Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekomendacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekomendacje. Pokaż wszystkie posty
Risotto z aromatycznymi dodatkami. Gdyńska "Sztuczka" - nasza słodka tajemnica.

Risotto z aromatycznymi dodatkami. Gdyńska "Sztuczka" - nasza słodka tajemnica.

Trójmiejski rynek kulinarny ma swoich zwolenników. Ktoś kto chce zjeść dużo znajdzie sporo miejsc, które zaspokoją żądze głodomora. Są też miejsca, które chętnie nakarmią turystę smażoną rybą, czasem świeżą, często mrożoną, zwykle z frytkami i tak zwanym bukietem surówek. Gdańsk zaoferuje marne i drogie jedzenie na Długim Targu, czy nad Motławą. Turyści będą oczywiście jeść i zachwycać się lub narzekać.

Może jestem niesprawiedliwy, ale według mnie trójmiejska mapa restauracji prezentuje się, optymistycznie oceniając, średnio.

Są jednak wyjątki i to nie te chlubiące się bogatą historią, a istniejące od zaledwie kilku lat. W Gdańsku, Sopocie, Gdyni...

Dziś o "Sztuczce", naszym ulubionym miejscu serwującym fantazyjne menu, które uwielbiamy spożywać wieczorem, nie uciekając jednak również od propozycji lunchowych.

Zwykle korzystamy z regularnego menu lub z dań dnia, bo wśród nich pojawiają się prawdziwe rarytasy jak turbot, czy walijska jagnięca biodrówka. Tym razem  Małgosia skorzystała z sześciodaniowego menu degustacyjnego. Byliśmy ciekawi jak serwis pogodzi je z moim zamówieniem dań z karty. Przyznam, że udało im się to doskonale. Ciekawostką jest fakt, że obecne menu degustacyjne odzwierciedla dania mistrzów kuchni takich jak choćby Heston Blumenthal, Tom Kerridge, czy Ferran Adria.

Szefem kuchni jest Rafał Wałęsa. Człowiek skromny i wielki pasjonat sztuki kulinarnej, który zachwyca nas swoimi daniami, zaskakuje i zadziwia tym co podaje jednocześnie hołdując zasadzie, że potrawa musi mieć w sobie "dużo smaku", a trzy dania powinny spowodować, że klient wychodzi z restauracji najedzony, nie przejedzony, ale co najważniejsze spełniony. Ale zanim zaczniemy naszą ucztę, sam coś ugotuję.

Postanowiłem odtworzyć swoją  przystawkę ze "Sztuczki" w nieco zmodyfikowanej formie. Oto:


RISOTTO Z AROMATYCZNYM CAMEMBERTEM, ORZECHAMI PECAN, RODZYNKAMI, GROSZKIEM I RZODKIEWKĄ

Buraczane gazpacho z espumą z koziego sera. Prowansalski stół Sebastiana.

Buraczane gazpacho z espumą z koziego sera. Prowansalski stół Sebastiana.

Gazpacho to wspomnienie hiszpańskiego lata. Kiedy słońce rozpala nasze ciała szukamy czegoś chłodnego, lekkiego, ale pożywnego. Chcemy dziś przełamać stereotypy i udowodnić, że gazpacho to nie tylko smak hiszpańskiego pomidora, papryki, czy ogórka, ale pewna koncepcja dania bazująca na innych warzywach. 

Jakiś czas temu spędziliśmy kilka dni w Istres we Francji. Nie ma tam właściwie nic co mogłoby przyciągnąć przeciętnego turystę. Okolica jednak zapiera dech w piesiach - Arles, Avignon, Camargue, czy Marsylia znajdują się o rzut beretem od tego niewielkiego miasteczka. Istres miało być dla nas jedynie miejscem noclegu, a okazało się miejscem kulinarnych rozkoszy.

Kiedy coś zasmakuje nam w restauracji, staramy się odtworzyć to w domu. Zwykle udaje się dość dokładnie powtórzyć smaki. No może poza daniami z Indii, czy Dalekiego Wschodu, gdzie gama świeżych warzyw i przypraw jest dla nas niedostępna, ograniczona lub wręcz nieznana. Dziś będzie znacznie łatwiej, bo jesteśmy w Europie i nie gotujemy, a przygotujemy:


BURACZANE GAZPACHO Z ESPUMĄ Z KOZIEGO SERA


El Maná -  restauracja w Puerto de la Cruz na Teneryfie

El Maná - restauracja w Puerto de la Cruz na Teneryfie

Zwykle gotujemy sami. Uwielbiamy planować menu weekendowe, szukając w głowach, książkach czy internecie kulinarnych inspiracji. Jednak czasem oddajemy się innym, by zaskoczyli nas nowymi smakami i swoim podejściem do kuchni. Z pobytu w restauracjach mamy różne doświadczenia. Wiemy, że rozwijanie w sobie kultury kulinarnej i podwyższanie standardów nie zawsze służy zadowoleniu z jedzenia gdziekolwiek. Gdy porównujemy pod tym względem nasz kraj z choćby Azją Południowo - Wschodnią, czy Indiami wypadamy blado. Zawsze mówię, że jedzenie tam chodzi za człowiekiem, zaś u nas my chodzimy za nim. Tam jakość ocenia się nie po wartości rachunku, ale raczej długości kolejki czy ilości zajętych stolików.