środa, 29 lipca 2015

Jagody leśne-rarytas lata :) Liebster Blog Award

Sezon jagodowy w pełni i jakoś nie umiem sobie wyobrazić lata bez tych owoców. Hitem sezonu jagodowego są dla mnie zawsze pierogi. Próbowałam wielu przepisów na ciasto i choć danie wydaje się bardzo proste to jak zawsze "diabeł tkwi w szczegółach". Dlatego od kilku lat wierna jestem w tym względzie przepisowi, którym kiedyś podzieliła się ze mną i innymi entuzjastami kulinariów Ania-Bajaderka. Ciasto jest jak dla mnie idealne. Elastyczne i sprężyste w wyrabianiu, delikatne i miękkie po ugotowaniu.



Pierogi z jagodami
 
 
 
Proporcje na ok. 24 sztuki:
 
na ciasto
250 g mąki pszennej, luksusowej
1 jajko
3 łyżki kwaśnej, gęstej śmietany
1,5 łyżki oleju
szczypta soli
do 60 ml wody
 
dodatkowo:
400-450 g jagód
cukier puder do smaku
kwaśna gęsta śmietana
1 łyżka oleju
sól
 
Mąkę wysypać do miski lub na blat. Na środku zrobić dołek, dodać wszystkie składniki poza wodą i zagniatać. Wodę dodawać ostrożnie po trochu, żeby ciasto miało odpowiednią konsystencję. Gdy będzie gładkie, włożyć do plastikowego woreczka i dać mu odpocząć ok. 15 min.
W tym czasie przebrać jagody, umyć je i osuszyć najlepiej papierowym ręcznikiem. Cukier puder dodać do jagód dopiero gdy będziemy gotowi z lepieniem pierogów. Ja dodaje do takiej ilości 2 pełne łyżki cukru pudru. Przygotować garnek do gotowania z dodatkiem łyżki oleju i solą.
Z woreczka wyjąć połowę ciasta (pozostałą część zawinąć). Rozwałkować cienko na lekko podsypanym mąką blacie. Wycinać krążki ciasta (u mnie obręczą o średnicy 9 cm) i nadziewać posłodzonymi jagodami. Zlepione ułożyć na omączonej desce do krojenia. Powtórzyć czynność z drugą częścią ciasta. W czasie lepienia zagotować wodę. Gdy pierogi są gotowe, a woda gotuje się zsunąć wszystkie z deski do dużego garnka. Gotować na wolnym ogniu aż do wypłynięcia i jeszcze ok. 1-2 min. Podawać zaraz po ugotowaniu z dużym kleksem kwaśniej śmietany.  
 
 
*


Jeśli  zechcecie upiec coś słodkiego z jagodami to namawiam Was na zrobienie ciasta kawowego. Podczas pieczenia w całym domu pachnie niezwykle. To wszystko zasługa tego z pozoru zwyczajnego wypieku. Ma w sobie dużo aromatu. Jagody świetnie balansują słodycz, a gąbczasta struktura jest bardzo lekka. Dodatek kawy nadaje mu piękny karmelowy kolor i poszerza gamę smaków. Ciasto można podać z bitą śmietaną. Skorzystaliśmy z przepisu Simona Rimmer'a z niewielkimi modyfikacjami.
 
 
Jagodowe ciasto kawowe
 
 
 
Składniki na ciasto:
250g mąki pszennej
225g jagód
150g miękkiego masła
150g cukru pudru
3 duże jaja
150ml kwaśnej śmietany
50ml mocnego espresso
1 cytryna (tylko skórka)
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 laska wanilii


Składniki na kruszonkę :
150g mąki pszennej
75g cukru trzcinowego
75g masła
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka kawy instant w proszku
 

Przygotować tortownicę o średnicy 23 cm. Składniki kruszonki razem zagnieść, odstawić. Jedną  łyżkę mąki wysypać na przebrane i czyste jagody, obtoczyć je w mące.
Włączyć piekarnik na 180 stopni. Masło utrzeć z cukrem pudrem na puszystą masę. Dodawać do utartej masy po jednym jajku i dobrze połączyć z masą. Do przygotowanej masy dodać śmietanę, wymieszać, następnie dodać espresso i skórkę z cytryny wymieszać. Na koniec dodać mąkę z proszkiem i sodą, oraz ziarenka z laski wanilii. Wszystko razem wymieszać na jednolita masę. Do gotowej masy dodać jagody i delikatnie wmieszać do ciasta uważając, żeby nie uszkodzić owoców. Wylać masę do tortownicy, posypać kruszonką i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec 60 min lub do momentu, kiedy wsadzony do ciasta patyczek jest suchy.
 

 
 
*
 
Jeśli wolicie mniej tradycyjne wypieki, polecam naszą ulubioną formę ciast-tartę :)
 
 
 
Cytrynowo-jagodowa tarta
 
 
 
Proporcje na formę o średnicy 22 cm:
 
ciasto
175 g mąki pszennej
100 g zimnego masła
1 żółtko jaja xl
40g cukru pudru
szczypta soli

otarta skórka z 1/2 cytryny
zimna woda
 
krem cytrynowy

180 ml soku z cytryny
100 g  drobnego cukru
120 g masła
3 jaja xl
2 żółtka xl
 
Przygotować krem cytrynowy, można to zrobić dużo wcześniej i przechować go w lodówce. Jak go wykonać znajdziecie TU-KLIK.
 
Ciasto zagnieść tylko do połączenia składników lub zrobić w melakserze (do powstania kruszonki, która łatwo da się lepić). Zawinięte w folię schłodzić w lodówce przez ok. 1 godz. Po odpoczynku w chłodzie wyłożyć ciasto i odczekać kilka minut. Rozwałkować i wyłożyć wysmarowaną tłuszczem formę do tarty. Nakłuć widelcem ciasto, przykryć pergaminem i obciążyć. Piec w nagrzanym piekarniku do 180 stopni przez 20 min.
Następnie na podpieczony spód wylać lemon curd i piec 8-10 minut.
 
Po całkowitym wystudzeniu tarty wyłożyć na wierzch umyte i osuszone jagody. Można całość przybrać kawałkami skórki z cytryny i posypać cukrem pudrem.


 
 
*


Konfitura jagodowa
 
 
 

2400 g przebranych i umytych jagód leśnych
600 g cukru
2 cytryny
18 g pektyny

Jagody wrzucić na dużą głęboką patelnię, posypać je cukrem, wymieszać i odstawić na ok. 1 godzinę. Dodać sok wyciśnięty z cytryn, wymieszać i smażyć na wolnym ogniu. Gdy sok się nieco zredukuje dodać pektynę. Używam pektyny owocowej w torebkach po 9 g. Zgodnie z zaleceniem jedna torebka przypada na 1 kg owoców. Ponieważ wolę delikatnie ścięte konfitury dodaję mniej pektyny. W czasie robienia konfitur wyparzam w piekarniku słoiczki (wstawiam umyte do zimnego piekarnika i ustawiam temperaturę na 120 stopni C), a następnie napełniam je i pasteryzuję w tej samej temperaturze przez 20 minut (wg pomysłu Bei). Nie podaję ilości słoików, bo zwykle korzystam z takich z "odzysku" i każdy jest inny. Przeciętnie z 1 kg wychodzą 3 małe.

Na blogu znajdziecie jeszcze przepisy na:





Kremowe lody jagodowe z ciepłym jagodowym sosem
 


Jagodowy sernik



Muffinki poziomkowo-jagodowe z cynamonowa kruszonką








A jeśli szukacie przepisów na jagodzianki, to bardzo polecam Wam blog Krystyny TAKIE TAM MOJE POMYSŁY.  To prawdziwa skarbnica wspaniałych przepisów.
 
 
***
 
 
Dziś nieco inny post. Na blogu zrobiło się refleksyjnie. Już dwukrotnie byliśmy nominowani do Liebser Blog Award. Najpierw zrobiła to Kasia prowadząca bloga SELEDYNOWA CODZIENNOŚĆ, następnie otrzymaliśmy nominację od Agnieszki z POLSKIEJ ZUPY. To dla nas ogromne wyróżnienie i choć czas odpowiedzi na nominację może temu zaprzeczać (wybaczcie Kasiu i Agnieszko, że z takim poślizgiem odpowiadamy) to jest nam bardzo, bardzo miło z tego powodu :) Bardzo Wam za to dziękujemy :)
Dla tych, którzy nie znają nominacji wyjaśniam za Agnieszką : „Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”
 
 
Pytania Kasi :

 
1.  Pierwsza rzecz, jaką robisz po przebudzeniu, to…?
Myślę, że cudownie jest się budzić i zaczynać kolejny dzień. Zwłaszcza gdy jest to sobota lub niedziela ;)
 
2. Jaki jest Twój ulubiony widok z okna?
Widok na las, który mamy tuż obok. Rano na drzewach zazwyczaj siedzą sikorki i korzystają z karmnika. Był czas, że ciągle siedział  dzięcioł duży. Teraz nie wiemy gdzie się zapodział ;) Dawniej była też sowa i co rano patrzyliśmy jak po nocy wygrzewa się z zamkniętymi oczami na słońcu. Skutecznie przepędziły ją kłótliwe sójki i gang srok.
 
3. Owoce czy warzywa?
Warzywa...choć czasem owoce biorą górę. Generalnie oboje lubimy jedne i drugie :)
 
4. Masz swojego ulubionego drinka?
Nie, ale gdybym miała poprosić o drinka to z sentymentu byłby to Singapur sling lub Mojito.
 
5. Zdarza Ci się tworzyć nowe słowa?
Zdarza się, zwłaszcza w nazewnictwie miejsc lub osób, które określamy 'własnym" tylko nam znanym językiem. Coś w rodzaju własnego kodu.
 
6. Jaką formę ruchu lubisz najbardziej?
Oboje lubimy chodzić, jeździć na rowerach (niestety ostatnio zbyt mało) i pływać.
 
7. Czy sprawdzają Ci się horoskopy?
Nie czytam horoskopów, więc nie wiem czy się sprawdzają ;) Poza tym one są tak napisane, że wszystko można do nich dopasować. Kiedyś będąc na malezyjskiej wyspie Penang poszliśmy do znanej tam wróżki, która wróżyła z kart na najbliższy rok. Trzeba przyznać, że zna się na rzeczy. To co przepowiedziała rzeczywiście miało miejsce, choć poszliśmy nastawieni dość sceptycznie.
 
8. Skoczyłabyś ze spadochronem?
Tylko w sytuacji, gdyby samolot miał awarię i to byłaby jedyna droga ratunku :D
 
9. Wierzysz w duchy?
Zaraz przypomina mi się film "Uwierz w ducha" :D  Wierzę, że śmierć nie jest ostateczna.
 
10. Wolisz nosić spódnice czy spodnie?
Kochamy spodnie, oboje ;)
 
11. Co sądzisz o miętowych cukierkach?
Są ok, zwłaszcza po kawie.
 
 

 Pytania Agnieszki :


1. Kiedy i dlaczego zaczęliście blogować?
Zaczęliśmy dwa lata temu. Pisanie bloga pozwala nam uporać się z "bagażem" tego co pozostaje po podróżach. Nie udaje się jednak tego robić na bieżąco. Mamy zbyt mało czasu. Jednak pisanie postów pozwala nieco uporządkować nasze wnętrza.

2. Trzy rzeczy bez których nie możesz się obejść w kuchni ?
suszarka do sałaty, nóż do filetowania ryb, patelnia z metalową rączką, którą można włożyć do piekarnika bez obaw :)

3. Czy jest coś co kradnie wam czas, jeśli tak to co to jest ?
Korzystamy z czasu bardzo racjonalnie i przede wszystkim staramy się robić to co lubimy, we własnym tempie. Problemem jest raczej brak czasu ze względu na rzeczy nie do końca od nas zależne. Dojazdy, praca itp.

4. Jaką książkę możesz mi polecić ?
Trudno polecić jedną książkę. Ale jeśli już to musi być tylko jedna to może Ch. Andre  "Medytacja dzień po dniu".

5. Jakie są Twoje ulubione potrawy, teraz i w dzieciństwie?
Teraz-tarty wytrawne i słodkie, sałatki, ryby i owoce morza, jagnięcina. Dzieciństwo kojarzy mi się z dobrą polską kuchnią, tradycyjną i bardzo smaczną do której  też dziś chętnie wracam.

6. Jak wyglądają Twoje idealne wakacje?
Podróż do miejsc, które nas interesują. We własnym rytmie i z dobrą pogodą do fotografowania. Dużo miejsc naturalnych, gdzie można obserwować zwierzęta i podziwiać przyrodę.

7. Wykonywanie jakiej czynności domowej sprawia Ci najwięcej przyjemności, a jakiej najbardziej nie lubisz?
Gotowanie, pieczenie itp. Mają w sobie magię tworzenia :) Najtrudniejsze jest prasowanie.

8. Jakiego koloru jest Twoja kuchnia?
Chrom, beż i czekoladowy brąz. Spokojnie bez szaleństw ;)

9. Jakie produkty są dla Ciebie niezbędne w kuchni?
warzywa, oliwa, domowe pieczywo, chili, ryby, kawa, mleko, jaja

10. Czy są takie rzeczy, które kupujesz, chociaż zdrowy rozsądek podpowiada, że masz już tego dużo i kolejna jest zbędna?
Nie.

11. Jaki jest Twój ulubiony dzień tygodnia i dlaczego?
Piątek, bo możemy planować jak spędzić weekend :)


Kasiu i Agnieszko-dziękujemy i mamy nadzieję, że zajrzycie tu i przeczytacie nasze odpowiedzi.

Nominujemy do  Liebser Blog Award następujące blogi (w kolejności alfabetycznej) :

BEA W KUCHNI

CHILLI, CZOSNEK I OLIWA

FABRYKA KULINARNYCH INSPIRACJI

KONWALIE W KUCHNI

KUCHNIA ALICJI

MOZAIKA ŻYCIA

OKIEM JADWIGI

SMAKOWE KUBKI

TAKIE TAM MOJE POMYSŁY

W POSZUKIWANIU SLOW LIFE

ZAPACH CHLEBA

Pytania do nominowanych:

1.Kto jest Twoim największym autorytetem kulinarnym i dlaczego ?
2.Twoje największe osiągnięcie kulinarne ?
3.Na śniadanie jesz najchętniej ?
4.Co zmieniałbyś w polskiej kuchni i dlaczego ?
5.Najmilsze kulinarne wspomnienie z dzieciństwa ...
6.Twoją pasją oprócz sztuki kulinarnej jest ...
7.Gdybyś mogła być ptakiem, to byłabyś... (dlaczego ?)
8.Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnie wybranym kraju, jaki byś wybrała i dlaczego ?
9.W jaką postać z filmu lub literatury chciałabyś się najbardziej wcielić i dlaczego ?
10.Najlepiej odpoczywasz gdy...
11.Najbardziej cenisz u ludzi...

Zapraszamy nominowanych do wspólnej zabawy i chwilowo żegnamy się tym postem z powodu wyjazdu na wakacje  :)
 

niedziela, 26 lipca 2015

Domowe wędliny - terrina i pasztet z mięsem królika. Wspomnieniowo - Paryż. La Défense.

Bardzo lubimy domowe wędliny i ich smak zawsze będzie da nas lepszy od tych, kupionych w sklepie. Dziś zapraszamy Was do zrobienia terriny i pasztetu. Pasztet świetnie przechowuje się w zamrażarce i nie traci smaku po rozmrożeniu. Podzielony na porcje nie straci na świeżości. Proponujemy oba wypieki z mięsem królika, które dziś praktycznie jest w stałej sprzedaży. Podróżniczo-Paryż w nowoczesnej odsłonie.
 
 

Terrina z mięsem królika i suszonymi śliwkami



 
Składniki (na naczynie o pojemności ok. 1.2l)

70 g suszonych śliwek kalifornijskich
1/2 szklanki białego, wytrawnego wina
250 g mięsa z królika (wykroiłam z combra i udek)
150g wątróbki drobiowej
500 g mięsa wieprzowego z łopatki (zmielonego)
110g zmielonej słoniny
2 szalotki
2 ząbki czosnku
1 łyżka świeżych liści tymianku
1 goździk
2 ziela angielskie
1/2 łyżeczki suszonego, mielonego imbiru
1 łyżka  ostrej musztardy
skórka otarta z połowy pomarańczy
1 duże jajko
sól i pieprz do smaku

do dekoracji:
4 liście laurowe, 4 gałązki tymianku

Śliwki namoczyć w winie (najlepiej na kilka godzin przed wykonaniem terriny, np. na noc).
Szalotkę i czosnek bardzo drobno posiekać. Mięso z królika pokroić w grubą kostkę (np. o boku 1-1,5 cm), wymieszać z posiekaną szalotką, czosnkiem, dodać liście tymianku, wymieszać i odstawić na godzinę.
Po tym czasie zmiksować wątróbkę drobiową na płynną, jednolitą masę. Mięsa i wątróbkę wrzucić do jednego naczynia, dodać wszystkie przyprawy (goździk i ziele rozetrzeć na proszek w moździerzu), jajko, dodać sól i świeżo zmielony pieprz. Razem zagnieść.
Do wysmarowanego tłuszczem naczynia na terrinę ułożyć na dno 2 liście laurowe rozdzielając je między sobą 2 gałązkami. Na to ułożyć 1/3 masy mięsnej, dobrze ucisnąć do dna, ułożyć na  to połowę śliwek, następnie powtórzyć czynność (mięso, śliwki i na koniec mięso). Za każdym razem trzeba pamiętać, żeby ułożona masa przylegała ściśle do poprzedniej. Tę na wierzchu ładnie wyrównać i przybrać liśćmi laurowymi i gałązkami tymianku.
 
Rozgrzać piekarnik do 190 stopni C. Terrinę przykryć folią aluminiową. Następnie nakłuć ją w kilku miejscach nożem i przykryć pokrywką. 

Naczynie z terriną wstawić do drugiego, w którym będziemy piec w kąpieli wodnej (u mnie żaroodporne, może być też szczelna foremka do ciasta). Wlać zagotowaną wodę do naczynia (tyle, żeby dało się przenieść do piekarnika, a następnie dolać w piekarniku więcej). Poziom wody powinien być wyższy niż połowa wysokości naczynia do terriny (idealnie gdyby sięgał do 3/4 naczynia). Piec 1 godzinę, następnie zdjąć folię i przykrywkę i dopiec jeszcze 10-15 min. Po upieczeniu znów przykryć naczynie i odstawić do ostygnięcia. Wstawić do lodówki na kilka lub kilkanaście godzin.

Jeśli będziecie mieli mniejszą lub większą porcję terriny, czas pieczenia trzeba odpowiednio skrócić lub wydłużyć.


 


Pasztet z królika


 
 
Składniki na 2 małe keksówki:
 
1 cały królik o wadze ok. 1,2 kg
550 g mięsa wieprzowego z łopatki (bez kości)
250 g  mielonego podgardla wieprzowego lub boczku
250 g wątroby cielęcej lub wieprzowej
włoszczyzna
1 cebula
2 liście laurowe
5 ziarenek czarnego pieprzu
5 ziarenek ziela angielskiego
2 jajka
2 łyżki odsączonego, marynowanego zielonego pieprzu
100 g bułki tartej + do wysypania foremek
1,5 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
skórka otarta z 1/2 cytryny
świeżo zmielony czarny pieprz
sól
 
Królika podzielić na części tak, żeby zmieścić do garnka. Mięsa (łopatkę i królika) opłukać, włożyć do garnka, zalać wodą, posolić, zagotować, odszumować. Dodać przygotowaną włoszczyznę, opłukaną w całości cebulę, liście laurowe, ziele i pieprz w całości. Gotować do  miękkości na wolnym ogniu, aż mięso będzie swobodnie odchodzić od kości.  W tym czasie obsmażyć na patelni mielone podgardle lub boczek i wątrobę, tak żeby mięso nie było surowe. Obrane mięso ugotowane i usmażone zmielić w maszynce (w zależności od wielkości sitka i gęstości masy jaką preferujemy można zmielić dwa razy-ja tak właśnie robię). Można do zmielenia dodać marchewkę, korzeń pietruszki i selera. Dodać  do masy żółtka, bułkę tartą,  przyprawy - sól, świeżo zmielony czarny pieprz, startą gałkę muszkatołową, skórkę z cytryny i marynowany zielony pieprz. Całość zagnieść razem, spróbować i ewentualnie doprawić wg własnego gustu. Na koniec dodać ubite na pianę białka. Wymieszać delikatnie z masą. Włożyć do wysmarowanych tłuszczem i wysypanych tartą bułką foremek. Piec w 180 stopniach przez godzinę. Odstawić do ostygnięcia i następnie schować do lodówki, żeby pasztet "ścisnął" się (np. przez noc).
 
 
***
 

Dziś wspomnienia z najnowocześniejszej dzielnicy Paryża, która mocno różni się od  krajobrazu większości miasta. Wyruszyliśmy do północno-zachodniej części stolicy Francji, żeby obejrzeć La Défense, dzielnicę którą  zaczęto budować w 1964 roku. Z czasem stała się (pod względem wielkości powierzchni biurowej) największym centrum biznesu w Europie. Jak widać na zdjęciu poniżej nie ma tam ruchu kołowego, a wszelkie węzły komunikacyjne rozlokowane są pod ziemią (metro, stacja RER, dworzec autobusowy i kolejowy) podobnie jak drogi wewnętrzne prowadzące do poszczególnych biurowców.
 
 
Nazwa dzielnicy wzięła się od pomnika La Défense de Paris (obrońców Paryża) z 1883 r. poświęconego żołnierzom, którzy bronili miasta w czasie wojny prusko-francuskiej w 1870-71 r. Wyrzeźbił go Louis Ernest Barrias. Tradycyjny wyraźnie wyróżnia się na tle nowoczesnego krajobrazu.
 
 
Zrobiliśmy sobie spacer główną aleją wiodącą wzdłuż przedłużenia Paryskiej Osi Historycznej (wiodącej od Luwru do Łuku Triumfalnego). Na zdjęciach widać zakończenie naszej trasy przy Basenie greckiego artysty Panayiotisa Vassilakisa "Takisa".
 
 
Poniżej widok na La Défense z odwrotnej strony, spod Łuku Triumfalnego.
 
 
Nasz spacer zaczęliśmy od   La Grande Arche de La Défense, który nieco odbiega od wspomnianej wyżej osi (6 stopni), stanowiąc jednocześnie jej zamknięcie.
 
 
Został on zaprojektowany przez duńskiego architekta Johanna Otto von Spreckelsena. Ten monument jest jednocześnie biurowcem i budynkiem mieszczącym m.in. galerie sztuki i Ministerstwo Ekologii.
 
 
Wspięliśmy się po schodach, żeby lepiej przyjrzeć się elementom łuku - rozpiętym linom, namiotowemu zadaszeniu i oknom, w których widać ich odbicie.
 
 
Jest on prawie sześcianem o wymiarach: szerokość-108 m, wysokość- 110 m, głębokość-112 m. W jego wnętrzu zmieściłaby się Katedra Notre Dame.
 
 
La Défense nie trudno o dzieła sztuki w otwartej przestrzeni. Tu przykłady-kolorowe postacie to "Podwójny totem" Miró
 

i pasiasty komin Raymonda Morettiego.


Tu na zdjęciu z prawej strony widać fragment białej budowli Pałacu La Défense. Dach w kształcie muszli przykrywa powierzchnię 80 tyś. metrów kwadratowych i podparty jest tylko w trzech punktach oddalonych od siebie o 218 m.
 
W głębi widać wieżowiec przypominający żagiel. To Tour T1. Na ten 185-metrowy wieżowiec wspiął się francuski "człowiek-pająk" Alain Robert.
 
 
Nas w tej nowoczesnej dzielnicy najbardziej zauroczyły gry odbić w szklanych konstrukcjach. Szczerze mówiąc wolimy tradycyjny Paryż, choć pewnie obraz stolicy Francji bez jej nowoczesnej części byłby niekompletny.
 




 

niedziela, 12 lipca 2015

Czekoladowe ciasto z truskawkami i marcepanem. Podróżniczo: Francja - śladami Vincenta van Gogha.

Ciasto powstało na imieniny Piotra. Czas jest dla nas ostatnio bardzo niełaskawy, czekamy jednak optymistycznie na zmianę. Mamy też nadzieję, że tak jak u nas truskawki ciągle można kupić wszędzie. Mile też wspominam lata, kiedy zbierałam tzw. truskawki całoroczne, dokładnie takie, które owocują do mrozów. Zakładam zatem, że zdążycie wykorzystać przepis. Ciasto zrobione jest na bazie gorzkiej czekolady. Jest bardzo aromatyczne i lekko zwarte w konsystencji. Przepis zaczerpnęłam ze "Złotej księgi czekolady". Jeśli chodzi o wygląd to skorzystałam z pomysłu Mary Berry i wykorzystałam jej przepis na krem cukierniczy. Ciasto jest o tyle wygodne, że jego części składowe  trzeba przygotować np. dzień wcześniej, a potem przed podaniem złożyć wszystko w całość. Nie rezygnujcie z marcepanu, ma on ogromny wpływ na smak ciasta.


Czekoladowe ciasto z truskawkami i marcepanem



 
Składniki na ciasto :

125 g gorzkiej czekolady
80 ml wody
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka
250 g mąki pszennej tortowej
85 ml jogurtu naturalnego
1,5 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
120 g miękkiego masła
100 g brązowego cukru

Wysmarować tłuszczem tortownicę o średnicy 23 cm. W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę z wodą. Odstawić do ostygnięcia. W  misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól. W osobnym naczyniu utrzeć mikserem masło, cukier brązowy i wanilię na gładki krem.  Cały czas miksując dodawać po jednym jajku, czekając z kolejnym aż poprzednie zostanie dokładnie wymieszane. Przestawić mikser na niższe obroty i dodawać czekoladę, następnie jogurt i suche składniki. Wyłożyć masę do tortownicy i piec ok. 30-40 min. w temperaturze 180 stopni (aż włożony do ciasta patyczek będzie suchy). Po upieczeniu przełożyć na kratkę do całkowitego wystygnięcia.
 
Krem cukierniczy:

600 ml mleka
1 laska wanilii
6 jaj (4 całe + 2 żółtka)
100 g cukru pudru
1 łyżka wiśniówki
100 g mąki kukurydzianej
150 g miękkiego masła pokrojonego w kostkę

Wlać mleko do garnka, laskę wanilii przekroić wzdłuż ostrym nożem i dodać do mleka. Doprowadzić to do wrzenia, przecedzić przez gęste sito i odstawić.
Jaja z żółtkami, wiśniówką, cukrem i mąką kukurydzianą zmiksować na jednolitą masę. Następnie dodawać gorące  mleko do masy z jajami cały czas mieszając masę trzepaczką rózgową. Masę wlać do garnka po mleku i gotować na wolnym ogniu mieszając trzepaczką żeby nie powstały grudki. Gotować do zgęstnienia  i potem jeszcze trochę cały czas mieszając, żeby krem miał gładką strukturę. Jeśli zrobicie to zbyt krótko będzie w kremie czuć mąkę, a ona ma się właśnie "wygotować". Do kremu dodać masło, wymieszać całość, aż się dobrze połączy, wlać do pojemnika, przykryć i wstawić do lodówki.

Przepis na marcepan znajdziecie TU-klik

Dodatkowo: 600 g truskawek o podobnej wielkości.

Składamy ciasto:

-czekoladowe ciasto przekroić na dwa krążki, jeśli góra będzie wypukła, skrójcie nierówność i odwróćcie ciasto "do góry nogami". Spód od strony dna będzie najrówniejszy, dajcie go na wierzch;

-umyte, odszypułkowane truskawki w całości ułóżcie na spodzie ciasta, od strony brzegu ustawcie połówki owoców stroną przekrojoną na zewnątrz;

-nałóżcie krem cukierniczy do rękawa i ostrożnie wyciskajcie go uzupełniając przestrzenie między truskawkami;

-przykryjcie całość drugim krążkiem ciasta;

-marcepan rozwałkujcie na folii lekko podsypując go cukrem pudrem żeby się nie kleił; wkładając dłoń pod folię na którym jest krążek marcepanu wielkości ciasta lub lepiej ciut większy przełóżcie szybkim ruchem marcepan na ciasto; nadmiar jego odkrójcie nożem żeby wyrównać z brzegiem czekoladowego ciasta;

-całość możecie udekorować ozdobami z topionej czekolady na pergaminie, ja zrobiłam prosty kwiatek, uzupełniłam "płatki" kawałkami truskawek i przybrałam listkami melisy.



 
 ***

Dziś wspomnienia z dwóch podróży po Francji. W obu szukaliśmy miejsc związanych z holenderskim malarzem Vincentem van Goghem. Oboje bardzo lubimy jego twórczość i oglądaliśmy jego obrazy w rożnych muzeach. Poszukiwanie miejsc związanych z jego twórczością daje jednak możliwość dużo większego przeżywania tego co stworzył. We Francji powstały jego najważniejsze, najbardziej znane obrazy, tam też rozwinęło się i  ewaluowało jego malarstwo, i tam zakończył swoje życie.

W 1886 roku  trzydziestotrzyletni van Gogh przyjechał do Paryża, do swojego brata Theo (który zajmował się handlem dziełami sztuki). Przyjechał również z zamiarem dalszego rozwoju jako artysty oraz z powodu samotności, która bardzo dawała mu się we znaki. Oglądał w stolicy Francji obrazy impresjonistów. Podziwiał jak za pomocą wyrazistych barw można pokazać światło. Uczył się od Lautreca i Pissarra jak używać kolorów. Jako bardzo pracowity malował od świtu do zmroku.   Toulouse-Lautrec podpowiedział mu, że idealne światło do malowania znajdzie w Arles i wkrótce tam właśnie wyjechał. Decyzje przyspieszyło też rozczarowanie społecznością paryskich artystów. Dwuletni okres pobytu w Paryżu zaowocował namalowaniem ponad dwustu obrazów. Nabyte wtedy doświadczenie chciał skonfrontować z intensywnie barwną przyrodą Prowansji.
W lutym 1888 roku znalazł się we wspomnianym Arles. Światło zaczęło wypełniać jego obrazy. Pisał do Theo "uwolnię swoją indywidualność wyłącznie dzięki pobytowi w tym miejscu". Brat jak zawsze wspierał Vincenta finansowo i duchowo.

W okolicach Arles znaleźliśmy most  przypominający ten z obrazów van Gogha. Malarz namalował cykl zatytułowany "Most Langlois w Arles", który odnosi się do czterech obrazów, jednej akwareli i pięciu szkiców. Do Theo pisał "Jest to most zwodzony, przez który przejeżdża mały powóz, odcinający się na tle niebieskiego nieba – rzeka również niebieska, brzegi pomarańczowe z zieloną trawą i grupa kobiet w fartuchach i kolorowych czepkach, piorących bieliznę". To oczywiste, że miejsce wygląda dziś inaczej. Most malowany przez artystę był zbudowany z drewna, w 1930 roku zastąpiono go zbrojonym, betonowym, zniszczonym podczas II wojny światowej. W niedalekiej miejscowości Fos-sur-Mer  zachował się jednak drewniany most, który rozebrano i złożono ponownie w miejscu położonym ok. 2 km od tego oryginalnego. Dziś nazywany jest mostem van Gogha i widać go na zdjęciach poniżej.

 
 
 




W samym Arles nie zachowało się nic oryginalnego z czasów malarza, bo wszystko zostało zburzone podczas wojny. Jednak odbudowane miejsca przypominają te z jego obrazów. "Taras kawiarni w nocy" pozwala odszukać wiele podobieństw we współczesnej "Le cafe de nuit". Był on pierwszym w twórczości artysty, w którym użył motywu gwiezdnej nocy jako tła.




 
 

Podczas pobytu w Arles Vincent wynajmował tzw. "żółty dom", którego wnętrze utrwalił na obrazie "Pokój van Gogha w Arles". Tam też namalował serię obrazów przedstawiającą słoneczniki. Zaplanował je jako obrazy, które miały ozdobić pracownię w "żółtym domu", którą miał użytkować razem z Paulem Gauguinem.


W liście do Émile Bernarda z 21 sierpnia 1888 pisał: "Myślę właśnie o dekoracji mojego studia pół tuzinem obrazów ze słonecznikami. Dekoracji, na której surowe lub przełamane żółcienie wybuchną na tle różnych błękitów tła, od najbledszego Veronese do błękitu ciemnego, oprawione w cienkie ramy z listew, pomalowane pomarańczową farbą ołowiową." W sumie powstało w Arles siedem obrazów. Dziś  z takimi obrazami jak Mona Lisa  Leonarda da Vinci oraz Krzyk Edwarda Muncha, Słoneczniki uznawane są za najbardziej rozpoznawalne arcydzieła  światowego malarstwa.



Pieniądze, które przysyłał Vincentowi Theo  podczas pobytu w Arles wydawał na farby i płótna. Źle się odżywiał, cierpiał z powodu samotności.  W świetle różnych badań podobno popijał terpentynę niezbędną w malarskim warsztacie ale niestety uzależniającą  i podjadał farby zawierające ołów. Zatrucie uszkadzało jego system nerwowy. Konflikt z Gauguinem doprowadził go do aktu samookaleczenia (obcięcia lewego ucha). Van Gogh trafił do szpitala, potem jeszcze po raz drugi, a mieszkańcy Arles wystosowali petycję do władz o zamknięcie van Gogha jako zagrażającego społecznemu bezpieczeństwu. Wtedy też namalował obraz "Dziedziniec szpitala w Arles".



W maju 1889 roku malarz opuścił Arles i został pacjentem szpitala dla psychicznie chorych w  Saint Remy de Provence. Brutalnie potraktowany przez mieszkańców zwrócił się do brata o załatwienie mu miejsca w szpitalu. Choć pobyt w Arles łączył się z dramatycznymi momentami to jednak w pełni ukształtował on styl malarstwa van Gogha, który charakteryzowały m.in. intensywne, kontrastowe barwy z  przewagą żółci.  


Theo opłacał Vincentowi w szpitalu dwa pomieszczenia - sypialnię i drugi pokój zaadaptowany na pracownię.



 W maju 1889 roku Vincent zaczął malować  w szpitalnym ogrodzie.





Powyżej widok z okna pokoju, w którym przebywał Vincent van Gogh, a poniżej ogród widziany z dołu z widokiem na okno pokoju malarza na pierwszym piętrze z prawej strony. Obraz "Pole pszenicy ze żniwiarzem" przedstawia scenę z miejsca, gdzie dziś jest ogród.


Jednym z pierwszych namalowanych w St. Remy  obrazów były "Irysy" rosnące właśnie w tym ogrodzie.

 
Później stopniowo zaczął wychodzić poza szpital, penetrował okolicę i malował to co go inspirowało wokoło. Jedną z pierwszych serii obrazów, które powstały poza obszarem szpitala były przedstawiające cyprysy.  Najsłynniejszy z nich to "Gwiaździsta noc". Obraz na podstawie którego ludzie dawniej uważali, że van Gogh jest szalony.
 

Obok cyprysów znaną serią są również obrazy przedstawiające drzewa oliwne. Wykorzystywał przy tym bogatą i charakterystyczną paletę barw dla różnych pór roku. Namalował 15 obrazów z tym motywem.




Podczas pobytu w szpitalu van Gogh miał kilka razy atak choroby. Kiedy połknął farby otrzymał na jakiś czas zakaz wychodzenia na zewnątrz. Zamknięty w pokoju stworzył wtedy swój (uznany przez znawców) najlepszy autoportret. Pisząc do Theo wspomniał, że ”z ogromnym trudem namalowałem siebie spokojnego”.

W  kolejnym roku - 1890  podczas pobytu w szpitalu w St. Remy sprzedano pierwszy obraz Vincenta van Gogha zatytułowany "Czerwona winnica". To jedyny udokumentowany przypadek sprzedaży obrazu artysty za jego życia i pierwszy z jego siedmiuset płócien. Nabył go rosyjski kolekcjoner Siergiej Szuszkin. Po rewolucji bolszewickiej i nacjonalizacji  trafił on do Muzeum Puszkina w Moskwie, gdzie jest do dzisiaj.


W maju 1890 roku Vincent van Gogh podjął decyzję o opuszczeniu szpitala w St. Remy. Jego lekarz napisał w raporcie końcowym "Pacjent ten, na ogół spokojny, podczas swego pobytu w ośrodku doświadczył szeregu gwałtownych ataków, trwających od tygodnia do miesiąca. Podczas tych ataków przeżywał straszne lęki i niepokoje, kilkakrotnie próbował się otruć, czy to połykając farby, czy pijąc naftę podkradaną pomocnikom, kiedy ci nalewali ją do lamp.(...) Pomiędzy atakami pacjent był absolutnie spokojny i poświęcał się całkowicie malowaniu. Dziś poprosił mnie o zwolnienie, zamierzając w przyszłości żyć na północy Francji, gdzie, według jego przekonania, klimat dobrze mu zrobi"

W drodze na północ w Paryżu odwiedził Vincent swojego ukochanego brata Theo. Wtedy też poznał jego żonę Johannę i zobaczył nowonarodzonego bratanka Vincenta Willema. Po trzech dniach pobytu wyjechał do  Auvers-sur-Oise. Tam opiekował się nim przyjaciel, malarz  Camille Pissarro oraz doktor Paul Gachet. Zamieszkał w oberży Ravoux  na poddaszu i zaprzyjaźnił się z właścicielami lokalu.


Podczas siedemdziesięciu dni pobytu w Auvers namalował ponad siedemdziesiąt obrazów. Pracował od świtu do późnego wieczora. Malował okoliczne pejzaże jak ten.



Domy Auvers stały się też tematem jego prac. Poniżej ratusz w centrum miasteczka.




Jednak jednym z najsłynniejszych obrazów  tego okresu jest Kościół w Auvers.



W lipcu 1890 okazało się, że  Theo wpadł w tarapaty finansowe. Pisząc do Vincenta powiadomił go o konieczności ograniczenia wsparcia finansowego. Vincent być może uważał, że brat stracił wiarę w niego i nic mu już nie zostało. 27 lipca rankiem wyszedł jak zwykle malować, miał przy sobie pistolet. Gdy nie wrócił pan Ravoux, właściciel gospody poszedł go szukać i znalazł, gdy Vincent już się wykrwawiał. Powiadomiono Theo, który zdążył jeszcze przyjechać do brata, porozmawiać z nim. Mimo chwilowego lepszego samopoczucia 29 lipca  Vincent van Gogh zmarł mając 37 lat. Theo walczący z syfilisem zmarł pół roku później. Obaj zostali pochowani na lokalnym cmentarzu w Auvers-sur-Oise.







Johanna van Gogh, wdowa po Theo  podjęła się trudnego dzieła skatalogowania dzieł Vincenta. Odkrywała je rozproszone, gdyż obrazami artysta spłacał długi, rozdawał je lub zostawiał przenosząc się w nowe miejsce. Matka Vincenta dożyła czasów, kiedy uznano go za geniusza. Wcześniej jednak wyrzuciła całe skrzynie jego dzieł.



My pokochaliśmy twórczość van Gogha. Siła oddziaływania jego obrazów zrodziła się  z życia pełnego cierpienia, ale i z geniuszu jaki posiadał. Mógł, choć z pewnością za krótko, poświęcić się malarstwu dzięki pomocy młodszego brata Theo. Pobyt przy ich wspólnym grobie był jednym z najbardziej wzruszających momentów podczas odwiedzenia wszystkich miejsc jakie pokazaliśmy.
Ostatnie zdjęcie przedstawia rzeźbę artysty trzymającego słoneczniki,  umieszczoną przed wejściem do budynku szpitala w Saint Remy de Provence.

p.s. Wszystkie cytaty i zdjęcia obrazów nieopatrzone logo "akacjowyblog" pochodzą z Wikipedii.

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...