1 cytryna ( tylko sok)
1/3 cup whisky o delikatnym smaku  (80 ml)


Owoce zasypać cukrem, dodać sok z cytryn i pomarańczy. Dwie laski wanilii rozkroić wzdłuż, wyjąć ostrzem noża nasiona, wrzucić do owoców oraz pozostałe bez nasion laski. Całość wymieszać i zostawić na 3-4 godz. Cukier i cytryna "wyciągną" sok z owoców. 

 Po tym czasie całość zagotować, trzymać na "ogniu" 2-3  min i odstawić, najlepiej na noc. Następnie przecedzić całość przez sito. Miąższ owoców, którego jest znacznie mniej niż soku -odstawić.

Sok z owoców zredukować na dużej patelni  o ponad połowę. Otrzymamy gęsty, bursztynowy syrop. W tym czasie można z odcedzonych owoców wybrać skórki (nie jest to konieczne, ale bez skórek konfitura jest bardziej świetlista, jaśniejsza). Są znacznie ciemniejsze i ładnie oddzielone od miąższu (można też obrać skórki z owoców na etapie wstępnej obróbki, ale wyłowienie z całości jest znacznie łatwiejsze).

Po zredukowaniu syropu połączyć go z miąższem renklod, dodać whisky, zagotować (tylko tyle żeby zabulgotała całość) i wkładać do wysterylizowanych słoików,  pasteryzować przez 20 min w piekarniku. Tu polecam zajrzeć do blogu "Bea w kuchni". Stosuję tę metodę pasteryzacji przetworów, jest prosta, czysta i skuteczna. Polecam :) 

***
 
A teraz kolejna konfitura z alkoholem. Morele i migdały to połączenie niemal doskonałe. Morele obrane ze skórki z pewnością zachowają swój smak i piękny pomarańczowy kolor. Zauważyłam, że dodatek soku pomarańczowego podbija smak owoców, stąd jest on w składnikach konfitur.


Konfitura morelowa z amaretto




2 kg dojrzałych, zdrowych moreli obranych ze skórki i wypestkowanych
0,4 kg cukru
1 cytryna (tylko sok)
1 pomarańcza (tylko sok) 
1/3 cup likieru amaretto (80 ml)


Morele wrzucam na minutę do garnka z zagotowaną wodą, następnie wyjmuję, przelewam zimną wodą i obieram ze skórki, wykrawam pestki. Przygotowane owoce zasypuję cukrem. Dodaję do całości sok z pomarańczy i cytryny.  Mieszam i zostawiam na noc pod przykryciem. 
Następnie przecedzam owoce, sok redukuję ponad połowę objętości. Gdy staje się zawiesistym gęstym syropem dodaję do niego owoce, zagotowuję, dodaję likier, mieszam i wkładam do wyparzonych słoików. Pasteryzuję 20 min w piekarniku.
 

Maliny z porto

 



1kg malin
0,25 kg cukru
1/4 cup porto(60ml)
2 łyżki soku z cytryny


Maliny przebrać, opłukać, zasypać cukrem i dodać sok z cytryny.Odstawić. Po kilku godzinach przecedzić owoce, sok zredukować na dużej patelni. Owoce przetrzeć przez sito, żeby pozbyć się pestek. Otrzymany gęsty syrop połączyć z przetartą masą, dodać porto i całość zagotować. Gorące konfitury można zagęścić pektyną. Włożyć do wyparzonych słoików, pasteryzować w piekarniku 20 min.


 
Konfitura morelowo-malinowa z tonką
 



1 kg moreli bez pestek i  obranych ze skórki 
0,5 kg malin przetartych przez sito
0,3 kg cukru
1 ziarenko tonki
1 cytryna (sok)
1 pomarańcza (sok) 

Owoce zasypać cukrem, dodać sok z cytryny i pomarańczy, odstawić na kilka godzin.
 Całość przecedzić, sok zredukować o ponad połowę. Po otrzymaniu gęstego słodkiego soku  dodać owoce wcześniej odcedzone, zetrzeć  do masy 1 ziarenko tonki, całość zagotować i wkładać do słoików. Potem je zapasteryzować w piekarniku przez 20 min.

Smacznego :)


****************


Łasuchowanie  nie jest tylko naszą domeną. Będąc w Szkocji przez tydzień mieliśmy wynajęty dom kilka kilometrów od  Inverness, żeby mieć bazę wypadową do zwiedzania północnej Szkocji. Nasi gospodarze na terenie posesji mieli porozwieszane karmniki wypełnione orzeszkami. 


Okazało się z czasem, że nie tylko oni dokarmiali ptaki  latem. W wielu przydomowych ogródkach widzieliśmy karmniki. Ptaki chętnie korzystały z tej porcji rarytasów.

Dla nas to była nie lada gratka...problem polegał tylko na tym, że obserwowaliśmy karmnik rano i w jeden dzień kiedy cały czas lał deszcz...bo tak poza tym wracaliśmy tam na noc...a oto podejrzane żarłoki ;D








sikorki bogatki i młoda modraszka












 



 


pani ziębowa ;)







 świergotek z rozwianą "grzywką" ;)
 
dzięcioł duży

 
 
 młode rudziki
 

pan zięba i młoda modraszka


kiedy do karmnika przychodziła wiewiórka...to cały zapas orzeszków należał do niej ;)

środa, 21 sierpnia 2013

Chleb w kratkę...Czy szkocką ? Sprawdźcie sami ;)

Kolejny przepis do akcji NA ZAKWASIE I NA DROŻDŻACH prowadzonej przez Wiesię  z Zapachu chleba. To chleb w sam raz na serową kolację z winem, do sałatek, do grilla, do moczenia w oliwie...Można go oczywiście upiec bez dzielenia na paski, dodawać swoje ulubione zioła lub dzielić na bułeczki :) co kto lubi...
 

CHLEB W KRATKĘ 



 
Składniki:

1/2 kg mąki pszennej chlebowej( typ 650)
7g drożdży instant (torebka) 
250g letniej wody
30g oliwy
3/4 łyżeczki soli
zioła (ja dałam łyżeczkę suszonych liści niedźwiedziego czosnku i 2 łyżeczki ziół
prowansalskich)


Mąkę przesiać do misy, wsypać drożdże, wymieszać, dodać wodę (najpierw ok. 200g, a potem w trakcie wyrabiania pozostałą część) i wyrobić robotem lub ręcznie aż ciasto będzie jednolite i będzie odchodziło od ścianek naczynia. Przykryć ściereczką i odstawić na 15 min. Sól wymieszać z ziołami i dodać do ciasta, wyrobić jeszcze kilka minut. Gdy ciasto będzie sprężyste i nielepiące zwinąć w kulę, odstawić je do podwojenia objętości (ok. 40 min) w ciepłe miejsce (przykryć w misie folią). 
Foremkę o wymiarach 24 cm x 24cm wysmarować oliwką (lub inną o podobnej powierzchni). Ciasto delikatnie rozwałkować na średnio gruby placek (najlepiej na delikatnie naoliwionym blacie) i pokroić na paski. Foremka kwadratowa jest tu najlepsza, bo nie musimy robić pasków krótszych, czy dłuższych, tylko wszystkie jednakowe ;)


 
Paski ciąć ciut dłuższe od boków foremki. Zrobić plecionkę zostawiając małe odstępy, które znikną po wyrośnięciu, przykryć foremkę folią i wstawić w ciepłe miejsce. Piec w nagrzanym do 220 stopni piekarniku przez 20 min.
 

Po upieczeniu wyjąć z foremki i wystudzić na kratce. Smacznego :)

 
                                                                        


O kracie ciąg dalszy... 


Wróciliśmy właśnie z wakacji w Szkocji. Kraciasty materiał zwany tartanem jest jednym z jej znaków rozpoznawczych. Można powiedzieć, że to chyba jedyny kraj, w którym widząc parę na ulicy...czy gdziekolwiek...osobą ubraną w  spódnicę jest mężczyzna :)
 

Często uważa się, że tartan był tkaniną wykorzystywaną przez Szkotów od wieków. Głównym sprawcą tych poglądów stał się  film Mela Gibsona o XIII-wiecznym bohaterze Williamie Wallace.
 
 ( zdjęcie ze strony klik)
 
Jednak w rzeczywistości i zgodnie z prawdą historyczną  na początku XVIII w. tartan stał się popularny jako znak rozpoznawczy jakobitów (przeciwników unii z Anglią). Odwiedziliśmy miejsce ostatecznego pogromu jakobitów przez Anglików pod Culloden w 1746r., bitwy która stała się punktem zwrotnym w historii Szkocji. Dziś to rozległa łąka położona ok. 8 km od Inverness, a ja utrwaliłam zabytkową chatę  Leanach, która położona była na skraju pola bitwy i przy której spalono żywcem 30 jakobitów.


Odwołując się do filmów, można wspomnieć tu "Rob Roya", którego akcja toczy się właśnie w osiemnastowiecznej Szkocji. Grany przez Liama Neesona szkocki góral, pochodzący z klanu MacGregorów ma na sobie tartan założony tak jak to dawniej noszono. Długi kawałek materiału-kilt-należało przerzucony przez ramię,  opasać w talii i udrapować wokół bioder. Dawna szkocka krata miała bardziej stonowane kolory, które łatwo wtapiały się w górski krajobraz co widać na zdjęciu.

( zdjęcie ze strony klik)

Po wspomnianej bitwie przez 25 lat zakazano góralom Highlandsu noszenia tartanu (podobnie jak gry na dudach), za to stał on się symbolem szkockich emigrantów.
W początkach XIX wieku do popularyzacji tradycyjnych strojów przyczynił się szkocki poeta i powieściopisarz Walter Scott. Pochodzący z Edynburga romantyczny Szkot rozsławiał historię i legendy swojej ojczyzny. Podobno to on zachęcił ówczesnego króla Jerzego IV do ubrania się w tradycyjny szkocki strój podczas wizyty w Edynburgu w 1822r.


Dom (ten w środku kadru z szarymi drzwiami) w Edynburgu, w którym mieszkał Walter Scott w latach 1802-1826 oraz poniżej pomnik pisarza w stolicy Szkocji (neogotycka konstrukcja ma ponad 60 m wysokości, pod nią umieszczona jest postać pisarza wraz z jego psem Maidą wykonana w marmurze karraryjskim).


W czasach królowej Wiktorii, która była miłośniczką Szkocji strój górali zyskał rangę  oficjalnego stroju.
 

Przed zakazem noszenia tartanów, tkaniny robiono ręcznie. Każdy tkacz starał się stworzyć unikalne wzory, korzystając z dostępnych w danym rejonie barwników. Niektóre tereny zasobne były tylko w określone typy  barwników i w związku z tym powstawały kraty  charakterystyczne dla danych obszarów. Zachwane z XVIII wieku tkaniny zawierają nici w kolorach żółtych, czerwonych, niebieskich, purpurowych, a nawet złotych. 


Po zniesieniu zakazu tkano już maszynowo. Pierwszy-tego typu produkcję- uruchomił  William Wilson, właściciel zakładu włókienniczego William Wilson & Son’s of Bannockburn. Dzięki niej wzory można było powielać do woli, a Willson  przypisał odpowiednim wzorom numery. Niebawem z wzorami zaczęto kojarzyć szkockie klany i sporządzać rejestry przynależności do nich (tylko to pozwalało na noszenie tradycyjnego stroju).


Dziś Szkoci chętnie zakładają tradycyjne stroje na ważne uroczystości, zwłaszcza śluby.
 

Szyciem strojów zajmują się specjalne przedsiębiorstwa. Tu KILTMAKER leżący nad rzeką Ness w Inverness, stolicy Highlandsu.


Cena prawidłowo uszytego kiltu, na wykonanie którego średnio zużywa się 4m wełnianej tkaniny to koszt ok. 300 funtów. 


Jeśli dodamy do tego resztę stroju łącznie ze sporranem (futrzaną torebką) to kwotę należy podwoić.


Młode pokolenie też jest oswajane z tradycją,




a dudziarzy można spotkać w wielu turystycznych miejscach.

 
Są też bardziej swobodne zastosowania tradycyjnej kraty jak tu w stroju ślubnym pana młodego.


Współcześnie rejestracją nowych wzorów tartanów  i nadzór nad poprawnym i legalnym używaniem dawnych, sprawuje urząd herolda Szkocji (The Court of Lord Lyon King of Arms).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...