Chleb pytlowy na zakwasie z dodatkiem cebuli i tymianku

Chleb pytlowy na zakwasie z dodatkiem cebuli i tymianku

W Marcowej Piekarni upiekłam chleb wyborny. Propozycją był przepis z blogu Dany Leśny Zakątek. Zwykle niewiele zmieniam w testowanych recepturach, ale tym razem postanowiłam podkręcić smak chleba i dodać dwa razy więcej cebuli. Nie posłuchałam sugestii Danusi, dla której cebula miała być jedynie dodatkiem. Pachniało w całym domu podczas pieczenia, po i za każdym razem, kiedy kroję ten chleb, nie mogę nacieszyć się jego smakiem i aromatem.


Chleb pytlowy z dodatkiem cebuli i tymianku


Składniki na dwie nieduże keksówki o wymiarach ok. 24 cm x 11 cm (mierzone u góry)

na zaczyn:
40 g zakwasu z mąki żytniej razowej, odświeżonego dzień wcześniej
300 g mąki pytlowej
310 g wody

Składniki mieszamy w naczyniu, przykrywamy i pozostawiamy do przefermentowania na 14-15 godzin

ciasto właściwe:
cały zaczyn
340 g mąki pytlowej
210 g mąki pszennej typ 650
330 g wody
sól

dodatki do chleba:
200 g cebuli
2 łyżki oleju
1-2 łyżki octu balsamicznego.
szczypta soli
1-2 łyżki listków świeżego tymianku

Wykonanie:

Składniki ciasta właściwego mieszamy, stopniowo dodając mąkę i wodę dokładnie wyrabiamy np. łyżką drewnianą. Przykrywamy i  czekamy aż ciasto sobie odpocznie gdzieś 40-50 minut. Powinno lekko podrosnąć.
W tym czasie przygotowujemy cebulę. Warzywo pokroić w kostkę, zeszklić na rozgrzanym oleju, dodać oberwane z łodyżek listki tymianku, a  pod koniec ocet balsamiczny. Odczekać, żeby wyparował, wyłączyć grzanie i ostudzić.
Po 40-50 minutach dodać do ciasta cebulę. Wyrobić jeszcze raz aby wszystko dobrze połączyć. Ciasto włożyć do foremek wyłożonych pergaminem i odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia na ok. 2,5 godziny (do podwojenia objętości). Piec 25 minut w temperaturze 230 stopni C i 25 minut w 210 stopniach C. Po upieczeniu ostudzić na kratce.


Naleśniki "tysiąca dziurek"...

Naleśniki "tysiąca dziurek"...

Przyznam, że od chwili kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy na zdjęciu, bardzo chciałam je zrobić. Teraz po konsumpcji, nie wiem czy prędko wrócę do tradycyjnych naleśników ;D Baghrir, marokańskie "naleśniki" są pyszne, chrupiące od spodu, mięciutkie i delikatne od góry. Rewelacja! Autorką przepisu jest Sylwia, prowadząca bloga "Smaki Maroka...i nie tylko!". Danie wykonałam w ramach kulinarnej akcji prowadzonej na FB " Wypiekanie na śniadanie". Skorzystałam z rad Sylwii i trzymałam się przepisu. Podobno mogą się nie udać, tym bardziej cieszę się, że za pierwszym razem wyszły mi wspaniale.

Baghrir - marokańskie naleśniki z dziurkami


Składniki na ok. 15 szt. naleśników o średnicy ok. 14-15 cm

na ciasto:
300 g drobnej semoliny
1 kopiasta łyżka mąki pszennej
450 ml letniej wody*
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
7 g suszonych drożdży instant (1 opakowanie)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

do polania:
miód (u mnie of cors :D akacjowy)
masło
(na każde dwie łyżki miodu 1 łyżeczka masła)

Wszystkie składniki oprócz proszku do pieczenia umieścić w naczyniu. Miksować około 4 minuty na wolnych obrotach (użyłam zwykłego miksera ręcznego i miksowałam na 1 stopniu prędkości). Następnie dodać proszek i miksować kolejne 2 minuty, aż na powierzchni utworzą się drobne pęcherzyki. Ważne jest na tym etapie, żeby nie miksować szybko. Zbyt szybkie miksowanie (jak pisze Sylwia) zamienia masę w kleistą i ciężką, pozbawia też naleśniki ich uroczych dziurek, a placki wychodzą gumowate.

Miód i masło podgrzać tylko tyle, żeby masło rozpuściło się i całość miała lejącą konsystencję.

Patelnię z nieprzywierającą powłoką rozgrzać. Wylewać porcje ciasta i smażyć około 2 minuty tylko z jednej strony na średnim grzaniu. Przy pierwszym naleśniku sprawdzić, czy gęstość masy jest odpowiednia. Jeśli nie, dodać wody. *Ja musiałam zwiększyć ilość wody, ale to zawsze zależy od semoliny :) Ciasto powinno być rzadsze niż na "nasze" naleśniki, a po wylaniu go na patelnię nie rozprowadzamy, jak tradycyjnie. Samo powinno rozlewać się na boki. Warstwa ciasta powinna być cienka. Podczas pieczenia trzeba kontrolować moc grzania, żeby ich nie przypiec od spodu. Baghrir smażymy tylko z jednej strony!

Prosto z patelni przekładać na papierowy ręcznik kuchenny i pozwolić im chwilkę odparować. Podawać na ciepło lub zimno polane mieszaniną masła i miodu (jak to robią Marokańczycy)  


lub w inny sposób. Piotr zrobił sobie wersję z serem i pastą z suszonych pomidorów. Ja zjadłam jak Marokańczycy, ale marzę o baghrir z jogurtem i świeżymi owocami. Takie będą następnym razem :)

Uczestnicy akcji:
Słodko - Słone
Moje Małe Czarowanie
Dorcia w kuchni
Akacjowy blog
Marghe Malgorzata Zarzycka Andreucci zdjęcie z FB
Bożena P-k zdjęcie z FB

Bułeczki krucho - drożdżowe - wersja na słodko z twarogiem.

Bułeczki krucho - drożdżowe - wersja na słodko z twarogiem.

To modyfikacja przepisu na bułeczki wytrawne z poprzedniego wpisu - KLIK. Do twarogu dodałam kandyzowaną skórkę z pomarańczy, bo bardzo lubię jej aromat i posiekane morele bio. To ważne, bo one mają inny smak podobnie jak i wygląd, niż te piękne pomarańczowe, których pełno na półkach sklepowych. Dla mnie suszone morele są mniej słodkie i ciekawsze w smaku niż rodzynki, którymi możecie je tu oczywiście zastąpić. Profilaktycznie zrobiłam  z połowy porcji ciasta podanej w wersji wytrawnej;) Polecam ten przepis. Bułeczki można zawsze przed konsumpcją włożyć np. na 30 sekund do kuchenki mikrofalowej. Ciepłe smakują wybornie.


Bułeczki krucho - drożdżowe z twarogiem, kandyzowaną skórką pomarańczową i morelami


Składniki na ok. 16 - 18 szt.

na ciasto :
260 - 270 g mąki do wypieków drożdżowych
125 g miękkiego masła
125 ml kwaśnej śmietany (ok. 110 g)
25 g świeżych drożdży
szczypta soli
2 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka zwykłego cukru

na farsz:
500 g twarogu sernikowego z "wiaderka"
10 g cukru z prawdziwą wanilią
1-2 łyżki posiekanej drobno, kandyzowanej skórki pomarańczowej
60 g suszonych moreli bio
cukier puder do smaku

dodatkowo
1 roztrzepane jajko do posmarowania bułeczek

Zanim zrobimy ciasto pamiętajmy, żeby wszystkie składniki miały pokojową temperaturę. Gdy bułeczki robię rano, składniki wyjmuję wieczorem i zostawiam na blacie kuchennym.

Drożdże rozkruszyć do śmietany, dodać łyżeczkę cukru, wymieszać i odczekać aż zaczną działać.  W tym czasie wymieszać przygotować nadzienie. Ser wrzucić do miski, dodać cukier z wanilią, posiekaną drobno skórkę, pokrojone w drobną kostkę morele i na koniec posłodzić do smaku. Ja nie przepadam za zbyt słodkim smakiem. Skórka kandyzowana jest słodka, podobnie morele, dlatego dosładzać trzeba na koniec (u mnie to 1 czubata łyżka cukru pudru). Wymieszać i odstawić. Z podanych składników razem z rozczynem wyrobić ręcznie lub przy pomocy robota gładkie, elastyczne ciasto. To bardzo wdzięczny przepis, bo duża ilość masła łatwo wiąże wszystko w całość. Warto je kilka minut wyrabiać, nawet jak jest gładkie, żeby powstała dostatecznie mocna siatka glutenu. Odstawić pod przykryciem, żeby masa podwoiła objętość. Następnie wyjąć ciasto na blat, rozwałkować na prostokąt o wymiarach ok. 35 cm na 25 cm. Ze względu na dużą ilość masła jest jedwabiste w dotyku i nie klei się do podłoża, nie trzeba podsypywać mąką podczas wałkowania i zwijania w roladę. Rozłożyć farsz równomiernie na powierzchni placka, pozostawiając dookoła margines ok. 2 cm. Zrolować dokładnie wzdłuż dłuższego boku. Pokroić ostrym nożem na 2 cm kawałki. Ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem (można odczekać ok. 30 minut aż podrosną, ale nie jest to konieczne, bułeczki rosną w piekarniku) i posmarować roztrzepanym jajkiem. Bardzo dobry efekt daje też smarowanie już pod koniec pieczenia, gdy bułeczki są już prawie upieczone, wystawiam na chwilę blachę (zamykam piekarnik), smaruję i wkładam tylko na tyle, żeby jajko na wierzchu się upiekło, są wtedy dużo bardziej błyszczące.
Z tej porcji ciasta wyjdą nam bułeczki na jedną blachę. Piec w 180 stopniach ok. 35-40 minut. Po upieczeniu studzić na kratce. Smacznego :)
Toskania jaką kochamy. Nasz subiektywny przewodnik.

Toskania jaką kochamy. Nasz subiektywny przewodnik.

Kiedy pierwszy raz wybraliśmy się do Toskanii miałam o niej własne wyobrażenie. Ukształtowały je "pocztówkowe" zdjęcia krajobrazów, książki i filmy. Podróżując po niej zwiedzaliśmy zabytki, podziwialiśmy dzieła sztuki, stare miasteczka i domy wybitnych artystów. Byliśmy u producentów win i oliwy, odkrywaliśmy regionalne specjały kulinarne, bo Toskania ma wiele do zaoferowania i jest w tym względzie jednym z najciekawszych rejonów Włoch. Gaje oliwne i zielone winnice wzbudzały nasz zachwyt, kamienne domy pobudowane na wzgórzach, otoczone cyprysami wyglądały pięknie. Jednak widokowo to ciągle nie było to. Dopiero kiedy na kilka godzin udaliśmy się na południe od Sieny w rejon Crete Senesi odnaleźliśmy wymarzoną Toskanię. 
Dlatego teraz planując podróż, chcieliśmy jeszcze raz wrócić do Florencji, a potem resztę czasu spędzić w okolicy między Sieną, a Montepulciano. To specyficzny rejon z gliniastą ziemią zwaną mattaione (crete senesi oznacza dosłownie gliny senesi), na której w większości nie da się uprawiać drzew oliwnych i winnej latorośli. Charakterystyczne jasne zabarwienie wynika z osadów morza sprzed 2,5 - 4,5 mln lat, które wtedy pokrywało cały obszar. Miejscami dziko tu rosną krzewy i drzewa, ale jest ich bardzo mało.  Za to charakterystyczne są szpalery cyprysów prowadzące do toskańskich domów, które często stają się dziś miejscami agroturystycznymi. 

Podróż po Etiopii - cz. 8 - Park Narodowy Abijatta-Shalla.

Podróż po Etiopii - cz. 8 - Park Narodowy Abijatta-Shalla.

Będąc nad jeziorem Langano wybraliśmy się do Parku Narodowego Abijatta-Shalla. To bardzo blisko, bo niespełna 20 km. Ciągle poruszaliśmy się wśród jezior Doliny Ryftowej, choć jeziora bardzo się od siebie różnią. 40 tysięcy lat temu cztery jeziora - Ziway, Langano, Abijatta i Shalla były częścią jednego wielkiego jeziora Galla, którego lustro wody było około 100 metrów wyżej, niż powierzchnia obecnych jezior. 20 tysięcy lat temu zaczęło się ono kurczyć z powodu ruchów tektonicznych i zmniejszonych opadów. Na skutek ruchów rzeki zasilające wody Galli zmieniły swój bieg, co skutecznie przyczyniło się do ostatecznych zmian. 4 tysiące lat temu oddzieliło się jezioro Ziway, po jakiś 2 tysiącach lat trzy jeziora południowe zaczęły wyodrębniać się jako oddzielne zbiorniki. Dziś wszystkie te jeziora mimo wspólnego pochodzenia są bardzo różne. Poznaliście już jezioro Ziway (klik) i Langano (klik). Dziś przedstawię dwa pozostałe. 


Pączki  z ciasta drożdżowego na jogurcie. Świętujemy ostatki!

Pączki z ciasta drożdżowego na jogurcie. Świętujemy ostatki!

To pączki nad pączkami! Zaskakująca jest lekkość i jedwabistość ciasta po usmażeniu. Pączki są puchate, delikatne i ma się złudzenie, że nic nie ważą ;) Podpatrzyłam je na blogu Ali "Kuchnia Alicji" i musiałam je zrobić, nie było rady. Będę z tego przepisu korzystać w kolejnych latach, a ponieważ nie usmażyłam nic na "tłusty czwartek", dziś są na "ostatki". 


Pączki z ciasta drożdżowego na jogurcie


 na ok. 12 pączków:

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową!

250 - 300 g mąki pszennej (użyłam manitoby)*
125 g jogurtu naturalnego
25 g świeżych drożdży
3 łyżki cukru
4 żółtka z  jaj M
1 łyżka cukru wanilinowego
1 łyżeczka spirytusu
50 g masła, roztopionego i wystudzonego
szczypta soli
skórka otarta z 1/2 pomarańczy 
powidła śliwkowe do nadziewania (ok. 12 łyżeczek)

dodatkowo:
olej do smażenia

na lukier
cukier puder
1 łyżeczka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka brandy
skórka pomarańczowa, kandyzowana

*zgodnie z przepisem powinno być 250 g mąki, jednak moje ciasto było bardzo rzadkie i użyłam 300 g

Wykonanie:

Drożdże pokruszyć do miseczki, wymieszać z 1 łyżką jogurtu, 1 łyżeczką cukru i 1 łyżeczką mąki. Odstawić do wyrośnięcia. 

Żółtka utrzeć z cukrem. Do naczynia, w którym będziemy robić ciasto odmierzyć mąkę, dodać żółtka utarte z cukrem, cukier wanilinowy, szczyptę soli, wyrośnięte drożdże, pozostały jogurt, spirytus i otartą skórkę pomarańczy. Dobrze wyrobić, a pod koniec dodać rozpuszczone i ostudzone masło. Wyrabiać do momentu, aż masło połączy się z ciastem i masa będzie swobodnie odklejać się od brzegów naczynia. Następnie naczynie przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około 1 godzinę.

Wyrośnięte ciasto podzielić na ok. 50 g porcje. Z każdego kawałka formować placek, ułożyć na środku 1 łyżeczkę konfitury i zebrać ciasto równomiernie w sakiewkę. Delikatnie wygładzić w kulę i odłożyć pod ściereczkę na arkusz pergaminu. Należy pamiętać, żeby układać zlepieniem do dołu. Odstawić do wyrośnięcia na 30-60 minut.

Tłuszcz podgrzać w garnku do temperatury 180 stopni (używam do sprawdzenia termometru cukierniczego).  Do gotowego tłuszczu wkładać po trzy wyrośnięte pączki (więcej spowoduje spadek temperatury i pączki będą chłonąć tłuszcz) i smażyć z każdej strony po ok. 3 min. kontrolując temperaturę i moc grzania kuchenki. Jasna obrączka zrobi się na pączkach jeśli będą dobrze wyrośnięte, bo lekkie unoszą się na tłuszczu. Usmażone pączki wykładać na papierowy ręcznik w celu odsączenia tłuszczu (przekręcam i zdejmuję pączki przy pomocy patyczka do szaszłyków).

Ciepłe pączki polukrować. Jogurt podgrzać w rondelku, wymieszać z brandy i cukrem pudrem w takiej ilości, żeby otrzymać średnio gęsty lukier. Średnio gęsty to taki, którym można za pomocą pędzla polukrować pączki bez zbytniego spływania. Ozdobić skórką pomarańczową, kandyzowaną.

Smacznego :)