POLECAMY

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Wyjątkowa wystawa  obrazów Vermeera w Amsterdamie.

Wyjątkowa wystawa obrazów Vermeera w Amsterdamie.

Dziś chcemy opowiedzieć o wyjątkowej wystawie. Po raz pierwszy w historii w jednym miejscu zgromadzono 28 z 36 istniejących obrazów flamandzkiego malarza Johannesa Vermeera. Właśnie mija ostatni dzień wystawy dzieł autora "Dziewczyny z perłą", po którym obrazy wrócą na swe dawne miejsca, do muzeów na całym świecie.


Francuskie wytwórnie pierników w  burgundzkim Dijon i alzackim Gertwiller.

Francuskie wytwórnie pierników w burgundzkim Dijon i alzackim Gertwiller.

 Podróżując po Francji odwiedziliśmy miasto Dijon, które większości kojarzy się słusznie z musztardą. Jednak to również ważny ośrodek  produkcji pierników. Reims i Dijon to dwa najważniejsze miasta kojarzące się z korzennymi wypiekami. Początków pierników można szukać już w starożytnym Egipcie, potem Grecji (gdzie robiono „melitounta”)  i Cesarstwie Rzymskim („panis mellitus”). Były to raczej słodkości wypiekane z miodem. W najbardziej zbliżonej do współczesnych wypieków wersji piernik pochodzi z Chin. "Mi-Kong" po chińsku oznacza chleb miodowy i był pierwszym aromatycznym chlebem. Doceniony ze względu na wysokie wartości energetyczne, był używany w szczególności jako racje wojenne dla chińskich jeźdźców. Dzięki armii Czyngis - chana dotarł do Turków i Arabów na Bliski Wschód, a za ich pośrednictwem w czasie wypraw krzyżowych do Europejczyków, głównie do dzisiejszej Francji i Niemiec, wraz z orientalnymi przyprawami. W 1296 roku po raz pierwszy pojawiło się w Niemczech określenie „piernik”. Przepis szybko się rozpowszechnił i trafił na stoły klasztorów germańskich i alzackich. Piernik z czasem stał się tradycyjnym ciastem miast hanzeatyckich, będąc symbolem ich powodzenia oraz szerokich kontaktów ze światem. Był wielkim luksusem, ze względu na koszty importu przypraw korzennych i bakalii. Jako towar eksportowy, został tak pomyślany, aby przetrwać długie podróże lądowe. Tradycja  wypieku przetrwała m.in. w Bremie, Monachium, Norymberdze, Amsterdamie, Liège, Ostendzie i Kłajpedzie, a z polskich miastach w Szczecinie, Gdańsku i ToruniuWynalezienie proszku do pieczenia pod koniec XIX wieku doprowadziło do powstania najróżniejszych wariantów piernika.

Wracamy jednak do Dijon, a dokładnie do przedsiębiorstwa "Mulot&Petitjean", które od ponad dwustu dwudziestu lat zajmuje się produkcją pierników.

 

Republika Południowej Afryki - Rezerwat Przyrody Stony Point.

Republika Południowej Afryki - Rezerwat Przyrody Stony Point.

Stony Point Nature Reserve znajduje się na terenie Betty's Bay, małego, wakacyjnego miasteczka w Zachodniej Prowincji Przylądkowej, ok. 100 km od Kapsztadu. Otoczone jest ono malowniczymi górami Kogelberg.

Odwiedzone przez nas miejsce ma wiele walorów do odkrycia. Oczywiście jednym z najważniejszych jest możliwość obcowania z dzikimi zwierzętami, oglądania ich życia z bliska. Czują się tam na tyle bezpiecznie, że nie uciekają od ludzi. To zasługa zmian jakie zaszły w traktowaniu przyrody w RPA.

Morawy południowe - wiosenne widoki.

Morawy południowe - wiosenne widoki.

 Na Morawy południowe ruszyliśmy na przełomie kwietnia i maja. To rejon chętne odwiedzany ze względu na uroki krajobrazów. Czasem nazywany jest "morawską Toskanią", bo pofałdowany teren, który tam możemy zobaczyć przypomina trochę Crete Senesi. Miejsca odwiedzane przez wielbicieli krajobrazów koncentrują się w dwóch rejonach - na zachód od Kyjova (najciekawiej jest w okolicach miejscowości Strážovice) oraz na północ od Koryčan. Zamieszkaliśmy właśnie dlatego w tej drugiej miejscowości.

 Osoby fotografujące najczęściej wędrują w określone, popularne miejsca, by robić zdjęcia. My też je odwiedziliśmy, ale zdjęcia robiliśmy na wszystkich możliwych, przejechanych trasach w tym rejonie. Aura  niestety nie sprzyjała tzw. "złotej godzinie" -  rano i o zachodzie słońca. Zawsze było pochmurnie, choć zrywaliśmy się przed wschodem mając nadzieję na ciepłe światło, snujące się płasko po wzgórzach. Nic z tego. W ciągu dnia kierowaliśmy się też poszukiwaniem słońca, bo niebo zasnute chmurami nie służy barwom w terenie. Niestety jak się tam nie mieszka, trzeba się cieszyć z tego co się ma, chwytać chwilę. Cieszyć się ciepłem, którym obdarowała nas pogoda i polami z rzepakiem w pełnym kwitnieniu. To, że klimat jest znacznie cieplejszy przekonaliśmy się mieszkając najpierw w Mikulovie, gdzie rosły migdałowce i drzewa figowe. Pobyt na Morawach południowych był bardzo udany. największym zaskoczeniem dla nas były pyszne wina, które przywieźliśmy również do domu Na zdjęciach pojawiają się też winnice. Miłego oglądania :) 

Jeśli będziecie szukać konkretnych informacji gdzie pojechać, polecamy blog "Człowiek Przygoda" klik Pawła Szpali, z którego korzystaliśmy planując podróż.

Winnice

Cieszyn - trzy atrakcje.

Cieszyn - trzy atrakcje.

Do Cieszyna wpadliśmy po drodze, jadąc na Morawy. Czujemy niedosyt, bo miasto wydało nam się zachwycające. Byliśmy tam wieki temu, każde osobno i oboje niewiele pamiętamy, bo to odległe czasy. Bez wątpienia warto miastu poświęcić więcej uwagi, ale nam tak się ułożyło. Postanowiliśmy odwiedzić trzy cieszyńskie atrakcje. O szlaku magnoliowym dowiedziałam się kiedyś od Anity. Od tego zaczął się pomysł odwiedzin. Po kontakcie z Kasią, mieszkanką Cieszyna, dostaliśmy namiary na pozostałe atrakcje. Nie zawiodły nas! To mało powiedziane :) Naprawdę  warto było! Podziękowania dla Anity i Kasi :) Zwłaszcza Kasi za fatygę i informacje o stanie kwitnienia magnolii. 

Ogród Botaniczny Kirstenbosch w Kapsztadzie - RPA.

Ogród Botaniczny Kirstenbosch w Kapsztadzie - RPA.

 Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce, do którego mogłabym wrócić w RPA to zapewne byłby to Ogród Botaniczny Kirstenbosch. Kiedy byliśmy pierwszy raz w Kapsztadzie, wzbudził we mnie ogromny zachwyt. W 2020 roku, w styczniu zdążyliśmy jeszcze odbyć podróż przed pandemią i zamieszkaliśmy w jego sąsiedztwie, żeby mieć blisko. Mam znów niedosyt,  głównie dlatego, że fotograficznie - uganiałam się za ptakami i ciągłe zmienianie obiektywu na uniwersalny nie wchodziło w rachubę. Niemniej trochę widokowych zdjęć jest dzięki Piotrowi i postanowiłam zrobić ten wpis. 

Arboretum Wirty jesienią.

Arboretum Wirty jesienią.


O Arboretum Wirty - najstarszym leśnym ogrodzie botanicznym w Polsce pisaliśmy wiosenną porą tu - klik. To dla nas bardzo ciekawe, malownicze miejsce warte odwiedzenia. Wiosną wszystko budzi się do życia i tryska zaraźliwą energią. Pąki, kwiaty i liście zachwycają po martwej zimie. Trudno nie wrócić do arboretum jesienią. Nie dlatego, że gdzie indziej nie widać kolorowej jesieni. Po prostu tam różnorodność drzew jest niespotykana. Dlatego wracamy i cieszymy się chwilą pięknej pogody. Ogrzewamy się w słońcu pogodnej jesieni, chłoniemy jaskrawe barwy, wdychamy poranną wilgoć powietrza, w której rozprasza się pomarańczowe światło. Piękno natury w jej najlepszej chwili. Jesienna wizyta odwraca naszą uwagę od edukacyjnej roli ogrodu. Urok jesieni jest tak obezwładniający, że skupiamy się na tym, żeby chłonąć ten moment, ten czas - tak ulotny i krótki.

Jesień w  odcieniach żółci.

Alpejski Ogród Kwiatowy w Kitzbühel.

Alpejski Ogród Kwiatowy w Kitzbühel.

Przyroda ma moc regeneracji i zbawienny wpływ na naszą psyche. Gdy patrzymy na przestrzeń z lotu ptaka, nabieramy dystansu do tego co codzienne, przyziemne. Dzisiejsza rzeczywistość nie zachęca do latania, więc wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w góry. Nie...nie w Tatry, które znamy i kochamy. Dalej, gdzie ludu mniej i da się przejść bez ścisku...w Alpy Zillertalskie. 

Arboretum Wirty przy Nadleśnictwie Kaliska - niezwykłe odkrycie po latach.

Arboretum Wirty przy Nadleśnictwie Kaliska - niezwykłe odkrycie po latach.

Podróżując na potęgę w miejsca dalekie mamy wielki szacunek i ciekawość dla miejsc nam bliskich. Odwiedzamy je często "weekendowo", bo są blisko i nie wymagają specjalnych przygotowań by do nich dotrzeć. Przyznamy uczciwie - mieszkamy w Trójmieście od lat, a miejsce to było dla nas nieodkrytą tajemnicą. Do dziś nie możemy zrozumieć dlaczego? Dowiedzieliśmy się o nim dzięki naszym sympatycznym Sąsiadom, których spotykamy tu i tam na leśnych ścieżkach. Gdy tylko pojawiła się okazja, odwiedziliśmy je spędzając jeden z piękniejszych dni w trakcie obecnego trudnego czasu. Był piątek, wczesne popołudnie, piękne słońce i brak ludzi. To idealny czas, by cieszyć się tak pięknym miejscem położonym ledwie nieco ponad godzinę jazdy od naszego domu.


Park Narodowy Golden Gate Highlands w RPA. Raj dla miłośników natury i trekkingów.

Park Narodowy Golden Gate Highlands w RPA. Raj dla miłośników natury i trekkingów.

Los sprawił, że tuż przed stanem epidemicznym udało nam się jeszcze odbyć arcyciekawą, trzytygodniową podróż po RPA. Taki roadtrip z Johannesburga do Kapsztadu.

Kiedy przywołujemy nazwę Golden Gate, zwykle myślimy o słynnym moście w San Francisco. My znaleźliśmy miejsce o tej nazwie na innym kontynencie, w innym kraju. W Południowej Afryce.

Shell Beach, czyli plaża muszelkowa w Australii Zachodniej

Shell Beach, czyli plaża muszelkowa w Australii Zachodniej

Australia Zachodnia zadziwiła nas niezwykłymi miejscami, rzadko spotykanymi w innych częściach świata. Jednym z nich była Shell Beach - plaża muszelkowa. Ciągnie się przez jakieś 60 kilometrów, a muszelki zalegają na głębokość do 10 metrów. Z góry wygląda jak zwykła plaża o perfekcyjnie białym, drobnym piasku. Turkusowe i niebieskie barwy wody zapraszają wręcz do kąpieli.


Z bliska jednak zaskakuje. Zamiast piasku znajdziecie tu zalegujące muszelki po pewnym gatunku małż sercówek (hamelin cockles). Są prawie przezroczyste, gdy spojrzycie na nie przez światło. Tak naprawdę nie ma tu grama piasku, są zaś same muszelki. Miliardy muszelek.


Przez lata muszelki te używane były do budowania domów. Miażdżono je, prasowano i produkowano z nich cegły. Tak świetny, darmowy materiał nie mógł sie bowiem zmarnować.


Dziś znajdziemy je jako budulec niektórych historycznych domów. W pobliskim Denham spotkaliśmy restaurację, która zbudowana została właśnie z takiego materiału. Pobliskim ... oznacza jakieś 50 kilometrów. W skali odległości Australii Zachodniej to tak jak odległość dwóch dzielnic w niewielkim mieście, bo często dystans rzędu 300 km uznawany jest tu za niewielki.


Wracajmy na plażę. Chodzenie po niej boso jest mało komfortowe, acz słyszeliśmy o leczniczych właściwościach masażu stóp. Na jednym metrze kwadratowym znajdziecie jakieś 4000 muszelek. 


Chcecie się wykąpać? Woda jest tu dwa razy bardziej słona niż w okolicznym oceanie co powoduje, że będziecie się na niej unosić jak na materacu. Nie zdziwcie się jak wyjdziecie z niej pokryci warstwą soli, gdy woda wyschnie.


Małże, które tu żyją filtrują plankton, ale niestety jest go niewiele. Stąd współpraca z algami, które przekształcają światło słoneczne oraz dwutlenek węgla w ich pożywienie. Zwykle zanurzone są od jednego do sześciu metrów, by zapewnić odpowiedni dostęp światła.


Mocno słona woda nie wspiera życia wodnego. Jest jednak krystalicznie czysta.


Prześledźmy jak w ciągu wieków zmieniał się obecny obszar, choć wiem, że jest to bardziej opowieść dla entuzjastów historii. Jakieś 10.000 lat temu linia brzegowa była wiele kilometrów stąd. Tutaj była po prostu pustynia. Dziś plaża znajduje się na półwyspie oddalonym od Perth o 800 kilometrów. W tym miejscu ma zaledwie 2,5 kilometra szerokości. Po drugiej stronie znajduje się Shark Bay, czyli Zatoka Rekina.


A z parkingu do plaży jest przysłowiowy rzut beretem.


Jak widać po ilości zaparkowanych samochodów nie ma tu tłumów ludzi.


Nie liczcie więc na interakcje z jakąś większą populacją ludzi.


Na pierwszym planie, choć to plan daleki, relaksuje się Małgosia wpatrując się w bezkres oceanu.


Plaża warta jest odwiedzenia jako fenomen sam w sobie. Znajduje się tuż obok drogi do Parku Narodowego Francis Peron i popularnej plaży Monkey Mia odwiedzanej oprócz turystów przez Emu od strony lądu...


... zaś od strony oceanu przez pelikany i delfiny, wabione codziennym dokarmianiem. Choć nie popieramy tego typu procederu, to w tym wypadku jest to raczej forma edukacji ludzi, połączona z opowieściami strażników parku o zwierzętach i okolicy, bo sama skala dokarmiania jest symboliczna.



Wracamy na naszą muszelkową plażę i kontynuujemy opowieść o historii.


Po ostatniej epoce lodowcowej, jakieś 7000 lat temu poziom wody wzrósł, ale tylko część terenu została zalana przez ocean. Nadal większość wyrastała powyżej poziomu wody. Inna część okolicy zalana przez deszcze tworzyła płytkie jeziora. 1000 lat później woda morska podniosła się, przekroczyła barierę i połączyła się z jeziorami. Pozostały piaszczyste wyspy, pokazujące się lub znikające w zależności od pory roku i poziomu opadów. 4200 lat temu poziom wód podniósł się o dwa metry. Spowodowało to likwidację procesu przypływów oraz odpływów i tym samym zwiększanie się zasolenia wody.


Obecnie poziom wody opadł co powoduje, że naturalna bariera nie sprzyja napływowi świeżej wody, a uwięziona w zatoce paruje, co obniża jej poziom i sprawia że zasolenie rośnie.


To bardzo ciekawe zjawisko obserwowane jest na przestrzeni tysiącleci, nie stuleci, czy dziesięcioleci. Dla nas Shell Beach, czyli plaża muszelkowa pozostaje fenomenem, który chętnie poznaliśmy, z zaciekawieniem obejrzeliśmy i ... pojechaliśmy dalej, bo jest to miejsce fascynujące i warte odkrycia, ale niekoniecznie będące celem długoterminowego relaksu. 


Jedziemy więc dalej szukać naszej ulubionej plaży w  Australii Zachodniej.



Różowe odcienie natury - Hutt Lagoon w Australii Zachodniej.

Różowe odcienie natury - Hutt Lagoon w Australii Zachodniej.

Obecna sytuacja sprawiła, że w kwestii podróży pozostały nam wszystkim ... wspomnienia. Minie pewnie trochę czasu, aż ruszymy znów na szlak. W międzyczasie postanowiliśmy opowiedzieć o niezwykłych miejscach, które odwiedziliśmy, a które z braku czasu nie zdążyliśmy wcześniej opisać. Mamy ich sporo. Może niektóre z nich będą dla Was inspiracją dla przyszłych podróży. 

Oto Hutt Lagoon, zwane inaczej Pink Lake, czyli Różowym Jeziorem.  


Śnieżycowy Jar w Dniu Kobiet.

Śnieżycowy Jar w Dniu Kobiet.

Słyszeliście o śnieżycach? Nie tych gęsto padających, paraliżujących drogi i powodujących korki w miastach. Nie chodzi też o gatunek gęsi, o których, z racji naszych zainteresowań, chcielibyśmy opowiedzieć. Tym razem przedstawiamy roślinę, która zapowiada nadejście wiosny. Śnieżycę wiosenną, zwaną też śniegułką albo gładyszkiem. A wygląda tak...

Podróż po Etiopii - część 25 - Jedziemy na północny wschód w kierunku Parku Narodowego Awash.

Podróż po Etiopii - część 25 - Jedziemy na północny wschód w kierunku Parku Narodowego Awash.

Z położonej na wysokości 1700 m n.p.m. Awassy jedziemy trzysta pięćdziesiąt kilometrów na północny wschód do miasteczka Awash Saba. Znajduje się ono 700 metrów niżej niż Awassa, a to po przyjemnym klimacie Doliny Ryftowej oznacza niezły upał. Ostatni etap to droga A1 prowadząca w kierunku Dżibuti, pełna ciężarówek zmierzających w kierunku portu lub z niego w głąb kraju. Etiopia, choć jest krajem ogromnym, nie posiada dostępu do morza. Droga jest niebezpieczna, jeśli oceniamy ją przez pryzmat ilości wraków samochodów zalegających pobocza.


Podróż po Etiopii - część 24 - W Awassa nad Awassa.

Podróż po Etiopii - część 24 - W Awassa nad Awassa.

Po opuszczeniu Doliny Omo ruszyliśmy w kierunku północno-wschodnim, żeby dotrzeć do miasta Awassa, położonego nad jeziorem o tej samej nazwie. To ostatnie jezioro jakie istnieje w Dolinie Ryftowej w Etiopii, nad którym nie byliśmy. Po Ziway, Langano, Abijatta, Shalla, Chamo i Abaya - Awassa jest najmniejsze, bo ma powierzchnię 129 km kwadratowych. To mniej niż 1/3 powierzchni jeziora Ziway.