Shell Beach, czyli plaża muszelkowa w Australii Zachodniej

Shell Beach, czyli plaża muszelkowa w Australii Zachodniej

Australia Zachodnia zadziwiła nas niezwykłymi miejscami, rzadko spotykanymi w innych częściach świata. Jednym z nich była Shell Beach - plaża muszelkowa. Ciągnie się przez jakieś 60 kilometrów, a muszelki zalegają na głębokość do 10 metrów. Z góry wygląda jak zwykła plaża o perfekcyjnie białym, drobnym piasku. Turkusowe i niebieskie barwy wody zapraszają wręcz do kąpieli.


Z bliska jednak zaskakuje. Zamiast piasku znajdziecie tu zalegujące muszelki po pewnym gatunku małż sercówek (hamelin cockles). Są prawie przezroczyste, gdy spojrzycie na nie przez światło. Tak naprawdę nie ma tu grama piasku, są zaś same muszelki. Miliardy muszelek.


Przez lata muszelki te używane były do budowania domów. Miażdżono je, prasowano i produkowano z nich cegły. Tak świetny, darmowy materiał nie mógł sie bowiem zmarnować.


Dziś znajdziemy je jako budulec niektórych historycznych domów. W pobliskim Denham spotkaliśmy restaurację, która zbudowana została właśnie z takiego materiału. Pobliskim ... oznacza jakieś 50 kilometrów. W skali odległości Australii Zachodniej to tak jak odległość dwóch dzielnic w niewielkim mieście, bo często dystans rzędu 300 km uznawany jest tu za niewielki.


Wracajmy na plażę. Chodzenie po niej boso jest mało komfortowe, acz słyszeliśmy o leczniczych właściwościach masażu stóp. Na jednym metrze kwadratowym znajdziecie jakieś 4000 muszelek. 


Chcecie się wykąpać? Woda jest tu dwa razy bardziej słona niż w okolicznym oceanie co powoduje, że będziecie się na niej unosić jak na materacu. Nie zdziwcie się jak wyjdziecie z niej pokryci warstwą soli, gdy woda wyschnie.


Małże, które tu żyją filtrują plankton, ale niestety jest go niewiele. Stąd współpraca z algami, które przekształcają światło słoneczne oraz dwutlenek węgla w ich pożywienie. Zwykle zanurzone są od jednego do sześciu metrów, by zapewnić odpowiedni dostęp światła.


Mocno słona woda nie wspiera życia wodnego. Jest jednak krystalicznie czysta.


Prześledźmy jak w ciągu wieków zmieniał się obecny obszar, choć wiem, że jest to bardziej opowieść dla entuzjastów historii. Jakieś 10.000 lat temu linia brzegowa była wiele kilometrów stąd. Tutaj była po prostu pustynia. Dziś plaża znajduje się na półwyspie oddalonym od Perth o 800 kilometrów. W tym miejscu ma zaledwie 2,5 kilometra szerokości. Po drugiej stronie znajduje się Shark Bay, czyli Zatoka Rekina.


A z parkingu do plaży jest przysłowiowy rzut beretem.


Jak widać po ilości zaparkowanych samochodów nie ma tu tłumów ludzi.


Nie liczcie więc na interakcje z jakąś większą populacją ludzi.


Na pierwszym planie, choć to plan daleki, relaksuje się Małgosia wpatrując się w bezkres oceanu.


Plaża warta jest odwiedzenia jako fenomen sam w sobie. Znajduje się tuż obok drogi do Parku Narodowego Francis Peron i popularnej plaży Monkey Mia odwiedzanej oprócz turystów przez Emu od strony lądu...


... zaś od strony oceanu przez pelikany i delfiny, wabione codziennym dokarmianiem. Choć nie popieramy tego typu procederu, to w tym wypadku jest to raczej forma edukacji ludzi, połączona z opowieściami strażników parku o zwierzętach i okolicy, bo sama skala dokarmiania jest symboliczna.



Wracamy na naszą muszelkową plażę i kontynuujemy opowieść o historii.


Po ostatniej epoce lodowcowej, jakieś 7000 lat temu poziom wody wzrósł, ale tylko część terenu została zalana przez ocean. Nadal większość wyrastała powyżej poziomu wody. Inna część okolicy zalana przez deszcze tworzyła płytkie jeziora. 1000 lat później woda morska podniosła się, przekroczyła barierę i połączyła się z jeziorami. Pozostały piaszczyste wyspy, pokazujące się lub znikające w zależności od pory roku i poziomu opadów. 4200 lat temu poziom wód podniósł się o dwa metry. Spowodowało to likwidację procesu przypływów oraz odpływów i tym samym zwiększanie się zasolenia wody.


Obecnie poziom wody opadł co powoduje, że naturalna bariera nie sprzyja napływowi świeżej wody, a uwięziona w zatoce paruje, co obniża jej poziom i sprawia że zasolenie rośnie.


To bardzo ciekawe zjawisko obserwowane jest na przestrzeni tysiącleci, nie stuleci, czy dziesięcioleci. Dla nas Shell Beach, czyli plaża muszelkowa pozostaje fenomenem, który chętnie poznaliśmy, z zaciekawieniem obejrzeliśmy i ... pojechaliśmy dalej, bo jest to miejsce fascynujące i warte odkrycia, ale niekoniecznie będące celem długoterminowego relaksu. 


Jedziemy więc dalej szukać naszej ulubionej plaży w  Australii Zachodniej.



Pierogi z kaszą gryczaną i suszonymi grzybami.

Pierogi z kaszą gryczaną i suszonymi grzybami.

To danie pochodzące z kuchni podkarpackiej, bardzo smaczne, aromatyczne i składające się z prostych składników. Być może macie je w domu i zrobicie pierogi bez konieczności odwiedzania sklepów w okresie pandemii. Nam bardzo smakowało, polecam :)


pierogi z kaszą gryczaną i suszonymi grzybami


proporcje na 40 szt.

na ciasto:
400 g mąki pszennej poznańskiej (typ 500)
250 ml wrzącej wody

farsz:
200 g kaszy gryczanej palonej
30 g grzybów suszonych
1 cebula
1 jajo
sól, pieprz
masło klarowane

dodatkowo:
cebula i masło klarowane - do polania pierogów
sól i łyżka oleju do gotowania pierogów

Grzyby namoczyć, następnie w tej wodzie ugotować je do miękkości (kilka minut). Płynu z grzybów nie odlewać, ugotować w niej kaszę gryczaną zgodnie z informacją na opakowaniu. W razie potrzeby dolać wody.

Ugotowane grzyby posiekać w kostkę, podobnie cebulę. Cebulę zeszklić na klarowanym maśle, dodać grzyby i kaszę, razem wszystko przesmażyć, dodając sól i pieprz do smaku. Po całkowitym ostudzeniu do farszu dodać jajko i całość wymieszać. 

Do miski wsypać mąkę, następnie wlać wrzątek, wymieszać łyżką i gdy dzięki mieszaniu trochę całość ostygnie zagnieść elastyczne i gładkie ciasto. Włożyć je w woreczek foliowy i odłożyć na pół godziny, żeby odpoczęło. 

Połowę ciasta wyjąć (druga połowa ma być w woreczku), rozwałkować bardzo delikatnie podsypując mąką. Wykrawać kółka i lepić pierogi. Odkładać pod ściereczkę. Powtórzyć z drugą częścią ciasta. 

Posiekaną drobno cebulę podsmażyć na maśle klarowanym do zeszklenia.

Pierogi wrzucić na osoloną, gotującą się wodę z dodatkiem oleju. Gotować ok. 2 minut od wypłynięcia. Podać pierogi polane zeszkloną cebulą.


Brioszka pomarańczowa.

Brioszka pomarańczowa.

Dziś absolutnie wyjątkowy wypiek. Zaliczana  do francuskich wypieków śniadaniowych tzw. viennoiserie (dosł. "rzeczy w Wiednia", czyli pieczywa śniadaniowego na bazie drożdży)  brioszka (brioche) jest moją faworytką. Rzadko ją piekę, bo to kuszące pieczywo i pełne masła ;) Trudno mu się oprzeć bo smak ma znakomity, zwłaszcza z dodatkiem domowych konfitur. Przepis Vanessy Kimbell zainteresował mnie, że względu na dodatek wody z kwiatów pomarańczy. Dopełniłam smak  skórką otartą z pomarańczy, której w przepisie nie było. Wypiek jest chrupiący z wierzchu, delikatny, wręcz koronkowy  w środku. Do tego jest całkiem spory - 12,5 cm wysoki, pieczony w foremce o wymiarach 11 cm na 31 cm. Pycha :)


brioszka pomarańczowa 


na ciasto
125 g letniego mleka
70 g cukru pudru
7 g drożdży instant (jedna torebka)
4 jajka w temperaturze pokojowej
1 łyżka wody z kwiatów pomarańczy
skórka otarta z dużej pomarańczy
500 g mąki pszennej o dużej zawartości białka
1 łyżeczka drobnej soli
175 g miękkiego masła, pokrojonego w kostkę plus dodatkowo do smarowania

do posmarowania brioszki:
1 jajko ubite z  łyżką mleka

Rozkład pracy:
-wieczorem zrobienie ciasta,
-noc - wyrastanie ciasta w lodówce,
-rano formowanie, wyrośnięcie i pieczenie.
   
Połącz mleko, cukier i drożdże w misce miksera. Przesiej mąkę i sól razem do oddzielnego naczynia,  odłóż na bok. 

Dodaj jajka, skórkę pomarańczową i wodę z kwiatu pomarańczy, mieszaj z pełną mocą przez chwilę aż się połączą. Ustaw mikser na najniższe obroty i powoli dodawaj po jednej łyżce stołowej mąki.

Po dodaniu całej mąki  zacznij dodawać po kilka kostek miękkiego  masła. Gdy masa wchłonie masło, dodawaj kolejne. Po dodaniu całości masła mieszaj na wysokim poziomie, przez około 8-10 minut, aż do uzyskania gładkiego ciasta. Gdy ciasto zacznie odchodzić od boków miski, przełóż je  do naczynia z przykrywką lub przykryj wilgotnym ręcznikiem i pozostaw na kilka godzin w lodówce, aby podwoiło masę przez noc. 

Następnego ranka wyjmij ciasto z lodówki i pozwól mu dojść do temperatury pokojowej. Ciasto wyłóż na lekko natłuszczoną powierzchnię roboczą, nadaj mu kształt i umieścić w wysmarowanej foremce. Włóż foremkę z ciastem w dużą torbę foliową, tak żeby ciasto miało miejsce na wyrastanie.
Pozostaw na około 2 godziny.

Rozgrzej piekarnik do 170 ° C. Posmaruj brioszkę jajkiem rozbełtanym z mlekiem. Piecz przez 30-35 minut i sprawdź czy się zbyt mocno nie przypieka na wierzchu (jeśli tak, przykryj ciasto folią aluminiową). Pozostaw brioszkę na  kolejne 5-10 minut. Po upieczeniu wyjmij z formy i ostudź na drucianej kratce. 

Smacznego!





Różowe odcienie natury - Hutt Lagoon w Australii Zachodniej.

Różowe odcienie natury - Hutt Lagoon w Australii Zachodniej.

Obecna sytuacja sprawiła, że w kwestii podróży pozostały nam wszystkim ... wspomnienia. Minie pewnie trochę czasu, aż ruszymy znów na szlak. W międzyczasie postanowiliśmy opowiedzieć o niezwykłych miejscach, które odwiedziliśmy, a które z braku czasu nie zdążyliśmy wcześniej opisać. Mamy ich sporo. Może niektóre z nich będą dla Was inspiracją dla przyszłych podróży. 

Oto Hutt Lagoon, zwane inaczej Pink Lake, czyli Różowym Jeziorem.  


Sałatka z ziemniaków ze śledziem.

Sałatka z ziemniaków ze śledziem.


To sałatka, która nam niezwykle smakuje. Jest z prostych i dostępnych wszędzie składników. Zrobiłam ją na bazie przepisu pochodzącego ze starej książki wydanej w 1889 roku pt. "Praktyczny kucharz warszawski". Sałatka, podobnie jak inne przepisy, nie zawiera konkretnych proporcji, więc zrobiłam wg własnego uznania. Dostosowałam wielkość składników do ilości śledzi. Pominęłam buraki, które były w przepisie, a dodałam natkę pietruszki. Przygotowałam winegret po swojemu, bo w oryginale była oliwa i ocet.


Sałatka z ziemniaków ze śledziem


300 g ugotowanych w mundurkach ziemniaków
220 g śledzi
150 g ogórków kiszonych
80 g marynowanych grzybów
4 łyżki białej fasoli z puszki
natka pietruszki (wzięłam 4 gałązki)
świeżo zmielony pieprz

na sos:
1 ząbek czosnku drobno posiekany
szczypta soli
sok z cytryny
oliwa

Ziemniaki jako jedyne pokroiłam w dużą kostkę (krawędź kostki ok. 1 cm). Ogórki obrałam ze skórki, pokroiłam w kostkę, podobnie grzyby. Fasolkę odcedziłam na sitku, przepłukałam i osuszyłam w ręczniku. Śledzie również osuszyłam przed pokrojeniem. Dodałam posiekaną drobno natkę. Posiekany ząbek posypałam szczyptą soli, roztarłam czubkiem noża. Dodałam do niego sok z cytryny, potem oliwę, wymieszałam i wylałam do miski na składniki sałatki. Posypałam świeżo zmielonym pieprzem z młynka i dobrze wymieszałam. Sałatkę podałam w temperaturze pokojowej. Pycha !!! 
Sałatka z tuńczykiem i cytryną piritto.

Sałatka z tuńczykiem i cytryną piritto.

Cytryna piritto to owoc o bardzo grubym i słodkim albedo. Na Sycylii, gdzie jest uprawiana, nazywana jest też cytryną sałatową. Można ukroić jej kawałek, posypać solą i potraktować jako przekąskę. U nas wystąpi w roli głównej z tuńczykiem. Pyszna to sałatka i ma bardzo zrównoważony smak. Przy konsumpcji zapominamy, że to trudny dla nas wszystkich czas...wyciągamy do tego wino i cieszymy się chwilą. Carpe diem.


Sałatka z tuńczykiem i cytryną piritto


Składniki na 2 osoby:
- spora garść rukoli
- 1 dojrzałe awokado
- ok. 100 g tuńczyka w sosie własnym (netto)
- kilka suszonych pomidorów
-1/2 cytryny piritto bez skórki

winegret:
-1 ząbek czosnku drobno posiekany
- sól
- 1 łyżka soku z cytryny
- 2/3 łyżeczki miodu
- 4 łyżki oliwy
-świeżo zmielony pieprz



Zrobić winegret - drobno posiekany czosnek posypać solą i rozetrzeć końcem noża, włożyć do naczynia, dodać sok z cytryny i miód, dobrze wymieszać. Na koniec dodać oliwę, wymieszać i odstawić.

Rukolę umyć i osuszyć. Posiekać w paski suszone pomidory, obrać i pokroić w kawałki awokado oraz cytrynę. Tuńczyka odcedzić. Z 2/3 sosu wymieszać rukolę, ułożyć ja na talerzu. Ułożyć resztę składników i całość skropić pozostałą 1/3 winegretu. Smacznego :) 
Croissanty

Croissanty

W marcowej Piekarni Amber upiekłam croissanty. Przyznam, że już dawno myślałam o tym klasycznym i kuszącym wypieku kuchni francuskiej. Całe szczęście, że Amber postawiła nam takie wyzwanie, bo pewnie zabierałabym się za croissanty przez resztę mojego życia. Przepis jest doskonały, kompletny i nic w nim nie zamierzam zmieniać. Jestem bardzo zadowolona z rogalików zrobionych z ciasta francuskiego połączonego z drożdżami. Następnym razem zrobię podwójną porcję i jedną z nich zamrożę. Niech Was nie zrazi długość opisu. Pracy przy nich jest niewiele, ale trzeba zachować rytm i działać zgodnie z instrukcją. Receptura od mistrza J. Hamelmana podana została na stronie "Fine Cooking", gdzie znajdziecie ilustracje wykonania. Powodzenia :)

Croissanty  

Przepis na 15-18 croissantów

składniki na ciasto
500 g mąki pszennej typ 550 + do podsypywania
140 g wody
140 g pełnego mleka (może być prosto z lodówki)
55 g cukru
40 g miękkiego masła
11 g drożdży instant
12 g soli

dodatkowo

280 g zimnego masła do laminowania
1 jajko + 1 łyżeczka wody do smarowania croissantów

Dzień 1 wieczorem
Połącz składniki ciasta i zagniataj przez 3 minuty w misie robota, od niskiej do średniej prędkości, aż ciasto się połączy i osiągniesz etap niskiego do umiarkowanego rozwoju glutenu. Przed schłodzeniem uformuj ciasto na płaski placek, aby następnego dnia łatwiej było zwinąć je w kwadrat.połóż ciasto na talerzu, przykryj folią spożywczą i wstaw na noc do lodówki.

Dzień 2 - laminowanie ciasta

Wyjmij zimne masło z lodówki, pokrój je na kwadraty o grubości 1 cm i ułóż na papierze do pieczenia, tworząc kwadrat o wymiarach 15 x 15 cm. Połóż drugi papier na maśle, rozwałkuj za pomocą wałka do wymiarów 19 x 19 cm. Wyrównaj krawędzie masła, zmniejsz masło w kwadrat 17 x 17 cm. Zawiń je w papier i schowaj do lodówki.

Wyjmij ciasto z lodówki na blat minimalnie! podsypany mąką i rozwałkuj go równomiernie na kwadrat 26 x 26 cm. Wyjmij masło z lodówki i połóż na cieście pod katem 45 stopni, Załóż na masło wszystkie cztery wystające rogi ciasta, tak, aby zachodziły na siebie i przykryły całe masło. przyciśnij ciasto dłonią.
Wałek posyp lekko mąką i wałkuj ciasto z masłem na prostokąt o wymiarach 20 x 60 cm. Wałkuj od środka do krawędzie. Pozwoli to uzyskać ciasto o równej grubości. Obróć ciasto o 180 stopni, aby wałkować je równomiernie. Wałkuj ciasto tak, aby wszystkie jego krawędzie były proste.
Załóż 1/3 ciasta do środka, a potem drugą krawędź do środka, zawiń w foli spożywczą i wstaw do lodówki na 30 minut. Powtórz wałkowanie i składanie ciasta w ten sposób jeszcze dwa razy. PO każdym złożeniu należy obrócić ciasto o 90 stopni.Po trzecim wałkowaniu i złożeniu ciasta zostaw je w lodówce na noc.

* Na każdym etapie wałkowania, jeżeli ciasto zacznie się rwać, możesz przerwać i wstawić je do lodówki na 10 – 20 minut i kontynuować dalej wałkowanie.

Etapy laminowania
1. rozwałkuj do 20 cm x 60 cm
złóż
przechowuj w lodówce 30 minut
2. obróć o 90 stopni
rozwałkuj do 20 cm x 60 cm
złóż
przechowuj w lodówce 30 minut

3. obróć o 90 stopni
rozwałkuj do 20 cm x 60 cm
złóż
przechowuj w lodówce do 3 dnia
obróć o 90 stopni
rozwałkuj do 20 cm x 110 cm

Dzień 3
Wyjmij ciasto z lodówki. lekko posyp mąką blat. Rozwałkuj ciasto w pasek 20 x 110 cm. Jeżeli będzie się bardzo kurczyć, złóż je na trzy części, zawiń w folię i włóż do lodówki na 10 – 20 minut. Kiedy rozwałkujesz ciasto, przesuń je kawałek dalej aby naturalnie skurczyło się, przytnij końcówki aby je wyrównać. Pasek ciasta powinien pozostać długi na 100 cm. Przycinaj ciasto na skos, aby otrzymać 15 trójkątów – możesz użyć miarki. Szersza część trójkąta powinna mieć 12, 5 cm.
Za pomocą kółka do pizzy wykonaj wycięcia o długości 1,5 cm pośrodku krótkiego boku każdego trójkąta ciasta. Teraz bardzo delikatnie wydłuż każdy trójkąt do około 25 cm – ręcznie albo wałkiem. A następnie zwiń ciasto w rogalik i lekko przyciśnij wszystkie jego warstwy tworząc zgrabny kształt.

Na blasze do pieczenia połóż papier i ułóż rogaliki w odpowiedniej odległości od siebie. Jajko połącz z wodą i posmaruj każdy rogalik cienką warstwą. Zostaw je w temperaturze 24 do 26 st. C na dwie godziny – w nagrzanym wcześniej piekarniku. Sprawdź czy są gotowe do pieczenia, patrząc na nie z boku – widać będzie wtedy ich warstwy.

Nagrzej piekarnik do 220 st. C. Tuż przed pieczeniem posmaruj croissanty drugą warstwa jajka. Wstaw blachę do piekarnika i zmniejsz grzanie do 200 st. C. Piecz 15-18 minut. Jeżeli zbyt szybko się rumienią, zmniejsz temperaturę do 180 st.C.


Jeżeli nie zjesz wszystkich croissantów, włóż je do zamrażarki. Przed odgrzaniem nagrzej piekarnik do 180 st. C i wstaw je na 8 minut. Będą ciepłe i świeże.




Cały - przykładowy - harmonogram
Podane czasy są tylko wskazówką. Staraj się pracować z masłem i ciastem szybko i w razie kłopotów z ciastem wkładaj je na dodatkowy czas do lodówki.

Dzień 1 – Zrób wstępne ciasto
21.00 – Ugniataj przez 3 minuty i przechowuj w lodówce przez 12 godzin

Dzień 2 – Laminuj ciasto
09.00 – uformuj masło i schłódź w lodówce
09.05 – Rozwałkuj krążek ciasta na kwadrat
09.10 – Masło umieszczone w cieście
09.15 – Rozwałkuj kwadrat 20 cm x 60 cm i złóż
Przechowuj w lodówce 30 minut
09,50 – Obróć o 90 stopni
Rozwałkuj 20 cm x 60 cm i złóż
Przechowuj w lodówce 30 minut
10. 25 – Obrót o 90 stopni
Rozwałkuj 20 cm x 60 cm i złóż
11.00 – Przechowuj w lodówce do 3 dnia

Dzień 3 – Dzielenie, kształtowanie, formowanie i pieczenie
09.00 – Rozwałkuj 20 cm x 110 cm – część 1
09.05 – Często potrzebne dodatkowe 20 min. na chłodzenie
09.25 – Rozwałkuj 20 cm x 110 cm – część 2
09.30 – Podziel i uformuj rogaliki
09.40 – Pierwsza warstwa pomady z jajka
09.45 – 2 godziny wyrastania
11. 45 – Druga warstwa pomady jajecznej
11. 50 – Piecz przez 15-18 minut
12. 10 – Gotowe!

Croissanty na blogach:
Akacjowy blog
Kuchnia Alicji
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Moja akademia smaku
Moje małe czarowanie
Ogrody Babilonu
Zacisze kuchenne
Cytrynowe risotto z krewetkami i bottargą.

Cytrynowe risotto z krewetkami i bottargą.

Zwykle jedną z przyjemności podróży jest odkrywanie nowych smaków. Takim odkryciem w południowych Włoszech była  bottarga, czyli suszona ikra ryby, zwana kawiorem Morza Śródziemnego. Jedną z popularniejszych jest bottarga di tonno, czyli ikra z tuńczyka. Ma intensywny, skoncentrowany smak i doskonale wzbogaca smak tamtejszych dań z makaronami. Nie odmówiliśmy sobie spróbowania takowego w Katanii. Bottargę kupicie startą w słoiczkach lub w kawałku, którą można bardzo cienko pokroić lub zetrzeć. My nabyliśmy bottargę di tonno w kawałku. Nie jest tania, kosztuje jakieś 300-400 zł /kg, ale mały kawałek nikogo nie zrujnuje, a dodatek zaledwie 30 gramów do dania przynosi piorunujący efekt. Dziś chcemy polecić danie naszym zdaniem kompletne.


CYTRYNOWE RISOTTO Z KREWETKAMI I BOTTARGĄ


Składniki (na 2 porcje):

120 g ryżu arborio
duży ząbek czosnku, drobno posiekany
szalotka, drobno posiekana
pół cytryny
1 cm kawałek imbiru, drobno posiekany
100 g krewetek tygrysich
garść posiekanych liści bazylii
garść posiekanych liści natki pietruszki
oliwa
kieliszek białego wina
bulion krewetkowy
łyżka masła
łyżka startej bottargi (ok.25-30 g)

Wykonanie:

Wykonanie risotta to klasyka i nie ma tu kompromisów. Na dużym ogniu, na oliwie obsmażamy czosnek i szalotkę. Dodajemy ryż i mieszamy, by ziarnka pokryły się tłuszczem. Deglasujemy białym winem, zmniejszamy ogień na mały, po czym dolewamy bulion, tak by lekko przykrył ryż i dusimy. Dodajemy sok z połowy cytryny. Co kilka minut uzupełniamy bulion. I tak przez około 15-20 minut (zgodnie z info na opakowaniu).

Do tej potrawy użyłem bulionu warzywnego, który ugotowałem z dodatkiem skorup krewetek, które dodają mocnego krewetkowego aromatu.

Krewetki kroimy na trzy części, by otrzymać kawałki "na kęs". Smażymy z imbirem na oliwie, przyprawiamy solą i pieprzem kajeńskim. Odkładamy.

Na koniec gotowania risotta wyłączamy ogień, dodajemy zioła (bazylię i natkę), po czym mieszamy by rozprowadzić równomiernie, dodajemy usmażone kawałki krewetek z imbirem prosto z patelni, łyżkę masła i połowę startej bottargi. Mieszamy i przykrywamy. Po dwóch minutach mieszamy ponownie, nakładamy na talerze i posypujemy resztą bottargi.

Uwaga: bottarga sama w sobie jest mocno słona, uważajmy więc by nie przesolić potrawy.
Rugelach - dwie wersje wypieku - różana i morelowa.

Rugelach - dwie wersje wypieku - różana i morelowa.

Gdy byliśmy w Izraelu, jednym z najciekawszych doświadczeń kulinarnych było zajadanie się maleńkimi rogalikami czy bułeczkami takimi na jeden czy dwa kęsy. W piekarniach, szczególnie w Jerozolimie, były one nadziewane twarogiem, masą z orzechami, rodzynkami itp. Kupowałam je po kilka i od razu zjadałam. Zakochałam się w tych wypiekach. Po powrocie długo szukałam odpowiedniej książki. W końcu trafiam na "The Jewish Baker's Pastry Secrets" rodziny Greensteinów. Przepis pochodzi właśnie z tej książki, którą przygotowały dzieci zmarłego już Georga Greensteina, prowadzącego piekarnię w Nowym Jorku. Dokonałam bardzo drobnych zmian (np. mąki są dwa rodzaje - uniwersalna i do ciasta, dałam jeden rodzaj, jest też ekstrakt waniliowy, który zastąpiłam cukrem z prawdziwą wanilią i bułka tarta , którą zastąpiłam mielonymi migdałami). Rugelach to wypieki Żydów ze społeczności pochodzących z Polski. Polecam :)

na ciasto :
340 g sera śmietankowego w temperaturze pokojowej (użyłam twarogu sernikowego w wiaderku)

470 g mąki pszennej (poznańskiej)

340 gramów masła w temperaturze pokojowej, pokrojonego w kostkę

55 g cukru

1⁄4 łyżeczki proszku do pieczenia

1⁄4 łyżeczki soli

2 jajka

10 g cukru z prawdziwą wanilią


dodatkowo - wersja "różana" :

170 g płatków róży utartych z cukrem




dodatkowo - wersja "morelowa":

160 g dżemu morelowego domowej produkcji zmiksowanego na gładko

100 g drobnych rodzynek

100 g posiekanych grubo pekanów (w melakserze)

60 g mielonych migdałów




do obu wersji

60 g roztopionego masła

cukier puder z cynamonem



Składniki na ciasto wymieszałam i zagniotłam na gładką masę. Zrobiłam to przy pomocy robota, następnie ciasto wyjęłam na blat i uformowałam na gładką masę. Podzieliłam od razu na dwie porcje, zapakowałam do woreczków foliowych i włożyłam do lodówki na noc. 


Rano wyłożyłam ciasto na jedną wersję smakową (druga część czekała w lodówce). Poczekałam aż ciasto odpocznie i będzie odpowiednio miękkie (opuszki palców wciśnięte w ciasto pozostawią wgniecenie).


Masę podzieliłam na 2 części. Każdą rozwałkowałam na prostokąt o wymiarach 15 cm na 55 cm. Przy pomocy noża/radełka do faworków wycinałam trójkąty o podstawie ok. 5 cm. Na podstawę wyłożyłam małą łyżeczkę (od kawy)  różanej masy i od podstawy zwijałam rogaliki. Na koniec posmarowałam roztopionym masłem. Piekłam 25-28 minut w temperaturze 180 stopni C. Ostudziłam na metalowej kratce, a następnie posypałam cukrem pudrem z cynamonem. Wyszło mi  35 rogalików.


Żebyście zobaczyli jak są malutkie zrobiłam zdjęcie z widelczykiem do ciasta.


Tu w przekroju (nadzienia jest mało, bo płatki róży utarte z cukrem są bardzo aromatyczne.


Na morelowy rugelach ciasto rozwałkowałam w dwa prostokąty o wymiarach 60 cm na 20 cm. Na każdy prostokąt wyłożyłam połowę masy morelowej, na to mąką migdałową. Całość posypałam wymoczonymi we wrzątku i wysuszonymi (w ręczniku papierowym) rodzynkami oraz posiekanymi grubo pekanami. Nadzienie wcisnęłam dłońmi w ciasto. Kroiłam wzdłuż krótszego boku radełkiem do faworków paski o szer. ok. 2,5 cm - 3 cm. Zwijałam proste roladki, które posmarowałam roztopionym masłem. Piekłam jak wyżej. Obie partie układałam na papierze do pieczenia. Po ostudzeniu obsypałam delikatnie cukrem pudrem z cynamonem. Wyszło 36 szt. 

Każda partia smakowa mieści się w całości na 1 blasze. Po posmarowaniu masłem można rugelach zamrozić, można też wstawić do lodówki i piec następnego dnia. Mrożony rugelach można piec bezpośrednio z zamrażarki bez rozmrażania. Można też bułeczki upieczone zamrozić, a potem w takiej postaci włożyć do kuchenki mikrofalowej na 1,5 minuty. Podgrzane na pełnej mocy są dobre od razu do zjedzenia.
O spotkaniach z biskupem ;)

O spotkaniach z biskupem ;)

Właściwie powinno być jeszcze dodane, z biskupem czerwonym, południowym...Kiedy w Nowy Rok znaleźliśmy się w Johannesburgu, wzięliśmy nasz zamówiony w wypożyczalni samochód i ruszyliśmy w kierunku zachodnim, lekko odbijając na południe. Ledwie opuściliśmy miasto, a  tuż przy drodze na poboczu porośniętym trawą mignęła mi jego kardynalska czerwień. No właśnie, nie wiem czemu nazywa się biskupem, bo jego "strój" jest wybitnie kardynalski, a nie biskupi. Od razu podniosłam lament, żeby się zatrzymać. To nic, że nie ma pobocza! To nic, że są ciągłe linie! To nic, że jadą za nami ciężarówki! To wszystko nieważne!  Liczy się tylko On :) Rozum mi na widok ptaków od razu odlatuje... Byłam niepocieszona, ba - wręcz zdruzgotana że się nie zatrzymaliśmy. Uważałam, że to był mój jedyny biskup-kardynał jakiego spotkam w życiu. Gdy przyszła burza i spadły na nas kule lodu wielkości dorodnych czereśni, poczułam z  naturą silną więź. Moje emocje były jak burza z piorunami. Spadł potem deszcz, niebo z granatowego zrobiło się jaśniejsze, a my na szczęście zgubiliśmy drogę, bo zamiast nad jezioro dotarliśmy do bazy wojskowej, gdzie powitali nas uzbrojeni żołnierze. To wszystko nic, bo właśnie tam, wśród traw przy drodze pojawiło się spore stadko. Niestety czujność tych stworzeń była wyjątkowa. Zatrzymanie samochodu, otwarcie szyby ... i nie ma co podziwiać. O wyjściu z samochodu można było pomarzyć. Stado jaskrawoczerwonych biskupów wyczuwało moje plany na wyrost. Na szczęście,  jeden się zagapił i nie odfrunął z całą resztą.  Oto i on, żywy dowód na to co są w stanie uczynić hormony. My ludzie też tego doświadczamy, choć nie w tak spektakularny sposób. 

Śnieżycowy Jar w Dniu Kobiet.

Śnieżycowy Jar w Dniu Kobiet.

Słyszeliście o śnieżycach? Nie tych gęsto padających, paraliżujących drogi i powodujących korki w miastach. Nie chodzi też o gatunek gęsi, o których, z racji naszych zainteresowań, chcielibyśmy opowiedzieć. Tym razem przedstawiamy roślinę, która zapowiada nadejście wiosny. Śnieżycę wiosenną, zwaną też śniegułką albo gładyszkiem. A wygląda tak...

Ptaki Etiopii - w Parku Narodowym Awash.

Ptaki Etiopii - w Parku Narodowym Awash.

Park Narodowy Awash jest jednym z najstarszych w Etiopii. Założony w 1966 roku chroni zwierzęta żyjące w suchym, sawannowym, półpustynnym regionie. Niestety, jak w większości regionów Etiopii nie udało się uchronić wielu z nich, które stały się ofiarą kłusowników w czasie klęski głodu. Dziś jednak populacja zwierzyny odradza się, choć nie są to ilości spotykane w parkach Kenii, czy Tanzanii. Jest jeszcze jeden powód dla odwiedzenia tego terenu - spora ilość ptaków innych niż te zamieszkujące Dolinę Ryftową. O świcie ruszamy do południowej części parku - równin Illala Sala. Dominują tu drzewa akacjowe i drobny busz. Jeśli są akacje to muszą być dzierzby, który mają zwyczaj łapania owadów i nadziewania ich na kolce drzew. Oto dzierzbik czerwonogardły.

Ptaki Etiopii - nad jeziorem Awassa.

Ptaki Etiopii - nad jeziorem Awassa.

Po opuszczeniu Doliny Omo ruszyliśmy w kierunku północno-wschodnim, żeby dotrzeć do miasta Awassa, położonego nad jeziorem o tej samej nazwie. To ostatnie jezioro jakie istnieje w Dolinie Ryftowej w Etiopii, nad którym nie byliśmy. Po Ziway, Langano, Abijatta, Shalla, Chamo i Abaya - Awassa jest najmniejsze, bo ma powierzchnię 129 km kwadratowych. To mniej niż 1/3 powierzchni jeziora Ziway. Choć oferuje spotkanie z 70 gatunkami ptaków jest przy brzegach zanieczyszczone plastikowymi butelkami i torebkami, których jakby nikt nie zauważał.  Nad jeziorem istnieje coś, co określane jest mianem tamy, która zapobiega sezonowemu podtapianiu okolic miasteczka. To dla mnie bardziej przypomina groblę, ale widocznie te kilka metrów ponad poziom wody pomaga. Z rana nie było tam dużo ludzi, ale z każdą godziną było widać, że to jedno z ulubionych miejsc spacerowych. Fotografowanie ptaków nie było łatwe, zwłaszcza przy głośnych zaczepkach i chęci pogadania sobie z nami. Jeśli chodzi o krajobraz to sporo tam trzcin i roślinności pływającej. Roślinność zarastająca brzegi jeziora warunkuje bytowanie określonych gatunków. Spotkaliśmy tam "starych" znajomych i zupełnie nowe ptaki. Zacznę od tych drugich. 

Poniżej średniej wielkości dzięcioł zwany dzięciolikiem moręgowanym. Dorasta do ok. 21 cm długości. Samiec ma czerwoną "czapkę" na głowie, zatem ten przez nas spotkany to samica. Lubi krzaki i zarośla, gdzie z reguły poszukuje chrząszczy, pająków i innych drobnych owadów. Żeruje też na ziemi, żywiąc się mrówkami i termitami. 


Chleb wileński - żytni, na zakwasie, z kminkiem.

Chleb wileński - żytni, na zakwasie, z kminkiem.

Od dłuższego czasu poszukiwałam takiego właśnie chleba. Uwielbiam chleby żytnie, robione na zakwasie, a do chlebów litewskich mam szczególny sentyment. Zajrzałam na blog Adama Piekarza i znalazłam chleb wileński z kminkiem. Nie musiałam się długo zastanawiać. Okazało się, że największy problem sprawiło mi poszukiwanie mąki żytniej typ 1400. Nie udało mi się takiej kupić, dlatego podane ilości zastąpiłam mieszanką mąki typ 960 z 2000. Natomiast upiekę ten chleb na mące 1400, bo zamówiłam ją w internecie.  Otrzymałam ciemny, żytni chleb z wyrazistym smakiem kminku. Pyszny, taki  o jakim marzyłam. Wspaniały wypiek, który z przyjemnością będę powtarzać.


Chleb wileński


proporcje na jedną foremkę o wymiarach 25 x 12 cm

1 faza : pół-kwas (rano)

100 g zakwas żytni aktywny
50 g woda o temperaturze ok. 24 stopni C
40 g mąka żytnia razowa
35 g mąka żytnia 960
5 g kminek

Do wody dodać kminek, następnie dodać aktywny zakwas, mąki i całość dokładnie wymieszać. Pozostawić pod przykryciem do fermentacji na 8-10 godzin.

2 faza : kwas pełny (wieczorem)


225 g pół-kwas (cała poprzednia faza)
125 g woda o temperaturze ok. 26 stopni C
65 g mąka żytnia razowa
60 g mąka żytnia 960

Pół-kwas rozprowadzić w wodzie, dodać mąki, wymieszać do uzyskania jednolitej konsystencji i pozostawić w ciepłym miejscu pod przykryciem na 8 godzin (u mnie na całą noc).

3 faza : ciasto właściwe (rano)

475 g kwas pełny (cała poprzednia faza)
175 g woda  o temperaturze 28 stopni C
30 g marmolada śliwkowa
10 g słód żytni palony litewski (w proszku)
10 g sól
100 g mąka żytnia razowa
80 g mąka żytnia 960

Do kwasu pełnego dodać wodę, słód i marmoladę, całość dokładnie wymieszać. Do otrzymanej masy dodać wszystkie pozostałe składniki i znów dokładnie wymieszać. Przygotować foremkę. Najlepiej wyłożyć ją papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto, wygładzić wierzch, włożyć do dużej torby foliowej i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (2,5 - 3 godz.). Wstawić chleb do nagrzanego piekarnika do 230 stopni C. Piec przez 5 minut, następnie obniżyć temperaturę do 190 stopni C i piec 55 minut. Po wyjęciu z piekarnika ostudzić na kratce. 



Przegrzebki w kremowo-czosnkowym sosie ze szpinakiem.

Przegrzebki w kremowo-czosnkowym sosie ze szpinakiem.

W ramach naszego wcześniej celebrowanego przegrzebkowego tygodnia chcielibyśmy polecić jeszcze jedną formę podania tego wspaniałego produktu. To jeden z prostszych, a jednocześnie wykwintnych przepisów na przystawkę lub nawet danie główne. My wybraliśmy tą mniejszą wersję dania, ale zachęcamy do spróbowania go z puree ziemniaczanym lub ryżem. Dla nas smak przegrzebków niekoniecznie wymaga dodatków, więc dziś serwujemy je w postaci przystawki.



Składniki:
6 dużych przegrzebków
masło klarowane
duży ząbek czosnku
szalotka
łyżka estragonu
chili
pół szklanki białego wytrawnego wina
szklanka śmietany kremówki
sok z cytryny
miód
garść szpinaku
sól i pieprz do smaku

Wykonanie:
Przegrzebki smażymy na maśle klarowanym po 2 minuty z każdej strony. Solimy je i przyprawiamy pieprzem. Odstawiamy.

Na tej samej patelni podsmażamy posiekany czosnek i szalotkę. Deglasujemy białym winem i dolewamy śmietanę. Dodajemy estragon i chili oraz przyprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy sok z cytryny. Mieszamy i redukujemy. Przecedzamy przez sito na małą patelnię. Redukujemy dodając miód, by zbilansować kwaśny smak. Dodajemy liście szpinaku, po minucie będą gotowe. Do sosu dodajemy przegrzebki, by je ogrzać, po czym wykładamy danie na talerz.