Parkin - imbirowy chlebek z Yorkshire. W poszukiwaniu Wichrowych Wzgórz...

Po miesiącu podróży powróciliśmy do domu. Naszym celem była  Szkocja, ale ponieważ postanowiliśmy tym razem wybrać się tam samochodem, przejechaliśmy całą Brytanię. Dziś napiszę o pobycie w Anglii, w Yorkshire i miejscach związanych z powieścią "Wichrowe Wzgórza". Do wspomnień wybrałam proste danie-korzenne ciasto-piernik z Yorkshire nazywany parkinem. Wyobrażam sobie, że w XIX wieku, kiedy żyły siostry Brontë  i kiedy karierę w Brytanii robiły przyprawy zwożone z kolonii, takie ciasto mogło pojawić się na ich stole do popołudniowej herbaty. Skorzystałam z przepisu londyńskiego szefa kuchni Marka Hixa. Ciasto proste i zyskuje z czasem na smaku i wilgotności. Warto je upiec jakieś dwa dni przed konsumpcją.
 


Parkin - imbirowy chlebek z Yorkshire



 
 
proporcje na foremkę o wymiarach 22 cm X 22 cm
 
115 g masła (plus do wysmarowania foremki)

115 g czarnej melasy
3 łyżeczki miodu wrzosowego*
225 g mąki pszennej
110 g zmielonych drobno płatków owsianych
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1 łyżeczka cynamonu
mieszane przyprawy (1goździk, 1 ziele angielskie, 1 strączek zielonego kardamonu, 1/3 gwiazdki anyżu-roztarte na proszek w moździerzu)**
1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli
150 g cukru Muscovado
150 ml mleka
1 roztrzepane jajko
opcjonalnie grubo posiekane orzechy włoskie

*w oryginale golden syrop
** u Hixa jest podana po  prostu mieszanka przypraw

Masło, melasę i miód rozpuścić razem w rondelku i odstawić do ostygnięcia. Przygotować foremkę-wyłożyć ją pergaminem i wysmarować masłem. Wymieszać w naczyniu do przygotowania masy ciasta wszystkie suche składniki, następne dodać do nich przygotowaną, ostudzona masę, mleko i roztrzepane jajko. Wszystko dokładnie wymieszać i wylać do foremki. Piec 45 min. w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po upieczeniu ostudzić w foremce. Następnie zawinąć w pergamin i folię, odstawić do ' dojrzewania" na około dwa dni. Świetnie smakuje z sosem "toffee", zwłaszcza jeśli dodamy do niego również korzenne przyprawy lub aromatyzujemy nimi śmietankę przed dodaniem do karmelu :)


***
 
Miejscowość Haworth jako literacki "ślad" na naszej mapie podróży związana jest z siostrami Brontë. Mała osada położona wśród wrzosowych wzgórz Gór Penińskich dziś odwiedzana jest głównie przez wielbicieli wiktoriańskiej literatury, do kanonu której weszły powieści trzech sióstr-Charlotte, Emily i Anne.
 
 
Najpierw odwiedziliśmy "Brontë Personage Museum".
 
 
Budynek powstał w 1778 roku i stał się on domem dla rodziny Brontë w 1820 roku, kiedy to  urodzony w Irlandii, wielebny Partick Brontë przybył by zamieszkać na plebanii w Haworth (razem  z pochodzącą z Kornwalii żoną Marią i sześciorgiem małych dzieci-Marią, Elizabeth, Charlotte,  Branwellem, Emily i Anne).
 
 
W II połowie XIX wieku, następca Patrica Brontë dobudował dodatkowe skrzydło. Dom z zewnątrz robi wrażenie dużego, ale pomieszczenia w środku są bardzo małe, wręcz ciasne. Jednak zebrana ilość pamiątek (osobistych drobiazgów, obrazów, książek, rękopisów) jest bardzo duża, zachowano również wystrój wnętrz  i wyposażenie z których korzystała rodzina. O robieniu zdjęć nie było mowy, muzeum strzeżone jest najlepszy bank ;) Poniżej we wrzosowym ogródku obok domu umieszczono rzeźbę z brązu autorstwa Jocelyn Horner, przedstawiającą siostry Brontë.
 
 
Na klatce schodowej domu można zobaczyć kopię obrazu sióstr (oryginał znajduje się w Londynie, w National Portrait Gallery), którego  autorem jest Patrick Branwell Brontë. Namalował on obraz umieszczając między siostrami również siebie. Następnie usunął swoją podobiznę. Ślad po tym wyraźnie widać na obrazie (zdjęcie z Wikipedii)
 
 
 
 
 
Od lewej namalowana jest Anne, autorka "Agnes Grey "i "Lokatorki Wildfell Hall", w środku Emily, która napisała "Wichrowe Wzgórza" i z prawej Charlotte, autorka "Dziwnych losów Jane Eyre", "Shirley", "Villette", 'Profesora" i 'Niedokończonych opowieści". Trudno określić na ile obraz oddaje wiernie prawdziwy wygląd sióstr. Wykonany na podstawie rysunku portret Charlotte (z lewej) nieco inaczej oddaje jej urodę.
 
 
Plebania usytuowana jest po sąsiedzku z cmentarzem, okalającym dom z dwóch stron
 
 
 i kościołem, w którym pastorem był ojciec pisarek.
 
 
 W środku znajduje się kaplica poświęcona rodzinie Brontë.
 
 
 
 
W krypcie pod podłogą pochowani są członkowie rodziny, a wśród nich dwie siostry - Emily i Charlotte. Anne została pochowana na  cmentarzu w Scarborough, gdzie zmarła.
 
 
 
W Haworth, w ciągu kilku lat po wprowadzeniu się na plebanię wraz z matką zmarły najstarsze z rodzeństwa - Maria i Elizabeth. Emily zmarła na gruźlicę  w 1848 roku, mając trzydzieści lat. Rok po jej śmierci z tego samego powodu odeszła 29-letnia Anne. W 1855 roku zmarła na gruźlicę również Charlotte. Żadne z dzieci pastora nie dożyło czterdziestu lat. Patrick Brontë przeżył wszystkich, zmarł w 1861 r. mając 84 lata.
 
Między probostwem a kościołem znajduje się budynek szkoły niedzielnej, do którego chodziło rodzeństwo Brontë.
 
 
Opuszczamy Haworth, by odetchnąć przestrzenią i widokiem przyrody Gór Penińskich. Ruszamy w poszukiwaniu miejsc związanych z 'Wichrowymi Wzgórzami". Z rysunkiem mapy i współrzędnymi geograficznymi miejsc najpierw docieramy do budynku, będącego inspiracją dla "Drozdowego gniazda" (domu Lintonów). Miałam szczęście robiąc to zdjęcie. Po kilku minutach przyjechał przed dom samochód terenowy i zasłonił widok. Jeśli ktoś z Was oglądał (chyba najpopularniejszą) ekranizację powieści Petera Kosminskyego, to dodam, że pokazane tam siedziby Lintonów i Earshawów wygladają bardzo okazale i nie mają nic wspólnego z tym,co inspirowało Emily Brontë w okolicach Haworth.
 


 Późnym popołudniem wąską drogą dojeżdżamy w okolice wzgórz.
 
 
Przeszliśmy najpierw ścieżką, potem trochę na wyczucie przez pastwiska. Niebo zmieniało się wpływając tym samym na kolory otoczenia.
 
 

W końcu trafiliśmy na drogowskaz, który choć nadszarpnięty przez czas, upewnił nas że idziemy w dobrym kierunku. Na tych pustkowiach nie było kogo spytać o drogę.
 
 
"To było prawdziwe Yorkshire, z równym murkiem ułożonym z piaskowca i przecinającym pagórek oraz ścieżką biegnącą przez zieloną łąkę i gęstwinę wrzosów.
 

Idąc z twarzą owianą przez wonny wietrzyk poczułem dobrze znaną radość samotności na rozległym wrzosowisku, gdzie wszystko trwało w bezruchu, a wielomilowe połacie purpurowego kwiecia i zielonej murawy rozpościerały się jak okiem sięgnąć, aż po przestwór błękitnego nieba.” J. Harriot.Cytat ten znalazłam na blogu "Miasto książek" i w pełni się pod nim podpisuję. W Yorkshire można znaleźć miejsca bardzo malownicze, dzikie i pobyć w nich z własnymi myślami.
 
 

 
 
Po drodze mijamy w oddali Wodospad Brontë schowany w zagłębianiu między wzgórzami. Woda płynie po nim wąskim strumieniem.
 
 
Naszym celem jest Top Withens - farma położona wśród smaganych wiatrem dzikich wrzosowisk. To właśnie to miejsce identyfikowane jest z opisanymi w powieści przez  Emily Brontë 'Wichrowymi Wzgórzami", gdzie mieszkała rodzina Earnshawów. Na horyzoncie pojawił się punkt, to drzewa rosnące obok ruin domu, który  w czasach pisarki  zamieszkiwał Jonas Sunderland z żoną Ann Crabtree (od 1811 roku), a następnie ich syn, Jonas z Mary Feather (od 1833 roku). 
 
 
Docierając do Top Withens zdajemy sobie sprawę jak specyficzne musiało być to miejsce. Zadajemy sobie mnóstwo pytań (Skąd mieszkańcy brali wodę? Jak się zaopatrywali? W jaki sposób docierali do wioski? Czy mogli coś uprawiać na tej kwaśnej ziemi ?) i nie znajdujemy na nie odpowiedzi.
 
 
Odnajdujemy tablicę informacyjną umieszczoną tu przez Stowarzyszenie Brontë.


Zaglądamy do wnętrza ruin domu, w którym ostatni mieszkańcy żyli w 1926 roku.


Czas na odpoczynek i refleksje pcha nasze myśli ku bohaterom "Wichrowych Wzgórz": Cathy i Heathcliffa, których miłość i wybory z nią związane zmieniły życie rodziny Earnshawów i Lintonów. Myślimy o potędze uczuć, sile emocji, o tym jak skomplikowane staje się wszystko gdy robimy coś wbrew sobie.


Siedzimy tam na wzgórzu sami, do zachodu słońca oddając się tej chwili, temu miejscu, ciszy i kontemplacji...

 
Powracają słowa Cathy: "Nie umiem tego wyrazić, ale z pewnością każdy człowiek zdaje sobie sprawę, że istnieje jakaś część nas samych gdzieś całkowicie poza nami. Na cóż by się zdało moje istnienie, gdyby ograniczało się tylko do tego świata? Ilekroć cierpiałam dotąd, zawsze to były cierpienia Heathcliffa. Widziałam je i czułam od pierwszej chwili. Przewodnią myślą mojego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego. Moja miłość do Lintona jest jak liście w lesie. Wiem dobrze, że czas ją zmieni, tak jak zima zmienia wygląd lasu. Moja miłość do Heathcliffa jest jak wiecznotrwała ziemia pod stopami, nie przykuwa oka swoim pięknem, ale jest niezbędna do życia. (...) Heathcliff (...) jest zawsze, zawsze obecny w moich myślach – nie jako radość, bo i ja nie zawsze jestem dla siebie radością, ale jak świadomość mojej własnej istoty."
  
 
 
Koniec dnia decyduje o naszym powrocie, wracając oglądamy się na powoli znikające na horyzoncie Top Withens.
 

Powracają też w pamięci słowa autorki: „Marzyłam w ciągu mojego życia. Marzenia, które zawsze ze mną zostawały, zmieniały moje poglądy, przechodząc wciąż przeze mnie, jak wino przechodzi wodę, odmieniały kolor moich myśli"
 

 
Z odmienionymi myślami docieramy jeszcze do Malham, by tam powędrować po Yorkshire Dales National Park. Z pewnością napiszemy o tej wyprawie, podczas której ubranie mokło na nas i schło na zmianę. Udaliśmy się tam m.in. ze względu na to miejsce.
 

To rodzaj kamiennego amfiteatru położonego na wapiennej skale. Natura wyrzeźbiła tu głębokie szczeliny, znacznie głębsze niż wygląda to na zdjęciu. Miejsce z pewnością bardzo malownicze i stanowiło ciekawą scenerią do scen z filmu "Wichrowe Wzgórza". Podczas deszczu skały robią się śliskie i trzeba być bardzo ostrożnym, by w tych pięknych okolicznościach nie zrobić sobie krzywdy ;)



Gdyby ktoś z Was miał możliwość wybrania się do Teatru Studio w Warszawie na spektakl "Wichrowe Wzgórza", to gorąco polecamy. Przedstawienie w reżyserii Kuby Kowalskiego jest bardzo nowatorskie, oszczędne w scenografii z piękną muzyką i ekspresyjną grą aktorów. Niezwykle wyraziście ukazane zostały relację między bohaterami.  Trzy godziny minęły nam nie wiadomo kiedy. Jedno z najlepszych przedstawień minionego sezonu jakie mięliśmy okazję zobaczyć.

Komentarze

  1. Niesamowite widoki. Taka ogromna przestrzeń i żywej duszy wokół. I też od razu urodziło mi się pytanie, jak ci ludzie tam żyli ?
    Ciasto kuszące bardzo, ale czarnej melasy to ja w sklepie nie kupię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu-użyj jakiejkolwiek melasy i tez będzie dobrze :) pozdrawiam

      Usuń
  2. Długo czekałam na ten wpis, ale jak zawsze było warto. Przepis super. Zdjęcia jak zawsze hipnotyzują. Mogłabym patrzeć i patrzeć i od czasu do czasu podczytać, bo jest ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam na Wichrowe Wzgórza i na Was!
    Bardzo lubię takie miejsca.Będąc młodą dziewczyną czytałam Emily Brontë.
    Właśnie tak sobie to wyobrażałam.Cudowne krajobrazy!
    Przepis na ciasto znakomity,skusiłabym się!
    Serdecznie pozdrawiam-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko-jesteśmy i już mam nadzieję wreszcie zaczniemy systematycznie tu bywać :) cieszy nas Twoje czekanie :) pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  4. Piękna opowieść Małgosiu.
    A taki imbirowy chlebek piecze moja angielska Sąsiadka.
    Pyszności!
    Na spektakl z pewnością się wybiorę, chociaż znam i powieść i kilka ekranizacji filmowych.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Amber :) Z tego co widziałam będzie grany w listopadzie :) polecam i pozdrawiam :)))))))))))

      Usuń
  5. Mmm, ten spływający po cieście sos karmelowy zdecydowanie działa na moją wyobraźnię... Zachciało mi się takiego ciasta :) Idealnie jesienne, aromatyczne, rozgrzewające... Pycha!
    Bardzo mi się "Wichrowe wzgórza" podobały, ten mroczny klimat i niesamowita przyroda wokół. Zazdroszczę Wam tej wycieczki; jakaś część mnie doskonale odnajduje się w takich miejscach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas możliwość odwiedzania bezludnych i naturalnych miejsc bardzo przyciąga. Coraz lepiej się czujemy i odnajdujemy w takich klimatach. Może to zapewnia nam równowagę emocjonalną ? Na ciasto namawiamy. po upieczeniu jest dość suche, ale stopniowo zmienia się, a z sosem toffee smakuje jak kompletny deser :)

      Usuń
  6. Bardzo "smakowity" wpis :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale to musiała być wspaniała podróż :) Mnie urzekły zdjęcia pastwisk, jak tam sielsko i zielono :) A chlebek wygląda bardzo apetycznie, szczególnie z tym ociekającym sosem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta zieleń znacznie różni się od naszej o tej samej porze roku :) to zapewne kwestia klimatu i naturalnych kosiarek jakimi są owce. Pozdrawiamy

      Usuń
  8. Widoki wspaniałe, Yorkshire jest piękne zawsze tutaj piękne i obce, a udokumentowanie zdjęciami "Wichrowych Wzgórz " wspaniałe, dziękuję
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Jadwigo i pozdrawiamy Cię serdeczni. Cieszymy się, że Yorkshire podobało Ci się :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...