POLECAMY

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty
Ptaki nad Morzem Wattowym - cz.1 - ostrygojady.

Ptaki nad Morzem Wattowym - cz.1 - ostrygojady.

Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się, gdzie leży Morze Wattowe? Otóż  obszar ten ciągnie się  od Wysp Fryzyjskich u wybrzeży północnych Niderlandów, a dokładnie od wyspy Texel, przez przybrzeżne wody Zatoki Niemieckiej, po zachodnie wybrzeże Danii, kończące się na wyspie  Fanø. W rzeczywistości to ogromny obszar równinny, nieustannie zalewany i odkrywany podczas pływów. Dzięki temu sukcesywnie jest zasilany w muł i resztki organiczne, tworzące  żyzne tereny zwane wattami.

Słowo watt pochodzi z języka starofryzyjskiego i oznacza płyciznę rozciągającą się między stałym lądem, a wyspami, w postaci brzegowej równiny piaszczystej lub mulistej, na której miejscami pojawia się roślinność bagienna. Watt odsłania się spod wody w czasie jej niskiego stanu, a zalewany jest przy wysokim stanie. W języku niemieckim to watten, w duńskim vade, a w polskim osucha.

 W sumie obszar Morza Wattowego ma ok. 450 km długości i od 10 do 30 km szerokości. Do jego powstania przyczyniły się m.in. wyspy wzdłuż wybrzeży, łagodnie nachylone dno morskie i obecność drobnego materiału dennego. Unikalność przyrodnicza tego obszaru spowodowała jego ochronę, ze strony wszystkich w/w państw.  W 2009 roku obszar Morza Wattowego został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Ptaki RPA - cz. 4 - obserwacje nad oceanem w Rezerwacie Przyrody Stony Point.

Ptaki RPA - cz. 4 - obserwacje nad oceanem w Rezerwacie Przyrody Stony Point.

Do kolejnej części wpisów o ptakach RPA wybrałam najpierw ptaki wodne. Potem stwierdziłam, że podzielę je na te związane z wybrzeżem oceanów i ze słodką wodą. Okazało się, że tych morskich też jest dużo. Tak w naturalny sposób powstał wpis o ptakach obserwowanych w kontynentalnej kolonii pingwinów w Stony Point. Relację zaczynam od ptaka, którego nazwałam "moim biletem do domu". Powiedziałam Piotrowi, że jak nie sfotografuję ostrygojada afrykańskiego, to nie wracam ;) Kiedy zjechaliśmy z północnych i środkowych prowincji nad ocean, kierując się od Przylądka Igielnego do Kapsztadu, odwiedziliśmy po raz drugi Stony Point Nature Reserve (byliśmy tam podczas poprzedniej podróży po RPA). To miejsce ze sporą kolonią pingwinów przylądkowych, którą chcieliśmy znów zobaczyć. Wzburzone wody zimnego Prądu Benguelskiego z Atlantyku mieszają się z ciepłym Prądem Mozambickim Oceanu Indyjskiego przynosząc ptakom sporo rybnego pokarmu do złowienia. Tam znalazłam  mój "bilet powrotny".

Ostrygojad afrykański

Ptaki na Lanzarote.

Ptaki na Lanzarote.

 O ptakach na kanaryjskiej wyspie Lanzarote powinnam była już dawno napisać. Byliśmy tam kiedyś  w listopadzie. Nie jest to wymarzony okres do obserwacji ptaków, ale najlepszy, żeby uciec od późnojesiennej szarości. Wzięłam teleobiektyw i miałam go w pogotowiu  niemal zawsze. To, że zwlekałam z napisaniem,  wynika z problemu identyfikacji niektórych osobników. Nie lubię tego robić i irytuje mnie szukanie szczegółów u ptaków, które trudno rozpoznać. Zawsze mam z tyłu głowy myśl, że może to jednak nie ten? Szczególnie dotyczy to brodzących, które w tym okresie mają szatę przejściową i znaki szczególne ułatwiające rozpoznanie stają się mało widoczne. Na wyspie było niesłychanie wietrznie, co utrudniało stabilne utrzymanie aparatu. Morska bryza też stanowiła problem związany z robieniem zdjęć. Krople słonej mgiełki niesionej przez wiatr ciągle osiadały na obiektywie. Wystarczyło ją wyczyścić i za chwilę znów była. Mimo różnych perturbacji udało mi się sfotografować kilka gatunków. Pierwszy raz  właśnie  na Lanzarote spotkałam kamusznika, należącego do rodziny bekasowatych.

Ptaki  na morskim wybrzeżu - luty, marzec 2022r.

Ptaki na morskim wybrzeżu - luty, marzec 2022r.

 W lutym i marcu wybraliśmy się na kilkudniowe wypady nad otwarte morze. Zabraliśmy też ze sobą "ptasi" obiektyw, żeby zrobić trochę zdjęć. W lutym ruszyliśmy na Półwysep Helski. Obserwowaliśmy ptaki w kilku miejscach mierzei, zarówno po stronie otwartego morza, jak i zatoki. Początkowo był bardzo silny wiatr i sporadyczny deszcz, ale pojawiło się też słońce. Część ptaków szukała schronienia w czasie nieprzyjaznych warunków pogodowych w portach (byliśmy na Helu i we Władysławowie). Niektóre radziły sobie doskonale na wodach zatoki, ale trzymały się bardzo daleko. Zdjęcia są zatem różnej jakości, bo warunki atmosferyczne były zmienne. Na Półwyspie Helskim spotkaliśmy ptaki zimujące u nas. Najbardziej zależało mi na zobaczeniu lodówek, które były nie tylko w portach, ale także widywaliśmy je podczas spacerów wzdłuż plaży w Jastarni i Juracie. Piękne kaczki, wpisujące się kolorystycznie w zimową aurę. Późną wiosną odlatują na północ, gdzie tundra Eurazji i Ameryki Północnej jest ich miejscem lęgowym. 

Ptaki RPA - cz.3 - wikłaczowate.

Ptaki RPA - cz.3 - wikłaczowate.

Wikłaczowate to duża rodzina ptaków. Należy do nich podrodzina wikłaczy. To bardzo ciekawe ptaki i obserwacja ich sprawiła nam dużo przyjemności. Przede wszystkim charakteryzuje je dymorfizm płciowy. Samce są zwykle kolorowe, a samice podobnie jak młode osobniki dość pospolite i wręcz czasem trudne do odróżnienia. Nazwa podrodziny odnosi się do wyjątkowych umiejętności plecenia gniazd. Posługują się źdźbłami trawy konstruując z nich najróżniejsze ptasie "domostwa" o imponującym wyglądzie. Poza sezonem lęgowym zwykle zbierają się w grupy i tak spędzają czas, zdobywając pożywienie na które składają się nasiona traw, ziarna zbóż i drobne owady. 

Wikłacza olbrzymiego spotykaliśmy wyłącznie w strefie deszczowej, w obszarze roślinnym RPA zwanego  Grasslandem.

Ptaki RPA - cz.2 - Żołny, nektarniki i dudkowiec.

Ptaki RPA - cz.2 - Żołny, nektarniki i dudkowiec.

Dużo czasu minęło od powrotu z RPA, ponad pół roku. Dlatego zaczęłam porządkować zdjęcia i opisywać napotkane ptaki. Czy pamiętacie, że napisałam post o biskupie - klik ? To mój faworyt. Do kolejnego wpisu wybrałam kolorowe gatunki, które spotkaliśmy w różnych miejscach. Żołny to ptaki należące do rzędu kraskowatych. Na pierwszym zdjęciu jest żołna białoczelna

Leśne obserwacje ptaków - przełom kwietnia i maja 2020 r. - cz.2.

Leśne obserwacje ptaków - przełom kwietnia i maja 2020 r. - cz.2.

Prowadzimy ostatnio dość powtarzalny tryb życia. Wstajemy o piątej rano i ruszamy do lasu. Wczesne godziny oznaczają pusty las - od ludzi, ale nie od ptaków, bo te są wtedy najaktywniejsze. Jesteśmy w lesie tak wcześnie, że światło niekoniecznie sprzyja fotografowaniu. Jednak nie zdjęcia są tu najważniejsze (choć nie ukrywam, że ważne), ale ten uroczy hałas, który tworzy mieszanina śpiewów, do tego wilgoć powietrza, zapach ziemi i perlista rosa, która stopniowo znika wraz z rozwojem dnia. To cudowny czas, najpiękniejszy w ciągu roku. Las nigdy już później nie ma w sobie tej świeżości zieleni i wszechobecnego uroku rozwijającego się życia. Co my tam robimy przez zwykle pięć czy sześć godzin dziennie? Podglądamy przyrodę i cieszymy się tym, co mamy dookoła. 

Byłam przekonana, że w lesie już nowe gatunki ptaków mnie nie zaskoczą. Pierwszego maja okazało się, że byłam w błędzie. Poszłam bez aparatu, bo padał deszcz, a momentami nawet lał. W lesie było pusto, spokojnie i bez ludzi. Obserwowałam dzięcioła zielonego, który ostentacyjnie usiadł na słupku szkółki leśnej przy ścieżce, żeby mi po raz enty udowodnić, że on wie, kiedy to ja mu zdjęcia nie zrobię ;D Gdy tak na niego patrzyłam, niczym zmokła kura, wtedy przyleciał inny ptak i usiadł na słupku obok. Był dużo mniejszy, o beżowych odcieniach piór. Przypuszczałam, że to krętogłów, ale dopiero w domu sprawdziłam tu i tam zyskując pewność.  Kolejnego dnia wyruszyłam  z nadzieją w głowie i  aparatem na szyi. Udało się, oto i on.



Las po "kwarantannie"- koniec kwietnia 2020 r. - cz.1.

Las po "kwarantannie"- koniec kwietnia 2020 r. - cz.1.

Izolacja to dla nas wszystkich trudny czas. Wprowadzenie zakazu wstępu do lasu bardzo nas dotknęło i od razu odczuliśmy jego skutki. Trudno nam było funkcjonować, patrząc tylko przez okno. Na szczęście znów możemy chodzić w leśne ostępy, podglądać życie ptaków, cieszyć oczy wiosennymi kwiatami, oddychać świeżym powietrzem i  na dodatek bez maseczki. Cały ubiegły tydzień, co dzień odbywaliśmy długie spacery. Spotykaliśmy widywane o tej porze roku ptaki. Jednak tu jak i w wielu miejscach na łonie natury nic "dwa razy się nie zdarza". Każdy sezon z ptakami jest inny. Każdy napotkany ptak może się już więcej nie pojawić. Jedno jest pewne - ptaków z roku na rok jest co raz mniej. Jest to zauważalne i nie ulega wątpliwościom. Tym bardziej cieszymy się z każdej obserwacji, a jak jeszcze uda się to utrwalić na zdjęciu to już lepiej być nie może.

Robienie zdjęć w lesie to wyzwanie pod wieloma względami. Ptaki są bardzo nieufne, co jest zrozumiałe i niech tak zostanie dla ich bezpieczeństwa. W słoneczny dzień trzeba sobie radzić z plamami słońca i cienia na każdym skrawku powierzchni. Ptaki przeskakując z miejsca na miejsce momentalnie zmieniają siłą rzeczy warunki fotografowania. Gdy nie ma słońca na zdjęciach wychodzi "ziarno", a barwy są niewyraźne. W obecnych warunkach trudne jest podchodzenie do ptaków, a właściwie to mija się z celem. Ściółka jest wysuszona i każdy krok wywołuje ogromny hałas, bo wszystko trzeszczy pod butami. Duża część skrzydlatych stworzeń siedzi wysoko w koronach drzew, które są dla nas nieosiągalne. Chodzimy zwykle wcześnie rano, kiedy ptaki są najbardziej aktywne i jest najmniej ludzi. Światło słoneczne jest jeszcze wtedy dość słabe. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo robienie udanych zdjęć w naturze to ogromne wyzwanie, ale i  szczęście, którego doświadczamy każdego dnia, choć w skromnej ilości. Niech to się nie zmienia. Patrząc na zdjęcia bądźcie wyrozumiali :)

Raniuszki, to ptaki, o sfotografowaniu których marzę od lat. Widywałam je bardzo rzadko i tylko raz czy dwa udało mi się zrobić niezbyt udane zdjęcie. W tym sezonie pojawiła się para, tuż przy drodze. Jednak przylatują dopiero, gdy ściana lasu jest nagrzana przez słońce. Nie ma tu reguł godzinowych, jest łut szczęścia. Nie zawsze je spotykamy. Na dodatek to miejsce bardzo ruchliwe, gdzie jest najwięcej ludzi. Raniuszki zwykle przysiadają na chwilę, ktoś biegnie, idzie lub jedzie na rowerze więc podrywają się, odlatują i tyle. Gdy już zdecydują się powrócić sytuacja się powtarza. Mimo tych trudności zrobiłam kilka zadowalających zdjęć.

Ptaki Australii Zachodniej - część 3.

Ptaki Australii Zachodniej - część 3.

W trzeciej i ostatniej części chcę pokazać ptaki buszu i otwartych przestrzeni. Będą to przedstawiciele różnych gatunków, ptaki małe i duże. Zacznę od maleńkiego, którego uroda ujęła mnie najbardziej. To skalinek czerwonoczelny, a w dosłownym tłumaczeniu "rudzik w czerwonej czapce", uznany za jednego z najbardziej ruchliwych ptaków Australii. Waży ok. 7-9 g i jest endemiczny dla kontynentu, wybierając na miejsca bytowania suche tereny. Drobny, płochliwy i skryty  ptaszek dzięki swoim wyrazistym piórom nie może być niezauważony. 


Ptaki Australii Zachodniej - część 2.

Ptaki Australii Zachodniej - część 2.

W drugiej części chcę Wam przedstawić ptaki związane ze środowiskiem wodnym. Niezależnie czy jest to ocean, estuaria, jeziora słodkie lub słone. Najbardziej niezwykłym ptakiem jaki widzieliśmy i od którego chcę zacząć ten wpis to maleńka sieweczka rdzawogłowa.


Ptaki Australii Zachodniej  - część 1.

Ptaki Australii Zachodniej - część 1.


Podczas naszej podróży po Australii Zachodniej - jak wszędzie - wypatrywaliśmy ptaków. Świat przyrody australijskiej i w tym względzie okazał się dla nas bardzo egzotyczny. Odkrywanie nowego, nieznanego świata to jedna z wielkich przyjemności podróżowania. Gdyby ktoś Was zapytał jakie znacie ptaki z Australii pewnie większość odpowiedziałaby emu i papugi np.kakadu. My przed wyjazdem też. Jednak świat australijskich ptaków kryje sporo niespodzianek. 

Jedna z największych pojawiła się w grudniu 2014 roku w prestiżowym czasopiśmie "Science"(klik).  Wszystko zaczęło się od odnalezienia najstarszych na Ziemi skamielin skrzydlatych istot, pochodzących sprzed 54 milionów lat. Na podstawie wielu badań genetycznych okazało się, że Australia jest ojczyzną ptaków śpiewających, obejmujących dziś ok. 5000 gatunków. Zaczęły się one różnicować jakieś 33 miliony lata temu i przez ok. 10 milionów lat nie opuszczały Australii. Wyobraźmy sobie, że ten kontynent rozbrzmiewał śpiewem ptaków, podczas gdy inne trwały "w milczeniu". Przez cały XX wiek ornitolodzy uważali, że ptaki ewoluowały na terenach na północ od Australii, a potem ją zasiedlały. Jak to czasem bywa w dziejach, jedno odkrycie diametralnie zmienia dotychczasową wiedzę.

Na antypodach mamy największą różnorodność genetyczną ptaków. Oprócz ptaków śpiewających w Australii ewoluowały dwie inne,  powszechne na całym świecie grupy -  gołębie i papugi.

Trzech przedstawicieli rodziny gołębiowatych udało nam się uwiecznić na zdjęciach. Poniżej aborygenek długoczuby, ptak endemiczny dla Australii. Żeruje zwykle na ziemi, gdzie szuka nasion roślin. Jest ceniony za to, że zjada nasiona wielu chwastów. Spójrzcie na piękne, mieniące się w słońcu metalicznie kolorowe pióra skrzydeł i czarne paski na grzbiecie.


Ptaki RPA - cz.1 - O spotkaniach z biskupem.

Ptaki RPA - cz.1 - O spotkaniach z biskupem.

Właściwie powinno być jeszcze dodane, z biskupem czerwonym, południowym...Kiedy w Nowy Rok znaleźliśmy się w Johannesburgu, wzięliśmy nasz zamówiony w wypożyczalni samochód i ruszyliśmy w kierunku zachodnim, lekko odbijając na południe. Ledwie opuściliśmy miasto, a  tuż przy drodze na poboczu porośniętym trawą mignęła mi jego kardynalska czerwień. No właśnie, nie wiem czemu nazywa się biskupem, bo jego "strój" jest wybitnie kardynalski, a nie biskupi. Od razu podniosłam lament, żeby się zatrzymać. To nic, że nie ma pobocza! To nic, że są ciągłe linie! To nic, że jadą za nami ciężarówki! To wszystko nieważne!  Liczy się tylko On :) Rozum mi na widok ptaków od razu odlatuje... Byłam niepocieszona, ba - wręcz zdruzgotana, że się nie zatrzymaliśmy. Uważałam, że to był mój jedyny biskup-kardynał jakiego spotkam w życiu. Gdy przyszła burza i spadły na nas kule lodu wielkości dorodnych czereśni, poczułam z  naturą silną więź. Moje emocje były jak burza z piorunami. Spadł potem deszcz, niebo z granatowego zrobiło się jaśniejsze, a my na szczęście zgubiliśmy drogę, bo zamiast nad jezioro dotarliśmy do bazy wojskowej, gdzie powitali nas uzbrojeni żołnierze. To wszystko nic, bo właśnie tam, wśród traw przy drodze pojawiło się spore stadko. Niestety czujność tych stworzeń była wyjątkowa. Zatrzymanie samochodu, otwarcie szyby ... i nie ma co podziwiać. O wyjściu z samochodu można było pomarzyć. Stado jaskrawoczerwonych biskupów wyczuwało moje plany na wyrost. Na szczęście,  jeden się zagapił i nie odfrunął z całą resztą.  Oto i on, żywy dowód na to co są w stanie uczynić hormony. My ludzie też tego doświadczamy, choć nie w tak spektakularny sposób. 

Ptaki Etiopii - w Parku Narodowym Awash.

Ptaki Etiopii - w Parku Narodowym Awash.

Park Narodowy Awash jest jednym z najstarszych w Etiopii. Założony w 1966 roku chroni zwierzęta żyjące w suchym, sawannowym, półpustynnym regionie. Niestety, jak w większości regionów Etiopii nie udało się uchronić wielu z nich, które stały się ofiarą kłusowników w czasie klęski głodu. Dziś jednak populacja zwierzyny odradza się, choć nie są to ilości spotykane w parkach Kenii, czy Tanzanii. Jest jeszcze jeden powód dla odwiedzenia tego terenu - spora ilość ptaków innych niż te zamieszkujące Dolinę Ryftową. O świcie ruszamy do południowej części parku - równin Illala Sala. Dominują tu drzewa akacjowe i drobny busz. Jeśli są akacje to muszą być dzierzby, który mają zwyczaj łapania owadów i nadziewania ich na kolce drzew. Oto dzierzbik czerwonogardły.

Ptaki Etiopii - nad jeziorem Awassa.

Ptaki Etiopii - nad jeziorem Awassa.

Po opuszczeniu Doliny Omo ruszyliśmy w kierunku północno-wschodnim, żeby dotrzeć do miasta Awassa, położonego nad jeziorem o tej samej nazwie. To ostatnie jezioro jakie istnieje w Dolinie Ryftowej w Etiopii, nad którym nie byliśmy. Po Ziway, Langano, Abijatta, Shalla, Chamo i Abaya - Awassa jest najmniejsze, bo ma powierzchnię 129 km kwadratowych. To mniej niż 1/3 powierzchni jeziora Ziway. Choć oferuje spotkanie z 70 gatunkami ptaków jest przy brzegach zanieczyszczone plastikowymi butelkami i torebkami, których jakby nikt nie zauważał.  Nad jeziorem istnieje coś, co określane jest mianem tamy, która zapobiega sezonowemu podtapianiu okolic miasteczka. To dla mnie bardziej przypomina groblę, ale widocznie te kilka metrów ponad poziom wody pomaga. Z rana nie było tam dużo ludzi, ale z każdą godziną było widać, że to jedno z ulubionych miejsc spacerowych. Fotografowanie ptaków nie było łatwe, zwłaszcza przy głośnych zaczepkach i chęci pogadania sobie z nami. Jeśli chodzi o krajobraz to sporo tam trzcin i roślinności pływającej. Roślinność zarastająca brzegi jeziora warunkuje bytowanie określonych gatunków. Spotkaliśmy tam "starych" znajomych i zupełnie nowe ptaki. Zacznę od tych drugich. 

Poniżej średniej wielkości dzięcioł zwany dzięciolikiem moręgowanym. Dorasta do ok. 21 cm długości. Samiec ma czerwoną "czapkę" na głowie, zatem ten przez nas spotkany to samica. Lubi krzaki i zarośla, gdzie z reguły poszukuje chrząszczy, pająków i innych drobnych owadów. Żeruje też na ziemi, żywiąc się mrówkami i termitami. 


Ptaki Etiopii - w Dolinie Omo.

Ptaki Etiopii - w Dolinie Omo.

Obszar Doliny Omo to miejsce życia nie tylko ciekawych, malowniczych ludzi o których pisaliśmy na blogu. To także habitat różnorodnych ptaków, z których większość mieliśmy okazję zobaczyć tylko tam. Niektóre z nich o pięknych wyrazistych barwach, jak ta żołna szkarłatna. Nic dziwnego, że wybrała sobie do życia południowy rejon Etiopii. Do rozmnażania potrzebuje stromych, piaszczystych brzegów rzeki, gdzie wykopuje nory, w których zakłada gniazda. Takich brzegów rzece Omo nie brakuje, a bliskość wody  gwarantuje obecność owadów.


Poszukując pluszcza.

Poszukując pluszcza.

Okres Wielkanocy postanowiliśmy w tym roku spędzić w Szkocji. Skorzystaliśmy ze wspaniałej, słonecznej pogody, która zmotywowała nas do wielu wędrówek po okolicy. Za bazę obraliśmy tym razem Aberdeen, z którego blisko jest do wielu atrakcyjnych miejsc związanych z morzem i górami.

Jesteśmy w Glen Doll, dolinie ukształtowanej miliony lat temu przez lodowiec i wodę, będącej częścią największego w Wielkiej Brytanii Parku Narodowego Cairngorms. Pojechaliśmy tam z myślą o całodniowej wędrówce szlakami i podziwianiu bezkresnych przestrzeni. 

Ptaki Etiopii - kruki grubodziobe.

Ptaki Etiopii - kruki grubodziobe.

Jedziemy do Goba, naszej bazy wypadowej w górach Bale. W końcu przejeżdżając przez góry, przy krętej drodze gdzieś między  miejscami zamieszkałymi przez ludzi, dostrzegamy parę kruków grubodziobych (Corvus crassirostris) - największych przedstawicieli kruków na Ziemi, porównywanych wielkością z gęsią. 


Kruk grubodzioby to ptak endemiczny, żyjący tylko w Rogu Afryki. W Etiopii spotykany jest głównie w Parku Narodowym Semien (na północy) i Parku Narodowym Bale. Upodobał sobie górskie obszary do wysokości 4100 m n.p.m.


Para, którą spotkaliśmy była bardzo sobą zajęta. Ptaki obdarzały się wzajemną czułością, która polegała na ciągłym przytulaniu się i skubaniu piór, zwłaszcza w okolicach głowy, gdzie są one bardzo krótkie.


Samica wydawała się nieco drobniejsza niż samiec. Ptaki te łączą się w pary tylko w okresie lęgowym. Poza tym okresem żyją w stadach. Przyjrzyjcie się dziobowi. Ma długie, wklęsłe rowki. Końcówka dzioba jest biała, podobnie "czapeczka", która mi kojarzy się z jarmułką ;) Na karku jest też wąski pasek białych piór. Cechą charakterystyczną jest brązowy połysk ptaków, który dzięki słońcu widać na zdjęciach. 


Poniżej widać, że otwory nosowe w rowkach na dziobie przykryte są piórami, zwłaszcza u ptaka po prawej stronie.


Kruki grubodziobe jedzą pędraki. Zaobserwowano, że potrafią rozrzucać łajno i wydobywać z niego larwy chrząszczy. Jedzą też padlinę, skrawki mięsa i resztki żywności porzucone przez ludzi. Potrafią wydobywać ziarna z dojrzałych zbóż. 


Bardzo nam zależało, żeby zobaczyć te ptaki. Zrobienie zdjęcia to marzenie numer dwa. Oba się spełniły :)  Mieliśmy dużo szczęścia.