Dzień sów. Noc sów. Sowie opowieści.

Nigdy nie były naszymi faworytami, bo ich aktywność przypada na czas naszego snu. W jaki sposób zobaczyć coś latającego w lesie, gdy jest ciemno. Ponoć w dzień są nieuchwytne. Wszystko nieprawda!

Swego czasu dopisało nam szczęście. Na wprost naszego tarasu, jeden z okazów zasiedlił okazałą dziuplę w starym klonie. Był to puszczyk. Codzienną tradycją stała się poranna obserwacja sowy wystawiającej swe pióra na zbawienne działanie porannego słońca.
  

Siedział tak sobie bez ruchu, przekręcając jedynie głowę, by ogarnąć wzrokiem okolicę. Zdarzyło mu się nie wrócić z nocnego polowania. Wówczas baliśmy się, że na zawsze straciliśmy obiekt codziennych obserwacji. Wrócił!

Czasem z wielką ostrożnością podchodziliśmy nieco bliżej. Sowa była jednak czujna i znikała w czeluściach dziupli, jakby zjeżdżała windą do swych tajemnych apartamentów.


Finał znajomości był przykry. Sowy nie są lubiane przez inne ptaki, bo są duże, groźne, polują czasem na pomniejsze latające i generalnie sieją grozę przez swoją inność. Nasz puszczyk nękany codziennie przez hałasujące sójki i sroki, starające się uprzykrzyć mu relaks w końcu się wyniósł. Gdzie? Nie wiadomo. Pewnie znalazł sobie nowy dom. Może tak jak my, bliżej lasu...

Swego czasu pojechaliśmy do Białowieży. Celem naszych obserwacji były dzięcioły trójpalczaste i sóweczki, najmniejsze z sów. Ani jednych, ani drugich nie udało nam się spotkać. Na szczęście pozmalismy inne okazy m.in. muchołówkę, dzięcioła białogrzbietego i w zupełnie innych okolicznościach trzciniaka, który stał się naszym ulubieńcem, ale o tym przy innej okazji. Szczęście dopisało natomiast jednemu z naszych niepoznanych, internetowych znajomych - Marcinowi Zakrzewskiemu (klik), który sóweczkę uwiecznił na poniższym zdjęciu. To dzienny ptak w przeciwieństwie do innych sów, ale niełatwo go wytropić, bo nie ogranicza się do zasiedlenia jednej dziupli, a korzysta z co najmniej kilku. W jednej śpi, w innej gromadzi pożywienie, jeszcze gdzie indziej relaksuje się za dnia.
 

Niewiele większa od sóweczki, ale należąca do jej podgatunku jest pójdźka. W przeciwieństwie do mniejszej siostry jest gatunkiem nocnym. Tutaj tuż po wschodzie słońca wygląda ze swej dziupli. Pójdźki unikają gęstych lasów. Ten okaz spotkaliśmy w rozległym Parku Narodowym Keoladeo w północnych Indiach. To odmiana pójdźki zwana bramińską.  Podmokłe tereny, półpustynie i niezbyt gęsto zadrzewione okolice są dla niej idealnym środowiskiem.


Możemy pochwalić się jeszcze spotkaniem z uszatką. Piękna to sowa, podobna do największej z sów - puchacza, ale znacznie mniejsza.


Charakterystyczne "uszy" to jedynie kępki piór, które nie pozwalają słyszeć, a jedynie sprawiają rolę maskującą, a może dekoracyjną. Niektórzy uważają, że służą im do komunikacji. Żywi się głównie nornicami, myszami, szczurami. Trawi je w całości, a resztki wydala w postaci "wyplówek", o których później.

Wspominaliśmy o hałasujących sójkach i srokach, które wypłoszyły "naszego" puszczyka. Hałas jednak niekoniecznie sowom przeszkadza. Jesteśmy między Gdańskiem Głównym, a Gdańskiem Wrzeszczem. Oto główna arteria łącząca centralne dzielnice Trójmiasta.


Są tu dwie trzypasmowe nitki drogi wypełnione przejeżdżającymi samochodami, linia tramwajowa, ścieżka rowerowa i chodniki dla pieszych. Na pasie zieleni pomiędzy jezdniami, obok torów tramwajowych rośnie stara lipa. W niej znajduje się dziupla. Zasiedliła ją sowa. Konkretnie puszczyk.


Co skłoniło go do tego, by wygrzewać swe pióra w tym hałasie i wdychać spaliny Bóg jeden raczy wiedzieć. Może okoliczny park, który idealnie nadaje się na nocne łowy. Może dobrodziejstwo wielkomiejskiej anonimowości. A może brak konkurencji?

Puszczyk jest czujny. Przejeżdżające pojazdy, tramwaje, rowerzystów i pieszych ignoruje wygrzewając pióra w słońcu od rana do wczesnego popołudnia. Gdy jednak widzi takich jak my z teleobiektywami, staje się czujny i wodzi swymi przymkniętymi w dzień oczami za delikwentami wkraczającymi w jego prywatność. Nietrudno mu wykryć intruzów, bo jego oczy działają jak lornetka i ostrzą błyskawicznie.

Zdarzyło mu się schować w dziupli, gdy uznał że nie chce się z nami witać. Po kilkunastu minutach zaczął jednak powoli wychylać głowę, bo dobroczynne promienie słońca pokonały wrodzoną nieśmiałość.


Gdy przejeżdżaliśmy samochodem obok niego, ale inaczej niż wszyscy, bo 10 km/h, a nie dziewięćdziesiątką lustrował nas wzrokiem, aż zniknęliśmy z pola jego obserwacji.

Czas wreszcie odkryć tajemnicę poznania puszczyka mieszczucha.

Od kilku lat na przełomie marca i kwietnia w różnych lokalizacjach w całej Polsce organizowana jest "Noc Sów". To lokalna inicjatywa pasjonatów tych stworzeń, którzy mniej rozgarniętym, acz zainteresowanym ptasim życiem, chcą przybliżyć te tajemnicze zwierzęta. W Trójmieście inicjatorem akcji było Stowarzyszenie Ptaki Polskie. Właśnie jeden z organizatorów podzielił się "miejscówką" wielkomiejskiego puszczyka, którego mieliśmy okazję obserwować i fotografować.


Jednak atrakcją samą w sobie był późnowieczorny spacer po południowej części Trójmiejskiego Parku Narodowego w poszukiwaniu sów. Dwugodzinne podchody w ciemnym lesie były wyjątkowo interesujące. Ornitolog prowadzący naszą grupę pokazał pióra ptaków drapieżnych i sów. Te drugie były znacznie przyjemniejsze w dotyku. Ich delikatność skutkuje ciszą w trakcie lotu. Pokazał też przykłady "wyplówek", czyli wydalanych przez sowę niestrawionych części skonsumowanych zwierząt. Dzięki nim łatwo zlokalizować miejsce ich przebywania. Prawie zawsze znajdziecie je pod dziuplą sowy.

Puszczał też nagrany głos puszczyka, po którym oczekiwaliśmy na "właściciela" stanowiska, który powinien pojawić się broniąc swego rejonu zamieszkania. Czekaliśmy na odpowiedź, by dał znać intruzowi, że to jego wyłączne terytorium. Ciepła, księżycowa noc sprzyjała potencjalnej randce z sową. W końcu pojawił się. Przyleciał na drzewo i usiadł na gałęzi ponad nami. Nie chciał jednak "rozmawiać". Stwierdził, że konkurent jest fikcyjny i po kilku minutach odleciał w siną dal. Przylot i odlot odbył się bezszelestnie. To zasługa piór sprzyjających cichemu lotowi.

"Noc sów" była doskonałym uzupełnieniem naszych dotychczasowych doświadczeń z sowami. Jeśli zainteresowały Was nasze wspomnienia pamiętajcie o tym wydarzeniu za rok. Wystarczy znaleźć "Noc Sów" blisko własnego miejsca zamieszkania, zapisać się mailowo i cieszyć się ciekawymi opowieściami pasjonatów, a gdy ma się szczęście zobaczyć i usłyszeć te tajemnicze zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Warto.

Komentarze

  1. Małgosiu jak wy to robicie ,ze potraficie zobaczyć taki cud natury i jeszcze to udokumentować na zdjęciach?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie piękne te sowy :))
    Z wielką ciekawością czytam waszego bloga :))
    Pozdrawiam serdecznie i życzę udanych bezkrwawych łowów!
    Marianna

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne zdjęcia! Nie każdemu dane jest uwiecznić na fotkach sowę, dlatego tym bardziej Was podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. My mamy sowę gdzieś w okolicy. Kika razy ją słyszałam na wieczornych spacerach z psami, ale nigdy nie widziałam. Może jeszcze się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Małgosiu Dawno mnie u Was nie było i dopiero teraz zauważyłam zmiany na blogu, aż miło się przegląda posty :)
    Wracając do sowy - nigdy chyba nie miałam z nią tak bliskiego spotkania, może gdzieś tam w nocy przeleciała między drzewami, tak za dnia nie spotkałam jej. Z ciekawością przeczytałam Wasz post, a od zdjęć oderwać się nie mogę. Nawet nie sądziłam, że sowy są tak fotogeniczne!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz