Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami śliwkowymi, dodatkowo spotkanie z żołnami.

Kulinarnie nasze święta to mozaika wspomnień, które ukształtowały nas przez wszystkie lata. Chętnie wracamy do potraw z czasów dzieciństwa i do tego co wnosi kulinarnie nasza rodzina. Są też potrawy, które z racji tego jak bardzo zasmakowały zajmują poczesne miejsce na świątecznym stole. Tak jest właśnie z krajanką, na którą przepis przedstawiam poniżej. Piekę ją od ponad dziesięciu lat i choć mogłabym ją zrobić w dowolnym okresie w roku, to ciągle uważam, że to ciasto świąteczne i na nie po prostu się czeka. Przepis na krajankę znam dzięki Bajaderce, o której czasem tu wspominam. To jeden z najlepszych słodkich smaków Bożego Narodzenia. 


Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami śliwkowymi


Składniki na ciasto:
430-450 g mąki
150 g miodu
90 g cukru muscowado
125 g masła
1 jajo
75 g orzechów włoskich
100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka imbiru
po 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej i mielonych goździków
po 1/4 łyżeczki pieprzu i zmielonego ziela angielskiego

Składniki na marcepan:
450 g pasty migdałowej*
60-65 g cukru pudru
90 g mąki pszennej
3 żółtka
2-3 łyżki mleka
2 łyżki soku z pomarańczy
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego

*pasta migdałowa
270 g migdałów
180 g cukru pudru
1-2 białka 
1,5 łyżeczki ekstraktu migdałowego

dodatkowo:
370-380 g powideł śliwkowych
cukier puder i brandy do zrobienia lukru


*Pastę migdałową trzeba zrobić nieco wcześniej (można ją zrobić nawet dzień czy dwa wcześniej i przechować w szczelnym naczyniu w lodówce). Migdały w skórce zalać wrzącą wodą i odstawić. Po namoczeniu obrać ze skórek i zmiksować jak najdrobniej w melakserze. Połączyć z cukrem pudrem i białkiem. Dodać ekstrakt migdałowy, który uwypukli smak migdałów. Schłodzić  przynajmniej dwie godziny przed użyciem (masa musi być zimna przed kolejną obróbką).

Wykonanie:

Wrzucić do blendera orzechy i zmielić je na drobne kawałki. Podobnie postąpić z kandyzowaną skórką, którą po wrzuceniu do blendera warto oprószyć mąką. 

Miód, cukier i masło podgrzać (nie zagotować) w garnku, dodać przyprawy korzenne i wymieszać do rozpuszczenia wszystkich składników. Mąkę przesiać, dodać proszek i sodę oraz skórkę i orzechy, wymieszać. Do naczynia z miodem dodawać stopniowo mąkę i mieszać aż całość zacznie odchodzić od ścianek. Lekko ostudzić.

Przygotować marcepan - pastę migdałową utrzeć z cukrem pudrem i dodać pozostałe składniki. Dobrze wymieszać, odstawić. 

Do ciepłej masy z mąką i miodem dodać jajo i wymieszać. Przełożyć ciasto na blat i ugnieść na gładka masę. W razie konieczności delikatnie podsypać mąką. Ciasto powinno mieć jednolitą strukturę i być błyszczące. 

Podzielić je na dwie części. Każdą rozwałkować na prostokąt. Ten na spód o wymiarach ok. 35 na 25 cm. Ten na wierzch nieco większy (ja robię to między dwoma arkuszami pergaminu). Ułożyć arkusz z plackiem ciasta na spód na blachę. Na ciasto wyłożyć masę marcepanową zostawiając ok. 1 cm marginesu ciasta, wygładzić ją. Na marcepanie rozprowadzić równą warstwą powideł. To jest dużo trudniejsze bo mamy miękki spód (używam  powideł zblendowanych na mus, żeby były gładkie, zwykle kładę kilka dużych kleksów i delikatnie rozsmarowuję). Na to wyłożyć drugi placek ciasta (ponieważ rozwałkowuję go między arkuszami pergaminu, biorę placek z arkuszem, delikatnie odwracam i przykrywam całość). Przed wstawieniem ciasta do nagrzanego piekarnika dobrze zlepić brzegi, żeby wnętrze nie wypłynęło w trakcie pieczenia. 

Piec w temperaturze 180 stopni C przez 25-30 minut. Po upieczeniu lekko przestudzić i jeszcze ciepłe polukrować. Zostawić odkryte na noc, a rano pokroić na kawałki i przechowywać w szczelnej puszce w warstwach przełożonych pergaminem. Bajaderka sugeruje, żeby krajankę upiec kilka tygodni przed świętami, bo wtedy nabierze odpowiedniego smaku. Ja robię ją na około dwa tygodnie, zawijam puszkę z ciastem szczelnie w folię spożywczą. Nie ma takiej mocy, żeby przetrwała kilka tygodni w moim domu ;)

***

Dziś napiszę o bardzo kolorowym ptaku :) Marzenie o zrobieniu zdjęć żołnie ciągnie się za nami jak ogon...od bardzo dawna. Widzieliśmy żołny w Indiach czy Afryce, ale nigdy nie były to spotkania przynoszące nam dobrą, fotograficzną pamiątkę. Złożyło się na to kilka czynników - brak odpowiedniego sprzętu i płochliwość ptaków, na dodatek widzianych przez sekundy. Poniżej pierwsza spotkana w życiu żołna białoczelna (Tanzania) i po jakości zdjęcia widać, że to tylko dowód na spotkanie, ale nie zdjęcie nad którym chcielibyśmy się zatrzymać.


Do dłuższego spotkania wreszcie doszło. Choć przyznamy, że nie były to szczególnie dobre okoliczności. W Izraelu, w okolicach Morza Martwego, na jego południowym krańcu wjechaliśmy na odcinek drogi wiodący do granicy z Jordanią. Po lewej stornie mięliśmy zaminowany teren i nie było szansy, żeby zejść z drogi.


Po drugiej stronie skały, w których prawdopodobnie żołny chroniły się lub gniazdowały.


Przy każdej próbie wyjścia z samochodu ptaki odfruwały. W końcu daliśmy za wygraną i robiliśmy zdjęcia nie wychodząc z auta. Efekty choć nie wymarzone, to jak na takie warunki zadowalające :) Dodam tylko, że te grube pręty widoczne na zdjęciach to w rzeczywistości po prostu druty rozwieszone między słupami na zaminowanym terenie, gdzie żołny najchętniej siadały.


Jak widać to smukły i bardzo kolorowy ptak. Jego nazwa łacińska merops apiaster sugeruje, że lubi podjadać pszczoły. W rzeczywistości poluje na różne owady, a gdy złapie takie jak osy czy pszczoły, to uderza nimi lub pociera o twarde podłoże, żeby pozbyć się jadu czy żądła. Łapanie owadów, szczególnie w powietrzu ułatwia im długi, szpiczasty i lekko zakrzywiony w dół dziób, który po złapaniu ofiary działa niczym kleszcze. Lubią jeść chrząszcze, termity, jętki, modliszki, ważki, cykady, szarańczaki, trzmiele czy koniki polne. Podczas zalotów samczyk karmi samicę dużymi owadami, sam jedząc małe. 


Żołny mają bardzo ciekawe zwyczaje lęgowe. Gniazdują w koloniach. Wybierają w tym celu wysokie, piaszczyste brzegi rzek, wąwozów czy jak na zdjęciu wzgórz. Podobno w wyborze miejsca jest jeszcze jeden warunek konieczny. Lubią obserwować otoczenie z góry, co znacznie ułatwia im zdobywanie pokarmu. Zauważyliśmy z Piotrem, że druty spełniały ten warunek.


Budują w takich miejscach ziemne nory, których długość czasem sięga ponad metr. Najczęściej jednak nie przekracza 80 cm. Pary wspólnie kopią kilka korytarzy, ale tylko jeden z nich prowadzi do gniazda. Wszystko po to by zmylić drapieżniki, takie chociażby jak węże czy szczury. Zdarza się, że niektóre pary korzystają z pomocy synów z poprzedniego lęgu, który również dokarmia swoje młodsze rodzeństwo.


Lęg zwykle liczy ok. 4-6 jaj. P 20 dniach wysiadywania przez oboje rodziców wykluwają się młode. Po 30 dniach pisklęta opuszczają swój rodzinny dom.


Żołny osiągają wielkość od 27 do 29 cm. Trudno jest odróżnić samicę od samca, gdyż różni je głównie tęczówka oka. Jest ona czerwona u samców i brunatnoczerwona u samic.



Przez chwilę mięliśmy możliwość zobaczyć w tym samym miejscu żołnę wschodnią, nieco inaczej ubarwioną i trochę mniejszą od zwyczajnej (zwanej też europejską).


U nas nie spotkamy żołny wschodniej, za to zwyczajne przylatują gniazdować do Polski. 


Podobno najczęściej wybierają te ptaki południową i wschodnią część kraju, chociaż czytałam że zagnieździły się też w okolicach Wałcza.


W tak daleką drogę wybiera się ich niewiele. Kilkadziesiąt par zaobserwowano w świętokrzyskim i jest to obecnie najliczniejsza populacja. 


Żołny objęte są ścisłą ochroną.


W tym roku w  "The Guardian" pojawi się artykuł o żołnach, które przyleciały do Wielkiej Brytanii. Może to oznaka ocieplania się klimatu, a może przystosowywania się żołn do nowych warunków.


8 komentarzy:

  1. ta krajanka musi smakować wspaniale.
    Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem od dawna zafascynowana tymi ptakami. Od momentu kiedy na żywo zobaczyłam we własnym ogrodzie (wchodzi się do niego przez furtkę w murze. Furtka była otworzona więc wlazłam nie zauważona przez ptaka). Stanęłam z rozdziawioną buzią bo w życiu nie myślałam, że ptak może być tak cudownie kolorowy. Niestety, ale zaraz odfrunął

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu - jesteś niesamowitą szczęściarą :)

      Usuń
  3. Małgosiu przepraszam za pomyłkę ciasto pewnie pyszne ale nie wiem czy dam rade chociaż chciałabym spróbować a żołna zachwycająca! Wesołych Świat pozdrawiam serdecznie i przepraszam jeszcze raz
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadwigo nic nie szkodzi :) Po prostu chciałam sprostować Twoja pomyłkę. Pozdrawiam i dziękuję za życzenia

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia żołn! Wyglądają trochę jak papużki, takie kolorowe :)
    Krajanka to wyższa szkoła jazdy, chyba nie porwę się na nią, za słaba w uszach jestem ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz czy się uda. To nie jest bardzo trudne wyzwanie :)pozdrawiamy

      Usuń