Rzadki gość w zielonym fraku, czyli rzecz o dzięciole zielonym.

Zdarzyło się to późną wiosną, na przełomie maja i czerwca. Ptaka tego szukaliśmy od ponad roku. Jakoś mijaliśmy się i nie było nam po drodze. Najpierw niechcący spłoszyliśmy go żerującego na łące koło leśniczówki. Na szczęście przysiadł w bezruchu na gałęzi, na ścianie lasu. To jego ulubiona pozycja i może tak trwać godzinami. Niestety nasze teleobiektywy pozostały wówczas w domu. Byliśmy czujni. Obserwowaliśmy teren podczas każdej wędrówki, bo ptak to terytorialny więc musiał się w końcu znów pojawić. Pokazał się niedaleko, na otwartym terenie. Pewnie żerował na okolicznych polanach. Obserwowaliśmy go przez lornetkę, dopóki nie odleciał w las.

Aby podzielić się kulisami naszych "łowów" musimy wspomnieć o aktorach. Pan Hiszpan bywa w lesie i fotografuje. Nie zna słowa po polsku. Pan Zbyszek ma sporą wiedzę ornitologiczną, uwielbia las i wędruje ze swoim spokojnym psem beaglem. Państwo Bogusia i Piotr z młodym wilczurem również pomykają po lesie w poszukiwaniu ptaków. No i my. 

Nasze drogi przecinają się i spotykamy się czasem, by wymienić doświadczenia z obserwacji. Że tu dziupla kowalika, tam gniazdo świstunki, tu była muchołówka, tam stado grubodziobów, na górce dziupla dzięcioła czarnego, a wysoko w koronie drzew gniazdo myszołowa... Takie tam błahe historie.

Tym razem było tak. Pan Hiszpan zaczepił pana Zbyszka i językiem migowym oraz obrazem ze swego aparatu pokazał rzadkiego ptaka przy dziupli, którą zasiedlił ze swą partnerką. Oczywiście ptak, nie Pan Hiszpan. Trzeba było przejść przez tak mało dostępne chaszcze, że spacer nie był specjalną rozkoszą. Pan Zbyszek opowiedział jak tam dojść i co znaleźć. Nie było łatwo, bo drzew z dziuplami w lesie wiele. Pan Piotr z panią Bogusią, którzy od pana Zbyszka również przejęli tę tajemną wiedzę poświęcili swój czas i zaprowadzili nas na miejsce. Chwała im. Tak staliśmy się współwłaścicielami tajemnicy. Zastygneliśmy w milczeniu wpatrzeni w dziuplę, jak dzieci w nową zabawkę. Po chwili przyleciał on - dzięcioł zielony. Był to samiec, o czym zaświadczył czerwony "wąs" pod okiem.


Samica ma "wąs" czarny. Poza tym w zasadzie niczym się nie różnią.


Dzięcioł zielony wybrał najgorsze z możliwych dla nas miejsce na powiększenie rodziny. Po pierwsze, trzeba było się przedrzeć przez wysokie trawy, pokrzywy i powalone drzewa. Po drugie, dziupla była wysoko na drzewie, do tego w cieniu, co nie pomagało w obserwacji, a tym bardziej w robieniu zdjęć. Po trzecie, dość późno zdecydował się na miłość, bo wyrosły już świeże zielone liście, które skutecznie zasłoniły część widoku. Jednak biorąc pod uwagę, że jest to bardzo nieufny i unikający obcych ptak, wybór miejsca przyjęliśmy ze zrozumieniem.


Dzięcioł zielony jest całkiem pokaźny. Wielkością przewyższa dzięcioła dużego, choć ustępuje największemu z dzięciołów - czarnemu. Para wykuwa dziuplę przez około trzy, czasem cztery tygodnie, po czym zasiedla ją. Nasze dzięcioły zamieszkały w olsze. Drewno tego drzewa należy do miękkich i takie właśnie ptak preferuje. Jest bardzo czujny i zanim doleci na miejsce siada na okolicznych drzewach, rozglądając się wokół.



(Dwa powyższe zdjęcia są wykonane przez  Pana Zbyszka i zamieszczamy je za zgodą autora.)

Czasem byliśmy świadkami jak oblatuje okolicę, dopóki nie schowaliśmy się za drzewem, by ukryć nasze istnienie. Nierzadko ginął na kolejne pół godziny zanim zawitał z powrotem.


Samica dzięcioła składa zwykle 5-7 jaj i wysiaduje je na zmianę z samcem.  Po niecałych trzech tygodniach pojawiają się młode. Początkowo nie potrafią sobie radzić z termoregulacją i przez tydzień stale ogrzewane są przez jedno z rodziców. Starsze, ciekawskie, chętnie obserwują nieznany im świat.


Po kolejnych czterech tygodniach  opuszczają gniazdo. Byliśmy świadkami sytuacji, kiedy młody dzięcioł zielony spacerował już po drzewie, a młodszy brat lub siostra wychylały się w oczekiwaniu na przylot rodzica. Ten chodzący niezgrabnie po korze drzewa ptak w końcu postanowił odbyć jeden ze swoich pierwszych lotów. Miał gwarancję, że rodzice będą go nawoływać, by przez jakiś czas jeszcze karmić.


Młode dzięcioły mają cętkowane pióra na całym ciele. Brak "wąsów" nie zdradza ich płci. Istnieje między nimi więź, co pokazuje to kiepskie niestety, ale ważne dla nas zdjęcie, eksponujące emocje młodych ptaków. Wydają odgłosy, popiskiwania, które odbieramy jak rodzinną pogawędkę.



Ulubionym pożywieniem dzięciołów zielonych są mrówki. Bez nich nie są w stanie przetrwać. Często spotyka się je żerujące nisko w poszukiwaniu małych mrówek budujących gniazda w ziemi. Czasem wyjadają niewielkie mrówki lub ich larwy ze spróchniałych pni. W ostateczności posilą się w mrowisku, ale większe mrówki nie są ich ulubionym łupem. Pomaga im w tym lepki i długi język, który wysuwają na 10 centymetrów. Rzadko, w przeciwieństwie do innych dzięciołów, siadają na drzewie i stukają by znaleźć pożywienie.

Takie menu powoduje, że gdy przychodzą śnieżne zimy, dzięcioł ten ciężko sobie radzi z przetrwaniem. Znaleźliśmy informacje, że potrafi rozkopać śnieg do głębokości metra, by dostać się do mrowiska. Zapewne miedzy innymi dlatego jest rzadkim okazem.


Niełatwo jest znaleźć, a tym bardziej fotografować płochliwego dzięcioła zielonego. Jednak sama obserwacja rodziców i powstającego przy ich udziale nowego życia sprawiła nam ogromną frajdę. Tym bardziej fakt oglądania "wychowanych" w naszym lesie trzech różnych gatunków dzięcioła - czarnego, zielonego i dużego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz