W PODRÓŻY

W KUCHNI

WŚRÓD PTAKÓW

WARTO TU ZAJRZEĆ

Mieszane sałaty z serem kozim, jeżynami i pekanami.

Mieszane sałaty z serem kozim, jeżynami i pekanami.

 


Tradycyjnie wyjeżdżając tu i tam lubimy wejść do księgarni zwłaszcza na lotnisku w oczekiwaniu na wylot, by rzucić okiem na książki kulinarne lub zagłębić się w kulinarnym magazynie, który zainspiruje nas ciekawym pomysłem. Tym razem nasz londyński rekonesans zaskutkował takim oto pomysłem. Oto letnia sałatka idealnie pasująca na kolację w upalne wieczory. Słony smak sera wzbogacony ziołem i słodyczą świetnie współgra ze słodko-kwaśnym owocem, a orzechy dodają dodatkowej tekstury.

Składniki na dwie porcje:

40-50g mieszanych sałat

125g jeżyn

2x100g sera koziego podpuszczkowego

garść orzechów pekan

rozmaryn

pieprz

płynny miód

Na winegret:

oliwa, sok z cytryny, miód, sól i pieprz


Wykonanie:

Przygotowujemy winegret z podanych składników. Smak powinien być zbalansowany, słodko-kwaśny.

Dwa krążki sera koziego pieczemy w piekarniku w 180C przez około 12-15 minut. Jeżyny wkładamy do piekarnika na 3-4 minuty. Orzechy pekan siekamy i opiekamy na patelni.

Sałaty łączymy z winegretem i przekładamy na talerz. Dokładamy kawałki sera koziego, jeżyny i orzechy pekan. Sałatkę posypujemy suszonym lub pokrojonym drobno świeżym rozmarynem i doprawiamy pieprzem. Na koniec kawałki sera koziego polewamy niewielką ilością płynnego miodu.


Republika Południowej Afryki - Rezerwat Przyrody Stony Point.

Republika Południowej Afryki - Rezerwat Przyrody Stony Point.

Stony Point Nature Reserve znajduje się na terenie Betty's Bay, małego, wakacyjnego miasteczka w Zachodniej Prowincji Przylądkowej, ok. 100 km od Kapsztadu. Otoczone jest ono malowniczymi górami Kogelberg.

Odwiedzone przez nas miejsce ma wiele walorów do odkrycia. Oczywiście jednym z najważniejszych jest możliwość obcowania z dzikimi zwierzętami, oglądania ich życia z bliska. Czują się tam na tyle bezpiecznie, że nie uciekają od ludzi. To zasługa zmian jakie zaszły w traktowaniu przyrody w RPA.

Ptaki RPA - cz. 4 - obserwacje nad oceanem w Rezerwacie Przyrody Stony Point.

Ptaki RPA - cz. 4 - obserwacje nad oceanem w Rezerwacie Przyrody Stony Point.

Do kolejnej części wpisów o ptakach RPA wybrałam najpierw ptaki wodne. Potem stwierdziłam, że podzielę je na te związane z wybrzeżem oceanów i ze słodką wodą. Okazało się, że tych morskich też jest dużo. Tak w naturalny sposób powstał wpis o ptakach obserwowanych w kontynentalnej kolonii pingwinów w Stony Point. Relację zaczynam od ptaka, którego nazwałam "moim biletem do domu". Powiedziałam Piotrowi, że jak nie sfotografuję ostrygojada afrykańskiego, to nie wracam ;) Kiedy zjechaliśmy z północnych i środkowych prowincji nad ocean, kierując się od Przylądka Igielnego do Kapsztadu, odwiedziliśmy po raz drugi Stony Point Nature Reserve (byliśmy tam podczas poprzedniej podróży po RPA). To miejsce ze sporą kolonią pingwinów przylądkowych, którą chcieliśmy znów zobaczyć. Wzburzone wody zimnego Prądu Benguelskiego z Atlantyku mieszają się z ciepłym Prądem Mozambickim Oceanu Indyjskiego przynosząc ptakom sporo rybnego pokarmu do złowienia. Tam znalazłam  mój "bilet powrotny".

Ostrygojad afrykański

Chleb jogurtowy na zaczynie.

Chleb jogurtowy na zaczynie.

 W Majowej Piekarni upiekłam chleb zaproponowany przez Amber z przepisu Zorry. Chleb pszenny na drożdżach można by rzec jak wiele innych, ale nie nie. Ten chleb jest wyśmienity, o wspaniałym gąbczastym miękiszu i chrupiącej skórce. Chleb do powtarzania, niezbyt często, bo jest za dobry ;) W smaku zupełnie nie czuć drożdży. Aż żałuję, że to tylko jeden bochenek. Za to całkiem spory, wyrósł w koszyku o długości 32 cm i szerokości 13 cm. Bardzo Wam polecam ten przepis!

zaczyn (przygotować dzień wcześniej)

100 g mąki pszennej typ 550
50 g wody
0,5 g świeżych drożdży

ciasto właściwe

zaczyn
210 g wody
5 g świeżych drożdży
125 g zwykłego jogurtu greckiego
500 g mąki pszennej typ 550
11 g soli

Wymieszaj wszystkie składniki zaczynu poprzedniego wieczoru i pozostaw na noc do wyrośnięcia w niezbyt ciepłym miejscu.

Następnego dnia do miski miksera włóż zaczyn i wodę, świeże drożdże i jogurt i wymieszaj. Dodaj mąkę i ugniataj na najniższym ustawieniu przez 4 minuty. Dodaj sól i wyrabiaj przez kolejne 6 minut na obrotach 1. Konsystencja ciasta jest miękka, ale nie klei się.

Ciasto przykryj i pozostaw do wyrośnięcia przez 90 minut, po 45 minutach rozciągnij i raz złóż. Uformuj bochenek w podłużny kształt i umieść szwem do dołu w koszu do rozrostu i pozostaw do wyrośnięcia na 60 minut.

Rozgrzej piekarnik i blachę do 240°C.

Ostrożnie wyłóż ciasto z kosza i włóż do rozgrzanego piekarnika. Spryskaj ścianki piekarnika wodą. Piecz przez 15 minut, otwierając na krótko drzwiczki piekarnika, aby ulotniła się para. Zmniejsz temperaturę do 210°C i piecz przez 25 minut. Niech chleb ostygnie na kratce.

Moje uwagi:

-mimo ostrożnego przekładania z kosza chleb troszkę mi "przysiadł",
-przed włożeniem chleba do piekarnika nacięłam skórkę zupełnie niepotrzebnie (widać to w przekroju po wgłębieniu).


Chleb jogurtowy na blogach:
Akacjowy Blog
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Moje małe czarowanie
Ogrody Babilonu
Tajemnice smaku
Zacisze kuchenne


Morawy południowe - wiosenne widoki.

Morawy południowe - wiosenne widoki.

 Na Morawy południowe ruszyliśmy na przełomie kwietnia i maja. To rejon chętne odwiedzany ze względu na uroki krajobrazów. Czasem nazywany jest "morawską Toskanią", bo pofałdowany teren, który tam możemy zobaczyć przypomina trochę Crete Senesi. Miejsca odwiedzane przez wielbicieli krajobrazów koncentrują się w dwóch rejonach - na zachód od Kyjova (najciekawiej jest w okolicach miejscowości Strážovice) oraz na północ od Koryčan. Zamieszkaliśmy właśnie dlatego w tej drugiej miejscowości.

 Osoby fotografujące najczęściej wędrują w określone, popularne miejsca, by robić zdjęcia. My też je odwiedziliśmy, ale zdjęcia robiliśmy na wszystkich możliwych, przejechanych trasach w tym rejonie. Aura  niestety nie sprzyjała tzw. "złotej godzinie" -  rano i o zachodzie słońca. Zawsze było pochmurnie, choć zrywaliśmy się przed wschodem mając nadzieję na ciepłe światło, snujące się płasko po wzgórzach. Nic z tego. W ciągu dnia kierowaliśmy się też poszukiwaniem słońca, bo niebo zasnute chmurami nie służy barwom w terenie. Niestety jak się tam nie mieszka, trzeba się cieszyć z tego co się ma, chwytać chwilę. Cieszyć się ciepłem, którym obdarowała nas pogoda i polami z rzepakiem w pełnym kwitnieniu. To, że klimat jest znacznie cieplejszy przekonaliśmy się mieszkając najpierw w Mikulovie, gdzie rosły migdałowce i drzewa figowe. Pobyt na Morawach południowych był bardzo udany. największym zaskoczeniem dla nas były pyszne wina, które przywieźliśmy również do domu Na zdjęciach pojawiają się też winnice. Miłego oglądania :) 

Jeśli będziecie szukać konkretnych informacji gdzie pojechać, polecamy blog "Człowiek Przygoda" klik Pawła Szpali, z którego korzystaliśmy planując podróż.

Winnice

Ptaki na Lanzarote.

Ptaki na Lanzarote.

 O ptakach na kanaryjskiej wyspie Lanzarote powinnam była już dawno napisać. Byliśmy tam kiedyś  w listopadzie. Nie jest to wymarzony okres do obserwacji ptaków, ale najlepszy, żeby uciec od późnojesiennej szarości. Wzięłam teleobiektyw i miałam go w pogotowiu  niemal zawsze. To, że zwlekałam z napisaniem,  wynika z problemu identyfikacji niektórych osobników. Nie lubię tego robić i irytuje mnie szukanie szczegółów u ptaków, które trudno rozpoznać. Zawsze mam z tyłu głowy myśl, że może to jednak nie ten? Szczególnie dotyczy to brodzących, które w tym okresie mają szatę przejściową i znaki szczególne ułatwiające rozpoznanie stają się mało widoczne. Na wyspie było niesłychanie wietrznie, co utrudniało stabilne utrzymanie aparatu. Morska bryza też stanowiła problem związany z robieniem zdjęć. Krople słonej mgiełki niesionej przez wiatr ciągle osiadały na obiektywie. Wystarczyło ją wyczyścić i za chwilę znów była. Mimo różnych perturbacji udało mi się sfotografować kilka gatunków. Pierwszy raz  właśnie  na Lanzarote spotkałam kamusznika, należącego do rodziny bekasowatych.

Tarta truskawkowo-rabarbarowa.

Tarta truskawkowo-rabarbarowa.

 Bardzo lubię tarty w stylu galette, takie jak ta. Pieczona bez foremki z zawiniętym brzegiem wygląda rustykalnie i apetycznie. Ma cienkie ciasto i sporo owoców. Przepis na tę tartę znalazłam u D. Lebovitza, ale wprowadziłam trochę zmian w nadzieniu. 


Składniki na ciasto:

210 g mąki pszennej
1 łyżka cukru
0,5 łyżeczki soli 
115 g  zimnego masła, pokrojonego w kostkę 
6 łyżek (90 ml) lodowatej wody

Wszystkie składniki z wyjątkiem wody wrzucić do melaksera, włączyć miksowanie na krótko dodając stopniowo wodę. Gdy masa zlepi się w grudki zatrzymać urządzenie, masę zlepić w całość, włożyć do woreczka i schłodzić w lodówce przez 30 minut. Można też składniki zagnieść ręcznie, pamiętając, żeby robić to jak najkrócej.

Składniki na nadzienie:

330 g pokrojonego w kostkę rabarbaru 
350 g umytych, osuszonych i poćwiartowanych truskawek (najlepiej drobnych)
80 g cukru pudru
2 łyżki mąki migdałowej/mielonych migdałów*
10 g cukru z wanilią

dodatkowo:
1,5  łyżki stopionego masła
rafinada

* można mielone migdały zastąpić bułką tartą lub pokruszonymi ciastkami amaretti

Pokrój rabarbar i truskawki przygotuj przed wyjęciem ciasta z lodówki (jak najpóźniej). Nie mieszaj owoców.

Rozpuść masło do posmarowania galette.

Nagrzej piekarnik do 200 stopni C.

Ciasto rozwałkuj na papierze do pieczenia na cieniutki placek o średnicy 36 cm. Umieść papier z rozwałkowanym ciastem na blasze do pieczenia. Na środek wyłóż mąkę migdałową, rozmieść ją równą zostawiając ok. 5-6 cm marginesu od brzegu ciasta.

W ostatniej chwili posyp owoce cukrem pudrem, cukrem z wanilią i mąką ziemniaczaną. Wstrząśnij całość, żeby proszek oblepił owoce. Wyłóż je na środek zabezpieczony proszkiem migdałowym przed przesiąkaniem. Rozmieść równo owoce co do wysokości i zawiń brzeg. Nie przejmuj się jeśli jest nierówny. To cały urok tarty. 

Posmaruj zawinięcie roztopionym masłem i posyp rafinadą.

Piecz  35 do 45 minut. Wyjmij z piekarnika i zsuń tartę z blachy do pieczenia na stojak do chłodzenia.

Tartę możesz podać w upalny dzień z lodami. Cieniutkie ciasto, duża ilość owoców o wyrazistym smaku to najlepsze połączenie ;)



Cieszyn - trzy atrakcje.

Cieszyn - trzy atrakcje.

Do Cieszyna wpadliśmy po drodze, jadąc na Morawy. Czujemy niedosyt, bo miasto wydało nam się zachwycające. Byliśmy tam wieki temu, każde osobno i oboje niewiele pamiętamy, bo to odległe czasy. Bez wątpienia warto miastu poświęcić więcej uwagi, ale nam tak się ułożyło. Postanowiliśmy odwiedzić trzy cieszyńskie atrakcje. O szlaku magnoliowym dowiedziałam się kiedyś od Anity. Od tego zaczął się pomysł odwiedzin. Po kontakcie z Kasią, mieszkanką Cieszyna, dostaliśmy namiary na pozostałe atrakcje. Nie zawiodły nas! To mało powiedziane :) Naprawdę  warto było! Podziękowania dla Anity i Kasi :) Zwłaszcza Kasi za fatygę i informacje o stanie kwitnienia magnolii.