wtorek, 30 czerwca 2015

Nasz najlepszy chleb. Ptaki naszego lasu i okolic.


Dwa lata temu Wisla  z bloga  Zapach chleba rozpoczęła prowadzenie listy wypieków Na zakwasie i na drożdżach. To był wspaniały pomysł, któremu bardzo kibicowaliśmy. Teraz nadszedł czas na pożegnanie, wielka szkoda...Zgromadzony dotychczas zbiór linków może nadal inspirować i być świetnym źródłem do poszukiwań nowych przepisów.
Czerwcowa lista jest pod hasłem "mój najlepszy chleb". Ponieważ jest tu nas dwoje to na jednym chlebie nie może się przecież skończyć ;D A poważnie...to właśnie dwa nasze domowe, najlepsze chleby. Dobrze się składa, bo oba pochodzą ze zbiorów Wisly. Jakiekolwiek czynimy eksperymenty piekarnicze w kuchni, to zawsze wracamy do tych właśnie chlebów. Można powiedzieć, że to nasze codzienne pieczywo. Chleb pytlowy pieczemy, gdy zakwas ma dobrą energię. Gdy się rozleniwia pieczemy chleb pszenny z niewielkim dodatkiem drożdży. Jeśli zakwas dobrze działa to oczywiście drożdży nie dodajemy. Oba chleby mają podobną strukturę, dają się pokroić na bardzo cienkie kromki. Uwielbiamy je :)
 
Wislo-dziękujemy za TE przepisy, za listę, za to że dwukrotnie oddałaś ją w nasz akacjowy zakątek.
 
 
 
Chleb pszenny na żytnim zakwasie zwany chlebem Wiesi
 
 
 
 
Składniki na jeden bochenek:
 
zaczyn:
2 łyżki odkarmionego dzień wcześniej zakwasu żytniego
70 g mąki żytniej razowej
30 g mąki żytniej typ 720
150 g wody
 
Wszystko razem wymieszać, przykryć i odstawić na noc lub kilkanaście godzin.
 
Ciasto chlebowe:
cały zaczyn
500 g przesianej mąki pszennej, chlebowej
150 g innej mąki (dodaję zwykle Graham, ale może być to każda mąka)
100 g ziaren (lnu i słonecznika)
1/8 łyżeczki drożdży instant
300-350 g wody
1 łyżeczka soli
 
Wszystkie składniki poza solą wymieszać i wyrobić  robotem z hakiem przez ok.15 min. Przykryć ściereczką i odstawić na ok. 5 min. Następnie dodać sól i wyrabiać jeszcze ok. 10 min. Gdy ciasto będzie odchodzić od ścianek, odstawić pod przykryciem w ciepłym miejscu na ok. 45 min. Następnie złożyć go metodą Bartineta (jak list urzędowy) i włożyć do naoliwionej foremki o wymiarach 31,5 cm x 13 cm lub zbliżonych do tych. Odstawić pod folią do wyrośnięcia na ok. 1-2 godziny. Piec z parą w nagrzanym piekarniku do 230 stopni przez 22 minuty, następnie obniżyć temperaturę do 210 stopni C i piec przez ok. 23 minuty. Po upieczeniu i wyjęciu z formy ostudzić na kratce.
 
 
 
Chleb pytlowy Wiesi
 
 

 
Składniki na jeden bochenek:

zaczyn
115 g aktywnego zakwasu żytniego
375 g mąki żytniej 720
300 g wody

Składniki wymieszać w misce łyżką i zostawić na 14 godzin przykryte,  w temperaturze pokojowej.

Ciasto chlebowe:
cały zaczyn
375 g maki żytniej 720
110 g mąki pszennej 650

3 łyżki siemienia lnianego
1,5 łyżeczki soli
330-375 ml wody


Wszystkie suche składniki na chleb oraz zaczyn wymieszać w misce łyżką. Następnie stopniowo dozować wodę, mieszać i dodawać tyle wody żeby ciasto nie było lejące. Foremkę o wymiarach  31,5 cm x 13 cm (lub zbliżonych) wyłożyć papierem do pieczenia i dodatkowo wysmarować go olejem. Wyłożyć ciasto chlebowe i mokrą dłonią wygładzić wierzch chleba. Odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 3 godziny. Piec z parą  ok. 20 minut w temperaturze 230 stopni i kolejne 20 minut w temperaturze 210 stopni. Po upieczeniu i wyjęciu z formy ostudzić na kratce.

Dopisek z dn. 29.06.16 r. Z powodzeniem od dłuższego czasu robię ten chleb wyłącznie z mąki żytniej, czyli w części na ciasto chlebowe stosuję 485 g mąki żytniej 720. Poza tym tę ilość masy dzielę na dwie keksówki i otrzymuję dwa dobrze wyrośnięte bochenki.

 

***
 
  
Przyznam, że nie miałem świadomości jak różnorodna jest ptasia rodzina zamieszkująca naszą okolicę. Słysząc śpiew ptaków i przypatrując się im z daleka zauważałem przede wszystkim wszelkie odcienie szarości. Ptaki były do siebie podobne, z małymi wyjątkami nie byłem w stanie ich odróżnić.

Odkąd zadomowiła się u nas lornetka oraz teleobiektyw przyglądam się im bliżej i z większą uwagą. Zachwycam się ich barwami, zwyczajami, charakterem, zachowaniami. Wędrując po okolicy dokładnie wiem, gdzie można spotkać naszych ulubieńców. Traktują bowiem określony teren jak swój dom. Tak jak my wiemy, gdzie mieszkamy, tak one mają swoje ulubione adresy - terytoria, do których wracają bez cienia wahania. Musicie wiedzieć, że wiele z nich przylatuje z innego kraju, ba nawet z innego kontynentu.

Niedawno pokazaliśmy ponad 20 gatunków ptaków naszego lasu, dziś kolejnych kilkanaście z lasu i okolic.
 

Najpierw udajmy się nad morze.

Oto JASKÓŁKI DYMÓWKI. Przytulone do siebie na wystających balach mola w Orłowie odpoczywają przed kolejnym lotem po posiłek. Ptaki te to prawdziwi podróżnicy. Zimę spędzają w Afryce na południe od Sahary. U nas pojawiają się wiosną, często w tych samych miejscach co przed rokiem. Zbudowane gniazda służą im przez lata, choć niekonieczne tej samej parze. Dom zasiedla ten, kto wcześniej przyleci. Inne zmuszone są budować gniazdo od podstaw. Kiedy urodzą się młode, rodzice są wyjątkowo zajęci, bo kulinarne zachcianki dzieci są nieograniczone. W godzinach rannych, by zadowolić swe potomstwo, jaskółka pojawia się w gnieździe co dwie minuty. Po południu zmieniają się priorytety. Samce uganiają się za samicami. Nie dziwne, że przy takim libido jedna trzecia z nich wychowuje w końcu nie swoje potomstwo.


Znad morza przez teren pobliskich osiedli idziemy w kierunku lasu. Zanim tam docieramy spotykamy tych, którzy upodobali sobie tereny podmiejskie. Tam gdzie człowiek, tam jest WRÓBEL. Gniazda buduje w szczelinach budynków. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że jest monogamistą i żyje w długotrwałych związkach.


Choć wróble traktujemy jak ptaki pospolite to ostatnimi czasy ich ilość znacznie zmalała. Przetrzebiły je sroki, których jest coraz więcej. Na szczęście obserwujemy, że w naszych okolicach populacja odbudowuje się. Czym więcej wróbli, tym mniej kleszczy i komarów. Kibicujemy więc ich związkom.


Ptakiem często mylonym z wróblem jest MAZUREK. Różni się kolorem głowy - mazurek ma dużą, brązową czapkę. W przeciwieństwie do wróbla przemieszcza się po sporej okolicy. Niestety ostre zimy nie służą mu, ale u nas na wybrzeżu nie jest na szczęście rzadkością.


Na łąkach i polanach, ale też na budowach na skraju lasu obserwujemy tego sympatycznego ptaka machającego ogonkiem podczas pieszych wędrówek. To PLISZKA ŻÓŁTA. Kolejny mały podróżnik. Przylatuje do nas wiosną z Afryki, by po złożeniu jaj i wychowaniu potomstwa powrócić na Czarny Ląd. Zaobserwowaliśmy dwa podgatunki. Oba to samce, prezentujące swe piękne kolory potencjalnym partnerkom. Oto żółty jegomość z czarną głową...


... oraz jego kolega w jaskrawym mundurku i szarej czapeczce.


Kolejnym ptakiem preferującym podobne okolice jest KOPCIUSZEK. Dawniej zamieszkiwał górskie rejony Europy oraz Azji. Dziś przeniósł się w pobliże miast. Zimuje w północnej i wschodniej Afryce oraz w Indiach. Pojawia się u nas dość wczesną wiosną, dzięki czemu czasem nawet trzykrotnie przystępuje do lęgu. Na skraju lasu, na budowie, ganiało się kilka kopciuszków. Były znacznie szybsze niż oko naszego aparatu, wyraźnie dolegało im ADHD. Ale i tak udało się w końcu wypatrzyć tego młodego osobnika.


Na pobliskiej łące usłyszeliśmy prawdziwie wirtuozerski śpiew. Wystarczyło podnieść głowę i wytężyć wzrok by zobaczyć, że SKOWRONEK jak zwykle wykonuje swoją pieśń w locie. Potrafi tak śpiewać przez kilkanaście minut. Ten był mniej cierpliwy. Może miał ojcowskie obowiązki, bo widzieliśmy jak pikuje w kierunku gęstwiny traw, gdzie być może ma gniazdo. Nie sposób je odkryć, bo dla zmyłki po wylądowaniu wędruje jeszcze kawałek pieszo. W końcu odwiedzi potomstwo, nie zdradzając jego lokalizacji. Skowronki latają szybko i wysoko, na stu, nawet dwustu metrach ponad ziemią. Niełatwo "ustrzelić" je w locie.


Jeszcze trudniej zrobić im zdjęcie na ziemi. Ten okaz przypadkowo wylądował nieopodal w kępie ptasiej wyki. Na krótką chwilę. Widać jak zlewa się z kolorem traw.


Jeżeli hobby skowronków jest śpiew, to podróże niespecjalnie. By przezimować oddalają się zaledwie kilkaset kilometrów na południe.

Zupełnie inaczej niż GĄSIOREK, który przylatuje do nas późną wiosną z południa Afryki. Przelot zajmuje mu ponad trzy miesiące. Przebywa zatem dłużej w podróży niż w obu domach. Znamy takie miejsce, gdzie para gąsiorków pojawia się prawie zawsze. Są to młode drzewa na skraju leśnej polany. Samca ochrzciliśmy "zorro", wiadomo dlaczego.

 

Zazwyczaj przesiaduje w najwyższym punkcie obserwując okolicę, ale my do dzisiejszej zdjęciowej galerii wybraliśmy przykłady jego zamiłowania do kwiecistych, kolorowych roślin.


Ostatnio odkryliśmy, że gąsiorków jest u nas całe zatrzęsienie. Ale o tym następnym razem... 

Kolejnym podróżnikiem zimującym na północ od równika, czasem bliżej, bo na Półwyspie Arabskim jest PLESZKA. Piękny ptak o kolorowym ubarwieniu i charakterystycznej białej plamie powyżej oczu znajduje miejsce na najwyższym drzewie na skraju lasu. Jego śpiew słychać na całą okolicę, ale niełatwo go spostrzec, bo siada bardzo wysoko, w najwyższym punkcie. Charakterystyczny czerwonoszary mundurek, czarna głowa i biała plama powyżej oczu pozwala ją łatwo zidentyfikować.

 
Pleszki zasiedlają dziuple o szerokim wejściu i tam składają swoje jaja. Czasem zdarza się, że jajo podrzuci im kukułka. Jeśli jest jednolicie niebieskie nie wzbudza zdziwienia ptaka, która wykona za kukułkę czarną robotę. Pod koniec września lub na początku października pleszki opuszczają naszą okolicę i wracają do Afryki.


Oto pan DZWONIEC. Skąd nazwa? Od dzwoniąco-brzęczącego śpiewu, który pojawia się wczesną wiosną, bo to jeden z pierwszych u nas ptaków, które przystępują do lęgu. W przeciwieństwie do wróbla samce są wyjątkowo kochliwe i nie gardzą większą ilością partnerek. Na szczęście są na tyle odpowiedzialne, że opiekują się dziećmi będącymi owocem kilku szalonych dni (bo przecież nie nocy).

 
Chodząc po lesie w pobliżu strumienia zwykle słyszeliśmy melodyjne trele, ale trudno nam było stwierdzić do kogo należy ten głos. W końcu przysiedliśmy na dłużej i pojawił się on, STRZYŻYK. To jeden z najmniejszych ptaszków naszego lasu, ale o zdecydowanie donośnym głosie. Słychać go bowiem z odległości ponad stu metrów.
 


Łatwo go poznać po paskach na lotkach i ogonie, który chętnie podnosi i opuszcza. Trudno go jednak uwiecznić, bo jest wyjątkowo ruchliwy. Jedyny sposób, to cierpliwie czekać...


Dobrze odżywiony strzyżyk robi wrażenie większego niż jest w rzeczywistości. Puszy się, by zrobić lepsze wrażenie na samicy. Nie jednej, bo podobnie jak dzwoniec jest miłośnikiem kobiet. Samice wyraźnie akceptują takie zachowanie, wychodząc z założenia, że lepiej być żoną bogatego puszczalskiego niż wiernego biedaka.


Przez jakiś czas obserwowaliśmy SZPAKA, który zasiedlił dziuplę wysoko na drzewie. Niełatwo było go uchwycić obiektywem aparatu, bo kiedy zbliżaliśmy się na bagatela kilkadziesiąt metrów, stawał się wyjątkowo nerwowy i latał z gałęzi na gałąź. Czujność stracił dopiero, gdy przysiadł na łące leśniczówki.


Nieopodal pojawiła się POKLĄSKWA. To rzadki ptak. Zimuje w środkowej i wschodniej Afryce. Większość bezbłędnie trafia do swoich wcześniejszych lęgowisk. A gdy już przylecą, przemieszczają się na niewielkim terenie. Są czujne i gdy widzą człowieka nie zbliżają się do gniazda. Obserwowaliśmy pokląskwę przez jakiś czas z większej odległości i rzeczywiście nie byliśmy w stanie stwierdzić dokąd zmierza i co zamierza.

 

Jeszcze większą rzadkością jest u nas GIL, zwłaszcza w porze wiosennej i letniej. Jako dzieci byliśmy karmieni kłamstwem, że ptak ten pojawia się u nas tylko zimą. W rzeczywistości tylko część migruje na północ. Inne pozostają na miejscu, zwłaszcza na północy Polski, skutecznie się rozmnażając. Gil to piękny i kolorowy ptak. Lubi towarzystwo, więc zwykle spotyka się go z partnerką, albo z dziećmi. Ten niestety nie dał się podejść. Jednak mimo słabej jakości zdjęcia chcieliśmy wykazać, że gil bywa u nas cały rok. Ledwo widoczna drobina na prawo powyżej dowodzi, że postarał się o młode.


Udajemy się na Wyspę Sobieszewską. Tam również skupiamy się na leśnych stworach. Na skraju lasu w pobliżu plaży wita nas PIECUSZEK. Wybrał najwyższy punkt, z którego obserwuje okolicę.

 
Namiętnie śpiewa, bo jego celem jest zwabienie partnerki. Nie po to przylatuje z południowej części Afryki, aby bezczynnie spędzić wiosnę. Jego gniazdo to prawdziwy majstersztyk. Ma postać kilkunastocentymetrowej kuli z bocznym wejściem, a wnętrze otulone jest ponad setką piórek. Niełatwo je znaleźć w gęstwinie traw. 

 

Kolejny ptak uwielbiający panoramiczne widoki to TRZNADEL. Zwykle spotyka się go na terenach wiejskich, ale nasz wyraźnie upodobał sobie niezbyt gęsty las. To piękny ptak o jaskrawym żółtawym odcieniu. Zimę spędza zwykle nie dalej niż na południu Europy, a wiosną zakłada gniazdo na ziemi, podobnie jak słowik, czy skowronek.


Samicę trudno odróżnić od samca. Niby jest ciut skromniej ubarwiona i trochę mniejsza, ale nie byłbym skłonny iść w zaparte, że ptaszek na poniższym zdjęciu jest kobietą.

 
Nad jeziorem w szuwarach bywa TRZCINNICZEK. Jak sama nazwa wskazuje, przebywa zwykle wśród trzcin zgrabnie chwytając się ich pazurkami. Jest prawie niezauważalny, bo gęstwina roślin pozwala mu skutecznie się ukryć. Ten mały ptaszek na zimę wybiera się do Afryki równikowej, a wraca zwykle później niż większość, bo dopiero w połowie maja. Daje znać o sobie intensywnym śpiewem. Po kilku miesiącach pobytu i odchowaniu młodych wraca do Afryki. Ptaki te preferują poligamię i stosują zasadę, że najważniejsza jest skuteczność, dlatego też zwykle poświęcają swój zapał wychowaniu najsilniejszych w ich mniemaniu piskląt.


Sporo tej wiosny zobaczyliśmy, wiele przed nami. Oglądanie ptaków wymaga cierpliwości, porannej aktywności i dostosowania się do ich zwyczajów. Nagrodą jest możliwość obcowania z naturą i niezwykłymi obrazami.

 

 

niedziela, 21 czerwca 2015

Dolina Barossa - serce australijskiego winiarstwa w relacji naszych gości, do tego sałatka z kaczką i gruszką Maggie Beer.

Od pierwszej edycji oglądamy program kulinarny MasterChef Australia i jest on jednym z naszych ulubionych. Dzięki niemu poznaliśmy i ogromnie polubiliśmy Maggie Beer, której obecność w każdej serii wnosi mnóstwo pozytywnej energii. To m. in. dzięki niej dowiedzieliśmy się o istnieniu Doliny Barossa, w której M. Beer mieszka. Ten wspaniały rejon rolniczy, znany jest na świecie z produkcji wina. Skoro jest wino, musi być też dobra kuchnia, bo te dwie rzeczy są nierozłączne. Dolina Barossa jawi nam się zatem jako pewnego rodzaju raj kulinarny...a wiadomo, dusza chce do raju ;D To miejsce jednak dopiero jest w naszych odległych planach.
 
Dlatego też z ogromną radością gościmy dziś Irenę i Marka, którzy odwiedzili dolinę, zechcieli nam o niej napisać i pokazać ją na swoich zdjęciach. Irenko i Marku - bardzo Wam dziękujemy, to dla nas wielka przyjemność :)
 
 
Sałatka z kaczką, grillowaną gruszką, rukolą i octem winnym z czerwonego wina
 
 


Składniki na 2 porcje:

2 piersi kaczki
1 gruszka (najlepiej odmiany konferencja)
4 łyżki oliwy
1 łyżka octu winnego z czerwonego wina
1 łyżeczka miodu
1 posiekany ząbek czosnku
1/2 łyżeczki musztardy Dijon
40 g grubo posikanych orzechów włoskich
100g rukoli (u nas zmieszana ze  szczawiem gajowym)
płatki parmezanu
sól i świeżo zmielony, czarny pieprz

Przygotować sos: posiekać drobno ząbek czosnku, posypać go solą i rozetrzeć czubkiem noża. Włożyć do naczynka, w którym przygotujemy sos. Dodać musztardę, wymieszać, dodać ocet, wymieszać. Na koniec wlać oliwę cały czas mieszając, odstawić dodając na koniec pieprz.

Włączyć piekarnik na 200 stopni C. Piersi kaczki umyć, wytrzeć papierowym ręcznikiem i naciąć skórę (nie do końca głębokości), najlepiej pod kątem w romby. Obsmażyć (na rozgrzanej patelni bez tłuszczu) najpierw od strony skóry, żeby wytopić tłuszcz 3-4 min., potem z drugiej  strony 2-3 min. Wstawić do piekarnika na 8 min. Po wyjęciu z piekarnika piersi musza odpocząć  ok. 5-7 min.
Na suchej patelni podprażyć orzechy, żeby smak ich był bardziej wyrazisty.
Gruszkę obrać, pokroić na 8 części, obsmażyć na patelni grillowej.
Umyte liście połączyć z winegretem. Ułożyć na talerzu. Pokroić pod kątem piersi kaczki, ułożyć na sałatce razem z gruszką, całość posypać orzechami i płatkami parmezanu.  Podawać z bagietką i czerwonym winem.
p.s. Danie M. Beer pochodzi z jej strony internetowej. Wprowadziliśmy niewielkie zmiany. Jeśli interesuje Was oryginał zajrzyjcie tu.
***
 
Oto co przygotowali nasi goście - Irena i Marek :

"Zapraszamy do Barossa w Południowej Australii. To rejon znany na   całym świecie z produkcji doskonałego wina. Jest jedną z ważniejszych atrakcji turystycznych stanu, oddaloną od Adelaide (stolica) ok.80 km. Będąc w tym mieście, warto się wybrać w romantyczną podróż po winnicach.
 
Po raz pierwszy opisał to miejsce pułkownik William Light w 1837 roku. Pierwsi osadnicy przybyli tam w 1842 roku, pochodzili głównie z Anglii i Niemiec. Wśród tych ostatnich jedną z dominujących grup byli Ślązacy, często noszący polsko brzmiące nazwiska. W dolinie pojawiły się osady i miasteczka, w których do dzisiaj przetrwały zwyczaje, kultura i kuchnia. Charakterystyczne wieże kościołów luterańskich widać ciągle między winoroślami.
Pierwsza powstała osada to Bethany. Na nagrobkach lokalnego cmentarza można dzisiaj odczytać miejscowości z których pochodzili osadnicy-Prittag (Przytok), Wolstein (Wolsztyn),Tirschtiegel (Trzciel), Sawade (Zawada), Grünberg (Zielona Góra),Freistadt (Kożuchów), Jauer (Jawor).

Jednym z najsłynniejszych osadników w tym regionie był Joseph Ernst Seppelt, który wyemigrował do Australii wraz z rodziną ze Śląska w 1850 roku. Zapoczątkował on plantacje tytoniu, zboża i winorośli. Większość pierwszych winnic założonych przez niemieckich osadników przetrwała do dzisiaj. Produkuje się w nich jedne z najlepszych i najsłynniejszych win na świecie. Niemieccy imigranci w XIX w. przywieźli tu ze sobą szczepy wyśmienitych winogron z Francji, Hiszpanii, Niemiec, Portugalii i Włoch.

Klimat Barossa idealnie nadaje się do produkcji wina Shiraz. Jest suchy, typowo śródziemnomorski, natomiast zimą często padają deszcze. Winnice zajmują bardzo żyzne gleby, zwierające zwłaszcza wiele związków żelazowych. Owoce Shiraz dają tu wina bardzo bogate w smaku, gładkie, pełne aromatów czarnej porzeczki, malin, czekolady i korzeni.

Piękne pagórki i doliny inspirowały i nadal inspirują wielu artystów. To fotograficzny raj, głównie wiosną, kiedy jest zielono i kwieciście oraz jesienią, kiedy złote liście winorośli spowija mgła. Z Adelaide organizowane są liczne wycieczki, można tam też pojechać własnym środkiem lokomocji. Można nad doliną polecieć balonem lub uciec tam na weekend i spędzić noc pod gwiazdami, popijając wyśmienite wino.

W Barossa znajduje się około 150 winiarni. W ostatnich latach ich ilość znacznie się zmniejszyła. Wielkie korporacje powoli przejmują małe rodzinne biznesy. Nie sposób wszystkie zwiedzić w czasie jednej wycieczki. Są tu liczne bary, restauracje i hotele. Co roku odbywa się Barossa Vintage Festival, na którym mieszkańcy i tysiące turystów świętują zakończenie zbiorów. To celebracja spuścizny regionu, sztuki i tradycji, jakie pozostawiły po sobie poprzednie pokolenia. To festiwal pysznego wina i pysznego jedzenia przy dźwiękach muzyki. Zwiastunem festiwalu są ustawiane na progach domów i w ogrodach strachy na wróble.

Winiarnie doskonale się zwiedza. To cudowne miejsca, wypełnione książkami, albumami, pamiątkami i wspomnieniami. Zwiedza się je
niespiesznie, degustując wino przy muzyce. W weekendy jest dosyć
tłoczno. W ciągu tygodnia możemy mieć szczęście i trafić na właściciela winnicy, który potrafi godzinami opowiadać o winie i historii regionu. Wiele winiarni oferuje oprócz wina produkty rolnicze takie jak oliwę, sery, dżemy. W restauracjach można spróbować regionalnych potraw.

Każda winiarnia jest tutaj inna. Są proste, wiejskie chaty, są pałace do których prowadzą aleje wysadzane palmami. Niektóre wyglądają jak galerie sztuki i wzbudzają zachwyt. Przy smakowaniu poszczególnych gatunków win, likierów, brandy, tokajów, usłyszycie od właściciela historię powstania jego winiarni, o plantacjach shiraz, cabernet sauvignon, chardonnay, merlot, semillon, granache, malbec, sauvignon blanc, pinot noire i colombard (najpopularniejsze odmiany winogron), o cudownych smakach i aromatach każdego rocznika...

Wiele małych winiarni to rodzinne biznesy. Koniecznie odwiedzić trzeba Ross Estate w Lyndoch. Od kilku lat właścicielem plantacji oraz winiarni jest p. Dariusz Ross, który mieszka w Australii od ponad pięćdziesięciu lat! Pan Ross piastuje dziś urząd polskiego konsula honorowego w Adelaide. Eksportuje swoje wina do Europy. Najbardziej znane są one w Niemczech.

Barossa to niezwykle piękny i romantyczny region. Wyjeżdża się z niego z zakupionymi butelkami znakomitego wina, wrażeniami i pięknymi wspomnieniami.


Winogrona shiraz są jednymi z najpopularniejszych w Barossa Valley. W świecie winiarskim Dolina Barossa jest najbardziej znana z tego właśnie wina. W ostatnich latach również inne gatunki zdobyły sobie światowe uznanie.


Chateau Yalumba to jedna z największych wytwórni w Dolinie. Położona blisko miasteczka Angaston. Miejsce naprawdę piękne, lecz jakość win nie do końca dorównuje urokowi winiarni.


W tym budynku można próbować win robionych w Chateau Yalumba.


Wnętrze Chateau Yallumba


Winiarnia Kaesler to średniej wielkości wytwórca z zaskakująco szeroką gamą produkowanych win od średniej do niezłej jakości.
 

Winiarnia Kaesler


Będąc w Barossa nie sposób nie zajrzeć do Penfold's. To jeden z większych wytworców w Barossa. Produkowane tu wino Grange Hermitage regularnie zaliczane jest do 10 najlepszych win świata

Niestety - jakość idzie w parze z ceną. Te z najlepszych lat osiągają ceny zbliżone do 1 tys. dolarów za butelkę, kiedy winiarnia sprzedaje najnowszy rocznik. Dobrze dojrzewane wino 12-14 letnie osiąga na aukcjach wielokrotność pierwotnej ceny. Penfold's produkuje również wiele win najtańszego segmentu ( co trochę zaskakuje).


 Winiarnia Penfold's


Richmond Grove - jedna z bardzo wielu winiarni w zachodniej części doliny. Wina nie wyróżniają się niczym specjalnym. Przyzwoite wina, lecz bez wielkiego polotu ( oczywiście naszym zdaniem).


Richmond Grove we wnętrzu "tasting room", czyli pomieszczenia w którym można próbować, jak również kupować wino. 
 
 
Richmond Grove.


Peter Lehman - średniej jakości czerwone, niezłe białe wina.
 

Tasting room Rolf Binder Wines. Jedna z nowszych winiarni. Wina raczej przeciętne.


Luterański Kościół w Marananga widziany poprzez winnice Seppelt.



Dojazd do winiarni Seppelt (jednej z największych w regionie). Ta część Barossa jest chyba najbardziej widowiskowa





Winnica shiraz Seppelt.


Używanie zabytkowych aut jest w rejonie Barossa nagradzane ulgami podatkowymi. Włodarze Doliny uważają ( i chyba nie bez przyczyny) ,że te auta stanowią dodatkowy magnes dla turystów.


Winnica shiraz tuż przed zbiorami. Seppelt.


Porto dobre jest wtedy, gdy pozwoli mu się bardzo długo dojrzewać - na przykład nieco ponad 100 lat :) Niestety jest to dosyć kosztowna przyjemność.


Skromy posiłek przy Seppelt.


Chateau Yaldarra - jedna z najładniejszych winiarni w Barossa. Niestety jakość wina nie idzie tu w parze z atrakcyjnością otoczenia.


Stary winiarz - obraz w Chateau Yaldarra.


Jedna z najładniejszych winiarni w Dolinie - Chateau Yaldarra, zawsze robiła mniej, niż przeciętne wina. Ok. 20 lat temu została wykupiona przez spółkę Mc Guigan.Od tego czasu jakość się poprawiła, jakkolwiek spółka została przy najtańszym segmencie rynku.


Wina marki 1847 sprzedawane są w Chateau Yaldarra.


Chateau Barossa - ładna winiarnia produkująca niezłe wina białe. Sprzedaje również wina mniejszych producentów.


We wnętrzu Chateau Barossa.




Winnica pinot noir tuż przed całkowitym opadnięciem liści, na progu zimy.



Jesienna winnica.



Kościół luterański w Tanunda.


Winnice na południowo wschodnich stokach Barossa.


Jacobs Creek to jeden z największych wytwórców wina w regionie. Wina JC są dosyć łatwo dostępne w Polsce. Niestety - szczerze nie polecamy. Chociaż z drugiej strony ponoć to tanie, dobre wino. ...a dlaczego dobre?....bo tanie!


Chateau Tanunda. Niegdyś jeden z największych wytwórców wina w regionie, dzisiaj ma bardzo ograniczoną produkcję. Główny dochód pochodzi ze świadczenia usług turystycznych.


Chateau Tanunda


Rusden Wines we wschodniej części doliny. Rusden to mała, familijna winiarnia. Naszym zdaniem jedna z najlepszych w Australii.Tutaj niemal wszystko, czego spróbujecie jest po prostu rewelacyjne! Merlot, Cabernet Savignon, Zinfandel (który wbrew temu, co twierdzą Amerykanie pochodzi z Chorwacji, a nie z Kaliforni), Shiraz, Granache i Mataro - absolutnie cudowne!!! Jeśli tu kiedyś będziecie unikajcie weekendów. W tygodniu macie szansę natknąć się na jednego z właścicieli, który chętnie udzieli Wam wykładu "wprowadzającego".


Opowieść o shiraz w Rusden.


Rockford to winiarnia tuż obok Charles Melton. Wina ma niezłe, chociaż w stosunku do swojej jakości chyba ciut za drogie. Wynika to jednak z tego, że winiarnia jest czymś w rodzaju winnego skansenu.


Rockford - ręczny wyładunek winogron z zabytkowej ciężarówki (skansen).


Charles Melton Wines - niewielka, rodzinna winiarnia z winami zdecydowanie ponadprzeciętnymi. Ma nietypowy tasting room (na zdjęciu), w którym goście zamiast stać przy czymś w rodzaju baru/lady siadają przy jednym wielkim stole. Pomysł nam się zdecydowanie podoba.



Koniec wcale nie musi być smutny, jeśli wieczność będzie pełna wina."

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...