W PODRÓŻY

W KUCHNI

WŚRÓD PTAKÓW

WARTO TU ZAJRZEĆ

Tarta ze szparagami, selerem naciowym, cebulą, wędzonym tofu i fetą.

Tarta ze szparagami, selerem naciowym, cebulą, wędzonym tofu i fetą.



Składniki na ciasto o wymiarach 35 cm x 11 cm:

na kruche ciasto:
170 g mąki pszennej (najlepiej krupczatki)
90 g masła
1 żółtko
2-3 łyżki zimnej wody
sól do smaku 

na nadzienie:
250 g szparagów (po odłamaniu zdrewniałych części)
1/2 gałązki selera naciowego
mała cebula
60 g wędzonego tofu
60 g fety
masło

na krem do nadzienia:
3 żółtka
120 g kwaśnej śmietany 18%
70 g słodkiej śmietany
6 gałązek świeżego tymianku
3 łodyżki drobnego szczypioru
sól, pieprz

Wykonanie:

Przygotowujemy kruche ciasto. Wszystkie składniki miksujemy pulsacyjnie w malakserze. Zimną wodę dodajemy w takiej ilości, aby otrzymać odpowiednio zwartą konsystencję. Następnie ciasto delikatnie rozwałkowujemy i wkładamy do natłuszczonej formy. Chłodzimy przykryte w lodówce przez godzinę. Przed pieczeniem nakłuwamy widelcem. Pieczemy przez 10 minut w 180 C pod obciążeniem (kulki ceramiczne, fasola), po czym kolejne 5 minut bez obciążenia.

Szparagi kroimy na kawałki o długości ok. 3 cm. Gałązkę selera na kawałki ok.0,5 cm. Cebulę drobno siekamy i szklimy na maśle.

Wszystkie składniki kremu mieszamy ze sobą. Wlewamy do podpieczonej tarty. Układamy naprzemiennie zielone szparagi i słupki sera feta. Pieczemy przez 10 minut w 200 C i kolejne 20 minut w 180 C (aż nasza tarta będzie złoto-brązowa).

Po upieczeniu odstawiamy na 5 minut, po czym wyjmujemy z formy i podajemy.
Domowe przetwory - dżem agrestowy z dodatkiem rozmarynu i jałowca oraz płatki dzikiej róży utarte z cukrem.

Domowe przetwory - dżem agrestowy z dodatkiem rozmarynu i jałowca oraz płatki dzikiej róży utarte z cukrem.

Lubię przetwory z dodatkami. Nie przepadam za wersją owoce i cukier, zwłaszcza w dużej ilości. Tak się składa, że udało mi się kupić piękny i dojrzały agrest. Agrest to wspomnienie z dzieciństwa, zbierałam z niedużych krzaczków owoce od razu je jedząc, a ręce zawsze były porysowane od kolców. Współcześnie rzadko jadam owoce kolczastego krzewu, bo trudno je kupić, zwłaszcza w jakiejś większej ilości np. łubiankę. Teraz się udało. Smak owoców kojarzył mi się zawsze z jałowcem i rozmarynem. Postanowiłam kierować się intuicją i zrobiłam dżem, który moim zdaniem uwypukla smak agrestu. Dodatki w ilościach symbolicznych nie dominują w smaku, tylko stanowią jego uzupełnienie. Pamiętajcie, że ilość cukru jest przykładowa. Zależy od naszych preferencji i słodyczy owoców.


Dżem agrestowy z jałowcem i rozmarynem


Składniki na 3-4 małe słoiczki:
1500 g dojrzałego, jędrnego agrestu
300 g cukru trzcinowego + 2 łyżki
3 duże, suszone jagody jałowca
gałązka rozmarynu o długości ok. 8 cm
12 g pektyny owocowej

Owoce obrać z ogonków i suchych końcówek kwiatów. Umyć, odsączyć na sicie i wrzucić na dużą patelnię razem z cukrem. Wymieszać, podlać 2 łyżkami wody i zagotować. Zmniejszyć ogień, dodać rozmaryn i jałowiec i gotować ok. 10 min. Wyłączyć grzanie, ostudzić, przelać do misy ceramicznej, przykryć i wstawić na noc do lodówki. Kolejnego dnia rano przelać masę przez sito. Płyn zredukować o połowę, wrzucić w zredukowany sok owoce z sita. Pektynę wymieszać z 2 łyżkami cukru, dodać do całości i gotować ok. 5 minut. Wyjąc rozmaryn. Masę wlać do wyparzonych słoików - 20 minut w 120 stopniach C w piekarniku. Zakręcić dokładnie każdy słoik, odwrócić do góry dnem i włożyć pod koc, aż do ostygnięcia. Smacznego :)
Dżem jest gęsty, kremowy, daje się rozsmarowywać, ale nie jest ścisłą, ściętą galaretą jakiej ja akurat nie lubię. Nie spływa też, bo nie jest rzadki. Dzięki redukowaniu samego soku mamy w dżemie sporo kawałków owoców. 



Płatki dzikiej róży utarte z cukrem


Należy zbierać płatki dzikiej róży z kwiatostanów świeżo rozwiniętych. Te, które już jakiś czas kwitną mają bledszą barwę. Ja zbieram je nad morzem, gdzie jest sporo krzaków dzikiej róży, a jednocześnie nie ma zanieczyszczeń miejskich. Powszechnie utarło się, że trzeba odrywać z każdego płatka jasne zakończenie, którym płatek jest przyczepiony do rośliny, bo jest gorzki. Próbowałam. Nie jest gorzki, ale jest dość twardy i nie ma tej delikatności, co reszta powierzchni, więc warto się go pozbyć, najprościej odcinając nożyczkami. Same płatki są nieco gorzkie, nie należy się zbytnio nad tym tematem pochylać ;)  Można śmiało próbować, płatki róż wszystkich odmian są jadalne. 


Składniki na 2 nieduże słoiczki:
200 g płatków
350 g drobnego cukru
sok z 1 cytryny

Pozbawione twardej końcówki płatki, przebrane wrzucić do melaksera, dodać cukier i sok z cytryny i zmiksować razem na gładką masę. Następnie włożyć do wyparzonych w piekarniku słoików, w 120 stopniach C przez 20 minut. Zakręcić i pasteryzować znów przez 20 minut w 120 stopniach C w piekarniku. Odstawić do ostudzenia. Prawda, że proste ? ;) Dodam jeszcze, że płatki nie zmieniają koloru po pasteryzacji.
Carpaccio z buraków z kozim serem, czosnkiem, miętą i czerwonym pieprzem.

Carpaccio z buraków z kozim serem, czosnkiem, miętą i czerwonym pieprzem.

To jedno z naszych ulubionych dań kolacyjnych. Prosta sałatka z niewielu składników doskonale wpisuje się w wieczorny nastrój, gwarantując lekki i aromatyczny posiłek pod koniec dnia. Przepis nie jest naszym pomysłem, lecz skąd się u nas pojawił, szczerze nie pamiętam. Funkcjonuje u nas od lat. Polecam wszystkim lubiącym pełne smaku, lekkie dania, które świetnie podsumują dzień.


Składniki (na 2 porcje):

2 średnie upieczone/ugotowane buraki
2 ząbki czosnku
50 g sera koziego typu twarożkowego

na vinegrette:
70 ml oliwy
50 ml octu balsamicznego
trochę miodu
przyprawy:
4 listki mięty
czubata łyżeczka czerwonego pieprzu
sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Najpierw przygotowuję vinegrette: siekam dwa ząbki czosnku, dodaję ocet balsamiczny, pół łyżeczki miodu, sól i pieprz. Mieszam, aż składniki połączą się i na koniec dodaję oliwę oraz posiekaną miętę. Odstawiam na bok.

Upieczone buraki kroję na tzw. tarce - mandolinie na bardzo cienkie plastry. Pokrojone buraki układam na talerzu, smaruję przygotowanym vinegrette'm przy pomocy pędzla. Danie powinno trochę postać, żeby nabrało smaku. Najlepiej ok. 30 min. Dlatego lepiej je trochę wcześniej przygotować, a następnie każdy talerz przykryć folią spożywczą, żeby  nie wysychało. Przed podaniem czerwony pieprz rozbijam w moździerzu na grube części. Posypuję nim buraki. Na koniec dodaję kawałki koziego sera.

Podaję z grzankami i lekkim czerwonym winem. To doskonałe ukoronowanie dnia.

Kifli - węgierskie rogaliki.

Kifli - węgierskie rogaliki.

Legenda mówi, że pomysł na kifli pojawił się, gdy chrześcijanie bronili Budy przed Turkami. Na znak świętowania zwycięstwa miejscy piekarze zaczęli sprzedawać świeże bułki w kształcie półksiężyca. Ile w tym prawdy trudno powiedzieć. Jednak rogaliki są bardzo smaczne i choć podobno piecze się je tradycyjnie na Boże Narodzenie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby delektować się ich smakiem przez cały rok. Posypuje się je kminkiem lub jak u mnie na zdjęciach sezamem, makiem lub słonecznikiem. Można też zrobić je bez żadnej posypki. Myślę, że ważne jest sposób ich wykonania. Ciasto rozwałkowuje się bardzo cienko, jak na makaron i zwija potem w rogalik. Dzięki temu uzyskuje się właśnie ten charakterystyczny kształt. Można rogaliki zrobić na dwa sposoby. Pierwszy to podzielić ciasto na równe kawałki, a potem każdy rozwałkować cieniutko w trójkąt o długiej wysokości i zwinąć jak każdy rogalik - od podstawy do wierzchołka trójkąta. Otrzymamy wtedy rogaliki, które minimalnie  mogą się od siebie różnić. Możemy też rozwałkować jeden duży kawałek w prostokąt i wyciąć z ciasta trójkąty. 

Kifli

Przepis na 8 szt.
400 g mąki pszennej chlebowej typ 650
270 ml mleka + do posmarowania
30 g rozpuszczonego masła
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
9 g drożdży suszonych/ 5-6 g drożdży instant

Do dzieży robota wsypać mąkę, zrobić dołek, wlać letnie mleko, wsypać drożdże i cukier i zostawić na ok. 15 min. żeby drożdże zaczęły pracować. Następnie dodać sól i schłodzone, rozpuszczone masło. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Podzielić je na 8 części (po 85 g) i każdą część rozwałkować cieniutko w trójkąt. Zwinąć od podstawy trójkąta (u mnie miała ok. 20 cm, a wysokość ok. 40 cm) i odłożyć na wyłożoną pergaminem blachę. Następnie po zrobieniu wszystkich rogalików posmarować je mlekiem i wstawić do ciepłego piekarnika, żeby urosły (ok. 20 min.). Gdy wyrosną znów posmarować je mlekiem i ewentualnie posypać - makiem, kminkiem, sezamem, słonecznikiem itp. Piec w temp. 180 stopni przez 10 minut, potem zwiększyć temperaturę do 200 i piec kolejne 10 minut. Na koniec wstawić je na 5 min. pod grill. Ostudzić na kratce. Są bardzo chrupiące i apetyczne
Sałatka z bobem.

Sałatka z bobem.

Bób to bardzo przez nas oczekiwany przedstawiciel strączkowatych. Gdy nastaje sezon chętnie wykorzystujemy go w kuchni. Czasem jako dodatek do dania, a czasem jako główny składnik. Ciepło wyzwala w nas chęć biesiadowania wieczorami na balkonie. Lubimy wtedy jeść sałatki, popijać wino i prowadzić długie rozmowy. Mile spędzone chwile przy koncercie jeszcze śpiewających wieczorami ptaków, zwłaszcza kosów to jest to. 

Sałatka z bobem


Składniki na 2 porcje:
500 g bobu
pomidorki daktylowe-czerwone i żółte - 16 szt.
2 łyżki grubo posiekanych orzechów włoskich
2 małe cukinie
garść młodych pędów groszku cukrowego (lub innej zieleniny)
1 strączek chili
120 g sera feta lub roquefort

oliwa EV
1 duży ząbek czosnku
suszone oregano
miód
sok z cytryny
świeżo zmielony pieprz
sól

Bób opłukać, wrzucić na wrzątek z solą i gotować przez ok. 4 min. Następnie wylać na sito, przestudzić zimną wodą i obrać z łupinek. Gotowy bób oprószyć delikatnie solą, polać oliwą i posypać oregano, wymieszać i odstawić.

Przygotować sos. Ząbek czosnku drobno posiekać, posypać go solą i rozetrzeć końcem noża. Włożyć do kubka. Dodać do czosnku 3/4 łyżeczki miodu, dolać sok z cytryny (1-1,5 łyżki), wymieszać, następnie dodać oliwę - ok. 4 łyżek i świeżo zmielony czarny pieprz.

Pomidorki delikatnie naciąć, zblanszować i obrać ze skórki, pokroić na części. Orzechy podpiec na suchej patelni. Posiekać drobno chili. Cukinie przeciąć wzdłuż i grillować na patelni.

Na talerz ułożyć przyprawiony bób. Następnie obłożyć gałązkami zieleniny (u nas pędy groszku cukrowego), położyć pomidorki, pokrojony w kostkę ser, cukinie, posiekane chili. Posypać orzechami i polać przygotowanym sosem.

Ponieważ w kwestii sera nie osiągnęliśmy konsensusu, każde z nas jadło z innym serem i oboje byliśmy zadowoleni 😁
Chałka...w poszukiwaniu ideału.

Chałka...w poszukiwaniu ideału.

Skubnęłam kilka dojrzałych poziomek, obejrzałam rozrastające się krzaczki ziół, podparłam ciężki kwiat różowej hortensji i wchodząc z balkonu do domu poczułam ten dobrze mi znajomy zapach. Powiew powietrza owinął nim mnie, niczym szalem. Delikatny zapach pieczywa wymykał się z piekarnika. Była w nim skromna nuta słodyczy, która zmienia go w wyjątkowy. Taki zapach działa na zmysły. Wyczuwam głód i myślę o miodzie, który zatrzymał zapach kwiatów lipy i teraz sączy go wraz z każdą kropelką złocistej gęstości dzieła pszczół. Oglądam przez szybkę piekarnika, jak rumieni się. Najpierw delikatne muśnięcia, potem kolory zaczynają nabierać mocy. Tak piecze się chałka. Moje ulubione pieczywo śniadaniowe. 
Ciągle szukam tej idealnej, ale to nie ma najmniejszego uzasadnienia. Każda, którą upiekę wydaje mi się tą najlepszą. Potem mija jakiś czas i w głowie kiełkuje myśl "a może by tak zrobić kolejną chałkę i zobaczyć jak smakuje?". Zaczynam sama siebie diagnozować ;) Chyba "nie chodzi o to by złapać króliczka, ale by gonić go". Tym sposobem mam kolejną chałkę idealną. Zapewne za jakiś czas pojawi się kolejna na blogu. Nie bądźcie zaskoczeni. Niech Was też nie zwiedzie zdjęcie, to nie jest chałka, to jest chała która ma prawie pół metra długości i szeroka jest na ponad 15 cm. Jakoś tak wyszło, że uplotłam jednego giganta. Na razie preferuję chałki z błyszcząca skórką. Nie używam kruszonki ani żadnych ziaren. Jednak z czasem, kto wie...


500 g mąki pszennej o dużej zawartości białka (użyłam manitoby)
60 g cukru
1 łyżeczka soli
1 duże jajo 
60 g roztopionego tłuszczu (masło lub margaryna)
250 ml letniej wody
10 g suszonych drożdży lub 7 g drożdży instant
ew. wanilia/tonka

dodatkowo do posmarowania:
1 jajko
1 łyżka letniej wody

Tłuszcz rozpuścić i ostudzić. W dzieży miksera, w którym będziemy wyrabiać ciasto wymieszać drożdże z łyżeczką cukru i 1/4 wody. Odstawić na ok. 10 minut. Jajko roztrzepać. Rozpuszczony tłuszcz połączyć z wodą, cukrem i solą. Wymieszać, dodać do drożdży. Wsypać mąką, dodać roztrzepane jajo  i całość wyrobić hakiem przez ok. 10 minut. Ciasto musi być gładkie i nie przyklejać się do ścianek. Przykryć misę folią i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę lub do podwojenia masy. Ciasto pięknie daje się formować, nie wymaga podsypywania mąką, ani smarowania rąk olejem. Nie lepi się. Można podzielić masę na 3 części i upiec tradycyjny warkocz lub pomęczyć się nad czymś bardziej efektownym ;) 
Jeśli interesuje Was jak zrobić taki splot jak powyżej zajrzyjcie do filmiku instruktażowego tu - klik. Masę trzeba podzielić na 5 równych części. Uformowałam wałeczki o długości 54 cm. Jednak nie tak równe na całej długości jak na filmie, tylko na końcach, na ok. 10 cm znacznie węższe. Mam nadzieję, że rozumiecie, środek grubszy, a końcówki coraz cieńsze. Zaplatałam razem z filmem. Jest bardzo pomocny. 
Po zapleceniu wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Po przekątnej ułożyć chałkę, włożyć blachę do dużej torby foliowej i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 50 minut. Następnie nagrzać piekarnik do 190 stopni C. Chałkę wysmarować rozbełtanym jajkiem z 1 łyżką wody. Wstawić do piekarnika na 20 minut. Następnie sprawdzić czy się nie przypieka zbyt mocno. Jeśli kolor jest dobry, przykryć chałkę folią aluminiową i piec kolejne 20 minut. Po wyjęciu ostudzić na kratce. Smacznego!


Arboretum Wirty przy Nadleśnictwie Kaliska - niezwykłe odkrycie po latach.

Arboretum Wirty przy Nadleśnictwie Kaliska - niezwykłe odkrycie po latach.

Podróżując na potęgę w miejsca dalekie mamy wielki szacunek i ciekawość dla miejsc nam bliskich. Odwiedzamy je często "weekendowo", bo są blisko i nie wymagają specjalnych przygotowań by do nich dotrzeć. Przyznamy uczciwie - mieszkamy w Trójmieście od lat, a miejsce to było dla nas nieodkrytą tajemnicą. Do dziś nie możemy zrozumieć dlaczego? Dowiedzieliśmy się o nim dzięki naszym sympatycznym Sąsiadom, których spotykamy tu i tam na leśnych ścieżkach. Gdy tylko pojawiła się okazja, odwiedziliśmy je spędzając jeden z piękniejszych dni w trakcie obecnego trudnego czasu. Był piątek, wczesne popołudnie, piękne słońce i brak ludzi. To idealny czas, by cieszyć się tak pięknym miejscem położonym ledwie nieco ponad godzinę jazdy od naszego domu.


Smażona makrela z azjatyckim dressingiem.

Smażona makrela z azjatyckim dressingiem.

Inspiracją do tego dania był przepis Jamie'go Oliver'a. Czyli wiadomo - kuchnia prosta, niewyrafinowana, ale pyszna. Potrawa łatwa w przygotowaniu i pełna smaku.

Makrela jest rybą oleistą potrzebującą mocnych dodatków. Dlatego zwykle robimy ją jako proste azjatyckie danie, często przygotowywane na grillu, czasem po wcześniejszym marynowaniu, innym razem z dobrym lekkim aromatycznym "sosem" po obróbce cieplnej. Zwykle ryby dusimy lub pieczemy. Makrela idealnie nadaje się do smażenia. Szkoda, że gości tak rzadko na naszych stołach (poza wersją wędzoną), bo z naszego punktu widzenia ma same zalety: jest jej dużo i nie wymaga ochrony, jak inne gatunki ryb, jest tania, łatwa w przygotowaniu i zdrowa, bo zawiera dużo kwasów tłuszczowych omega 3.


SMAŻONA MAKRELA Z INSPIROWANYM AZJĄ DRESSINGIEM


Składniki (na 2 osoby):

2 świeże makrele
otarta skórka limonki
1-2 łyżki masła klarowanego
sól, pieprz
świeża kolendra (do dekoracji i podbicia smaku) - w sumie będziecie potrzebować około pół pęczka

na dressing:
mała szalotka, drobno posiekana
ząbek czosnku, drobno posiekany
ok.0,5 cm imbiru, drobno posiekany
1 ostra papryczka, drobno posiekana
sok z 1 limonki
2 łyżki listków kolendry, drobno posiekane
2 łyżki oleju sezamowego
1,5 łyżki sosu sojowego
chili (dla wzmocnienia pikanterii, jeśli papryczka nie jest zbyt ostra)
płynny miód (ilość taka by uzyskać kwaśno-pikantno-słodkawy smak)

Wykonanie:


Najpierw przygotowujemy marynatę, której dobrze zrobi kilkugodzinny odpoczynek. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą, tak aby dobrze się rozpuściły i połączyły.

Makrelę filetujemy i pozbawiamy drobnych ości na grzbiecie. Dobrze osuszamy rybę. Rybę przyprawiamy solą, pieprzem i startą skórką z limonki od strony mięsa.

Na patelni rozgrzewamy masło klarowane. Smażymy rybę od strony skóry przez około minutę, dwie, tak by skóra stała się chrupka. Odwracamy rybę i smażymy ją przez kolejne dwie minuty. Gotowe.

Rybę podajemy na ryżu, polewamy ją obficie marynatą i dodajemy łyżkę świeżej kolendry. Doskonałym dodatkiem będzie świeży ogórek z tą samą marynatą.