Polecam

Sałatka z fenkuła, pomarańczy i wędzonego śledzia. Wiosna na Sycylii.

Sałatka z fenkuła, pomarańczy i wędzonego śledzia. Wiosna na Sycylii.

Jedliśmy tę sałatkę na lunch w Katanii. Wydała nam się daniem kompletnym - nic dodać, nic ująć. Była pyszna. Postanowiliśmy powtórzyć ją w domu. Udało się. Na Sycylii trwa teraz sezon na karczochy i fenkuły. Z niemałą zazdrością patrzyliśmy jak w miastach i miasteczkach można było kupić sobie świeże warzywa wprost od sprzedającego je z samochodu rolnika. Podobnie jak inne warzywa i owoce, zwłaszcza cytrusy. Wszystko świeżo zebrane, apetyczne...Fenkuły są bardzo popularne w kuchni włoskiej, szkoda że u nas już dużo mniej. Z pomarańczami stanowią klasyczny, bardzo udany duet. Wędzony śledź świetnie uzupełnia gamę smaków. W Gdyni nie mamy problemu żeby go kupić, jeśli jednak okaże się dla Was nieosiągalny spróbujcie dodać anchois, bardzo drobno pokrojone. 


Sałatka z fenkuła, pomarańczy i wędzonego śledzia


Składniki na dwie porcje:

1 fenkuł
1 pomarańcza
1 płat wędzonego na zimno śledzia
winegret: oliwa, cytryna, miód, sól, pieprz

Przygotować winegret z podanych składników w takich ilościach, żeby zrównoważyć smak. Pomarańczę skroić na spodzie i z wierzchu, boki obrać ze skórki tak jak z jabłka, na tyle grubo, żeby był widoczny miąższ bez osłonki. Następnie wykroić segmenty pomarańczy bez osłonek, odłożyć wszystko. 
Fenkuł pokroić jak najcieniej się Wam uda. Pozostawić zielony koperek do ozdoby sałatki. Fenkuł wymieszać z winegretem, ułożyć na talerzu. Przybrać z wierzchu cząstkami pomarańczy. Na wierzchu ułożyć pokrojony bez skóry w poprzeczne paski filet z wędzonego śledzia. Całość przybrać koperkiem. Gotowe :) Smacznego.

***

Luty na Sycylii przypomina kwiecień w naszej strefie geograficznej. Powietrze jest jeszcze dość rześkie, a wysoko w górach bywało nawet zimno. Jednak gdy przyświeci słońce, zwłaszcza na południowych stokach można w pełni nasycić się dobrą energią przyrody. Na tej największej wyspie Morza Śródziemnego już dawno zobaczyliśmy tzw. must see. Teraz pojechaliśmy by podróżować bocznymi drogami, poznawać miejsca mało popularne, a przede wszystkim nacieszyć się pięknem natury i uciec od szarości, która u nas dominuje zawsze zbyt długo ;)


Teraz jest tam niemal wszechobecny kwitnący szczawik, dla którego nie znalazłam polskiego odpowiednika - oxalis pes-caprae


Gdy świeci słońce, kwiaty w pełni się rozwijają tworząc jaskrawożółte plamy w krajobrazie. 





Na skalnym wybrzeżu często spotykamy wilczomlecze. 


Żółty kolor dominuje, podobnie jak u nas wiosną. Kwitną tam również margaretki


i rzepak.


Do kwiatowego towarzystwa dołączają drzewa mimozowe. 


Na niektórych łąkach pojawiają się w towarzystwie innych kwiatów nagietki.


Żywa soczysta zieleń jest wszędzie. 






Miłą odmianą w kolorystyce są aloesy 


i złotogłowy.


Kwitnące drzewa owocowe, zwłaszcza migdałowce przywodzą na myśl najpiękniejszy okres w roku. 


Brzęczące pszczoły są przy nich nieodzownym dodatkiem. 



Nawet w czasie deszczu uroku w krajobrazie dodają dzikie narcyzy, 


choć cała Sycylia jest niczym piękny obraz, nawet gdy niebo robi się zachmurzone.  


W Parko dei Nebrodi, na zachód od Etny


na wysokości ponad 1500 m n.p.m. znajdujemy w lesie przebiśniegi 


i nieśmiało wschodzące pierwiosnki.


Za to na południu wyspy, tam gdzie słońce ciepło grzeje są kolorowe owoce opuncji 


i kwitną strelicje


W kilku miejscach myślałam z daleka, że fioletowe kwiaty to krokusy. Okazało się, że kwitną tam irysy.


Jeżyny choć u nas kwitną i owocują dość późno, też już przerwały swój zimowy wypoczynek. 


Rozmaryn w pełnym kwitnieniu wszędzie na wyspie. 


Wiosna w pełni, choć z pewnością to dopiero początek i zakwitnie jeszcze dużo pięknych kwiatów. 




Ptaki Islandii - część 4. Kulinarnie - zapiekanka rybna, czyli klasyczny fish pie.

Ptaki Islandii - część 4. Kulinarnie - zapiekanka rybna, czyli klasyczny fish pie.

Klasyczny fish pie, to danie dla wszystkich i na każdą porę roku. Dla wszystkich, bo zadowoli nawet tych, którzy za rybami nie przepadają. Bogactwo aromatów pozostałych składników uzupełni bowiem ich smak. Na każdą porę roku, bo rozgrzeje po spacerze zimą, a nasyci latem, zwłaszcza po wyczerpującej wędrówce, gdy ciało domaga się rekompensaty za wysiłek.


Wersja, którą dziś prezentuję zawiera dorsza i łososia, ale można dobrać dowolne proporcje ulubionych ryb. Ich różnorodność wzbogaci danie. Dodajcie do tego jakąś lekką sałatę z winegretem, butelkę białego, wytrawnego wina i uczta gotowa. Zapiekanka rybna to potrawa klasyczna. Robiłem ją wielokrotnie, inspirując się przy tym różnymi przepisami.


Składniki (naczynie o wymiarach 23 x 23 cm, 4 porcje):

700 g odfiletowanych ryb bez skóry (w tym przypadku 450 g dorsza i 250 g łososia)
sok z połowy cytryny
suszona mięta i oregano
1 biała cebula
2 ząbki czosnku
500 g świeżych liści szpinaku
100 ml bulionu
2 marchewki
1 pietruszka
150 g sera cheddar
ok. 1,5 kg ziemniaków
masło i oliwa
pieprz i sól

Wykonanie:

Filety ryb bez skóry pokroić na ok. 3 cm kawałki. Przyprawić solą i pieprzem oraz skropić sokiem z cytryny. Opcjonalnie posypać chili, jeśli lubimy bardziej pikantny smak. Wymieszać wszystko, by smaki się połączyły.

Posiekaną cebulę i czosnek zeszklić na maśle i oliwie. Dodać liście szpinaku (bez łodyg), mieszać. Ze względu na dużą objętość najlepiej zrobić to na dwa razy. Gdy szpinak się skurczy połączyć obie porcje. Przyprawić solą i pieprzem oraz dodać połowę bulionu. Zredukować. Gotowy szpinak odstawić.

Marchewkę i pietruszkę zetrzeć na tarce (na grubych oczkach). Podsmażyć na maśle. Przyprawić solą i pieprzem. Dodać drugą połowę bulionu. Zredukować i odstawić.

Ziemniaki ugotować. Po czym utłuc je z dodatkiem oliwy.

Składamy danie. Na spód układamy warstwę szpinaku, później warstwę ryb, następnie marchewkę z pietruszką, posypujemy serem cheddar i "zamykamy" tłuczonymi ziemniakami. Całość doprawiamy solą i pieprzem. Dla wizualnego efektu możemy pobawić się wykonując "łuski" za pomocą małej łyżeczki i "malując" ryby i owoce morza, za pomocą noża. :-) Następnie wierzch smarujemy rozpuszczonym masłem lub oliwą i pieczemy przez ok. 35 minut w 180 stopniach C (termoobieg).

Po upieczeniu dajemy zapiekance odpocząć przez około 10 minut.

Wykrawamy porcje i nakładamy na talerz. Podajemy z lekką sałatą z winegretem.

***

Dziś opowiemy o islandzkich ptakach brodzących. Łąki, plaże, rzeki i woda spływająca z lodowców sprawia, że Islandia jest dla nich rajem. Wszystkie ptaki, które dziś przedstawiamy należą do rodziny siewkowców. Mają podobne upodobania, jeśli chodzi o gniazdowanie i miejsca żerowania. Różnią się ubarwieniem, wielkością, wydawanymi odgłosami i różnymi preferencjami co do zimowisk.

Międzynarodowe lotnisko na Islandii znajduje się na półwyspie Reykjanes. Na szczęście dnie latem są długie, więc mimo opóźnienia i konieczności odbioru auta w wypożyczalni mieliśmy jeszcze dość czasu by zacząć zwiedzanie. Po drodze do naszej pierwszej "noclegowni" zatrzymaliśmy się w miejscu zwanym "mostem pomiędzy dwoma kontynentami".


To miejsce, gdzie wyraźnie widać rozdział między północnoamerykańską i euroazjatycką płytą tektoniczną. Na poniższym zdjęciu pokazuje to jasny "pas" przebiegający przez całą Islandię i dalej przez morze i ocean.


Płyty tektoniczne są w ciągłym ruchu. Rozchodzą się około 2 centymetry rocznie, powiększając odległość między sobą. 


Półwysep Reykjanes słynie z obszarów geotermalnych, gdzie z ziemi buchają gorące wyziewy pary, świadczące o ziemskiej aktywności. Jednym z takich miejsc jest Gunnuhver znajdujący się na południowo - zachodnim krańcu wyspy. 


W zależności od kierunku wiatru można znaleźć się w mało atrakcyjnej scenerii - buchającej mgle o zapachu zgniłych jajek. Wdychanie siarkowodoru jest mało komfortowe. My na szczęście tego uniknęliśmy, choć przy zmiennym wietrze na Islandii mogło być różnie.


Stamtąd niedaleko mieliśmy już do naszego pierwszego pensjonatu położonego wśród pól, z dala od cywilizacji. Kiedy wstaliśmy wczesnym rankiem nasze oczy ucieszył niezwykły widok dziesiątków ptaków. To rycyki, kuliki i ostrygojady.


Pasły się na świeżo skoszonych łąkach, ale były na tyle płochliwe, że trudno było je podejść. Wystarczyło spłoszyć pojedynczego ptaka, by całe stada przeniosły się dalej.



Niemniej nasz zapał, ale i ostrożność pozwoliły zrobić kilka zdjęć z bliska. Oto kulik mniejszy.


Latem przebywa w północnej Europie preferując pastwiska i wybrzeża, zaś zimą udaje się do północnej Afryki. Islandia jest jednym z miejsc jego gniazdowania. Ma długość ok. 40 cm, w tym dziesięciocentymetrowy dziób.


Wśród tej ferajny znalazł się też rycyk. Podobnej wielkości ptak latem wybiera te same miejsca co kulik, zaś zimą pojawia się w środkowej i południowej Europie. Nie ciągnie go do Afryki. Lubi wybrzeża, ujścia rzek i mokradła.


Namierzyliśmy też krwawodzioba, ptaka o charakterystycznych czerwonych nogach i nasadzie dzioba.


Te hałaśliwe ptaki pierwsze ostrzegają o zbliżającym się niebezpieczeństwie.


Zaledwie 20 kilometrów od półwyspu Dyrholaey (o którym pisaliśmy tu - klik) z zielonych wzgórz spadają w dół wodne welony wodospadu Skogafoss. Dzień wcześniej widzieliśmy go w pełnym słońcu, jednak spieszno nam było na kolację. Wiedząc, że następnego dnia będziemy obok niego przejeżdżać daliśmy sobie spokój z fotograficzną sesją. Na Islandii takie sytuacje należy jednak bezwzględnie wykorzystywać. Kolejny poranek okazał się bowiem mglisty.


Na szczęście warunki te nie przeszkodziły pokazać się ptakom. Po raz kolejny zobaczyliśmy tu kulika...


... który wyrażał swe niezadowolenie z zakłócania mu spokoju swoim głośnym "piupjuuu".


Nieopodal poranny rekonesans przeprowadzał ostrygojad.


To piękny ptak o pomarańczowym dziobie ubrany w białą koszulę i czarny frak.


On również upominał nas z powodu zakłócania "miru łąkowego" o poranku. A przyznam, że miał powód, bo robiliśmy podchody przez dłuższą chwilę.



Ostrygojady widzieliśmy w różnych miejscach, między innymi w takich pięknych okolicznościach przyrody.



Przechadzały się zwykle po łąkach żerując w pobliżu wody lub w niej. Nazwa ptaka sugeruje jakie jest jego ulubione menu.


Udajemy się w głąb lądu do interioru. Tęczowe góry Landmannalaugar są wyjątkowo urokliwe.


U ich stóp znajdują się rozlewiska rzek spływających z topniejących lodowców.


Spotkaliśmy tam płatkonogi szydłodziobe pływające w powstałych w rozlewiskach jeziorkach.


Mimo, że w wodzie przypominają one kaczki, należą do tej samej rodziny siewkowców, o czym można się przekonać gdy chodzą po łące. W trakcie naszego spotkania nie miały jednak ochoty na spacery.


Jadąc dalej przez bezdroża interioru powoli zbliżaliśmy się do północnego wybrzeża i wulkanicznego kanionu Hljodaklettar. Przed wjazdem do głównej atrakcji wśród rozległych łąk płynął niewielki strumień...


... obok którego w krzakach skrył się kszyk. Nie zamierzał wyjść z bezpiecznego ukrycia. Być może miał tam gniazdo, bo znany jest z ich budowy w takich niedostępnych miejscach.


Wracamy na południowe wybrzeże. Tu zarówno na rozległych, zwykle ciemnych lub kamienistych  plażach i w niewielkich zatoczkach urzędują biegusy. Oto biegus zmienny.


Nieco mniejszy biegus morski żerował w jednej z zatok.


Biegusy rzadko zapuszczają się w głąb lądu, stąd właśnie takie miejsca należą do ich ulubionych. Niby morze, ale woda spokojna...


... co pozwala namierzyć małe co nieco.