Kambodża - Angkor, w uścisku dżungli.

Dziś coś wyjątkowego - to wspomnienia ze zwiedzania Angkoru, dawnej stolicy Imperium Khmerskiego stanowiącej dziś kompleks różnych obiektów obejmujących powierzchnię ok. 400 km kwadratowych. Miejsce to jest uważane za największe miasto świata istniejące do czasów rewolucji przemysłowej. Naszym zdaniem to jeden z najpiękniejszych cudów architektonicznych, jakie dane nam było zobaczyć.

Brama Angkor Thom

Jak zwykle przed wyjazdem staramy się dobrze przygotować merytorycznie do zwiedzania. Dużo czytaliśmy, oglądaliśmy filmy. Jednak konfrontacja z obiektem w rzeczywistości to coś zupełnie innego. Nie chcę tu opisywać dziejów Angkoru, ani szczegółowo opowiadać o różnych jego zabytkach. Przygotowałam coś, co wywarło ogromny wpływ na nasze wrażenia z tego miejsca, które z przyjemnością zwiedzaliśmy przez trzy dni.

Ta Prohm

Największe wrażenie zrobiły na nas miejsca pochłonięte przez dżunglę i o tym będzie ten wpis :) 
Wszystko zaczęło się w 1861 roku, kiedy francuski przyrodnik Henri Mouhot odkrył w dżungli ruiny Angkoru. Przez ponad pięćset lat Angkor był centrum cywilizacji Khmerów. Państwo rządzone twardą ręką przez jego królów można chyba porównać jedynie w jakimś stopniu do starożytnego Egiptu, gdzie władcy z podobnym rozmachem budowali świątynie i inne obiekty, które dziś możemy podziwiać. Prawie sześćset lat temu miasto zostało porzucone po najeździe syjamskich żołnierzy. Zdecydowało to o losach miasta, które zbudowano z ogromnym rozmachem, ale i  z wielką dbałością o szczegóły. Żeby nie być gołosłowną zamieszczam tylko  kilka przykładów.


 Banteay Srei



Taras Słoni w Angkor Thom

W wielu miejscach można odkryć mistycyzm i dobrą energię jaką emanuje sztuka ukazująca postacie zawsze w delikatnym uśmiechu.

Angkor Wat


Angkor Wat


przy Południowej Bramie Angkor Thom

Po wojnie z Tajami w opuszczonym mieście nie było już tysięcy ludzi, którzy dbali o konserwację budowli. Z tego ochoczo skorzystała przyroda. Zakłada się, że po ok. stu latach porosła wszystko dżungla. Najlepszym przykładem jest świątynia Ta Prohm. 


Korzenie drzew bawełnianych (zwanych puchowcami czy drzewami kapokowymi) powoli wrastały w szczeliny miedzy kamieniami.


Przeciskujące się korzenie szukały składników odżywczych dla rosnącego do 30 m drzewa.


System korzeniowy wraz z wiekiem rozrastał się, by po latach rozsadzać ręcznie obrabiane przez ludzi bloki skalne, które układano bez zaprawy.


Setki lat niekontrolowanego wzrostu spowodowały nieodwracalne zmiany.





Dziś drzewa wraz z budowlami stały się jakby jednym organizmem. 



Podobnie sytuacja wygląda w świątyni Preah Khan.


Zadomowiły się w niej, podobnie jak w innych położonych w  lasie deszczowym świątyniach drzewa, dla których nie znalazłam odpowiedników w języku polskim - lagerstroemia calyculata i tetrameles nudiflora. 




W kompleksie świątynnym Beng Mealea (uznawanym za mniejszą wersję Angkor Wat), położonym jakieś 40 km od głównego kompleksu Angkoru rządzi figowiec dusiciel.



Mówi się o nim, że rośnie z góry do dołu. Ptaki uwielbiają jego owoce. Jedzą je, trawią i wydalają czasem w koronie drzewa zostawiając guam jako żyzny nawóz. Wtedy nasiono wypuszcza łodygę, a korzenie wyrastają do ziemi, absorbując wodę z powietrza. 



Korzenie rozrastając się wyrządzają ogromne szkody.


Drzewo, które wyrosło na budowli zachowuje się jak żagiel. Gdy wiatr nim miota, kruszy również budowle, na której wyrosło. Z powodu mnóstwa pokruszonych bloków budowli w tej świątyni chodzi się po specjalnych rampach i schodkach. 


Spektakularne to widoki, które nas zadziwiły.





Proporcje zjawiska najlepiej widać, gdy na zdjęciach są ludzie (porównajcie górne i dolne zdjęcie).


Dziś usunięcie drzew równałoby się zburzeniu budowli. Można powiedzieć, że losy wielu świątyń zależą od natury. Piękny ale i zgubny dla zabytków to związek. 
Świątynie takie jak Angkor Wat są w dużo lepszej kondycji. 



Dżungla przybywa tu w innej postaci :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz