Rogaliki. Enot Tsukim nad Morzem Martwym.

W czerwcowej Piekarni Amber pieczemy czeskie rogaliki :) Może one i czeskie, ale po upieczeniu smakują zupełnie jak te, które kupowałam wieki temu w pobliskiej piekarni na śniadanie. Przepis udany, łatwy w wykonaniu i do powtarzania. Zapraszam Was dziś w towarzystwie rogalików do niezwykłego miejsca, ale o tym po przepisie. 


Rogaliki


Składniki na 16 rogalików:

500 g mąki pszennej typ 550 (użyłam manitoby)
300 ml letniego mleka
25 g roztopionego i ostudzonego masła
8 g soli
20 g świeżych drożdży
1 żółtko jaj
1 łyżeczka cukru trzcinowego

dodatkowo:
1 jajko
sezam, mak, kminek lub gruboziarnista sól do posypania

Mleko lekko podgrzać, żeby było letnie, dodać cukier i rozkruszyć świeże drożdże. Poczekać, aż zaczną pracować i wytwarzać bąbelki. Zaczyn połączyć z mąką, masłem, solą i żółtkiem jaja, wyrabiać przez około 15 minut, aż ciasto będzie gładkie i umieść je w lodówce na około 14 godzin.
Po wyjęciu z lodówki zostawić ciasto w temperaturze pokojowej przez 1,5 godziny, następnie podzielić na cztery równe części. Pozostawić kawałki ciasta na kolejne 20 minut pod ściereczką. Rozwałkować je na prostokąty, podzielić na cztery trójkąty i zwinąć rogaliki. Pozwolić rogalikom rosnąć przez 45 minut na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, pod ściereczką.
Ubić jajko i posmarować nim rogaliki, posypać sezamem, makiem, kminkiem lub solą wg upodobań. Piec w temperaturze 200 °C przez 20 minut. Po upieczeniu ostudzić na kratce.

Uczestnicy Czerwcowej Piekarni:
Am.art kolor i smak – klik!
Akacjowy blog – klik!
Apetyt na smaka – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Dom z mozaikami – klik!
Idę i myślę – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje kucharzenie – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Stare gary – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

**

Jesteśmy w Izraelu na Pustyni Judzkiej, długiej na 85 km i szerokiej na 25 km. Leży w Wielkim Ryfcie ciągnącym się od Mozambiku po Turcję. Na dnie tego uskoku jest Morze Martwe, jeden z najbardziej zasolonych akwenów na Ziemi (obecnie to 34 %). 


Niesłusznie nazywany jest morzem, bo w rzeczywistości to jezioro bezodpływowe. Dziś ze względu na wysychanie stanowią go dwa zbiorniki oddzielone Przesmykiem Lyncha.


Jedziemy do rezerwatu przyrody Enot Tsukim drogą nr 90, najniżej położoną drogą na Ziemi. Oaza zieleni leży u zachodniego wybrzeża zbiornika północnego. Skąd na pustyni takie zjawisko ? Otóż wody deszczowe, które kiedyś spadały na Wyżynę Judzką (jej centralną część stanowią widoczne na zdjęciu powyżej góry) spływały pod ziemię w kierunku Morza Martwego. W Enot Tsukim pojawiają się w postaci sadzawek i strumieni. Dzięki nim możliwe jest tu życie.


Jednak nie jest to woda słodka. Posiada różne zasolenie - od setek do tysięcy mg na litr. Ze źródeł, które są tu na poziomie 390 m pod poziomem morza wypływa rocznie 70 mln metrów sześciennych wody. To największe w Izraelu naturalne źródło wody nigdy nie przekształcone przez człowieka.

W wodzie, czystej i przeźroczystej żyją ryby, przede wszystkim różne rodzaje tilapii, kraby, które widać gołym okiem. Są też ślimaki, żaby i ropuchy.


Dookoła rosną bujne krzaki tamaryszku, stanowiące dobre schronienie przed słońcem. Dokładnie rosną tu dwa jego rodzaje - nilowy, zwykle w pobliżu wody i pustynny z dala od niej. Ta roślina świetnie radzi sobie z zasoloną wodą i glebą, wydalając sól przez zielone łodyżki. Następnie jest ona spłukiwana przez nocne i poranne mgły i rosę.  


W 2008 roku pożar strawił większość rezerwatu. Ślady tego ciągle widać na ocalałych drzewach, mimo upływu lat. Tak jak na tej palmie, widzieliśmy jeszcze na innych osmolone pnie. 


W tym najgorętszym miejscu Izraela całkiem dobrze radzą sobie ptaki. Słowik rdzawy wyśpiewywał w koronach drzew tamaryszku. Zawsze jednak był tylko wysoko.


Za to szareczka czarnosterna dała sobie zrobić całkiem dobre zdjęcie. 


Turkaweczka czarnogardła, mały gołąbek niewiele większy od wróbla.


Białorzytka saharyjska.


Dzierlatka, spokrewniona ze skowronkiem. Wyczytałam w Wikipedii i muszę to zacytować, bo ptak ma ciekawe upodobania. Dzierlatki "lęgną się na terenach ruderalnych w miastach i na ich obrzeżach, wysypiskach śmieci i gruzu, placach i składnicach przemysłowych, ubogich pastwiskach, ugorach ze skąpą roślinnością zielną, parcelach budowlanych, nasypach kolejowych." Jak widać miejsce im też pasuje :)


Najbardziej specyficznym ptakiem tego miejsca jest wróbel palestyński. Nie udało nam się żadnego sfotografować, więc korzystamy ze zdjęć z Wikipedii (samca i samicy). 


Samiec buduje w tym bardzo gorącym miejscu gniazdo. Jest to luźna struktura zapewniająca przewietrzanie w czasie dużych upałów (optymalna temperatura to 35 stopni C, w wyższych zarodki giną). Dzięki temu w gniazdach jest chłodniej. 



Gdy zakończy budowę, staje na gnieździe, śpiewa i macha skrzydłami wabiąc samicę. 



Ta potem sama wysiaduje jaja. Wróble palestyńskie zawsze tworzą kolonie wyłącznie przy źródłach wody, której tu nie brakuje. 



Dość popularnym ptakiem, spotykanym przez nas w całym rejonie Morza Martwego był bilbil arabski.  


Ciekawe są również rośliny tego miejsca. Oprócz tamaryszku




spotkaliśmy też zaraz przy bramie wjazdowej i potem w środku rezerwatu mleczarę wyniosłą, zwaną jabłkiem Sodomy. To charakterystyczna roślina dla tej okolicy.


Kapary :)




W trawach, których tu nie brakuje ukrywała się złota mysz kolczasta.



Enot Tsukim ma też związki z daleką przeszłością. Ponad rezerwatem w jaskini znaleziono tzw. swoje znad Morza Martwego (rękopisy z Qumran), najstarsze zachowane fragmenty Biblii.


Na terenie samego rezerwatu odkopano budowle z czasów rzymskich. Z pewnością ma to związek ze społecznością pobliskiego Qumranu, a niektórzy przypuszczają, że było to miejsce produkcji mitycznych perfum Persimmon. Pierwsze odkrywki archeologiczne przeprowadzono tu w 1958 roku, kolejne nowiny przyniosły te z 2001 r. Dziś wiadomo, że było to miejsce mieszkalne i produkcyjne. Typowa willa rzymska i budynki gospodarcze. Mieszkano tu między I w. p.n.e. a I w. n.e. Oprócz perfum (eksportowanych do portu w Gazie), które uzyskiwały wysokie ceny nad M. Śródziemnym i w odległych krańcach Imperium Rzymskiego wyrabiano też maści. Wszystkie składniki pozyskiwano z blisko rosnących roślin, które miażdżono, wyciskano i poddawano termicznej obróbce. 


W rezerwacie nie ma dojścia do Morza Martwego, chociaż teren ten leży własnie nam morzem. Powodem są zapadliska.




Nie szukajcie dzikich plaż nad Morzem Martwym. Szybko parujący zbiornik (ok. 90-100 cm rocznie) pozostawia wyschnięte błoto. Chodząc po takich miejscach co roku ludzie giną bez śladu. 


Generalnie można kąpać się tylko w wyznaczonych miejscach. Poniżej leje zapadlisk. 





Poziom Morza Martwego zmienia się tak gwałtownie z różnych powodów. Głównym źródłem wody dla morza jest rzeka Jordan, obecnie mocno eksploatowana do celów komunalnych i przemysłowych przez Izrael i Jordanię (do niej należy wschodni brzeg). Podobny los dotyczy rzeki Jarmuk, jednego z głównych dopływów Jordanu eksploatowanego przez Syrię i Jordanię. 


Ponadto odparowuje się wodę, żeby pozyskać minerały na potrzeby przemysłu kosmetycznego i chemicznego (pozyskuje się sole potasu i bromki).  W 2013 roku Jordania i Izrael podpisały umowę o budowie rurociągu o długości 180 km, który ma pompować wodę z Morza Czerwonego do Martwego, by opóźnić proces wysychania. 


Od lat 80-tych poziom wody spadł o ponad 30 m. Basen północny ma dziś głębokość ok. 350 m, a południowy 6-8 m. To właśnie nad nim są hotele. Choć ciśnienie powietrza jest wysokie, to zawiera ono o 10 % więcej tlenu niż w rejonach poza depresją. Unikalny skład wody to naturalne spa, zwłaszcza dla chorych na drogi oddechowe i cierpiących na choroby skóry. 


Warunki lecznicze wspomaga również klimat tego miejsca. Prawie 330 dni słonecznych w roku (niestety my wstrzeliliśmy się w te pozostałe 35 ;D), praktycznie pozbawione pyłków powietrze i gruba warstwa ozonowa. 


Mimo wszystko trudno jest wytrzymać w wodzie nawet przy spopielałym niebie. Kurorty takie jak Ein Bokek nie należą do naszych ulubionych miejsc, jednak parasole w morzu, prysznice i przebieralnie ułatwiają życie. Poza kurortem nie jest już tak ładnie. 


Znajomość języka rosyjskiego w tym rejonie to podstawa komunikacji. Podobnie jak w Aradzie, gdzie mieszkaliśmy. 


Na koniec jeszcze formacja geologiczna na wzgórzu Sodom, nad Morzem Martwym zwana żoną Lota, której historię biblijną z pewnością znacie. 


27 komentarzy:

  1. Małgosiu, to wspaniale, że smakują tak samo jak z ulubionej piekarni!
    Przepis jest czeski i ja poznałam je u naszych południowych Sąsiadów.
    DZiękuję za czerwcowe pieczenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu z pewnością jeszcze je upiekę, pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  2. Ależ piękne i słoneczne są Twoje rogaliki, aż lśnią:). Podoba mi się bardzo pierwsze zdjęcie (Morze Martwe) - kolorystycznie byłaby fajnie wybarwiona włóczka . Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Alu. Co do zdjęcia, to wszystko dzięki nieustannemu zachmurzeniu :)

      Usuń
  3. Piękne rogaliki.
    a Wasza relacja fotograficzna bardzo mnie zaintrygowała:)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie fajne miejsce na zwiedzanie! Może martwe jest takie intrygujące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wysychające, jednak wyjątkowe, unikatowe...Pozdrawiamy

      Usuń
  5. Jak zwykle obrazy przyrody urzekają, choć na tych z Morzem Martwym jest taki zastój. Rogaliki cudne i fajnie móc znowu razem piec:-) Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko słusznie odebrałaś, bo to takie morze nie morze, bez fal, bryzy itp. Pozdrawiamy

      Usuń
  6. Rogaliki pyszne, to wiem, podróż przecudna, a ptaki jak zwykle mnie powalają, są urocze, to musiały być cudne spotkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Dorotko, to zaskakujące, bo są w czasem bardzo nieprzyjaznych do życia miejscach. Pozdrawiamy

      Usuń
  7. Rogaliki piękne i pewnie smakowite!
    Rejon Morza Martwego jakiś jałowy i faktycznie martwy.
    Spotkanie z ptaszkami fantastyczne!Cudna ta Wasza relacja.
    Pozdrowienia-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko i Marku - dziękujemy za odwiedziny. W Morzu Martwym oprócz mikroorganizmów nie ma życia, woda oleista, ale wyporność imponująca :) Dookoła pustynia, malownicza, ale to miejsce specyficzne. Pozdrawiamy

      Usuń
  8. Dziękuję za wspólne pieczenie Piękne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Bożenko, również pozdrawiamy

      Usuń
  9. Małgosiu, piękne rogaliki, a podróż niesamowita, nie zdawałam sobie sprawy, że Morze Martwe aż tak wysycha, straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Elu, zmienia się. Kiedy byłam tam 10 lat temu hotele stały nad morzem, teraz z niektórych wożą turystów bo sa ponad kilometr od brzegu. Nie mogłam uwierzyć, jak na to patrzyłam, a jednak...Pozdrawiam

      Usuń
  10. Udany wypiek i ciekawa historia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Rogale, wiadomo, świetne.
    Dzięki za ptaki i roślinność, bo tego we własnej kuchni nie upichcę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Miło nam piec razem z Tobą :) Pozdrwienia

      Usuń
  12. Wow i nie wiem co podziwiać rogale czy te zdjęcia po niżej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rogaliki wyglądają po mistrzowsku! I pewnie tak też smakują.
    Zaś podróż nad Martwe Morze to dopiero wyprawa! Jak zawsze zdjęcia przepiękne i ciekawie się czytało do porannej kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękne i puchate :)
    Dziękuję za wspólny czas i zazdroszczę podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  15. a ja jak zwykle zachwycam sie ptakami :) Turkaweczka mnie urzekła. A zapadliska po prostu przeraziły.

    OdpowiedzUsuń