Wegetariańska uczta wśród dzikich zwierząt. Bobotie inaczej.

Jakiś czas temu przy okazji wędrówek po Royal Natal odkryliśmy klasyczne danie z RPA zwane bobotie. Znajdziecie je tutaj: KLIK.

Stało się ono jednym z naszych ulubionych dzięki prostym składnikom, bogactwu smaków i złożonym aromatom. Gotowaliśmy je w domu. Wspominaliśmy też w czasie jednej z naszych podróży, gdzie raczyliśmy się nim w pensjonacie przed jedną z wypraw. O niej też napiszę za chwilę.

Dziś Bobotie, zaprezentujemy w nieco inny sposób. Alternatywnie. Bezmięsnie. Oto uczta dla wegetarian, co zwłaszcza w kontekście opowieści o zwierzętach ma sens.

Danie jest proste w przygotowaniu, choć ilość składników jest spora.
 

WEGETARIAŃSKIE BOBOTIE
 
 
 

Przepis na 4 porcje pieczone w obręczach o średnicy około 8cm lub w naczyniu do zapiekania o powierzchni około 200-250 cm kwadratowych.

Składniki:

mieszanka przypraw:
łyżeczka nasion kuminu
łyżeczka nasion kolendry
1/3 łyżeczki nasion kozieradki
1/4 gwiazdki anyżu
2 goździki

pozostałe przyprawy:
łyżeczka oregano
łyżeczka chili w proszku
łyżeczka curry

Na bobotie:
3cm korzenia imbiru, drobno posiekane
2 ząbki czosnku, drobno posiekane
4cm laski cynamonu
liść laurowy
łyżka orzechów laskowych i płatków migdałów
2 białe cebule, posiekane
2 marchwie, posiekane
1 łodyga selera naciowego, posiekana
mały bakłażan
3 łyżki zielonej soczewicy
1 figa lub 3 suszone morele, drobno pokrojone
2 kawałki białego chleba lub bułki (bez skórki)
100ml mleka
1/2 soku z limonki
starta skórka z 1/2 limonki
sól i pieprz do smaku
oliwa i masło

na górę bobotie:
pół szklanki kwaśnej śmietany 18% (lub jogurtu)
1 jajko

Wykonanie:

Mieszankę przypraw uprażyć na patelni, po czym zetrzeć w moździerzu.

Chleb (bez skórki) pokroić na drobne kawałki i zamoczyć w mleku.

Posiekaną marchewkę ugotować w wodzie przez kilka minut.

Na oliwie i maśle usmażyć cebulę, czosnek, imbir i seler naciowy. Dodać podgotowaną marchewkę. Dodać mieszankę przypraw, pozostałe przyprawy, sok i skórkę z limonki. Gotować na małym ogniu, aż warzywa będą dość miękkie.

Bakłażana pokroić na cienkie, półcentymetrowe plastry. Podsmażyć z obu stron na oliwie,  po czym podgotować w niewielkiej ilości wody przez minutę. Część będzie podstawą bobotie (wykrojone obręczą na dnie dania). Pozostałą część pokrojoną w drobną kostkę dodać do pozostałych warzyw.

Wcześniej moczyć soczewicę w wodzie przez 20 minut, po czym kolejne 20 minut gotować w osolonej wodzie.

Dodać ugotowaną soczewicę do pozostałych warzyw, wraz z chlebem z mlekiem oraz uprażonymi na patelni i posiekanymi drobno orzechami i migdałami.

Na koniec dodać posiekane owoce (figi lub suszone morele) i gotować jeszcze przez chwilę. Doprawić solą i pieprzem. Całość lekko przestudzić.

Wymieszać kwaśną śmietanę z roztrzepanym jajkiem. Doprawić solą i pieprzem.

Na dnie obręczy ułożyć plastry bakłażana (wycięte na wymiar obręczy). Na nie wkładać masę warzywno owocową. Górę zalać niewielką ilością kwaśnej śmietany z jajkiem, aby przykryć całość. Piec przez 30 minut w 180C, ostatnie 5 minut z górną grzałką, by zarumienić "pierzynkę" ze śmietany i jajka.

Wyłożyć z piekarnika i poczekać, by danie odpoczęło przez 5 minut (lepiej się zwiąże). Mięsna wersja tęskni za ryżem, zaś wegetariańska broni się sama. A jeśli komukolwiek braknie dodatku to jakakolwiek mieszanka sałat z winegretem uzupełni smak tego wegetariańskiego dania.

***
 
Nigdzie nie mieliśmy okazji z tak bliska obserwować tych ogromnych, niezwykle inteligentnych i społecznych ssaków. Nigdzie nie widzieliśmy ich tylu w jednym miejscu. Nigdy też nie dane nam było uczestniczyć w ich fascynujących, rodzinnych spotkaniach i obserwować prawdziwą troskę z jaką do siebie podchodzą. Nigdy też tak blisko nie przebywaliśmy obok ogromnego dzikiego zwierzęcia. To nie ZOO, to natura.

Słonie są jednymi z naszych ulubionych stworzeń. Kiedy okazało się, że możemy spędzić fantastyczny dzień tropiąc je w Addo National Park w Południowej Afryce, nie wahaliśmy się ani chwili. Wsiedliśmy w samochód i wczesnym rankiem, kiedy dzień zaledwie się budził, wyruszyliśmy ku bramom rezerwatu. Z naszego pensjonatu w ciągu pół godziny byliśmy na miejscu.

Addo National Park jest miejscem wyjątkowym. To trzeci największy park narodowy w RPA. Powstał w roku 1931, kiedy w okolicy żyło zaledwie jedenaście słoni. Wówczas nastąpił proces ich reintrodukcji i obecnie są tu gatunkiem dominującym. Tereny te zamieszkuje około 600 osobników, a oprócz nich sporo innych zwierząt: bawoły, guźce, lamparty, lwy, szakale, hieny, nosorożce i różne gatunki antylop.

Dzięki wczesnej pobudce szybko trafiliśmy na parkę Kudu, która pożywiała się o poranku. Oto dumny samiec stojący dosłownie kilka metrów od nas. Wpatrywał się  swymi ciemnymi oczami przez dłuższą chwilę, po czym majestatycznie zniknął w zaroślach.


Podobnie zachowała się jego partnerka. Patrzyliśmy sobie w oczy zauroczeni. My oczywiście, bo stanu ducha pani kudu nie było nam dane poznać.


Jechaliśmy przez bezdroża Addo Parku i jakoś nie mogliśmy trafić na obiecane słonie. A to przecież jedno z miejsc obfitujących w te ssaki. Pojawiały się inne stworzenia.

Guziec ze stadkiem młodych ...

 
... szakal ...


... struś.


Wiedzieliśmy, że słonie uwielbiają sadzawki, w których mogą taplać się, pić wodę, obmywać się nawzajem. W końcu zobaczyliśmy całe stado zbliżajace się majestatycznie do niewielkiego źródła wody, z którego korzystało stado guźców.



Słonie szybko wypłoszyły znacznie mniejszych kolegów i zajęły preferowane miejsce, którym nie miały zamiaru dzielić się z nikim.


Była to cała rodzina składająca się z  samic i młodych - młodzieży i dzieci.



Jeden z malców chwiał się na nogach. Urodził się ledwie kilka dni wcześniej i chronił się przed słońcem pod brzuchem mamy. Wyraźnie czuł się bezpiecznie pod opieką swej rodzicielki.


Słonie są wyjątkowo społecznymi i towarzyskimi zwierzętami. Oczywiście towarzyskimi w stosunku do siebie samych. Słonie tworzą matriarchalne rodzinne społeczności. W stadzie najważniejszą osobą jest doświadczona samica, która prowadzi stado i ma wiedzę pozwalającą mu przetrwać. Ta wiedza to pamięć, gdzie można znaleźć wodę i pożywienie. Niezwykłym jest fakt, że potrafi przewędrować setki kilometrów i w odpowiednim czasie wrócić do miejsca bogatego w niezbędne dla słoni składniki odżywcze. Ma też na tyle charyzmy, że nawet samce nie kwestionują jej wyborów. Jednak te dojrzałe, próbujące wieść prym często przemieszczają się samotnie, pojawiając się zwykle by zawalczyć o płodną samicę. 


W czasie naszego pobytu nie było żadnych konfliktów między poszczególnymi stadami zbliżającymi się do źródeł wody. Zwykle kolejne stado słoni czekało aż obecne ruszy dalej ...
 

 
... po czym zbliżało się do upragnonego miejsca odpoczynku.
  
 
Podobnych scen w trakcie całodniowego pobyty widzeiliśmy wiele. Ta zgodność poszczegónych rodzin wynikała pewnie z faktu, że nie było zagrożenia braku wody i wszyscy mieli gwarancję zaspokojenia pragnienia lub zamoczenia ciała uprażonego słońcem. W trakcie pobytu udało nam się zliczyć ponad setkę słoni reprezentujących kilka rodzin znajdujących się w jednym miejscu.
 

Jednak nie zachowania grupy, a jednostek były najciekawsze. Młode słonie zajmowały się swoim młodszym rodzeństwem.


Nieco starsze wyrażały wobec siebie uczucia. Bliskość jest bardzo ważna dla tych zwierząt.

 
Młodzież zaś baraszkowała ciesząc się wolnością i próbując zaczepiać innych. Zwykle znacznie mniejsze guźce.
 
 
Te natomiast prowadziły ze sobą walkę, która była bardziej przekomarzaniem się niż realną próbą sił. To takie zmagania między jednym a drugim spa w sadzawce.
 
 
Do rodziny słoni z młodymi schowanymi wokół ich wielkich ciał udało nam się zbliżyć na kilka  metrów. Stanęły i wpatrywały się w nas z ciekawością, a może nieufnością. Mieliśmy świadomość, że jest to sytuacja niebezpieczna, bo nie można przewidzieć reakcji dzikich zwierząt. Mając nogę na sprzęgle i włączonym wstecznym biegu byliśmy gotowi wycofać się w każdej chwili. Nie raz bedąc w afrykańskich parkach narodowych widzieliśmy jako przestrogę zdjęcia samochodów, które odcięły słoniom drogę. Pasażerom zwykle wychodzili bez szwanku, czego nie można powiedzieć o samochodach.
 

Oprócz przemierzenia kilkudziesięciu kilometrów po szutrze trafiliśmy tez do czatowni. Tam mieliśmy możliwość obserwować różne zwierzęta, które nie miały świadomości naszej obecności. Najzabawniejsze były zmagania słonia i bawołu. Samotny słoń, choć miał dość miejsca nie akceptował drugiego dużego zwierzęcia. Zaczął regularnie oblewać biedne zwierzę wodą, choć nie on zjawił się tu pierwszy. 


Bawół zaś niewiele sobie z tego robił, wychodząc pewnie z założenia, że drink wspomagany prysznicem w ponad trzydziestostopniowym upale jest znakomitą alternatywą dla chodzenia po spieczonym słońcem terenie. Po wielu próbach straszenia i oblewania intruza, słoń w końcu ruszył przed siebie przeganiając konkurenta. Mógł się tym samym cieszyć właścicielem stawu do chwili, aż przyszli kolejni amatorzy wody, stado słoni, z którym musiał się już liczyć.


Addo Park to wyjątkowe miejsce dla miłośników słoni. Miejsce dla osób, które chcą zobaczyć ich naturalne zachowania i relacje rodzinne. Mało jest takich miejsc, bo zwykle w innych parkach narodowych człowiek szuka rozmaitych stworzeń. Tu, ze względu na ich dominującą ilość i pozycję, naprawdę można skoncentrować się na tych największych ssakach na ziemi.

Komentarze

  1. Oglądając te przepiękne zdjęcia zwierząt czuję się, jakbym tam razem z Wami była:) A przepis zapisuję do tych 'do zrobienia'. Pozdrawiam:) Gosia

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne zwierzaki i bobotie do wypróbowania :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Wam zazdroszczę ...:-) Cudne zdjęcia. I wegetariańskie bobotie też pyszne musi być:-) Pozdrawiam cieplutko:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bobotie to feria aromatów, warto zjeść to danie :) pozdrawiamy

      Usuń
  4. Wybieram wegetariańską wersję.
    Tyle cudownych składników bobotie.Nie jadłam,a chętnie bym spróbowała.
    Piękna wycieczka w krainę zwierząt.
    Dziękuję za kolejną ucztę dla ciała i ducha....:-)
    Serdecznie pozdrawiam-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie dziękuję za wspaniały reportaż wraz z garścią informacji, nie byłam w Afrycie Płd. pewnie już nie będę ale reportaż pokazał wiele, za co dziękuję, a jednocześnie zapraszam do siebie odpowiedziałam na pytania Liebster Blog Award z 29.07.2015 przepraszam, ze trochę to trwało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadwigo już dwukrotnie napisaliśmy komentarz pod Twoim postem z odpowiedziami . Za każdym razem była informacja, że komentarz ukaże się po Twojej moderacji . Gdy ten pierwszy nie ukazywał się, pomyśleliśmy, że coś poszło nie tak i napisaliśmy drugi. Nie wiemy zatem co się dzieje. Przeczytaliśmy zaraz tylko jak napisałaś posta, bardzo podobały nam się Twoje odpowiedzi i dziękujemy za piękny wstęp ;) Miło nam , że do nas zaglądasz. Obserwowanie słoni było niebywałym przeżyciem. Pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  6. Patrząc na składniki, to jest danie dla mnie. Co do zdjęć, to nie wiem czy to powinnam pisać, bo powtarzam się, ale muszę : cudowne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, te zwierzaki przebiły nawet taki fajny przepis

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, dzisiejsze danie w sam raz dla mnie :) Pięknie zdjęcia zwierząt, szczególnie słoni :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecamy bobotie, bardzo nam smakuje, pozdrawiamy :)

      Usuń
  9. Zwierzęta zawsze są piękne!
    Wspaniałość Natury zachwyca.
    Bobotie jadłam w Kapsztadzie w klasycznym wydaniu, z mięsem wieprzowym i baraniną.
    Chętnie spróbuję wersji wege.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna relacja i piękne zdjęcia...a te słonie, ach! Cudowne:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiedziałam, że słonie są takie zaborcze, jeżeli chodzi i wodę.:)
    Uwielbiam te zwierzęta, zawsze mnie rozczulały.
    Zdjęcie przytulającej się pary (PRZEPIĘKNE!) chętnie ustawiłabym jako tapetę w komputerze,
    ale gdyby moje koty dowiedziały się, że zamieniłam je na jakieś tam słonie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo-zachowania słoni były dla nas bardzo czytelne, widzieliśmy dużo ciekawych sytuacji, których nie sposób pokazać czy opisac. Jeśli zmienisz zdanie co do zdjęcia, prześlemy Ci na meila, może koty nie dowiedzą się ;)

      Usuń
  12. Aż mnie ciarki przeszły, jak zaczęłam sobie wyobrażać, jak cudownie musi być patrzeć na słonia z tak niewielkiej odległości! Coś niesamowitego :)
    Dla mnie do tej pory największym takim przeżyciem była wizyta w parku jeleni i karmienie ich marchewkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach, no i tak się słoniami zajęłam, że o jedzeniu całkiem zapomniałam ;)
    O tym daniu czytałam już, ale nie miałam okazji jeść. Wersja wegetariańska kusi mnie niesamowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gin-obie wersje są pyszne. A kontakt ze zwierzętami, zwłaszcza dziko żyjącymi jest niesamowitym przeżyciem. Pewnie dlatego tak kochamy Afrykę. Dla mnie trzymanie małego lwiątka na rękach było przeżyciem równie cennym co trzymanie w dłoni młodej sikorki. Każda chwila jest ważna.

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...