Tort Dobosa - klasyka węgierskiego cukiernictwa w wersji mini.

Tort Dobosa - klasyka węgierskiego cukiernictwa w wersji mini.

Od lat chciałam zrobić ten tort, ale jakoś tak odkładałam bez końca. Zmobilizowałam siły, jednak żeby uniknąć wielkiego obżarstwa, zrobiłam  dla nas dwa mini torciki. Oczywiście jakbym zrobiła duży tort to też byśmy go zjedli. Dwa torciki o średnicy nie większej niż 8 cm są wystarczające. Gdybyście chcieli zrobić większe ciasto myślę, że w zależności od wielkości tortownicy powinniście potroić lub pomnożyć składniki razy cztery.

Tort Dobos zgodnie z tym co napisano w Wikipedii to "odmiana tortu wymyślona przez budapesztańskiego cukiernika Józefa Dobosa. Został po raz pierwszy pokazany na Krajowej Wystawie Ogólnej w Budapeszcie w 1885 r. Cesarz Franciszek Józef I i królowa Elżbieta byli jednymi z pierwszych, którzy tego spróbowali. Ciasto szybko stało się popularne w całej Europie, zarówno ze względu na trwałość podczas wysyłki, jak i ze względu na swój wyjątkowy wygląd. Z płaskim, błyszczącym, karmelowym blatem był prosty, ale i elegancki, w przeciwieństwie do bardziej skomplikowanych ciast tego wieku. Dobos wkrótce zaczął eksportować produkt w specjalnie zaprojektowanych drewnianych skrzynkach. Pod koniec swojej kariery, w 1906 roku, Dobos podarował swój przepis Gildii Cukierników".

Tort powinien składać się z sześciu  blatów biszkoptu, czekoladowego kremu do przełożenia, ozdoby z karmelu w postaci wachlarzyków na ostatnim blacie biszkoptu. Najbardziej jestem dumna z kremu, bo jest niesamowicie czekoladowy i bardzo, bardzo smaczny. Polecam do wykorzystania w innych wypiekach.


Przepis na dwa mini torciki do obręczy cukierniczych o średnicy 7,5 cm.

Biszkopt genueński
2 duże jaja
50 g drobnego cukru
40 g mąki tortowej
10 g masła
1 łyżeczka cukru z wanilią

Musimy na każdą porcję otrzymać po sześć blatów, czyli razem dwanaście. Przydatny będzie skrobek cukierniczy lub nóż do tortu.

Masło rozpuścić w rondelku i przestudzić. Jaja ubić z cukrami na sztywną, jasną masę, która powinna  powiększyć około trzykrotnie objętość. Użyłam do tego celu "żyrafy" z końcówką do piany.

Mąkę koniecznie przesiać przez sito. Dodać stopniowo do masy jajecznej i delikatnie mieszać trzepaczką rózgową, żeby masa nie straciła napowietrzenia. Na koniec wlać masło i wymieszać jak poprzednio. Rozgrzać piekarnik z termoobiegiem do 180 stopni C. Na blachę wyłożyć pergamin (ponieważ miałam otrzymać 12 blatów, wyliczyłam, że z małym zapasem powinnam upiec placek o wielkości 26 cm x 35 cm; narysowałam sobie taki prostokąt na papierze do pieczenia) wysmarować papier masłem i wylać ciasto. Wyrównać masę skrobkiem i wstawiłam na 10 min. do upieczenia. Po upieczeniu odstawić biszkopt do ostygnięcia. Oczywiście najpierw trzeba go zdjąć z papieru.

Krem czekoladowy
2 jaja
45 g drobnego cukru

100 g miękkiego masła
100 g gorzkiej czekolady 70%
5 g kawy rozpuszczalnej (1 łyżka)
2 likieru Frangelico (włoski likier o smaku orzechów laskowych)
1 łyżeczka ciemnego kakao

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać do niej kawę rozpuszczalną w postaci granulek. Dodatek kawy rozpuszczalnej bardzo podbija smak czekolady. 

Jaja ubić z cukrem jak do biszkoptu. Masło utrzeć mikserem. Do masła dodać ostudzoną czekoladę i kakao, zmiksować. Następnie dodać do maślanej masy po dwie łyżki masy jajecznej i miksować tylko chwilę, żeby całość połączyła się. Powtarzać czynność aż do zużycia całej masy jajecznej. Na koniec dodać likier. Gotowy krem wstawić do lodówki, żeby nieco stężał. Nie za długo, bo będzie trudno go rozsmarować. Gdyby kawa się nie rozpuściła, należy krótko zblendować całość.

Obręczą powycinać z biszkoptu 12 blatów. Potrzebujemy do każdej porcji po 5 blatów, a szósty wykorzystamy do karmelowej dekoracji.


Na każdy blat kłaść po dwie czubate łyżeczki kremu, rozsmarowywać i powtarzać to z kolejnymi. Następnie rozsmarować jeszcze krem na boki, wygładzić boki i wierzch z kremu moczonym w gorącej wodzie nożem do tortów. Następnie skrobkiem cukierniczym z ząbkami zrobić na bokach ozdobne rowki.

Wykończenie
-14 orzechów laskowych w czekoladzie
- kilkanaście obranych i grubo zblendowanych orzechów laskowych
- na karmel - 50 g cukru i łyżka wody

Dół torciku obsypać od dołu zblendowanymi orzechami.

Ostatni dekoracyjny blat - każdy z osobna - podzielić na 8 części. Wykorzystamy do dekoracji sześć.  Ułożyć kawałki na kratce i podłożyć pod spód kratki pergamin.

W rondelku zrobić karmel - woda plus cukier. Gdy będzie miał odpowiedni kolor zestawić naczynie z grzania i łyżką polać blaty. Odczekać aż karmel stwardnieje na klinach.

Ułożyć orzechy na przemian z klinami biszkoptu polanymi karmelem. Można też orzechy zastąpić ozdobami z kremu.


Wegetariańskie tagliatelle a'la carbonara

Wegetariańskie tagliatelle a'la carbonara

Ostatnimi czasy karmimy się często pysznymi, wegetariańskimi inspiracjami Jamie Olivera. Zawsze staramy się dostosowywać jego oryginalne przepisy do naszych podniebień. Tak też było tym razem, więc zmodyfikowaliśmy przepis i dodaliśmy naszym zdaniem niezbędny składnik - wędzone tofu. No bo jak może być carbonara bez wędzonki? Czy w końcu można z pora i makaronu jako bazy wyczarować smaczne danie? Otóż z takimi dodatkami można.


Składniki (na 4 porcje):
6 młodych porów
6 ząbków czosnku
6 łyżek świeżych listków tymianku
2 czubate łyżki masła
2 szklani wody lub bulionu
sól, pieprz

na makaron:
280 g mąki
3 jajka
łyżeczka oliwy
sól
dodatkowo sól i oliwa (olej) do ugotowania

do carbonary:
2 jajka
spora garść poszatkowanego parmezanu lub pecorino
100 g drobno pokrojonego wędzonego tofu
pieprz
opcjonalnie: szczypiorek

Wykonanie:
Pory kroimy wzdłuż na pół (zarówno białe jak i zielone części). Kroimy drobno w poprzek. Czosnek siekamy drobno. Całość smażymy przez kilka minut na maśle, dodając tymianek, sól i pieprz, Dodajemy wodę lub bulion i dusimy pod przykryciem przez pół godziny. Po tym czasie warzywa się rozpadną i łatwo "przykleją" się do makaronu.

W tym czasie przygotowujemy makaron. Gotujemy przez 3 minuty w garnku z soloną wodą z oliwą lub olejem, po czym hartujemy pod zimna wodą.

W tym samym czasie pokrojone drobno (na wielkość niewielkich skwarek) wędzone tofu smażymy na maśle, aż będą chrupkie na zewnątrz i miękkie w środku..

Dodajemy makaron do ugotowanych porów. Mieszamy dolewając w miarę potrzeby trochę wody z gotowania makaronu. Wyłączamy ogień. Po minucie-dwóch dodajemy roztrzepane jajka z połową sera. Mieszamy. Dodajemy resztę parmezanu i tymianek.

Po wymieszaniu makaron wykładamy na talerze, posypujemy dodatkową porcją parmezanu i tymianku, dodajemy skwarki wędzonego tofu, szczypiorek i dużo świeżo mielonego pieprzu.

To szybkie danie, które zachwyci Was smakiem mimo ograniczonej ilości składników.
Chleb żytni z dodatkami.

Chleb żytni z dodatkami.

Chleb żytni to podstawa. Od czasu do czasu jako "przerywnik" piekę chleb pszenny, albo bułki lub inne pieczywo, ale już pod koniec konsumpcji tegoż marzy mi się powrót do ulubionego pieczywa. Dziś chleb z dodatkami dla urozmaicenia.



Składniki na dwie foremki:

zaczyn
130 g aktywnego zakwasu, odżywionego dzień wcześniej
340 g wody
400 g mąki żytniej typ 960

Aktywny zakwas wymieszać z wodą, następnie dodać mąkę, wymieszać i odstawić pod przykryciem np. na noc. 

dodatki:
25 g nasion słonecznika
25 g siemienia lnianego
25 g nasion chia
26 g quinoa
25 g sezamu
160 g gorącej wody

Ziarna zalać gorąca wodą, przykryć i odstawić na noc tak jak zaczyn.

ciasto właściwe
cały zaczyn
dodatki namoczone na noc
400 g wody
500 g maki żytniej typ 960
2 łyżeczko soli
1 łyżka słodu żytniego, palonego (można pominąć)

Do miski, w której będziemy robić ciasto chlebowe włożyć zaczyn, wlać wodę, włożyć namoczone  na noc dodatki i całość dobrze wymieszać. Następnie dodać mąkę, słód i sól,  wymieszać na jednolitą masę. Ciasto włożyć do foremek wyłożonych pergaminem. Ugnieść mokrą dłonią, żeby nie było warstw powietrza w środku i wygładzić wierzch. Odstawić w ciepłe miejsce, pod folię do wyrośnięcia. U mnie to trwało 2,5 godziny, ale przy słabiej działającym zakwasie może to być do 4 godzin. Piec 25 minut z termoobiegiem w 230 stopniach C i 30 minut w 210 stopniach C. Po upieczeniu wystudzić na kratce.
Curry z pomidorów w mleczku kokosowym

Curry z pomidorów w mleczku kokosowym

Ależ to proste, szybkie i pełne smaku danie. Autor? Jamie Oliver ze swojej wegetariańskiej serii. Tym razem nie jest to inspiracja, a prawie kopia. Oczywiście przystosowana do 2-osobowego składu łasuchów. Warta jest podzielenia się ze wszystkimi, którzy cenią dobry smak i błyskawiczne gotowanie między być może jedną, a drugą telekonferencją w pracy. A może jednym lub drugim żądaniem uwagi nudzącego się dziecka.


Składniki (na 2 porcje):
500 g pomidorów (ja użyłem 6 podłużnych śliwkowych i 6 małych koktajlowych)
ostra papryczka
2 cm kawałek imbiru
2 ząbki czosnku
suszone liście curry
łyżeczka ziaren kuminu
łyżeczka czarnej gorczycy
pół łyżeczki kozieradki startej w moździerzu na proszek
250 ml mleczka kokosowego
sos sojowy
sos chili
sól
olej
opcjonalnie: szafran, płatki migdałów

na chutney z mango:
pół szklanki miąższu dojrzałego mango
1/4 cebuli
1 cm imbiru
2 łyżki octu winnego
łyżka cukru trzcinowego
łyżeczka nasion kolendry
pół łyżeczki sosu chili
olej

jako dodatek:
100 g ryżu
łyżeczka kurkumy
sól

Wykonanie:
Na chutney z mango istnieje wiele przepisów. Tu nie musimy się specjalnie wysilać, by wykorzystać najlepszy z nich. Chodzi bowiem o "doprawienie" naszego dania czymś owocowo-słodko-kwaśno-pikantnym. Chutney z mango możemy przygotować wcześniej i przechować w lodówce. Smażymy na oleju posiekaną cebulę i imbir. Dodajemy miąższ z mango. Nasiona kolendry ścieramy w moździerzu na proszek i dodajemy na patelnię. Następnymi składnikami są cukier trzcinowy, ocet winny i sos chili. Proporcje tych składników sami musicie wyczuć, by uzyskać zbilansowany smak. Jedni bowiem lubią słodszy, inni bardziej pikantny. Kilkuminutowa obróbka cieplna wystarczy. Odkładamy na bok.

Suszone liście curry, kumin, czarną gorczycę oraz kozieradkę podsmażamy na oleju. Dodajemy posiekaną cebulę, imbir, czosnek i ostrą papryczkę, po czym smażymy przez minutę-dwie. Dolewamy mleczko kokosowe. Dodajemy przygotowany wcześniej chutney z mango. Przyprawiamy sosem sojowym, sosem chili i solą. Wkładamy pomidory nacięte na górze i na dole (by łatwiej nam zeszła skórka). Dusimy pod przykryciem 20 minut. Po tym czasie wykładamy pomidory i obieramy je ze skóry. Sos redukujemy na patelni bez przykrycia przez około 5 minut. W tym czasie ładnie nam połączy się z sokiem, który puściły pomidory i zgęstnieje.

W międzyczasie gotujemy ryż z kurkumą (doprawiamy solą). Będzie miał piękny żółty kolor.

Obrane ze skórki pomidory wkładamy z powrotem do zredukowanego sosu w celu podgrzania.

Danie wykładamy na talerze: ryż, pomidory i sos. Feeria smaków, a przy okazji lekkie dla żołądka.

Jeśli chcecie możecie wykorzystać pomidory o różnych kształtach i kolorach, co wzbogaci estetykę dania. Ważne jednak by mieć świadomość, które z nich są bardziej twarde lub miękkie, by odpowiednio dostosować czas ich gotowania i dokładać je do duszenia na patelni w odpowiednim czasie.

Na koniec możecie jeszcze dodać szczyptę szafranu rozpuszczonego we wrzątku, a curry ostatecznie posypać płatkami migdałów. Ja tym razem pominąłem te dodatki.

Lazania z łososiem, szparagami, porem i ricottą

Lazania z łososiem, szparagami, porem i ricottą

Lazanie to nasze ulubione dania makaronowe. Choć pracochłonne, odwdzięczają się feerią smaków i są pożywnym posiłkiem, w którym można ukryć różne produkty wzbogacające codzienną dietę, do tego podbić smak przyprawami, a całość zamknąć pod cienką makaronową pierzynką. Tak, cienką, bo makaron w tym daniu nie powinien dominować. Dlatego też polecam Wam zapomnieć o tzw. gotowych płatach lazanii i przygotować je samemu. To bardzo proste...


Składniki (na 2 osoby):

na makaron:
90 g mąki
jajko
sól
łyżeczka oliwy
dodatkowo mąka do posypania w trakcie "wałkowania" makaronu

na nadzienie:
220-250 g fileta łososia bez skóry
150 g cienkich zielonych szparagów (po oderwaniu zdrewniałych końcówek)
100 g pora, białej i zielonej części
świeży tymianek
ząbek czosnku
masło klarowane
dwie łyżeczki kaparów
80 g ricotty
50 g startego sera żółtego typu ementaler
sól i pieprz

na marynatę do łososia:
2 łyżki kwaśnej śmietany 18%
łyżka musztardy
sos chili
sól i pieprz

na sos beszamelowy:
15 g masła
20 g mąki
300 ml mleka
sól, pieprz
20 g startego sera żółtego

Wykonanie:

Zaczynamy od przygotowania ciasta makaronowego. Wszystkie składniki (oprócz oliwy) łączymy ze sobą i wyrabiamy, aż przestanie się kleić. Dodajemy oliwę i dalej wyrabiamy. Pozostawiamy, by ciasto odpoczęło.

Przygotowujemy marynatę do łososia. Rybę kroimy w około centymetrowe kawałki i zanurzamy w marynacie.

Szparagi kroimy na jednocentymetrowe kawałki, pozostawiając ich główki w całości.

Por kroimy drobno, podobnie czynimy z czosnkiem. Smażymy na maśle klarowanym przez kilka minut dodając sól, pieprz oraz sporo świeżego tymianku.

Ciasto makaronowe rozwałkowujemy (ja używam maszynki do makaronu, dzięki której ciasto będzie cieniutkie i równe na całej długości). Płaty makaronowe kroję tak, by dopasować do naczynia, w którym przygotowuję lazanię. Pamiętajmy, że podczas wstępnego gotowania zwiększy ono swoja powierzchnię o ok. 10%. Tak podzielone płaty makaronowe gotuję w osolonej wodzie na patelni przez 2 minuty. Wyjmuję i odkładam na ściereczkę do wycierania naczyń. Pilnuję, żeby się nie przykleiły więc co jakiś czas do ostygnięcia podnoszę je i przekładam na drugą stronę.

Czas na przygotowanie sosu beszamelowego z serem. Z masła i mąki robię na patelni zasmażkę. Dolewam połowę zimnego mleka i intensywnie mieszam, by nie było grudek. Gdy sos zgęstnieje dolewam kolejną porcję mleka ponownie intensywnie mieszając. Dodaję przyprawy oraz starty drobno ser żółty. Ponownie mieszam.

Składam danie. Naczynie smaruję masłem. Na dno wkładam płat makaronu i przycinam jeśli jest za duży. Rozsmarowuję warstwę sosu beszamelowego. Układam kawałki łososia (w moim przypadku jest to 12 kawałków). Między nimi układam główki szparagów oraz pokrojone kawałki szparagów. Następnie układam kleksy z ricotty. Posypuję 1/3 kaparów. Na nie układam podsmażonego pora z czosnkiem. Posypuję startym serem. Analogicznie postępuję układając drugą warstwę. Całość zamykam płatem makaronu, na który nakładam warstwę beszamelu i dodatkowo posypuję startym serem żółtym. Na koniec na górze rozsypuję kapary i opcjonalnie świeży tymianek.

Entuzjaści lazanii mogą przygotować jeszcze trzecią warstwę. Ja zwykle robiłem tak gotując klasyczną lazanię z sosem bolognese, wegetariańską-szpinakową lub moją ulubioną grzybową z serem roquefort. Tym razem ograniczyłem się do dwóch warstw mając na względzie kwestie dietetyczne. Naczynie, które użyłem miało wymiary 21x16cm.

Danie pieczemy przez 20 minut w 180 C w piekarniku z termoobiegiem przykryte folia aluminiową. Następnie przez kolejne 5-8 minut włączamy grilla, podkręcając temperaturę do 200 C, by górna część lazanii ładnie przypiekła się. Ten czas pozwoli szparagom dojść, by były lekko chrupkie, ale ugotowane. Jeśli macie do dyspozycji grubsze szparagi przetnijcie je na pół.

Danie smakuje wybitnie. Polecam je z całego serca. Nie zapomnijcie o dobrym, białym winie do posiłku.

Pasztet z zieloną soczewicą i grzybami - nasz pasztet numer jeden!

Pasztet z zieloną soczewicą i grzybami - nasz pasztet numer jeden!

Od kilku lat robię wyłącznie pasztety wegetariańskie. Odkąd zrobiłam pasztet z Atelier Smaku już nie szukam nowych inspiracji. Ten pasztet ma smak i konsystencję, którymi można "oszukać" mięsożercę. Jest świetnym kompromisem  między pasztetami, które robiłam z mięsa a moimi obecnymi preferencjami. Przepis jest dopracowany, choć dodałam do niego jaja, których w wegańskiej, bezglutenowej kuchni Joli Słomy i Mirka Trymbulaka nie ma. Piekłam ten pasztet wiele razy i w końcu zmobilizowałam się, żeby wpisać przepis na bloga i mieć go pod ręką. Polecam Wam.


Pasztet z zieloną soczewicą i grzybami 


Proporcje na foremkę o wymiarach wewnętrznych 12,5 na 31 cm

400 g zielonej soczewicy
20 g suszonych borowików
10 ziaren jałowca
10 ziaren ziela angielskiego 
1 łyżka oleju

200 g selera
2 marchewki
2 pietruszki
150 ml oleju 
250 g pieczarek

1 łyżeczka cząbru
1 łyżka pieprzu ziołowego
1 łyżeczka czarnego pieprzu 
listki świeżego tymianku
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki mąki kukurydzianej
2 jaja
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
2 łyżeczki soli 

mąka kukurydziana do wysypania formy

Wstawić w garnku do zagotowania 800 ml wody. Dodać 1 łyżkę oleju, suszone grzyby oraz ziarenka jałowca i ziele angielskie. Soczewicę opłukać na sicie i dodać do gotującej wody, przykryć, zmniejszyć grzanie i gotować ok. 35 minut. Gdyby woda się wygotowała, należy trochę dolać. Soczewica nie może być ugotowana al dente tak jak do sałatek. Musi się lekko rozpadać, dlatego czas jest tu wydłużony. Odstawić do ostudzenia. 

Seler, marchewkę i pietruszkę pokroić w kostkę, posolić i usmażyć na oleju przez ok. 15 min. Pod koniec smażenia dodać przyprawy.

Pieczarki pokroić na kawałki. Rozgrzać olej i wrzucić na gorący pokrojone grzyby. Smażyć bez przewracania ok. 4 minuty, aż się zrumienią.

Wrzucić do melaksera soczewicę z przyprawami i grzybami, usmażone warzywa i pieczarki  (jeśli nie mamy, można skorzystać z maszynki do mielenia). Całość zmiksować na gładką masę. Następnie wyjąc do głębokiego naczynia, dodać pozostałe przyprawy, siemię, jaja i mąkę i razem zagnieść. 

Foremkę wysmarować tłuszczem i wysypać mąką kukurydzianą. Włożyć masę, dobrze ją ugnieść, żeby nie było pustych przestrzeni, wygładzić wierzch i wstawić do nagrzanego piekarnika do 180 stopni C, piec przez 45-50 minut. Po wyjęciu z piekarnika ostudzić całkowicie przed krojeniem. Smacznego :)

Wegetariański burger z czerwonej fasoli i grzybów z warzywno-owocową salsą

Wegetariański burger z czerwonej fasoli i grzybów z warzywno-owocową salsą

Nie chcecie się męczyć? Idźcie do Mc Donalda. Ale własne burgery, do tego w wersji bezmięsnej będą wspaniałą alternatywą dla seryjnego fast food'u.

W dobie pandemii staramy się urozmaicać nasze menu daniami prostymi, acz oryginalnymi. Jako,że Małgosia nie je mięsa, ja zaś z lenistwa do niej dołączyłem, gotujemy to co jesteśmy w stanie zjeść oboje.

Ostatnimi czasy regularnie oglądam program Jamiego Olivera prezentującego wegetariańskie potrawy. Moim zdaniem jest świetny. Daje mi sporo inspiracji. Dziś dzielę się jednym z ulubionych do tego sprawdzonych, bo "skonsumowanych" przepisów. Oto moja interpretacja jego wegetariańskiego burgera.



Składniki na burgera:
170 g pieczarek
kilka suszonych grzybów leśnych
kilka suszonych grzybów shitake
czerwona cebula
łyżka listków świeżego tymianku
ząbek czosnku
1 cm korzenia imbiru
łyżeczka nasion kolendry
puszka czerwonej fasoli
3 kromki chleba żytniego (najlepiej czerstwego)
garść drobno posiekanych orzechów włoskich
sól i pieprz
2 jajka

Składniki na salsę:
pomidor
czerwona cebula
sok z połowy limonki
ostra papryczka
sól i pieprz
kilka posiekanych listków mięty

Dodatki:
ser żółty (ementaler, cheddar lub parmezan)
mango, awokado, roszponka (lub zielone liście kolendry)
4 łyżki jogurtu greckiego zmieszanego z sosem chili

Bułki do burgerów zostały upieczone dzień wcześniej  wg. receptury Małgosi Zielińskiej prowadzącej bloga "chleby.info.pl". Przepis jest na sześć sztuk, a my potrzebujemy cztery. Dwie można zjeść na śniadanie lub dostosować proporcje poniższych składników dla czterech sztuk.  Cytuję za autorką:

"Składniki na 6 dużych bułek po ok.  90 g
2 duże jajka
15 g cukru
70 ml mleka
65 g masła
10 g soli
5 g drożdży instant
280 g mąki pszennej (typ 550)
sezam do p osypania

Mąkę wymieszać z drożdżami. Mleko, masło, cukier i sól podgrzać. Kiedy mieszanina przestygnie dodać rozbełtane jajka. Przed połączeniem z mąką odłożyć 1,5 łyżeczki na później.

Wyrabiać przez kilka minut na gładkie ciasto, w razie konieczności skorygować konsystencję dodając trochę maki lub mleka.

Odstawić ciasto do wyrośnięcia na ok 1 godzinę. Podzielić na 6 porcji, uformować zgrabne bułki i odstawić ponownie do wyrośnięcia na 1 godz. Dobrze wyrośnięte bułki posmarować wcześniej pozostawioną mieszaniną mleka i masła, posypać sezamem.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180*C z termoobiegiem ok 15-20 minut do pięknego zbrązowienia."

Wykonanie:
przygotowujemy bułki:

Burger:
Suszone grzyby moczymy we wrzątku. Siekamy drobno.
Pieczarki miksujemy na drobno w malakserze. Odstawiamy.
Chleb miksujemy na drobno w malakserze. Odstawiamy.
Drobno posiekaną czerwoną cebulą, czosnek i imbirem smażymy na patelni.
Czerwoną fasolę odcedzamy na sicie i płuczemy. Po osuszeniu miksujemy w malakserze. Dodajemy wcześniej przygotowane pieczarki, grzyby, chleb, podsmażone warzywa, 2 roztrzepane jajka, tymianek, nasiona kolendry zmielone w moździerzu i orzechy. Doprawiamy solą i pieprzem. Wyrabiamy ręcznie formując cztery burgery po ok.200 g każdy. Burgery pieczemy w piekarniku w 200 C przez 25-30 minut.

Salsa:
Wszystkie składniki kroimy drobno i mieszamy.

Dodatki:
Mango i awokado kroimy w drobne paski

Składamy danie:
Przekrawamy bułki i obsmażamy je od wewnętrznej strony.
Na spód nakładamy sos jogurtowy, następnie burger, starty ser żółty, ponownie trochę sosu jogurtowego, salsę, na nią paski mango i awokado w proporcji (2/3 do 1/3) oraz roszponkę.
Wstawiamy do piekarnika na 150 C na 5 minut.


Sałatka z buraków.

Sałatka z buraków.

Bardzo lubimy buraki i jemy je w różnych konfiguracjach. Poza tym często korzystamy z dobrodziejstwa zakwasu buraczanego. Dziś sałatka, którą możecie zrobić z surowych buraków. Jest pyszna i chrupiąca. Jeśli jednak z przyzwyczajenia jecie buraki zawsze po obróbce termicznej, z powodzeniem możecie użyć też pieczone. Ważnym dodatkiem jest tu melasa z granatu. To typowy dodatek bliskowschodniej kuchni i choć melasa zwykle jest słodka, to ta właśnie dla odmiany jest wyraźnie kwaśna. Jeśli takiej nie macie, dodajcie do zwykłej melasy czy miodu soku z cytryny. Będzie to jednak zawsze trochę inny smak. Melasę daktylową można zastąpić inną. Przepis otrzymaliśmy od MesterChef Izraela z 2014 roku - Nof Atamna-Ismaeel na warsztatach kulinarnych.
Do przygotowania sałatki przydadzą się rękawiczki.


Sałatka z buraków


Składniki na 2 porcje:

2 średnie buraki
1/2 szklanki ugotowanej kaszy bulgur lub czarnej soczewicy
1/2 szklanki pestek z owocu granatu
1/2 szklanki liści mięty
1/2 szklanki liści kolendry
1/2 czerwonej cebuli
50 g orzeszków piniowych
100 g suszonych śliwek bez pestek
30 ml melasy z granatu
1 łyżka stołowa melasy z daktyli
1/2 cytryny
30 ml oliwy
sól  
świeżo zmielony czarny pieprz

Buraki pokroić w drobną kostkę. Pokroić na kawałki suszone śliwki (jedna śliwka na 6 części). Podobnie posiekać drobno cebulę. Tak jak podane jest w składnikach - używamy tylko listki z ziół. Należy je oberwać z łodyżek. Z oliwy, soku z cytryny, melas, soli i pieprzu przygotowujemy sos. Buraki, kaszę bulgur lub soczewicę ugotowaną al dente, cebulę, granat i orzeszki piniowe (nie podprażamy ich) oraz posiekane liście ziół wrzucamy do miski i mieszamy. Całość polewamy sosem, dobrze łączymy i podajemy w pojedynczych porcjach.
Focaccia na zakwasie.

Focaccia na zakwasie.

W majowej Piekarni upiekłam focaccię na zakwasie. Przyznam, że nieco zmodyfikowałam jej wykonanie. Po prostu ciągle nie mogłam się zorganizować i poświęcić sporo czasu na traktowanie cista zgodnie z przepisem. Efekt bardzo mile mnie zaskoczył. Focaccię zjedliśmy od razu po upieczeniu, ledwie ostygła. Była pyszna, z chrupiącą skórką i miękkim, wyrośniętym wnętrzem. Przepis podaję ze swoimi zmianami, a jeśli interesuje Was oryginalne wykonanie zajrzyjcie na  Ohhmybread i The Fresh Loaf.


Focaccia na zakwasie


Proporcje na focaccię o wymiarach 30 cm x 35 cm:

zaczyn
195 g aktywnego zakwasu pszennego (wykorzystałam orkiszowy)
125 g ciepłej wody
25 g oliwy z oliwek
10 g miodu
50 g mąki orkiszowej, razowej

ciasto właściwe
cały przygotowany zaczyn
50 g oliwy z oliwek
200 g mąki pszennej chlebowej
1 łyżeczka soli

dodatki
4 łyżki oliwy z oliwek
sól morska
zielone oliwki
zioła prowansalskie

Wykonanie:

Wszystkie składniki na zaczyn wymieszać w misce. Miskę przykryć folią i zostawić do przefermentowania na około 2 godziny. Zaczyn jest gotowy, kiedy całą jego powierzchnię pokrywają drobne bąbelki.

Po 2 godzinach dodać do zaczynu pozostałe składniki na ciasto właściwe i dokładnie wymieszać. Pozwolić uzyskanej w ten sposób masie odpocząć (15 minut). Po tym czasie w tej samej misce zagnieść ciasto (ok. 1 minuty). Ponownie pozwolić ciastu odpocząć 15 minut. 

Przykryć blachę z piekarnika pergaminem. Wyłożyć na przygotowaną powierzchnię ciasto uformowane w płaski placek o wymiarach 35 x 30 cm. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około 2 godziny (u mnie pod żarówką w piekarniku).

Gdy focaccia wyrośnie rozgrzać piekarnik do 220 stopni C. W cieście zrobić wgłębienia palcami, polać je oliwą, posypać solą morską i ziołami prowansalskimi. Dodatkowo pokroić na krążki zielone oliwki  i rozłożyć je równomiernie na cieście. 

Piec chlebek ok. 25 minut, aż do zezłocenia skórki. Poczekać aż ostygnie (wnętrze chleba nadal „dochodzi” w trakcie stygnięcia). Samcznego!

Gruszki w aromatycznym winnym sosie z lodami masala chai

Gruszki w aromatycznym winnym sosie z lodami masala chai

To jeden z tych deserów, który łączy w sobie nasze ulubione produkty: owoc, lody i wino. Ma niespotykaną głębię smaku dzięki egzotycznym przyprawom. Z jednej strony wywołuje tęsknotę za dalekimi krajami, z drugiej ze względu na składniki i techniki flirtuje z kuchnią europejską.


Składniki (na 2 porcje):

2 gruszki odmiany konferencja

na sos winny:
300 ml wytrawnego czerwonego wina
100 g cukru trzcinowego
1 cm korzenia imbiru pokrojonego w cienkie plastry
kilka goździków
kawałek anyżu gwiazdkowego
laska wanilii przekrojona wzdłuż
dwa kilkucentymetrowe kawałki kory cynamonu
2 strąki kardamonu przekrojone na pół
łyżka pieprzu syczuańskiego

na lody:
4-5 żółtek
200 ml śmietany
300 ml mleka
50 g cukru
2 łyżki herbaty
1 cm korzenia imbiru pokrojonego w cienkie plastry
mieszanka przypraw: czarny kardamon, zielony kardamon, goździki, ziarna czarnego pieprzu, cynamon, gałka muszkatołowa

Wykonanie:

Gruszki "konferencje" są twarde, słodkie i nie ciemnieją, więc idealnie nadają się do tego dania. Owoce obieramy ze skórki i przekrawamy na pół. Wykrawamy z nich gniazda nasienne.

Wino rozgrzewamy na patelni wraz ze wszystkimi podanymi przyprawami. Wkładamy doń połówki gruszek i gotujemy pod przykryciem na niewielkim ogniu przez około 20-30 minut (w zależności od wielkości i stopnia dojrzałości) przewracając je co około 5-7 minut. Wyjmujemy gruszki i odstawiamy, oczyszczając je z ewentualnych resztek przypraw. Mają być nadal lekko twardawe, nierozgotowane. Teraz redukujemy sos podgrzewając na średnim ogniu i co jakiś czas mieszając go. By przyspieszyć proces stosuję technikę przykrycia gruszek mniejszą niż patelnia przykrywką, by w czasie ich gotowania płyn już powoli się redukował. Niemniej po ugotowaniu owoców należy dalej kontynuować ten proces, by ostatecznie uzyskać około 50 ml sosu. Tak, zaledwie 50 ml! Sos po ostudzeniu będzie dość gęsty i głęboko aromatyczny. To baza smaku, łącząca aromat lodów z owocami.

Lody przygotowujemy techniką, którą wielokrotnie tu opisywaliśmy. Śmietanę, mleko, cukier, herbatę i przyprawy zagotowujemy. Gdy płyn zaczyna kipieć zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem przez 5 minut. Odstawiamy na kolejne 15 minut, by przyprawy oddały swe aromaty. Następnie przez sito wlewamy do utartych wcześniej żółtek, mieszając w celu dokładnego połączenia się (pozostałe na sicie przyprawy odrzucamy). Przystępujemy do redukowania całości. Przelewamy zawartość do garnka i podgrzewamy na małym ogniu, wciąż mieszając silikonową łopatką (kręcimy ósemki, by na całej powierzchni garnka nie dopuścić do ścięcia się masy mleczno-jajecznej. Ten proces jest dość długi i trwa jakieś 20 minut. Kiedy masa zgęstnieje, czas przelać ją do pojemnika, ostudzić i włożyć do lodówki na kilka godzin. Następnie pozostaje ukręcenie w maszynie do lodów lub włożenie do zamrażarki i mieszanie co jakiś czas do zamrożenia. Takie lody przygotowane na bazie custardu najlepsze są bezpośrednio po ukręceniu. Kremowa konsystencja i aromat zniewala.

Składamy danie. Gruszki kroimy na cienkie plastry, nie rozkrawając ich całkowicie. Tworzymy swego rodzaju "harmonijkę", która po spłaszczeniu ręką trzyma się w całości. Układamy na talerzu. Obok stawiamy gałkę lodów. Gruszki polewamy gęstym, aromatycznym sosem winnym. Sami zobaczcie, jaką ma lśniącą, czerwona barwę. Kiedy lody zaczną się lekko rozpływać i mieszać z sosem, utworzą bombę aromatyczną, którą zapamiętacie na zawsze. My dziś pochłonęliśmy po pół gruszki, by jutro cieszyć się podobnym deserem. Wy idźcie na całość i serwujcie obie połówki. Dołóżcie też lodów, jeśli uznacie to za stosowne. A gwarantuję, że uznacie.

Moja rekomendacja co zrobić pod koniec pałaszowania deseru: pozwólcie sobie i Waszym ewentualnym gościom na  hedonistyczne doznanie. Wyliżcie talerz, by nie trzeba go myć :) To danie, które za każdym razem traktujemy w ten właśnie sposób.

Smacznego!

Tarta z botwinką.

Tarta z botwinką.

Bardzo lubimy tarty wytrawne. Dla nas to zawsze kompletne danie. Ponieważ jest czas botwinki, zrobiłam tartę z młodymi liśćmi i korzeniami buraka ćwikłowego. Bardzo nam smakuje i spieszę podzielić się przepisem z Wami. Do tego kieliszek czerwonego wina. Celebrujmy wspólny czas, zapraszam :)


Tarta z botwinką


przepis na formę o średnicy 23-24 cm

składniki na ciasto:
225 g mąki pszennej
100 g miękkiego masła
3 łyżki zimnej wody
1 płaska łyżeczka soli
świeżo zmielony czarny pieprz

Składniki na ciasto zmiksować szybko w melakserze (lub zagnieść ręcznie) do postaci kruszonki, następnie wyjąć i zagnieść w kulę. Ciasto rozwałkować między arkuszami pergaminu lub folii, wyłożyć nim formę do tarty, nakłuć widelcem, przykryć folią i schłodzić przez ok. godzinę w lodówce. Po tym czasie wyjąć, odczekać aż nabierze temperatury pokojowej (jeśli macie formę ceramiczną, żeby nie pękła). Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Ciasto przykryć pergaminem i obciążyć ceramicznymi kulkami (fasolą, grochem itp.), piec pod obciążeniem 15 minut, następnie zdjęć papier z kulkami i piec jeszcze 5 min.  W czasie tych czynności przygotować farsz.

składniki na wypełnienie:
850 g botwinki
1-2 ząbki czosnku
220 g kwaśnej śmietany 18% - do zup i sosów
3 żółtka jaj
1 łyżka posiekanych liści mięty
2 łyżki pokrojonego drobno cienkiego szczypiorku
1 łyżka listków tymianki
2 łyżki orzeszków piniowych
sól i pieprz do smaku
masło klarowane
150 g sera feta

Botwinkę umyć i drobno posiekać. Do garnka o pojemności ok. 3 litrów wlać 1 litr wody, zagotować i wrzucić posiekaną botwinkę. Zblanszować przez 1 minutę, wodę odlać. Na dużej patelni rozpuścić łyżkę masła klarowanego i na rozgrzany tłuszcz wrzucić botwinkę. Smażyć ok. 4 minuty, żeby dobrze odparowała. Następnie lekko przestudzić, doprawić całość solą, pieprzem, dodać posiekane zioła i dobrze wymieszać. Śmietanę roztrzepać z żółtkami, posolić. Na podpieczony spód rozkruszyć fetę. Na ser wyłożyć przygotowaną botwinkę. Łyżką docisnąć do spodu. Zalać śmietaną roztrzepaną z żółtkami. Wstawić do gorącego piekarnika nagrzanego na 200 stopni C. Piec 10 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i piec jeszcze 15 minut. Na tartę wysypać orzeszki i piec jeszcze 5 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawić tartę na ok. 10 minut. Następnie kroić na części i cieszyć się smakiem tego sezonowego dania :)

Rabarbarowy paj.

Rabarbarowy paj.

Rabarbarowy sezon już się zaczął. Postanowiłam tym razem zrobić rabarbarowy paj. Mam problem z nazwą rodzaju wypieku, bo to amerykańskie ciasto i nie ma polskiego odpowiednika. Paj (z ang. pie) to ciasto zrobione z dwóch części. Najpierw w naczyniu do tego rodzaju placków kładziemy spód, potem farsz  (owocowy lub wytrawny) i przykrywamy warstwą ciasta na górze lub robimy fantazyjne wykończenie jak poniżej. Zasada jest taka, że jeżeli ciasto jest całkiem przykryte i tym samym musi mieć zlepione brzegi, trzeba od góry wyciąć otwory "wentylacyjne". Pisanie zlepku polskiej i amerykańskiej nazwy typu "rabarbarowy pie" jest dla mnie jeszcze bardziej dziwne. Pozostawiam więc nazwę spolszczoną. Kto piecze i lubi jeść paje, będzie wiedział o co chodzi. My bardzo lubimy ciasta z dużą masą owoców, stąd nasze zamiłowanie do tart i pajów. 


Rabarbarowy paj z dodatkiem truskawek i kandyzowanego imbiru


Składniki (na talerz ceramiczny o średnicy wew. 22,5 - 23 cm):

na ciasto:


300 g mąki pszennej
50 g drobnego cukru
160 g zimnego masła
szczypta soli
ok. 60 ml zimnej wody

Podane składniki są na paj przykryty z wierzchu całym plackiem ciasta. Trzeba pamiętać, żeby w górnej części zrobić otwór na parę. Jeśli wierzchnią warstwę zrobicie podobnie jak ja na zdjęciu trochę ciasta Wam zostanie.

na wypełnienie:
1150 g łodyg rabarbaru
300 g dojrzałych truskawek
200 g cukru pudru

2 łyżki z małym czubkiem mąki ziemniaczanej
75 g kandyzowanego imbiru posiekanego na drobno
2 łyżki mielonych migdałów
1 jajko

Wykonanie:

Rabarbar umyć, ewentualnie obrać z włókien i pokroić na kawałki do 1 cm długości. Truskawki pokroić wzdłuż na pół i następnie w poprzek. Wymieszać całość z cukrem pudrem, przykryć folią spożywczą i odstawić w chłodne miejsce na noc lub na minimum  2-3 godz. Po tym czasie zlać sok, owoce wrzucić na dużą patelnię i smażyć ok. 5 minut na średnim ogniu. W między czasie wymieszać mąkę ziemniaczaną ze zlanym sokiem. Do masy owoców dodać posiekany na drobne kawałki imbir kandyzowany. Patelnię zestawić z ognia. Wlać zimny sok z mąką dobrze wymieszane. Całość połączyć z owocami. Zagotować i ostawić do ostygnięcia.

Składniki na ciasto wrzucić do melaksera, zmiksować do otrzymania grubej kruszonki. Zlepić rękoma całość w jednolitą kulę, rozpłaszczyć i  włożyć do torebki foliowej. Umieścić w lodówce na około godzinę czasu.

Ciasto podzielić na dwie różne części. Większą rozwałkować między arkuszami pergaminu lub folii. Wyłożyć ciastem talerz ceramiczny. Obciąć nadmiar ciasta po bokach. Posmarowac roztrzepanym jajkiem brzeg ciasta. Na spód wysypać mielone migdały. Na nie wyłożyć masę z rabarbarem. Nie rozsmarowywać, tylko wypukłą częścią łyżki przyciskać delikatnie do dna. Wierzch wyrównać.  Jeśli wolicie dekoracje, ułożyć je na wierzchu. Posmarować je resztą jajka. Wstawić paj do nagrzanego do 200 stopni C piekarnika. Piec 20 minut, po tym czasie obniżyć temperaturę do 190 stopni i piec kolejne 20 minut. 

Po wyjęciu z piekarnika ciasto całkowicie ostudzić. Kroić dopiero gdy będzie zimne. Masa owocowa nie będzie bardzo zwarta, ale nie powinna się rozpływać po pokrojeniu. Smacznego :) 



Jeśli lubicie rabarbar Polecam Wam:




Leśne obserwacje ptaków - przełom kwietnia i maja 2020 r. - cz.2.

Leśne obserwacje ptaków - przełom kwietnia i maja 2020 r. - cz.2.

Prowadzimy ostatnio dość powtarzalny tryb życia. Wstajemy o piątej rano i ruszamy do lasu. Wczesne godziny oznaczają pusty las - od ludzi, ale nie od ptaków, bo te są wtedy najaktywniejsze. Jesteśmy w lesie tak wcześnie, że światło niekoniecznie sprzyja fotografowaniu. Jednak nie zdjęcia są tu najważniejsze (choć nie ukrywam, że ważne), ale ten uroczy hałas, który tworzy mieszanina śpiewów, do tego wilgoć powietrza, zapach ziemi i perlista rosa, która stopniowo znika wraz z rozwojem dnia. To cudowny czas, najpiękniejszy w ciągu roku. Las nigdy już później nie ma w sobie tej świeżości zieleni i wszechobecnego uroku rozwijającego się życia. Co my tam robimy przez zwykle pięć czy sześć godzin dziennie? Podglądamy przyrodę i cieszymy się tym, co mamy dookoła. 

Byłam przekonana, że w lesie już nowe gatunki ptaków mnie nie zaskoczą. Pierwszego maja okazało się, że byłam w błędzie. Poszłam bez aparatu, bo padał deszcz, a momentami nawet lał. W lesie było pusto, spokojnie i bez ludzi. Obserwowałam dzięcioła zielonego, który ostentacyjnie usiadł na słupku szkółki leśnej przy ścieżce, żeby mi po raz enty udowodnić, że on wie, kiedy to ja mu zdjęcia nie zrobię ;D Gdy tak na niego patrzyłam, niczym zmokła kura, wtedy przyleciał inny ptak i usiadł na słupku obok. Był dużo mniejszy, o beżowych odcieniach piór. Przypuszczałam, że to krętogłów, ale dopiero w domu sprawdziłam tu i tam zyskując pewność.  Kolejnego dnia wyruszyłam  z nadzieją w głowie i  aparatem na szyi. Udało się, oto i on.



Chleb litewski upieczony na liściach chrzanu.

Chleb litewski upieczony na liściach chrzanu.

Chleb żytni zrobiony na zakwasie to taki, jaki najbardziej lubię. Skorzystałam z przepisu Adama Piekarza na chleb litewski, świąteczny. Kiedyś piekłam go w wersji z przepisu ze słodkimi dodatkami w postaci śliwek, rodzynek i moreli. To pyszne pieczywo. Postanowiłam je nieco zmodyfikować, gdy na leśnej polanie znalazłam młode liście chrzanu. Zawsze chciałam upiec chleb na "'krzanowych liściach", jak to wspominali  Pawlakowie - Jaśko i Kaźmirz  w filmie "Sami swoi". Chleb, który piekła ich mama był smakowitym wspomnieniem dawnych lat. Jadłam już chleb litewski na liściach tataraku, który udało mi się kupić w Gdyni na festynie "Dary Ziemi", ale na liściach chrzanu "never" jak to mówił Jaśko ;D Po prostu nie miałam dostępu do takich liści. Liście, które znalazłam były jeszcze młode, ale z przyjemnością powtórzę pieczenie, jeśli uda mi się jeszcze je znaleźć, gdy wyrosną. Oczywiście bez liści też można upiec ten chleb. Do masy dodałam też kminek, którego w przepisie nie było. 


Chleb litewski - żytni, na zakwasie, pieczony na liściach chrzanu


proporcje na foremkę o wymiarach wewnętrznych 12,5 na 31 cm

Składniki:

80 g zakwasu aktywnego żytniego 
80 g mąki żytniej razowej typ 2000
380 g mąki żytniej typ 720
310 g wody
10 g słodu żytniego, palonego (litewskiego)
10 g soli
5 g kminku
40 g miodu płynnego, naturalnego
liście chrzanu

Wykonanie:

Chleb wykonany jest metodą trójfazową. Pierwszy i drugi etap (pół kwas i kwas) to łącznie 16 godzin. Trzeci etap z wypiekiem to ok. 4 godziny. Nastawiłam pierwszy etap o godzinie 14.00, potem o 22.00 drugi etap i o 6 rano zrobiłam już chleb, który rósł w foremce przez 3 godziny. O godzinie 10.00 upieczony bochenek wyjęłam z pieca. 

etap 1- półkwas

80 g zakwasu żytniego, aktywnego (dokarmionego dzień wcześniej)
60 g wody o temperaturze 24 stopni C
80 g mąki żytniej razowej typ 2000
5 g kminku

Zakwas wymieszać z wodą, dodać mąkę razową i kminek, wymieszać i odstawić pod przykryciem na 8 godzin.

etap 2 - kwas pełny

220 g półkwasu (cała faza poprzednia)
150 g wody o temperaturze 28 stopni C
130 g mąki żytniej typ 720

Postępujemy identycznie jak w fazie poprzedniej.

etap 3 - ciasto właściwe

500 g kwasu pełnego (cała faza poprzednia)
100 g wody o temperaturze 30 stopni C
250 g mąki żytniej typ 720
10 g słodu
10 g soli
40 g miodu

Dodać wszystkie składniki  i wymieszać dokładnie na jednolitą masę. Przygotować foremkę - wyłożyć ją papierem do pieczenia. Na spodzie ułożyć liście chrzanu umyte i osuszone. Przełożyć ciasto do formy i ugnieść, aby nie powstały wolne przestrzenie wewnątrz ciasta. Wyrównać zmoczoną dłonią wierzch, przykryć dużą torbą foliową i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 1,5  do 3 godzin. Ciasto w foremce po włożeniu sięga do ok. połowy. Po wyrośnięciu powinno dorównać do brzegów. U mnie rosło 3 godziny. Wstawić foremkę z chlebem do nagrzanego piekarnika do temperatury 220 stopni C. Po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 190 stopni C i dalej piec ok. 40 minut. Po wyjęciu z piekarnika ostudzić na drucianej kratce. Smacznego :)

Oto jak chleb wygląda od spodu po upieczeniu.


Bajgle

Bajgle

Po preclach czas na bajgle czyli bułeczki z dziurką, wywodzące się z żydowskiej tradycji kulinarnej. Kuchnia żydowska jest dla mnie coraz bardziej interesująca, zwłaszcza jeśli chodzi o wypieki. Dlatego w ostatnim czasie pojawiły się na blogu rugelach, chałki, a teraz bajgle. Oświadczam, że na tym nie koniec ;)


Bajgle


proporcja na 12 bajgli:

500 g maki pszennej typ 650
300 g letniej wody
7 g drożdży instant/ 10-11 g drożdży suszonych
2 płaskie łyżeczki soli
1 łyżka cukru trzcinowego

dodatkowo
1 łyżka oleju roślinnego
1 łyżeczka masła
sezam czarny i biały
mak
płatki owsiane
1 białko jaja
2 łyżki cukru

Wodę wymieszać łyżką w dzieży miksera razem z cukrem i drożdżami i odstawić na ok. 5 minut. Dodać mąkę i sól, miksować końcówką z hakiem ok. 10 minut. Potem wyjąć ciasto i jeszcze zagnieść przez chwilę rękoma. Ciasto powinno być gładkie i elastyczne i nie powinno przywierać do rąk. Posmarować ciasto olejem, włożyć do misy i odstawić pod przykryciem do podwojenia objętości (od. 45 do 60 min.). 

Po tym czasie wyjąć ciasto z misy, podzielić na 12 części. Każdą część ukształtować w kulę. Następnie przy pomocy palca wskazującego zrobić w środku dziurę i okręcić ciasto na palcu jak hula hop. W ten sposób rozciągamy ciasto z dziurką w środku. Średnica  otworu powinna mieć ok. 5 cm. Jeśli ciasto jest nierówne, to palcami ugnieść te miejsca i wyrównać. Następnie odłożyć pod ściereczkę do wyrośnięcia na dobrze omączonej powierzchni. Odczekać 30 minut, ale już pod koniec wstawić wodę 2-3 litry z dwiema łyżkami cukru. Rozgrzać piekarnik do 220 stopni C. Przygotować również dwie blachy wyłożone pergaminem. Każdy arkusz dodatkowo wysmarować masłem. Roztrzepać białko z 1 łyżką wody do smarowania bajgli.

Pracę rozpocząć od bajgli, które zrobiliśmy jako pierwsze. Bułeczki wkładać do wrzącej wody po 3 sztuki,  na ok. 1 minutę. Następnie przewrócić na drugą stronę i powtórzyć czynność. Po tym czasie przy pomocy łyżki cedzakowej wyjmować pojedynczo bajgle. Przy wyjmowaniu stuknąć łyżką o brzeg garnka, żeby woda opadła. Bajgle wyłożyć od razu na pergamin i powtórzyć z kolejną trójką. Ułożyć po 6 na blasze. Posmarować je roztrzepanym białkiem, posypać sezamem, płatkami owsianymi i makiem i włożyć do nagrzanego piekarnika na 20-22 minuty. W czasie gdy piecze się pierwsza partia przygotować analogicznie pozostałe sześć, powtarzając czynności. Bajgle po  upieczeniu ostudzić na kratce. Smacznego :)
Miękkie, domowe precle.

Miękkie, domowe precle.

Przyznam, że wspólne wypiekanie to jedno z bardziej oczekiwanych przeze mnie zajęć. I nie chodzi tu o czas pandemii, ale o to, że wielu wypieków po prostu nigdy  bym nie zrobiła. Przyczyn jest wiele ;) Nie znałam przepisów i nie wiedziałam, że "coś" takiego istnieje. Tak jak z croissantami, przymierzałam się jak przysłowiowa "sójka za morze". Doszłam do wniosku, że nie ma po co wychodzić ze strefy komfortu i robić tak trudny wypiek. A jednak się udało i warto było. Teraz Amber "wynalazła" dla nas precle. Pewnie nie pomyślałabym, że mogłabym je zrobić. Na oko to takie mało praktyczne pieczywo ;D Oj byłam w błędzie. To pyszny dodatek do dań i przekąsek, który zniknął w okamgnieniu. Precle są mięciutkie, pyszne i będę je powtarzać. Z pewnością od razu z podwójnej porcji, bo teraz nawet nie miałam okazji sprawdzić jak smakują następnego dnia. Przepis pochodzi z bloga Salt & Baker, gdzie znajdziecie też instrukcję obrazkową wykonania precli.


PRECLE


proporcje na 8 sztuk:

250 ml letniej wody
1 łyżeczka cukru
2 i 1/2 łyżeczki drożdży suszonych/ 2 i 1/4 łyżeczki drożdży instant/ 30 g drożdży świeżych
310 g mąki pszennej uniwersalnej
1 łyżeczka soli
1 łyżka niesolonego masła zmiękczonego
sól morska do posypania precli
1-2 łyżki stopionego masła do posmarowania precli

1 1/2 szklanki wody*
3 łyżki sody oczyszczonej*

Zagotuj wodę - 1 i 1/2 szklanki. Gdy zacznie wrzeć, zestaw wodę z grzania. Dodaj sodę oczyszczoną i mieszaj, aż się całkowicie rozpuści. Przenieś mieszaninę wody do płaskiego naczynia (użyłam patelnię). Odstaw mieszaninę na bok do ostygnięcia.

W misce miksera połącz za pomocą haka do ciasta ciepłą wodę, cukier i drożdże. Pozostaw tę mieszaninę na 5 minut. 

Po 5 minutach dodaj 1 szklankę mąki, sól i masło. Mieszaj aż do połączenia.

Dodaj pozostałą mąkę. Wyrabiaj ciasto przez 5-6 minut na niskiej i średniej prędkości. Ciasto będzie miękkie i gładkie. Lekko posmaruj olejem dużą miskę, włóż ciasto do miski (odwróć, aby wierzch był lekko pokryty olejem), a następnie przykryj miskę folią i pozostaw  do podwojenia objętości (ponieważ używałam drożdży suszonych, u mnie trwało to ok. 60 minut).

Rozgrzej piekarnik do 200 st C. Wyłóż blachę do pieczenia pergaminem.

Przenieś ciasto na precle na czystą powierzchnię roboczą. Podziel ciasto na 8 równych kawałków. Rozwałkuj ciasto na wałek o długości 60 cm. Przekręć wałek do kształtu precla.

Umieść 2-3 precle w kąpieli z sodą. Polej łyżką mieszankę na każdy precel. Pozostaw precle w sodowej kąpieli na 2 minuty (zrobiłam roztwór z podwójnej ilości składników i na patelnię z płynem wykładałam od razu po 4 precle*). Po 2 minutach przenieś precle do przygotowanej blachy do pieczenia. Zanurzaj po kolei wszystkie precle w wodzie z sodą. Posyp je gruboziarnistą solą.

Pozostaw precle na blasze do pieczenia przez 10 minut. 

Las po "kwarantannie"- koniec kwietnia 2020 r. - cz.1.

Las po "kwarantannie"- koniec kwietnia 2020 r. - cz.1.

Izolacja to dla nas wszystkich trudny czas. Wprowadzenie zakazu wstępu do lasu bardzo nas dotknęło i od razu odczuliśmy jego skutki. Trudno nam było funkcjonować, patrząc tylko przez okno. Na szczęście znów możemy chodzić w leśne ostępy, podglądać życie ptaków, cieszyć oczy wiosennymi kwiatami, oddychać świeżym powietrzem i  na dodatek bez maseczki. Cały ubiegły tydzień, co dzień odbywaliśmy długie spacery. Spotykaliśmy widywane o tej porze roku ptaki. Jednak tu jak i w wielu miejscach na łonie natury nic "dwa razy się nie zdarza". Każdy sezon z ptakami jest inny. Każdy napotkany ptak może się już więcej nie pojawić. Jedno jest pewne - ptaków z roku na rok jest co raz mniej. Jest to zauważalne i nie ulega wątpliwościom. Tym bardziej cieszymy się z każdej obserwacji, a jak jeszcze uda się to utrwalić na zdjęciu to już lepiej być nie może.

Robienie zdjęć w lesie to wyzwanie pod wieloma względami. Ptaki są bardzo nieufne, co jest zrozumiałe i niech tak zostanie dla ich bezpieczeństwa. W słoneczny dzień trzeba sobie radzić z plamami słońca i cienia na każdym skrawku powierzchni. Ptaki przeskakując z miejsca na miejsce momentalnie zmieniają siłą rzeczy warunki fotografowania. Gdy nie ma słońca na zdjęciach wychodzi "ziarno", a barwy są niewyraźne. W obecnych warunkach trudne jest podchodzenie do ptaków, a właściwie to mija się z celem. Ściółka jest wysuszona i każdy krok wywołuje ogromny hałas, bo wszystko trzeszczy pod butami. Duża część skrzydlatych stworzeń siedzi wysoko w koronach drzew, które są dla nas nieosiągalne. Chodzimy zwykle wcześnie rano, kiedy ptaki są najbardziej aktywne i jest najmniej ludzi. Światło słoneczne jest jeszcze wtedy dość słabe. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo robienie udanych zdjęć w naturze to ogromne wyzwanie, ale i  szczęście, którego doświadczamy każdego dnia, choć w skromnej ilości. Niech to się nie zmienia. Patrząc na zdjęcia bądźcie wyrozumiali :)

Raniuszki, to ptaki, o sfotografowaniu których marzę od lat. Widywałam je bardzo rzadko i tylko raz czy dwa udało mi się zrobić niezbyt udane zdjęcie. W tym sezonie pojawiła się para, tuż przy drodze. Jednak przylatują dopiero, gdy ściana lasu jest nagrzana przez słońce. Nie ma tu reguł godzinowych, jest łut szczęścia. Nie zawsze je spotykamy. Na dodatek to miejsce bardzo ruchliwe, gdzie jest najwięcej ludzi. Raniuszki zwykle przysiadają na chwilę, ktoś biegnie, idzie lub jedzie na rowerze więc podrywają się, odlatują i tyle. Gdy już zdecydują się powrócić sytuacja się powtarza. Mimo tych trudności zrobiłam kilka zadowalających zdjęć.

Lody mango z imbirem i limonką

Lody mango z imbirem i limonką

Oto idealny deser na upalne dni. Owocowy i lekko pikantny, dzięki dodatkowi imbiru, przypomina smakiem klimat tropikalnych plaż. Dodatek mleczka kokosowego świetnie uzupełnia owocowy aromat. Jeśli macie taki kaprys, posypcie lody wiórkami kokosowymi, albo dodajcie listki mięty. My pozostajemy przy wersji saute... 

Skąd wziąć dobre mango? To dobre pytanie. Niestety małe jest prawdopodobieństwo, że świeży i dojrzały owoc zawita w nasze strony. Dlatego polecam doskonałą alternatywę - pulpę z mango alphonso w puszce, dostępną w sklepach internetowych lub nawet wybranych supermarketach. Zawiera zmiksowany owoc z dodatkiem zaledwie 2-3% cukru. Wiedzcie, że ta rosnąca w Indiach odmiana mango ma przydomek króla tegoż owocu i jest wśród tysiąca odmian uważana za jedną z najsmaczniejszych. 

My mango z Indii wspominamy mile, ale najlepszy owoc jedliśmy na Zanzibarze. Trzy gigantycznej wielkości sztuki, które kupiliśmy na targu za cenę naszych jabłek konsumowaliśmy przez kilka dni jako pożywny lunch. Po sparzeniu skórki wrzątkiem obierałem je, kroiłem i oblizywałem palce z ociekającego soku. Te niezwykłe smaki pamiętam do dziś.

No to do dzieła. Sprawcie sobie przyjemność tym kremowym, aromatycznym deserem, a w dobie izolacji zamknijcie oczy i przenieście się na tropikalne plaże.



Składniki:

500 ml pulpy mango
sok z 2-3 cm korzenia imbiru (w zależności od oczekiwanego stopnia pikanterii)
sok z 1 limonki

4 duże żółtka (lub 5 średnich)
250-300 ml mleczka kokosowego
60 g cukru

Wykonanie:

Są to lody na bazie custard'u. Ucieramy najpierw żółtka. Następnie zagotowujemy mleczko kokosowe z cukrem. Kiedy dochodzi do wrzenia, zestawiamy z ognia. Lekko przestudzamy i wlewamy płyn cienką strużką do żółtek cały czas mieszając. Następnie wlewamy do garnka i przez około 20 minut redukujemy na małym ogniu, cały czas mieszając silikonową łopatką (najlepiej "kręcić ósemki"). Kiedy płyn zgęstnieje, czyli podczas mieszania pojawiać się nam będzie na dłuższą chwilę dno garnka, custard jest gotowy. Zestawiamy go z ognia i wkładamy garnek do zimnej wody, celem przestudzenia.

Wcześniej wyciskamy sok z korzenia imbiru (robię to za pomocą wyciskarki wolnoobrotowej), dodajemy sok z limonki i pulpę z mango. Całość mieszamy. Wstawiamy do lodówki.

Custard dodajemy do mieszanki mango, limonki i imbiru. Mieszamy, by smaki połączyły się. Wstawiamy do lodówki na minimum kilka godzin, najlepiej zaś na noc.

Lody ukręcamy w maszynie do lodów. Jak zawsze najsmaczniejsze są bezpośrednio po przygotowaniu. Lekkie, kremowe, aromatyczne, puszyste - to jedne z naszych ulubionych smaków.
Keks wytrawny - wędzony łosoś, seler naciowy, pistacje i cheddar.

Keks wytrawny - wędzony łosoś, seler naciowy, pistacje i cheddar.

To druga propozycja wytrawnego keksu. Pierwszy był z gruszką roquefortem i orzechami włoskimi - klik. Keks to danie kompletne. Nie wymaga żadnego towarzystwa. Możemy go zjadać jako przekąskę, podać na śniadanie czy przystawkę na obiad lub kolację. Pycha :) Polecamy.


Keks wytrawny z wędzonym łososiem, selerem naciowym, pistacjami i cheddarem.


proporcje na klasyczną keksówkę (ok. 25 cm x 11-12 cm)

I
5 dużych jaj
4,5 łyżki oleju rzepakowego
200 g mleka

II
260 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszki do pieczenia
1 łyżeczka soli
pieprz czarny, świeżo zmielony

III
150 g łososia wędzonego na zimno w plastrach, pokrojonego na drobne kawałki
1 łodyga selera naciowego (70-80 g) pokrojonego w drobne plasterki
3 czubate łyżki zielonych pistacji grubo posiekanych
85 g startego sera cheddar (na drobnej tarce)
garść posiekanej natki pietruszki z nacią selera

Jaja ubić i połączyć z pozostałymi składnikami z grupy I. Wymieszać razem składniki z grupy II. Połączyć obie grupy składników w jednolitą masę. Dodać składniki z grupy III. Przygotować foremkę (wykładam ją tylko papierem do pieczenia). Masę wlać do przygotowanej foremki i wstawić do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika. Piec 1 godzinę lub do momentu, aż włożony do ciasta  patyczek będzie suchy. Po upieczeniu wyjąć keks na kratkę i ostudzić. 
Chałka - pieczywo wielce pożądane.

Chałka - pieczywo wielce pożądane.

Uwielbiam chałki. Mam sentyment do tego rodzaju pieczywa, bo kojarzy mi się z moim dzieciństwem. Dlatego od czasu do czasu piekę je. Na blogu jest już jeden świetny przepis tu-klik. Ten jest podobny, znalazłam go na stronie King Arthur Flour, amerykańskiej firmy produkującej składniki i akcesoria na potrzeby profesjonalnych i domowych piekarzy. Nie wiem, która chałka jest lepsza, bo oba przepisy są dla mnie doskonałe. Wypiek bardzo udany i będę go powtarzać. Dokładnie to z proporcji, które zrobiłam wyszły mi  dwie sztuki. Przepis oryginalny jest na jedną dużą chałkę, dlatego zamieszczam poniżej obie wersje. Chałkę można zamrażać, dlatego preferują zrobienie 2 szt. Zresztą zawsze mam się z kim taką chałką podzielić :)


Klasyczna chałka


Wersja I - składniki na 2 szt. o długości ok 27-30 cm:
730 g mąki pszennej uniwersalnej
3 jaja
2 łyżeczki soli
170 g letniej wody
110 g oleju roślinnego 
130 g płynnego miodu
1,5 łyżki drożdży instant

dodatkowo na glazurę
1 jajo ubite z 1 łyżką  wody

Wersja II - składniki na 1 dużą szt. 
480 g maki pszennej uniwersalnej
113 g letniej wody
74 g oleju roślinnego
85 g płynnego miodu
2  jaja
1 1/2 łyżeczki soli
1 łyżka drożdży instant

dodatkowo na glazurę j.w.

Wykonanie:


Mąkę przesiać do dzieży miksera. Jeśli robimy ciasto ręcznie to na blat lub stolnicę. Dodać do mąki pozostałe składniki i wyrabiać, aż uzyskamy miękkie  i gładkie ciasto. 
Odstawić ciasto pod przykryciem w dzieży miksera lub misce do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej na ok. 2 godziny.

Podzielić ciasto na dwie równe części jeśli robimy ze składników wersji I. Następnie każdą masę na chałkę na odpowiednią ilość równych kawałków. Jeśli robimy tradycyjny warkocz na 3, jeśli chcecie taką chałkę jak na zdjęciu to na 6. Jak zapleść z sześciu kawałków znajdziecie na filmie tu - klik. Każdy z kawałków warkocza zrolować w wałek o długości 20-22 cm. Jeśli podczas formowania wałków ciasto będzie się kurczyć, trzeba dać mu odpocząć na ok. 10 minut pod ściereczką, następnie wznowić czynność. 

Po zapleceniu chałek położyć je na pergaminie i pod przykryciem (np. z dużej foliowej torby) dać im wyrosnąć w pokojowej temperaturze przez ok. 1,5 - 2 godziny. Pod koniec wyrastania rozgrzać piekarnik do 190 stopni C. Wyrośnięte chałki posmarować delikatnie glazurą zrobioną z roztrzepanego jajka i łyżki wody i wstawić do nagrzanego piekarnika. Po ok. 20 minutach sprawdzić, czy chałki robią się brązowe, jeśli tak to trzeba je przykryć folią aluminiową i kontynuować pieczenie przez kolejne 10-15 minut. Następnie wyjąć je z piekarnika i ostudzić na kratce. Smacznego!

Park Narodowy Golden Gate Highlands w RPA. Raj dla miłośników natury i trekkingów.

Park Narodowy Golden Gate Highlands w RPA. Raj dla miłośników natury i trekkingów.

Los sprawił, że tuż przed stanem epidemicznym udało nam się jeszcze odbyć arcyciekawą, trzytygodniową podróż po RPA. Taki roadtrip z Johannesburga do Kapsztadu.

Kiedy przywołujemy nazwę Golden Gate, zwykle myślimy o słynnym moście w San Francisco. My znaleźliśmy miejsce o tej nazwie na innym kontynencie, w innym kraju. W Południowej Afryce.

Makaronowa rolada ze szpinakiem, dynią piżmową i serem ricotta

Makaronowa rolada ze szpinakiem, dynią piżmową i serem ricotta

Niedawno w jednej ze stacji telewizyjnych trafiłem na ciekawy program, w którym Jamie Oliver objeżdżał kolejne rejony Włoch i czerpał z tradycji kucharzy i kucharek amatorów. Zwykle były to osoby w zaawansowanym wieku, pamiętające jeszcze lata wojny i powojennej biedy, ale pełne entuzjazmu, radości i czerpiące pełnymi garściami z wieloletnich doświadczeń. 

Postanowiłem sięgnąć po jedną z książek Jamie'go, która ma już swoje lata i znalazłem tam coś co z prostego dania makaronowego przybrało inną, niespotykaną dla mnie wcześniej formę. Bardziej wykwintną, choć wykorzystującą proste składniki. Niby troszkę przypomina canelloni, ale sposób jego wykonania i charakter potrawy jest zgoła inny.  Wymaga nieco pracy, lecz warto jej się podjąć, bo ostateczny efekt może zaskoczyć.


Rotolo di zucca a ricotta, czyli wegetariańska makaronowa rolada


Składniki (2-3 porcje):

na makaron:
ok. 180-200 g mąki
2 jajka
łyżeczka oleju

na nadzienie:
400 g świeżych liści szpinaku
mała cebula
dwa duże ząbki czosnku
5-6 suszonych pomidorów
oregano
masło klarowane
sól, pieprz

150 g dyni piżmowej
łyżeczka nasion kopru włoskiego
łyżeczka ziaren kolendry
suszona papryczka ostra
łyżka oliwy
sól, pieprz

100 g ricotty

2 łyżki masła
świeże gałązki tymianku lub szałwi

tarty parmezan lub gran padano

Przygotowanie:

Zaczynamy od dyni, którą kroimy na drobne kawałki, mniej więcej 1,5 x 1 cm. W moździerzu rozcieramy koper włoski, ziarna kolendry i sporą suszoną ostrą papryczkę. Pokrojoną dynię rozkładamy na blasze, posypujemy przyprawami, doprawiamy solą i pieprzem, polewamy oliwą, mieszamy i pieczemy w temperaturze 200 C przez około 25-30 minut. Ja oczywiście upiekłem całą dynię, której tylko niewielką część wykorzystałem do naszego dania. Reszta zaś będzie składnikiem innego posiłku.

Wyrabiamy ciasto na makaron, po czym odkładamy przykrywając by odpoczęło. Wrócimy do niego później, rozwałkowując (lub używając maszynki do makaronu). Moja ma ok. 15 cm szerokości, więc przygotowałem 4 płaty o wymiarach 23 x 15 cm. Mają one grubość nieco większą niż typowy makaron tagliatelle. 

Siekamy drobno czosnek i cebulę. Podsmażamy w partiach na maśle klarowanym, dodając po kilku chwilach szpinak. Robimy to w partiach, bo ilość liści jest ogromna. Doprawiamy sporą ilością oregano, solą i pieprzem. Do każdej partii dodajemy suszone pomidory. Gotowy szpinak odkładamy.

Pozostaje nam złożenie dania przed gotowaniem.

Rozkładamy bawełniana ściereczkę. Na niej układamy dwa plastry makaronowe, łącząc je za pomocą wody na grubości około 2-3 cm. To ważne, żeby podczas zwijania rolada nam się nie "rozeszła".

Kilka centymetrów od początku plastra układamy upieczone kawałki dyni, jak na poniższym zdjęciu. Następnie nakładamy połowę szpinaku, tak aby ostatnie 5 cm plastra makaronu było puste. Następnie nakładamy spore kawałki ricotty. To ważne, by nie były zbyt drobne, bo będą ładnie prezentować się w ostatecznym daniu oraz dopełnią efektu smakowego.


Zwijamy naszą roladę. Pierwsza "zakładka" odseparuje kawałki dyni i sprawi, że znajdą się one po środku rolady. Następnie zwijamy resztę, pamiętając by za mocno jej nie ściskać. Ma być zwinięta "neutralnie" bez użycia siły.


Boki rolady zaklejamy w taki sposób jak na zdjęciu, przy użyciu wody. To zagwarantuje nam, że nadzienie nie wyjdzie na zewnątrz.


Z podanej ilości składników przygotujemy dwie rolady. Gotową do ugotowania, zawiniętą w ściereczkę, z końcówkami ściśle zawiązanymi sznurkiem widać na drugim planie.


Obie rolady gotujemy w garnku z osoloną wodą na małym ogniu przez 20-25 minut. Aby nie wypływały w trakcie gotowania, można je przycisnąć od góry talerzem. Jeśli macie większy garnek lub brytfannę, możecie pokusić się o przygotowanie odpowiednio dłuższej rolady.

Tak oto wygląda nasza rolada bezpośrednio po ugotowaniu i odwinięciu ze ściereczki. Jest gotowa do pokrojenia.


W międzyczasie na małej patelence roztapiamy masło. Wrzucamy kilka gałązek tymianku lub szałwi, które smażymy przez chwilę.

Kroimy rolady na kawałki grubości ok.3 cm. Podajemy na talerzu posypując parmezanem i skrapiając talerz stopionym masłem z ziołami.


Smacznego.