Las po "kwarantannie"- koniec kwietnia 2020 r. - cz.1.

Izolacja to dla nas wszystkich trudny czas. Wprowadzenie zakazu wstępu do lasu bardzo nas dotknęło i od razu odczuliśmy jego skutki. Trudno nam było funkcjonować, patrząc tylko przez okno. Na szczęście znów możemy chodzić w leśne ostępy, podglądać życie ptaków, cieszyć oczy wiosennymi kwiatami, oddychać świeżym powietrzem i  na dodatek bez maseczki. Cały ubiegły tydzień, co dzień odbywaliśmy długie spacery. Spotykaliśmy widywane o tej porze roku ptaki. Jednak tu jak i w wielu miejscach na łonie natury nic "dwa razy się nie zdarza". Każdy sezon z ptakami jest inny. Każdy napotkany ptak może się już więcej nie pojawić. Jedno jest pewne - ptaków z roku na rok jest co raz mniej. Jest to zauważalne i nie ulega wątpliwościom. Tym bardziej cieszymy się z każdej obserwacji, a jak jeszcze uda się to utrwalić na zdjęciu to już lepiej być nie może.

Robienie zdjęć w lesie to wyzwanie pod wieloma względami. Ptaki są bardzo nieufne, co jest zrozumiałe i niech tak zostanie dla ich bezpieczeństwa. W słoneczny dzień trzeba sobie radzić z plamami słońca i cienia na każdym skrawku powierzchni. Ptaki przeskakując z miejsca na miejsce momentalnie zmieniają siłą rzeczy warunki fotografowania. Gdy nie ma słońca na zdjęciach wychodzi "ziarno", a barwy są niewyraźne. W obecnych warunkach trudne jest podchodzenie do ptaków, a właściwie to mija się z celem. Ściółka jest wysuszona i każdy krok wywołuje ogromny hałas, bo wszystko trzeszczy pod butami. Duża część skrzydlatych stworzeń siedzi wysoko w koronach drzew, które są dla nas nieosiągalne. Chodzimy zwykle wcześnie rano, kiedy ptaki są najbardziej aktywne i jest najmniej ludzi. Światło słoneczne jest jeszcze wtedy dość słabe. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo robienie udanych zdjęć w naturze to ogromne wyzwanie, ale i  szczęście, którego doświadczamy każdego dnia, choć w skromnej ilości. Niech to się nie zmienia. Patrząc na zdjęcia bądźcie wyrozumiali :)

Raniuszki, to ptaki, o sfotografowaniu których marzę od lat. Widywałam je bardzo rzadko i tylko raz czy dwa udało mi się zrobić niezbyt udane zdjęcie. W tym sezonie pojawiła się para, tuż przy drodze. Jednak przylatują dopiero, gdy ściana lasu jest nagrzana przez słońce. Nie ma tu reguł godzinowych, jest łut szczęścia. Nie zawsze je spotykamy. Na dodatek to miejsce bardzo ruchliwe, gdzie jest najwięcej ludzi. Raniuszki zwykle przysiadają na chwilę, ktoś biegnie, idzie lub jedzie na rowerze więc podrywają się, odlatują i tyle. Gdy już zdecydują się powrócić sytuacja się powtarza. Mimo tych trudności zrobiłam kilka zadowalających zdjęć.


Ten maleńki ptaszek o puszystych piórach waży od 7 do 10 g. Łatwo rozpoznać jego sylwetkę po przydługim ogonku, który stanowi ok. 8 cm z 14 długości ciała.


Zwróćcie uwagę na jego drobny dziób. Nie nadaje się on do dłubania nasion w szyszkach, wydobywania ich ze strąków czy łupin, czy podważania kory drzew. Raniuszki polują głównie na owady, zjadają też ich larwy i jajeczka, pająki i drobne bezkręgowce. Obserwowaliśmy jak z pąków liści zbierały owady na ścianie lasu, skacząc w koronach dębów. Być może ich strategia pojawiania się na krzewach w pełnym słońcu jest związana właśnie z polowaniem. Gdy ściana lasu jest dość nagrzana owady chętniej tam przebywają i bardziej zwiększają swoją aktywność, niż w zacienionej głębi lasu. Raniuszki potrafią sprytnie łapać je w locie. Ten raniuszek na zdjęciach poniżej czekał na gałęzi na przelatującego owada, następnie łowił go w powietrzu i siadał znów na swoim miejscu.


W parę zdążyły się też dobrać kowaliki. To ptaki, które często wykorzystują dziuple dzięciołów dużych na zrobienie gniazda. Mają z tym jednak pewien problem. Otwór dostosowany jest dla dzięcioła, czyli znacznie większego ptaka. Kowaliki sobie radzą, doklejając do otworu błoto, które zasychając twardnieje. Błoto jest, bo las poprzecinany jest strumieniami, a dziupla jest całkiem blisko brzegu  rzeki Kaczej. Jak się przyjrzycie, zobaczycie nad głową kowalika i poniżej doklejoną ciemną warstwę. Pomniejszony w ten sposób otwór dziupli zabezpiecza gniazdo przed drapieżnikami lub nieproszonymi lokatorami większymi od nich, przy których nie mieli by szans na zatrzymanie lokum.


Zastaliśmy kowaliki zbierające materiał na gniazdo, który m.in. stanowiły cienkie płaty kory oberwane z gałęzi młodej sosny. Oboje pracowali znosząc na zmianę budulec. 



Ucieszyło nas bardzo, że będziemy mogli obserwować  rozwój sytuacji.  Powyższe zdjęcia zrobiłam z środę. Potem aż do niedzieli przechodziliśmy obok dziupli i nic się nie działo. Początkowo myśleliśmy, że kowalików po prostu w tym momencie nie ma i zapewne gdzieś latają wysoko w koronach drzew. Jednak w niedzielę zaniepokojona zrobiłam zdjęcie dziupli i sprawa się wyjaśniła. Przyjrzyjcie się. Nie ma już błota. Przypuszczam, że rozwiązania zagadki mogą być dwa. Błoto odpadło i kowaliki zrezygnowały z dziupli z za dużym otworem wejściowym, bo to niebezpieczne. Być może o dziupli przypomniał sobie dzięcioł i wydłubał błoto swoim długim i ostrym dziobem, nie dając szansy na zamieszkanie tam kowalikom. A wy co o tym sądzicie ?


Raniuszki i kowaliki są nierozróżnialne jeśli chodzi o płeć. Natomiast u gili występuje dymorfizm płciowy. To bardzo rzadkie u nas ptaki. Zapewne głównym powodem jest to, że większość terenu  to las bukowy, a gile preferują drzewa iglaste. Okazało się, że w sąsiedztwie takiego miejsca natrafiłam na tę parę. Samiczka wyszukiwała delikatny materiał na gniazdo.


Samiec pilnował okolicy i bardzo szybko mnie zobaczył. Ledwie udało mi się zrobić zdjęcie. Gile to piękne ptaki i zawsze ekscytuje nas spotkanie z nimi.


Grzywacze to nasze największe gołębie. W lesie spotykamy ich sporo. Jedne szukają partnerów, inne już mają ten etap za sobą. Po lesie rozchodzi się ich gruchanie. Byliśmy też świadkami bezpośrednich zalotów. Para siedziała na gałęzi. Samiec zaczynał ceremonię gruchaniem, a potem kołysząc się do przodu i do tyłu wykonywał taniec godowy, którym starał się zainteresować partnerkę. To mające wiele gracji, piękne i w codziennym funkcjonowaniu bardzo ciche ptaki. Poza sezonem godowym trudno je usłyszeć, chociaż bez problemu można je spotkać w różnych częściach lasu. 


Gniazdo to zazwyczaj luźno poskładane gałązki. Jak widać  prace już trwają.


Strzyżyki słychać w całym lesie, ale najwięcej ich śpiewa nad strumieniami. Łatwiej je usłyszeć niż zobaczyć, bo mają bardzo silne głosy. Te ważące kilka gramów ptaki są obok mysikrólików i zniczków najmniejszymi mieszkańcami naszych lasów. Najłatwiej można je zauważyć w ruchu. Zwinnie zmieniają miejsca, a gdy znajdą dogodny do śpiewu punkt potrafią zatrzymać się na chwilę dłużej. Zwykle wybierają sobie miejsce na niedużej wysokości, z którego głos będzie się dobrze rozchodził. Pierwsze śpiewy strzyżyków słychać było już w lutym.


Zięby - samce pojawiają się w lesie jako jedni z pierwszych migrantów. Zwykle wtedy spotykamy małe stada żerujące na dnie lasu. Potem gdy się posilą i zbiorą siły, zaczynają się rozpraszać. Zajmują swoje rewiry oznajmiając o tym głośnym śpiewem. Pod wpływem hormonów barwy piór stają się intensywniejsze, a dziób robi się niebieski. 


Samice mają mniej efektowne pióra. Spotykamy już w lesie pary, które najłatwiej zobaczyć jak razem żerują na ścieżkach.


W zeszłym roku mieliśmy okazję obserwować gniazdo z młodymi ziębami. Troskliwie opiekowali się nimi oboje rodzice. Na zdjęciu pierwszym samica, a na drugim potomstwo karmi i dogląda samiec. Zdjęcia były zrobione na przełomie czerwca i lipca. Niestety miejsce było ciemne i gniazdo wysoko.


W gnieździe wychowały się trzy maluchy. Zwróćcie uwagę jak jest miękkie i delikatne. Wykonane z mchu i jakiś cieniutkich włókienek.


Las o tej porze roku rozbrzmiewa śpiewem ptaków, dlatego najbardziej lubię ten okres. Gdy wychodzimy z domu wcześnie rano śpiewy są najbardziej intensywne. Na gałęziach wysoko lub na czubkach drzew zwykle stanowiska "śpiewowe" zajmują kosy i drozdy. Kosy śpiewają również wieczorem. Mamy na naszym osiedlu samca, który co wieczór siada na tej samej gałęzi i daje koncert. Śpiew tych ptaków jest bardzo melodyjny. Kosy oprócz śpiewu wydają też charakterystyczne dźwięki ostrzegawcze. Ostrzegają tym samym inne ptaki w lesie przed zagrożeniem. Najczęściej przed ludźmi i drapieżnikami. Najgłośniej zachowują się, gdy są zaskoczone. Na naszym osiedlu niestety zdarza się, że ludzie wypuszczają koty, które chodzą do lasu. Latem przy otwartym balkonie zawsze wiem, kiedy kot prześlizguje się pod siatką. Kos  "krzyczy" nieustająco dopóki jest w pobliżu. 


Piosenka śpiewaków jest bardziej zróżnicowana niż kosów i składa się z kilku przenikliwych fraz. Czasem prezentują też zaskakujące dźwięki. W tym roku spotykamy śpiewaka, którego nazywamy "pianistą", bo wplata dźwięki do złudzenia przypominające prześlizg po klawiaturze. Zresztą u tych ptaków to jedna ze zdolności. W innym sezonie mieliśmy "dzwonek do drzwi". Drozdy śpiewaki są teraz  bardzo płochliwe. Można je najszybciej podejść gdy szukają jedzenia. Choć oczywiście jak widać po minie nie są zadowolone, gdy ktoś zagląda im do talerza  ;)


Szczególna płochliwość  tych ptaków wynika z ich doświadczeń. Zdecydowana większość zimuje na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce. Przelot, zwłaszcza nad Libanem to jak stąpanie po polu minowym. Tradycja strzelania do ptaków tam czy na Malcie, w dzisiejszych czasach, nie wiąże się z polowaniem dla przeżycia. Raczej do brylowania w towarzystwie czy mediach społecznościowych...niestety! U nas mogą żyć spokojnie. Co roku obserwujemy kilka ptaków zimujących w lesie, gdzie rośnie kilka starych lip. Jest na nich mnóstwo jemioły i ptaki zwykle tam żerują.


Jak już jestem przy jemiole to dodam, że trafiła mi się w tym tygodniu ciekawa obserwacja. Dotyczy ona kapturek. Zdjęcia są czysto dokumentacyjne. Mogę powiedzieć, że cieszę się, że w ogóle wyszły. Kapturka była wysoko na drzewie za gałęziami, ale to co trzeba widać. Zrywała owoce z jemioły. Po pozbyciu się osłonki rozmazywała lepką substancję ze środka, zaczepiając ją o wystające kawałki gałęzi. W niedzielę widziałam analogicznie działającą parę kapturek. Oba ptaki robiły to samo, choć działo się to na innym drzewie, w oddalonym może o 300 m miejscu. Zastanawiam się czemu to służy? Wyraźnie widać na pierwszym zdjęciu, jak samiec z lepkiej masy formuje kształt kulisty i zaczepia go (na drugim zdjęciu) o wystający element gałęzi. Może kapturki chcą to wysuszyć i zjeść jak "rodzynkę", a może to lepka pułapka na owady? Może ma się z tego ulotnić jakaś niepożądana substancja? Chciałabym poznać tę tajemnicę. Będę obserwować, może uda się to rozwikłać.


Kapturki od czasu "otwarcia" lasu śpiewają nam w wielu miejscach. Mają donośny głos. Miło je posłuchać. Samce łatwo jest spotkać, natomiast gorzej z samiczkami. Widzieliśmy tylko trzy. Mają brązową czapeczkę w przeciwieństwie do czarnej u samców.


Czytałam na stronie fb Akcji Bałtyckiej, że od początku kwietnia zdecydowanym dominantem migracji był rudzik.


Od razu da się to zauważyć w lesie. Idąc wzdłuż ściany lasu, na słońcu, w kilku miejscach dosłownie co kilkanaście metrów można było spotkać rudzika. Teraz już zajmują swoje rewiry i oznajmiają o tym tkliwym śpiewem.


Niektóre już są dobrane w pary. Mamy jedną na oku ;)


Rudziki gdy zobaczą człowieka, najczęściej odwracają się tyłem, by ukryć swoją widoczną z daleka, pomarańczową plamę. Rzeczywiście tak siedzącego rudzika dużo trudniej zauważyć. Delikatnie odwracają głowę, żeby zerkać co dzieje się z tyłu. Jak sytuacja w ich odczuciu pogarsza się, natychmiast odlatują.


Spotykamy też inne ptaki śpiewające. Sikorki modraszki pojawiają się wszędzie i słychać wyraźnie ich śpiew. 


Dziś para odbyła w naszym karmniku kopulację, poprzedzając ją pokazowym karmieniem samicy przez samca. Ona rozkładając skrzydełka wpadła w drżenie i piszczała jak młoda modraszka. Samiec dokarmiał ją dowodząc w ten sposób, że nadaje się na ojca. To typowe zachowanie dla różnych ptaków. Mieliśmy okazję widzieć tego typu scenki u kosów, rudzików, grubodziobów, modraszek i bogatek. Widzieliśmy też modraszki zbierające materiał na gniazda. To moje ulubione zdjęcie z zeszłego roku, bo tegoroczne nie dały się uwiecznić. Modraszka przy pracy :)


Obserwujemy też bogatki, które spotykamy we wszystkich częściach lasu. 



W okolicy polan widujemy czarnogłówki i pokrzywnice.



Jeśli mijamy drzewa iglaste, zdarza się że słyszymy mysikróliki. Zrobienie im zdjęcia w lesie to trudna sprawa, bo są bardzo energiczne. Czasem jednak zdarzy się jak na zdjęciu poniżej, że jakiś przemknie obok nas lotem błyskawicy ;)


Okazjonalnie na jednej z polan co roku pokazują się gatunki ptaków, które są w przelocie. Spotkanie ich to prawdziwy szczęśliwy traf. Oto potrzos


i bardzo daleko siedząca pokląskwa.


Za to na cały sezon przylatują pleszki. Tu na zdjęciu poniżej samiec. Jeden śpiewa nam na ścianie lasu w pobliżu, gdzie mieszkamy. Ciekawe czy zostanie ?


W wielu miejscach słychać też pierwiosnki, choć akurat ten rodzaj śpiewu należałoby zakwalifikować do kategorii "śpiewać każdy może".


Bardzo rzadki gość w naszym lesie to muchołówka żałobna. Już jest i szuka partnerki, bo na zdjęciu, choć niezbyt udanym, widzimy samca.


Co roku na rzece Kaczej pojawiają się kaczki krzyżówki. Nie na darmo jest taka, a nie inna nazwa rzeki (a właściwie to rzeczki). Przylatują do lasu na okres rozmnażania się. Potem rzadko kiedy można je spotkać, nawet z młodymi. Samców jest teraz znacznie więcej niż samic. Czasem tworzą spore grupy liczące do dziesięciu osobników. Są bardzo pięknie upierzone.



Za to samice z powodzeniem mogą dobrze maskować się na spodzie lasu. Na razie bez problemu spotykamy je na rzece i strumieniach.


Strumienie i ich okolice to również stałe miejsca lęgowe pliszek górskich, które co roku do nas wracają.


Gdy spacerujemy, często nad naszymi głowami przelatują kruki. To stali mieszkańcy lasu. Są bardzo "gadatliwe" i  zawsze je najpierw słyszymy. Latają w parach albo małych grupach i w locie prowadzą ze sobą "rozmowy". Jeśli któryś zostaje sam, zawsze słychać jak krakaniem domaga  się komunikacji z rodziną. Często widać zadowolenie, gdy ptaki znów się spotykają. Ich zachowania są bardzo wyraziste.


Żeby zobaczyć o tej porze grubodzioby, też trzeba zadzierać głowę. Spotykamy je głównie w małych fragmentach olsów. Zwykle to tam budują gniazda. Latają już pary, albo samiec goni rywala, który dołącza na trzeciego. Słychać ich charakterystyczne "piks, piks, piks".


Spotykamy też sporo sójek. O tej porze roku są bardzo ciche, nie chcą zdradzać swojej obecności, gdy budują gniazdo. Zdarza się, że po cichu wydobywają z siebie głos, jakby mówiły same do siebie. Gdy spotykam takiego "gadającego" ptaka zawsze zatrzymuję się, żeby go posłuchać, bo ilość dźwięków jest niebywale różnorodna.


Dziś niestety byłam świadkiem bardzo dramatycznej sceny. Stało się to rano. Okazało się, że na buku na ścianie lasu sójki mają gniazdo. Wyjrzałam na balkon, bo usłyszałam dramatyczne wołanie  ptaka. Gdy wyszłam sójka siedziała powyżej gniazda, a w gnieździe była wrona siwa. Najwyraźniej przyleciała na "śniadanie". Nie wiem czy w gnieździe były jaja czy już może pisklęta. Mimo, że sprawdzałam przez lornetkę, gniazdo było schowane za pniem i bezpośrednio go nie mogłam zobaczyć. Przez ten cały czas sójka lamentowała. Gdy wrona odleciała, sójka na chwilę wskoczyła do gniazda, a potem oddaliła się w głąb lasu. Co roku wiosną obserwuję wrony siwe jak przylatują i penetrują brzeg lasu. Robią to z premedytacją i tylko o tej porze. Mam nadzieję, że sójki przystąpią do nowego lęgu. Gniazda budują w naszej okolicy od wielu lat.


Tego ptaka pewnie wszyscy znają. Dzięcioł duży jest popularny. Od dwóch dni jeden taki upodobał sobie nasz balkon. Przylatuje kilka razy dziennie. Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie.


W lesie widujemy dzięcioły na różnym etapie miłosnego pożycia. Jedne dudnią w konary i wydają z siebie miłosne zawołania. Inne mają już zajęte dziuple, a jeszcze inne gonią się zalotnie nie wydając  z siebie żadnego dźwięku.


Za to dzięcioł zielony siedzi uparcie w ogrodzonej szkółce i jest zupełnie nieczuły na moje pragnienie zrobienia mu zdjęcia w pełnej krasie. Żeruje na ziemi, jak to ma w zwyczaju i igra z moją cierpliwością. Jak chce mi zagrać na nosie to na sekundę usiądzie na gałęzi, a jak już wyceluję aparat w jego kierunku, to gałąź okazuje się pusta. Tak bawimy się w policjantów i złodziei przez cały tydzień. Na razie 1:0 dla dzięcioła.

Za to czarny wcale się nie daje sfotografować, tylko słychać go w okolicach szczytu górki. Nic dziwnego, w lesie na skutek wycinek jest coraz mniej starych drzew. Największy dzięcioł, żyjący w naszym kraju nie wykuje dziupli w młodym drzewie, bo pnie są zbyt wąskie. Na szczęście drwale ze swoimi machinami nie docierają w miejsca trudno dostępne. Jest szansa, że znajdzie i on swoje miejsce. Więcej o czarnym znajdziecie tu - klik. Na razie tylko podziwiamy dzięcioła w locie ;) Jednak nie czuję jakiegoś wielkiego niedosytu, bo z ubiegłych lat mamy sporo jego zdjęć.

Epizodycznie pokazał się pełzacz leśny. Również gniazduje w dziuplach i będziemy wypatrywać tego dość skrytego i nieznanego w zwyczajach nam ptaka.


To jer, zięba z północy. Ptak, którego raczej już nie spotkamy tej wiosny. Chce z Wami podzielić się dość ciekawą obserwacją. Kilka lat temu kiedy wcześnie rano otworzyłam balkon usłyszałam jakiś dziwny hałas. Właściwie to nie mam za bardzo pomysłu jak go opisać. Wyobraźmy sobie, że jest to hałas jak z odległego stadionu futbolowego, gdzie bezustannie skandują kibice. Nie jest to jednak ta skala, jest trochę ciszej, a głosy nie są ludzkie tylko ptasie. Pamiętam kiedy usłyszałam to pierwszy raz czułam ciekawość, ale i jednocześnie niepokój. Potem wytropiłam zagadkę. Były to stada jerów siedzące w ściółce leśnej i żerujące stadnie. Wydawały jednocześnie z siebie mnóstwo zlewających się dźwięków. Choć są cały sezon zimowy z nami, taki "'hałas" pojawia się w ich wykonaniu tylko przed odlotem. Od poniedziałku do środy co rano słuchaliśmy tego. Byłam wcześniej  przekonana, że jery już odleciały. Jednak spore stado było jeszcze w lesie i żerowało. Od czwartku już ich nie słychać.


Ptasie obserwacje z ubiegłego tygodnia kończę puszczykiem. Zimą mieliśmy na oku dziuplę i liczyliśmy na pozytywny rozwój sytuacji. Jednak po "otwarciu" lasu dziupla była pusta. Nie wiemy czy to ten sam puszczyk czy inny. Jednak widok sowy zawsze nas cieszy.


Obserwując ptaki nie trudno natknąć się na inne zwierzęta. Spotykany koziołek na razie ucieka przed obiektywem.  Locha dzika z kilkunastoma młodymi była równie zaskoczona spotkaniem jak i ja. Nasze drogi skrzyżowały się tylko raz. Za to wiewiórki widujemy codziennie.




Z nornikami jest podobnie, ale zrobić zdjęcie udało mi się tylko raz.


Dotarliście do końca? Gratulacje :D To wycinek tego, co widzieliśmy przez tydzień. Jesteśmy zadowoleni, bo i tak ptaków widzieliśmy dużo więcej niż tu pokazaliśmy.

10 komentarzy:

  1. Ale niezwykłe spotkania, my spotkaliśmy tylko kosy, wrony, gawrony, jakąś sójkę i to by było na tyle :-) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko rozglądaj się, z pewnością jeszcze wypatrzysz jakieś ptaki, pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Z przyjemnością wszystko przeczytałam. Tu gdzie wynajmuje mieszkanie sporo ptaków mogę obserwować. Kosy i drozdzy to codzienność obok wróbli. Grzywaczy też nie brakuje. Jeszcze synogarlice są i w samym szpitalu urzeduja pustułki. Na podwórku przy jabłoni obserwowałam gile. A wczoraj dzięcioł zielony się też trafił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu to robi wrażenie :) Super, że dostrzegasz ptaki wokół siebie. Gili na jabłoni zazdroszczę szczególnie ;) Pozdrowienia :)

      Usuń
  3. Cudownie wszystko opisane. Zdjęcia majstersztyk, przy takich szybkich osobnikach to nie lada wyczyn.Ten wpis to uczta dla zmysłów, znam je z własnego ogrodu i pobliskiego lasu, a patrząc na fotkę słyszę ich śpiew.Do niedawna na YouTube sprawdzałam, który to ptak tak pięknie śpiewa.Jestescie skarbnica wiedzy Pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie Elu, z fotografowaniem ptaków nie jest łatwo. To natura, każde zdjęcie to łut szczęścia :) Pozdrowienia

      Usuń
  4. Ten Wasz las jak zaczarowany.
    Ja też mieszkam przy lesie i już o 5.00 rano słyszę ptaki.Cudowne ptasie radio.
    Aż chce się wstać.W miarę upływu godzin, ptaki milkną.Nie lubię, kiedy jest cicho i nie słychać ich radosnego szczebiotu.
    Piękne te Wasze ptaszki, piękne zdjęcia.
    Z wielką radością je obejrzałam.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko rano jest najpiękniej :) Dlatego wcześnie ruszamy do lasu. Jeszcze dwa miesiące i śpiewy umilkną. Trzeba cieszyć się ta chwilą :) Pozdrowienia

      Usuń
  5. Aż się wzruszyłam tymi cudnymi opowieściami. Dzięki Wam i ja zaczynam się dokładniej przygladać ptaszkom i o nich czytać. Obserwacje godne podziwu, a zdjęcia cudowne, nie bądż Małgosiu taka krytyczna, są piękne. U mnie na dębie pod domem jest kilkanaście wiewiórek, ale te szare sa dużo mniejsze. Pozdrawiam serdecznie i gratuluję takich niesamowitych obserwacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Marylko. Miło, że obserwacje ptaków stają się zaraźliwe. My też nie od zawsze obserwowaliśmy ptaki, a teraz bardzo nas to pochłania i interesuje. Odkrywamy to co dzieje się w otoczeniu i sprawia nam to wielką frajdę, czego życzymy i Tobie. Pozdrowienia :)

      Usuń