Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki naszego lasu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki naszego lasu. Pokaż wszystkie posty
Leśne obserwacje ptaków - przełom kwietnia i maja 2020 r. - cz.2.

Leśne obserwacje ptaków - przełom kwietnia i maja 2020 r. - cz.2.

Prowadzimy ostatnio dość powtarzalny tryb życia. Wstajemy o piątej rano i ruszamy do lasu. Wczesne godziny oznaczają pusty las - od ludzi, ale nie od ptaków, bo te są wtedy najaktywniejsze. Jesteśmy w lesie tak wcześnie, że światło niekoniecznie sprzyja fotografowaniu. Jednak nie zdjęcia są tu najważniejsze (choć nie ukrywam, że ważne), ale ten uroczy hałas, który tworzy mieszanina śpiewów, do tego wilgoć powietrza, zapach ziemi i perlista rosa, która stopniowo znika wraz z rozwojem dnia. To cudowny czas, najpiękniejszy w ciągu roku. Las nigdy już później nie ma w sobie tej świeżości zieleni i wszechobecnego uroku rozwijającego się życia. Co my tam robimy przez zwykle pięć czy sześć godzin dziennie? Podglądamy przyrodę i cieszymy się tym, co mamy dookoła. 

Byłam przekonana, że w lesie już nowe gatunki ptaków mnie nie zaskoczą. Pierwszego maja okazało się, że byłam w błędzie. Poszłam bez aparatu, bo padał deszcz, a momentami nawet lał. W lesie było pusto, spokojnie i bez ludzi. Obserwowałam dzięcioła zielonego, który ostentacyjnie usiadł na słupku szkółki leśnej przy ścieżce, żeby mi po raz enty udowodnić, że on wie, kiedy to ja mu zdjęcia nie zrobię ;D Gdy tak na niego patrzyłam, niczym zmokła kura, wtedy przyleciał inny ptak i usiadł na słupku obok. Był dużo mniejszy, o beżowych odcieniach piór. Przypuszczałam, że to krętogłów, ale dopiero w domu sprawdziłam tu i tam zyskując pewność.  Kolejnego dnia wyruszyłam  z nadzieją w głowie i  aparatem na szyi. Udało się, oto i on.



Las po "kwarantannie"- koniec kwietnia 2020 r. - cz.1.

Las po "kwarantannie"- koniec kwietnia 2020 r. - cz.1.

Izolacja to dla nas wszystkich trudny czas. Wprowadzenie zakazu wstępu do lasu bardzo nas dotknęło i od razu odczuliśmy jego skutki. Trudno nam było funkcjonować, patrząc tylko przez okno. Na szczęście znów możemy chodzić w leśne ostępy, podglądać życie ptaków, cieszyć oczy wiosennymi kwiatami, oddychać świeżym powietrzem i  na dodatek bez maseczki. Cały ubiegły tydzień, co dzień odbywaliśmy długie spacery. Spotykaliśmy widywane o tej porze roku ptaki. Jednak tu jak i w wielu miejscach na łonie natury nic "dwa razy się nie zdarza". Każdy sezon z ptakami jest inny. Każdy napotkany ptak może się już więcej nie pojawić. Jedno jest pewne - ptaków z roku na rok jest co raz mniej. Jest to zauważalne i nie ulega wątpliwościom. Tym bardziej cieszymy się z każdej obserwacji, a jak jeszcze uda się to utrwalić na zdjęciu to już lepiej być nie może.

Robienie zdjęć w lesie to wyzwanie pod wieloma względami. Ptaki są bardzo nieufne, co jest zrozumiałe i niech tak zostanie dla ich bezpieczeństwa. W słoneczny dzień trzeba sobie radzić z plamami słońca i cienia na każdym skrawku powierzchni. Ptaki przeskakując z miejsca na miejsce momentalnie zmieniają siłą rzeczy warunki fotografowania. Gdy nie ma słońca na zdjęciach wychodzi "ziarno", a barwy są niewyraźne. W obecnych warunkach trudne jest podchodzenie do ptaków, a właściwie to mija się z celem. Ściółka jest wysuszona i każdy krok wywołuje ogromny hałas, bo wszystko trzeszczy pod butami. Duża część skrzydlatych stworzeń siedzi wysoko w koronach drzew, które są dla nas nieosiągalne. Chodzimy zwykle wcześnie rano, kiedy ptaki są najbardziej aktywne i jest najmniej ludzi. Światło słoneczne jest jeszcze wtedy dość słabe. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo robienie udanych zdjęć w naturze to ogromne wyzwanie, ale i  szczęście, którego doświadczamy każdego dnia, choć w skromnej ilości. Niech to się nie zmienia. Patrząc na zdjęcia bądźcie wyrozumiali :)

Raniuszki, to ptaki, o sfotografowaniu których marzę od lat. Widywałam je bardzo rzadko i tylko raz czy dwa udało mi się zrobić niezbyt udane zdjęcie. W tym sezonie pojawiła się para, tuż przy drodze. Jednak przylatują dopiero, gdy ściana lasu jest nagrzana przez słońce. Nie ma tu reguł godzinowych, jest łut szczęścia. Nie zawsze je spotykamy. Na dodatek to miejsce bardzo ruchliwe, gdzie jest najwięcej ludzi. Raniuszki zwykle przysiadają na chwilę, ktoś biegnie, idzie lub jedzie na rowerze więc podrywają się, odlatują i tyle. Gdy już zdecydują się powrócić sytuacja się powtarza. Mimo tych trudności zrobiłam kilka zadowalających zdjęć.

Poszukując pluszcza.

Poszukując pluszcza.

Okres Wielkanocy postanowiliśmy w tym roku spędzić w Szkocji. Skorzystaliśmy ze wspaniałej, słonecznej pogody, która zmotywowała nas do wielu wędrówek po okolicy. Za bazę obraliśmy tym razem Aberdeen, z którego blisko jest do wielu atrakcyjnych miejsc związanych z morzem i górami.

Jesteśmy w Glen Doll, dolinie ukształtowanej miliony lat temu przez lodowiec i wodę, będącej częścią największego w Wielkiej Brytanii Parku Narodowego Cairngorms. Pojechaliśmy tam z myślą o całodniowej wędrówce szlakami i podziwianiu bezkresnych przestrzeni. 

O tym co nowego w lesie na przełomie zimy i wiosny 2019 r.

O tym co nowego w lesie na przełomie zimy i wiosny 2019 r.

Obserwacja ptaków to nasza wielka pasja, którą dzielimy się z Wami na blogu. Dziś dzień wyjątkowy. 1 kwietnia  to Międzynarodowy Dzień Ptaków, ustanowiony w 1906 roku, kiedy uchwalono pierwszą międzynarodową konwencję o ochronie ptaków. Ma on przypominać, jak wielką rolę odgrywają ptaki w naszym życiu, w otoczeniu, gospodarce i środowisku. Nie wyobrażamy sobie naszego życia i otoczenia bez ptaków. Dziś będzie o ptakach naszego lasu, o tym co dzieje się tu, teraz, na przełomie pór roku i w trakcie migracji ptaków, najbliżej nas.

Wiosna bardzo powoli rozgaszcza się w naszym lesie. To taki okres, w którym migracje ptaków zazębiają się. Część zimowych gości jeszcze nie odleciała, a powoli przybywają wiosenni wędrowcy z południa.

Co roku pod koniec zimy odwiedza nasz karmnik stado czyży  (więcej o tych ptakach pisaliśmy TU - KLIK). Najadają się ile wejdzie ;), a potem możemy tylko przypuszczać, że ruszają na północ w kierunku Skandynawii i Rosji. Po prostu pewnego dnia nie zjawiają się już. W tym roku przyleciały na Walentynki. Poniżej jedna z samiczek.


 Leśne obserwacje ptaków - wiosna 2018 r.

Leśne obserwacje ptaków - wiosna 2018 r.

Za nami "najgorętszy" ptasi czas i nie chodzi tu wcale o temperatury. Wiosenny czas lęgów jest najbardziej dla nas ciekawy i wcale nie jest powiedziane, że nastał już kres. W lesie ciągle jeszcze rodzice karmią swoje młode. Często obserwujemy i słyszymy młode sikorki, które mimo słusznych rozmiarów domagają się głośno karmienia przez rodziców, goniąc ich po lesie. Niektóre ptaki przystępują do powtórnych lęgów. Jednak las się zmienił, ucichł i tylko od czasu do czasu słychać sporadyczny śpiew.

Dzięcioły czarne w tym roku zmieniły lokalizację. Przez kilka lat obserwowaliśmy ich lęgi przy innej dziupli o czym pisaliśmy TU - klik. Jednak od zeszłego roku widywaliśmy je przy tej nowej. Wszystko dlatego, że dzięcioły nakłuwają drzewo i czekają aż natura im nieco pomoże, "tkanka" drzewa zmięknie, a właściwie zmurszeje. Wbrew dawnym opiniom, dzięcioły nie budują swoich "domów" w spróchniałych pniach, tak jak my nie wprowadzilibyśmy się do domu grożącego zawaleniem. Wybierają zdrowe, silne i dobrze wyglądające okazy drzew. W "naszym" lesie są to zazwyczaj buki. Mimo tego, że dzięcioły  mają potężne dzioby i specjalnie zbudowaną czaszkę, nie są w stanie od razu zrobić sobie dziupli w zdrowym drzewie. To zwyczajnie ponad ich siły. 


Czyże na przednówku.

Czyże na przednówku.

Dziś napiszę o czyżach. To ptaki, które odwiedzają nasz karmnik, ale stałymi gośćmi stają się zawsze na przednówku. 


Tak jest już od kilku lat.


Jednak w tym roku wprawiają nas swoimi odwiedzinami w osłupienie. Przylatują gromadnie po kilkanaście sztuk, a zdarza się że na balkonie mamy gromadę 20-30 osobową. Tego jeszcze nie było...


Te drobne ptaszki, wielkością przypominające sosnówki i modraszki potrafią zgodnie korzystać z karmnika. Jednak od czasu do czasu trafiają się "okupanci", którzy za główny cel stawiają sobie utrzymanie przyczółku. Sytuacja zmienia się gdy przylecą grubodzioby albo dzięcioły duże. Jednak sikorki nie mają szans. W towarzystwie czyży bywają też czeczotki, o których pisaliśmy tu - klik.


Od czasu gdy obserwujemy ptaki, widzimy w naszym lesie zimujące stada czyży, czasem liczące po kilkadziesiąt, czasem ponad setkę ptaków. Szczególnie często spotykamy je żerujące na olchach, gdzie wyjadają "orzeszki".


Czasem trudno te ptaki zobaczyć, ale z pewnością słychać je z daleka, bo są ze sobą w nieustannym kontakcie głosowym. 


Ptaki, które tak stadnie u nas przebywają zimą są migrantami ze Skandynawii lub północnej Rosji (poniżej samica czyża). 


Jednak późną wiosną i latem też w naszym bukowym lesie spotykamy czyże.



Te zwykle zimują na zachodzie Europy. Mimo, że ptaki te raczej preferują lasy iglaste, bez problemu widujemy je w naszych okolicach, choć tu systematycznie świerki padają ofiarą wyrębu lasu. 


To właśnie na drzewach iglastych czyże zakładają gniazda. Zwykle są one usytuowane w koronach, więc poza zasięgiem naszego wzroku. Gniazdo para buduje razem. Uwite jest ono z korzonków roślin, suchych traw i mchów. Wyściółkę stanowią pióra, puch roślinny i sierść. Z zewnątrz gniazdo oblepione jest siecią pajęczyn. Jest ono doskonale zamaskowane, dlatego czyża w okresie lęgowym można zauważyć bardzo rzadko.


Samica wysiaduje od 4 do 6 jaj, po ok. dwóch tygodniach wykluwają się z nich młode. Samiec w tym czasie przynosi jej jedzenie. Podobnie gdy już pojawi się potomstwo, przez kilka pierwszych dni samiec tylko donosi pokarm, a rozdziela go samica. 


Po dwóch tygodniach młode staja się samodzielne. 


Obrączkowane czyże żyły 11-13 lat. Trzymane w niewoli nawet 25. 


Te radosne i ruchliwe ptaszki swoim towarzystwem sprawiają nam wiele radości. 



Niestety na balkonie zdarza się, że któryś uderzy w szybę. Na szczęście nie było jeszcze żadnego tragicznego wypadku poza krótkotrwałym oszołomieniem. Wówczas szybko "ratowaliśmy" ptaka, wkładając do sporego pudełka z otworami, by mógł odpocząć, dojść do siebie i nie wychłodzić się. Po kilkunastu minutach był już gotowy do lotu.


W Polsce czyże są pod ścisła ochroną, co powoduje, że ich populacja jest znaczna. Obserwujemy to z naszego okna widząc całe stada przemieszczające się na ścianie lasu. 



Kwietniowe nowiny z lasu.

Kwietniowe nowiny z lasu.

Podczas gdy my zajmujemy się naszymi codziennymi sprawami, w lesie wcale nie jest lepiej :) Ptaki są teraz bardzo zajęte. Przyznam, że mi i Piotrowi bardzo to odpowiada. Na dodatek liście nie rozwijają się co cieszy nas podwójnie. Nie...nie myślcie, że coś z nami nie tak. Po prostu dopóki nie ma liści w lesie jest dobre światło do fotografowania i ptaki są lepiej widoczne. Chciałoby się powiedzieć "chwilo trwaj". To chyba od jakiegoś czasu jedyny okres roku, który chciałabym egoistycznie zachować na jak najdłużej. Zatem co u naszych skrzydlatych znajomych ?

Spotkaliśmy dwie pary gili. Niestety najczęściej gdzieś między gałązkami. Jedynie pan gil dał się ładnie sfotografować. Spędzały czas na objadaniu pączków różnych drzew, co widać poniżej. Być może traktują je podobnie jak my kiełki i czerpią z nich potrzebne na wiosnę witaminy.

Kos w roli głównej.

Kos w roli głównej.

Gdy spadł pierwszy śnieg najpierw pojawił się naprzeciwko naszego balkonu, w koronie drzew - On, potem nieśmiało dużo dalej wyczekiwała Ona. Kosy to rzadkość w lesie zimą. Jeśli już decydują się na spędzenie tej nieprzyjaznej dla nich pory roku u nas, to raczej bywają w mieście. Sikorki przylatywały gromadnie, a on patrzył i nie mógł się zdecydować. W końcu przyleciał i odwiedzał nasz karmnik całą zimę, a szczególnie często, gdy poszycie lasu przykrywała chociaż cienka warstwa śniegu.


Szpaki z naszego lasu.

Szpaki z naszego lasu.

Wrzesień...patrzę na las, który dziwnie o tej porze ucichł, na dojrzewające w koronach orzeszki bukowe i wracam wspomnieniami do wiosennych obserwacji ptaków. Dziś będzie o szpakach...


Dzierzba gąsiorek.

Dzierzba gąsiorek.

Dziś kolejna część ptasich opowieści. Nasza potrzeba pisania o ptakach najprawdopodobniej wynika z faktu, że zaczną one nas za chwilę opuszczać, choć może już niektóre z nich właśnie udają się w swoją długą podróż.


Rzadki gość w zielonym fraku, czyli rzecz o dzięciole zielonym.

Rzadki gość w zielonym fraku, czyli rzecz o dzięciole zielonym.

Zdarzyło się to późną wiosną, na przełomie maja i czerwca. Ptaka tego szukaliśmy od ponad roku. Jakoś mijaliśmy się i nie było nam po drodze. Najpierw niechcący spłoszyliśmy go żerującego na łące koło leśniczówki. Na szczęście przysiadł w bezruchu na gałęzi, na ścianie lasu. To jego ulubiona pozycja i może tak trwać godzinami. Niestety nasze teleobiektywy pozostały wówczas w domu. Byliśmy czujni. Obserwowaliśmy teren podczas każdej wędrówki, bo ptak to terytorialny więc musiał się w końcu znów pojawić. Pokazał się niedaleko, na otwartym terenie. Pewnie żerował na okolicznych polanach. Obserwowaliśmy go przez lornetkę, dopóki nie odleciał w las.

Aby podzielić się kulisami naszych "łowów" musimy wspomnieć o aktorach. Pan Hiszpan bywa w lesie i fotografuje. Nie zna słowa po polsku. Pan Zbyszek ma sporą wiedzę ornitologiczną, uwielbia las i wędruje ze swoim spokojnym psem beaglem. Państwo Bogusia i Piotr z młodym wilczurem również pomykają po lesie w poszukiwaniu ptaków. No i my. 

Nasze drogi przecinają się i spotykamy się czasem, by wymienić doświadczenia z obserwacji. Że tu dziupla kowalika, tam gniazdo świstunki, tu była muchołówka, tam stado grubodziobów, na górce dziupla dzięcioła czarnego, a wysoko w koronie drzew gniazdo myszołowa... Takie tam błahe historie.

Tym razem było tak. Pan Hiszpan zaczepił pana Zbyszka i językiem migowym oraz obrazem ze swego aparatu pokazał rzadkiego ptaka przy dziupli, którą zasiedlił ze swą partnerką. Oczywiście ptak, nie Pan Hiszpan. Trzeba było przejść przez tak mało dostępne chaszcze, że spacer nie był specjalną rozkoszą. Pan Zbyszek opowiedział jak tam dojść i co znaleźć. Nie było łatwo, bo drzew z dziuplami w lesie wiele. Pan Piotr z panią Bogusią, którzy od pana Zbyszka również przejęli tę tajemną wiedzę poświęcili swój czas i zaprowadzili nas na miejsce. Chwała im. Tak staliśmy się współwłaścicielami tajemnicy. Zastygneliśmy w milczeniu wpatrzeni w dziuplę, jak dzieci w nową zabawkę. Po chwili przyleciał on - dzięcioł zielony. Był to samiec, o czym zaświadczył czerwony "wąs" pod okiem.


Ciekawe życie pliszek siwych.

Ciekawe życie pliszek siwych.

Smukła i zgrabna, ubrana w klasyczną czerń, biel i szarość wygląda bardzo elegancko. Do tego te zwinne ruchy i filuternie falujący ogon. Pliszka siwa - dość popularny ptak i wszędzie spotykany dziś jest bohaterem tego wpisu.


Rudzikowe portfolio.

Rudzikowe portfolio.

Nadal każdą wolną chwilę spędzamy w lesie. Jest coraz ciemniej, bo to las składający się głównie z buków i wyrosłe już liście powodują, że zdjęcia robi się coraz trudniej. Nas to oczywiście nie zraża w żaden sposób i spędzamy w nim po kilka godzin, chodząc z aparatem. Dziś kilka zdjęć naszego ulubieńca - rudzika. Pisaliśmy już o nim w tym poście - KLIK. Dziś zatem nie rozpisujemy się zbytnio, a zainteresowanych informacjami o tym ptaszku odsyłamy do poprzedniego wpisu. 

 O tym co nowego w lesie wiosną 2016 r.

O tym co nowego w lesie wiosną 2016 r.

Dziś znów o lesie i o przyjemności bywania w miejscu, które tak kochamy. Zmiany, zwłaszcza w ptasim świecie zachodzą tu bardzo szybko, dlatego dziś o nich.

Chęć obserwacji ptaków powoduje konieczność bardzo wczesnego wstawania. Jestem w tym zaprawiona, bo wstaję do pracy bardzo wcześnie rano. Wysuwam się więc z ciepłego łóżka, w którym pozostawiam błogo śpiącą bratnią duszę. Wypijam ciepłą kawę, zabieram teleobiektyw i ruszam w samotny spacer zobaczyć jak dzień się budzi. Uwielbiam te poranne wyjścia (ku trwodze moich bliskich), bo jestem w tym lesie zupełnie sama. Nie licząc oczywiście jego mieszkańców. To oni są dla mnie najbardziej interesujący. Poranne powietrze, lekko arktyczne ma w sobie zapach świeżości i wilgoci ziemi. Las rozbrzmiewa śpiewem ptaków. Piękno natury jest tu czymś niezastąpionym. 

Sarny skubią świeżą trawę niedaleko domu


Największy z dzięciołów - dzięcioł czarny.

Największy z dzięciołów - dzięcioł czarny.

Uganialiśmy się za nim od roku. Wiedzieliśmy, że w naszym lesie bywa, choć trudno go spotkać. Jest wręcz rzadkością, poza tym jest płochliwy. Kilka dni temu przypadkowo zaobserwowaliśmy go w głębi lasu bukowego. Udaliśmy się w tamtą okolicę zaopatrzeni w dwa teleobiektywy i lornetkę. Znów pojawił się w oddali. Przeleciał wbijając się szponami w kolejne drzewo by obserwować teren, po czym zrobił coś, czego nie mogliśmy się spodziewać. Przeleciał kilkadziesiąt metrów w naszym kierunku i wylądował z przenikliwym piskiem tuż nad naszymi głowami. Nie mogliśmy uwierzyć w swoje szczęście. Nie zdarzyłoby się to, gdybyśmy przez przypadek nie zatrzymali się obok sporej dziupli.


Dzięcioł czarny to największy z dzięciołów. Od popularnego dzięcioła dużego, o którym już pisaliśmy, jest prawie dwa razy większy. Mierzy bowiem ponad czterdzieści centymetrów, a rozpiętość jego skrzydeł sięga siedemdziesięciu. Na zdjęciu obok dziupli przysiadł samiec charakteryzujący się dużą czerwoną czapeczką na głowie i węższą od samicy szyją. 


Samica ma czerwoną plamę z tyłu potylicy, część głowy jest zaś czarna. Ciekawie wyglądają jasne oczy kontrastujące z czarną sylwetką. To ona zawitała w pobliże dziupli chwilę po przylocie swego partnera, po czym weszła do środka. Pomyśleliśmy, że sprawdza potencjalne miejsce zamieszkania, ale wyraźnie nie zamierzała się ewakuować.


I znów pojawił się on. Minęło ledwie kilkanaście sekund od przylotu dzięcioła, gdy ten nagle lekko odsunął się na bok, by dać miejsce wylatującej z dziupli samicy. Byliśmy zaskoczeni. Nie sądziliśmy, że dziupla jest rzeczywiście zamieszkała. Po dalszych obserwacjach nie mieliśmy już wątpliwości, że to para, która wkrótce będzie wychowywać dzieci.


Dzięcioły czarne wykuwają spore dziuple. Zajmuje im to zwykle około dwóch tygodni. Owalny otwór wejściowy ma około 10 centymetrów, a głębokość dziupli sięga pół metra. Okolica dziupli jest zmasakrowana przez twardy dziób i podrapana przez ostre pazury ptaka. "Nasze" dzięcioły wybrały na swoją siedzibę buk, ale równie chętnie zasiedlają sosny, rzadko zaś świerki. Samica składa od 3 do 5 jaj, po czym wysiaduje je na zmianę razem z samcem. Zmieniają się w dziupli co godzinę, czasem dwie, by się pożywić i "rozprostować kości". Dziupla jest na tyle duża, ze spokojnie mogą się w niej zmieścić oboje, w przyszłości z kilkorgiem młodych. 


Podczas wysiadywania jaj dzięcioły czarne są ostrożne. Rzadko przylatują bezpośrednio do miejsca zamieszkania. Najpierw wolą zlustrować teren, czy nie czai się jakiś podejrzany osobnik. My maskowaliśmy się przy pobliskim drzewie. Dzięcioła wypatrzyliśmy na okolicznej sośnie. Później przyleciał jeszcze bliżej siadając wysoko na gałęzi, po czym ruszył do dziupli.


Czas na zmianę warty. Właśnie wróciła samica, co jest sygnałem dla samca, że kolej na niego by rozejrzeć się po okolicy...


... po czym ruszyć w teren na żer.


Zanim wyklują się pisklęta mija około dwóch tygodni. To czas gdy dzięcioły toczą relaksujący tryb życia. Siedzą na jajach odpoczywając w dziupli i pożywiają się. Są terytorialne i nie przepadają za konkurencją. Gdy pojawią się młode czekają je permanentne polowania by je wyżywić, a to znacznie większy wysiłek niż obecne oczekiwanie na potomstwo.


Pokarmem dzięcioła czarnego są larwy owadów żerujące pod korą drzew oraz w martwym drewnie. Lubi mrówki, szczególnie gmachówki, które budują gniazda m.in. w próchniejących pniach. Nie stroni  też od rozgrzebywania mrowisk, zwłaszcza zimą gdy brakuje pokarmu. Jako duży ptak posiada ogromną siłę, mimo ledwie trzystu gram wagi i potrafi wygrzebać dziurę do głębokości 1 m. W wyjadaniu mrówek pomocny jest mu język, który ma dwa razy dłuższy od dzioba.


Jego bębnienie słychać po lesie (potrafi wykonać 17 uderzeń na...sekundę ;), choć nie różni się od równie hałaśliwych dzięciołów dużych lub średnich. Dlatego trudno go na tej podstawie zidentyfikować. Za to głos ma bardzo rozpoznawalny, krzykliwy i różniący się od pisków jego mniejszego kolegi.


Nasz ulubiony znawca ptaków, doktor Kruszewicz, którego gawędy usłyszycie czasem wcześnie rano w Trójce opowiadał anegdotę o transporcie samic dzięcioła czarnego do Berlina. Osobiście zapakował je do dwóch oddzielnych skrzyń wykonanych z grubej sklejki, po czym ruszył w trasę swym autem. Już za Warszawą usłyszał szalone walenie dziobami, ale sądził że znudzi im się. Jednej się nie znudziło. Do granicy dzięciolica wyrąbała dziurę przez którą nie mogła jeszcze wyjść, ale mogła już walić dziobem w ścianę samochodu. Ornitolog "załatał" dziurę kostką brukową i to na szczęście zniechęciło ptaka do dalszych awantur.


Teraz z ekscytacją czekamy na młode. Na razie przestaliśmy odwiedzać "nasze" dzięcioły, by nie wzbudzać w nich niepokoju. Niech spokojnie dotrwają do narodzin. Pojawimy się pewnie ponownie za dwa tygodnie, gdy dzieci będą najpierw kwilić, a potem wychylać swe dzioby z dziupli w oczekiwaniu na pożywny pokarm. Dzięcioł na razie relaksuje się, ale pewnie ma świadomość, że wkrótce będzie musiał dostarczać żywność dla swych dzieci.

Po czternastu dniach las się zazielenił i w dziupli nastąpiły spore zmiany.


I oto są. Dwa młode dzięcioły czarne wyraźnie domagają się pożywienia, wystawiając swe dzioby z dziupli, by przyjąć porcję białka. Rodzic właśnie przyleciał z pokarmem i przygotowuje się do karmienia. Nie wiemy ile młodych wykluło się z jaj. Zwykle są to cztery osobniki. My zaobserwowaliśmy dwójkę dzieci, ale dorosłe dzięcioły wchodziły do dziupli, być może po to by nakarmić inne, mniej dynamiczne osobniki, niż te na zdjęciu. 


Jedno z dzieci wyjątkowo domagało się jedzenia. Potrafiło mocno wychylić się, by nie dopuścić braci, czy sióstr do świeżego jadła. Rodzice byli jednak na tyle przebiegli, że dali jeść nie tylko głodomorowi.



Minął kolejny tydzień ...

Zwróćcie uwagę, że młody dzięcioł ma wciąż ciemne oko. Dopiero później zacznie się ono rozjaśniać. Czerwona czapeczka na głowie widnieje już od małego. To młody samiec, który nawoływany przez ojca lub matkę nie zamierza jeszcze opuszczać dziupli. Słyszeliśmy te nawoływania i nerwowe rozglądanie się młodego. Wyraźnie nie był jeszcze gotowy na samodzielność, choć rodzice nawet po opuszczeniu przez niego dziupli wciąż będą go dokarmiać, podobnie jak jego rodzeństwo.


Obserwując młodego wypatrującego rodzica, staraliśmy się zwrócić jego uwagę. Puściliśmy mu głos dorosłego dzięcioła czarnego. Młody zaczął rozglądać się, ale nie mógł wypatrzeć interesującego go ptaka. Wyglądał to w górę to w dół, by zlokalizować nadlatującego rodzica. 


W końcu zmęczony schował się, wychylając ledwie swój dziób w gotowości do przejęcia smakowitych kąsków. Postanowiliśmy ewakuować się z okolic dziupli. Dorosłe dzięcioły pojawiają się w jej okolicy mniej więcej raz na godzinę, częściej gdy nie zaobserwują niczego podejrzanego. Nasze teleobiektywy nie wzbudzały w nich specjalnego entuzjazmu. Wiemy o tym, bo widzieliśmy je przelatujące ponad drzewami, siadające gdzieś wysoko, by nie zdradzić miejsca zamieszkania ich dzieci. Zawsze jednak trafiały do rodzinnej dziupli, która ma około pół metra głębokości i gdzie młode czekają na życiodajny pokarm. Wkrótce usamodzielnią się i będziemy mieli kolejną populację tych wspaniałych ptaków penetrujących okolicę.


Kolejnego dnia dziupla opustoszała. Trzymamy kciuki za młode dzięcioły, żeby dorastały szczęśliwe  :)