piątek, 25 lipca 2014

Pan de Sal czyli pieczywo z Filipin

Pan de Sal to  najbardziej popularne pieczywo Filipin. W dosłownym tłumaczeniu to chleb z solą, ale w rzeczywistości jest bardziej słodszy niż słony. Ma portugalskie pochodzenie, choć Filipny były kolonią hiszpańską. Nazywa się go także chlebem biedaka, bo był tańszą alternatywą dla ryżu w czasach wojny. Podobno każdy Filipińczyk je codziennie Pan de Sal, a bułeczki można kupić wszędzie  i o każdej porze. Spotkałam się również ze stwierdzeniem, że ten chleb dla mas jest mocno związany z historią i kulturą kraju.
Nie było problemu ze znalezieniem przepisu na bułeczki. Skorzystałam z receptury na Jun-blog, prowadzonego przez Jun Belem. Specjalizuje się on w kuchni filipińskiej. Znajdziecie tam również instrukcję obrazkową, która ułatwi wykonanie bułeczek. Polecam ten bardzo prosty i wdzięczny przepis, pieczywo jest lekkie i pyszne.
Dołączam go do comiesięcznej listy Wisly NA ZAKWASIE I NA DROŻDŻACH. Listę lipcową tworzy tym razem Łucja z FABRYKI KULINARNYCH INSPIRACJI.

 
 
Pan de Sal



 
 
 
Składniki na 11-12 bułeczek:
 
na rozczyn:
40g świeżych drożdży
60 ml letniej wody
1/3 łyżeczki cukru
 
na ciasto:
375g mąki pszennej poznańskiej
50g cukru
120-200ml letniej wody
1/2 łyżeczki soli
45g oleju rzepakowego
2 łyżki bułki tartej

Wymieszać drożdże z cukrem i wodą, odstawić i poczekać aż płyn zacznie "bąbelkować".

Połączyć mąkę, cukier, ciepłą wodę (najlepiej na początku nie całą), sól i tłuszcz w dużej misce i wymieszać. Dodać aktywny rozczyn. Wyrobić miękkie i elastyczne ciasto (ręcznie lub robotem, najlepiej końcówką z hakiem). Jeśli mieszanka będzie zbyt sucha dodać pozostałą wodę. Gdy ciasto jest zwarte i dobrze odchodzi od ścianek naczynia czy podłoża odstawić je przykryte folią do podwojenia objętości.

Po tym czasie rozpłaszczyć ciasto na blacie w prostokąt i zrolować je ciasno dłuższym bokiem, żeby otrzymać zwarty walec. Przykryć ściereczką i odczekać aż urośnie. Następnie ostrym nożem pokroić na plastry o grubości ok. 2,5 cm. Obtoczyć delikatnie w bułce tartej każdy kawałek lub posypać z wierzchu, ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem i poczekać aż bułeczki podwoją swoją objętość (również w tej fazie przykryć je ściereczką).
 



Piec ok. 20 min w temperaturze 180 stopni, wystudzić na kratce.

Bułeczki można zamrażać i po wyjęciu z zamrażalnika odświeżać
w kuchence mikrofalowej.
 
Jeśli chcecie jeść je z wytrawnymi dodatkami, to sugeruję zredukowanie cukru.
 
 


 ***
Dziś zapraszamy Was na filipiński targ. Już wspominaliśmy, że lubimy odwiedzać tego typu miejsca, bo one zawsze dużo mówią o życiu ludzi w danym rejonie świata. Targ nazywa się Malatapay i odbywa się w miejscowości Barangay Maluay na wyspie Negros, około 30 km na południe od stolicy wyspy Dumaguete. Nie stoją tu tak jak przy centrach handlowych (w dużych miastach) żołnierze w hełmach i z karabinami. Tu życie toczy się zwyczajnym, powolnym, lokalnym rytmem. Gdy dojechaliśmy, z daleka mogliśmy rozpoznać, że to tu.


W przeciwieństwie do pięknych pocztówkowych widoków mamy okazję zobaczyć cząstkę prawdziwego życia mieszkańców.

 
Na straganach sprzedawane są warzywa z okolicznych wiosek.


Te leżące na dole to kolczochy, warzywa spokrewnione z dynią. Mogą  być spożywany na surowo  i gotowane np. jak ziemniaki czy inne warzywa korzeniowe. 
 

Tu poniżej pomarszczony, podobny do ogórka leży gorzki melon u nas nazywany przepęklą. Jest chętnie stosowany do potraw pochodzących z kuchni indyjskiej, szczególnie do curry.

  
Okra, bakłażany i krewni kabaczka.


Kurkuma i plantany

 
Ponieważ Malatapay położony jest nad morzem, można tu również kupić  ryby.
 

Świeże



oraz suszone.
 


 
Idziemy dalej

 
Oglądamy meble zrobione przez lokalnych rzemieślników z drewna bambusowego.
 

 Noże, maczety, piły itp.


Ryż na wagę.

 
Coraz więcej poruszających się pojazdów ze zwierzętami sugeruje, że zbliżamy się do handlu żywym towarem. 
 





Częsty deszcz to norma. Trudno przedostać się nam przez błoto. Obserwujemy i zauważamy, że tu handlują sami mężczyźni.




 Jak widać zakupy są udane


choć niekoniecznie zadowala to wszystkie zainteresowane  strony.

 

O kogutach napiszemy oddzielnego posta. To ważna część kultury Filipin.

 
Mimo, że jest gorąco to można tu kupić świeże mięso. Jak widać nie są to ilości hurtowe, ale raczej porcje pochodzące z gospodarskiego uboju.
 

Na końcu targu znajduje się strefa kulinarna. Gar-kuchnie pracują na pełnych obrotach.


Pieczone mięso wieprzowe miało piękną , skarmelizowaną skórę, my jednak nie skorzystaliśmy z tego przysmaku.

 
Za to napiliśmy się domowej produkcji piwa.
 
 
Dla tych, którzy nie mają czasu zapuszczać się na sam koniec targowiska są lokalne fast foody. Nie zawsze mogliśmy rozszyfrować co jest co...
 



Bardzo smaczna i popularna sałatka z alg.


Drobne rybki przypominały kolorem zaprawę cementową.

 
Powoli zmierzamy do powrotu.
 
 
 
Zadziwiała nas różnorodność "opakowań" sprzedawanych z gotowanym ryżem.




 
Wsiadamy do jeepneya, żeby dojechać do Domaguete, gdzie się zatrzymaliśmy. Często korzystaliśmy z tego typu transportu.
 

Po drodze robi się coraz ciaśniej.


Niestety tym razem musieliśmy zmienić pojazd na inny.


Z transportem jednak nie ma tu żadnego problemu.

 

sobota, 19 lipca 2014

Jagodowe orzeźwienie.

Lato w pełni. Plaże pełne turystów, my jednak preferujemy las i łąkę. Lato w mieście też może być przyjemne. Owocem dzisiejszych spacerów po lesie są ... owoce. A konkretnie jagody. Słońce praży niemiłosiernie, więc zamieniamy je w antidotum na upał.
 

Kremowe lody jagodowe  z ciepłym jagodowym sosem



 

Składniki:

na custard:
4 żółtka
200 ml śmietany kremówki
200 ml mleka
80g cukru
pół laski wanilii

na lody:
500g jagód i 15g cukru
pół laski wanilii

na sos jagodowy:
100g jagód i 10g cukru

Przygotowujemy najpierw custard, czyli naszą bazę do lodów, by były one doskonale kremowe. Śmietanę, mleko i cukier zagotowujemy w garnku. Dodajemy ziarnka wanilii i resztę laski, którą aromatyzujemy przez kilkanaście minut gotowy płyn. W międzyczasie możemy go ponownie podgrzać. Po tym czasie laskę wanilii wyrzucamy.

Ubijamy żółtka. Dolewamy do nich powoli mieszankę śmietany, mleka i cukru, mieszając by żółtka się nie ścięły. Na bardzo małym ogniu gotujemy custard, cały czas mieszając silikonową łopatką, zwracając szczególna uwagę na ścianki garnka. Po około 20 minutach płyn zacznie nam gęstnąć. Wkładamy garnek do wody z lodem. Custard gotowy.

Jagody gotujemy na niewielkim ogniu z niewielką ilością cukru, aż puszczą soki (około 10 minut). Przecieramy przez średnie sito, odrzucając część skórki. Resztę dodajemy do naszego custarda, dobrze mieszając, by uzyskać jednorodną strukturę. Gotową bazę jagodowych lodów wkładamy do schłodzenia do lodówki. Kiedy będzie już wystarczająco zimna uruchamiamy maszynę do lodów i kręcimy nasze wspaniałe jagodowe orzeźwienie.

Teraz przygotujmy jagodowy sos. Podobnie jak poprzednio gotujemy jagody z cukrem przez około 10 minut. Tym razem miksujemy je i przecieramy przez bardzo drobne sito.

Na ciepłym sosie jagodowym podajemy nasze kremowe lody jagodowe. I upał jakby zelżał.

*
 
 
 
 
Wyprawa do lasu to dla nas nie tylko zbieranie jagód. Oto  co jeszcze zobaczyliśmy :)
 
 
 
 



 










 




 
 

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...