poniedziałek, 13 marca 2017

Chleb żytni z ziarnami i trochę ptasich wieści z kosem w roli głównej.

Znów wspólnie pieczemy chleb. Tym razem w Marcowej Piekarni Amber pieczemy chleb wybrany przez Jacka prowadzącego bloga Przepis na domowy ser i chleb. Jacek zaadaptował dla nas przepis z kanału rus brot. Bardzo lubię żytnie chleby i w zasadzie głównie takie piekę. Smak chleba świetnie rozwijają dodane ziarna. Pachnący, pyszny, zdrowy, będę  go z przyjemnością powtarzać.
 
 
Chleb żytni z ziarnami
 
 
  

Zaczyn
(18-24 godziny 35 - 23 stopni C)

30 g zakwas żytni 100%
3 g sól
155 g mąka żytnia 1150 lub 1400 (można zastąpić: 105 g żytniej jasnej typ 720 + 50 g żytniej razowej typ 2000)
155 g woda

Dodanie soli ma tu na celu spowolnienie fermentacji zaczynu, aby uzyskać bogatszy aromat chleba. Trzymamy 8-9 godzin w ciepłym miejscu (np. w pobliżu kaloryfera), potem przenosimy do temperatury pokojowej, łączny czas fermentacji zaczynu 18-24 godziny.

Ziarna
(zaparzamy przez 2-3 godziny, przed robieniem ciasta)

25 g słonecznik
25 g sezam (użyłam czarny)
25 g siemię lniane
150 g woda wrzątek

Ziarna zalewamy wrzącą wodą, przykrywamy, zostawiamy na 2-3 godziny.

Ciasto właściwe
(wyrastanie 45 minut w misce + 45-90 minut w foremce w temp. ok. 30 stopni C)

zaczyn (cały)
ziarna
250 g mąka żytnia 1150 lub 1400 (można zastąpić: 170 g żytniej jasnej typ 720 + 80 g żytniej razowej typ 2000)
50 g mąka jasna pszenna
40 g woda
5 g drożdże (użyłam instant)
24 g melasa
5 g sól
+ ziarna do posypania foremki i chleba

Foremkę (typową keksówkę)  posmarować tłuszczem, obsypać ziarnami, przełożyć ciasto, wyrównać, posypać ziarnami, zostawić do wyrastania.
Pieczenie : 10 minut 250 stopni C z parą, 45 minut 200 stopni C, po upieczeniu spryskać wodą i zostawić jeszcze na 3 minuty w piekarniku.


Marcowi Piekarze:
 
Akacjowy blog 
Am. art kolor i smak – kilk!
Bochen chleba – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Grahamka, weka, kajzerka… – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Nie tylko na słodko - klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Przepisy na domowy ser i chleb – klik!
Smak mojego domu – klik!
Stare gary – klik!
Sto kolorów kuchni – klik!
W mojej kuchni – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!
 
 
***
 
Gdy spadł pierwszy śnieg najpierw pojawił się naprzeciwko naszego balkonu,  w koronie drzew - On, potem nieśmiało dużo dalej wyczekiwała Ona. Kosy to rzadkość w lesie zimą. Jeśli już decydują się na spędzenie tej nieprzyjaznej dla nich pory roku u nas, to raczej bywają w mieście.  Sikorki przylatywały gromadnie, a on patrzył i nie mógł się zdecydować. W końcu przyleciał i odwiedzał nasz karmnik całą zimę, a szczególnie często, gdy poszycie lasu przykrywała chociaż cienka warstwa śniegu.
 
 
Również Ona, choć bardziej płochliwa bywała razem z Nim.
 
 
Dziś przylatują coraz rzadziej. Są zajęci... On wyśpiewuje swoje "piosenki" już od końca stycznia. To prawdziwy koncertmistrz. Regularnie słychać go szczególnie wieczorami, kiedy życie dookoła cichnie, a na horyzoncie jest jeszcze lekka poświata kończącego się dnia i o świcie. Jednak obok mojej pracy śpiewy kosa trwały co rano całą zimę (docierałam tam jeszcze przed świtem).
 
 
Kos to zdecydowanie nasz faworyt wśród ptaków śpiewających. Jednak potrafi też zaskoczyć swoimi możliwościami. Nie ma go na liście ptaków mimetycznych, czyli naśladujących dźwięki z otoczenia jak szpak czy sójka. Jednak nam udało się obserwować przez kilka tygodni kosa, który ciągle w tym samym miejscu śpiewał swoje piosenki, ale również naśladował dźwięki, które nam obojgu jednoznacznie kojarzyły się z dzwonkiem telefonu czy takim do drzwi. Było to bardzo zaskakujące :) Znalazłam w Wikipedii następującą informację "Wiele elementów pieśni przejmują kosy od ojców i od innych samców. Imitowane są także śpiewy innych gatunków ptaków, na przykład odgłosy sikor lub chichot dzięciołów zielonosiwego czy zielonego. Kosy na obszarach zasiedlonych przejmują do swych pieśni również odgłosy cywilizacji, jak syreny karetek czy dzwonki telefonów komórkowych".

 

Las niebawem zapełni się przylatującymi z południa i zachodu Europy kosami. Wtedy dopiero zacznie się koncertowanie. Śpiew ma przyciągnąć samiczkę , ale oznacza również zajęte przez samca terytorium. Ptaki siadają zwykle wysoko na drzewach, na antenach czy dachach domów, żeby ich śpiew roznosił się jak najdalej.  Liczymy, że będzie to niebawem, bo ptaki te przystępują do lęgów już w marcu.

 
Jeśli na terytorium pojawi się konkurent, to należy go skutecznie wystraszyć, żeby już nie wracał.

 
Ostatecznie to samica dokonuje wyboru samca. Para nie jest ze sobą związana jak to bywa np. u kawek na resztę życia. Ptaki mogą rozstać się zaraz po odchowaniu lęgu, a samica przystępuje do kolejnego z nowym partnerem. Zdarza się, że te które u nas zimują są już parą, lub te które przylatują z zimowiska też są już dobrane. Trudno u kosów o jednoznaczne reguły.


Samice zajmują się budową gniazda. W lesie widzieliśmy jak zbierają materiał i lecą z nim wysoko między konary drzew, ale w fachowej literaturze podaje się, że kosy budują gniazda na krzewach, w pnączach, na dźwigach a nawet w literach neonów reklam wybierając te z okrągłych liter i  unikając czerwonych ;D


Budulec zbierany jest głównie na ziemi, najpierw stanowią je drobne korzonki, łodyżki czy tak jak na zdjęciu powyżej delikatne szkielety starych liści.


Podstawa miseczkowatego gniazda umacniana jest błotem, która skleja konstrukcję. Jak widać samicy w tym towarzyszy samiec. Wnętrze wyścielane jest miękkim materiałem. W książce A. Kruszewicza "Ptaki Polski" wyczytałam, że w mieście kosy korzystają ze wszystkiego co znajdą, a ich gniazda są często robione ze śmieci. Trzeba przyznać, że te leśne - ekologiczne są znacznie bliższe naturze :)


Gdy gniazdo jest gotowe samica wysiaduje złożone jaja (4-5 szt.) przez okres dwóch tygodni. Samiec odwiedza samicę i dzięki temu może ona na chwilę opuścić gniazdo, żeby zdobyć coś do jedzenia. Pan kos włącza się do życia rodzinnego aktywnie dopiero, gdy wyklują się młode.


 Karmi je przez około trzy tygodnie, od opuszczenia gniazda. W tym czasie samica może już rozpoczynać kolejny lęg.


Powyżej młody kos jakiś tydzień po opuszczeniu gniazda. Ubarwienie ma podobne do mamy (zdjęcie z Wikipedii).


Może ktoś z Was pamięta bardzo ciekawą obserwację kosa zajmującego się młodymi pliszkami. Jeśli jesteście zainteresowani kliknijcie TU.


Kosy preferują w swojej diecie drobne bezkręgowce - dżdżownice, wije, chrząszcze. W tym celu przeczesują ściółkę podskakując krótkimi susami. Odgarniają dziobem  liście by namierzyć cel. Lubimy to obserwować i w naszym domowym slangu nazywamy je właśnie dlatego "przegrzebkami".


Późną jesienią czy zimą można zobaczyć jak zjadają jagody czy miękkie owoce, które gdzieś pozostały.


Sporą część czasu ptaki te spędzają na ziemi. Czasem gdy spacerujemy po lesie, to najpierw słyszymy hałas przerzucania liści, a potem dojrzewamy sprawcę. Czasem odpoczywają na gałęziach mając nieco opuszczone do dołu skrzydła.


Cieszy nas towarzystwo kosów o każdej porze roku i niech wyśpiewują nam wiosnę :)
 
Tymczasem są już też inne ptasie zwiastuny. Oto one:
  • wędrujące żurawie, które obserwowaliśmy przelatujące nad lasem,
  • klucze gęsi,
  • śpiewające po wiosennemu sikorki, których głosy roznoszą się po całym lesie,
  • ruchliwość i aktywność wszystkich innych  ptaków takich jak kowaliki, pełzacze, dzięcioły, czyże,
  • od naszych 'leśnych" znajomych wiemy, że przyleciały skowronki :)
 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Pumpernikiel w styczniowej Piekarni i o jaskółce dymówce słów kilka.



Za oknem świat "pomalowany" na biało, nieco przytłoczony szarością nieba. Przez cały dzień są jednak kolorowi goście -  modraszki, sosnówki, bogatki i kowaliki uwijają się w opróżnianiu karmnika. Wyjadają orzechy włoskie z łuskanym słonecznikiem, dziobią słoninę i ptasie "knedle". Są moim towarzystwem. Gdy pojawiam się w oknie natychmiast czmychają na gałęzie drzew, licząc chyba że ich nie widać. Ciągle nie rozumiem, dlaczego po prostu nie zjedzą w spokoju ;) W domu ciepło, a pustkę koi zapach świeżo upieczonego chleba. Tym razem w styczniowej Piekarni Amber zagościł  pumpernikiel. Pomysł na ten chleb poddała Marzena prowadząca bloga Zacisze kuchenne. Mój chleb wyszedł bardzo dobry w smaku, ale ma zwartą strukturę. Powtórzę go jeszcze kiedyś, żeby sprawdzić, czy po raz drugi wyjdzie mi podobny.



Pumpernikiel na zaczynie



 
Zaczyn
15 g drożdży
250 ml ciepłej wody
4 łyżki mąki pszennej graham
4 łyżki mąki żytniej razowej

Składniki dobrze wymieszać, przykryć i odstawiać na 24 godziny w ciepłe miejsce.

Ciasto chlebowe
zaczyn
2 łyżki miodu
250-350 ml ciepłej wody
400 g mąki żytniej typ 720

600 g mąki orkiszowej razowej
1 łyżka soli
4 łyżki oliwy
4 łyżki mleasy (można dodać słód jęczmienny lub żytni) 

25 ml mocnej kawy

ziarna do posypania (opcjonalnie)
1 jajko do posmarowania chleba

Z mąki usypać kopiec i zrobić w nim duży krater. W krater wlać zaczyn, dodać sól, miód, olej, melasę i kawę. Zarabiać, dodając stopniowo wodę, aż ciasto zacznie zbijać się w kulę. Wyrabiać ciasto przez 10-15 minut, dodając wody, jeśli jest zbyt suche lub dosypując mąki, gdy zbyt wilgotne (i tu mała uwaga, ciasto z mąki żytniej powinno być lekko klejące). Elastyczne i gładkie ciasto natrzeć oliwą i odstawić do wyrośnięcia na 2-3 godziny, aż podwoi objętość. Wyrośnięte ciasto zagnieść jeszcze raz, podzielić na dwa chlebki lub włożyć do natłuszczonych foremek do chleba. Ponacinać chlebki nożem umoczonym w wodzie i odstawić do wyrośnięcia pod wilgotną ściereczką na 1 godzinę. Wyrośnięte chlebki posmarować jajkiem i posypać ziarnami. Piec w 190°C przez 1 godzinę. Dobrze jest też wstawić na dno piekarnika naczynie z wodą.
Po upieczeniu ostudzić na kratce.


Lista styczniowych Piekarzy:

Akacjowy blog
Bochen chleba
Codziennik kuchenny
Dom z mozaikami
Gotuj zdrowo! Guten appetit!
Grunt to przepis!
Konwalie w kuchni
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Kulinarne przygody Gatity
Leśny zakątek Dany
Ogrody Babilonu
Proste potrawy
Stare gary
Weekendy w domu i ogrodzie
W poszukiwaniu SlowLife
Zacisze kuchenne


 

***
 
 
Bohaterką dzisiejszego wpisu jest jaskółka dymówka. Wprawdzie nasza jaskółka opisana poniżej wiosny nie uczyni, ale może sprawi, że nadejdzie ona szybciej.
 
 
Dymówka jest chyba najbardziej znaną przedstawicielką jaskółek, a zarazem największą z nich. Choć nie jest wcale dużym ptakiem, bo długość jej ciała mierzy od 17 do 22 cm. W przeciwieństwie do szarych brzegówek i biało-czarnych oknówek, ma ciekawą kolorową szatę. Grzbiet niemal granatowy i ciemnokasztanową plamę, oddzieloną przepaską od białego brzucha.
 

Teraz zimuje w Afryce na południe od Sahary, ale późnym marcem lub z początkiem kwietnia pojawi się u nas. Pokonuje w ciągu sześciu tygodni dystans 10 000 km.
 
 
W doborze przyszłego ojca istotna jest u partnera długość skrajnych sterówek, które wyraźnie u dymówek wystają poza długość środka ogona.  Im są dłuższe, tym samiec jest atrakcyjniejszy.
 
 
Gdy już dobiorą się w parę, następuje przekazanie materiału genetycznego. Następnie samiczka składa od 4 do 5 jaj.

 
W książce A. Kruszewicza "Ptaki Polski" wyczytałam, że po przylocie samce chętnie wykorzystują lepione w poprzednich sezonach gniazda. Pojawia się tam informacja o gnieździe wykorzystywanym przez 48 lat. Oczywiście musiały zajmować je różne jaskółki (najstarsza zaobrączkowana dożyła 16 lat). Jeśli jaskółki budują nowe gniazdo, to powstaje ono w okresie od tygodnia do dziesięciu dni. Czasem naprawiają stare, trochę zniszczone. Gniazda powstają z błota, lepionego ze śliną i źdźbłami roślin. W środku wyścielane są miękkim materiałem, puchem z roślin, piórkami.
 

Gniazda powstają najczęściej w naszym, ludzkim sąsiedztwie. Chętnie na wsiach, zwłaszcza w budynkach gospodarczych, gdzie ptaki mają swobodny dostęp i sporą ilość owadów. W Japonii spotykaliśmy dymówki w miastach i miały gniazda w bardzo ruchliwych miejscach, np. w korytarzach, przedsionkach, nad sklepami, w świątyniach...

 
Jaja wysiadywane są głównie przez samiczkę, dokarmianą przez samca. Podobno nocą, zmieniają się, gdyż samiec nocuje w pobliżu. Po okresie 13 -16 dni wykluwają się maluchy, karmione przez oboje rodziców.
 
 
Początkowo wymagają ogrzewania przez rodziców, bo są zupełnie nagie. Po około 9 dniach rosną tak szybko, że oboje rodzice donoszą im pożywienie, które stanowią owady. A. Kruszewicz pisze, że samice są w tym względzie bardziej wydajne od samców, którzy w godzinach popołudniowych śpiewają i uganiają się za samicami z sąsiedztwa.
 
 
Po około trzech tygodniach młode zaczynają być zdolne do lotów, wtedy opuszczają gniazdo, ale jeszcze przez prawie dwa tygodnie dokarmiane są przez rodziców.

 
Nocują jeszcze wtedy w gnieździe, ale może się zdarzyć, że para po tym czasie  przystępuje do kolejnego lęgu i nie wpuszcza już swoich latorośli do gniazda.
 
 
Młode jaskółki trzymają się jednak okolicy, gdzie się wykluły, jak te na zdjęciach. Co roku dymówki gniazdują pod molem w  Gdyni Orłowie.
 
Dymówki spędzają większość dnia w powietrzu, łapiąc w locie owady. Na wsiach robią to chętnie nad wilgotnymi łąkami i zbiornikami wody. Podobno największe zagęszczenie par lęgowych jest w miejscach, gdzie wypasa się zwierzęta hodowlane. My co roku widujemy dymówki w okolicach Leśniczówki Witomino, gdzie żerują nad leśną łąką.
 
 
Deszczowe i zimne lato źle wróży dymówkom i ich potomstwu. Dość popularne jest stwierdzenie, że jeśli jaskółki żerują nisko, to zanosi się na deszcz (jak mówi przysłowie "Kiedy się jaskółka zniża, deszcz się do nas zbliża").  Rzeczywiście tak jest, gdy powietrze staje się wilgotne owady latają nisko, a za nimi jaskółki.
 

Po okresie rozrodczym, od końca września do początku października, dymówki zbierają się w liczne stada (do tysiąca osobników) i lecą do Afryki na zimowisko. Podobno stada nocują wtedy najczęściej w trzcinowiskach.
Dymówki można spotkać w całej Eurazji, Ameryce Północnej i w północnej Afryce. Zimuje w południowo-wschodniej Azji, w części Afryki na południe od Sahary i większej części Ameryki Południowej.
W Polsce objęta jest ścisłą ochrona gatunkową.
 
 
 


niedziela, 1 stycznia 2017

Marynistycznie na Nowy Rok. Podróżniczo - Handa w Szkocji, kulinarnie - przegrzebki.

 
Wszystkim, którzy tu zaglądają życzymy pomyślnego 2017 roku. Niech będzie pełen dobrych chwil, spełnionych planów i marzeń, miłych spotkań, dobrych relacji i sukcesów.
 
Do tego konieczne życzymy Wam w nowym roku pysznych dań, a ponieważ my gustujemy w owocach morza, to na początek polecamy Wam danie wyjątkowe. Przegrzebki zwane też u nas jakubkami lub po prostu małżami św. Jakuba są  tu w wersji przystawki z kaszanką. Tak jadaliśmy je w Szkocji, gdzie bardzo nam smakowały.
 
 

SMAŻONE PRZEGRZEBKI Z KASZANKĄ, JABŁKIEM I PUREE Z IMBIRU
 

 
Składniki (na 4 przystawki):
8 przegrzebków
koper do przybrania
sok z cytryny
8 kawałków kaszanki o grubości ok.1cm
 pieprz


na imbirowe puree:
50g imbiru
15g brązowego cukru
20 g pasty tamaryndowej
100-150ml wody
sól

na karmelizowane jabłka:
krążki jabłka o grubości 0,5cm i średnicy ok.4cm
cukier trzcinowy na karmel
masło

na sałatkę:
garść roszponki
winegret: oliwa, sok z cytryny, miód, sól

 
Przygotowujemy puree z imbiru. Rozpuszczamy pastę tamaryndową w niewielkiej ilości wrzątku. Mieszamy i odstawiamy na kilka chwil, po czym przecedzamy przez gęste sito zachowując wodę tamaryndową. Imbir kroimy na drobne kawałki, po czym gotujemy na niewielkim ogniu w tamaryndowej wodzie. Dodajemy cukier trzcinowy. Po 10-15 minutach, gdy imbir zmięknie, a woda zostanie zredukowana blendujemy go na puree. Dodajemy sól do smaku. Możecie zrobić większą porcję imbiru. Dobrze przechowuje się w lodówce w słoiczku i jest doskonałym dodatkiem do wielu dań.

Wykrawamy krążki jabłek. Przygotowujemy na patelni karmel rozpuszczając cukier, po czym dodajemy masło mocno mieszając. Wrzucamy krążki jabłek, by z obu stron pokryły się karmelem. Odstawiamy.

Krążki kaszanki obsmażamy na patelni, doprawiając pieprzem. Wystarczy kilka minut z każdej strony.

Przegrzebki skrapiamy oliwą, solimy i smażymy po około 2 minuty z każdej strony na tej samej patelni, na której smażyliśmy kaszankę (z której wysmażyło się trochę tłuszczu). Przegrzebki powinny skarmelizować się na zewnątrz i być ledwo dosmażone w środku.

Składamy danie. Układamy plasterek jabłka, na niego kaszankę, na nią pół łyżeczki puree z imbiru i przegrzebka. Uwaga na imbir – ma bardzo mocny smak, nie należy więc przesadzić. Przegrzebki skropić niewielką ilością soku z cytryny.

Podajemy z roszponką z winegretem.

 
***


Dziś w ten szczególny czas Nowego Roku zapraszamy Was na relację z wyjątkowego miejsca w Szkocji, na wyspę Handę. Jest ona położona u wybrzeży hrabstwa Sutherland. Trzeba dojechać do Tarbet, maleńkiej osady, skąd można dostać się promem na wyspę.
 
 
Podany czas pierwszego promu okazał się względny. Prom (brzmi szumnie, a w rzeczywistości to po prostu łódź motorowa) rusza wtedy kiedy przyjadą panowie, którzy go obsługują. Koszt to 12,5 funta.
 
 
Dopływa się do wyspy, gdzie pracownicy parku pomagają wyjść na brzeg.
 
 
Przewodniki podają, że przejście trasy (która jest dość prosta i nie wymaga jakiejś szczególnej kondycji) zabiera ok. 3-4 godz. Nam zajęła dwa razy tyle, ale my obserwowaliśmy i fotografowaliśmy ptaki.

 
Handa jest bezdrzewną wyspą, cały jej obszar objęty jest ochroną, gdyż jest to jedna z najważniejszych kolonii ptaków w Wielkiej Brytanii i Europie.

 
Jednak nie zawsze tak było. Trudno wręcz uwierzyć, że na tych terenach - otwartych, surowych, pokrytych torfowiskiem, wietrznych - żyli kiedyś ludzie. Ostatni mieszkańcy (a było ich 64) opuścili wyspę w 1847 roku z powodu głodu i wyemigrowali do Nowej Szkocji (w Kanadzie). Pozostały po nich niewielkie ruiny i to dziś jedyny ludzki ślad bytności w dzikim terenie.
 
 
Pierwsze ptaki, które spotykamy to wydrzyki wielkie. Szczerze powiedziawszy to nie oczekujemy zbyt wiele, bo to połowa sierpnia, czas po lęgach i wiele ptaków stąd odleciało. Dlatego ciągle marzy nam się wiosenny wypad w te strony (maj, czerwiec). 
 
 
Wydrzyk wielki ma rozpiętość skrzydeł do 140 cm. Chętnie gniazduje na torfowiskach, więc Handa jest dla niego wymarzonym miejscem.
 

Poza okresem lęgowym czas spędza głównie na pełnym morzu. Dodam, że występuje na wybrzeżach północnego Atlantyku i co ciekawe także na półkuli południowej. Można go spotkać na wybrzeżach Antarktydy, Nowej Zelandii czy południowych wybrzeżach Argentyny i Chile.

 
Jest prawdziwym utrapieniem dla innych ptaków, bo zwykle porywa im to co wyłowią z  morza (mewy rybitwy, nurzyki).  Poluje także na ptaki wodne.


Poza tym świetnie sobie radzi patrolując kolonie lęgowe. Wyjada jaja, porywa pisklęta,  niczym ptasi pirat.


Właściwie to ma niewielu naturalnych wrogów. Są nimi orły i orki.


Innym rodzajem wydrzyka, którego tam spotkaliśmy to wydrzyk arktyczny. Na Handzie rozmnaża się podobno około 20 par rocznie.
 
 
Ich ilość w Wielkiej Brytanii dramatycznie spada. Jedną z przyczyn jest sąsiedztwo w koloniach wydrzyków wielkich, które przy braku ryb pożywiają się jajami i pisklętami sąsiadów.
 
 
Wydrzyki arktyczne są mniejsze od wielkich, ale za to  dużo bardziej zwinne i szybsze.
 

 
Młode są całe brązowe, a dorosłe osobniki biało-brązowe.


Jeśli kolonie tych ptaków są rozsądnej wielkości i dorosłe osobniki mogą współdziałać w odganianiu wrogów (do których należą oprócz wydrzyków wielkich różne ptaki drapieżne czy mewy) mają one duże szanse na odchowanie młodych.
 
 
Wydrzyki te żywią się małymi gryzoniami, ptakami i owadami. Rabują też zdobycze mewom i rybitwom.
 
 
W północnej części Handy wybrzeże jest klifowe. Skały mają po 120 m wysokości.


Piaskowiec, z którego zbudowana jest wyspa ma ponad miliard lat.
 
 
 
Tak  niedostępny teren jest ulubionym miejscem do założenia rodziny przez alki, fulmary, mewy, nurzyki i maskonury.
 
 
Po okresie lęgowym maskonurów została tylko tablica i zdjęcie w budce strażników parku. One już stąd odleciały.


Za to spotkaliśmy najliczniejsze w tym lęgowisku ptaki - nurzyki. Przybywa ich co roku około 300 000 par i po tym czasie ruszają w morze. Mięliśmy szczęście, że jeszcze tam były.
 
 
Nurzyki mają jedną z najbardziej ryzykownych strategii wychowawczych wśród wszystkich ptaków. Składają jaja na nagiej skale (nie wiją gniazd), ewentualnie korzystają z dawnych gniazd mew. Ich strefa działania to kilkanaście centymetrów. Siedzą ciasno upchane na półkach skalnych. Każdy rodzic rozpozna swoje jajo po indywidualnym, niepowtarzalnym wzorze (wysiadują je na zmianę - samiec i samica, które łączą się w pary na całe życie).  


Gdy wyklują się młode, w wieku trzech tygodni muszą opuścić miejsce swojego wczesnego dzieciństwa.
 

 
Niestety nie potrafią jeszcze wtedy latać, a ich pierwsza wyprawa polega na skoku do wody z ogromnej wysokości.
 
 
Po dwóch latach spędzonych na Atlantyku, gdy osiągną pełną dorosłość nurzyki wrócą w to miejsce, żeby  się rozmnażać.
 
 
Na skałach pozostają jeszcze z młodymi fulmary.  Są spóźnione w stosunku do innych, rozmnażających się tam ptaków, ale wysiadywanie jaj u nich trwa ok. 8 tygodni, a wyklute pisklęta potrzebują ok. 7 tygodni by opuścić gniazdo.
 
 
Młode karmione przez rodziców przypominają kulkę tłuszczu. Mają szczególną strategię obrony, napastnika oblewają cuchnącą, oleistą cieczą z żołądka.
 
 
Dojrzewają bardzo długo, bo 9-10 lat. Są świetnymi lotnikami, potrafią długo szybować bez poruszania skrzydłami, wykonywać powietrzne akrobacje, a na ląd powrócić  dopiero na noc.
 
 
Na płaskim brzegu spotykamy podobne do nich mewy srebrzyste. Są to duże ptaki, których rozpiętość skrzydeł sięga do 150 cm.
 
 
Jaja (od 1 do 3)  wysiadują raz w sezonie, w gniazdach zrobionych na dość płaskim terenie. Po 29 dniach wykluwają się młode, które w wieku 7 tygodni potrafią latać.
 
 
Mewy te jedzą płazy, ryby, małe ssaki i odpadki. Są też prawdziwą zmorą nurzyków, od których są dwa razy większe. Nurzyki zwykle odstraszają je mocnymi dziobnięciami, gdy mewy mają chętkę na ich jaja i pisklęta.   Na brzegach wyszukują wyrzuconych przez morze skorupiaków, jeżowców i padliny. W mule wygrzebują małże, które zrzucają z wysoka, by roztrzaskać ich muszle. W licznych koloniach mew srebrzystych można zaobserwować też zjawisko kanibalizmu. Można je zobaczyć również na wysypiskach śmieci (poniżej mewa srebrzysta-młoda).
 
 
Spacerując ścieżkami po wyspie natykamy się też na inne ptaki.
 
 
Jest tam białorzytka, która lubi rozmnażać się na terenach nie zadrzewionych, z rzadką, niską roślinnością.
 
 
Młode po 17 dniach opuszczają gniazdo i co najmniej dwa tygodnie są jeszcze pod opieką rodziców.
 
 
Ten poniżej jest właśnie w takim wieku.
 
 
Spotykamy też znajomego świergotka łąkowego, który gustuje w torfowiskach, wrzosowiskach i bezdrzewnych terenach. Zbiera drobne owady, chrząszcze i pająki. Potrafi też polować na nie w powietrzu.
 
 
W trawach pojawia się też na chwilę kulik wielki, który lubi wić gniazda w takich właśnie miejscach jak na Handzie. Kuliki przywiązują się bardzo do swoich lęgowisk,  gdzie potrafią żyć ok. 30 lat.
 
 
Za pomocą długiego, zagiętego dzioba szukają w podłożu małych zwierząt, ale nie gardzą też roślinami, w tym owocami - jagodami i nasionami. W miękkim, mulistym podłożu wyszukują mięczaki i skorupiaki.
 
 
Bliżej brzegu zauważamy sieweczkę obrożną, która jest bardzo zdenerwowana naszą obecnością, gdyż jest z młodymi. Schowały się one między kamieniami. Sieweczka wybiera zwykle na swoje lęgowiska odludne brzegi mórz, nic więc dziwnego że przeszkadza jej nasza obecność. Staramy się zatem zniknąć tak szybko jak pojawiliśmy się w jej rewirze.
 
 
Za to w wodzie zauważamy edredony, duże kaczki o bardzo specyficznym dziobie.  Są świetnymi nurkami i potrafią zejść na głębokość 10 metrów by zdobyć skorupiaki, szkarłupnie czy mięczaki. Edredony były zawsze cenione z powodu ich bardzo delikatnego puchu. Z tego powodu nie ma ich dziś na obszarach pierwotnego zasięgu.
 
 
W sąsiedztwie edredonów pojawiła się też foka. Według nas była to foka szara, bardzo ciekawskie zwierzę, które równie było zainteresowane nasza obecnością, co my jej.
 
 
Przy brzegu spotykamy też zajęte szukaniem pożywienia biegusy zmienne.
 
 
Biegusy lubią podmokłe, bezdrzewne tereny. Ciekawostką jest fakt, że samce w okresie zalotów budują kilka gniazd, z których samica wybiera to, które jej się najbardziej podoba. Dodatkowo wyściela je mchem i trawą.
 
 
Lubią wyszukiwać w mulistym podłożu małe małże, ślimaki itp. Długi, wąski dziób jest im niezwykle w tym przydatny.
 
 
Uciekają przed nami płochliwe ostrygojady, piękne ptaki z długimi czerwonymi dziobami, którymi potrafią otwierać muszle omułków. Są coraz rzadsze, a głównym ich zagrożeniem jest  nadmierny połów owoców morza, zanieczyszczenie środowiska i niepokojenie przez człowieka.
 
 
W 2014 roku stwierdzono, że najstarszy osobnik jakiego zaobserwowano miał 43 lata.
 

Na Handzie spotykamy też dziko żyjące króliki, które w przeciwieństwie do ostrygojadów niezbyt przejmują się naszą obecnością.


 
Naszą uwagę zwracają też dzikie kwiaty.
 

Są wśród nich pięciorniki czteropłatkowe,


miniaturowe  centkowane, dzikie orchidee


i zawciągi nadmorskie.


Mchy i porosty oraz

 
wrzosy i wrzośce

 
Na plaży też nie nudzimy się czekając na prom, bo tak jak pisaliśmy na początku, czas jest tu zjawiskiem względnym ;)
 


 
Po drugiej stronie postanawiamy tam jeszcze wrócić, choć nie będzie to z pewnością w tym roku.
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...