Podróż po Etiopii - część 11 - W poszukiwaniu Kaberu na dachu Afryki.

Kiedy wyjeżdżaliśmy do Etiopii z tyłu głowy miałem kilka haseł, co z fauny tego kraju musimy zobaczyć. Były to ptaki, dżelady i on, jedno z najrzadszych stworzeń na świecie. Zaryzykuję, że był na pierwszym miejscu moich oczekiwań. Jeszcze bardziej umocnił się tam, gdy obejrzeliśmy świetny dokument "Megeti - ostatni Kaberu Afryki". Mowa o wilku etiopskim.



Masyw gór Bale składa się z rozległego powulkanicznego płaskowyżu Sanetti, na którym ponad okolicę wyrasta kilka  stożków o wysokości powyżej 4200 m n.p.m. Utworzone zostały jeszcze przed wykształceniem się pobliskiej doliny ryftowej, jakieś 20-35 milionów lat temu. Później uformowały się stoki gór, a szczyty wulkaniczne spłaszczone zostały przez cofający się lodowiec. Niektóre ze szczytów były wciąż pokryte lodem zaledwie 2000 lat temu. Dziś tylko okazjonalne opady śniegu występujące między listopadem a lutym sprawiają, że okolica może stać się przez chwilę biała. Dla około dwunastu milionów Etiopczyków teren ten jest kluczowy z punktu widzenia możliwości pozyskania wody. Czterdzieści rzek i okoliczne wody gruntowe zasilane są przez wodę z tego terenu. Jej brak oznaczałby suszę i znacznie trudniejsze warunki bytowania ludzi w niższych partiach Etiopii.


Na Sanettti spędziliśmy dwa pełne dni. Będąc najwyżej położonym płaskowyżem w Afryce nazywany jest czasem "dachem Afryki". Przyjeżdżaliśmy rano, bo wtedy aktywność ptaków i innych zwierząt była największa, wracaliśmy późnym popołudniem. Już pierwszego dnia o poranku udało nam się wytropić jednego z wilków. Zwykle pojawiały się samotnie bądź w parach.


Wilk etiopski jest dziś jednym z najbardziej zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt. Światowa populacja liczy ledwie 400 sztuk, a wszystkie z nich zamieszkują jedynie dwa etiopskie obszary - gór Semien i Bale. Przez kilka dekad naukowcy zmagali się z odpowiedzią na pytanie - co to właściwie za zwierzę. Jeszcze niedawno nazywano go lisem Semien, bo rzeczywiście choć większy, przypomina lisa. Etiopczycy zwali go czerwonym szakalem, po amharsku - kai kabero, stąd być może przyjęła się potoczna nazwa kaberu. Dopiero badania DNA wykazały, że ani to lis, ani szakal, ale bliski kuzyn europejskiego szarego wilka. Prawdopodobnie ewoluował z jakiegoś wymarłego gatunku wilka, który skolonizował okolicę w późnym plejstocenie, czyli kilkanaście tysięcy lat temu. Dwa podgatunki, ten z gór Semien i gór Bale różnią się nieznacznie, a wynika to z faktu, że rozdzielone doliną ryftową od wieków nie mają ze sobą żadnych kontaktów. Rozwijają się i ewoluują niezależnie.


Wilk etiopski ma około 60 cm wysokości, będąc znacznie większym od szakala i dysponując długim pyskiem podobnym do kojota. Poluje na afro-alpejskich wrzosowiskach i wysoko położonych obszarach trawiastych, a jego przysmakiem jest kretoszczur (giant mole rat), będący endemitem występującym jedynie na terenie etiopskich gór. Kretoszczur to przedziwne zwierzę. Z przodu ma dwa długie zęby, na górze czaszki oczy, nieco niżej uszy. Zachowuje się inaczej niż klasyczny kret, który żeruje głównie pod ziemią. Ten drąży tunele, po to by w odpowiednim miejscu wyjść na powierzchnię, gdzie pożywia się trawą, ziołami lub korzonkami. Gdy już spałaszuje rośliny znajdujące się tuż u wylotu tunelu, zaczyna kopać dalej. Jest bardzo szybki, bo czuje wieczny oddech wilka etiopskiego skradającego się w okolicach nor z których wygląda. Długo zasadzaliśmy się by zobaczyć i zrobić zdjęcie tego przedziwnego zwierzęcia. Widzieliśmy i utrwaliliśmy, choć nie są to ujęcia godne okładki w National Geographic.


Kretoszczur ma kiepski wzrok, bazuje głównie na słuchu. Żyje w wiecznym stresie, bo musi wyważyć między ryzykiem utraty życia, a pełnym żołądkiem. Stąd ciągłe kopanie tuneli, by wyjść na powierzchnię tam, gdzie choć przez chwilę nie będzie go napastował drapieżca.


Populacja kretoszczurów jest spora. Szacuje się, że na kilometr kwadratowy przypada ich jakieś 2500 sztuk. Jest więc nadzieja, że niewielka populacja wilków etiopskich o nawet ogromnym apetycie dalej pozwoli egzystować temu uroczemu zwierzątku.


Wracamy do naszego głównego bohatera. W dziewiętnastym wieku wilk etiopski był dość powszechny na etiopskich wyżynach. Niestety choroby przetrzebiły stada i sprawiły, że gatunek prawie wyginął. Przyczyniły się ku temu interakcje z psami pasterskimi i zarażanie nieuleczalną nosówką. Na terenie gór Bale i płaskowyżu Sanetti wypasa się bydło. Widać to na poniższym zdjęciu, drobne kropki na tle łąk to nic innego jak krowy i inne zwierzęta domowe. Pilnują je psy, które są zagrożeniem dla populacji wilka.


Byliśmy świadkami polowania. Wilk etiopski zaczaił się przy jednej z nor czekając, aż wyjdzie z niej potencjalny posiłek. No i stało się. W mig schwycił wychodzące na powierzchnię zwierzę,


po czym wgryzł się w nie


i spokojnie oddalił się, podgryzając je i połykając w całości.


Nieszczęśnikiem okazał się kusu nilowy.


Była to jednak zaledwie przekąska. Zwierzątko waży jakieś 100-150 gramów i jest zbyt małe by zaspokoić apetyt wilka.


Choć nasz wilk udał się na zasłużony odpoczynek, niewątpliwie za chwilę ruszy po danie główne.


Populacja wilków etiopskich w górach Bale jest większa niż ta w górach Semien, do tego jest bardziej skoncentrowana, bo i teren jest mniejszy.


Udało nam się spotkać siedmiu osobników. To mniej więcej 1,5% światowej populacji. Dla nas wiadomość wspaniała i smutna zarazem, bo coś co jest radością dnia być może przemija i w myślach pozostaje nam niepewny los tego tajemniczego  zwierzęcia.


Wilk etiopski zadziwił nas jeszcze jednym - próbował polować na kaczki. Na szczęście te są znacznie szybsze i nie dają się zaskoczyć drapieżcy.


Wilki etiopskie są obecnie pod ścisłą ochroną i nie grozi im raczej niebezpieczeństwo ze strony ludzi, zwłaszcza, że ich wielkość nie zagraża dużym zwierzętom hodowlanym. Jednocześnie zachowują bezpieczny dystans od psów, które mogą przenosić niebezpieczne dla nich choroby.


Pokarmu mają w bród, a sukcesy w polowaniach zależą tylko od ich szybkości i sprytu. Nam wypada tylko kibicować, by rozmnażały się i powiększały swą niewielką populację.



Wilki człowieka raczej ignorują, choć kiedy go widzą schodzą mu z drogi. My byliśmy świadkami, gdy zwierzę wyraźnie skoncentrowane na porannym polowaniu przeszło sobie po prostu obok nas na drugą stronę drogi i oddaliło się w poszukiwaniu smakołyków.


W powrotnej drodze udaje nam się jeszcze spotkać kolejne endemiczne zwierzę. Poznajcie zająca Starcka. Prowadzi zwykle nocny żywot, tym bardziej było nam miło spotkać go w dzień. O zającu tym wiemy niewiele. Poza tym że jest wegetarianinem, rozmnaża się w okolicach listopada/grudnia, a głównym zagrożeniem są dla niego duże drapieżne ptaki. Dlaczego wybrał sobie tak nieprzyjazne siedlisko? Nie wiadomo.


Przed nami jeszcze opowieść o fascynującym lesie, kolejnej, jakże innej strefie roślinnej gór Bale, gdzie spokojnie mogliśmy zrzucić z siebie polary i paradować w t-shirtach.

2 komentarze:

  1. Ale fajny wpis! Zupełnie inne ujęcie podróży. Wasz blog to kombinacja wszystkiego co najlepsze; natura, jedzenie i podróże! Będę tu zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń