Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Poszukując pluszcza.

Poszukując pluszcza.

Okres Wielkanocy postanowiliśmy w tym roku spędzić w Szkocji. Skorzystaliśmy ze wspaniałej, słonecznej pogody, która zmotywowała nas do wielu wędrówek po okolicy. Za bazę obraliśmy tym razem Aberdeen, z którego blisko jest do wielu atrakcyjnych miejsc związanych z morzem i górami.

Jesteśmy w Glen Doll, dolinie ukształtowanej miliony lat temu przez lodowiec i wodę, będącej częścią największego w Wielkiej Brytanii Parku Narodowego Cairngorms. Pojechaliśmy tam z myślą o całodniowej wędrówce szlakami i podziwianiu bezkresnych przestrzeni. 

Największa na świecie kolonia głuptaków.   Oto Bass Rock w Szkocji.

Największa na świecie kolonia głuptaków. Oto Bass Rock w Szkocji.

Przyleciały. Co roku pod koniec lutego, czasem na początku marca ogromne ilości głuptaków meldują się u wschodniego wybrzeża Szkocji na wyspie Bass Rock. Jest ich jakieś 150 tysięcy. To największa na świecie kolonia tych pięknych ptaków. Gniazdują na bazaltowej skale o rozmiarach 400 na 300 metrów. Z daleka wygląda ona jak kawał gigantycznego kamienia wyrastającego wprost z morza. Jest czarna, naga, niewzruszona.



Szkocja - Wyspa May cz. 2.

Szkocja - Wyspa May cz. 2.

Na szkocką Wyspę May wybraliśmy się w wielkanocny poniedziałek. Popłynęliśmy tam, żeby zobaczyć maskonury i o tym napisaliśmy już wcześniej tu - KLIK. Jednak oprócz maskonurów są tam inni mieszkańcy. Dziś właśnie o tym. 


Szkocja - Wyspa May cz. 1 - maskonury.

Szkocja - Wyspa May cz. 1 - maskonury.

Tak się składa, że niedawno byliśmy w Szkocji i choć na chwilę, to naszym głównym celem była Wyspa May. Piękny zbieg okoliczności. To była spontaniczna decyzja. Postanowiliśmy polecieć na trzy dni w trakcie minionych świąt Wielkanocy. Cały czas spędziliśmy na łonie natury, co dało nam potężny zastrzyk energii. O tym przeczytacie poniżej. Nasz główny punkt wyjazdu - Isle of May, położona jest w wejściu do Zatoki Firth of Forth. Ta mała wyspa o długości ok. 1,5 km i szerokości 0,5 km wiosną staje się ważnym lęgowiskiem dla ptaków z północy kontynentu.


Ptaki na wyspie Handzie w Szkocji.

Ptaki na wyspie Handzie w Szkocji.

Dziś w ten szczególny czas Nowego Roku zapraszamy Was na relację z wyjątkowego miejsca w Szkocji, na wyspę Handę. Jest ona położona u wybrzeży hrabstwa Sutherland. Trzeba dojechać do Tarbet, maleńkiej osady, skąd można dostać się promem na wyspę.


Szkockie miasteczko Curloss.

Szkockie miasteczko Curloss.

Dziś nieco wspomnień z Curloss, położonego nad zatoką Firth of Forth. To zatoka Morza Północnego, wcinająca się w ląd na głębokość 80 km. Po jej drugiej stronie znajduje się najważniejszy port tego rejonu - Edynburg. Curloss to miasteczko niegdyś tętniące życiem, było dobrze prosperującym portem, dzięki wymianie handlowej z Holandią. Bliska kopalnia węgla również zapewniała pracę wielu mieszkańcom. Jest ono najlepiej zachowanym szkockim miastem z XVII wieku.


Powyżej ratusz. Na górnym jego piętrze niegdyś więziono i przesłuchiwano czarownice przed egzekucjami wykonywanymi w Edynburgu (trafiała tam spora część spośród 4 tyś. kobiet straconych w Szkocji w latach 1560-1707).


Na szczęście to odległa przeszłość, a o uroku miasta dziś w głównej mierze świadczą jego zabudowania.


Przysadziste domy mają charakterystyczne, kamienne zwieńczenia wokół okien i drzwi.


Trwałym świadectwem wpływów niderlandzkich (spowodowanych współpracą handlową miasteczka)  są  w zabudowie schodkowe szczyty domów.


Oprócz starych, niezwykłych domów i brukowanych uliczek jest też inny malowniczy zakątek, do którego trzeba podejść pod górę. To opactwo cystersów, założone na ziemiach podarowanych Kościołowi w 1217 r. przez hrabiego Fife.


Dziś jednak pozostały tylko ruiny, świadczące o majestacie i potędze niegdysiejszej budowli.


Po sąsiedzku z nimi znajduje się XVII-wieczna plebania


i dawne prezbiterium świątyni klasztornej, które od 1633 r. pełni funkcję parafialnego kościoła.



Przykościelny cmentarz pochodzi z XVIII wieku i jak widać po nagrobkach, bardzo się już rozchwiały.


Nam najbardziej spodobał się położony u stóp dawnego opactwa prywatny ogród, udostępniony do wejścia.


Starannie utrzymany, położony na opadającej delikatnie ścianie wzgórza, zapewniał widok na zatokę i był prawdziwą oazą naturalnego piękna.









Szkocja - malownicze Wester Ross.

Szkocja - malownicze Wester Ross.

Jesień skłania do nostalgii jak żadna inna pora roku. Czasem i mnie dopada. Najczęściej wracam wtedy pamięcią do miejsc, które ... trzeba tu się otwarcie przyznać ... pokochałam. Szkocja to najprawdziwsza miłość od pierwszego wejrzenia, niespodziewana i pełna porywających emocji, działająca na mnie jak żaden inny kraj na Ziemi. Nie umiem do końca zrozumieć tego fenomenu, ale czy uczucia da się racjonalnie wytłumaczyć ? Z pewnością wiem co tak bardzo w niej pokochałam - naturalną przestrzeń i barwy. Dziś więc wracam tam znów, tym razem do Wester Ross, gdzie byliśmy z Piotrem dwukrotnie.


"Być albo nie być" w Stratford upon Avon?

"Być albo nie być" w Stratford upon Avon?

W ostatnie letnie wakacje podróżując po Anglii zastanawialiśmy się czy zajechać do Stratford upon Avon, miasta związanego z Williamem Szekspirem. Nie dlatego, że nie doceniamy dorobku geniusza, wręcz przeciwnie. Jednak naczytaliśmy się, że to miejsce bardzo komercyjne a my takich nie lubimy. Ostatecznie na pytanie "być albo nie być ?" odpowiedzieliśmy twierdząco. 

Do wspomnień z krótkiego pobytu w Stratford upon Avon skłoniły mnie jubileuszowe okoliczności. Właśnie minęła 400. rocznica śmierci dramatopisarza, który prawdopodobnie urodził się i zmarł 23 kwietnia. Przeżył 52 lata. Mark Twain powiedział kiedyś, że biografie Szekspira kojarzą mu się z brontozaurem z nowojorskiego muzeum - trochę kości i tona gipsowych rekonstrukcji. Nie będziemy zajmować się tu "gipsem", a faktów jest rzeczywiście niewiele. Wszystko dlatego, że autor "Hamleta" nie był  "personą" w ówczesnym świecie literatury i nikt specjalnie nie kwapił się, żeby zabezpieczyć dokumenty, czy przedmioty związane z jego życiem, zwłaszcza rękopisy i księgozbiór. Przypuszcza się, że spadkobiercy nie przywiązywali wagi do spuścizny Szekspira, a jego dom mieszkalny został zburzony przez ostatniego posiadacza, pastora Gastrell w latach siedemset sześćdziesiątych. Na dodatek od ponad setki lat różni "rewizjoniści" naukowi, zwani "antystratfordczykami" kwestionują istnienie Williama Szekspira. Podpierają się np. tym, że Szkspir jako człowiek z prowincji, nie mógł znać niuansów dworskiego protokołu, o których pisał...albo skąd wiedział tyle o Italii skoro w niej nie był...czy też dlaczego nie pozostawił żadnej biblioteki, skoro autor dramatów był oczytany w literaturze klasycznej...itp. itd. Spekulacji jest mnóstwo i zwykle pojawiają się one tam, gdzie brakuje dowodów. Z pewnością wiemy dużo więcej o jego dziełach niż o nim samym.

Oto dom rodzinny Williama Szekspira przy Henley Street. Przypuszcza się, że właśnie tu się urodził.

Anglia, okolice Edwinstone - w poszukiwaniu śladów Robin Hooda.

Anglia, okolice Edwinstone - w poszukiwaniu śladów Robin Hooda.

Dziś wracam pamięcią do naszych letnich wakacji w Wielkiej Brytanii. Jadąc przez Anglię postanowiliśmy odwiedzić lasy Sherwood, nieodłącznie związane z banitą, walczącym o sprawiedliwość społeczną.

"Uciszcie się dziś wszyscy wolni ludzie,
opowiem Wam o dobrym Robin Hoodzie"

Tak zaczyna się pierwsza, w pewnym sensie "kompletna" biografia Robin Hooda, która powstała ok. 1500 roku i na podstawie której powstawały kolejne opowieści, najczęściej ballady. Czy Robin Hood istniał naprawdę ? Na to pytanie nikt nie zna ostatecznej odpowiedzi. Najwięcej wyjaśnień w tym temacie, powstałych na podstawie źródeł historycznych zawdzięczamy angielskiemu historykowi. James Clark Holt znalazł pochodzące z 1225 r. informacje o Robercie Hode, wyjętym spod prawa i ukrywającym się w lasach do 1230r. Zachowały się również akta innej sprawy, pochodzące z 1261 roku, dotyczące Roberta, syna Williama Le Fevre, który obrabował opata w Yorku (Robin Hood był znany z niechęci do duchowieństwa) i z tego powodu stanął przed sądem. Podobno pomyłkowo zaanonsowano go przed sądem jako Robina. Być może obaj panowie byli pierwowzorami postaci banity z lasów Sherwood. Skąd takie przypuszczenia ? Najprawdopodobniej Robin Hood żył w  okresie panowania Ryszarda Lwie Serce. Pierwsze legendy pojawiły się bowiem w latach 1180-1280. Przypuszcza się, że pochodził z grupy zamożnych chłopów zwanych yeoman. Banicja była nie tylko wyjęciem spod prawa, ale i sposobem na uniknięcie kary. W czasach średniowiecza życie było niesłychanie trudne. Wystarczyło zebrać drewno w lesie lub zapolować na zwierzęta (za to groziła kara śmierci), by być ściganym i ukaranym przez sheriffa. Reprezentował on władzę króla w terenie pod względem wojskowym, finansowym i prawnym. Okrucieństwo było standardem w traktowaniu poddanych. Las zatem stanowił świetną kryjówkę w beznadziejnej walce z władzą. Jeśli ktoś dał się złapać, to był to zazwyczaj początek jego końca.

Szkocja - Reelig Glen - las w mchu i paproci.

Szkocja - Reelig Glen - las w mchu i paproci.

Podczas naszych różnych podróży odwiedzamy większość tego, co jest charakterystyczne dla ludzi i miejsc. Jednak zawsze najbardziej cenimy sobie kontakt z naturą. Tak jest też w domu, a las - każdy - to dla nas ważne miejsce. Pobyt w nim to odpoczynek, niezwykły kontakt z naturą, siłą dostojnych, żyjących nieruchomo drzew. Każdy stres, każdy problem można w lesie odreagować, dzięki niezwykłej energii, w którą czujemy się zaopatrzeni po leśnym spacerze. Może właśnie dlatego  pokochaliśmy Szkocję. Tak nietrudno jest tam być samemu z ogromną naturalną przestrzenią, bez ludzi i bez odgłosów cywilizacji.
W okolicach Moniack, na zachód od Inverness gdzie mieszkaliśmy przez tydzień odbyliśmy sporo spacerów po okolicznych terenach. Jedno miejsce okazało się wyjątkowo urokliwe. Tajemniczy, spowity w wilgoci, omszały fragment lasu nazywa się  Reelig Glen.


Północny kraniec Brytanii.

Północny kraniec Brytanii.

Dziś pokażemy Wam najsłabiej zaludnionym obszar wyspy Brytanii - północną Szkocję z rejonem zwanym Sutherland.




Nazwa w jakimś sensie przewrotna - południowy ląd - pochodzi z czasów Wikingów i przez nich była określana jako położona na południe, w stosunku do Orkad i obecnego hrabstwa Caithness (zdjęcie z Wikipedii).
Mieszkając przez tydzień w okolicach Drumbeg, ruszyliśmy któregoś pięknego dnia, by zobaczyć kraniec Brytanii. Drogi im dalej na północ, tym węższe i normalnością stają się tzw. single road  z mijankami. Za to przestrzeń, którą można podziwiać dookoła zachwyca swą wielkością i paletą barw zieleni i brązu.


Naturalnie rosnące drzewa to tu wielka rzadkość, za to można zobaczyć posadzone ludzką ręką lasy (jak ten po drugiej stronie drogi na zdjęciu poniżej), które potem wycina się w całości. To dość częsty widok w Szkocji.


Nad wodą jest jeszcze bardziej kolorowo.


Docieramy do Durness, najbardziej wysuniętej na północny zachód miejscowości na stałym lądzie. Durness jest maleńkie, a dla nas największą atrakcją jest piaszczysta plaża


z ogromnymi głazami




 i malowniczymi klifami w okolicach.


To w ich sąsiedztwie rozpościera się Smoo Cave - jaskinia wymyta przez morze i strumień słodkiej wody w wapiennej skale, długa na 83 m.



Potem docieramy do miejsca, gdzie była kiedyś wieś Ceannabeinne. To ślad smutnej historii tego regionu.


Mieszkańcy tej 'kwitnącej" miejscowości stali się ofiarami przeprowadzanych w Szkocji w XVIII i XIX wieku Highland Clearances, czyli  rugów szkockich chłopów. Zmuszani, najczęściej brutalnie, przez arystokratycznych właścicieli ziem musieli opuszczać swoje domy i gospodarstwa całymi rodzinami. Zabrane im ziemie łączono i zamieniano w pastwiska.


Dziś pozostały tu jedynie resztki kamieni. Jest tu również szlak, z ciekawymi informacyjnymi tablicami o życiu i historii miejsca, który przeszliśmy w całości. Jednak piękno natury zatrzymały nas tam na dłużej.


Na zdjęciu powyżej widać po lewej stronie wyspę Eilean Hoan, dziś rezerwat przyrody, a w początkach XIX wieku jeszcze zamieszkiwaną przez wysiedlonych stąd ludzi.


Cisza, spokój, brak turystów i widoki to jak wszędzie mocne  atuty zwiedzania Szkocji.


Dziś na tych wzgórzach jest mnóstwo drobnych, wręcz miniaturowych kwiatów, których odkryto tu ponad 120 gatunków.


Wśród nich maleńka dzika orchidea.


Dalej jedziemy tak jak prowadzi nas tu jedyna droga, wzdłuż Loch Eriboll, nad którym robimy sobie piknik.

  
Przecinamy kolejny półwysep,


na którym króluje wełnianka


i wrzosy.


Kierujemy się na Tongue, gdzie widać ogromny odpływ.


Następnie  wracamy do Drumbeg zamykając pętlę podróży. Po drodze mijamy najczęściej tylko ślady po dawnych mieszkańcach.
  




Co nie oznacza, że nikt tu nie mieszka :)