poniedziałek, 26 stycznia 2015

Duszony jeleń w pikantnym sosie winno-czekoladowym. Spektakularne szkockie zamki - Eilean Donan.

Kontynuujemy nasze kulinarne doświadczenia z dziczyzną i wspomnienia ze Szkocji. Dziś będziemy dusić udziec jelenia. To jeden ze sposobów na uzyskanie głębokiego smaku z dobrego jakościowo mięsa. Jeśli posiadacie tańsze części mięsa - karczek lub łopatkę jelenia, będą równie dobre. Uparcie promujemy to pyszne, choć trudno dostępne mięso, bo ma w sobie niezwykły aromat i jak rzadko które świetnie komponuje się z owocami ogrodowymi i leśnymi. Tym razem mięso wykorzystamy nieco inaczej. Wiedzcie też, że dziś możecie zastąpić je wołowiną.

Nigdy nie byłem przekonany do podawania mięs z sosem czekoladowym, choć od czasu do czasu słyszałem o takich próbach. Gdy zapoznałem się z przepisem z magazynu "Good Food" stwierdziłem, że zaryzykuję. Zmodyfikowałem nieco przepis dodając pikantnej nuty, która według mnie wspaniale komponuje się z gorzką czekoladą. Było pysznie, ale od razu uprzedzam - podajcie danie z warzywnym puree np. z selera, do tego intensywne w smaku czerwone wino, które zrównoważy mocny sos. I skromnie z czekoladą. W przepisie jest 1 deko, czyli 1/10 tabliczki czekolady. Uwierzcie, że tyle wystarczy.
 

PIKANTNY DUSZONY UDZIEC JELENIA W SOSIE WINNO-CZEKOLADOWYM Z WARZYWAMI


 
Składniki (na 2 porcje):

350g udżca jelenia bez kości
łyżka masła klarowanego
sól i pieprz
pół cebuli, poszatkowanej
ząbek czosnku, posiekany
łyżeczka ziaren kuminu
łyżeczka ziaren kolendry
mały kawałek kory cynamonu
poł łyżeczki chili w proszku
1/4 papryczki chili, drobno posiekana
łyżeczka mąki pszennej
250ml czerwonego wytrawnego wina
250ml bulionu
100g przecieru pomidorowego
gałązka tymianku
liśc laurowy
10g ciemnej czekolady

Wykonanie:

Mieso jelenia kroimy w dużą kostkę. Przyprawiamy solą i pieprzem. Obsmażamy na maśle klarowanym. Oprószmy niewielką ilością mąką. Dodajemy posiekane warzywa oraz przyprawy. Obsmażamy kilka minut. Dodajemy wino, bulion i przecier pomidorowy. Wrzucamy tymianek i liść laurowy. Dusimy na małym ogniu pod przykryciem 90-120 minut, aż mięso będzie kruche.

Do sosu dodajemy 10g ciemnej czekolady. Mieszamy, by rozpuściła się, a całość połączyła się. Połączenie wina, czekolady i chili jest doskonałe. To głęboki smak, który doskonale łączy się z aromatycznym mięsem. Ważne, aby nie przesadzić z czekoladą, gdyż jej smak jest bardzo intensywny.

Danie podajemy z puree z selera, pietruszki lub ziemniaków.
 
Dania z jelenia nieodmiennie kojarzą nam się ze Szkocją. Tam jedliśmy najlepsze potrawy i tam nauczyliśmy się przyrządzać to mięso. Szkocja to jeden z dwóch naszych ulubionych krajów europejskich. Jeśli zastanawiacie się jaki jest drugi - spójrzcie na ilość opowieści na naszym blogu. Choć Szkocja samodzielnym krajem nie jest (niewiele brakowało), to jej historia i tradycje zasługują na to, by ujrzeć w niej odrębność. Przemieszczając się drogami Szkocji spotykamy sporo zamków, twierdz, budowli obronnych. Oczywiście najbardziej znane, największe, to zamki w Edynburgu i Stirling. Inne zaś, choć mniejsze zachwycają położeniem, czy urokiem okolicy. Część popadła w ruinę, a i tak stanowi atrakcję. Zwłaszcza dla fanatyków historii i ... fotografii.

Eilean Donan położony na wyspie wdzierającego się w ląd fiordu Loch Duich, jest ponoć najczęściej fotografowanym szkockim zamkiem. Bo okolica spektakularna i położenie jego wyjątkowe.
 

Eilean to wyspa, a tytułowy Donan to prawdopodobnie żyjący na przełomie VI i VII wieku irlandzki biskup, który po przybyciu do Szkocji utworzył wspólnotę religijną, po czym zginął męczeńską śmiercią. Później, w XIII wieku powstała warownia, która miała chronić okolicę przed najazdami Wikingów. Trudno dostępna okolica została wybrana nieprzypadkowo.


Początkowo warownia była znacznie większa. W XIV wieku, prawdopodobnie ze względu na brak odpowiedniej liczby żołnierzy została pomniejszona. Mimo to położenie i wysokie mury gwarantowały łatwość obrony twierdzy.
 

W 1719 roku w zamku stacjonowało 46 żołnierzy hiszpańskich wspierających Jakobitów w walce o przywrócenie dynastii Stuartów na tron brytyjski. Na tyłach zamku składowano gigantyczne ilości prochu strzelniczego, czekając na dostawę dział i broni z Hiszpanii. Wojska angielskie ubiegły jednak dostawę. Wpłynęły trzema statkami na fiord Loch Duich i po intensywnym ostrzale oraz krótkotrwałej walce zdobyły zamek. Proch zgromadzony w zamku wykorzystały do wysadzenia ocalałych murów, co spowodowało że warownia zmieniła się w malowniczą ruinę. Dopiero 200 lat później zamek został odbudowany przez pułkownika Mac Rae-Gilstrapa, który wykupił wyspę. Elementy skalne pozyskano z okolicznych gór, a metalowe i drewniane przyjechały z Edynburga.

 
Okolica wydaje się niedostępna. Dziś oczywiście dojeżdża się tam drogą, lecz wyobrażenie trudów podróży sprzed siedmiuset lat pokazuje dlaczego zamek nie został zdobyty przez kilka stuleci. Surowe tereny nie oznaczają braku subtelnego piękna. Zielone wzgórza, szare skały, dziewicze lasy i kolorowe rośliny odwiedzane przez chmary owadów stanowią nie lada atrakcję dla chętnych na wędrówkę po okolicy.
 
 

Zamek ma oczywiście swojego ducha w postaci hiszpańskiego żołnierza zabitego podczas oblężenia w 1719 roku. Sypialnie zaś nawiedza zjawa - Lady Mary. Mgliste krajobrazy jeziora i gór potęgują wrażenie tajemniczości i uwiarygadniają obecność sił nadprzyrodzonych.
 
 
Skąd więc taka sława niewielkiego zamku, który stoi gdzieś samotnie w opuszczonej przez człowieka okolicy? Być może nie historia, a dzień dzisiejszy przesądził o tym fakcie. Eilean Donan wystapił bowiem w wielu fimach. Tu kręcono sceny do "Nieśmiertelnego" z Christopherem Lambertem i Sean'em Connery. W jego murach działa się historia znana z filmu "Elżbieta: Złoty wiek". Pierce Brosnan był tu jako jeden z Bondów w filmie "Świat to za mało". To tylko część z kilkunastu znanych filmów, które uwieczniły zamek i okolicę. Nas urzekły spektakularne widoki twierdzy, jej aura i widoki pięknej, majestatycznej krainy.
 
 
 

środa, 21 stycznia 2015

Tarta cytrynowa. Na słodko w Paryżu.

Uwielbiam tarty cytrynowe. Jeśli gdzieś zamawiam coś słodkiego, a w menu jest tarta cytrynowa, to z niej nie rezygnuję :) Mam do nich słabość. Kilka lat temu obejrzałam film "Toast" ("Tost. Historia chłopięcego głodu"), opowiadającego o losach Nigela Slatera. Piekłam wtedy przez jakiś czas tarty z włoską bezą. Nie jest to jednak to czego szukałam. Wolę proste tarty cytrynowe. Dziś właśnie przepis na mój ideał. Tak...to trochę ryzykowne sformułowanie, ale w końcu smak to bardzo indywidualna sprawa.
 
 
Tarta cytrynowa
 
 
 
 
Składniki na lemon curd:
wg Davida Lebovitza
 
225 ml soku z cytryny
115g  drobnego cukru
150g masła
4 jaja
3 żółtka
 
Należy przygotować metalową miskę, w której można gotować na parze oraz garnek.
Otrzeć skórkę z dwóch wyparzonych cytryn do miski. Wycisnąć sok z tych i pozostałych owoców i wlać przecedzony do garnka, dodać cukier i masło, podgrzewać i mieszać aż masło i cukier rozpuszczą się.
W osobnym (dostatecznie dużym, żeby dodać masę z garnka) naczyniu ubić jajka z żółtkami. Kiedy mieszanina soku będzie ciepła (nie gorąca!) dodać ją strumieniem do jajek pamiętając o tym, żeby cały czas mieszać jajka na wysokich obrotach. Wlać mieszaninę do garnka i na małym ogniu podgrzewać cały czas mieszając do momentu aż zgęstnieje. Potrwa to kilka minut.
Otrzymaną masę wlać do miski z otartymi skórkami z cytryny (najlepiej to zrobić przez sito) i wymieszać. Zagotować trochę wody w garnku i ustawić na nim miskę z custardem. Mieszać cały czas (najlepiej trzepaczką rózgową) żeby dodatkowo go zagęścić. Jeśli miska będzie się mocno nagrzewać , to zdejmować ją na blat, ale nie przerywać mieszania. Po chwili znów ustawić ją na parującym garnku. Trwa to od 8-10 minut.
Otrzymany lemon curd można zużyć od razu lub po ostudzeniu włożyć do pojemnika z przykrywką i wstawić do lodówki.
  
 
Składniki na ciasto:
składniki na foremkę prostokątną o wymiarach zewnętrznych 35cm x 11cm lub okrągłą o średnicy 22cm 
 
170g mąki krupczatki
70g masła
40g cukru pudru
2 żółtka jaj L
szczypta soli
1-2 łyżki zimnej wody
 
 
 
Ciasto szybko zagnieść (lub zmiksować w melakserze), tylko do połączenia składników w gładką masę. Włożyć zawinięte w folię na godzinę do lodówki. Po odpoczynku w chłodzie wyłożyć ciasto i odczekać kilka minut. Rozwałkować i wyłożyć wysmarowaną tłuszczem formę do tarty. Nakłuć widelcem ciasto, przykryć pergaminem i obciążyć. Piec w nagrzanym piekarniku do 180 stopni przez 20 min.
Następnie na podpieczony spód wylać lemon curd i piec 8-10 minut.

 
 
Dodatkowe uwagi:
-smak tarty zależy od kwaśności cytryn, wybierajcie więc dojrzałe owoce i próbujcie sok,
-tartę można podać z małymi bezikami lub quenelle z bitej śmietany z cukrem, co złagodzi kwaśność.


***
 
We Francji trudno mi było przejść obojętnie obok pattiserie. Muszę chociaż popatrzeć, bo te wszystkie cukiernicze wyroby wyglądają jak małe dzieła sztuki.
 
 
W Paryżu mieliśmy dwa obowiązkowe punkty - cukiernie Laduree i Pierre Hermé. Obie firmy mają kilka punktów w Paryżu i wybraliśmy sobie te, które były dla nas przy trasie zwiedzania. Pierra Hermé nie trzeba przedstawiać miłośnikom słodkości. Jest autorem popularnej w Polsce książki "Desery". W czwartej generacji cukiernik dziś osiągnął już chyba wszystko. Uznanie w branży (określany jest jako Picasso cukiernictwa) i wśród klientów oraz butiki w kraju i poza nim ze swoimi wyrobami. Odwiedziliśmy salon przy 4 rue Cambon.
 
 
W miłym wnętrzu najpierw skupiliśmy się na oglądaniu.
 

Kusiły nas ciasta, ale nie miały one szans przy


czekoladach


i czekoladkach, którymi nas poczęstowano.


Ostatecznie kupiliśmy makaroniki. Zupełnie nieświadomie wybrałam dla siebie ispahan, nie wiedząc, że zostały one uznane jako najlepsze autorstwa Hermé. Zaintrygowała mnie nazwa i skład (róża, liczi i maliny). Piotr wybrał mogador - kombinację marakui i mlecznej czekolady i też były pyszne.

 
Ladurée jest wiekową marką. Początki cukierni sięgają aż 1862 roku. Są podobno najbardziej znanym wytwórcą makaroników i sprzedają ich 15 000 dziennie.  Tu wystawa w letnim klimacie.
 

Taka ilość sprzedaży mnie nie dziwi, gdyż Ladurée ma swoje salony na wszystkich kontynentach - najwięcej w Europie, nieco mniej w Azji. Łącznie jest ich 48.

 
Rozwój firmy nastąpił od 1993 roku, kiedy została ona przejęta przez Holder Groupe. My wybieramy cukiernię na rue Bonaparte (pod numerem 21). W środku prawdziwe cuda cukiernicze.


Kusimy się na makaroniki...ale bez wielkich szaleństw.



Ceny w salonach cukierniczych są adekwatne do sławy marki ;)


Odwiedzamy jeszcze niedaleko położony, bo pod numerem 27 salon  Richart słynący z czekoladek.


Misternie ozdobione wzbudzają zachwyt. Każdy kolor łączy się z innym smakiem.


Podziwiamy też makaroniki, ale nie kusimy się już na zakupy.

 
 
Namawiamy Was za to na domową tartę cytrynową ;)

niedziela, 18 stycznia 2015

Marynowany, pieczony filet łososia z ziemniaczanym "risotto", mini fondantami ziemniaczanymi i świeżą sałatką z rukoli. Chałupy zimą.

Nie mam na myśli chałup pokrytych śniegiem na Mazurach, ani tych spod których dachów w Zakopanem zwisają sople lodu. Wybraliśmy się na półwysep Helski. Piękna plaża, piękna pogoda i prawie brak śladu zimy. W sam raz na długi, trzygodzinny spacer.

Najpierw jednak rzućmy okiem na dzisiejsze danie. Mamy złe doświadczenia z konsumpcji łososia poza domem. Spora część naszych restauratorów nie potrafi dobrze go przyrządzić. To przykre, biorąc pod uwagę, jak nieskomplikowany to do przygotowania produkt. Przegotowują go, przesmażają, za długo trzymają w piecu. Efektem jest wysuszona i niejadalna dla nas ryba. Postanowiłem zatem podać łososia tak jak lubimy, by był pysznie soczysty. A podamy go z ziemniakami inaczej.
 

MARYNOWANY PIECZONY ŁOSOŚ Z ZIEMNIACZANYM "RISOTTO",
MINI FONDANTAMI ZIEMNIACZANYMI I SAŁATKĄ Z RUKOLI 


 

Składniki (porcja na dwie osoby):

300-350g fileta z łososia
70ml wytrawnego białego wina

na marynatę do łososia:
musztarda
miód
sok z cytryny
mały posiekany ząbek czosnku
kilka kropel sosu Worcestershire
sól, pieprz, szczypta chili

na mini fondanty ziemniaczane:
wykroić niewielkie "walce" z ziemniaka o średnicy ok.1cm i wysokości ok. 1-1,5cm - 12 sztuk
gałązka tymianku
łyżka masła klarowanego

na ziemniaczane "risotto":
2 ziemniaki
szalotka
pół ząbka czosnku
50ml półwytrawnego sherry (jeśli nie macie użyjcie białego wina)
pół szklanki bulionu
łyżka startego parmezanu
łyżeczka masła
sól, pieprz

na sałatkę z rukoli:
rukola
vinegrette: oliwa, balsamico, miód, pół posiekanego ząbka czosnku, sól, pieprz
starty parmezan

Wykonanie:
Fileta z łososia pozbawiamy skóry. Następnie przekrawamy w miejscu, gdzie staje się cieńszy. Przekrawamy na pół, by otrzymać cztery kawałki, dwa grubsze i dwa cieńsze. Przygotowujemy marynatę (ilość składników należy tak dobrać, by smak był zbalansowany; pomieszać i próbować, ewentualnie zmienić proporcje). Kawałki łososia smarujemy marynatą i odstawiamy na 30 minut.

W międzyczasie wykrojone fondanty smażymy na maśle klarowanym, aromatyzowanym gałązką rozmarynu. Zmniejszamy ogień i smażymy, obracając je co kilka minut. W zależności od wielkości zajmie to około 15 minut. Odstawiamy.

Przygotowujemy ziemniaczane "risotto". Obrane ziemniaki kroimy na cieniutkie plastry grubości ok. 1mm (ja robię to na maszynie do krojenia chleba). Następnie kroimy je na paski, równiez grubosci ok. 1mm i w końcu na malutkie cząstki wielkości ziarnka ryżu. Warto przyłożyć się do tego, bo nierówno lub zbyt grubo pokrojone kawałki będą niedogotowane.
 
 
W garnku na oliwie na dużym ogniu podsmażamy posiekaną drobno szalotkę z czosnkiem, po czym dodajemy pokrojone ziemniaki. Mieszamy, deglasujemy półwytrawną sherry. Zmniejszamy ogień i dodajemy porcję bulionu. Przykrywamy garnek i dusimy. Dodajemy do smaku sól i pieprz. Ziemniaki w przeciwieństwie do ryżu nie chłoną bulionu, dlatego należy dolewać go w bardzo małych ilościach, mieszając co jakiś czas potrawę. Gotujemy na małym ogniu około 20 minut. Czas gotowania będzie zależał od wielkości cząstek ziemniaków. Na koniec wyłączamy ogień, dodajemy starty parmezan i masło. Mieszamy i przykrywamy, by potrawa odpoczęła przez kilka minut. Technika gotowania jest analogiczna jak w przypadku przygotowania risotto, ilość bulionu zaś znacznie mniejsza.

W międzyczasie przygotowujemy łososia. Pamiętajcie, by miał temperaturę pokojową. Jeśli będzie prosto z lodówki upiecze się na zewnątrz, wnętrze zaś pozostanie pół surowe. Zamarynowane duże kawałki pieczemy w piekarniku 180 stopniach C, w małej brytfance z białym winem przez 13-14 minut. Po 4 minutach dokładamy "cieńsze" kawałki łososia. Te będą piekły się maksymalnie 10 minut.

Przygotowujemy sałatkę z rukoli. Umytą i wysuszoną rukolę łączymy z winegrettem i startym parmezanem.

Podajemy kawałki fileta łososia na ziemniaczanym "risotto", z ziemniaczanymi mini fondantami i sałatką z rukoli. Z drobnym dodatkiem ostrej papryczki dla niestroniących od pikanterii. To lekkie, acz pożywne danie wyzwoli chęć na dłuższy, energetyczny spacer, albo ukoi głód bezpośrednio po nim.
 
***

Dziś zawitaliśmy znacznie bliżej niż zwykle. Okolice Chałup na Półwyspie Helskim są jednym z naszych ulubionych miejsc poza sezonem. Nie ciągnie nas do komercyjnej Jastarni, czy Juraty. Tu jest przyjemnie pusto. Wystarczy zatrzymać się na jednym z leśnych parkingów. Gdzie? Tam gdzie stoi zaledwie kilka samochodów. Czasem żaden.

Gdy dopisuje pogoda, świeci słońce i brak jest wiatru, trudno znaleźć bardziej pociągające miejsce w naszej strefie klimatycznej. Inaczej wówczas prezentuje się morze. Jest błękitne i zachęca, by się w nim zanurzyć. Tylko rozsądek podpowiada, że to nie ten czas.
 
 
 
Nawet ptaki wolą obserwować morską toń z drewnianych falochronów. A wcale nie muszą, bo wokół pustka i prawie nie ma ludzi. 


Widać jednak, że oprócz nas jakieś stworzenia korzystają z uroków spaceru zimową plażą. Przeszły ledwo chwilę temu. Moment i kolejne fale wyczyszczą ich świeże ślady.


Jesteśmy nad otwartym morzem, więc mimo braku wiatru spieniona woda dowodzi, że żywioł ma się dobrze. Czasem, zwłaszcza gdy dotrzemy tu w środku tygodnia, na horyzoncie widać przepływające statki. Dziś w to świąteczne popołudnie horyzont mieni się jedynie kolażem wydobytym z chmur i słonecznego światła. Dzień jest krótki, nie znaczy że nie jest piękny.


Pogoda potrafi zmienić się w chwil kilka. Dziś jest jednak bardzo łaskawa, mimo formującej się gdzieś w oddali warstwy chmur. Piasek o tej popołudniowej porze przybiera odcienie szarości, zaś woda pieszczona ostatnimi promieniami słońca mieni się różnymi kolorami. Pastelowymi, ciepłymi, zgoła innymi niż temperatura otoczenia.
 
 
Czas na powrót do domu.


Mija kolejny dzień. Przychodzi czas kolacji. Mewy, jak my, też pewnie myślą ... czas na rybę.

środa, 14 stycznia 2015

Rustykalny chleb hiszpański i pueblos blancos.

Znów pieczemy razem chleb. Wyboru wypieku do Styczniowej Piekarni Amber dokonała Ania z Bajkorady. Przepis pochodzi z tej strony. Chleb pyszny, wdzięczny w wykonaniu, chętnie będę go powtarzać, polecam :)


Rustykalny chleb hiszpański/ Pan Rustico

 
 
 
Starter:

– 150 ml ciepłej wody
– 1 łyżeczka cukru
– 26 g świeżych drożdży

– 125 g mąki pszennej chlebowej (użyłam typu 650)

Wodę wymieszać z cukrem i drożdżami. Pozostawić w ciepłym miejscu około 10 minut. Wymieszać z mąką, uzyskując konsystencję  pasty. Przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na 24 godziny.

Ciasto właściwe:

– 200 ml ciepłej wody
– 1 łyżeczka cukru
– 9 g świeżych drożdży

– 275 g mąki pszennej chlebowej( typ 650) + do podsypywania
– 100 g mąki pszennej razowej (typ 1850)
– 1 łyżeczka soli
– 1 łyżka oliwy


Wodę wymieszać z cukrem i drożdżami. Odstawić na 10 minut. Mąki wymieszać z solą, starterem, rozpuszczonymi drożdżami oraz oliwą. Mieszać łyżką do osiągnięcia lepkiego ciasta. Przenieść na stolnice i zagniatać przez ok. 10 minut, aż będzie elastyczne i gładkie (rozciągać ciasto i składać z powrotem do siebie). Nie podsypywać zbyt dużo mąki, żeby ciasto nie zrobiło się za suche. Gotowe przełożyć do naoliwionej miski i odstawić na min. 1 godzinę do wyrośnięcia (podwojenia objętości)
Blachę wysypać mąką.
Ciasto przełożyć na blachę. Rozciągnąć na ok. 30 cm długości złożyć na pół – czynność dwukrotnie powtórzyć. Uformować bochenek i naciąć go kilkakrotnie ostrym nożem. Posypać mąką i odstawić w ciepłe miejsce na 45-60 minut (powinien dobrze wyrosnąć).
Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 240 stopni. Piec ok. 20-25 minut, aż się zarumieni, a spód będzie wydawał głuchy odgłos. Studzić na kratce.
 
 
p.s.
-do ciasta właściwego dodałam 50 g mąki, w oryginale jest to 225 g,
-gdy chleb wyrastał przed pieczeniem, ułożyłam go na blasze tuż przy brzegu i z drugiej strony położyłam zrolowaną, omączoną ściereczkę; dzięki temu chleb nie rozlał się i zachował ładny kształt (miał długość 38 cm).

Pan Rustico na blogach:

Akacjowy blog
Bajkorada
Eksplozja smaku
Fabryka kulinarnych inspiracji
Grahamka, weka i kajzerka
Jagodziana Coffee
Każdy ma jakiegoś bzika
Konwalie w kuchni
Kuchnia Alicji
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Kuchenne wojowanie
Kulinarne przygody Gatity
Leśny zakątek
Magnolia rozmaryn
Manufaktura Moni
Małe kulinaria
Mozaika życia
Nie tylko na słodko
Nieład malutki
Ogrody Babilonu
Posadzone i zjedzone
Proste potrawy
Smak mojego domu
Smakowity chleb
Smakowe kubki
Stare gary
Sto kolorów kuchni
W poszukiwaniu slowlife
Ugotujmy to
Zacisze kuchenne
Z miłości do słodkości


Chleb dodaję do comiesięcznej listy Wisly NA ZAKWASIE I NA DROŻDŻACH, która w styczniu gości u Agaty na blogu Kulinarne przygody Gatity oraz do PANISSIMO.

 
***

Hiszpański chleb rustykalny przywołał wspomnienia z Hiszpanii. Dziś zapraszam Was do pueblos blancos czyli białych miast Andaluzji.

 Gaucin

Tak nazywane są miasta i miasteczka, które leżą na terenie gór Sierra de Grazalema  oraz Parku Narodowego Andaluzji – Parque Natural de la Sierra Grazalema (prowincja Kadyksu i Malagi). 


Dawniej były to ufortyfikowane twierdze, które miały zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo.
 
Cortes de la Frontera
 
Ich nazwa wzięła się od bielonych wapnem ścian (mającego właściwości antybakteryjne), które odbijają słoneczne światło.
 
 
Wszystkie budynki mają dachy pokryte płytkami w odcieniach brązu.
 

 
Pierwotnie były to osady budowane i zamieszkiwane przez Berberów z północnej Afryki. Istniały już na początku pierwszego tysiąclecia. Podczas rekonkwisty chrześcijanie pokonali Berberów, przejęli miasta, ale zachowali w nich dawny układ architektoniczny i elementy architektury mauretańskiej. Wybudowano w nich przynajmniej jeden kościół, który zwykle góruje nad miastem, aby podkreślić zmianę jaka dokonała się na tych ziemiach. Tak jak tu w Casares.
 
 
Poniżej Olvera z widocznym na wzgórzu kościołem i arabską fortecą.


Wokół niej znajdują się największe na świecie plantacje oliwek.
 
 
Setenil de las Bodegas to wyjątkowe miasto rozciągające się wzdłuż rzeki Trejo. Niektóre z domów przylegają do nawisów skalnych wyrzeźbionych przez rzekę w wulkanicznym tufie.
 
 
 
Ronda to jedno z najefektowniej położonych miast nad urwistą, wapienną rozpadliną.  
 
 
Była jednym z ostatnich bastionów arabskich zdobytych przez chrześcijan. Z pewnością położenie miasta było wielkim atutem obrońców. 
 

Między pueblos blancos prowadzi malownicza trasa wśród pofałdowanych terenów rolniczych,
 
 
lasów z dębów korkowych,

 
łąk pokrytych późną zimą dzikimi narcyzami.


Przy drogach można zobaczyć budzące się do życia migdałowce


i odpoczywające po płodnej jesieni kasztanowce.

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...