Ptaki nad Morzem Wattowym - cz.2 - krwawodzioby.
Krwawodziób lub inaczej brodziec krwawodzioby to gatunek średniej wielkości ptaka wędrownego z rodziny bekasowatych.
Krwawodziób lub inaczej brodziec krwawodzioby to gatunek średniej wielkości ptaka wędrownego z rodziny bekasowatych.
Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się, gdzie leży Morze Wattowe? Otóż obszar ten ciągnie się od Wysp Fryzyjskich u wybrzeży północnych Niderlandów, a dokładnie od wyspy Texel, przez przybrzeżne wody Zatoki Niemieckiej, po zachodnie wybrzeże Danii, kończące się na wyspie Fanø. W rzeczywistości to ogromny obszar równinny, nieustannie zalewany i odkrywany podczas pływów. Dzięki temu sukcesywnie jest zasilany w muł i resztki organiczne, tworzące żyzne tereny zwane wattami.
Słowo watt pochodzi z języka starofryzyjskiego i oznacza płyciznę rozciągającą się między stałym lądem, a wyspami, w postaci brzegowej równiny piaszczystej lub mulistej, na której miejscami pojawia się roślinność bagienna. Watt odsłania się spod wody w czasie jej niskiego stanu, a zalewany jest przy wysokim stanie. W języku niemieckim to watten, w duńskim vade, a w polskim osucha.
W sumie obszar Morza Wattowego ma ok. 450 km długości i od 10 do 30 km szerokości. Do jego powstania przyczyniły się m.in. wyspy wzdłuż wybrzeży, łagodnie nachylone dno morskie i obecność drobnego materiału dennego. Unikalność przyrodnicza tego obszaru spowodowała jego ochronę, ze strony wszystkich w/w państw. W 2009 roku obszar Morza Wattowego został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Magia tego pysznego deseru polega na powstaniu dwóch różnych warstw, które tworzą się same w trakcie pieczenia. Na spodzie naczynia powstaje warstwa mlecznego flanu, a nad nią kokosowa. Jeśli jakoś szczególnie lubicie smak kokosów, możecie zwykłe mleko zastąpić kokosowym. Karmel, który jest na dnie po upieczeniu, ostudzeniu i odwróceniu formy nieco ścieka po ściankach deseru, dodając mu aromatu. Na zdjęciu wygląda jakby cały był przesiąknięty, ale dotyczy to tylko cienkiej, zewnętrznej warstwy. Robię ten prosty deser od lat i jeszcze nam się nie znudził.
składniki na formę 25 cm x 9 cm
350 g słodzonego mleka skondensowanego
350 g zwykłego mleka lub kokosowego
3 żółtka, 3 białka z jaj M
110 g wiórek kokosowych
3 kopiaste łyżki cukru pudru
Do rondla/na patelnię (suchą!) wysypać cukier puder i zrobić karmel. Należy pamiętać, że im ciemniejszy, tym smaczniejszy i bardziej aromatyczny. Jednak granica między ciemnym aromatycznym, a gorzkim spalonym jest cienka. Trzeba stać przy naczyniu i pilnować. Nie może dymić. Wylać równomiernie na dno formy, w której będziemy robić flan.
Włączyć piekarnik na 160 stopni C z termoobiegiem.
Żółtka rozbełtać na jednolitą masę, dodać mleko skondensowane, zwykłe (ew. kokosowe) i wymieszać, nie napowietrzać. Dodać wiórki i znów wymieszać. Białka ubić na sztywno i delikatnie połączyć z masą mleczno-żółtkową (najlepiej trzepaczką rózgową). Wlać do formy na karmelowy spód. Piec w kąpieli wodnej 60 minut (Zwykle do kąpieli wodnej używam starą, większą foremkę do pieczenia. Wcześniej zagotowuję wodę. Wstawiam foremkę z flanem do tej starej. Wsuwam do piekarnika i wlewam do tej starej formy wrzątek z czajnika prawie po brzegi).
Formę z gotowy flanem wyjąć z kąpieli. Poczekać aż ostygnie i wstawić do lodówki na ok. 3-4 godz. lub na noc. Przed podaniem wyjąć wcześniej, żeby nie był zimny i osiągnął temperaturę pokojową. Zanim wysuniecie go z formy (powinien sam wyjść), delikatnie nożem obkroić ścianki. Położyć półmisek na wierzchu foremki i odwrócić ją do góry nogami. Karmel jest wtedy u góry, a wiórki kokosowe stanowią spód deseru. Smacznego!
To ciasto szczególnie polecam miłośnikom marcepanu. Jest ono dobrze zrównoważone kwaśnością dodanych jabłek, zamknięte w aromatycznym, korzennym cieście. Na dole wpisu znajdziecie przepis na masę marcepanową, którą warto zrobić dzień wcześniej i schłodzić przez noc w lodówce.
proporcje na foremkę o wymiarach 20 cm x 28 cm
ciastoPrzy pomocy melaksera zmiksować wszystko razem na jednolitą masę (jak najkrócej). Zawinąć w folię i odłożyć do lodówki na ok. 1 godz.
na nadzieniedodatkowo
kilkanaście migdałów bez skórki
1 jajko roztrzepane
masło do wysmarowania formy
Formę do pieczenia (użyłam do pieczenia tarty z wyjmowanym dnem) wysmarować masłem. Schłodzone ciasto podzielić na dwie części. 2/3 rozwałkować i wyłożyć spód z bokami. Na to wyłożyć masę marcepanową. Obrać jabłka, podzielić na ćwiartki, wydrążyć gniazda nasienne i pokroić w ok. 2mm plastry. Wyłożyć je jak dachówkę na masę marcepanową.
Przykryć 1/3 rozwałkowanego ciasta. Posmarować roztrzepanym jajkiem. Ułożyć na wierzchu migdały i piec ok. 50 min w 180 stopniach C.
Podawać całkowicie ostudzone.
Pomysł na ciasto zaczerpnęłam z książki Janneke Philippi "Szarlotki. 70 wyjątkowych przepisów" jednak wprowadziłam swoje zmiany.
Masa marcepanowa
1,5 cup zmielonych migdałów bez skórki (mąki migdałowej)
Nie jemy jej często, ale jeśli już to właśnie w tej wersji, a nie kleistej, rozgotowanej mazi jak to czasem bywa. Przepis podejrzałam kiedyś w książce J. Palikota. Autor wspomina, że dostał go od lekarki, która całe lata spędziła w Chinach.
