Zwyczajna tarta z jabłkami.

Bardzo ją lubimy. Ma jedną, wielką zaletę, bardzo cienkie ciasto i grubą warstwę jabłek. Niestety szybko znika z talerza i dlatego zawsze piekę ją w największej formie, jaką mam (średnica formy to 32 cm). To pyszne ciasto świetnie wpisuje się w jesienną scenerię. Na straganach jędrne i duże jabłka "szarej renety" niemal wołają - "upiecz mnie" ;D. Dlaczego nie ? 


Tarta z jabłkami
proporcje na formę o średnicy 32 cm.

I.
200 g mąki pszennej
100 g pokrojonego na kawałki, zimnego masła
40 g cukru trzcinowego
szczypta soli
2-3 łyżki zimnej wody
II.
3 czubate łyżki zmielonych migdałów
30 g roztopionego masła
60 g cukru trzcinowego 
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1-1,2 kg jabłek podobnej wielkości (szarej renety lub innych kwaśnych)
tłuszcz do wysmarowania formy
3 łyżki podgrzanego dżemu morelowego

Składniki z pierwszej grupy zmiksować w melakserze, dodając wodę stopniowo na koniec tylko do momentu, aż wszystko połączy się w całość. Zawinąć w folię i włożyć do lodówki na około godzinę.
Przed pieczeniem przygotować jabłka. Obrać je, pokroić na ćwiartki i wydrążyć gniazda nasienne. Zwykle do tego ciasta wybieram duże jabłka. Tu na kilogram weszły trzy szare renety. Każdą ćwiartkę kroję na tyle kawałków, żeby ich zewnętrzna krawędź miała ok. 1,5 cm. To nie mają być plasterki, tylko solidne kawałki dające efekt rustykalnego ciasta. W małej miseczce mieszam cukier z cynamonem. Cząstki jabłek wkładam do dużej miski, posypuję mieszanką i podrzucam kawałki w misce, żeby dobrze się obtoczyły w cukrze z cynamonem. 
Schłodzone ciasto wyjmuję z lodówki i rozwałkowuję między dwoma arkuszami pergaminu. Wkładam ciasto do wysmarowanej tłuszczem formy. Przycinam równo brzegi. Wierzch ciasta po ułożeniu go w formie (samo dno) posypuję równo migdałami, na nich układam jabłka. Smaruję je rozpuszczonym masłem i wkładam do nagrzanego piekarnika (190 stopni C). Piekę przez ok. 40 minut. Po upieczeniu podgrzewam na małej patelni dżem morelowy i smaruję jeszcze ciepłe jabłka. Smacznego :)

***




Tymczasem w lesie przybywa kolorów. Niestrudzeni, skrzydlaci wędrowcy wyruszyli w długą drogę jesiennej migracji. Na jednej z leśnych polan co roku o tej porze spotykamy wędrowne stado raniuszków. Dziś zrobiły nam niezłego psikusa. Usiadły blisko nas i mogliśmy je podziwiać z bliska. Oczywiście dlatego, że nie mieliśmy aparatów (a jak je mamy to raniuszki nie dają się sfotografować, tak jest od czterech lat ;) To było niezwykłe doświadczenie. Zawsze przeżywany spotkania z tymi ptakami, bo nie należą one do częstych. Czy uda nam się jeszcze je zobaczyć i uwiecznić ? Kto to wie... ? Załączam zatem raniuszka wiosennego. 




Poza tym robi się bardzo kolorowo. 



 



5 komentarzy:

  1. Raniuszek wiosenny powinien mnie witac codziennie,bo ostatnio słyszę tylko krakanie wron.
    Ślicznie i kolorowo już sie robi.
    Tarta idealna na jesienne wieczory.
    Pozdrawiam ciepło-)))
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko z pewnością są inne ptaki :) Wrony to bardzo inteligentne stworzenia, więc z braku....:) Pozdrawiam serdecznie M

      Usuń
  2. Jaka zwyczajna? jak wygląda na nadzwyczajna :) Zresztą jak wszystko na tym blogu ,ach te foty

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesień na Waszych zdjęciach jest zachwycająca. Uwielbiam tę porę roku. :)
    A tarta wygląda bardzo apetycznie.

    OdpowiedzUsuń