Ogród Botaniczny Kirstenbosch w Kapsztadzie - RPA.

 Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce, do którego mogłabym wrócić w RPA to zapewne byłby to Ogród Botaniczny Kirstenbosch. Kiedy byliśmy pierwszy raz w Kapsztadzie, wzbudził we mnie ogromny zachwyt. W 2020 roku, w styczniu zdążyliśmy jeszcze odbyć podróż przed pandemią i zamieszkaliśmy w jego sąsiedztwie, żeby mieć blisko. Mam znów niedosyt,  głównie dlatego, że fotograficznie - uganiałam się za ptakami i ciągłe zmienianie obiektywu na uniwersalny nie wchodziło w rachubę. Niemniej trochę widokowych zdjęć jest dzięki Piotrowi i postanowiłam zrobić ten wpis. 


Założony w 1913 r. był pierwszym ogrodem botanicznym poświęconym krajowej florze. Położony na wschodnich zboczach Góry Stołowej ukazuje unikalną roślinność RPA. Ponad 7000 gatunków na 36 hektarach. Roślinność RPA jest wyjątkowa. W samej Regionie Florystycznym Przylądkowym rośnie ponad 9000 gatunków, z czego 69% to rośliny endemiczne.

Jednymi z takich sztandarowych rodzajów roślin są wrzośceerica należące do rodziny wrzosowatych/ ericaceae. Na 857 gatunków wrzośców na świecie, 690 rośnie endemicznie w RPA, a ogromna większość, bo 760 w rejonie Afryki Południowej.  W całej Europie mamy zaledwie 23 gatunki dziko rosnących wrzośców (w tym w Polsce zaledwie jeden - wrzosiec bagienny).


Nektarniki, jak ten przylądkowy na zdjęciu powyżej, mają długie, wygięte dzioby, które są przystosowane do spijania pokarmu z kwiatów wrzośców. Spora część rodziny tych roślin południowoafrykańskich jest zapylana wyłącznie przez te ptaki. O nektarnikach z RPA pisałam tu - klik.




Inne charakterystyczne dla RPA rośliny to protee, nazywane po polsku srebrnikami. Nazwa roślin nawiązuje do Proteusza z mitologii greckiej, który łatwo mógł zmieniać swoją postać. Protee mają różnorodne formy, stąd pewnie Karol Linneusz wykorzystał to skojarzenie. Ze 100 gatunków tych roślin 92 występują wyłącznie w RPA.






Protea cynaroides zwana królewską proteą jest narodowym kwiatem RPA. Kolor przylistków waha się od kremowej bieli do głębokiego szkarłatu. 


Obecnie uprawiana jest w dużych ilościach w Nowej Zelandii, Australii i na Hawajach, głównie na potrzeby kwiaciarstwa. W warunkach uprawy można ją rozmnażać z nasion lub sadzonek. Nasiona to dość duże orzechy, pokryte włoskami i pozostające w starej główce kwiatowej przez rok lub dłużej.  W warunkach naturalnych nasiona zwykle uwalniane są  po pożarze, rozpraszane przez wiatr, gryzonie i ptaki. Naturalne pożary występują co dziesięć do trzydziestu lat. Zwykle są to obszary z glebą o bardzo małej ilości składników odżywczych. Te składniki odżywcze są zużywane przez rośliny w trakcie ich życia i muszą zostać zwrócone do gleby, aby zapewnić pożywienie dla nowej generacji roślin. Protea cynaroides jest przystosowana do przetrwania pożarów dzięki grubej, podziemnej łodydze, zwanej lignotuberem, która zawiera wiele uśpionych pąków, one wytwarzają nowy wzrost po pożarze.

Poniżej "pozostałości" po kwiatach protei.



Do rodziny srebrnikowatych/ proteaceae należą też rośliny o nazwie mimetes, dla których nie znalazłam polskiego odpowiednika. Obejmują 14 gatunków rosnących tylko w RPA. Mimetes cacullatus ma specjalne gruczoły zwane nektarnikami pozakwiatowymi, które przyciągają mrówki. Mogą one bronić mimetes przed roślinożernymi owadami. Ponadto mrówki są głównymi roznosicielami nasion.


Leucospermum to siostrzany rodzaj z rodziny srebrnikowatych naturalnie występujący też tylko w RPA, obejmuje 47 gatunków.


To powyżej leucospermum oleifolium  ma kwiaty w dwóch kolorach.  Kwiatostany otwierają się w kolorze jasnożółtym, który wkrótce zmienia kolor na pomarańczowy, a z wiekiem staje się lśniący szkarłatny.



Leucospermum conocarpodendron (poniżej) jest endemiczny dla Półwyspu Przylądkowego, gdzie rośnie  w bardzo ograniczonym obszarze. Wybiera do życia  dobrze osuszone, północno-zachodnie skaliste zbocza, od poziomu morza do 160 m, na ograniczonym obszarze od wschodnich zboczy Diabelskiego Szczytu, wzdłuż zboczy północnych i zachodnich Góry Stołowej i Dwunastu Apostołów do Llandudno.


Ogród Botaniczny Kirstenbosch to nie tylko miejsce do poznawania roślin czy placówka badawcza. Mieszkańcy przychodzą tam na spacery czy inne formy rekreacji, całymi grupami na pikniki z rodziną czy znajomymi. 


Spędzają wspólnie czas, siedzą na trawie, biesiadują, grają. Ciekawostką jest to, że w ogrodzie nie ma koszy na śmiecie. Z pewnością  z różnych powodów, z których jednym są zwierzęta. Nigdzie jednak nie ma żadnych porzuconych odpadów  i czystość jest wzorowa.


W Kirstenbosch wystawiają swoje prace artyści i odbywają się koncerty plenerowe. Można też zjeść posiłek w restauracji. Cały ogród podzielony jest na strefy tematyczne. Są strefy roślin użytkowych, wykorzystywanych w kuchni czy medycynie, ogród roślin fynbosu (południowoafrykański odpowiednik makii), arboretum, ogród zapachowy czy wodny. 




W 2014 roku oddano do użytku most powietrzny, gdzie można podziwiać ogród z perspektywy koron drzew, a przy okazji oglądać ptaki czy inne organizmy, które w nich przebywają.



Wszędzie można znaleźć ławki czy po prostu usiąść na trawie.




Przy zakupie biletu można dostać mapkę ogrodu. Oznaczone są dobrze również trasy i kierunki.

 

Pomocne są także tablice informacyjne.


W Kirstenbosch można także skorzystać z bezpłatnej, tematycznej wycieczki oprowadzanej przez wolontariuszy. My na takiej byliśmy, było bardzo ciekawie.


Jedne z bardziej interesujących miejsc w ogrodzie to aleja drzew kamforowych


oraz ogród sagowców.


Sagowce
to rośliny, które wyewoluowały prawdopodobnie ok. 290–265 milionów lat temu. Stanowiły dietę roślinożernych  dinozaurów.


Ten sagowiec - encephalartos princeps - o nieco niebieskawych liściach rośnie  endemicznie w Republice Południowej Afryki. Jest ograniczony wyłącznie do obszaru zlewiska rzeki Great Kei (Przylądek Wschodni).


Encephalartos woodii (poniżej)  to gatunek sagowca uznawany za wymarły. Naturalnie występował jedynie w lesie w pobliżu miasta Mtunzini w południowoafrykańskiej prowincji KwaZulu-Natal. Egzemplarze żyjące na świecie obecnie są potomkami okazu z RPA.


Roślinę odkrył w 1895 przez John M. Wood, kustosz Ogrodów Botanicznych w Durbanie. Odkryty  egzemplarz e. woodii  (jedyny jaki kiedykolwiek znaleziono) wykopano i przewieziono do Królewskich Ogrodów Botanicznych w Londynie. Trzy pędy za zgodą Wood'a zasadził w 1903 w durbańskich Ogrodach Botanicznych jego zastępca, James Wylie. Kolejna sadzonka w 1905 została przekazana irlandzkiemu Narodowemu Ogrodowi Botanicznemu w Glasnevin  – jest to obecnie najwyższy egzemplarz w Europie. Na wolności pozostała jedynie jedna, główna, część rośliny odkrytej przez Wood'a. W 1916 okaz ten na polecenie Departamentu Lasów został przeniesiony do siedziby rządowego botanika rezydującego w Pretorii. Panuje pogląd, że roślina ta obumarła w 1964. Obecnie  żyje ok. 500 okazów tego drzewa, wszystkie pochodzą z odrostów podstawnych lub odrostów z oryginalnych roślin odkrytych przez Johna Medley'a Wood'a. Okaz w Kirstenbosch został nabyty w 1916 roku, jako odrost  jednej z roślin Ogrodu Botanicznego w Durbanie, przysłany przez Jamesa Wylie.

Poniżej narodowe drzewo RPA. Podocarpus latifolius czyli żółcień prawdziwy. To długowieczne, wolno rosnące i wiecznie zielone drzewo o twardym i żółtawym miąższu. W przeszłości było tak poszukiwane, że na niektórych obszarach w wyniku eksploatacji niemal wyginęło. Ceniony surowiec na meble, dziś osiągające wysokie ceny ze względu na swoją rzadkość. Dawniej wykorzystywane też do robienia podłóg, podkładów kolejowych, a nawet bloków rzeźniczych, ponieważ  twarde drewno nie pęka łatwo, nie ma też zapachu, który mógłby zostać przeniesiony na mięso. Występuje w postaci męskich i żeńskich drzew. Żeńskie wytwarzają mięsiste, okrągłe owoce, które w miarę dojrzewania zmieniają barwę na fioletową. Żywią się nimi ptaki, takie jak gołębie i turaki, także małpy i dzikany zaroślowe (ssaki z rodziny świniowatych). Obecnie wszystkie gatunki podocarpus są chronione w Republice Południowej Afryki.


Calodendrum capense („piękne drzewo”, od greckiego kalos oznaczającego „piękne”, dendron „drzewo” i capense  po łacinie „z przylądka") rośnie  wzdłuż południowego i wschodniego wybrzeża Afryki Południowej i nazywane jest inaczej kasztanem przylądkowym.



Na jego liściach rozwijają się larwy kilku gatunków motyli, w tym należący do pazi papilio demodocus, który nie dał się dobrze sfotografować. Nasiona jedzą  koczkodany, gołębie i papugi przylądkowe. Z kruszonych i gotowanych kasztanów uzyskiwano olej do produkcji mydła. Lud Xhosa wierzy, że nasiona mają magiczne właściwości, a myśliwi dawniej zwykli wiązać je wokół nadgarstków podczas polowania, aby zapewnić im umiejętności i szczęście.



Drzewo poniżej nazywane jest dzikim migdałem. W rzeczywistości wcale nim nie jest, bo należy do rodziny protea. Najbliżej spokrewniony jest z drzewem makadamia, które występuje w Australii i Nowej Kaledonii. Dziki migdał jest sprawcą pierwszego odnotowanego w RPA przypadku śmierci człowieka w wyniku zatrucia. Jeden z członków ekspedycji Jana Wintervogla z 1655 roku zmarł z powodu zjedzenia zbyt dużej ilości owoców zawierających glikozydów cyjanogennych, które po spożyciu uwalniają kwas pruski (toksyczną zasadę). Trucizny można się pozbyć mocząc je w wodzie przez kilka dni, a następnie gotując i piekąc. Pierwsi osadnicy na przylądku przejęli praktykę moczenia, gotowania, pieczenia i mielenia owoców, aby zrobić substytut kawy.

Drzewo to słynie w RPA z tego, że służyło do produkcji żywopłotu Van Riebeecka (holenderskiego administratora kolonialnego z lat 1652-62), pierwszego formalnego znacznika granicznego między nową kolonią Cape, a rdzenną ludnością Cape. Rośnie wyłącznie na obszarze fynbosu. 


Popularnymi roślinami, występującymi w Południowej Afryce i w znacznej mierze pochodzącymi z niej są rośliny z aloesowatych. Z całej światowej rodziny aloesów  obejmującej ok. 600 gatunków  w RPA występuje ich ponad jedna czwarta. Zajmują wszystkie możliwe rodzaje środowisk od soczystych zarośli po półpustynne obszary. Kolorowe, rurkowate kwiaty wypełnione nektarem są mile widzianym źródłem pożywienia dla ptaków i owadów. Oprócz aloesów do rodziny należą m.in. haworsje (60 gatunków rosnących naturalnie wyłącznie w RPA), trytomy (70 gatunków, z czego 48 rośnie w RPA) i gasterie (26 gatunków, też rosnące wyłącznie w RPA, a dokładnie tylko w części przylądkowej).



Poniżej aloes afrykański osiągający od 2 do nawet 4 metrów wysokości. Rośnie tylko we Wschodniej Krainie Przylądkowej. Ma charakterystyczną osłonę łodygi z suchych liści, która pozwala np. zamaskować gniazdo klecanek. Akurat te owady na zdjęciu to inwazyjni najeźdźcy z Europy. Stanowią zagrożenie dla klecanki południowoafrykańskiej, gdyż wypierają rodzimy gatunek.



W styczniu, odniosłam wrażenie, że kwiaty najlepszy czas mają już za sobą. W końcu to lato. Natomiast w terenach na północy, gdzie trwała pora deszczowa trzymały się całkiem dobrze. To zdjęcie poniżej zrobione w naturze.


Do aloesowatych należy też endemiczna kumara, nazywana kiedyś aloesem wachlarzowatym ze względu na układ mięsistych liści. Rośnie na niewielkim fragmencie terenu Krainy Przylądkowej Zachodniej.


Mięsiste liście ma też tzw. kwaśna figa, albo figa przylądkowa (carpobrotus edulis). Należy jednak do zupełnie innej rodziny. Rośnie w krainach przylądkowych i często pojawia się jako pionier w zaburzonych miejscach. Roślinę tę wykorzystywano do stabilizacji gleby np. w Australii. Świetnie  sobie radzi w terenach suchych i dobrze nasłonecznionych.


Liście są zjadane przez żółwie lądowe. Żmije czy węże, takie jak kobra przylądkowa, są często spotykane w kępach carpobrotus, gdzie zasadzają się  na małe gryzonie zwabione przez owoce. To te brązowe na zdjęciu poniżej. Próbowaliśmy je i mają kwaśno-słonawy smak. Amatorami kwaśnych fig są oprócz ludzi pawiany, gryzonie, jeżozwierze i antylopy. Kwiaty zjadają antylopy i pawiany. Kępki zapewniają schronienie ślimakom, jaszczurkom i scynkom.


Poniżej rodzaje afrykańskich stokrotek, których ojczyzną jest północn-zachodnia kraina w RPA zwana Namaqualand. Wiosną tereny pokryte są dywanami kwitnących kwiatów. Jest ich ok. 50 gatunków. Wiele z nich lub ich hybrydy są popularnymi dziś kwiatami ogrodowymi. 


Jeśli wpiszecie w wyszukiwarkę grafiki Namaqualand, zobaczycie całe połacie kwitnących, kolorowych stokrotek w różnych odcieniach.
 

Ammocharis coranica to kwiat należący do rodziny amarylkowatych. Pojawia się na suchych obszarach po letnich deszczach. Ma bardzo słodko pachnące kwiaty, które nocą pachną mocniej. Ten słodki aromat przyciąga latające w nocy ćmy, które pełnią rolę zapylaczy.  Jest przystosowana do wytrzymania długich okresów suszy i przechowuje zapasy żywności w cebuli.


Do tej samej rodziny należy agapant, który w naturze występuje tylko w rejonie Afryki Południowej. Dziś można go kupić i hodować nawet w Polsce.


 W Kirstenbosch można zobaczyć różne odcienie kwiatów.


Do skrętnika mam szczególny sentyment, bo kiedyś uprawiałam go w doniczce. Ten o nazwie streptocarpus floribundus to bardzo rzadki, zagrożony wyginięciem, żywy klejnot obszaru KwaZulu-Natal. Rośnie na obszarach zacienionych.


Phaenocoma prolifera rośnie tylko w południowej części Zachodniej Krainy Przylądkowej. Jest jedną z roślin fynbosu. Liście ma bardzo małe, guzowate. Główki kwiatowe zawierają od 800 do 1000 pojedynczych kwiatów z bardzo efektownymi, jasnoróżowymi, papierowymi wypustkami. Przylistki blakną do prawie białego i zużywają się z wiekiem. Przypomina nieco znane u nas kocanki/suchołuski.


Gardenia thunbergia to solidny duży krzew lub małe drzewo występujące endemicznie w południowych i wschodnich regionach Południowej Afryki oraz na sąsiednich terytoriach, takich jak Eswatini (dawne Suazi). Wytwarza twarde i zdrewniałe owoce, wewnątrz mocno włókniste. Tam, gdzie nie są zjadane przez duże antylopy, mogą przez lata pozostawać na krzaku.


Kwiaty mają średnicę około 70 mm z długimi rurkami dostępnymi tylko dla trąbek ciem zwanych sfinksowymi (zawisakowate). Nocą pachną szczególnie mocno.


Cotyledon orbiculata sukulent popularnie zwany uchem świni. Stosowany jako roślina lecznicza w różnych chorobach skóry. Szczególnie dużo rosło jej na Przylądku Igielnym.


Ochna serrulata zwana jest też krzewem Myszki Miki występuje w całym kraju. Kwiaty zwykle przyciągają pszczoły i motyle, podczas gdy ptaki zjadają owoce. W Kirstenbosch szczególnie lubią je gołębie żółtookie.


Jeśli dotarliście do tego miejsca to bardzo Wam dziękuję :) Świat roślin jest dla mnie niezwykle interesujący i muszę mocno się ograniczać, żeby za dużo nie pisać. Ogród Botaniczny Kirstenbosch jest dla mnie wyjątkowy. Jest bardzo zadbany i ciekawy. Nie tylko są tam rośliny. Jak w każdym miejscu są drobne zwierzęta, w tym ptaki i owady. Tu południowoafrykański motyl acraea horta o częściowo przeźroczystych skrzydłach.


Na koniec jeszcze jedno z miejsc w ogrodzie. To grób Henrego Harolda Welch'a Pearson'a. Urodził się w Wielkiej Brytanii, naukowo związał z Cambridge, a zawodowo z Królewskim Ogrodem Botanicznym w Kew. W 1903 roku został profesorem botaniki w South African College (dziś University of Cape Town). Świadomy bogactwa florystycznego Półwyspu Przylądkowego, Pearson stał się zagorzałym bojownikiem o założenie ogrodu botanicznego. 1 lipca 1913 r. teren został wydzielony na ten cel przez rząd kolonii z rocznym budżetem w wysokości 1000 funtów. Nie przeznaczono żadnych pieniędzy na stanowisko dyrektora z pensją, ale Pearson przyjął to stanowisko bez wynagrodzenia. Mieszkał w ogrodach w trudnych i ograniczonych warunkach.

Zadanie, przed którym stanął Pearson, było bardzo trudne. Teren był zarośnięty, zasiedlony przez dzikie świnie i porośnięty chwastami. Fundusze bardzo ograniczone uzupełniała sprzedaż drewna opałowego i żołędzi. Pearson rozpoczął pracę w Kirstenbosch sadząc sagowce, które rosną do dziś.

Pearson zmarł w 1916 roku, w wieku 46 lat na zapalenie płuc. Został pochowany w swoim ukochanym ogrodzie, a jego epitafium jest następujące: „Jeśli szukacie jego pomnika, rozejrzyjcie się”. Od 1913 roku ogród był zarządzany sukcesywnie przez Towarzystwo Botaniczne Republiki Południowej Afryki, Narodowe Ogrody Botaniczne Republiki Południowej Afryki, Narodowy Instytut Botaniczny, a od 2004 roku Południowoafrykański Instytut Bioróżnorodności (SANBI). W 2013 roku ogród obchodził stulecie istnienia.


Północnoafrykański cedr nad jego grobem (w głębi z lewej strony) był prezentem dla Pearson'a od jego kolegów z Królewskiego Ogrodu Botanicznego w Kew. Nasiona przybyły w sierpniu 1916 r., a sadzonka została tu zasadzona w 1919 r.



2 komentarze:

  1. Co za uczta dla oczu Małgosiu:) To prawdziwe szczęście mieszkać blisko takiego rajskiego ogrodu i zaglądać każdego dnia. Kojarzy się z ogrodem w Rio, bo podobnie jak tam w tle rysują się góry. Rośliny bardzo ciekawe, zdjęcia śliczne, a między nimi takie piękne ptaszki. moim faworytem jest ten szary z kolorowym kołnierzem. Byliśmy w Kostaryce tylko kilka dni, ale znalazłam hotel położony pośrodku wielkiego ogrodu, mogliśmy oglądać przyrodę o każdej porze dnia. Piękny świat pokazałaś Małgosiu, uwielbiam oglądać rośliny, których wcześniej nie widziałam. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie wczorajsze komentarze:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marylko bardzo dziękuję :) Ten ptaszek to nektarnik czerwonopręgi. Nasza podróż po RPA zakończyła się w tym ogrodzie. Prosto z niego jechaliśmy na lotnisko. Zawsze mam poczucie, że w takich miejscach mogłabym spędzić więcej czasu. Roślinność RPA jest równie "inna", co ta w Australii. Dla mnie bardzo ciekawa :)Kostaryka to ptasi raj. Bardzo dobry pomysł z zamieszkaniem w hotelu z ogrodem. Co do wizyt na Twoim blogu miałam dużo zaległości, ale nadrabianie ich było wielką przyjemnością. Mam nadzieję, że będę na bieżąco chociaż z czytaniem. Co do pisania tu, Megi była bardzo niezadowolona z tego, że byłam zajęta ;D Buziaki

      Usuń