Ptaki RPA - cz.1 - O spotkaniach z biskupem

Właściwie powinno być jeszcze dodane, z biskupem czerwonym, południowym...Kiedy w Nowy Rok znaleźliśmy się w Johannesburgu, wzięliśmy nasz zamówiony w wypożyczalni samochód i ruszyliśmy w kierunku zachodnim, lekko odbijając na południe. Ledwie opuściliśmy miasto, a  tuż przy drodze na poboczu porośniętym trawą mignęła mi jego kardynalska czerwień. No właśnie, nie wiem czemu nazywa się biskupem, bo jego "strój" jest wybitnie kardynalski, a nie biskupi. Od razu podniosłam lament, żeby się zatrzymać. To nic, że nie ma pobocza! To nic, że są ciągłe linie! To nic, że jadą za nami ciężarówki! To wszystko nieważne!  Liczy się tylko On :) Rozum mi na widok ptaków od razu odlatuje... Byłam niepocieszona, ba - wręcz zdruzgotana że się nie zatrzymaliśmy. Uważałam, że to był mój jedyny biskup-kardynał jakiego spotkam w życiu. Gdy przyszła burza i spadły na nas kule lodu wielkości dorodnych czereśni, poczułam z  naturą silną więź. Moje emocje były jak burza z piorunami. Spadł potem deszcz, niebo z granatowego zrobiło się jaśniejsze, a my na szczęście zgubiliśmy drogę, bo zamiast nad jezioro dotarliśmy do bazy wojskowej, gdzie powitali nas uzbrojeni żołnierze. To wszystko nic, bo właśnie tam, wśród traw przy drodze pojawiło się spore stadko. Niestety czujność tych stworzeń była wyjątkowa. Zatrzymanie samochodu, otwarcie szyby ... i nie ma co podziwiać. O wyjściu z samochodu można było pomarzyć. Stado jaskrawoczerwonych biskupów wyczuwało moje plany na wyrost. Na szczęście,  jeden się zagapił i nie odfrunął z całą resztą.  Oto i on, żywy dowód na to co są w stanie uczynić hormony. My ludzie też tego doświadczamy, choć nie w tak spektakularny sposób. 

Oto wikłacz ognisty w trakcie przemiany. Normalnie można by go nie zauważyć. Jego codzienne "ubranko" nie budzi emocji. Myślę, że nawet pozwala mu się zgubić wśród roślinności. Jednak nie w sezonie lęgowym! Wtedy świeci z daleka niczym latarnia w bezbarwnej otchłani.


To jedyny osobnik (na pierwszym zdjęciu), którego udało mi się uwiecznić w trakcie pierzenia. Ma jeszcze trochę starych piór, ale te nowe, to jak najwytworniejsza kreacja. Za to partnerka, jak u większości ptaków poszkodowana jest przez naturę ;)


Potem pojawił się kolejny, niezbyt bojaźliwy osobnik. Może to wyjątkowy koneser kulinarny, bo niemal "przyspawał się " do rośliny o smacznych nasionach. Jadł, jadł, a ja podchodziłam coraz bliżej. Co za szczęście! Wtedy nie ma znaczenia, że od ponad 30 godzin jestem w podróży. Liczy się tylko TA chwila. Adrenalina działa :)



Ten żarłok nie jest jeszcze okazem tego, co może pokazać nam natura. Dopiero miałam się o tym przekonać. Przejechaliśmy stan Gauteng i wjechaliśmy do Wolnego Państwa, im wyżej tym było mniej biskupów. Dopiero gdy opuściliśmy Royal Natal i dojechaliśmy do  Himeville w stanie KwaZulu - Natal znów pojawiły się w znacznej ilości. 


Nie każdego (jak to w życiu) natura hojnie obdarza. Popatrzcie na czarny aksamit piór, ogniste pióra "czapki" i "peleryny". Prawda, że są  niesamowite ? 


Nie, nie odchodźcie, przedstawienie dopiero się zaczyna! Oto jaki jest mój tors. Jestem prawdziwym atletą ;)


Teraz zobaczcie moja "pelerynę". Jest dwa razy większa, niż się wam wydaje :D


Chwila relaksu, ale strój musi być nienagannie "nadmuchany", bo akurat może to zobaczyć potencjalna wybranka. 


Cały pokaz zaczyna się na nowo, choć to męczące zajęcie. Zwłaszcza, że wokół są inni konkurenci. 


Chwila znużenia,  sprawdzenie terytorium i trzeba puszyć się na nowo. 


Wikłacze ogniste spotkaliśmy tylko tam, gdzie trwała pora deszczowa. Gdy dotarliśmy do Krain Przylądkowych, nie było szans, żeby je zobaczyć. Ptaki te poruszają się wśród traw i trzcin, w pobliżu wody. Tam budują gniazda, śpiewają piosenki, puszą się i wykonują loty pokazowe by przyciągnąć partnerkę.


Gniazdo jest zwykle utkane na sąsiadujących ze sobą trzcinach, w rozwidleniu gałązek niskich drzew lub krzewów.  Jak widać mnóstwo z nim pracy, zwłaszcza gdy głównym narzędziem jest dziób ;) Ponieważ biskupi to istoty społeczne, zwykle można zobaczyć całe kolonie z gniazdami. Zdarza się, że podczas budowy podkradają sobie materiał. Gdy powstanie jedno gniazdo, ptak buduje kolejne. Potem stara się zwabić potencjalne kandydatki na ptasie mamy. Gdy jedno lub dwa gniazda budzą szczególne zainteresowanie, pozostałe porzuca. Samica - wybranka wyściela gniazdo miękkim materiałem i cykl życia rozpoczyna swój rytm.


Jednocześnie nie przeszkadza to w kontynuowaniu zalotów wobec innych samic i tworzenia nowym rodzin. Tak,  to poligamiczne ptaki. Jedna partnerka im nie wystarczy ;) 


Brakowało mi tych ptaków w dalszej części podróży. Ich widok, jaskrawość piór i zachowanie pozostaje dla mnie niezwykle miłym wspomnieniem z RPA. Jednak nie jedynym o czym mam nadzieję, nie raz się jeszcze przekonacie :)

1 komentarz:

  1. Cudowne spotkanie-)
    Przepiękny ten ptaszek, partnerka faktycznie troszkę przez naturę poszkodowana,ale samce wyglądają super!
    Fajnie,że mogliście te ptaszki spotkać na swojej drodze.
    Pozdrawiam!
    Irena-Hooltaye w podróży

    OdpowiedzUsuń