Ptaki Islandii - część 1. Kulinarnie dorsz a la Nage czyli tajskie oblicze ryby.

Rozpoczynamy kilkuodcinkowy serial ptasio-rybny. Podróżniczo opowiemy o ptakach Islandii, które udało nam się spotkać podczas ostatniego pobytu. Kulinarnie odwołamy się do kilku ostatnio degustowanych rybnych potraw, oczywiście osobiście przygotowanych.


***

Chcąc skorzystać ze sporej ilości mleczka kokosowego, które pozostało mi po poprzednim gotowaniu przez przypadek trafiłem na całkiem atrakcyjny przepis z kuchni tajskiej. Doświadczenie podpowiadało, że mleczko kokosowe stanowi raczej dodatek wykańczający danie. Tym razem okazało się być jego bazą. Przepis troszkę zmodyfikowałem i wyszedł pyszny posiłek na każdą okazję - prosty obiad, czy wykwintną kolację, przystawkę lub danie główne. Lubię tak przygotowaną rybę, bo będąc częściowo zanurzoną w płynie zarówno dusi się jak i gotuje w parze. Dzięki temu jest delikatna i lekkostrawna. Sama nazwa (a la Nage) z francuskiego oznacza rybę pływającą. Rzecz jasna w aromatycznej zupie. Może to być bulion, czy jakikolwiek inny płyn, który jest później wraz z rybą podany. Dzisiejsze danie jest szybkie i proste w przygotowaniu, a przy tym kusi bukietem smaków, któremu trudno się oprzeć.


Dorsz a la Nage na sposób tajski




Składniki (na 2 porcje lub 4 przystawki):

ok. 250 g fileta z dorsza pozbawionego skóry
1 łyżeczka nasion kolendry
sól i pieprz do smaku
1 szalotka
2-3 ząbki czosnku
ok. 2,5 cm korzenia imbiru
1 ostra papryczka
olej do smażenia
400 ml mleczka kokosowego
1 szklanka bulionu warzywnego
1 limonka
2-3 łyżki sosu rybnego
1 łyżeczka sosu ostrygowego
sos sojowy do smaku
1/2 łodygi trawy cytrynowej
chili (opcjonalnie)
cukier trzcinowy
2 łyżki liści kolendry
po 1/2 łyżeczki czarnego i białego sezamu

Wykonanie:

Przygotowujemy 2 filety z dorsza. Wykorzystujemy gruby kawałek (czasem zwany "polędwicą"), pozbawiając go skóry. 

Drobno siekamy szalotkę, czosnek, imbir, ostrą papryczkę (pozbawiając ją wcześniej nasion). Warzywa te obsmażamy na oleju przez 2 minuty. Wlewamy mleczko kokosowe, następnie bulion. Dodajemy sos rybny, sos ostrygowy, sos sojowy, wyciśnięty sok z limonki, startą skórkę z limonki oraz zgniecioną łodygę trawy cytrynowej. Gotujemy redukując płyn na małym ogniu. Doprawiamy chili jeśli chcemy uzyskać bardziej pikantny smak. Dodajemy również cukier trzcinowy w ilości pozwalającej na zrównoważenie smaku kwaśnego, słonego i pikantnego (zwykle ok. 1 łyżki). Płyn redukujemy do ok. 2/3 objętości, do konsystencji gęstej zupy - pozostanie nam zatem ok. 400-450 ml płynu. 

Nasiona kolendry ścieramy w moździerzu i nacieramy nimi dorsza. Rybę doprawiamy solą i pieprzem. Wkładamy do "zupy", przykrywamy patelnię i dusimy na małym ogniu ok. 5-8 minut (w zależności od grubości ryby). Na małej patelence prażymy ziarenka sezamu.

Składamy danie. Na głęboki talerz wykładamy ugotowany filet z dorsza. Wlewamy zupę (nie zalewając dorsza) wraz z posiekanymi warzywami. Dekorujemy prażonym sezamem, plasterkiem ostrej papryczki i liśćmi kolendry.

Danie możemy podać z zarówno jako przystawkę jak i z większą porcją ryby, jako danie główne.

***


Z gorących kulinarnie i klimatycznie rejonów Azji udajemy się na Islandię w poszukiwaniu ptaków. Dziś przyjrzymy się kilku śpiewającym. 

Oto świergotek łąkowy. Spotkaliśmy go na południowym wybrzeżu wyspy wśród rozległych pól i łąk. Ładnie pozował nam na skale wulkanicznej.



Jakieś 60 kilometrów na północny wschód znajdują się rozlewiska rzeki Þjórsá. To najdłuższa rzeka Islandii, która zasilana jest przez lodowiec Hofsjökull.



Tu zobaczyliśmy kolejnego, nieco zmokniętego świergotka, zajętego łowieniem owadów i karmieniem młodych. Przysiadywał na arcydzięglu - roślinie, którą można było spotkać wszędzie, gdzie byliśmy.



Świergotki gniazdują na terenach otwartych. Lubią łąki, torfowiska, wrzosowiska. Chętnie śpiewają zarówno podczas lotu, jak i odpoczynku.



Na Islandii w trakcie krótkiego lata mają idealne warunki. Chętnie przysiadują na kwitnących łubinach, którymi usiane są całe połacie islandzkiej przestrzeni. W okresie kiedy byliśmy nieco już przekwitały, ale sporo kwiatów mieniło się wciąż pięknymi kolorami. 



Okolice rzeki Þjórsá obfitowały w świergotki, które miały tu idealne warunki - możliwość żerowania na łąkach i dostęp do wody.






Kolejny ptak na naszej drodze to droździk. Namierzyliśmy go daleko na północnym-wschodzie wyspy, w parku narodowym Hljóðaklettar. W przeciwieństwie do swojego bardziej wyluzowanego kuzyna, drozda śpiewaka, ten jest bardziej płochliwy i niełatwo go podejść. Tym bardziej doceniliśmy Islandię, jako miejsce, gdzie ptaki jakby mniej zauważają ludzi.






Hljóðaklettar to wulkaniczny kanion, który erodował pod wpływem przeciskającej się tu rzeki Jökulsá.



Dzięki temu powstały tu fantastyczne formacje skalne w różnych kształtach, które z bliska przypominają wzory bazaltowych kolumienek, czy plastra miodu.






Mieszana roślinność, skały, woda i brak ludzi - te cechy terenu na pewno powodują dobre samopoczucie droździka.



Inny, tym razem młody droździk, zaszczycił nas w okolicach południowego brzegu jeziora, Mývatn znajdującego się w północno-wschodniej części wyspy. Był już w pełni samodzielny, bo rodzice nie pojawili się w jego okolicy.



Jedną z większych radości było spotkanie na naszej drodze śnieguły.



To ptak nieco większy od zięby, z rodziny trznadlowatych, który lubi zimno, dlatego też lato spędza daleko na północy.



Śniegułę spotkaliśmy w dość stresujących okolicznościach. Będąc na kompletnym pustkowiu w interiorze, na wschodnim krańcu parku narodowego Vatnajokull, dojeżdżając do kolejnej przeprawy rzeką zobaczyliśmy samochód, który w niej utknął. 



My też przez tą wodę mieliśmy przejechać. Czekając, aż podtopiony pojazd zostanie wyciągnięty mieliśmy dość czasu, by rozejrzeć się po okolicy. 



Śnieguła właśnie takie, otwarte, bezkresne, bezleśne, o skromnej roślinności tereny preferuje. To najdalej na północy gniazdujący ptak lądowy.



Ostatnim na dziś ptaszkiem, który chcemy dziś pokazać jest białorzytka. Należy do rodziny drozdowatych.



Spotkaliśmy ja na łąkach pełnych wulkanicznych kamieni z widokiem na wulkan Hekla. 



Rozległe tereny trawiaste z dużą ilością głazów i kamieni są idealne dla tego ptaka. Rzadko siadają na drzewach, więc te są im zbędne, natomiast korzystają z nor i różnych otworów, gdzie zakładają gniazda. Jak to na łąkach, nie brakuje owadów, które są podstawowym menu ptaka.






8 komentarzy:

  1. Właśnie szukaliśmy oryginalnego przepisu na rybę.
    Ponieważ lubimy takie smaki,spadliście nam z nieba-)
    Wypróbujemy.
    Piękne zdjęcia i ptasia opowieść.
    Serdecznie pozdrawiam-)))
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszcie czy Wam smakowało :) pozdrawiamy

      Usuń
  2. Bardzo lubię wszelkie azjatyckie smaki. Z mięsem czy rybą. A rybę w ostrym mleku kokosowym zwłaszcza.
    Pysznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepis mnie zauroczył, ale opowieść o ptakach mnie ujęła :-) Nie mam pamięci do nazw i dlatego nie rozpoznaję gatunków. Szacun wielki dla Was za te cudne opowieści :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczęśliwego Nowego Roku z mnóstwem podróży, inspiracji i spełnienia marzeń dla Was Małgosiu :-)

    OdpowiedzUsuń