Szczygły.

Szczygły.

Czytając nasze opowieści wiecie pewnie jak bardzo lubimy podglądać latające stworzenia. Jest to tyleż fascynujące, co frustrujące. Nie da się z tymi pięknymi istotami umówić na pogawędkę. Podczas spotkania nie interesuje ich selfie z miłośnikem fauny i flory. Jednakże gdy skoncentrują się na swych codziennych zajęciach jest szansa na kilka fajnych zdjęć.

Dziś o szczygłach, niezwykle kolorowych ptakach, których stadko dopadliśmy na łące.


Tournedos Rossini - klasyka dla Mistrza.

Tournedos Rossini - klasyka dla Mistrza.

Mistrz to oczywiście Gioacchino Rossini, twórca takich oper jak "Cyrulik Sewilski", czy "Wilhelm Tell". Wśród znajomych znany był nie tylko jako słynny kompozytor, ale też znawca kuchni. Urodzony w Pesaro od szóstego roku życia grał w zespole swego ojca - trębacza miejskiego. Dziś w Pesaro serwują pizzę a'la Rossini. To placek z sosem pomidorowym, mozzarellą, pokrojonym w plastry jajkiem na twardo i majonezowym kluczem wiolinowym. Niezbyt wyszukane i nie to danie dziś będziemy serwować. Jako wielbiciel dobrego jedzenia nie jestem przekonany, czy artysta podpisałby się pod nim, choć pewnie nie zapłakałby nad takim wyborem. Płakał bowiem podobno zaledwie trzy razy w życiu: raz gdy zmarła mu matka, drugi raz ze wzruszenia, gdy na żywo usłyszał Paganiniego grającego na skrzypcach, wreszcie po raz trzeci, gdy siedząc w łódce na środku stawu, zabierając się do jedzenia ... wymsknął mu się do wody talerz z gorącym indykiem z truflami. 
Będąc koneserem wykwintnego jedzenia, Rossini często wspierał ówczesnych kucharzy. Jednym z bliższych przyjaciół artysty był znany szef kuchni, Casimir Moissons.  To on stworzył na cześć Rossiniego danie, które miało zniewalać potęgą i mocnymi aromatami.

Tournedos to nic innego jak serce polędwicy wołowej, wykrojony ze środka kawałek mięsa, który znamy jako składnik Chateaubriand, francuskiego klasyka. Zatem po naszemu moglibyśmy przedstawić danie jako "Polędwica Rossiniego".

W czym tkwi jego oryginalność? W wyszukanych składnikach: oprócz polędwicy główne skrzypce gra foie gras i trufle oraz madera jako składnik sosu. Idąc tropem oryginału zauważymy coś więcej. Hojność. Kawałek mięsa powinien ważyć około 300 gram. Na osobę. Już wiemy, że wymiękamy. Porcja foie gras wzbogacająca smak to jakieś 150 gram. Na koniec 60 gram czarnych trufli, czyli jakieś dwie spore sztuki. No i spory chlust Madery, najlepiej Verdelho, jej półwytrawnej wersji.

Casimir niewątpliwie przesadził z ilością, acz jako przyjaciel chciał ugościć mistrza po królewsku. Z drugiej strony, studiując fizjonomię artysty widać, że nie zwykł zadowalać się średnimi porcjami. Dziś w restauracjach serwuje się już mniejsze talerze, przystosowane do podniebień gości zamierzających zacząć od przystawki, skończyć na deserze i ... nie pęknąć z przejedzenia.

Spróbujemy dostosować się do obecnych gustów starając się też skorzystać ze składników w miarę dostępnych. Mamy Święta więc zaszalejmy. Na stole czeka:


Tournedos Rossini. Polędwica wołowa z pasztetem z foie gras, czarnymi truflami i sosem z Madery


Składniki (na 2 porcje):

350 g polędwicy wołowej (kawałek na steki wykrojony ze środka)
łyżeczka masła klarowanego
120 g pasztetu foie gras
1 czarna trufla (ok.25g)
wykrojony w obręczy plaster chleba (grubości ok.5 mm)
50ml bulionu
100ml półwytrawnej Madery (można zastąpić półwytrawnym sherry)
łyżka zimnego masła
sól, pieprz

Wykonanie:

Zacznijmy od odpowiedniego uformowania steków. W tym celu mięso dzielimy na dwie porcje i owijamy je sznurkiem, tak aby tworzyły idealny walec. To pomoże zachować kształt podczas procesu smażenia.

Steki (w temperaturze pokojowej) obsmażamy ze wszystkich stron na maśle klarowanym, by zamknąć pory. Doprawiamy solą i pieprzem. Smażymy górę, dół i boki, w sumie ok. 5-7 minut. Następnie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180C na ok. 5 minut. Pozostawiamy na zewnątrz, by odpoczęły.

W tym czasie gorącą patelnię deglasujemy szklaneczką Madery. Mieszamy na średnim ogniu, by połączyć z płynem skarmelizowany osad po smażeniu polędwicy. Dodajemy bulion i redukujemy płyn (zawsze mamy zapas własnego bulionu). Przyprawiamy pieprzem. Po zredukowaniu do 1/3 (około 3-5 minut) dodajemy zimne masło i intensywnie mieszamy, aż się rozpuści i sos zgęstnieje. Odstawiamy.

W międzyczasie opiekamy wykrojone plasterki chleba i podsmażamy pasztet z foie gras na patelni (oba o średnicy mniej więcej wielkości polędwicy). Wystarczy po 30 sekund z obu stron.

Składamy danie. Na plasterku chrupkiego chleba kładziemy kawałek polędwicy wołowej (po uprzednim pozbawieniu go sznurka, który zapewnił jej utrzymanie właściwego kształtu). Na polędwicy układamy podpieczone foie gras. Polewamy niewielką ilością sosu. Na koniec siekamy na tarce cieniutkie plasterki czarnej trufli.

Dzisiejsze danie zostało podane z rosti z selera. Łatwo je przygotować. Przepis znajdziecie tu - klik. Grubość rosti zależy od Waszego uznania. Polecamy.
 Świąteczne życzenia od nas i od grubodzioba.

Świąteczne życzenia od nas i od grubodzioba.

Mówią, że w Wigilię zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Nie słyszeliśmy. Od dziś jednak wiemy, że w Wigilię robią niektórym prezenty. 

Grubodziób to jeden z rzadziej u nas spotykanych ptaków. Widzieliśmy go kilkukrotnie w różnych okolicznościach. Odwiedził nawet kiedyś nasz taras wstukując się swym masywnym dziobem w łuski słonecznika. Bo to łuszczak, do tego jeden z większych.



Nasze rzadkie spotkania z grubodziobem miały jednak jedną zasadniczą wadę. Otóż byliśmy my i ptak, aparat zaś odpoczywał w domu. Innym razem aparat przebywał z Małgosią, mnie zaś stojącego kilkanaście metrów dalej odwiedził on.



Kiedy indziej byliśmy w komplecie, ale ptak postanowił zmienić towarzystwo zanim dosięgnęła go ręka sprawiedliwości, czyli migawka naszego aparatu. Do dzisiaj.



W Wigilię ptak postanowił zrobić nam prezent. Zachęcony świeżą dostawą jedzenia pojawił się na sesję zdjęciową.



Grubodziób choć zaledwie kilka centymetrów dłuższy od popularnej sikory bogatki, jest od niej trzy razy cięższy. To piękny i kolorowy ptak. W naszym kraju łatwiej zobaczyć go na wschodzie: na Suwalszczyźnie i w Puszczy Białowieskiej, gdzie chętnie gniazduje w starych drzewostanach.



Kiedy nasze grubodzioby odlatują na zimę do Europy Zachodniej, do nas przylatują te ze wschodu. I chyba takiego, a raczej taką (bo to samica) udało się dzisiaj zobaczyć.



Grubodzioby w kilku gatunkach spotkamy właściwie w całej umiarkowanej strefie klimatycznej od Europy do Azji, konkretnie od północnej Hiszpanii po Wyspy Japońskie. W Skandynawii i na Wyspach Brytyjskich będą jedynie na południu, ale incydentalnie pojawiają się też w cieplejszych stronach np. na wybrzeżach Maroka, Tunezji i Algierii.

Dorada w papilotach z ziemniaczanymi łuskami.

Dorada w papilotach z ziemniaczanymi łuskami.

Święta Bożego Narodzenia rozbudzają w nas chęć czynienia kuchennych ekstrawagancji. Z jednej strony staramy się być tradycyjni, z drugiej - wprowadzać dania nieco inne niż nakazuje tradycja. W tym roku naszym wigilijnym daniem głównym jest:


DORADA W PAPILOTACH Z ZIEMNIACZANYMI ŁUSKAMI



Ciasteczka z pekanami.

Ciasteczka z pekanami.

Uwielbiam ciasteczka pekanowe. Korzystam z przepisu udostępnionego przez Bajaderkę, z tej strony. Nieco w nim pozmieniałam. Jednym ze składników  jest oczywiście cukier. Wykorzystałam tu jasne muscovado. To jeden z moich ulubionych rodzajów cukru do wypieków. Ma delikatną barwę (nie zmienia więc koloru wypieków jak ciemny), a jednocześnie zachowuje swój aromatyczny posmak melasy, który niezwykle cenię. Bardzo Wam go polecam do świątecznych wypieków (i nie tylko).


Ciasteczka z pekanami



Składniki:
400 g miękkiego masła
440 g mąki pszennej krupczatki
150 g jasnego muscovado
3 żółtka jaj L
3 łyżki golden syropu
1 łyżka melasy
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
330 g posiekanych grubo pekanów

Masło ubić mikserem na puszystą masę, dodając stopniowo pod koniec ubijania cukier (ubijać aż składniki połączą się dobrze). W oddzielnym, małym naczyniu rozbełtać żółtka, syrop, melasę i ekstrakt z wanilii. Dodać stopniowo do masy cały czas mieszając. Podobnie postąpić z mąką wymieszaną z posiekanymi pekanami. Gdy ciasto będzie już jednolite podzielić je na dwie części. Zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez dwie godziny.
Przed wałkowaniem wyjąć ciasto na ok. 10 minut żeby się nieco ociepliło. Wałkować podobnie jak lebkuchen między kawałkami folii spożywczej (żeby uniknąć podsypywania mąką co utwardza ciasteczka) na grubość 4 mm. Układać na blasze wyłożonej pergaminem. Piec w nagrzanym piekarniku do 170 stopni przez ok. 15 min (aż ciasteczka się zezłocą). Następnie przestudzić na metalowej kratce i schować do puszek. Proporcje na ok. 80 sztuk, jeśli wykorzystacie  metalową, okrągłą foremkę do wycinania o średnicy ok. 4- 4,5 cm.
Pekany mają jedną wielką zaletę - są znacznie bardziej miękkie niż inne orzechy. Wykrawanie ciasteczek przy ich grubo posiekanej strukturze nie zmienia kształtu wypieków. Nie warto stosować tu zamienników tych orzechów.

Lebkuchen, bez których nie ma świąt.

Lebkuchen, bez których nie ma świąt.

W naszym domu świąteczne przygotowania niezmiennie łączą się z wypiekiem ciasteczek. Jest ich zawsze kilka rodzajów. Mamy swoje ulubione od wielu lat. Trzy przepisy pojawiły się już na blogu - muchomorki, orzechowe i maślane łosie. Dziś kolej na podzielenie się z Wami naszym innym, stałym ciasteczkowym  "repertuarem". Lebkuchen piekę od wielu lat korzystając z przepisu zamieszczonego  na Good Food. Receptura  doskonale  się sprawdziła, choć dokonałam w niej drobnych zmian. Ciasteczka wystarczy, że postoją dwa dni i mają ten odpowiedni smak. Nie wymagają więc specjalnego leżakowania, ale można je równie dobrze zrobić dużo wcześniej i zamknąć w szczelnym pojemniku, żeby nie wysychały.

Pierniczki zwane lebkuchen 


Składniki:
500 g maki pszennej
170 g zmielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
400 g płynnego miodu
170 g masła
skórka otarta z 1 pomarańczy i 1 cytryny
4 płaskie łyżeczki  imbiru
2 płaskie łyżeczki  cynamonu
2 strączki zielonego kardamonu (tylko ziarenka)
2 goździki
2 ziela angielskie
1/2 gwiazdki anyżu
1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1 starte ziarno tonki (niekoniecznie)

Dodatkowo do lukru:
trzcinowy cukier puder
rum/ w wersji dla dzieci sok z cytryny
cukrowe konfetti

Masło i miód włożyć do garnka i delikatnie podgrzewać  tylko do rozpuszczenia się masła. Zamieszać, odstawić do przestygnięcia. Goździki, ziele, kardamon i anyż utrzeć w moździerzu na proszek. Wszystkie sypkie składniki wraz z przyprawami i skórką z cytrusów wymieszać w dużym naczyniu. Dodać następnie miód z masłem. Zagnieść w jednolitą masę. Ciasto odrywać po kawałku i od razu rozwałkowywać między dwoma kawałkami folii spożywczej na grubość ok. 3-4 mm. Wycinać dowolne, nieduże kształty. Układać na blasze wyłożonej pergaminem, pamiętając, że ciasteczka troszkę urosną. Piec w temperaturze 180 stopni przez 10-14 min (czas musimy dostosować indywidualnie do naszego piekarnika). Pierwszą partię zwykle piekę ok. 14 min, a później czas skracam. Po wyjęciu z piekarnika odczekać chwilę, następnie wyjąć ciasteczka na drucianą kratkę, przestudzić i polukrować. W tym celu trzcinowy cukier puder (używam takiego, bo jest mniej słodki niż biały) wymieszać w miseczce z rumem. Konsystencja powinna przypominać śmietanę (jednak nie powinna być za rzadka i zbyt gęsta, trzeba to wyczuć). Moczyć odwrócone wierzchem do dołu ciasteczka  i odkładać na kratkę, żeby lukier stwardniał. Jeśli chcemy dodać do ozdoby cukrowe konfetti to trzeba to nałożyć właśnie teraz. Lebkuchen  schować do słojów, puszek, najlepiej gdzieś głęboko, żeby doczekały do świąt.
Nie podaję ilości ciastek. Wszystko zależy od tego jakich używamy foremek i jak grubo rozwałkowujemy ciasto.

Szkocja - Reelig Glen - las w mchu i paproci.

Szkocja - Reelig Glen - las w mchu i paproci.

Podczas naszych różnych podróży odwiedzamy większość tego, co jest charakterystyczne dla ludzi i miejsc. Jednak zawsze najbardziej cenimy sobie kontakt z naturą. Tak jest też w domu, a las - każdy - to dla nas ważne miejsce. Pobyt w nim to odpoczynek, niezwykły kontakt z naturą, siłą dostojnych, żyjących nieruchomo drzew. Każdy stres, każdy problem można w lesie odreagować, dzięki niezwykłej energii, w którą czujemy się zaopatrzeni po leśnym spacerze. Może właśnie dlatego  pokochaliśmy Szkocję. Tak nietrudno jest tam być samemu z ogromną naturalną przestrzenią, bez ludzi i bez odgłosów cywilizacji.
W okolicach Moniack, na zachód od Inverness gdzie mieszkaliśmy przez tydzień odbyliśmy sporo spacerów po okolicznych terenach. Jedno miejsce okazało się wyjątkowo urokliwe. Tajemniczy, spowity w wilgoci, omszały fragment lasu nazywa się  Reelig Glen.


 Aromatyczny chleb marchwiowy z kminkiem i orzechami włoskimi.

Aromatyczny chleb marchwiowy z kminkiem i orzechami włoskimi.

Listopadowej Piekarni Amber zaproponowała niezwykły chleb marchwiowy. Nigdy takiego nie piekłam i nie jadłam. Autorem przepisu jest Jim Lahey, który pokazuje jak go wykonać w programie Marthy Stewart - klik. Piecze go w żeliwnym garnku z przykrywką. Ja upiekłam chleb dwukrotnie. Po raz pierwszy trzymałam się ściśle przepisu w składnikach i wykonaniu. Upiekłam go jednak na rozgrzanej blasze, gdyż garnek żeliwny jest już na emeryturze. Chleb szybko zniknął, ale mimo wszystko był dla nas ciut za słodki (przez dodatek rodzynek) i wyszedł dość płaski, choć w pierwszym etapie bardzo ładnie wyrósł. Po raz kolejny wprowadziłam już zmiany w ilości składników i upiekłam chleb po swojemu. Na blogu umieszczam ostateczną wersję, do której mam zamiar wracać. Pomarańczowy, energetyczny chleb o pysznym smaku z aromatem orzechów włoskich i kminku jeszcze nie raz zagości na naszym stole. Na dodatek pracy przy nim tyle co nic.


Chleb marchwiowy z dodatkiem orzechów włoskich i kminku


proporcje na foremkę o wymiarach 31,5 cm x 13 cm :

630 g mąki pszennej chlebowej (typ 650)
1,5 płaskiej łyżeczki soli kuchennej
0,5 łyżeczki drożdży instant
570 ml świeżo wyciśniętego soku z marchwi
100 g grubo posiekanych orzechów włoskich
1 łyżka nasion kminku
olej do wysmarowania foremki


Mąkę przesiać do misy, dodać orzechy, drożdże, sól i wszystko razem wymieszać. Następnie wlać do misy sok z marchwi i razem ponownie wymieszać łyżką, aby osiągnąć jednolitą masę.

Wysmarować foremkę olejem. Na dno wysypać nasiona kminku. Ciasto wylać do foremki, przykryć folią i zostawić w ciepłym miejscu na 2,5 - 3 godz., aż podwoi objętość (wyrośnie do brzegów formy). Piec w nagrzanym piekarniku w temperaturze 230 stopni przez 30 min., następnie wyjąć chleb z foremki i dopiec go jeszcze 10 min. w temperaturze 210 stopni C. Po upieczeniu ostudzić na metalowej kratce.


Chleb marchwiowy na blogach:

Akacjowy blog
Bochen chleba
Gotuj zdrowo! Guten Appetit!
Konwalie w kuchni
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Kuchenne wojowanie
Leśny Zakątek
Moje małe czarowanie
Nie tylko na słodko
Ogrody Babilonu
Para w kuchni
Polska zupa
Proste potrawy
Smakowity chleb
Stare gary
Weekendy w domu i ogrodzie
W poszukiwaniu slowlife


Tarta z gruszkami w czerwonym winie  i  ostatnie chwile kolorowej jesieni.

Tarta z gruszkami w czerwonym winie i ostatnie chwile kolorowej jesieni.

Zapraszamy Was do zrobienia jesiennej tarty. Aromatyczny syrop z gotowanymi gruszkami ma w sobie mnóstwo smaku. Wszystko przykryte cieniutkim, kruchym ciastem. Przepis z pomysłu D. Lebovitza. Do tego zdjęcia kolorowej jesieni, sprzed kilku dni. To już ostatnie chwile przed zrzuceniem kolorowego płaszcza pani jesieni.

Tarta z gruszkami gotowanymi w czerwonym winie


Rudzik - nasz ulubieniec.

Rudzik - nasz ulubieniec.

Kolejna ptasia opowieść, tym razem o stworzeniu permanentnie noszącym pomarańczowo-rudawą ozdobę. Ptaszek należący do drozdowatych, jeden z mniejszych w całej rodzinie nazywa się rudzik. Wygląda jak opierzona kulka na długich, cienkich nóżkach. Zwykle spotykamy go w lesie lub na jego skraju. Czasem na logo hipermarketu Auchan. Widoki leśne są nam jednak znacznie bliższe.


Ossobuco Milanese po naszemu.

Ossobuco Milanese po naszemu.

Niełatwo mierzyć się z klasyką. Tym bardziej trudno radzić innym jak ugotować danie, które każdy Włoch w Lombardii jadł od dziecka i wie jak je zrobić (lub jak mama je gotuje). Narażam się pewnie na krytykę, bo przepis, który proponuję to zlepek kilku, niekoniecznie najbardziej tradycyjnych, który przekonał nasze kubki smakowe do tego treściwego i pysznego dania.

Ossobuco to taka idealna, jednogarnkowa, jesienno-zimowa potrawa. Mięso, warzywa, czerwone wino, eksplodujące aromaty. W tradycyjnych przepisach zwykle występuje wino białe. Dla mnie mariaż z czerwonym wypada na korzyść dania. Czasem wzbogacam je nawet kieliszkiem porto. Kwestia gustu. Namawiam do eksperymentów i łamania schematów. No to chodźmy do kuchni i ugotujmy po naszemu ...


OSSOBUCO MILANESE


Składniki (4 porcje):

• ½ szklanki mąki pszennej
• sól, świeżo mielona pieprz do smaku
• 4 cienkie plasterki boczku (ok.50g)
• 4 kawałki goleni cielęcej pokrojonej na grubość 4 cm
• 3 łyżki oliwy z oliwek
• 3 łyżki stołowe masła
• 1 posiekana cebula
• ½ szklanki posiekanego selera naciowego
• ½ szklanki posiekanej marchewki
• 4 posiekane ząbki czosnku
• 2 liście laurowe
• 3 łyżki stołowe posiekanej świeżej zielonej pietruszki
• 1 łyżki stołowa świeżego (lub suszonego) tymianku
• 1 szklanka wytrawnego czerwonego wina
• 50 ml porto
• 2 szklanki mięsnego bulionu
• 2 posiekane pomidory (lub ½ szklanki pomidorów w puszce)

na gremolatę:

• skórka z 1 cytryny
• skórka z 1 pomarańczy
• 2 posiekane ząbki czosnku
• 2 łyżki stołowe posiekanej zielonej pietruszki


Wykonanie:

Kawałki goleni oprószyć mąką i przyprawić solą i pieprzem. Nadmiar mąki strząsnąć. Na patelni rozgrzać oliwę z masłem. Obsmażyć pokrojony drobno boczek. Następnie obsmażyć golenie na średnim ogniu ze wszystkich stron (kilka minut). Mięso odłożyć na talerz.



Na tej samej patelni rozgrzać ponownie oliwę z masłem, po czym dodać pokrojone warzywa. Smażyć je na średnim ogniu, do momentu gdy lekko zmiękną (ok.5-7 minut). Dodać posiekaną zieloną pietruszkę i tymianek. Zwiększyć ogień, po czym zdeglasować patelnię winem. Dodać porto. Wszystkie lekko skarmelizowane smaki z dna patelni zostaną wchłonięte.

Włożyć mięso z powrotem na patelnię. Dodać pomidory, bulion, łyżkę oliwy. Zmniejszyć ogień na niewielki, przykryć patelnie pokrywką i dusić przez około 1,5 godziny aż mięso stanie się miękkie. Obrócić mięso kilka razy w trakcie duszenia. Na koniec zdjąć przykrywkę i przez około 10 minut redukować sos.

Połączyć ze sobą wszystkie składniki gremolaty.

I teraz macie wybór. Podajcie kawałki goleni z aromatycznym sosem z warzywami i posypcie danie gremolatą, albo obierzcie mięso na kawałki i podajcie je analogicznie jak powyżej. Wówczas odrzucając kość, wydobądźcie z niej szpik i wmieszajcie go w sos. Jest pyszny, szkoda go marnować.

Czasem, gdy nie mamy możliwości nabycia goleni cielęcej kupujemy wołową. Nie gorszą wcale potrawę da się z tego ugotować. Jedyna różnica to fakt, że mięso będzie trzeba dusić trochę dłużej, około dwóch godzin. Sprawdźcie czy jest miękkie i rozpada się - wówczas jest gotowe.

Danie podajemy z szafranowym risotto lub ulubionym warzywnym puree. Tym razem naszej potrawie towarzyszy puree z selera i pieczone plasterki cukinii. Zielonej i żółtej. Smaki i kolory jesieni.
"Wiosenne" dzięcioły duże.

"Wiosenne" dzięcioły duże.

Dziś cofnijmy się wspomnieniami do wiosny. Był to dla nas czas wyjątkowy, ale i męczący, bo ptaki wstają o świcie, a czasem nawet wcześniej. Najlepiej obserwować je rano. Do naszego lasu z zimowej emigracji wróciły dziesiątki gatunków, które żywiły się świeżymi owadami i ... wzajemną miłością. Były też takie, które znikąd nie miały zamiaru wracać, bo spędziły tu całą zimę. Dziś o takim właśnie ptaku. O dzięciole dużym.



Bułeczki jak dynie.

Bułeczki jak dynie.

Ostatni tydzień października mija nam w pięknych barwach jesieni i w kulinarnym towarzystwie dyń. Od kilku już lat Bea zaprasza blogerów  do udziału w FESTIWALU DYNI. My również z przyjemnością włączamy się do akcji. To bardzo rozwijająca i inspirująca inicjatywa :) Dzięki niej coraz więcej wiemy o tych wspaniałych i jakże różnorodnych warzywach, które chętnie stosujemy w akacjowej kuchni :) 
W tym roku mamy dwie propozycje : bułeczki i  deser (przepis tu - klik), który równie dobrze może być spożyty jako śniadanie czy  przekąska. Bułeczki mają piękny kolor i kształt, ale można je również upiec w tradycyjnej formie.  Przekrojone w poprzek na cienkie kromki wyglądają jak kwiaty. Można je też podzielić wzdłuż na segmenty i jeść jako dodatek do dań z sosem itp.


Bułeczki jak dynie


Jesienny las i dyniowy chia pudding.

Jesienny las i dyniowy chia pudding.

Dzisiejsza propozycja to chia pudding zrobiony z miąższem dyni. Dodatek korzennych przypraw i skórki z pomarańczy nadaje mu wielowymiarowego smaku. Danie może być deserem lub pyszną przekąską. Wybór należy do Was.

Dyniowy pudding chia


Jedziemy na słynny targ rybny w Mumbaiu.

Jedziemy na słynny targ rybny w Mumbaiu.

Dziś opowiemy o niezwykłym miejscu. Amator ryb i owoców morza poczuje się jak w raju. Miejsce to egzotyczne, pełne życia i buzującej energii, a oferowane produkty nie mogą być już świeższe. Bo trafiają prosto z morza.


Chingri malai kari - kokosowe curry z krewetek

Chingri malai kari - kokosowe curry z krewetek

Dania z ryb i owoców morza należą do naszego ulubionego menu. Przyrządzamy je nierzadko, równie często jemy podczas podróży. Dziś ugotujmy aromatyczne curry z krewetek. Po raz kolejny posiłkujemy się doświadczeniem Ricka Steina, który w serii programów o Indiach poznawał składniki, techniki gotowania i historyczne uwarunkowania związane z przygotowywanym posiłkiem. To proste, choć historycznie dość złożone danie. Pochodzi z północno-zachodnich rejonów Bengalu. Ma w sobie wpływy malajskie. Co więcej, dziś spotyka się je również we wschodnich, nadmorskich rejonach Indii. Trudno, żeby było inaczej, jeśli składa się między innymi z krewetek, mleczka kokosowego i całego mnóstwa aromatycznych warzyw i przypraw.


Chingri malai kari - kokosowe curry z krewetek 


Składniki na 2 porcje:

2cm korzenia imbiru, drobno posiekanego

3 ząbki czosnku, drobno posiekanego
2 duże szalotki (ok. 130-150g), drobno posiekane
olej roślinny

16-18 krewetek królewskich, obranych ze skorup

przyprawy:
2 liście laurowe
łyżeczka ziaren gorczycy 
łyżeczka kuminu, starta w moździerzu
łyżeczka garam masala
łyżka sproszkowanego kashmiri chili
1/2 łyżeczki sproszkowanej słodkiej papryki
sól
papryczka chili, pokrojona w dobniutkie paseczki długości 2 cm

200 ml mleczka kokosowego

czubata łyżka wiórków kokosowych
pół łyżeczki brązowego cukru
sok z połowy limonki
posiekane liście kolendry (opcjonalnie)

Przygotowanie:

Imbir, czosnek, szalotkę zeszklić na oleju roślinnym. Następnie zmiksować na dość gładką masę. Smażyć ją na oleju roślinnym z liśćmi laurowymi przez kilka minut, aż delikatnie zbrązowieje i wydzieli aromat. Dodać ziarna gorczycy oraz kumin. Dolać około 100-150 ml wody. Dodać pozostałe przyprawy - garam masala, chili, słodką paprykę oraz sól do smaku. Gotować na małym ogniu przez kilka minut. Następnie dodać mleczko kokosowe, wiórki kokosowe oraz papryczkę chili.

W międzyczasie usmażyć krewetki na oleju roślinnym (ok. 2 minuty). Dodać je do aromatycznego wywaru, dodać cukier oraz sok z limonki do smaku. Ilość soku z limonki powinna być taka, by smaki pikantne, słodkie i kwaśne były zbalansowane. Sos, w którym duszą się krewetki powinien być dość gęsty. Krewetki wymagają zaledwie kilku minut, by były idealnie ugotowane.

Curry podawać z ryżem.

Jeszcze uwaga dotycząca kashmiri chili. Jest ona lekko pikantna i ma piękny, czerwony kolor. Jeśli nie macie tej przyprawy, użyjcie 3 części papryki słodkiej i 1 część pieprzu kajeńskiego lub chili.


 Angielski rejon Cotswold.

Angielski rejon Cotswold.

Podczas ostatnich wakacji ku naszemu zaskoczeniu natknęliśmy się na uprawę lawandyny w Anglii, w sąsiedztwie małej miejscowości Snowshill, w rejonie Cotswolds, w hrabstwie Gloucestershire.


Chleb z lawendą, miodem i orzechami laskowymi - świętujemy Światowy Dzień Chleba.

Chleb z lawendą, miodem i orzechami laskowymi - świętujemy Światowy Dzień Chleba.

Bardzo cenimy sobie domowy chleb i z przyjemnością celebrujemy Światowy Dzień Chleba ustanowiony przez Międzynarodowy Związek Piekarzy i Cukierników. Tym samym włączamy się do akcji ZORRY-WORLD BREAD DAY. Bloggerzy z różnych krajów wypiekają chleb specjalnie na tę okazję i zgłaszają to na jej blogu. Jest to zatem jednocześnie miejsce, do którego warto zaglądać w poszukiwaniu inspiracji.
W pieczeniu chleba ciągle korzystam ze sprawdzonych przepisów. Sama niewiele eksperymentuję, ale czasem zdarzy mi się coś stworzyć na bazie już przetestowanych receptur. Tym razem wykorzystałam jako podstawę pomysł Wisly na chleb pytlowy, który nieustająco jest naszym ulubionym codziennym chlebem. Jego wykonanie jest tak proste, że już chyba prościej być nie może ;D Jednak skoro jest święto postanowiłam urozmaicić klasyka i wzbogacić jego smak dodatkami. Przypomniał mi się pyszny chleb na drożdżach z miodem i lawendą, który kiedyś dostałam od Wisly. Dodałam jeszcze jeden składnik-orzechy laskowe, którymi nie mogę przestać się zajadać. Teraz przecież są najlepsze :) W ten sposób powstał pomysł na dzisiejszy chleb.


Chleb żytni na zakwasie z suszonymi kwiatami lawendy, miodem i orzechami laskowymi


Zaczyn:


130 g aktywnego żytniego zakwasu, dokarmionego dzień wcześniej
270 g mąki żytniej typ 720 (pytlowej)
260 g wody

Wszystko razem wymieszać i zostawić pod przykryciem na ok. 14 godzin.

Masa chlebowa:

cały zaczyn
270 g mąki żytniej pytlowej
130 g maki pszennej chlebowej
250-60 g wody
1 łyżeczka soli
1 łyżka suszonych kwiatów lawendy
40 g płynnego miodu (dałam lawendowy)
50 g łuskanych orzechów laskowych, grubo posiekanych

World Bread Day 2015 (October 16)
Do miski wlać wyrośnięty zaczyn, przesiać mąkę, dolać wodę, miód, dodać pozostałe składniki i wymieszać łyżką do połączenia składników. Foremkę o wymiarach wewnętrznych 23 x 12,5 cm lub podobnych wyłożyć papierem do pieczenia i wysmarować cienko jego powierzchnię olejem. Wyłożyć masę do foremki i wierzch wygładzić zmoczoną w wodzie dłonią. Odstawić chleb do wyrośnięcia na ok. trzy godziny (pod przykryciem). Piec 20 min. w temperaturze 230 stopni i kolejne 20 min w temperaturze 210 stopni. Po upieczeniu chleb należy odstawić do ostygnięcia i dojrzewania na kilkanaście godzin.

Spis chlebów po akcji można znaleźć u Zorry TU







W chlebie użyłam suszone kwiaty lawendy, ale jeśli macie ochotę popatrzeć na kwitnącą to przypominam, że mamy na blogu dwa wpisy z Prowansji pokazujące lawendowe pola : TU i TU.
Zięby.

Zięby.

Wiosna zaczęła się dla nas od przylotu zięb. Nad koronami drzew obserwowaliśmy wieczorami jak przelatywały całe grupki. Zaraz potem zrobiło się przyjemnie głośno.


Tarta z leśnymi grzybami.

Tarta z leśnymi grzybami.

Spieszcie się ze zrobieniem tej tarty, jest kwintesencją jesiennych smaków. Grzyby stanowią dla nas pewnego rodzaju pociechę, po tym jak las opustoszał :) Ptaki odleciały już pod koniec sierpnia :) Początkowo czuliśmy się  opuszczeni, ale powoli wracamy do równowagi ;) Poza tym zostały zdjęcia i oczekiwanie na kolejną wiosnę ...a czas pędzi nam ostatnio bardzo szybko.

Tarta z leśnymi grzybami


składniki na foremkę o wymiarach zewnętrznych 35cm x 11cm

Składniki na ciasto:
135g maki pszennej (najlepiej krupczatki)
70g zimnego masła
50g zmielonych orzechów włoskich
1 żółtko
2-3 łyżki zimnej wody
1/4 płaskiej łyżeczki soli


Składniki na wypełnienie:
400g leśnych grzybów
1łyżka świeżych listków tymianku
75g sera z niebieską pleśnią (dorblu)
2  nieduże szalotki
100 g śmietany kremówki
1 nieduże jajo
sól, pieprz
masło

Orzechy zmielić w melakserze. Wszystkie składniki na spod tarty szybko zagnieść (w razie gdyby ciasto okazało się mało spójne dodać ciut więcej wody niż jest w przepisie), uformować w kulę, zawinąć w folię i wstawić na godzinę do lodówki. 
Po tym czasie włączyć piekarnik na 180 stopni, rozwałkować ciasto i wyłożyć nim wysmarowaną wcześniej foremkę. Nakłuć widelcem, wyłożyć pergaminem, obciążyć (ja używam ceramiczne kulki, ale to może być groch czy fasola)  i piec ok. 10 min, następnie usunąć papier z obciążeniem i piec jeszcze 5 min.

Oczyszczone grzyby pokroić jak do duszenia. Szalotkę drobno posiekać. zeszklić na maśle, dodać grzyby i usmażyć. Na koniec doprawić solą, pieprzem i dodać oberwane z gałązek listki tymianku (można je zastąpić 1 łyżeczką tymianku suszonego). Jajko rozbić widelcem na jednolitą masę, dodać śmietanę i wymieszać z jajem. doprawić solą i pieprzem. Usmażone grzyby ułożyć na podpieczonym spodzie, na wierzch wylać masę śmietankowo-jajeczną. Wyrównać całość i na wierzch, lekko wciskając do środka, ułożyć pokruszone kawałki sera. Posypać z wierzchu listkami tymianku i piec 20 min. w 180 stopniach.
Północny kraniec Brytanii.

Północny kraniec Brytanii.

Dziś pokażemy Wam najsłabiej zaludnionym obszar wyspy Brytanii - północną Szkocję z rejonem zwanym Sutherland.




Nazwa w jakimś sensie przewrotna - południowy ląd - pochodzi z czasów Wikingów i przez nich była określana jako położona na południe, w stosunku do Orkad i obecnego hrabstwa Caithness (zdjęcie z Wikipedii).
Mieszkając przez tydzień w okolicach Drumbeg, ruszyliśmy któregoś pięknego dnia, by zobaczyć kraniec Brytanii. Drogi im dalej na północ, tym węższe i normalnością stają się tzw. single road  z mijankami. Za to przestrzeń, którą można podziwiać dookoła zachwyca swą wielkością i paletą barw zieleni i brązu.


Naturalnie rosnące drzewa to tu wielka rzadkość, za to można zobaczyć posadzone ludzką ręką lasy (jak ten po drugiej stronie drogi na zdjęciu poniżej), które potem wycina się w całości. To dość częsty widok w Szkocji.


Nad wodą jest jeszcze bardziej kolorowo.


Docieramy do Durness, najbardziej wysuniętej na północny zachód miejscowości na stałym lądzie. Durness jest maleńkie, a dla nas największą atrakcją jest piaszczysta plaża


z ogromnymi głazami




 i malowniczymi klifami w okolicach.


To w ich sąsiedztwie rozpościera się Smoo Cave - jaskinia wymyta przez morze i strumień słodkiej wody w wapiennej skale, długa na 83 m.



Potem docieramy do miejsca, gdzie była kiedyś wieś Ceannabeinne. To ślad smutnej historii tego regionu.


Mieszkańcy tej 'kwitnącej" miejscowości stali się ofiarami przeprowadzanych w Szkocji w XVIII i XIX wieku Highland Clearances, czyli  rugów szkockich chłopów. Zmuszani, najczęściej brutalnie, przez arystokratycznych właścicieli ziem musieli opuszczać swoje domy i gospodarstwa całymi rodzinami. Zabrane im ziemie łączono i zamieniano w pastwiska.


Dziś pozostały tu jedynie resztki kamieni. Jest tu również szlak, z ciekawymi informacyjnymi tablicami o życiu i historii miejsca, który przeszliśmy w całości. Jednak piękno natury zatrzymały nas tam na dłużej.


Na zdjęciu powyżej widać po lewej stronie wyspę Eilean Hoan, dziś rezerwat przyrody, a w początkach XIX wieku jeszcze zamieszkiwaną przez wysiedlonych stąd ludzi.


Cisza, spokój, brak turystów i widoki to jak wszędzie mocne  atuty zwiedzania Szkocji.


Dziś na tych wzgórzach jest mnóstwo drobnych, wręcz miniaturowych kwiatów, których odkryto tu ponad 120 gatunków.


śród nich maleńka dzika orchidea.


Dalej jedziemy tak jak prowadzi nas tu jedyna droga, wzdłuż Loch Eriboll, nad którym robimy sobie piknik.

  
Przecinamy kolejny półwysep,


na którym króluje wełnianka


i wrzosy.


Kierujemy się na Tongue, gdzie widać ogromny odpływ.


Następnie  wracamy do Drumbeg zamykając pętlę podróży. Po drodze mijamy najczęściej tylko ślady po dawnych mieszkańcach.
  




Co nie oznacza, że nikt tu nie mieszka :)