Ptaki Islandii - część 1.

Ptaki Islandii - część 1.

Rozpoczynamy kilkuodcinkowy ptasi serial. Opowiemy o ptakach Islandii, które udało nam się spotkać podczas ostatniego pobytu.  Dziś przyjrzymy się kilku śpiewającym. 

Oto świergotek łąkowy. Spotkaliśmy go na południowym wybrzeżu wyspy wśród rozległych pól i łąk. Ładnie pozował nam na skale wulkanicznej.



Dorsz a la Nage czyli tajskie oblicze ryby.

Dorsz a la Nage czyli tajskie oblicze ryby.

Chcąc skorzystać ze sporej ilości mleczka kokosowego, które pozostało mi po poprzednim gotowaniu przez przypadek trafiłem na całkiem atrakcyjny przepis z kuchni tajskiej. Doświadczenie podpowiadało, że mleczko kokosowe stanowi raczej dodatek wykańczający danie. Tym razem okazało się być jego bazą. Przepis troszkę zmodyfikowałem i wyszedł pyszny posiłek na każdą okazję - prosty obiad, czy wykwintną kolację, przystawkę lub danie główne. Lubię tak przygotowaną rybę, bo będąc częściowo zanurzoną w płynie zarówno dusi się jak i gotuje w parze. Dzięki temu jest delikatna i lekkostrawna. Sama nazwa (a la Nage) z francuskiego oznacza rybę pływającą. Rzecz jasna w aromatycznej zupie. Może to być bulion, czy jakikolwiek inny płyn, który jest później wraz z rybą podany. Dzisiejsze danie jest szybkie i proste w przygotowaniu, a przy tym kusi bukietem smaków, któremu trudno się oprzeć.


Dorsz a la Nage na sposób tajski


Składniki (na 2 porcje lub 4 przystawki):
ok. 250 g fileta z dorsza pozbawionego skóry
1 łyżeczka nasion kolendry
sól i pieprz do smaku
1 szalotka
2-3 ząbki czosnku
ok. 2,5 cm korzenia imbiru
1 ostra papryczka
olej do smażenia
400 ml mleczka kokosowego
1 szklanka bulionu warzywnego
1 limonka
2-3 łyżki sosu rybnego
1 łyżeczka sosu ostrygowego
sos sojowy do smaku
1/2 łodygi trawy cytrynowej
chili (opcjonalnie)
cukier trzcinowy
2 łyżki liści kolendry
po 1/2 łyżeczki czarnego i białego sezamu

Wykonanie:

Przygotowujemy 2 filety z dorsza. Wykorzystujemy gruby kawałek (czasem zwany "polędwicą"), pozbawiając go skóry. 

Drobno siekamy szalotkę, czosnek, imbir, ostrą papryczkę (pozbawiając ją wcześniej nasion). Warzywa te obsmażamy na oleju przez 2 minuty. Wlewamy mleczko kokosowe, następnie bulion. Dodajemy sos rybny, sos ostrygowy, sos sojowy, wyciśnięty sok z limonki, startą skórkę z limonki oraz zgniecioną łodygę trawy cytrynowej. Gotujemy redukując płyn na małym ogniu. Doprawiamy chili jeśli chcemy uzyskać bardziej pikantny smak. Dodajemy również cukier trzcinowy w ilości pozwalającej na zrównoważenie smaku kwaśnego, słonego i pikantnego (zwykle ok. 1 łyżki). Płyn redukujemy do ok. 2/3 objętości, do konsystencji gęstej zupy - pozostanie nam zatem ok. 400-450 ml płynu. 

Nasiona kolendry ścieramy w moździerzu i nacieramy nimi dorsza. Rybę doprawiamy solą i pieprzem. Wkładamy do "zupy", przykrywamy patelnię i dusimy na małym ogniu ok. 5-8 minut (w zależności od grubości ryby). Na małej patelence prażymy ziarenka sezamu.

Składamy danie. Na głęboki talerz wykładamy ugotowany filet z dorsza. Wlewamy zupę (nie zalewając dorsza) wraz z posiekanymi warzywami. Dekorujemy prażonym sezamem, plasterkiem ostrej papryczki i liśćmi kolendry.

Danie możemy podać z zarówno jako przystawkę jak i z większą porcją ryby, jako danie główne.


Keks mojej mamy na świąteczny czas...

Keks mojej mamy na świąteczny czas...


Smak tego keksu to smak mojego dzieciństwa. Mama wypiekała jego hurtowe ilości, ale to było u nas normalne. Zaletą ciasta jest prostota i szybkość wykonania oraz niezawodność. Trzeba je upiec przynajmniej dwa dni przed konsumpcją, bo wtedy osiąga swój właściwy smak i strukturę. To jest też niewątpliwa zaleta w czasie przedświątecznej krzątaniny. Bakalie możecie skomponować według Waszych upodobań.  Polecam, bo to najlepszy keks na świecie ;)


Keks mojej mamy


Żołna

Żołna

Dziś napiszę o bardzo kolorowym ptaku :) Marzenie o zrobieniu zdjęć żołnie ciągnie się za nami jak ogon...od bardzo dawna.



Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami śliwkowymi.

Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami śliwkowymi.

Kulinarnie nasze święta to mozaika wspomnień, które ukształtowały nas przez wszystkie lata. Chętnie wracamy do potraw z czasów dzieciństwa i do tego co wnosi kulinarnie nasza rodzina. Są też potrawy, które z racji tego jak bardzo zasmakowały zajmują poczesne miejsce na świątecznym stole. Tak jest właśnie z krajanką, na którą przepis przedstawiam poniżej. Piekę ją od ponad dziesięciu lat i choć mogłabym ją zrobić w dowolnym okresie w roku, to ciągle uważam, że to ciasto świąteczne i na nie po prostu się czeka. Przepis na krajankę znam dzięki Bajaderce, o której czasem tu wspominam. To jeden z najlepszych słodkich smaków Bożego Narodzenia. 


Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami śliwkowymi



Składniki na ciasto:
430-450 g mąki
150 g miodu
90 g cukru muscowado
125 g masła
1 jajo
75 g orzechów włoskich
100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka imbiru
po 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej i mielonych goździków
po 1/4 łyżeczki pieprzu i zmielonego ziela angielskiego

Składniki na marcepan:
450 g pasty migdałowej*
60-65 g cukru pudru
90 g mąki pszennej
3 żółtka
2-3 łyżki mleka
2 łyżki soku z pomarańczy
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego

*pasta migdałowa
270 g migdałów
180 g cukru pudru
1-2 białka 
1,5 łyżeczki ekstraktu migdałowego

dodatkowo:
370-380 g powideł śliwkowych
cukier puder i brandy do zrobienia lukru


*Pastę migdałową trzeba zrobić nieco wcześniej (można ją zrobić nawet dzień czy dwa wcześniej i przechować w szczelnym naczyniu w lodówce). Migdały w skórce zalać wrzącą wodą i odstawić. Po namoczeniu obrać ze skórek i zmiksować jak najdrobniej w melakserze. Połączyć z cukrem pudrem i białkiem. Dodać ekstrakt migdałowy, który uwypukli smak migdałów. Schłodzić  przynajmniej dwie godziny przed użyciem (masa musi być zimna przed kolejną obróbką).

Wykonanie:

Wrzucić do blendera orzechy i zmielić je na drobne kawałki. Podobnie postąpić z kandyzowaną skórką, którą po wrzuceniu do blendera warto oprószyć mąką. 

Miód, cukier i masło podgrzać (nie zagotować) w garnku, dodać przyprawy korzenne i wymieszać do rozpuszczenia wszystkich składników. Mąkę przesiać, dodać proszek i sodę oraz skórkę i orzechy, wymieszać. Do naczynia z miodem dodawać stopniowo mąkę i mieszać aż całość zacznie odchodzić od ścianek. Lekko ostudzić.

Przygotować marcepan - pastę migdałową utrzeć z cukrem pudrem i dodać pozostałe składniki. Dobrze wymieszać, odstawić. 

Do ciepłej masy z mąką i miodem dodać jajo i wymieszać. Przełożyć ciasto na blat i ugnieść na gładka masę. W razie konieczności delikatnie podsypać mąką. Ciasto powinno mieć jednolitą strukturę i być błyszczące. 

Podzielić je na dwie części. Każdą rozwałkować na prostokąt. Ten na spód o wymiarach ok. 35 na 25 cm. Ten na wierzch nieco większy (ja robię to między dwoma arkuszami pergaminu). Ułożyć arkusz z plackiem ciasta na spód na blachę. Na ciasto wyłożyć masę marcepanową zostawiając ok. 1 cm marginesu ciasta, wygładzić ją. Na marcepanie rozprowadzić równą warstwą powidła. To jest dużo trudniejsze bo mamy miękki spód (używam  powideł zblendowanych na mus, żeby były gładkie, zwykle kładę kilka dużych kleksów i delikatnie rozsmarowuję). Na to wyłożyć drugi placek ciasta (ponieważ rozwałkowuję go między arkuszami pergaminu, biorę placek z arkuszem, delikatnie odwracam i przykrywam całość). Przed wstawieniem ciasta do nagrzanego piekarnika dobrze zlepić brzegi, żeby wnętrze nie wypłynęło w trakcie pieczenia. 

Piec w temperaturze 180 stopni C przez 25-30 minut. Po upieczeniu lekko przestudzić i jeszcze ciepłe polukrować. Zostawić odkryte na noc, a rano pokroić na kawałki i przechowywać w szczelnej puszce w warstwach przełożonych pergaminem. Bajaderka sugeruje, żeby krajankę upiec kilka tygodni przed świętami, bo wtedy nabierze odpowiedniego smaku. Ja robię ją na około dwa tygodnie, zawijam puszkę z ciastem szczelnie w folię spożywczą. Nie ma takiej mocy, żeby przetrwała kilka tygodni w moim domu ;)


Pierniczki - dwa rodzaje - tradycyjne i imbirowe.

Pierniczki - dwa rodzaje - tradycyjne i imbirowe.

Telefon od syna zobligował mnie do wpisu receptury na pierniczki. Kiedyś piekliśmy je wspólnie, ozdabialiśmy i wkładaliśmy do puszek, żeby zmiękły na święta :) Teraz szukał on przepisu na blogu, żeby kupić składniki a tu nie ma nic. Czas zatem na nadrobienie zaległości. Przepis jest bardzo stary i pochodzi z kuchni rosyjskiej. Pierniczki są pyszne i smakują tradycyjnie. 
Od kilku lat, gdy dopada mnie coraz częściej brak czasu korzystam z przepisu Bajaderki na pierniczki imbirowe. Nie muszą leżakować, bo natychmiast nadają się do jedzenia. Można je oczywiście zrobić trochę wcześniej i poświęcić czas na ozdabianie. Zatem jest w czym wybrać :) 


Tradycyjne pierniczki 


Składniki :

250 g miodu
75 g cukru
25 g masła
450 g mąki
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 jajo L
1 płaska łyżeczka cynamonu
1 płaska łyżeczka kardamonu
1 płaska łyżeczka zmielonych goździków
1 płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
1 płaska łyżeczka zmielonego imbiru

Podgrzać miód, cukier i masło. Dodać do tego przyprawy, zamieszać, żeby powstała jednolita masa i przestudzić. Mąkę i proszek przesiać do miski, dodać ostudzoną masę z miodem, jajo i całość zagnieść. Przygotowaną masę wstawić do lodówki, najlepiej na całą noc.
Powierzchnię do wałkowania ciasta oprószyć mąką, rozwałkować (grubość ok. 4 mm) i wykrawać dowolne kształty. Piec na pergaminie w temperaturze 175 stopni C przez ok. 15 min. Po wyjęciu ostudzić na kratce. Pierniczki po upieczeniu będą miękkie, podczas stygnięcia stopniowo stwardnieją. Najważniejsze, żeby nie spiekły się w piekarniku.

Do dekoracji używam cukru pudru (100 g na 1 białko) i białka kurzego, ewentualnie barwników. Po włożeniu do puszki wkładam tam kawałek jabłka, żeby szybciej zmiękły. Trzeba jednak sprawdzać, czy jabłko nie pleśnieje.



Pierniczki imbirowe


Składniki:

125 g masła
80 g brązowego cukru
25 g cukru pudru trzcinowego
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka zmielonego imbiru
1 płaska łyżeczka cynamonu
1/4 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego
szczypta soli
1 jajo M
1 łyżka melasy
350 g mąki pszennej
20 g mąki ziemniaczanej

Masło utrzeć z cukrem, szczyptą soli i przyprawami na lekką, puszystą masę. Dodać jajo, melasę i dobrze to razem ukręcić. Wsypać połowę mąki wymieszanej z mąką ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Powtórzyć czynność z resztą  mąki. Zwarte i gładkie ciasto zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przynajmniej przez godzinę. 
Na lekko podsypanej mąka powierzchni rozwałkować ciasto (im cieńsze, tym delikatniejsze i bardziej kruche ciasteczka). Układać na wyłożonej pergaminem blasze. Piec w nagrzanym piekarniku w temperaturze 180 stopni przez 10-12 min. Ostudzić na kratce i ozdobić wg uznania. 

W powyższych przepisach nie podaję ilości pierniczków, bo wszystko zależy od wielkości foremek. Zwykle proporcje podwajam :) 

Chleb gryczany na World Bread Day .

Chleb gryczany na World Bread Day .


Jak co roku 16 października świętujemy Światowy Dzień Chleba i dołączamy do corocznej akcji Zorry. Tym razem chleb jest dość nietypowy, bo zrobiony wyłącznie z kaszy gryczanej. Przepis znalazłam tu - klik . Bardzo polecam ten wypiek wszystkim z nietolerancją glutenu, czy tym którzy chcą zrezygnować z tradycyjnego pieczywa. Dla tych co mogą jeść wszystko może on okazać się ciekawym urozmaiceniem. Z pewnością chleb nie jest dla tych, którzy nie lubią kaszy gryczanej. Poza tym ma same zalety - dobrze daje się kroić, ma ciekawy, lekko orzechowy smak wzbogacony dodatkiem ziaren. Właściwie sam się robi ;) trzeba tylko odpowiednio wszystko rozłożyć w czasie. Zatem do dzieła.


Chleb z kaszy gryczanej niepalonej 



Ulubiona szarlotka.

Ulubiona szarlotka.

Nadszedł najlepszy czas na szarlotki. Najbardziej lubię takie, gdzie jest dużo jabłek i nieproporcjonalnie mało ciasta. Ta szarlotka spełnia wszystkie moje oczekiwania, zapraszam :)



Szarlotka czyli jabłka w kruchym cieście



Islandia - wspomnienia z interioru.

Islandia - wspomnienia z interioru.

Podróż na Islandię była jedną z tych wymarzonych. Nigdy wcześniej nie byłam tak daleko na północy i nie dotarłam do koła podbiegunowego. Na zdjęciach w internecie podziwiałam ogromne przestrzenie bez śladów ludzkiej egzystencji, o które u nas tak trudno. Po wylądowaniu ciągle byłam w Europie, a jednak miałam wrażenie że to nie tylko inny kontynent, ale wręcz inna planeta. Gdy myślę dziś o Islandii w pierwszej kolejności wraca do mnie ten jeden, szczególny dzień o którym chcę napisać.


Ciasteczka owsiane.

Ciasteczka owsiane.

Zawsze pod koniec lata zaczynają się ptasie migracje. Wszyscy słyszymy o bocianach, jaskółkach, żurawiach itp. Od kilku lat obserwujemy też w "naszym" lesie moment, kiedy spora część ptaków odlatuje. Robi się bardzo pusto i cicho. Na pocieszenie dziś ciastka owsiane, dla nas pyszne, niezbyt słodkie z ciekawą nutą smakową. Każde ciacho jest spore bo ma średnicę ok. 8-9 cm. Jeśli lubicie słodkie wypieki zwiększcie nieco ilość cukru. 



Ciasteczka owsiane



Składniki na 24 szt.

250 g mąki pszennej
szczypta soli
1 płaska, niepełna łyżeczka sody oczyszczonej
1 płaska, niepełna łyżeczka proszku do pieczenia
220 g miękkiego masła
150 g cukru muscovado
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii 
2 jaja
265 g płatków owsianych
70 g rodzynek
60 g pekanów
80 g suszonych moreli *


Rodzynki zalać wrzątkiem i odstawić do namoczenia. pekany grubo posiekać, podobnie suszone morele. Mąkę, sól, sodę i proszek wymieszać i odstawić.
Masło utrzeć na jednolitą masę, dodać cukier i kontynuować ucieranie dodając po jednym jajku. Następnie dodać do utartej masy maślanej suche składniki, płatki i bakalie i wszystko razem wymieszać. 
Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wykładałam masę przy pomocy gałkownicy do lodów.  Każdą porcję rozpłaszczałam przy pomocy wypukłej strony łyżki. Na blasze układałam po 8 porcji, zachowując między nimi odległości, które zmniejszają się podczas pieczenia. Piekłam każda porcję ok. 12 min w 180 stopniach C. Ciastka po upieczeniu ( powinny być lekko miękkie po wyjęciu)  studziłam na kratce. Ciastka po upieczeniu miały średnicę 8-9 cm.
* najlepsze w smaku suszone morele to ciemnobrązowe, bez konserwantów.




Pożegnanie z sikorami bogatkami.

Pożegnanie z sikorami bogatkami.

Dziś jest niedziela, a od piątku karmnik opustoszał. Oboje wiemy co to znaczy, odkąd prowadzimy "ptasią stołówkę" przez cały rok. Przychodzi taki moment, kiedy sikory bogatki odlatują. 


Islandia - Góry Kerlingarfjoll.

Islandia - Góry Kerlingarfjoll.

Pomysł odwiedzenia Islandii rodził się w naszych myślach od kilku lat. Zawsze jednak było jakoś nie po drodze. W zeszłym roku nastąpił przełom. Z lodowego lądu wróciła nasza znajoma, my zaś po obejrzeniu kilkunastu zdjęć jej autorstwa wiedzieliśmy, że w kolejnym sezonie będziemy tenże ląd odkrywać.

Islandia ma w sobie wiele z tego co kochamy - bezkresne, dzikie, piękne przestrzenie, niezwykłe krajobrazy, pustkę, nostalgię, aurę tajemniczości, widoki powabne i szorstkie, ptaki nasze ukochane, pierwotną roślinność która walczy na wielu frontach z deszczem, wichurą, temperaturą, śniegiem, wodą. Latem roślinność wygrywa. Widoki - marzenie. Chyba po raz pierwszy w życiu widząc niektóre krajobrazy śmiałem się ze szczęścia. Chwilę potem stresowałem się przed kolejną przeprawą przez rzekę.

Ma ten kraj też wiele z tego, co nas odstręcza - brak tradycji kulinarnej, co skutkuje smakową miernotą. Do tego wszędobylska bylejakość wystroju wnętrz. Coś co nie razi w Azji południowowschodniej, gdzie eksplozja smaków, bujna roślinność i egzotyka zagłusza brak gustu, na Islandii doskwiera w dwójnasób . Brakuje też wątku historycznego, bo choć miejsce pierwszego parlamentu, czy ślady Wikingów było nam dane oglądać, to poza nimi tradycja i historia jakoś nas omijały. Pewnie nie tylko nas.

Te 10 dni, 2900 przejechanych kilometrów, szutrowe i kamieniste drogi, brodzenie w rzekach, piesze wędrówki, niewiele snu, załatana (cudem) opona, marne jedzenie, sztuczne kwiatki w plastikowych wazonikach i pokoiki z piętrowymi łóżkami za 100 Euro dały nam w kość. Za to pogoda ... ta rozpieściła nas ponad miarę. Nasza koleżanka opowiadająca o poziomych deszczach i huraganach najzwyczajniej minęła się z prawdą :-). My tych "atrakcji" nie doświadczyliśmy. Pozytywne wspomnienia z wizyty na tej odległej wyspie pozostaną na długo i głęboko w naszej pamięci.

Dziś krótka impresja z jednego z wielu miejsc, które wzbudziły nasz zachwyt. Jedziemy z północy na południe górską drogą F35, zwaną Kjolur. To bodaj pierwsza droga wytyczona przez intrerior  z pólnocy na południe. Po drodze jest sporo atrakcji, ale dziś skupiamy się na jednej.

Tu dygresja. Drogi na Islandii oznaczone literą F, to te które wiodą przez interior i nie znają słowa "asfalt", części z nich obcy jest też wyraz "most" na rzece. Wjazd mają na nie tylko pojazdy z napędem na 4 koła. Spotkaliśmy solidne pojazdy, które w rzekach utknęły, więc nie jest to chybiona sugestia. Zimą są zamknięte, ze względu na warunki pogodowe. Otwierane są pod koniec maja, w czerwcu, niekiedy w lipcu. Zamykane są jesienią. Jedzie się czasem nieźle, a czasem jak po grudzie. Od czasu do czasu usłyszy się kamień uderzający w podwozie, albo w boczne drzwi. Czasem wpadnie się w dziurę, słysząc huk, ale po jakimś czasie człowiek przywyknie.

Skręcamy w F 347 kierując się do gór Kerlingarfjoll. 



Chleb orkiszowo - kasztanowy na zakwasie.

Chleb orkiszowo - kasztanowy na zakwasie.

W sierpniowej Piekarni Amber zaproponowała chleb z przepisu Piotra Kucharskiego. Żeby go wykonać, trzeba mieć zakwas pszenny, który łatwo jest zrobić na bazie żytniego (informacja poniżej na końcu przepisu). Po powrocie z Islandii postanowiłam podjąć kolejne ryzyko zrobienia zakwasu żytniego (choć przyznam, że jestem skutecznie do tego zniechęcona). Nie powiem, że chodzi "jak burza", ale mam nadzieję że się w końcu rozkręci. 

Chleb orkiszowo - kasztanowy na zakwasie



Składniki:
400 g aktywnego zakwasu pszennego*
450 g wody
670 g mąki orkiszowej typ 850 lub niższy
70 g mąki kasztanowej (można zastąpić żołędziową)
15 g soli

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki połączyć i wyrabiać najlepiej w robocie na niskich obrotach przez 5 minut. Następnie 2 minuty na szybszych. Jeśli wyrabiamy ręcznie to około 10 minut delikatnie podsypując sobie mąka blat. Przełożyć do miski do wyrastania i przykryć folią spożywczą. Po około 1,5 godzinie złożyć ciasto tzn. wilgotną ręką wyciągnąć każdy z boków ku górze na tyle żeby nie rozerwać ciasta i złożyć do środka. Czynność tą powtórzyć jeszcze raz po około 40 minutach. Następnie gdy ciasto ponownie wyrośnie czyli po około 2 godzinach. Podzielić na dwie części i przełożyć do dwóch nasmarowanych podłużnych foremek (około 22 cm). Włożyć do reklamówki i wstawić na noc (około 10-12 godzin) do lodówki. Rano wyjąć chleb z lodówki. Rozgrzać piekarnik do 240 C. Naciąć bochenki i wstawić do rozgrzanego piekarnika. Na spód piekarnika wlać 100 ml zimnej wody i szybko zamknąć piekarnik. Piec około 45 minut. Po upieczeniu wyjąć z foremek i odstawić na kratkę do pieczenia żeby odparował.

*Jeśli nie mamy zakwasu pszennego a mamy np żytni. Wystarczy łyżkę żytniego wymieszać z 200 g mąki pszennej lub innej np orkiszowej i 200 ml wody. Czynność tą należy wykonać około 8-10 godzin przed mieszaniem ciasta. Wtedy zakwas będzie odpowiednio aktywny.

Moje uwagi:
- chleb piekłam w jednej foremce o wymiarach 31,5 cm x 13 cm, w związku z tym czas pieczenia wydłużyłam o 10 minut,
- mój chleb niewiele wyrósł w lodówce, chyba nieumiejętnie go nacięłam, bo pękł mi w czasie pieczenia a po nacięciu prawie nie było śladu,
- upieczony bochenek ma dość zwarty miąższ, choć dziurki się zrobiły, zatem mógłby być lepszy ;),
- mąka kasztanowa nadaje wypiekowi ciemny kolor.

Sierpniowi Piekarze :
Akacjowy Blog
Apetyt na smaka
Kuchennymi drzwiami
Kuchnia Gucia
nie-ład mAlutki
Ogrody Babilonu
Weekendy w domu i ogrodzie
W poszukiwaniu slowlife
Szkocja - Wyspa May cz. 2.

Szkocja - Wyspa May cz. 2.

Na szkocką Wyspę May wybraliśmy się w wielkanocny poniedziałek. Popłynęliśmy tam, żeby zobaczyć maskonury i o tym napisaliśmy już wcześniej tu - KLIK. Jednak oprócz maskonurów są tam inni mieszkańcy. Dziś właśnie o tym. 


Bułki owsiane w Lipcowej Piekarni.

Bułki owsiane w Lipcowej Piekarni.

W Lipcowej Piekarni Amber padła propozycja Magdy z bloga Konwalie w kuchni, aby upiec owsiane bułki Adama Piekarza. Nie mogłam sobie odmówić tak kuszącego wypieku, na dodatek na drożdżach. Od kilku miesięcy bowiem bezskutecznie próbuję reanimować zakwas, zrobić nowy i tak wszystko kończy się fiaskiem. Może ktoś podzieli się ze mną zakwasem albo doradzi coś w tej kwestii, bo żaden zakwas nie chce ze mną współpracować. Wracając do bułek...są bardzo smaczne, z piękną wewnętrzną strukturą, chrupiące. To bułeczki niezbyt duże, takie w sam raz do rozkrojenia i zrobienia kanapki. 


Bułki owsiane ekstremalne Adama Piekarza


Składniki na 16 szt. :

150 g mąki owsianej pełnoziarnistej*
250 g mąki pszennej typ 500
350 g maślanki (prawdziwej bez dodatków)
3 g drożdży instant
20 g słódu jasnego pszenicznego**
8 g soli
20 g oleju rzepakowego
112 g płatków owsianych (nie błyskawiczne)

1 faza : zimny rozczyn 12 godzinny

150 g mąki owsianej razowej
100 g mąki pszennej typ 500
350 g maślanki o temperaturze 20 stopni C
20 g słód jasnego pszenicznego**
3 g drożdży instant

Najpierw rozpuść w maślance drożdże, następnie dodaj słód i mąki dokładnie wymieszaj. Rozczyn powinien być bardzo gęsty – to zbuduje aromat. Tak przygotowany rozczyn wstaw do lodówki na 12 godzin. Po tym czasie fermentacji zimnej wyjmij na 2 godziny aby uzyskał temperaturę pokojową (18-24 stopni C).


2 faza : ciasto właściwe :

623 g  cały rozczyn o temperaturze pokojowej (cała faza poprzednia)
150 g mąki pszennej typ 500
8 g soli
20 g oleju rzepakowego

Wszystkie składniki ciasta mieszaj 20 minut. Podziel na 8 części (po 100 g) i uformuj kulki. Następnie każdą z nich przetnij na pół. Teraz każdą połówkę delikatnie zroluj aby nabrały długości i obtocz w płatkach owsianych lekko dociskając.*** Tak przygotowane pozostaw na 50 minut do rozrostu końcowego w ciepłym miejscu i przykryte ściereczką.

Wypiekaj z lekkim zaparowaniem w temperaturze 210-220 stopni C przez 5 minut i dalej w 180-190 stopni C przez 15-20 minut.



*nie udało mi się kupić takiej mąki więc zmiksowałam płatki owsiane na mąkę,
** użyłam jęczmienny, bo taki akurat mam w domu :)
*** przed obtoczeniem bułek lekko nawilżałam ich powierzchnię wodą, żeby płatki lepiej się przyklejały.

Lipcowi Piekarze:

Akacjowy Blog
am.art kolor i smak
Konwalie w kuchni
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Moje małe czarowanie
nie-ład mAlutki
Ogrody Babilonu
Pieguskowa kuchnia
Stare gary
Weekendy w domu i ogrodzie
Z chaty na końcu wsi

Kambodża - Angkor, w uścisku dżungli.

Kambodża - Angkor, w uścisku dżungli.

Dziś coś wyjątkowego - to wspomnienia ze zwiedzania Angkoru, dawnej stolicy Imperium Khmerskiego stanowiącej dziś kompleks różnych obiektów obejmujących powierzchnię ok. 400 km kwadratowych. Miejsce to jest uważane za największe miasto świata istniejące do czasów rewolucji przemysłowej. Naszym zdaniem to jeden z najpiękniejszych cudów architektonicznych, jakie dane nam było zobaczyć.

Brama Angkor Thom

Tort matcha z owocami jagodowymi na czwarte urodziny bloga.

Tort matcha z owocami jagodowymi na czwarte urodziny bloga.

Cztery lata temu pojawił się w sieci Akacjowy Blog. Pisanie go przynosi nam dużo satysfakcji, choć ostatnimi czasy robimy to coraz rzadziej i to nie z chęci rezygnacji, ale z powodu przytłaczających nas różnych obowiązków. 
Na urodziny musi być tort ;) Ten tort zrobiłam latem dla Piotra. Przed nami sezon na owoce, więc mam nadzieję, że ktoś skorzysta z przepisu. Użyłam tu różnych owoców jagodowych, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to były same truskawki, na które teraz mamy sezon. 


Tort matcha z owocami jagodowymi, kremem budyniowym i białą czekoladą



Składniki:

na biszkopt:

7 jaj
140 g drobnego cukru
125 g mąki pszennej tortowej
25 g zielonej, sproszkowanej japońskiej herbaty matcha
70 g rozpuszczonego i ostudzonego masła
dodatkowe masło i mąka do przygotowania foremek

na masę budyniową:

300 g miękkiego masła
135 g białej czekolady
750 ml mleka
90 g drobnego cukru
3 jaja
30 g mąki pszennej
55 g mąki ziemniaczanej
1 cukier wanilinowy

na polewę:

340 g białej czekolady
150 g masła
3/4 szklanki śmietany kremówki
175 g cukru pudru

dodatkowo:


-jędrne, dojrzałe i drobne owoce (truskawki, maliny, poziomki, porzeczki, borówki amerykańskie), które wykorzystamy do dekoracji i do masy budyniowej,
-listki melisy do dekoracji


Wykonanie biszkoptu:

Potrzebne nam będą do tej masy dwie foremki. Jedna okrągła tortownica o średnicy 23 cm, druga prostokątna. Z tortownicy podzielić po upieczeniu placek na dwie części na spód i wierzch tortu (można też upiec po prostu ciasto na dwa razy jako dwa oddzielne placki). Ciasto z foremki prostokątnej będzie służyć na pasy boku tortu. Należy je tak rozlać do foremek, żeby uzyskać "budulec" o tej samej grubości. Wykonanie biszkoptu znajdziecie  tu - klik.


Wykonanie masy budyniowej:

Z mleka odlać szklankę, pozostałą ilość zagotować z cukrem i cukrem wanilinowym. Odlane mleko zmiksować z jajami i mąkami. Do gotującego się mleka wlać mieszaninę z jajami i stale mieszając zagotować. Odstawić na bok i ostudzić, dbając by nie zrobił się kożuch.

Czekoladę pokruszyć na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej. Przestudzić.  Masło utrzeć na jednolitą masę, dodać po trochu rozpuszczoną czekoladę i razem krótko zmiksować. Następnie dodawać po łyżce ostudzoną masę budyniową i miksować tylko do połączenia obu składników. 

Złożenie tortu

Na dno tortownicy wyłożyć jeden z dwóch okrągłych płaskich biszkoptów. Następnie wyciąć paski z ciasta upieczonego w prostokątnej foremce. Ułożyć wzdłuż boków tortownicy tak, żeby opierały się na okrągłym spodzie. Na to do środka wykładać masę budyniową, a w nią wkładać umyte i osuszone owoce (używałam tylko czerwonych, żeby to kolorystycznie lepiej wyglądało). Robić to warstwami, żeby owoce były równomiernie rozłożone. Gdy masa sięgnie górnej krawędzi ciasta, na wierzch wyłożyć drugi upieczony, okrągły cienki biszkopt. Powstanie nam w ten sposób bryła tortu, którą powinno się teraz schłodzić w lodówce, zabezpieczając folią przez zapachami z innych produktów. Najlepiej zostawić tort na noc. Masło i biała czekolada w kremie spowodują, że całość wypełnienia ładnie stężeje. 

Wykonanie polewy

Białą czekoladę pokruszyć i razem z masłem i kremówką roztopić w kąpieli wodnej. Gdy składniki całkowicie się rozpuszczą, zdjąć z kąpieli, dodać przesiany cukier puder i całość zmiksować na gładką masę. Wyjęty z tortownicy tort posmarować przygotowaną polewą. Najlepiej zrobić to za pomocą specjalnego, płaskiego noża do tortów, który zamaczany w gorącej wodzie wygładzi masę na cieście. 
Na koniec udekorować owocami i listkami melisy :) 

Szkocja - Wyspa May cz. 1 - maskonury.

Szkocja - Wyspa May cz. 1 - maskonury.

Tak się składa, że niedawno byliśmy w Szkocji i choć na chwilę, to naszym głównym celem była Wyspa May. Piękny zbieg okoliczności. To była spontaniczna decyzja. Postanowiliśmy polecieć na trzy dni w trakcie minionych świąt Wielkanocy. Cały czas spędziliśmy na łonie natury, co dało nam potężny zastrzyk energii. O tym przeczytacie poniżej. Nasz główny punkt wyjazdu - Isle of May, położona jest w wejściu do Zatoki Firth of Forth. Ta mała wyspa o długości ok. 1,5 km i szerokości 0,5 km wiosną staje się ważnym lęgowiskiem dla ptaków z północy kontynentu.



Struan - drożdżowy chleb z cynamonem i rodzynkami, rodem ze Szkocji.

Struan - drożdżowy chleb z cynamonem i rodzynkami, rodem ze Szkocji.

Majowa Piekarnia Amber pachnie szkockim chlebem. Wszystko za sprawą propozycji Marcina prowadzącego bloga "Grahamka, weka i kajzerka..." (przy okazji dodam, że blog Marcina jest pełen wspaniałych pomysłów na domowe pieczywo :). Struan - to tradycyjny wypiek pochodzący z zachodniej Szkocji. Ci, którzy chcieliby zrobić wersję na zakwasie, niech zajrzą na stronę Marcina. 

Struan 

drożdżowy chleb z cynamonem i rodzynkami




Składniki na dwie foremki o dł. 23 cm

680 g mąki pszennej chlebowej
45 g polenty
30 g płatków owsianych
15 g otrębów pszennych
70 g ugotowanego brązowego ryżu
75 g cukru trzcinowego
17 g soli
60 g miodu
270 g letniej wody
35 g świeżych drożdży
130 g kefiru lub maślanki
300 g rodzynek

– roztopione masło (ok. 50 g)
– dwie czubate łyżki cukru wymieszane z płaską łyżeczką cynamonu
– tłuszcz do posmarowania foremek

W dużej misce wymieszaj dokładnie wszystkie mokre składniki: wodę z rozpuszczonymi w niej drożdżami, maślankę (lub kefir) i miód.

Dodaj kolejne składniki: polentę, płatki owsiane, otręby pszenne, ryż, cukier i sól oraz mąkę. Wyrabiaj robotem na najwolniejszych obrotach przez około 10 minut.

Wyłóż ciasto na oprószony mąką blat, rozciągnij i obsyp rodzynkami. Złóż ciasto i wyrabiaj ręcznie 2 – 3 minuty, do równomiernego rozłożenia się rodzynek w cieście. Nie używaj robota, gdyż może on rodzynki rozetrzeć na miazgę. Przełóż ciasto do natłuszczonej miski, i odstaw po przykryciem w temperaturze pokojowej, na 2 – 3 godziny, do podwojenia się jego objętości.

Oprósz blat roboczy mąką i wyłóż na niego ciasto. Podziel je na dwie równe części (po około 860 g każda). Każdą z nich rozwałkuj na prostokąt, którego krótszy bok będzie równy długości foremki. Przy użyciu pędzelka kuchennego posmaruj całą powierzchnię ciasta roztopionym wcześniej masłem, a następnie obsyp cukrem wymieszanym z cynamonem. Zroluj ciasto wzdłuż dłuższego boku, i włóż do wysmarowanej smalcem foremki, złączeniem ciasta do spodu. Przykryj ciasto i odstaw do ostatniego wyrastania dopóty, dopóki ciasto nie osiągnie górnych rantów foremki – około 2 godzin. Oczywiście długość wyrastania zależy od temperatury otoczenia.

Nastaw piekarnik na temperaturę 180 °C. Wstaw foremki z chlebem do piekarnika i piecz około 45 – 50 minut. Pod koniec pieczenia kontroluj, czy chleb nie zaczyna się zbyt mocno przypiekać, przykryj go wtedy folią aluminiową. Na czas ostatnich 4 – 5 minut pieczenia przełącz piekarnik na dolną grzałkę, aby spody bochenków ładnie się przypiekły.

Po upieczeniu się chleba wyjmij go z foremek, górę posmaruj odrobiną masła, i obsyp resztką cukru z cynamonem, jeśli Ci coś zostało. Odstaw bochenki na kratce do całkowitego ostygnięcia.

Drobne uwagi:
– w razie braku polenty, można użyć kaszy kukurydzianej
– zamiast rodzynek można dać suszoną żurawinę (albo mieszankę rodzynek z żurawiną).

Uczestnicy Majowej Piekarni:
Babka czekoladowa. Muzeum Czekolady w Brugii.

Babka czekoladowa. Muzeum Czekolady w Brugii.

Święta już nadchodzą, więc dzielę się z Wami przepisem na babkę czekoladową. Ma bardzo dobry, delikatny i  gąbczasty miąższ. Lekko wilgotna i aromatyczna w smaku znajdzie swoich amatorów przy wielkanocnym stole. Przy okazji zabieram Was do Muzeum Czekolady w Brugii. Zapraszam.


Babka czekoladowa 




Składniki:

200 g gorzkiej czekolady o zawartości 43-60 % kakao
150 g miękkiego masła
70 g cukru pudru trzcinowego
250 g maki pszennej
75 g mielonych migdałów
skórka pomarańczowa świeża, otarta z 1 pomarańczy
1 płaska łyżka proszku do pieczenia
1 łyżka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka cynamonu
5 jaj L
150 ml kawy espresso
opcjonalnie-bakalie

Jeśli zdecydujecie się zrobić babkę z bakaliami, to sparzcie je wrzątkiem, a suszone typu porzeczki, żurawina, wiśnie czy rodzynki, które tu bardzo dobrze pasują warto jeszcze namoczyć np. w świeżym soku z pomarańczy. Świetnie też sprawdzają się grubo posiekane orzechy, lekko przed dodaniem przypieczone na patelni, co wzmocni ich smak.

Czekoladę rozdzielić na małe kawałki (zwykle nieodpakowaną uderzam mocno o blat kuchenny i sama się kruszy). Roztopić w kąpieli wodnej, mieszając żeby równomiernie się topiła. 

Zaparzyć kawę espresso i odstawić do ostygnięcia. 

Masło utrzeć z cukrem pudrem na jednolitą, puszystą masę. Dodać w trzech - czterech ratach letnią czekoladę za każdym razem mieszając mikserem tylko do połączenia składników. Następnie do tej masy dodawać po jednym żółtku za każdym razem mieszając. Do ukręconego kremu dodać w kilku ratach przestudzoną kawę za każdym razem mieszając tylko do połączenia składników

W oddzielnym naczyniu wymieszać mąkę, migdały, proszek do pieczenia, skórkę otartą z pomarańczy i cynamon. Połączyć suchą masę składników i ukręconą z masłem delikatnie razem mieszając. Na koniec mieszania dodać ekstrakt z wanilii. Ubić pianę z białek i wmieszać ją do masy przy pomocy trzepaczki rózgowej. Wlać do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej delikatnie kakao formy (wysypuję kakao, bo mąka jest widoczna po upieczeniu. Wystarczy łyżeczka na sitko i za jego pomocą można rozprowadzić proszek po wnętrzu foremki). Piec w nagrzanym piekarniku do 180 stopni przez 40-45 min. (do pieczenia bab używam grubych, metalowych form, które dość mocno nagrzewają się i przyspieszają nieco pieczenie, polecam zatem nieco ten czas wydłużyć przy zwykłych foremkach).  Najlepiej sprawdzić czy ciasto jest upieczone patyczkiem. Powinien po włożeniu w ciasto być suchy.  Babkę można posypać cukrem pudrem lub zrobić dowolną polewę.



***

Dziś zapraszam Was do Brugii. Nie będziemy jednak zwiedzać miasta, które jest piękne i przy okazji napiszę o nim innym razem. Z pewnością będąc w Belgii trzeba spróbować czekolady. Jest pyszna i sklepów z nią jest pełno. Każdy może pochwalić się różnymi wyrobami i własnym stylem. 




Z pewnością belgijska czekolada jest bardzo ceniona. Myślę, że powodem tego jest wykorzystywanie najlepszych surowców. Jeśli więc mięliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o czekoladzie poza tym jak smakuje, postanowiliśmy to zrobić właśnie w Brugii. Bilety do muzeum też były czekoladowe i zjedliśmy je zaraz po wejściu :) 




Archiwa Brugii dowodzą, że czekoladę sprzedawano tam już pod koniec XVII wieku. Świadczy o tym zachowany dokument z 1693 r. Wynika z niego, że istniał już wtedy zawód czekoladnika. Zachowały się również dokumenty z początku XVIII wieku mówiące o miejskich regulacjach prawnych dotyczących licencji na sprzedaż kawy, herbaty i czekolady. 


Ale skąd wzięła się czekolada ? Kakaowiec, którego owocom zawdzięczamy czekoladę pierwotnie rósł tylko w Ameryce. Olmekowie, Majowie i Aztekowie pili napój z ziaren kakaowca i używali ich jako środka pieniężnego. 


Zmiażdżone ziarna na proszek stanowiły bazę napoju. Dodawano do niego czasem dziki miód, sok z owoców i chili. 


Podawano go w specjalnych naczyniach.



 Czasem mieszali go z krwią i ofiarowywali swoim bogom. Działo się tak już ok. 4000 lat temu. 


Gdy do Ameryki dotarli hiszpańscy konkwistadorzy, zaczęto sprowadzać do Europy ziarna kakaowca. Hiszpanie doprawiali gorzki napój cukrem z trzciny i wanilią. Z czasem dodawali też do napoju anyż, cynamon, migdały i orzechy laskowe. Zamiast przelewać czekoladę jak ich poprzednicy, żeby uzyskać apetyczną piankę, stosowali specjalne trzepaczki.


Egzotyczny napój stawał się popularny również poza Hiszpanią. Na dwór francuski trafił między innymi dzięki mieszanym (hiszpańsko - francuskim) małżeństwom.


W XVII wieku szef kuchni francuskiego feldmarszałka, hrabiego du Plessis-Praslin stworzył przysmak, który nazwał „praslines”. Przy użyciu migdałów i płynnego cukru znalazł nowe zastosowanie dla czekolady. 


W XVIII-wiecznym Londynie można było napić się czekolady w specjalnych kawiarenkach (choć pierwszy tego typu przybytek otwarto tam już w 1657 roku). Niektóre z nich pełniły rolę klubów skupiających stałych bywalców. Ciągle jednak aromat tego smakołyku znany był głównie wśród majętnych kręgów. Wraz z epokami zmieniała się też moda na naczynia do picia czekolady.



W 1828 roku holenderski chemik Coenraad Johannes van Houten zdołał oddzielić od zmiażdżonych ziaren kakaowca tłuszcz (masło kakaowe). Dzięki temu otrzymał proszek czekoladowy, lekki, delikatny i łatwy do przyrządzenia. W ten sposób powstało kakao, które łatwo było łączyć z cukrem, masłem i utworzyć produkt przypominający dzisiejszą czekoladę. Dokonała tego jednak dopiero dwadzieścia lat później firma Fry and Sons z Bristolu, kiedy wygasł patent van Houtena. Opracowała ona metodę mieszania proszku kakaowego ze stopionym masłem kakaowym i cukrem, a uzyskaną rzadką dość masę można było wylewać do form.



Tak powstała pierwsza tabliczka czekolady, a firma Fry and Sons stała się największym producentem czekolady na świecie. W 1853 roku konkurencyjne dla nich przedsiębiorstwo Cadbury z Birmingham uzyskało tytuł dostawcy czekolady dla królowej Wiktorii, a w 1868 roku wyprodukowało pierwsze pudełko czekoladek (poniżej dawne opakowania na czekoladki).


W 1875 roku Daniel Peter zaczął eksperymentować z dodaniem do masy czekoladowej mleka w proszku. Kilka lat wcześniej szwajcarski chemik Henri Nestle otrzymał mleko w tej postaci przez odparowywanie. W rezultacie w 1879 roku pojawiła się na rynku pierwsza tabliczka mlecznej czekolady. 





Mechanizacja i automatyzacja spowodowały, że proces produkcji stał się łatwiejszy i szybszy. Przez to wzrosło też zapotrzebowanie na surowiec. W ten sposób zaczął powstawać rejon intensywnej uprawy kakao. 

Kakaowiec to roślina bardzo wrażliwa,  lubiąca gorący i wilgotny klimat, ocienione i bezwietrzne miejsca. Rośnie w rejonie między 10 stopniem szerokości geograficznej północnej a 10 południowej.


Z dwóch drzew kakaowca uzyskuje się około 20 owoców wypełnionych pulpą i ziarnami. Każdy owoc ma ok. 40 ziaren. Łącznie średnio otrzymuje się z dwóch drzew ok. 800 ziaren, co daje 600 g pasty kakaowej. Dodane do niej cukier i masło pozwalają uzyskać ok. 1 kg gorzkiej czekolady o zawartości miazgi 60%.

Wyróżnia się trzy odmiany kakaowca : criollo, trinitario i forastero.



Criollo ma okrągłe, aromatyczne ziarna wykorzystywane do robienia najlepszej czekolady. Jest najstarszą odmianą kakaowca i mało odporną na choroby. Forastero bardziej gorzkie, wykorzystywane jest w 80 % światowej produkcji. Najmłodsza odmiana jest hybrydą wyżej wymienionych. Trinitario przewyższa aromatem forastero. Pochodzi z Trynidadu. Jest bardzo dobrą bazą do robienia czekolady, bo łączy jakość obu odmian. 

Dojrzałe owoce zbiera się w dwóch okresach: od września do marca (80% zbiorów) i od kwietnia do września (20% zbiorów). Najpierw poukładane w pryzmy pod przykryciem fermentują przez 4-5 dni. Potem owoce rozcina się i wyjmuje się z nich ziarna wraz z miąższem. Oddzielone ziarna znów fermentują, a następnie są suszone, prażone i mielone. 

Z otrzymanej masy oddziela się masło kakaowe, a wytłoki znów się mieli. W ten sposób produktem finalnym staje się kakao.
 

Dziś najwięcej ziarna kakaowego dostarcza Afryka (ok. 2 mln ton), Azja i Oceania ok. 500 tyś, a Ameryka Południowa i Karaiby ponad 400 tyś ton.

Kupując czekoladę warto zwracać uwagę na skład. Można w nim znaleźć tłuszcze zwierzęce, emulgatory, syrop glukozowy czy gumę arabską. 



W 2000 roku UE zezwoliła na zastąpienie w czekoladzie 5% masła kakaowego tłuszczami roślinnymi. Ten drobny procent mocno wzmocnił zyski czekoladowych potentatów. 

Historię czekolady dopełniały tez różne zbiory. Można było zobaczyć m. in. niezbędne narzędzia do obróbki czekolady,


dawniej używane opakowania 



oraz piękne stare formy :) 




 Po przejściu przez wystawę różnych wyrobów czekoladowych



mięliśmy okazję popatrzeć na robienie pralinek.



Zachęcam Was do odwiedzenia tego miejsca, jeśli wybierzecie się kiedyś do Brugii. Muzeum nazywa się "Choco-Story" - KLIK .