Chleb wiejski, całonocny na zakwasie w Kwietniowej Piekarni.

Chleb wiejski, całonocny na zakwasie w Kwietniowej Piekarni.

Zobaczyłam ten chleb u Gucia  i od razu chciałam go upiec. Amber zaproponowała, żebym się wstrzymała do Kwietniowej Piekarni. Bardzo się starałam i wytrzymałam ;) Chleb wiejski, całonocny, jasny to chleb pszenny w tradycyjnym kształcie, o rustykalnej urodzie, pieczony w garnku żeliwnym. Przepis pochodzi z książki "Mąka, woda, drożdże, sól"  Kena Forkisha. To bardzo smaczne pieczywo. Należy tylko dobrze rozplanować organizacyjnie wszystkie czynności, bo nie wymaga on wysiłku tylko czasu. Ja dokonałam drobnych zmian w rodzajach mąk i w czasie pierwszego mieszania dodałam trochę więcej wody, bo ciasto było bardzo ścisłe.


Chleb pszenny na zakwasie - wiejski, całonocny, jasny


Składniki na jeden bochenek:

430 g mąki pszennej  chlebowej typ 1050
25 g mąki żytniej typ 720
342 g wody letniej w temperaturze 32-35 stopni C (dałam trochę więcej)
11 g soli morskiej
108 g  aktywnego zakwasu żytniego (dokarmionego dobę wcześniej)

Wykonanie:

W dużym pojemniku mieszamy mąki i wodę do połączenia składników i pozostawiamy na ok. 20-30 minut dla  autolizy. Posypujemy solą, dodajemy zakwas i mieszamy metodą szczypcową - klik około 1 min.
Pozostawiamy w pojemniku na 15 min i wyrabiamy wg metody jak na filmie - klik.
Pozostawiamy na 30 min i ponownie wyrabiamy.
Pozostawiamy na 1 godzinę i ponownie wyrabiamy.
Pozostawiamy n 2 godziny i ponownie wyrabiamy.
Pozostawiamy na noc w lodówce w pojemniku pod przykryciem.

Następnego dnia (po ok. 12-15 godzinach)  formułujemy bochenek - klik. Przekładamy do koszyczka złączeniem do dołu na ok. 2-4 godziny do pełnego wyrośnięcia. Piekarnik z garnkiem żeliwnym nagrzewamy do ok. 245 stopni  C ok. 20-40 min. Bochenek nie nacinamy tylko wkładamy do gorącego garnka. Pieczemy ok. 30 min pod przykryciem a następnie ok. 20 min bez, do dobrego wypieczenia. Po upieczeniu chleb studzimy na kratce.

Chleb piekliśmy w takim oto składzie:
Akacjowy blog
Konwalie w kuchni
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Moje małe czarowanie
Ogrody Babilonu
Zacisze kuchenne
Podróż po Etiopii - część 11 - W poszukiwaniu Kaberu na dachu Afryki.

Podróż po Etiopii - część 11 - W poszukiwaniu Kaberu na dachu Afryki.

Kiedy wyjeżdżaliśmy do Etiopii z tyłu głowy miałem kilka haseł, co z fauny tego kraju musimy zobaczyć. Były to ptaki, dżelady i on, jedno z najrzadszych stworzeń na świecie. Zaryzykuję, że był na pierwszym miejscu moich oczekiwań. Jeszcze bardziej umocnił się tam, gdy obejrzeliśmy świetny dokument "Megeti - ostatni Kaberu Afryki". Mowa o wilku etiopskim.



Podróż po Etiopii - część 10 - Świat ptaków i roślin płaskowyżu Sanetti.

Podróż po Etiopii - część 10 - Świat ptaków i roślin płaskowyżu Sanetti.

W końcu dotarliśmy do Goba, naszej bazy wypadowej do Parku Narodowego Gór Bale. Jesteśmy na wysokości 2750m n.p.m. i delektujemy się faktem, że zamieszkamy w najlepszym hotelu w okolicy. Delektujemy się do momentu, gdy przekraczamy próg pokoju. Jego wizytówką są toporne meble, brak ogrzewania i wzdrygające człowiekiem zimno. Na szczęście jest też czysta pościel, kołdry i koce. Gorąca woda w prysznicu i zimne piwo w restauracji łagodzą nasz ból. Czuję jednak, że przenieśliśmy się czterdzieści lat wstecz, w czasy późnego PRL-u. Uczucie nostalgii pozwala zapomnieć o prawie godzinnym oczekiwaniu na niewyszukane jedzenie, spaghetti w sosie pomidorowym dla wegetarian i bolognese dla mięsożerców. Dodatkowo zamówione papryczki chili ratują dania, przy okazji przyjemnie rozgrzewając ciała relaksujące się w kilkunastostopniowym klimacie restauracji. Jest dobrze. W końcu nie przyjechaliśmy tu dla zabiegów spa i kulinarnych ekscesów, czy serwisu rodem z restauracji z gwiazdką Michelin. Następnego dnia po wczesnoporannym śniadaniu złożonym z warzywnego omleta, dżemu, grzanek i kawy jesteśmy gotowi na poszukiwania kolejnych endemicznych zwierząt i ptaków. W takim oto miejscu...



Podróż po Etiopii - cz. 9 - kierunek Goba.

Podróż po Etiopii - cz. 9 - kierunek Goba.

Przed nami kolejny odcinek podróży znad jeziora Langano do Goba, naszej bazy wypadowej w górach Bale. Mamy do pokonania około 250 km drogi, co na warunki etiopskie oznacza długą podróż. Nie jest to jeszcze najgorszy odcinek trasy. W większości to ciągle asfalt, choć jakość drogi miejscami budzi zastrzeżenia. Jedziemy przez Szaszemenie i Dodola w kierunku Dinsho. W Etiopii, jak w żadnym innym kraju krajobraz bardzo szybko zmienia się. Opuściliśmy suchą, kolczastą sawannę, która została za nami. Pojawiają się zielone obszary z zupełnie inną roślinnością i pola uprawne.


Puszyste bułeczki maślano - miodowe.

Puszyste bułeczki maślano - miodowe.

Właściwie to powinny nazywać się "przytulone" bułeczki. Ich miękkie boki to jeden z atutów wypieku. Przepis bardzo przypomina drożdżowe buchty, które piekłam nadziewane powidłami węgierkowymi. Pyszne, puchate, delikatne, do spożywania raczej ze słodkimi dodatkami. W sam raz na śniadanie.


Puszyste bułeczki maślano - miodowe


O tym co nowego w lesie na przełomie zimy i wiosny 2019 r.

O tym co nowego w lesie na przełomie zimy i wiosny 2019 r.

Obserwacja ptaków to nasza wielka pasja, którą dzielimy się z Wami na blogu. Dziś dzień wyjątkowy. 1 kwietnia  to Międzynarodowy Dzień Ptaków, ustanowiony w 1906 roku, kiedy uchwalono pierwszą międzynarodową konwencję o ochronie ptaków. Ma on przypominać, jak wielką rolę odgrywają ptaki w naszym życiu, w otoczeniu, gospodarce i środowisku. Nie wyobrażamy sobie naszego życia i otoczenia bez ptaków. Dziś będzie o ptakach naszego lasu, o tym co dzieje się tu, teraz, na przełomie pór roku i w trakcie migracji ptaków, najbliżej nas.

Wiosna bardzo powoli rozgaszcza się w naszym lesie. To taki okres, w którym migracje ptaków zazębiają się. Część zimowych gości jeszcze nie odleciała, a powoli przybywają wiosenni wędrowcy z południa.

Co roku pod koniec zimy odwiedza nasz karmnik stado czyży  (więcej o tych ptakach pisaliśmy TU - KLIK). Najadają się ile wejdzie ;), a potem możemy tylko przypuszczać, że ruszają na północ w kierunku Skandynawii i Rosji. Po prostu pewnego dnia nie zjawiają się już. W tym roku przyleciały na Walentynki. Poniżej jedna z samiczek.


Chleb pytlowy na zakwasie z dodatkiem cebuli i tymianku

Chleb pytlowy na zakwasie z dodatkiem cebuli i tymianku

W Marcowej Piekarni upiekłam chleb wyborny. Propozycją był przepis z blogu Dany Leśny Zakątek. Zwykle niewiele zmieniam w testowanych recepturach, ale tym razem postanowiłam podkręcić smak chleba i dodać dwa razy więcej cebuli. Nie posłuchałam sugestii Danusi, dla której cebula miała być jedynie dodatkiem. Pachniało w całym domu podczas pieczenia, po i za każdym razem, kiedy kroję ten chleb, nie mogę nacieszyć się jego smakiem i aromatem.


Chleb pytlowy z dodatkiem cebuli i tymianku


Składniki na dwie nieduże keksówki o wymiarach ok. 24 cm x 11 cm (mierzone u góry)

na zaczyn:
40 g zakwasu z mąki żytniej razowej, odświeżonego dzień wcześniej
300 g mąki pytlowej
310 g wody

Składniki mieszamy w naczyniu, przykrywamy i pozostawiamy do przefermentowania na 14-15 godzin

ciasto właściwe:
cały zaczyn
340 g mąki pytlowej
210 g mąki pszennej typ 650
330 g wody
sól

dodatki do chleba:
200 g cebuli
2 łyżki oleju
1-2 łyżki octu balsamicznego.
szczypta soli
1-2 łyżki listków świeżego tymianku

Wykonanie:

Składniki ciasta właściwego mieszamy, stopniowo dodając mąkę i wodę dokładnie wyrabiamy np. łyżką drewnianą. Przykrywamy i  czekamy aż ciasto sobie odpocznie gdzieś 40-50 minut. Powinno lekko podrosnąć.
W tym czasie przygotowujemy cebulę. Warzywo pokroić w kostkę, zeszklić na rozgrzanym oleju, dodać oberwane z łodyżek listki tymianku, a  pod koniec ocet balsamiczny. Odczekać, żeby wyparował, wyłączyć grzanie i ostudzić.
Po 40-50 minutach dodać do ciasta cebulę. Wyrobić jeszcze raz aby wszystko dobrze połączyć. Ciasto włożyć do foremek wyłożonych pergaminem i odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia na ok. 2,5 godziny (do podwojenia objętości). Piec 25 minut w temperaturze 230 stopni C i 25 minut w 210 stopniach C. Po upieczeniu ostudzić na kratce.


Naleśniki "tysiąca dziurek"...

Naleśniki "tysiąca dziurek"...

Przyznam, że od chwili kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy na zdjęciu, bardzo chciałam je zrobić. Teraz po konsumpcji, nie wiem czy prędko wrócę do tradycyjnych naleśników ;D Baghrir, marokańskie "naleśniki" są pyszne, chrupiące od spodu, mięciutkie i delikatne od góry. Rewelacja! Autorką przepisu jest Sylwia, prowadząca bloga "Smaki Maroka...i nie tylko!". Danie wykonałam w ramach kulinarnej akcji prowadzonej na FB " Wypiekanie na śniadanie". Skorzystałam z rad Sylwii i trzymałam się przepisu. Podobno mogą się nie udać, tym bardziej cieszę się, że za pierwszym razem wyszły mi wspaniale.

Baghrir - marokańskie naleśniki z dziurkami


Składniki na ok. 15 szt. naleśników o średnicy ok. 14-15 cm

na ciasto:
300 g drobnej semoliny
1 kopiasta łyżka mąki pszennej
450 ml letniej wody*
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
7 g suszonych drożdży instant (1 opakowanie)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

do polania:
miód (u mnie of cors :D akacjowy)
masło
(na każde dwie łyżki miodu 1 łyżeczka masła)

Wszystkie składniki oprócz proszku do pieczenia umieścić w naczyniu. Miksować około 4 minuty na wolnych obrotach (użyłam zwykłego miksera ręcznego i miksowałam na 1 stopniu prędkości). Następnie dodać proszek i miksować kolejne 2 minuty, aż na powierzchni utworzą się drobne pęcherzyki. Ważne jest na tym etapie, żeby nie miksować szybko. Zbyt szybkie miksowanie (jak pisze Sylwia) zamienia masę w kleistą i ciężką, pozbawia też naleśniki ich uroczych dziurek, a placki wychodzą gumowate.

Miód i masło podgrzać tylko tyle, żeby masło rozpuściło się i całość miała lejącą konsystencję.

Patelnię z nieprzywierającą powłoką rozgrzać. Wylewać porcje ciasta i smażyć około 2 minuty tylko z jednej strony na średnim grzaniu. Przy pierwszym naleśniku sprawdzić, czy gęstość masy jest odpowiednia. Jeśli nie, dodać wody. *Ja musiałam zwiększyć ilość wody, ale to zawsze zależy od semoliny :) Ciasto powinno być rzadsze niż na "nasze" naleśniki, a po wylaniu go na patelnię nie rozprowadzamy, jak tradycyjnie. Samo powinno rozlewać się na boki. Warstwa ciasta powinna być cienka. Podczas pieczenia trzeba kontrolować moc grzania, żeby ich nie przypiec od spodu. Baghrir smażymy tylko z jednej strony!

Prosto z patelni przekładać na papierowy ręcznik kuchenny i pozwolić im chwilkę odparować. Podawać na ciepło lub zimno polane mieszaniną masła i miodu (jak to robią Marokańczycy)  


lub w inny sposób. Piotr zrobił sobie wersję z serem i pastą z suszonych pomidorów. Ja zjadłam jak Marokańczycy, ale marzę o baghrir z jogurtem i świeżymi owocami. Takie będą następnym razem :)

Uczestnicy akcji:
Słodko - Słone
Moje Małe Czarowanie
Dorcia w kuchni
Akacjowy blog
Marghe Malgorzata Zarzycka Andreucci zdjęcie z FB
Bożena P-k zdjęcie z FB

Bułeczki krucho - drożdżowe - wersja na słodko z twarogiem.

Bułeczki krucho - drożdżowe - wersja na słodko z twarogiem.

To modyfikacja przepisu na bułeczki wytrawne z poprzedniego wpisu - KLIK. Do twarogu dodałam kandyzowaną skórkę z pomarańczy, bo bardzo lubię jej aromat i posiekane morele bio. To ważne, bo one mają inny smak podobnie jak i wygląd, niż te piękne pomarańczowe, których pełno na półkach sklepowych. Dla mnie suszone morele są mniej słodkie i ciekawsze w smaku niż rodzynki, którymi możecie je tu oczywiście zastąpić. Profilaktycznie zrobiłam  z połowy porcji ciasta podanej w wersji wytrawnej;) Polecam ten przepis. Bułeczki można zawsze przed konsumpcją włożyć np. na 30 sekund do kuchenki mikrofalowej. Ciepłe smakują wybornie.


Bułeczki krucho - drożdżowe z twarogiem, kandyzowaną skórką pomarańczową i morelami


Składniki na ok. 16 - 18 szt.

na ciasto :
260 - 270 g mąki do wypieków drożdżowych
125 g miękkiego masła
125 ml kwaśnej śmietany (ok. 110 g)
25 g świeżych drożdży
szczypta soli
2 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka zwykłego cukru

na farsz:
500 g twarogu sernikowego z "wiaderka"
10 g cukru z prawdziwą wanilią
1-2 łyżki posiekanej drobno, kandyzowanej skórki pomarańczowej
60 g suszonych moreli bio
cukier puder do smaku

dodatkowo
1 roztrzepane jajko do posmarowania bułeczek

Zanim zrobimy ciasto pamiętajmy, żeby wszystkie składniki miały pokojową temperaturę. Gdy bułeczki robię rano, składniki wyjmuję wieczorem i zostawiam na blacie kuchennym.

Drożdże rozkruszyć do śmietany, dodać łyżeczkę cukru, wymieszać i odczekać aż zaczną działać.  W tym czasie wymieszać przygotować nadzienie. Ser wrzucić do miski, dodać cukier z wanilią, posiekaną drobno skórkę, pokrojone w drobną kostkę morele i na koniec posłodzić do smaku. Ja nie przepadam za zbyt słodkim smakiem. Skórka kandyzowana jest słodka, podobnie morele, dlatego dosładzać trzeba na koniec (u mnie to 1 czubata łyżka cukru pudru). Wymieszać i odstawić. Z podanych składników razem z rozczynem wyrobić ręcznie lub przy pomocy robota gładkie, elastyczne ciasto. To bardzo wdzięczny przepis, bo duża ilość masła łatwo wiąże wszystko w całość. Warto je kilka minut wyrabiać, nawet jak jest gładkie, żeby powstała dostatecznie mocna siatka glutenu. Odstawić pod przykryciem, żeby masa podwoiła objętość. Następnie wyjąć ciasto na blat, rozwałkować na prostokąt o wymiarach ok. 35 cm na 25 cm. Ze względu na dużą ilość masła jest jedwabiste w dotyku i nie klei się do podłoża, nie trzeba podsypywać mąką podczas wałkowania i zwijania w roladę. Rozłożyć farsz równomiernie na powierzchni placka, pozostawiając dookoła margines ok. 2 cm. Zrolować dokładnie wzdłuż dłuższego boku. Pokroić ostrym nożem na 2 cm kawałki. Ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem (można odczekać ok. 30 minut aż podrosną, ale nie jest to konieczne, bułeczki rosną w piekarniku) i posmarować roztrzepanym jajkiem. Bardzo dobry efekt daje też smarowanie już pod koniec pieczenia, gdy bułeczki są już prawie upieczone, wystawiam na chwilę blachę (zamykam piekarnik), smaruję i wkładam tylko na tyle, żeby jajko na wierzchu się upiekło, są wtedy dużo bardziej błyszczące.
Z tej porcji ciasta wyjdą nam bułeczki na jedną blachę. Piec w 180 stopniach ok. 35-40 minut. Po upieczeniu studzić na kratce. Smacznego :)
Toskania jaką kochamy. Nasz subiektywny przewodnik.

Toskania jaką kochamy. Nasz subiektywny przewodnik.

Kiedy pierwszy raz wybraliśmy się do Toskanii miałam o niej własne wyobrażenie. Ukształtowały je "pocztówkowe" zdjęcia krajobrazów, książki i filmy. Podróżując po niej zwiedzaliśmy zabytki, podziwialiśmy dzieła sztuki, stare miasteczka i domy wybitnych artystów. Byliśmy u producentów win i oliwy, odkrywaliśmy regionalne specjały kulinarne, bo Toskania ma wiele do zaoferowania i jest w tym względzie jednym z najciekawszych rejonów Włoch. Gaje oliwne i zielone winnice wzbudzały nasz zachwyt, kamienne domy pobudowane na wzgórzach, otoczone cyprysami wyglądały pięknie. Jednak widokowo to ciągle nie było to. Dopiero kiedy na kilka godzin udaliśmy się na południe od Sieny w rejon Crete Senesi odnaleźliśmy wymarzoną Toskanię. 
Dlatego teraz planując podróż, chcieliśmy jeszcze raz wrócić do Florencji, a potem resztę czasu spędzić w okolicy między Sieną, a Montepulciano. To specyficzny rejon z gliniastą ziemią zwaną mattaione (crete senesi oznacza dosłownie gliny senesi), na której w większości nie da się uprawiać drzew oliwnych i winnej latorośli. Charakterystyczne jasne zabarwienie wynika z osadów morza sprzed 2,5 - 4,5 mln lat, które wtedy pokrywało cały obszar. Miejscami dziko tu rosną krzewy i drzewa, ale jest ich bardzo mało.  Za to charakterystyczne są szpalery cyprysów prowadzące do toskańskich domów, które często stają się dziś miejscami agroturystycznymi. 

Bułeczki krucho - drożdżowe - wersja wytrawna z kapustą i grzybami.

Bułeczki krucho - drożdżowe - wersja wytrawna z kapustą i grzybami.

To przepis, który w moim rodzinnym domu jest od zawsze. Moja mama, mimo swojego wieku, ciągle  wypieka te bułeczki i obdarowuje nimi naszą najbliższą rodzinę. Świetnie się przechowują, zamrożone wystarczy włożyć do kuchenki mikrofalowej, prosto z zamrażalnika lub po prostu odświeżyć niezamrożone - smakują jak świeżo wyjęte z piekarnika. Z podanych proporcji wychodzi ok. 34 - 36 szt. o średnicy ok. 8 cm. To doborowe towarzystwo dla barszczu  lub same jako przekąska. U nas mają krótki żywot. W domu moich rodziców goszczą zawsze też na Wigilię.


Bułeczki krucho - drożdżowe z farszem z kiszonej kapusty i suszonych grzybów


na ciasto :
550 g mąki do wypieków drożdżowych
250 g miękkiego masła
250 ml  kwaśnej śmietany (ok. 220 g)
50 g świeżych drożdży
sól

na farsz:
1 kg kiszonej kapusty
60 g suszonych grzybów
sól, pieprz
2 łyżki oleju
2-3 liście laurowe
kilka ziaren ziela angielskiego

dodatkowo
1-2 jajka do posmarowania bułeczek

Kapustę z przyprawami (liście i ziele) ugotować do miękkości. Podobnie oddzielnie grzyby. Po ostudzeniu zmielić przez maszynkę, doprawić solą i  pieprzem, przesmażyć na oleju, odstawić do ostygnięcia.

Zanim zrobimy ciasto pamiętajmy, żeby wszystkie składniki miały pokojową temperaturę.  W porze kiedy grzeją kaloryfery, mąkę podgrzewam na grzejniku. Drożdże rozkruszyć do śmietany i odczekać, aż zaczną się rozmnażać. Połączyć wszystkie składniki  i wyrobić ręcznie lub za pomocą robota elastyczne ciasto. Odstawić pod przykryciem, aż podwoi swoją objętość. Następnie wyjąć ciasto na blat, podzielić na dwie równe części, rozwałkować każdą na prostokąt o wymiarach ok. 35 cm na 25 cm. Rozłożyć farsz równomiernie na powierzchni placka, pozostawiając dookoła margines ok. 2 cm. Zrolować dokładnie wzdłuż dłuższego boku. Pokroić ostrym nożem na 2 cm kawałki. Ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem (można odczekać ok. 30 minut aż podrosną, ale nie jest to konieczne, bułeczki rosną w piekarniku) i posmarować roztrzepanym jajkiem.  Z połowy porcji ciasta wyjdą nam bułeczki na jedną blachę. Piec w 180 stopniach ok. 35-40 minut. Po upieczeniu studzić na kratce.

Dodatkowe uwagi
-farsz można przygotować dzień wcześniej,
-gdy bułeczki robię rano, składniki wyjmuję wieczorem i zostawiam na blacie kuchennym,
-ciasto bardzo szybko daje się kształtować, jednak warto je kilka minut wyrabiać, nawet jak jest gładkie,
-ze względu na dużą ilość masła jest jedwabiste w dotyku i nie klei się do podłoża, nie trzeba podsypywać mąką podczas wałkowania i zwijania w roladę,
-jajkiem można posmarować bułeczki przed pieczeniem, ale bardzo dobry efekt daje smarowanie już pod koniec pieczenia; gdy bułeczki są już prawie upieczone, wystawiam na chwilę blachę (zamykam piekarnik), smaruję i wkładam tylko na tyle, żeby jajko na wierzchu się upiekło, sa wtedy dużo bardziej błyszczące.

Smacznego :)

Podróż po Etiopii - cz. 8 - Park Narodowy Abijatta-Shalla.

Podróż po Etiopii - cz. 8 - Park Narodowy Abijatta-Shalla.

Będąc nad jeziorem Langano wybraliśmy się do Parku Narodowego Abijatta-Shalla. To bardzo blisko, bo niespełna 20 km. Ciągle poruszaliśmy się wśród jezior Doliny Ryftowej, choć jeziora bardzo się od siebie różnią. 40 tysięcy lat temu cztery jeziora - Ziway, Langano, Abijatta i Shalla były częścią jednego wielkiego jeziora Galla, którego lustro wody było około 100 metrów wyżej, niż powierzchnia obecnych jezior. 20 tysięcy lat temu zaczęło się ono kurczyć z powodu ruchów tektonicznych i zmniejszonych opadów. Na skutek ruchów rzeki zasilające wody Galli zmieniły swój bieg, co skutecznie przyczyniło się do ostatecznych zmian. 4 tysiące lat temu oddzieliło się jezioro Ziway, po jakiś 2 tysiącach lat trzy jeziora południowe zaczęły wyodrębniać się jako oddzielne zbiorniki. Dziś wszystkie te jeziora mimo wspólnego pochodzenia są bardzo różne. Poznaliście już jezioro Ziway (klik) i Langano (klik). Dziś przedstawię dwa pozostałe. 


Pączki  z ciasta drożdżowego na jogurcie. Świętujemy ostatki!

Pączki z ciasta drożdżowego na jogurcie. Świętujemy ostatki!

To pączki nad pączkami! Zaskakująca jest lekkość i jedwabistość ciasta po usmażeniu. Pączki są puchate, delikatne i ma się złudzenie, że nic nie ważą ;) Podpatrzyłam je na blogu Ali "Kuchnia Alicji" i musiałam je zrobić, nie było rady. Będę z tego przepisu korzystać w kolejnych latach, a ponieważ nie usmażyłam nic na "tłusty czwartek", dziś są na "ostatki". 


Pączki z ciasta drożdżowego na jogurcie


 na ok. 12 pączków:

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową!

250 - 300 g mąki pszennej (użyłam manitoby)*
125 g jogurtu naturalnego
25 g świeżych drożdży
3 łyżki cukru
4 żółtka z  jaj M
1 łyżka cukru wanilinowego
1 łyżeczka spirytusu
50 g masła, roztopionego i wystudzonego
szczypta soli
skórka otarta z 1/2 pomarańczy 
powidła śliwkowe do nadziewania (ok. 12 łyżeczek)

dodatkowo:
olej do smażenia

na lukier
cukier puder
1 łyżeczka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka brandy
skórka pomarańczowa, kandyzowana

*zgodnie z przepisem powinno być 250 g mąki, jednak moje ciasto było bardzo rzadkie i użyłam 300 g

Wykonanie:

Drożdże pokruszyć do miseczki, wymieszać z 1 łyżką jogurtu, 1 łyżeczką cukru i 1 łyżeczką mąki. Odstawić do wyrośnięcia. 

Żółtka utrzeć z cukrem. Do naczynia, w którym będziemy robić ciasto odmierzyć mąkę, dodać żółtka utarte z cukrem, cukier wanilinowy, szczyptę soli, wyrośnięte drożdże, pozostały jogurt, spirytus i otartą skórkę pomarańczy. Dobrze wyrobić, a pod koniec dodać rozpuszczone i ostudzone masło. Wyrabiać do momentu, aż masło połączy się z ciastem i masa będzie swobodnie odklejać się od brzegów naczynia. Następnie naczynie przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około 1 godzinę.

Wyrośnięte ciasto podzielić na ok. 50 g porcje. Z każdego kawałka formować placek, ułożyć na środku 1 łyżeczkę konfitury i zebrać ciasto równomiernie w sakiewkę. Delikatnie wygładzić w kulę i odłożyć pod ściereczkę na arkusz pergaminu. Należy pamiętać, żeby układać zlepieniem do dołu. Odstawić do wyrośnięcia na 30-60 minut.

Tłuszcz podgrzać w garnku do temperatury 180 stopni (używam do sprawdzenia termometru cukierniczego).  Do gotowego tłuszczu wkładać po trzy wyrośnięte pączki (więcej spowoduje spadek temperatury i pączki będą chłonąć tłuszcz) i smażyć z każdej strony po ok. 3 min. kontrolując temperaturę i moc grzania kuchenki. Jasna obrączka zrobi się na pączkach jeśli będą dobrze wyrośnięte, bo lekkie unoszą się na tłuszczu. Usmażone pączki wykładać na papierowy ręcznik w celu odsączenia tłuszczu (przekręcam i zdejmuję pączki przy pomocy patyczka do szaszłyków).

Ciepłe pączki polukrować. Jogurt podgrzać w rondelku, wymieszać z brandy i cukrem pudrem w takiej ilości, żeby otrzymać średnio gęsty lukier. Średnio gęsty to taki, którym można za pomocą pędzla polukrować pączki bez zbytniego spływania. Ozdobić skórką pomarańczową, kandyzowaną.

Smacznego :)
Miso ramen - japońska zupa z dodatkami.

Miso ramen - japońska zupa z dodatkami.

Będąc w Japonii jednym z częstszych posiłków, które zajadaliśmy z nieskrywaną przyjemnością były pyszne, bogate w dodatki zupy, takie jak ramen, soba czy udon. Zobaczcie zresztą sami w naszym archiwalnym poście - klik. Tak naprawdę są to nazwy różnego rodzaju makaronów pływających w bulionach o różnych smakach. Co bar, czy restauracja to inny przepis i dodatki, niemniej bulion zawsze ma bogaty smak, zaś dodatki różne smaki, tekstury i kolory. Dlatego też zwykle dobrze się prezentuje i smakuje.
Dziś wracamy do wegetariańskiej wersji miso ramen - bulionu z dodatkiem pasty miso. Robimy przegląd lodówki i okolic dobierając dostępne sobie składniki.


Wegetariański miso ramen


Składniki (na 4 osoby):

składniki bulionu:.
bulion warzywny (ok.1,5 l)
2 łyżki pasty miso
limonka
kilkanaście plasterków imbiru
2 grzyby suszone
3 łyżki sosu sojowego
2 łyżki sosu rybnego
łyżka sosu ostrygowego
łyżeczka pasty chili lub chili w proszku
łyżeczka oleju sezamowego

dodatki:
makaron ramen
dwie garście szpinaku + czosnek
por
marchew
4 grzyby shitake
garść kiełków fasoli mung
cokolwiek z warzyw jeszcze znajdziemy - resztę marynowanej kukurydzy
2-4 jajka ugotowane na twardo
wędzone tofu

Wykonanie:

Po pierwsze, przygotowujemy bulion warzywny. Nie żałujcie warzyw, by uzyskać głęboki smak. Odcedzamy płyn, po czym gotujemy jeszcze kilka minut dodając pozostałe składniki bulionu oraz grzyby shitake. Pastę  miso dodajemy na koniec i mieszamy cały czas gotując na niewielkim ogniu. Po 10 minutach wykładamy grzyby suszone i shitake oraz imbir. Grzyby shitake kroimy w cienkie paski i wraz z imbirem odstawiamy na bok.

Przygotowujemy pozostałe dodatki.

Pora kroimy w cienkie plasterki. Smażymy krótko.
Marchewkę kroimy w cieniutkie plastry obieraczką do warzyw, po czym kroimy w kilkucentymetrowej długości cieniutkie paski. Blanszujemy.
Posiekany czosnek smażymy krótko wraz ze szpinakiem na patelni.
Również kiełki fasoli mung podsmażamy krótko, ale tak by zachowały chrupkość.
Jajko gotujemy na twardo.
Wędzone tofu kroimy w plastry lub w większą kostkę i podsmażamy na patelni.
Makaron ramen gotujemy wg opisu na opakowaniu (korzystaliśmy z "gotowca").

Składamy danie.

Na spód dajemy makaron, następnie na wierzch wkładamy obok siebie kolejne składniki, nie zapominając o wcześniej przygotowanych grzybach shitake i plasterkach imbiru. Ma być kolorowo i smacznie.


Podróż po Etiopii - cz. 7 - jezioro Langano.

Podróż po Etiopii - cz. 7 - jezioro Langano.

Jest 28 listopada 2018 roku,  jedziemy z Ziway nad kolejne jezioro ryftowe Langano. Śpimy tam dwie noce i jeden cały dzień poświęcamy na wizytę w Parku Narodowym Abijatta-Shalla, o tym napiszę w kolejnym poście. Tak naprawdę to nad jeziorem spędzamy dwa bardzo krótkie poranki i dwa popołudnia. Mieszkamy w hotelu, który jest całkowicie pusty. Podobno zapełnia się w weekendy, kiedy przyjeżdżają tam na wypoczynek bogaci mieszkańcy stolicy. Dlaczego właśnie nad Langano? Bo to jedyne słodkowodne jezioro Etiopii pozbawione pasożytniczych przywr schistosoma, wywołujących schistosomatozę, chorobę niebezpieczną dla ludzi. Wśród chorób pasożytniczych schistosomatoza ustępuje w skali światowej tylko malarii.


Owocowe mille-feuille w dwóch wersjach.

Owocowe mille-feuille w dwóch wersjach.

Mille-feulille to klasyka francuskich deserów. Dawniej przekładano trzy warstwy ciasta francuskiego kremem cukierniczym. Wierzch wykańczano cukrem pudrem lub lukrem. Z czasem powstało mnóstwo wariacji tego deseru. Dziś można znaleźć wersje przekładane kremem z mascarpone, białą czekoladą, ...Co kto lubi. Świetnym dodatkiem są owoce. Poniżej przedstawiam dwie wersje mille-feuille, które zrobiłam w ostatnim czasie. Do zrobienia deseru wykorzystałam crème chantilly czyli bitą śmietanę aromatyzowaną wanilią. 
Ponieważ  deser przygotowywałam dla nas dwojga, postanowiłam kupić gotowe ciasto. Bardzo szybko przekonałam się, że umiejętność sprawdzania składników jest tu kluczowa. Przestrzegam Was! Trafiłam na ciasta z tłuszczem palmowym, margaryną, emulgatorami, kwasami, olejem, barwnikami itp.itd., które trudno nazwać francuskim. Znalazłam w końcu jedno zrobione na bazie mąki, masła, wody i soli. Oczywiście jeśli ktoś chce może zrobić je samodzielnie, jednak gotowe ciasta zrobione z właściwych składników są naprawdę dobre.


Owocowe mille-feuille


Składniki na 2 porcje:
ciasto francuskie
200 g śmietany kremówki (bardzo dobrze schłodzonej)
1/4-1/2 laski wanilii
1 łyżka cukru pudru
otarta skórka z 1/2 cytryny (wersja z borówkami)
otarta skórka z 1/2 pomarańczy (wersja z malinami)
cukier puder do posypania
listki melisy, mięty do ozdoby
liofilizowane maliny (do zrobienia serduszka)


Pieczemy ciasto francuskie. Jeśli mamy ciasto zamrożone, trzeba je wcześniej rozmrozić. Świeże przed pieczeniem powinno mieć temperaturę pokojową (trzeba wyjąć na ok. 1 godzinę z lodówki). To nie jest typowy sposób pieczenia. Nagrzewamy piekarnik do 210 stopni C z termoobiegiem. Na płaskiej blasze z piekarnika rozkładamy pergamin. Na nim odpowiednią ilość ciasta. Staramy się nie rozciągać ciasta podczas przekładania. Przykrywamy je drugim arkuszem pergaminu. Na te warstwy kładziemy drugą blachę. Jeśli Wasz piekarnik nie ma dwóch blach, wykorzystajcie dużą foremkę dodatkowo obciążoną. Wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 15-20 min. Ciasto powinno mieć złoty kolor po upieczeniu. Ja swoje piekłam 20 minut. Ten sposób zapobiega rośnięciu ciasta i rozwarstwianiu. Po upieczeniu ostudzić. Można też ciasto upiec dzień wcześniej i po ostudzeniu zabezpieczyć przed wilgocią.

Owoce umyć i osuszyć. Śmietanę dobrze schłodzoną wlać do wysokiego naczynia. Dodać ziarenka wanilii wyskrobane końcówką noża oraz startą skórkę z cytrusa. Ubijać śmietanę, a gdy zacznie gęstnieć stopniowo dodać cukier puder. Masę włożyć do rękawa cukierniczego (w jednorazowym ściąć końcówkę, w rękawie z tylką wybrać końcówkę gładką).

Przed przycięciem ciasta sprawdzić ułożenie owoców. Maliny są duże, trzeba do nich dostosować szerokość kawałka ciasta zostawiając dodatkowo przerwę w środku. Z borówkami jest łatwiej. Wyciąć trzy prostokąty tej samej wielkości z ciasta francuskiego (nóż powinien być ostry). Każdy kawałek rozdzielić na dwie części podważając listki. Ja wybrałam taką formę, bo chciałam żeby mille-feuille było z bardzo cienkich warstw. Możecie również zrobić wersję z normalną grubością ciasta. 

Zrobić przy pomocy rękawa obwódkę z kremu wzdłuż boków, zostawiając nieco pustego fragmentu ciasta od brzegu np. 2 mm. Chodzi o to, że jak będziemy układać owoce to krem pod ich ciężarem nieco się "rozjedzie". Jeśli obwódkę zrobimy przy samym brzegu może nam spłynąć. Po ułożeniu dwóch rzędów owoców od brzegów, przerwę w środku między nimi wypełniamy kremem. Do układania wybierajcie równe owoce, żeby kolejny blat ciasta leżał równo. Powtarzamy tę czynność.

Deser można od razu układać na talerzu, ale daje się też przekładać. Serce zrobiłam z liofilizowanych malin zmielonych w młynku (wersja walentynkowa). Smacznego :)





Stek z tuńczyka z biszkoptem z pietruszki, sałatką z rukwi wodnej i kolorowymi warzywami.

Stek z tuńczyka z biszkoptem z pietruszki, sałatką z rukwi wodnej i kolorowymi warzywami.

Dziś danie główne z naszej walentynkowej kolacji :) Stek z tuńczyka robi się krótko i prosto. Skorzystałam tu z pomysłu J. Olivera. Tuńczyk w tym wydaniu jest pyszny i wart powtarzania. Jeśli będziecie kupować, to kawałki powinny mieć ok. 2 cm grubości. Przyprawiamy tuż przed smażeniem, właściwie to niemal ostatni element dania, który wkładamy na podgrzany i "ubrany" innymi elementami talerz. 
Dodatki możecie zmieniać. Ważne, żeby było kolorowo, bo sama ryba tego wymaga. U mnie dodatki wynikły z tego, co miałam w domu. Rukiew wodną niestety u nas rzadko można kupić (choć zawsze gdy ją spotkacie warto), z powodzeniem można ją zastąpić roszponką lub rukolą. Co do biszkoptu z pietruszką, potrzebny jest nam syfon. Jeśli go nie macie, zróbcie coś innego, ciekawego. Jednak sam biszkopt ze względu na swoją strukturę, piękny kolor i smak jest ciekawym, nowatorskim dodatkiem. Zatem do dzieła :)



Stek z tuńczyka z biszkoptem z pietruszki, sałatką z rukwi wodnej i kolorowymi warzywami.


porcja dla 2 osób:

na steki:
2 kawałki polędwicy z tuńczyka o grubości 2 cm
nasiona kopru włoskiego
nasiona kolendry
gruboziarnista sól morska
ziarenka pieprzu czarnego
cytryna
oliwa

na biszkopt z pietruszki:
2 jaja M
40 g mąki pszennej tortowej
15 g soku z natki pietruszki (z wyciskarki)
40 g rozpuszczonego i ostudzonego masła
sól
mielony biały pieprz

na sałatkę z rukwi
1 mały ząbek czosnku
1/2 łyżeczki miodu
1 łyżeczka soku z cytryny
2 łyżki oliwy
świeżo zmielony pieprz
rukiew wodna

dodatki
puree z dyni piżmowej
kolorowe ziemniaki
ciecierzyca
kolorowe pomidorki bez skórki

Ważne ! Steki przed przygotowaniem powinny mieć temperaturę pokojową. Jeśli mamy je w lodówce, należy 1-2 godziny wcześniej wyjąć. Także umyć w zimnej wodzie i osuszyć papierowym ręcznikiem.

Wykonanie biszkoptu z pietruszki
Potrzebujemy syfon kulinarny, dwa  papierowe kubki jednorazowe oraz tłuszcz do wysmarowania ich wewnętrznej powierzchni oraz kuchenkę mikrofalową.
Ubić mikserem całe jajka z solą i pieprzem. Do mocno ubitych dodać mąkę i wymieszać ręcznie, następnie stopniowo masło, wymieszać i na koniec sok z pietruszki. Całość powinna być gładka, bez grudek. Wlać to do syfonu i zgodnie z jego instrukcją napowietrzyć przy pomocy naboju.
Kubek papierowy nakłuć końcem noża od strony zewnętrznej na dnie (3-4 razy). Wlać do natłuszczonego wnętrza nieco masy za pomocą syfonu (ok. połowy kubka). Wstawić na najwyższą moc. Czas pieczenia zależy od mocy kuchenki. Upiec najpierw na próbę na 1 min., ewentualnie przedłużyć do 1,5 min. Wyjąć (ostrożnie-gorące) i odwrócić do góry dnem kubek. Odczekać chwilę. Biszkopt sam powinien wypaść. Czynności powtórzyć.

Sałatka z rukwi
Ząbek czosnku drobno posiekać, posypać solą, rozetrzeć końcem noża. Włożyć do małego naczynka, dodać miód, wymieszać, następnie sok z cytryny, wymieszać, na koniec dodać oliwę i świeżo zmielony pieprz. Przed podaniem umytą i osuszoną rukiew wymieszać z połową winegretu. Pozostałą połową skropić podane obok steku warzywa.

Wykonanie dodatków 
Dynię obraną i pokrojoną pieczemy w 200 stopniach przez 20-30 minut, w zależności od wielkości kawałków. Po ostudzeniu miksujemy i solimy oraz dodajemy do smaku zmielony, biały pieprz. Przed podaniem dania podgrzewamy ją w kuchence mikrofalowej, wkładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy na talerz kleksy.
Fioletowe ziemniaki (na 2 porcje wystarczą dwa) myjemy i gotujemy w skórce, w osolonej wodzie, aż widelec będzie wchodził w miąższ. Trzeba  to sprawdzić po ok. 20 min. Potem możemy obrać je, pokroić na dowolne kawałki. Ja przy pomocy łyżki do melona wykroiłam półkule i przed podaniem podgrzałam w kuchence mikrofalowej. 
Ciecierzycę z puszki opłukać i osuszyć, rozłożyć na talerzu z innymi dodatkami.
Pomidorki delikatnie naciąć, sparzyć wrzątkiem, obrać ze skórki i pokroić w plasterki na jeden kęs.

Smażenie steku
Rozgrzewamy teflonową patelnię, żeby była bardzo gorąca. Jednocześnie nasiona kolendry, kopru, sól i pieprz ucieramy razem w moździerzu. Smarujemy przyprawami z obu stron steki. Skrapiamy tuńczyka oliwą, rozsmarowujemy ją po całej powierzchni i kładziemy na gorącej patelni. Obserwujemy jak się smaży, bo środek steków powinien zostać różowy. Piotr miał stek smażonego z obu stron po ok. 30 sek. (prawie surowy). Ja swój smażyłam ok. 1,5 min. Nie należy przekroczyć 2 min., bo będą przesmażone. Polędwica jest niezwykle delikatna i soczysta, im dłużej ją smażymy tym szybciej otrzymamy suchą "podeszwę". Po smażeniu wyjąć na deskę, żeby odpoczęły. Polać oliwą i wycisnąć na każdy świeży sok z cytryny. Przekroić na pół i ułożyć na przygotowany talerz. Przybrać przygotowaną sałatką.

Największy problem, to dobre rozplanowanie pracy i zgranie wszystkiego w czasie przed podaniem dania. Smacznego :)
Chrupiąca sałatka z burakiem chioggia i rzepą.

Chrupiąca sałatka z burakiem chioggia i rzepą.

Za nami walentynkowa kolacja. Składała się z trzech dań - przystawki, dania głównego i deseru. Dziś przystawka czyli sałatka, bardzo lekka, kolorowa. Głównym bohaterem jest burak chioggia, który na surowo jest bardzo kolorowy. Pieczony traci swoje wyraziste barwy. Ja pokusiłam się o podanie go w obu postaciach. Lubimy, gdy elementy sałatki mają różne struktury


Chrupiąca sałatka z burakiem chioggia i rzepą


na dwie porcje:

2 średnie rzepy
2 buraki chioggia
80 g kremowego serka koziego
1 arkusz nori
japoński chrzan wasabi
6 żółtych pomidorków
4 ciemne pomidorki
młode listki nasturcji (8 szt.)
liście selera naciowego (6 szt.)
pędy groszku cukrowego(6 szt.)
1 łyżeczka emulsji z naci pietruszki i oliwy*

na winegret:
1 ząbek czosnku
pół łyżeczki miodu
1,5 łyżeczki soku z cytryny
2 listki mięty
8 ziarenek zielonego pieprzu
sól
oliwa ekstra vergine

Ząbek czosnku drobno posiekać, posypać solą i rozetrzeć końcem noża. Włożyć do filiżanki. Dodać miód, wymieszać, sok z cytryny, wymieszać. Na koniec dodać roztarte ziarna zielonego pieprzu i posiekane listki mięty. Do całości dolać oliwę i dobrze wymieszać.  

*Emulsję można pominąć, albo zrobić od razu więcej i trzymać w lodówce, żeby użyć do innych dań. Należy wycisnąć w wyciskarce (sokowirówce) sok z natki pietruszki. Zważyć go i dodać dwa razy więcej oliwki, razem zblendować. Ma piękny, bardzo wyrazisty zielony kolor.

Rzepę i buraki wyszorować. Jedną rzepę i burak zawinąć (każde oddzielnie) w folię aluminiową. Włożyć w żaroodpornym naczyniu do nagrzanego piekarnika (180 stopni C) i piec ok. 45 -60 minut. Wszystko zależy jak duże mamy warzywa, im większe tym czas dłuższy. Upieczone powinny być miękkie (widelec można swobodnie wbić). Po upieczeniu ostudzić. Można je też upiec dzień wcześniej.

Przygotować winegret

Małe pomidorki odrobinę naciąć nożem (tylko skórkę) i zblanszować w gorącej wodzie, zdjąć skórkę z pomidorków. Pokroić w zależności od wielkości na plasterki 3 lub 4. 

Kremowy serek zmieszać z odrobiną wasabi, tak żeby chrzan był delikatnie wyczuwalny, ale nie zdominował smaku. Włożyć serek do rękawa cukierniczego. Rzepę i buraka obrać, pokroić w bardzo cienkie plasterki na "mandolinie". Upieczone w dowolne grube kawałki (typu geometryczne bryły).

Umyć i osuszyć zielone dodatki (listki nasturcji i groszek). Z nori wyciąć paski dowolnej wysokości (u mnie ok. 4 cm ), zlepić brzegi w obręcz  (brzegi zwilżyć delikatnie wodą).

Złożyć sałatkę. Rozłożyć plastry rzepy i buraka oraz pieczonych warzyw. Nori napełnić z rękawa serkiem. Rozłożyć pomidorki. Zrobić plamki z sera na talerzu. Rozłożyć zielone dodatki. Winegretem skropić buraki i rzepę. Pokropić zieloną emulsją. Smacznego :)
Podróż po Etiopii - cz.6 - nad jeziorem Ziway.

Podróż po Etiopii - cz.6 - nad jeziorem Ziway.



Z Ptasiej Wyspy płyniemy na kolejną o nazwie Galia (część pierwsza wpisu o Ziway TU - KLIK). Wysiadamy na ląd i spotykamy jej nielicznych mieszkańców.


W XVI wieku część obszaru Etiopii była podbita przez muzułmanów. Chrześcijanie skryli się wtedy na wyspach jeziora Ziway. Z czasem zostali odizolowani przez lud Oromo, który dziś stanowi jedną z licznych grup etnicznych Etiopii. Dopiero cesarz Menelik II, żyjący na przełomie XIX i XX wieku uwolnił ich z izolacji. Dziś liczący ok. 15 tyś. lud Zay żyje w okolicach jeziora Ziway zajmując się rybołówstwem i rolnictwem.

Nad brzegiem spotykamy  ptaki widziane wcześniej (pelikany, ibisy, warzęchy, kormorany i wężówki). Z góry okolice obserwują bieliki afrykańskie.


To wymarzony dla nich teren. Niezbyt głębokie jezioro i wysokie drzewa, gdzie można założyć gniazdo i monitorować okolicę.


Ten dostojny i piękny ptak jest symbolem narodowym w Zimbabwe, Zambii, Namibii i Sudanie Południowym. Jego angielska nazwa - african fish eagle sugeruje jako podstawę pokarmu ryby.


Jednak orzeł ten poluje również na wodne ptaki, żółwie, małe krokodyle, jaszczurki, a nawet drobne ssaki, w tym małpy. Bywa też kleptopasożytem (wykrada pokarm zdobyty przez inne zwierzęta).


A to warugi. Ptaki, które zobaczymy jedynie na płyciźnie. "Przyłapane" zostały na czułościach.


Zazwyczaj brodzą przy brzegu w poszukiwaniu drobnych ryb, żab czy kijanek.


Warugi mają swoje dziwactwo i jest ono (dosłownie) duże. Jest nim gniazdo, które zwykle ma szerokość ok. 1,5 m (ptak ten ma ok. 55 cm długości i waży ok. 400 g). Gniazdo na zdjęciu zostało zbudowane tuż przy wejściu do hotelu. Warugi tworzą w takiej stercie materiału wejście, następnie tunel ok. 60 cm prowadzący do komory gniazdowej. Cała budowa trwa do 14 tygodni.


Określane są jako kompulsywni budowniczowie gniazd, gdyż rocznie budują ich od trzech do pięciu, niezależnie czy wysiadują jaja czy nie. Być może jest to forma tworzenia więzi między partnerami. Korzystają z tego dobrodziejstwa inni, np. sowy.

Czapla nadobna, zapewne przegląda się, czy jej do twarzy w żółtych skarpetach ;) Ma dwie strategie polowania, albo chodzi i wypłasza swój przyszły pokarm np. małe rybki i wtedy je wyłapuje, albo stoi w bezruchu i zasadza się na nie znienacka. To piękny i dostojny ptak. 


Niestety jego uroda i piękne pióra w XIX wieku omal nie doprowadziły do zagłady gatunku w Europie. Kiedyś na zachodzie czapla ta była powszechnie spotykana. Z czasem zaczęto na nią polować, ze względu na jej  pióra, służące do ozdabiania garderoby (głównie kapeluszy). Oto przykład skali działań - od stycznia do marca 1885 roku w Londynie sprzedano pióra z 750 tyś czapli nadobnych, dwa lata później tylko jeden dystrybutor sprzedał 2 miliony skór tych ptaków. Z czasem tworzono gospodarstwa hodowlane, gdzie wyrywano im pióra, bez zabijania. Nie wymaga to komentarza.


Wracamy już z naszej przejażdżki łodzią po jeziorze. Chcemy spędzić jeszcze czas nad brzegiem jeziora w pobliżu hotelu.


Liczymy, że spotkamy widziane i nowe ptaki. Nowym jest czapla modronosa (kolor dzioba zmienia jej się na niebieski podczas pory godowej). Zapewne wyszła zapolować na ryby, żaby lub owady.


Poniżej na zdjęciu młody (nie mający jeszcze typowego ubarwienia dla dorosłych ptaków) ślepowron zwyczajny. Spotkaliśmy go wcześnie rano, kiedy wyszedł na polowanie. To rzadki okaz w świecie ptaków, który używa narzędzi. Potrafi wrzucać różne przedmioty do wody, żeby rozpraszać ryby.


Dławigad afrykański należy do rodziny bocianów. Podobnie jak czaple czy warugi brodził przy brzegu.


Obserwowaliśmy go jak zdobywał pożywienie. Najpierw bardzo ostrożnie badał miejsce. Być może wyczuwał też nogami ruchy ryb. Następnie wkładał dziób pod wodę, lekko rozchylony. Trwało to długą chwilę, podczas której nawet nie drgnął. Był bardzo cierpliwy. Gdy rybka wpłynęła mu do dzioba natychmiast go zamykał i wyjmował z wody.


Kolejny ptak brodzący to ibis kasztanowaty.  Jego pióra mienią się różnymi kolorami i chyba nazwa z języka angielskiego jest trafniejsza (ibis lśniący). W płytkich wodach szuka drobnych ryb, mięczaków czy płazów, nie gardzi też owadami.


Czajka szponiasta też porusza się po płytkiej wodzie w poszukiwaniu pokarmu. Ptak ten ma charakterystyczne ostrogi na skrzydłach, którymi może zranić intruza zbliżającego się do jego piskląt. 


Typowym habitatem czajek jest Bliski Wschód i Afryka, ale w 2017 roku stwierdzono obecność czajki szponiastej w Polsce (klik). Wielka to niespodzianka. Ptaki potrafią zaskakiwać :)


Długoszpon afrykański to ptak, który do zdobywania pożywienia (są nim głównie owady) potrzebuje pływających roślin. Duże nogi, a właściwie ich palce zapewniają mu pewność poruszania się.


Szczudłaki mają jeden z najrozleglejszych obszarów występowania na świecie. W Polsce objęte są ścisłą ochroną. Żerują na płyciznach w poszukiwaniu małych ryb, mięczaków, kijanek, skorupiaków itp.


Zdjęcie poniżej sprawiło mi wielką przyjemność, choć może z fotograficznego punktu widzenia nie zachwyca. Ptak na nim uwieczniony to kulon rzeczny. Jeden tylko raz, własnie nad Ziway spotkałam kulona. Oglądałam kiedyś film przyrodniczy o współpracy krokodyli z kulonami, które zakładają gniazda w swoim sąsiedztwie i skutecznie razem współpracują w odstraszaniu chętnych na ich jaja lub potomstwo. Kulon wydaje sygnały ostrzegawcze o zagrożeniu, a krokodyl interweniuje. Kulon w obronie swojego naziemnego gniazda wydaje się być nieprawdopodobnie odważny nawet wobec dużo większych przeciwników.


Batalion to ptak, którego możemy spotkać w Polsce, jednak przylatuje do nas wyłącznie na okres lęgowy. Preferuje chłodny klimat, północną Europę, Syberię, aż po Cieśninę Beringa. Na zimę przylatuje do Afryki. Występuje na większości terytorium kontynentu, poza obszarami pustynnymi. Kto wie, może ten  ptak przyleciał z Polski ? Tego nigdy się nie dowiemy.


Brodziec pławny to też wędrowiec. Na okres lęgowy leci do Europy lub Azji wybierając miejsca w środkowej części kontynentów. Większość jego gatunku zimuje w Afryce, ale potrafi dolecieć też do Australii. W mokrym błocie lub płytkiej wodzie sonduje dziobem teren w poszukiwaniu drobnych organizmów, głównie owadów.


Brodziec piskliwy gniazduje w obszarze od Europy Środkowej aż do Japonii. Zimuje w Afryce, południowej Azji i Australii.
Niezwykłe są wędrówki tych wszystkich drobnych, brodzących ptaków, których waga czasem nie przekracza 100 g. Pokonują imponujące trasy przy pomocy własnych sił.


Poniżej przedstawiam Wam jeszcze mniejszego wędrowca. Pliszka żółta (zachodnia) choć lubi łapać owady, wybiera do tego celu głównie obszary w sąsiedztwie wody.


Jest bardzo szybka, sprytna i ma podobne zachowania do innych pliszek. Być może znów zobaczymy ją w Rezerwacie Beka, który odwiedzany jest przez  ten gatunek każdej wiosny.


Kolejny ptak nie jest już takim wędrowcem jak poprzednie. To wikłacz sawannowy. Sporo natrudziłam się z jego identyfikacją. Problem polegał nie tylko na tym, że należy on do rodziny, w której gatunki są do siebie bardzo podobne. Ten sam gatunek inaczej może wyglądać o różnych porach roku ze względu na cykl rozmnażania. Jedno jest pewne - ma jasną, słomkową  tęczówkę.
Wikłacz sawannowy żyje we wschodniej i południowo-wschodniej Afryce. Choć nazwa wskazuje na główny teren życia sawannę, to jednak lubi on także obszary nad wodą wśród drzew, trzcin i  namorzynów. Szuka wśród liści i kwiatów owadów i gąsienic. W okresie lęgowym samiec plecie kuliste  gniazdo z trawy. Samica jeśli je zaakceptuje, doda w nim elementy wykończeniowe i złoży jaja. Strategia plecenia gniazd na końcach cienkich gałęzi przypomina tę stosowaną u nas przez remiza. Na takiej gałązce jest bezpieczniej, bo drapieżniki nie mają szansy się zawiesić z powodu swojego ciężaru.


Te gniazda są już stare, świeżo uplecione mają zielony kolor. To bardzo częsty widok w Afryce.



Poniżej wikłacz akacjowy (samiec). Znany jest z tego, że bywa pasożytem gniazdowym, nie buduje gniazd, tylko podrzuca jaja innym wikłaczom. Je nasiona, owady, ścina także drobne kwiaty u podstawy, żeby wydobyć zeń nektar. 


Samiczka wikłacza akacjowego.


Chwastówka etiopska to bardzo mały, owadożerny  ptak lubiący siedzieć wśród traw w pobliżu bagien lub wody. Łatwiej go usłyszeć niż zobaczyć. Tym bardziej cieszę się, że mamy jej zdjęcie, bo występuje tylko w rejonie wyżyn Etiopii i Erytrei.


Pokrzewka brązowa to bardzo mały ptak o smukłym dziobie, który aktywnie  szuka wśród liści małych owadów. Trudno go wypatrzeć, bo szybko znika w zacienionych zakamarkach. 


Bilbil ogrodowy to dość popularny ptak, właściwie wszędzie go spotykaliśmy. Żywi się owocami, nasionami i owadami. Tu zjada owoc drzewa pieprzowego.



Wróbel Swainsona występuje głównie na Wyżynie Abisyńskiej i jest to powszechnie spotykany ptak jak "nasz" wróbel domowy.

Na koniec jeszcze synogarlica okularowa, która lubi sąsiedztwo wody.


Żegnamy się z jeziorem Ziway, by następnego dnia ruszyć do kolejnego ptasiego raju, jeziora Langano. Tam będzie dużo innych ptaków.