wtorek, 26 kwietnia 2016

"Być albo nie być" w Stratford upon Avon? Kulinarnie - domowa tarta.

W ostatnie letnie wakacje podróżując po Anglii zastanawialiśmy się czy zajechać do Stratford upon Avon, miasta związanego z Williamem Szekspirem. Nie dlatego, że nie doceniamy dorobku geniusza, wręcz przeciwnie. Jednak naczytaliśmy się, że to miejsce bardzo komercyjne a my takich nie lubimy. Ostatecznie na pytanie "być albo nie być ?" odpowiedzieliśmy twierdząco. Jednak zanim o podróży, poczęstuję Was wirtualnie domową tartą, którą bardzo lubimy.

 
Tarta z jabłkami i twarożkiem 
 
 
składniki na foremkę o wymiarach zewnętrznych 35 cm x 11 cm
 

Składniki na ciasto:
135 g maki pszennej
35 g  drobnego cukru
100 g masła
1 łyżeczka cukru z wanilią

Składniki na wypełnienie:
180 g twarożku
1 jajo L
1,5 łyżki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

2-3 kwaśne jabłka
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżka drobnego cukru

1 -2 łyżki dżemu morelowego lub  brzoskwiniowego

Składniki na ciasto do tarty zmiksować w melakserze (tylko do połączenia się ich w kruszonkę). Zagnieść razem i wylepić nim foremkę wysmarowana tłuszczem. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika  i piec 10 min. Następnie wyjąc ciasto i przestudzić.
 
 
Twarożek utrzeć/zmiksować w melakserze z cukrem, jajem i ekstraktem waniliowym. Jabłka obrać i pokroić cienko na półplasterki. Zmieszać w naczyniu z cukrem i cynamonem.
 
Na ciasto wyłożyć twarożek i na wierzchu ułożyć jabłka. Piec 40-45 min. w nagrzanym piekarniku. Po upieczeniu w rondelku rozgrzać dżem do płynnej postaci i przy pomocy pędzelka posmarować jabłka.
p.s. Inspiracją do tarty był przepis Ani - Bajaderki na ciasto serowe z jabłkami, który podaję ze swoimi zmianami.




***
 
 

Do wspomnień z krótkiego pobytu w Stratford upon Avon skłoniły mnie jubileuszowe okoliczności. Właśnie minęła 400. rocznica śmierci dramatopisarza, który prawdopodobnie urodził się i zmarł 23 kwietnia. Przeżył 52 lata. Mark Twain powiedział kiedyś, że biografie Szekspira kojarzą mu się z brontozaurem z nowojorskiego muzeum - trochę kości i tona gipsowych rekonstrukcji. Nie będziemy zajmować się tu "gipsem", a faktów jest rzeczywiście niewiele. Wszystko dlatego, że autor "Hamleta" nie był  "personą" w ówczesnym świecie literatury i nikt specjalnie nie kwapił się, żeby zabezpieczyć dokumenty, czy przedmioty związane z jego życiem, zwłaszcza rękopisy i księgozbiór. Przypuszcza się, że spadkobiercy nie przywiązywali wagi do spuścizny Szekspira, a jego dom mieszkalny został zburzony przez ostatniego posiadacza, pastora Gastrell w latach siedemset sześćdziesiątych. Na dodatek od ponad setki lat różni "rewizjoniści" naukowi, zwani "antystratfordczykami" kwestionują istnienie Williama Szekspira. Podpierają się np. tym, że Szkspir jako człowiek z prowincji, nie mógł znać niuansów dworskiego protokołu, o których pisał...albo skąd wiedział tyle o Italii skoro w niej nie był...czy też dlaczego nie pozostawił żadnej biblioteki, skoro autor dramatów był oczytany w literaturze klasycznej...itp. itd. Spekulacji jest mnóstwo i zwykle pojawiają się one tam, gdzie brakuje dowodów. Z pewnością wiemy dużo więcej o jego dziełach niż o nim samym.
 
Oto dom rodzinny Williama Szekspira przy Henley Street. Przypuszcza się, że właśnie tu się urodził.
 
 
John i Mary - rodzice poety należeli do klasy średniej, ojciec był mistrzem cechu rękawiczników, rajcą miasta, a nawet w pewnym okresie burmistrzem. Dziś w budynku tym znajduje się Birthplace Museum.
 
 
William był trzecim z kolei dzieckiem, dwie jego starsze siostry zmarły w wieku niemowlęcym. Z żyjących sześciorga dzieci dziś są tylko potomkowie siostry Williama - Joanny. Linia Williama wygasła wraz ze śmiercią jego wnuczki Elżbiety w 1670 r.
 
 
 
Tu na piętrze znajdowała się w czasach Szekspira Grammar School. Był to dawniej budynek guildhallu, czyli ówczesnego zarządu miasta. W szkole tej uczył się William łaciny, retoryki, kaligrafii, poznawał dzieła Owidiusza, Plauta, Terencjusza czy Horacego. Nauczycielami byli tu magistrowie z Oxfordu. 
 
 
W 1582 roku osiemnastoletni William ożenił się z osiem lat starszą od siebie Anne Hathaway. Anna była wtedy w trzecim miesiącu ciąży. W sumie mieli trójkę dzieci - Susannę oraz  bliźnięta o imionach Hamnet i Judith, urodzone w 1585. Hamnet zmarł mając 11 lat.  Niektórzy przypuszczają, że jego śmierć była jedną z inspiracji do napisania "Hamleta". Jakieś dwa kilometry od centrum można zobaczyć dom rodzinny Anne, który zachował się w dobrym stanie do dzisiaj.
 
 
 
Nie jest to zwykła chata, raczej okazały dom z dwunastoma pokojami,  kilkoma sypialniami i ogrodem. Wielu badaczy uważa, że żona Szekspira była pierwowzorem bohaterki "Poskromienia złośnicy" ;)
 
Nie wiemy nic o siedmiu latach  z życia Szekspira, które nastąpiły po urodzeniu się bliźniąt. Biografowie dramatopisarza określają je mianem "the lost years". Jest wiele teorii na temat tego co mógł w tym czasie robić, najbardziej prawdopodobna, do której skłania się większość, mówi o dołączeniu do trupy teatralnej. Tak czy owak lata dziewięćdziesiąte zamykają okres młodostratfordzki  i otwierają przed Szekspirem prawdziwe, renesansowe życie ówczesnej metropolii, jakim był elżbietański Londyn.  Tam też pisał dramaty, grał w przedstawieniach i był współwłaścicielem Globe Theatre. Jego sytuacja finansowa była na tyle dobra, że kupił dom w Londynie oraz drugą co do wielkości posiadłość w Stratford - New Place. Wrócił do Stratford w 1613 roku, gdzie po trzech latach zmarł. Jest pochowany w kolegiacie Św. Trójcy, gdzie kupił sobie miejsce na pochówek za 440 ówczesnych funtów (zdjęcia  z) .
 

 
Dzisiejsze Stratford jest urokliwym miastem, biorąc jednak pod uwagę, że odwiedza je rocznie 3,5 mln turystów nie jest tam łatwo,  zwłaszcza z parkowaniem. Poniżej domy przy Bridge Street, głównej arterii miasta.
 
 
Rzeka Avon, a w tle teatr, gdzie regularnie wystawia się sztuki Szekspira.
 
 
Dobudowana jest tu również replika okrągłej sceny elżbietańskiego teatru, zwana Swan. Odbywają się tam przedstawienia autorów współczesnych Szekspirowi i klasyków różnych okresów, a jemu samemu  poświęcony jest co roku jeden dzień.
 
 
Poniżej Nash House (belkowany dom z rusztowaniem) przy Chapel Street, dom Thomasa Nasha, pierwszego męża wnuczki Szekspira, Elizabeth Hall. W ogrodach przy domu znajdują się fundamenty New Place, ostatniego domu Szekspira.
 
 
W Stratford zobaczymy wiele starych, zabytkowych  budynków.
 
 
 Tu biblioteka publiczna.
 
 

W niektórych umieszczono hotele, poniżej sieci Mercure.


i Falcon Hotel.


Nie warto jednak szukać w tym mieście noclegów, bo ceny są tu wysokie.

Na koniec, żebyśmy nie byli gołosłowni,  drobne przykłady komercji ;)

 




"Reszta jest milczeniem"  W.Szekspir

niedziela, 17 kwietnia 2016

Pieczona przepiórka z puree z topinamburu. Okolice Malham ... wszystko co najlepsze w Yorkshire Dales.

Lubimy mięso przepiórki. Jest ciemne, aromatyczne, a dobrze ugotowane - bardzo soczyste. Danie jest lekkie, a jednocześnie syte. Dodatek w postaci warzywnego puree przyjemnie łączy się z mięsem i sosem. Szczerze więc polecamy poniższy przepis, który jest prosty, a przy okazji powinien zachwycić Waszych gości.

 

Pieczona przepiórka z puree z topinamburu i marchewką



Składniki (na 2 porcje):

2 przepiórki
100ml białego wytrawnego wina
łyżka masła

na marynatę:
duży ząbek czosnku, posiekany
garść gałązek świeżego tymianku
zielona pietruszka, posiekana
łyzeczka soku z cytryny
oliwa
sól, pieprz

na sos:
odkrojone resztki przepiórki
ząbek czosnku, pokrojony
mała szalotka, pokrojona
łyżka pokrojonych drobno warzyw korzeniowych (marchewka, pietruszka, seler)
250ml bulionu
świezy tymianek
pieprz
50 ml słodkiej sherry

na puree z topinamburu:
250g topinamburu
czubata łyzka orzechów włoskich
łyżeczka masłą
trochę śmietany 30%
sól, biały pieprz

jako dodatek do dania
2 marchewki
garść świeżego tymianku
sól, pieprz
łyżeczka masła

Wykonanie:

Zaczynamy od zamarynowania przepiórki. Łączymy ze sobą wszystkie składniki marynaty. Przepiórkę przecinamy wzdłuż kręgosłupa i rozpłaszczamy ręką. Odcinamy skrzydełka i szyję, zachowując je do przygotowania sosu. Nacieramy przepiórkę ze wszystkich stron, przykrywamy i odstawiamy na co najmniej godzinę.

W międzyczasie przygotowujemy sos. Resztki przepiórki wraz z warzywami smażymy na niewielkiej patelni. Gdy się skarmelizują należy dolać sherry i podpalić, by pozbyć się alkoholu. Dodać przyprawy i dolać bulion. Zredukować do połowy objętości. Odstawić. Sos zakończymy przygotowywać po upieczeniu przepiórki.

Przepiórkę smażymy na maśle z obu stron (po około minucie) tak, aby się zrumieniła. Dolewamy wino i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180C. Pieczemy piersiami do góry 13-15 minut w zależności od wielkości. Wykładamy na talerz, by odpoczęła przykrywając folia aluminiową.

Zlewamy część pozostałego tłuszczu z patelni, po czym na tą samą rozgrzaną patelnię wlewamy wcześniej przygotowaną bazę do sosu. Mieszamy, by pozostałości z pieczenia przepiórki wmieszać w sos. Dzięki tłuszczowi sos się lekko zagęści. Przecedzamy go przez gęste sito, zachowując tylko płyn.

Topinambur obieramy i gotujemy w osolonej wodzie około 15 minut. Orzechy włoskie prażymy na suchej patelni. Miksujemy je w blenderze na pył. Dodajemy topinambur i miksujemy drobno. Doprawiamy do smaku. Przecieramy przez sito.  Dodajemy masło i śmietankę, aby uzyskać konsystencję puree.

Marchewki kroimy na cieniutkie wstęgi obieraczką do warzyw. Podsmażamy lekko na maśle, dodajemy tymianek i doprawiamy do smaku. Dolewamy troszkę wody lub bulionu i gotujemy przez chwilę.

Składamy danie. Na talerz wykładamy puree, na nim kładziemy przepiórkę piersiami do góry, obok niej marchewkę.
***

Wracamy dziś do Yorkshire Dales. To nasza ulubiona okolica w Anglii. Nie w Wielkiej Brytanii, bo tą pozostaje północno-zachodnia Szkocja, ale w Anglii właśnie. Pisaliśmy już o niej wspominając Wichrowe Wzgórza. Dziś udajemy się do wioski Malham, a z niej na niezwykle malowniczy, ośmiokilometrowy szlak.


Jakieś 15.000 lat temu okolica pokryta była lodowcem. To on jest odpowiedzialny za powstałe wzniesienia, wąwozy, dramatyczne skalne ściany i wapienne chodniki.

Ruszamy wąską ścieżką wśród pastwisk. Jak w całym Yorkshire, poszczególne poletka odgrodzone są kamiennymi murkami.


Idziemy wzdłuż strumienia, obok którego rosną polne kwiaty. Zapach jest słodki i aromatyczny, a szemrząca woda zakłóca doskonałą ciszę. Nie przeszkadza nam, a wręcz dodatkowo koi zmysły.


Jesteśmy wypoczęci, syci  i ochoczo ruszamy przed siebie. Żywa zieleń lasu dodaje nam jeszcze więcej pozytywnej energii.


Spotykamy niezwykłe zjawisko. To dowód na to, że mimo naszej tu samotności, nie jeden człowiek zawitał w tą okolicę. Oto leżące drzewo nabite monetami. Takie "money trees" można spotkać w różnych miejscach. Podobno wbite pieniądze mają przynieść szczęście lub spełnić życzenie. Można w pniach znaleźć stare jak i zupełnie nowe monety.
 

Mijamy pierwsze, jakże skromne wapienne skały wyłaniające się z poszycia lasu. Ciepło i wilgoć sprawiają, że porastają je rośliny, od porostów do drzew włącznie.


Okolica jest niewątpliwie dzika i fragmentami przypomina nam nasz ukochany las w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Pora tylko inna niż nasza ulubiona, bo ptaki już dawno wychowały swoje potomstwo i leniuchują.


Dochodzimy do niewielkiego wodospadu Janet Foss. Kiedyś przyprowadzano tu owce, by mogły zanurzyć się w orzeźwiającej wodzie i przy okazji napoić. Dziś ponoć kąpiel przyciąga dzieci i dorosłych. My nie jesteśmy w stanie tego potwierdzić, bo do tej pory na szlaku nie spotkaliśmy nikogo.



Zachwycają nas tutejsze drzewa...


... mieszkańcy...



... i krajobrazy.
 

Są też nasi ulubieńcy.  Pojawia się pluszcz, ptak którego nigdy wcześniej nie spotkaliśmy, wielkością przypominający kosa lub szpaka. Lubi wartkie, górskie strumienie. Szybko płynąca, czysta woda to warunek konieczny dla jego bytowania. Potrafi w niej nurkować, żeby zdobyć drobne mięczaki, skorupiaki a nawet małe rybki. Tu ciągle kucał i trykał, co przypominało zalotny taniec. Przez to było go trudno sfotografować.


Kolejną niespodzianką była pliszka górska. Ten drobny ptak też uwielbia górskie strumienie gdzie szuka sobie pożywienia.


Nasz "ptasi" obiektyw został w  hotelu, więc nie do końca byliśmy w stanie wyśledzić wszystkich latających przyjaciół. Skoncentrowaliśmy się więc na krajobrazach, a te spokojnie konkurowały z fauną. Idziemy wśród pionowych skał Gordale Scar.


To głęboki wąwóz kończący się wodospadem ulubionym przez wspinających się nań amatorów mocnych wrażeń.


Wychodzimy do rozległej doliny. Pogoda z delikatnie "angielskiej" zmienia się w ulewną. Ubrania stają się coraz cięższe, ale przyjemna temperatura powietrza i łagodniejące przerwami opady powodują, że wszystko schnie i moknie na nas na zmianę.  Oto powód, dlaczego jest tu tak zielono w sercu lata. My niezrażeni kaprysami natury idziemy szerokim, zielonym szlakiem ku miejscu bliskiemu naszemu sercu.


Krajobraz nas zachwyca. Wapienne skałki mieszają się z kamiennymi murkami, porozrzucanymi tu i ówdzie kamieniami i uspokajającą zielenią okolicy.


W końcu naszym oczom ukazuje się "limestone pavement", czyli wapienny chodnik.


Pisaliśmy już o nim przy okazji "Wichrowych Wzgórz". To niezwykłe miejsce zobaczycie w tymże filmie oraz w jednej z części Harry'ego Potter'a.
 

Widok okolicy jest nie mniej zachwycający.


Wapienne chodniki wymagają ostrożności, bo można łatwo stracić równowagę na ich skraju,


albo przynajmniej skręcić nogę, wpadając w jedną z głębokich szczelin.


Wapienne chodniki powstawały po przejściu lodowca przez wapienne skały. Wapień przez lata wypłukiwany był przez wodę i kwaśne deszcze, które wyżerały szczeliny w pęknięciach skały. Tym samym stworzyły elementy podobne do kostki brukowej o nieregularnych kształtach.

Mnie nieodmiennie wzrusza panorama okolicy, która zdradza małość i kruchość ludzkiej istoty na tle ogromu natury


i widok drzewa, pod którym wyobrażam sobie scenę z Wichrowych Wzgórz. Zakochanych Kathy i Heathcliff'a.


Z innej perspektywy wygląda to tak.


Zostało nam już tylko zejść jakieś sto metrów niżej...


...by w całej okazałości podziwiać Malham Cove.



Wracamy do osady i jesteśmy szczęśliwi, że po słońcu, ulewie, wietrze, deszczu i ponownej dobrej pogodzie będziemy w stanie doprowadzić się do ładu podczas powrotu do hotelu. Ale, ale... przed nami jeszcze jedna, choć znacznie krótsza wędrówka. Nie mniej interesująca, choć o niej pewnie opowiemy innym razem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...