POLECAMY

Tarta z figami i  frangipane

Tarta z figami i frangipane

Jeśli lubicie kruche ciasto, migdały, a może marcepan, któremu frangipane jest bliskie i figi to to jest ciasto dla Was :) Nie mogę się oprzeć pięknym, dojrzałym, fioletowym owocom o szkarłatnym wnętrzu i słonecznych, drobnych pestkach. Korzystam w pełni z sezonu figowego, zamykam te owoce w słoikach by cieszyć się ich smakiem w zimowe dni, dodaję do dań, piekę ciasta i jem jako przekąskę je same. Zachęcam do upieczenia ciasta. Jeśli nie lubicie fig lub są poza "Waszym zasięgiem" zróbcie tę tartę ze śliwkami, też będzie pyszna :) 

Tarta z figami i frangipane
Do upieczenia tarty wybrałam formę ceramiczną o średnicy 23 cm. 

Na ciasto:
220 g jasnej mąki orkiszowej
110 g zimnego masła
1 czubata łyżka cukru pudru, trzcinowego
1 jajko
szczypta soli
ew. zimna woda

Na krem frangipane:
200 g zmielonych bez skórki migdałów
80 g cukru pudru, trzcinowego
125 g miękkiego masła
2 łyżki miodu
2 jaja
1 łyżka mąki orkiszowej
1/2-3/4 łyżeczki ekstraktu migdałowego

Dodatkowo
6-7 fig
1 łyżka miodu

Wykonanie ciasta: masło pokroić w kostkę, wrzucić do melaksera, dodać pozostałe składniki i zmiksować krótko razem. Jeśli nie połączy się w całość dodać odrobinkę zimnej wody - np. 1 łyżkę. Uformowane w kulę rozwałkować i wyłożyć nim formę do tarty (nie rozciągać ciasta). Zawinąć w folię i wstawić do lodówki na minimum 30 min.

Wykonanie kremu: masło włożyć do naczynia, w którym ubijemy go mikserem. Gdy będzie jasne i kremowe dodajemy cukier i miód. Razem ubijamy i stopniowo dodajemy po jednym jajku. Na koniec mieszamy całość z mąka migdałową (zmielonymi migdałami), łyżka mąki orkiszowej i dodajemy ekstrakt migdałowy. Całość mieszamy aż będzie gładką i jednolitą masą.

Tartę wykładamy papierem do pieczenia, wysypujemy obciążenie (ceramiczne kulki lub groch itp), pieczemy w nagrzanym do 200 stopni C piekarniku przez 15 minut. Następnie zdejmujemy obciążenie i pieczemy kolejne 5-7 minut. Po tym czasie wyjmujemy ciasto z piekarnika, rozprowadzamy na gorącym krem frangipane, wkładamy w krem (dociskając) połówki umytych i pozbawionych ogonków figi i pieczemy 35 minut w 180 stopniach C.

Po upieczeniu rozpuszczamy łyżkę miodu na małej patelni i pędzelkiem smarujemy wierzch ciasta. Smacznego :)
Frittata na pożywne śniadanie.

Frittata na pożywne śniadanie.

Frittata to bardzo smaczne i syte danie, które jako potrawa występuje w kuchni hiszpańskiej i włoskiej. Kompozycja składników może być bardzo różnorodna. Nasza zrobiona jest z dostępnych cały rok składników. Najważniejsze, żeby było smacznie, pożywnie i kolorowo. My lubimy frittatę niezbyt grubą. Jeśli wolicie grubą zwiększcie liczbę składników. Pamiętajcie, żeby patelnia na której będziecie smażyć danie miała metalową lub odpinaną rączkę.

Frittata

Składniki na 2-4 porcje (patelnia o średnicy 26 - 28 cm)

5-6 jaj
3 łyżki mleka
garść posiekanej rukoli
1 marchewka starta na grubych oczkach
kawałek np. 1/4 czerwonej papryki pokrojonej w drobną kostkę
kawałek np. 1/4 zielonej papryki pokrojonej w drobną kostkę
biała końcówka pora (3-4 cm) bardzo cienko pokrojona
1 ząbek czosnku drobno posiekany
szczypiorek
sól, pieprz do smaku
zioła (np. estragon, oregano)
ew. mała, ostra papryczka 

1 pomidor obrany ze skóry, pokrojony w plastry
2 łyżki startego parmezanu

masło klarowane do smażenia


Jajka zmiksować z mlekiem, dodać sól i pieprz. Por z czosnkiem zrumienić na maśle. Wszystkie składniki (łącznie ze smażonymi), oprócz pomidora i parmezanu wrzucić do masy jajecznej, wymieszać. Objętościowo warzyw jest więcej niż jajek. Masę wylać na rozgrzane masło, wyrównać wierzch. Na nim ułożyć od razu plastry pomidora. Frittatę posypać parmezanem. Całość smażyć na średnim "ogniu" około 2 minut. Wstawić patelnię do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika. Piec ok. 5 minut. Porcja na syte śniadanie dla dwóch osób. Smacznego :)
Tarta jeżynowa z kremem waniliowym.

Tarta jeżynowa z kremem waniliowym.

W tym roku wyjątkowo obficie las obdarzył nas jeżynami. Wystarczyło podejść do jednego, dużego krzaka, żeby nazbierać owoców na tartę. Powoli kończy się jednak sezon na leśne jeżyny, choć pewnie z ogrodów ciągle będzie można je kupić na bazarkach. Spieszę więc z tym przepisem, żeby podzielić się z Wami :) Przypominam, że na blogu jest już przepis na jeżynową tartę, ale zupełnie inną TU - KLIK.


Tarta jeżynowa z kremem waniliowym 


proporcje na kwadratową foremkę o boku 24 cm

200 g mąki pszennej

100 g zimnego masła
2 łyżki kakao
1 żółtko
szczypta soli
3 łyżeczki cukru pudru
odrobina zimnej wody


Ciasto bardzo szybko zagnieść z podanych składników. Ja używam do tego melaksera. Gdy połączą się składniki (bez wody), a brakuje masie spójności dodaję odrobinę zimnej wody. Foremkę wysmarować tłuszczem i wyłożyć nią ciasto. Zawinąć w folię i wstawić do lodówki na około godzinę. Po tym czasie nagrzać piekarnik do 180 stopni. Zdjąć folię, wyłożyć na ciasto pergamin, wysypać obciążenie (używam ceramicznych kulek) i piec je 15 minut. Po tym czasie zdjąć pergamin z obciążeniem i piec kolejne 10 minut. Po upieczeniu spód ostudzić.

1/2 laski wanilii
4 żółtka
330 ml śmietany 30% + 70 ml
60 g cukru
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

4 łyżki konfitury jeżynowej lub z owoców leśnych

300-350 g jeżyn


W czasie pieczenia spodu tarty można zrobić krem. Żółtka jaj ubić na parze z cukrem (w metalowej lub żaroodpornej misce postawionej na garnek z niewielką ilością gotującej się wody). Ubijać ok. 10 minut aż masa zacznie gęstnieć. Śmietankę zagotować  z laską wanilii przekrojoną wzdłuż i z wydłubanymi z niej ziarenkami. Po zagotowaniu wlać śmietankę (ostrożnie) do kogla-mogla cały czas mieszając. Mieszaninę wlać do rondla. W 70 ml rozpuścić mąkę ziemniaczaną i dodać do masy tak jak gotuje się budyń. Ostudzić pod folią spożywczą, żeby nie zrobił się na wierzchu kożuch. 

Na ostudzony spód ciasta wyłożyć 4 łyżki konfitury i równomiernie rozprowadzić. Na to wylać ostudzony krem waniliowy. Na wierzch ułożyć umyte i osuszone owoce. Smacznego :)
Ciasto "leśny mech".

Ciasto "leśny mech".

Leśny mech postanowiłam upiec na specjalną okazję. Taka nadarzyła się, gdy mój tata obchodził swoje 86 urodziny właśnie u nas. Jest miłośnikiem lasu i świetnym obserwatorem przyrody, stąd pomysł na "tort" urodzinowy. Poza tym to idealne ciasto na ciepłe dni. Jest lekkie, pięknie wygląda i smakuje tak, że lepiej go często nie robić.  W internecie przepisów na leśny mech jest mnóstwo. Najbardziej przekonał mnie przepis Kasi prowadzącej bloga "Gotuję, bo lubię" i to był bardzo dobry wybór. Dokonałam w nim niewiele modyfikacji. Oto przepis :


Leśny mech

proporcje na ciasto (tortownicę o średnicy wew. 22,5 cm)

450 g mrożonego, rozdrobnionego szpinaku
4 jajka
260 g mąki pszennej typ 450
240 g oleju rzepakowego/ 320 ml
200 g  drobnego cukru
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
ew. odrobina zielonego, żelowego barwnika

proporcje na krem:

500 ml śmietany o zawartości 30% tłuszczu
500 g mascarpone
90 g cukru pudru
owoce jagodowe do wewnątrz ciasta i dekoracji (użyłam malin, jeżyn, czarnych jagód i poziomek)


Szpinak rozmrozić, następnie wyjąć na gazę, zawinąć i bardzo mocno odcisnąć. Dodać do niego połowę oleju i razem zmiksować (użyłam melaksera). Dzięki miksowaniu szpinak lepiej rozdrobni się i połączy z olejem.

Mąkę pszenną wymieszać z proszkiem do pieczenia. Jajka ubić z cukrem na jasną, dobrze napowietrzoną masę (przez około 5 minut mikserem), a następnie  miksując na wolnych obrotach dodać szpinak z olejem oraz pozostały olej. Kiedy składniki się połączą dodać partiami mąkę z proszkiem do pieczenia, dokładnie wymieszać. Jeśli kolor masy ciasta będzie budził Wasze wątpliwości, możecie dodać na wykałaczce odrobinę barwnika żelowego (żelowy bardzo dobrze rozprowadza się w masie), żeby wzmocnić zielony kolor.


Piekarnik nagrzać do temperatury 180 stopni C. Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia (dodatkowo lekko go natłuszczając). Ciasto przelać do formy, wyrównać wierzch i wstawić do  piekarnika. Piec ok. 50-60 minut (do suchego patyczka). Po wyjęciu z piekarnika ciasto odstawić do całkowitego wystygnięcia.

Wystudzone ciasto przekroić na 3 blaty - pierwszy od góry może być cieńszy niż dwa pozostałe, ponieważ jego należy skruszyć.

Płynną kremówkę połączyć z mascarpone oraz cukrem pudrem i zmiksować do chwili powstania gęstego kremu (powinien być nieco gęściejszy niż bita śmietana). Gdy osiągniemy odpowiednią konsystencję należy przestać ubijać, bo masa może się rozwarstwić. 


Masę kremową wykorzystamy na dwie warstwy przełożenia oraz ok. 4 łyżki z tego będą nam potrzebne do wysmarowania boków. Można od razu podzielić sobie masę na części. Nie mieszać jej z owocami, gdyż miękkie owoce jagodowe bardzo szybko puszczają sok i zabarwiają masę ! 
Ułożyć pierwszy blat (najlepiej od razu na talerzu, na którym będziemy podawać ciasto), rozsmarować cienką warstwę kremu, rozsypać na nim owoce delikatnie je dociskając i na nie znów ułożyć krem. Powtórzyć czynność na drugim blacie. Potem wysmarować kremem boki. Pokruszyć drobno trzeci kawałek biszkoptu (odkroić z niego nieco zrumienioną, zgniłozieloną skórkę) używając miąższu bez skórki. Okruchami obkleić całe ciasto. Wstawić je do lodówki na co najmniej 3 godziny, najlepiej na całą noc. Przed podaniem ubrać świeżymi owocami. Smacznego :)
Dżem figowo -  śliwkowo - różany i figowo - pomarańczowy.

Dżem figowo - śliwkowo - różany i figowo - pomarańczowy.

Znów nastał figowy czas, wprawdzie nie mam jakiejś dużej ilości fig, ale staram się je wykorzystać jak najlepiej.  Zrobiłam już chutney figowo - śliwkowy, a teraz czas na dżemy. Moje "opium" ;D dziś w nieco zmienionej wersji. Oba dżemy, na które umieszczam przepisy poniżej to nieco zmienione wersje dżemów Bei. Są dla mnie prawdziwym rarytasem.


Dżem figowo - śliwkowo - różany 

proporcje na 5 małych słoiczków:

1500 g śliwki dąbrowickiej (lub węgierki)
1000 g dojrzałych, fioletowych fig
400 g cukru trzcinowego
4 strączki zielonego kardamonu
1 płaska łyżeczka cynamonu
1 czubata łyżka płatków róży utartych w cukrze
1 cytryna (tylko sok)


Śliwki umyć, wypestkować (śliwkę dąbrowicką kroję, bo owoce są duże), posypać połową cukru, wymieszać i odstawić na godzinę. Figi umyć, odkroić ogonki i pokroić w kostkę na podobne kawałki jak śliwkę. Posypać pozostałym cukrem, wymieszać i odstawić na godzinę tak jak śliwki.

Konfitury smażyć w dużym rondlu (ja to robię na dużej i głębokiej teflonowej patelni) aż odparuje sok i nabiorą gęstości. W przypadku śliwek odcedzam po wstępnym gotowaniu owoce i redukuję sok do gęstego syropu. Następnie łącze odcedzone owoce z syropem i gotuję do osiągnięcia właściwej gęstości.

Gdy konfitury są podsmażone, łączę śliwkowe i figowe razem, mieszam i doprawiam. Ziarenka kardamonu wyjmuję ze strączków i ucieram w moździerzu, dodaję do konfitur tak jak i pozostałe składniki. Mieszam, przegotowuję i odstawiam do ostygnięcia np. na noc. Rano zimne próbuję i ewentualnie doprawiam sokiem z cytryny, żeby zrównoważyć smak.

Pasteryzuję słoiki z konfiturami wg. sposobu Bei. Przygotowane słoiki i nakrętki wkładam do zimnego piekarnika. Nastawiam na 120 stopni i po osiągnięciu temperatury wyparzam je przez 20 minut. Następnie napełniam słoiki gorącą konfiturą i pasteryzuję kolejne 20 minut w podanej wyżej temperaturze.


Dżem figowo - pomarańczowy

proporcje na 3 małe słoiczki:

1000 g dojrzałych, fioletowych fig
200 g cukru trzcinowego
otarta skórka z 2 pomarańczy
250 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
1 płaska łyżeczka cynamonu
60 ml soku z cytryny
60 ml likieru pomarańczowego 

Figi umyć, odkroić ogonki, pokroić w kostkę. Zasypać cukrem, zalać sokiem z pomarańczy, dodać otarte skórki pomarańczowe, cynamon, wymieszać i odstawić na około godzinę. Po tym czasie smażyć dżem na teflonowej patelni do otrzymania oczekiwanej gęstości. Pod koniec wlać likier i sok z cytryny, przesmażyć. Pasteryzować jak w przepisie powyżej.

Smacznego :)

Sierpniowa Piekarnia - tarte flambée (flàmmeküeche).

Sierpniowa Piekarnia - tarte flambée (flàmmeküeche).

W Sierpniowej Piekarni upiekliśmy danie będące specjalnością Alzacji - klik, ale można je również skosztować w całej  południowo - wschodniej Francji i południowych Niemczech. Ciasto jest w nim bardzo cienko rozwałkowane. Nieco przypomina pizzę, która zaczęła swoją światową karierę w latach sześćdziesiątych XX wieku. Tarte flambée była raczej domową potrawą, a zainteresowanie nią wzrosło wraz z popularyzacją pizzy. Podobno testowano nią przygotowanie opalanych drewnem pieców przed upieczeniem chleba. U mnie skład tarty nieco odbiega od propozycji, bo jako osoba nie jedząca mięsa, zrezygnowałam z bekonu. 

Tarte flambée (flàmmeküeche)

Ciasto
200 ml letniej wody (lub nieco więcej w zależności od chłonności mąki)
300 g mąki typ 750 (użyłam typu 650)
1/3 łyżeczki soli
5 g świeżych drożdży (2 łyżeczki suchych drożdży)

Nadzienie

300 g  cebuli, pokrojonej w krążki
1 łyżka klarowanego masła
200 ml gęstego créme fraîche 36% tłuszczu
1/3 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej
sól i pieprz do smaku
200 g tartego żółtego sera do zapiekania (użyłam gruyère)


dodatkowo zamiast bekonu (150 g pokrojonego w paski) użyłam: 

w pierwszej wersji - 1 dużą dojrzałą, fioletową figę i ok 80 g sera koziego z białą pleśnią,


w drugiej użyłam filety anchois (ok. 25 - 30 g).



Drożdże rozpuszczamy w wodzie i wlewamy do misy miksera. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto przez 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Zostawiamy na 5 minut, żeby odpoczęło i wyrabiamy potem jeszcze przez 5 minut. Wkładamy do wysmarowanej oliwą dużej miski i zostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie przykrywamy ciasto i wstawiamy do lodówki na całą noc (maksymalnie na 48 godzin). Wyjmujemy ciasto z lodówki na 1 i 1/2 do 2 godzin przed pieczeniem.

Na maśle szklimy cebulę – musi zmięknąć, (jeśli robimy z bekonem to dodajemy go i chwilę smażymy). Śmietanę mieszamy z solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Na ok. 20 - 30 minut przed pieczeniem wkładamy blachę do nagrzanego do 230 stopni piekarnika z termoobiegiem (idealnie byłoby mieć kamień do pizzy i nagrzać go do temperatury 260 stopni, niestety mój piekarnik w temperaturze powyżej 230 stopni przestaje działać, co już nie raz przetestowałam).

Ciasto dzielimy na 2 części. Wałkujemy na blacie lub stolnicy podsypując mąką na bardzo cienkie i niezbyt foremne prostokąty lub owalne kształty (u mnie ok. 30 cm na 25 cm).

Smarujemy placki créme fraîche doprawionym solą, pieprzem i gałką muszkatołową, zostawiając wolne 3 cm ciasta od brzegu. Nakładamy cebulę, na nią pokrojoną w plasterki figę i pokruszony kozi ser na jeden kawałek/ pokrojone anchois na drugi (bekon w oryginale) i posypujemy utartym żółtym serem.

Pieczemy aż brzegi się mocno zrumienią (6 -12 min w zależności od temperatury). U mnie przy obniżonej temperaturze prawie 20 minut.

Danie bardzo sycące dla dwóch osób, na przystawkę dla czterech. 


Sierpniowi Piekarze:
Akacjowy blog
Am.art kolor i smak – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

Sałatka z kozim serem, chutneyem figowo - śliwkowym, rukolą i piniolami.

Sałatka z kozim serem, chutneyem figowo - śliwkowym, rukolą i piniolami.

Oto jedna z propozycji na wykorzystanie chutneya figowo - śliwkowego, podanego w poprzednim poście. Sałatka jest bardzo prosta, w swoim aromacie kompletna. Z tych składników można ją robić przez cztery pory roku. Ja jako "nie-mięsożerca" bez żalu rezygnuję z szynki, też jest pysznie.


Sałatka z kozim serem, chutneyem figowo - śliwkowym, rukolą i piniolami
Proporcje dla 3 osób:

200 g koziego sera podpuszczkowego z białą pleśnią
70 g rukoli
50 g surowej szynki suszonej ew. wędzonej (np.  parmeńskiej, serrano, szwarcwaldzkiej)
2 łyżki orzeszków pinii
sos zrobiony z oliwy, octu balsamicznego, czosnku, soli i pieprzu
chutney figowo - śliwkowy - klik


Przygotować sos: jeden nieduży ząbek czosnku posiekać drobno nożem, posypać solą, rozetrzeć końcem noża i włożyć do małego naczynka. Dodać łyżeczkę balsamico, wymieszać, 3 łyżki oliwy, wymieszać, dosypać świeżo zmielonego pieprzu. Spróbować i ewentualnie doprawić do smaku wg własnych preferencji. Odstawić.

Rukolę umyć i osuszyć. Pinie podprażyć na patelni. Serek pokroić na kawałki. Szynkę pokroić lub porwać na kawałki. Rukolę wymieszać w misce z sosem, wyłożyć na talerze. Na sałatkę  wyłożyć szynkę, ser, na niego kleksy chutneya, posypać piniolami. Smacznego :)
Chutney figowo - śliwkowy.

Chutney figowo - śliwkowy.

Jest niezastąpiony do sałatek, deski serów czy mini tart pieczonych z kozim serkiem. Pierwotny pomysł na ten chutney zaczerpnęłam od Bei, dzięki której zupełnie zmieniłam swój stosunek do domowych przetworów. Dżemy, konfitury, chutneye robię od wielu lat o złożonym smaku, dodaję przyprawy i unikam tradycyjnych kombinacji wyłącznie dwóch składników: owoców i cukru, zwłaszcza w dużej ilości tego ostatniego (w przypadku przetworów słodkich). Chutney jako sos, dodatek do dań mięsnych czy wegetariańskich rodem z Indii jest z założenia aromatyczny. Ten, zrobiony przeze mnie ma również piękny, głęboki kolor dzięki skórkom śliwek. Użyte przeze mnie fioletowe figi nie dają takiej barwy. Dla nas jest świetnym dodatkiem w biesiadach z serami, winem i bagietką. 


Chutney figowo - śliwkowy


proporcje na 6-7 małych słoiczków:

1000 g dojrzałych, fioletowych fig
1000 g dojrzałej śliwki dąbrowickiej
400 g czerwonej cebuli
200 ml octu winnego
120 ml octu balsamicznego
200 g cukru trzcinowego
1,5 łyżki świeżego, utartego imbiru
2 łyżeczki kardamonu w proszku
1/4 łyżeczki zmielonych gożdzików
szczypta soli
chili w proszku lub w postaci sosu

opcjonalnie (nie dodawałam):
rodzynki (150 - 300 g)
4 łyżki miodu

Umyte i osuszone owoce pokroić. Śliwki - każdą połówkę na cztery części, figi w kostkę nie większą niż 1 cm. Cebulę pokroić w drobną kostkę. Śliwki zasypać cukrem i odstawić na godzinę. Figi z cebulą, octami, imbirem i przyprawami (bez chili) zagotować i smażyć na patelni. Gdyby cebula nie miękła, chutney smażyć  pod przykryciem, aż zmięknie. Śliwki wysmażyć wraz z sokiem, gdy zgęstnieją dodać do fig, wymieszać i razem przesmażyć. Odstawić na noc do ostygnięcia. Kolejnego dnia dodać chili do smaku (wg uznania), wymieszać, przesmażyć i wkładać do słoiczków. Jak pasteryzować przetwory znajdziecie np. TU-klik, na końcu posta.

Smacznego :)
Dżem z mirabelek.

Dżem z mirabelek.

Kwitnące mirabelki są dla mnie jedną z pierwszych, najbardziej widocznych oznak wiosny. Rosną wszędzie, w mieście, na wsi, przy drogach, w parkach, dzikie i uprawiane w sadach. Cieszą mnie obsypane kwiatami, gdyż cała droga do miejsca gdzie mieszkam wysadzona jest mirabelkami. Potem o nich zapominam i przychodzi ten moment, kiedy jak z rogu obfitości wysypują się owoce. W tym roku wyjątkowo jest ich dużo. Szkoda, że te przy drodze nie nadają się do jedzenia, ale może posłużą np.  ptakom ?

Dżem z  mirabelek