Herbata z Cameron Highlands. Do tego kaczka? Dlaczego nie.

Po gorącu i wilgoci malezyjskich nizin przyszedł czas na klimatyczne wytchnienie. Tym razem naszym celem stał się region Cameron Highlands położony na ponad 1500 metrach powyżej poziomu morza. Klimat jest tu znacznie łagodniejszy, a temperatury przypominają północnoeuropejskie lato.


Zatrzymujemy się w Tanah Rata, niewielkim miasteczku otoczonym dżunglą i polami herbacianymi. Nasz Father's Guest House jest tanią noclegownią, która nie posiada klimatyzacji. Bo i po co, skoro temperatury tu europejskie. Posiada natomiast przyjemne stoliki i krzesła na zielonej łące, skąd możemy podziwiać okolicę i wypić piwo relaksując się po podróży.


Jutrzejszy cel to najstarsza malezyjska plantacja herbaty. Położona zaledwie 10 km od Tanah Rata, przyciąga wielu entuzjastów tego trunku. My niekoniecznie do nich należymy, ale ciekawość "jak to się robi" nie pozwala nam ominąć tej atrakcji.


Najpierw jednak dzisiejsze danie. Herbaty użyjemy w dość oryginalny sposób.
Odtworzymy niezwykłe smaki z australijskiego Masterchefa, inspirowane pomysłem Aminy El Shafei, kobiety o koreańsko-egipskich korzeniach. Gwarantuję, że poczujecie nieznane Wam aromaty.

Gotujemy dziś:


Wędzone herbatą piersi kacze
z herbaciano-pomarańczowym winegretem, 
podane z pikantną orientalną sałatką


Składniki na 2 porcje:

na dressing:
60ml oliwy z oliwek
2 łyżki liści czarnej herbaty
2 łyżki soku pomarańczowego
łyżeczka brązowego cukru
pół łyżeczki pieprzu syczuańskiego

na peklowaną rzodkiewkę i szalotkę:
4 łyżki octu ryżowego
łyżka brązowego cukru
łyżeczka soli
2 rzodkiewki pokrojone w cienkie plastry
szalotka pokrojona w cienkie plastry

mikstura do wędzenia:
2 łyżki brązowego cukru
200 ml lisci czarnej herbaty
łyżka uprażonego na patelni, po czym utartego w moździerzu pieprzu syczuańskiego\łyżeczka soli
2 cm kawałek imbiru pokrojony w grube plastry
4 ząbki czosnku przekrojone na pół

nasz główny bohater dania:
2 piersi kacze - posolone i oprószone pieprzem

na orientalną sałatkę:
2 duże grzyby mun (suszone zanurzone we wrzątku)
mały przekrojony wzdłuż na pół i pozbawiony nasion świeży ogórek
po pół czerwonej i żółtej ostrej papryczki
garść zielonych liści kolendry
doprawiamy ostudzonym płynem, w którym marynowaliśmy rzodkiewkę i szalotkę

Wykonanie:

Przygotowujemy dressing. Oliwę aromatyzujemy z liśćmi czarnej herbaty na małym ogniu  przez około 45 minut. Po ostudzeniu przecedzamy przez gęste sito, odrzucając liscie herbaty. Wyciskamy sok pomarańczowy i mieszamy go z cukrem oraz utartym pieprzem syczuańskim. Dodajemy aromatyzowaną oliwę. Miksujemy całość - nasz dressing do kaczki jest gotowy.

Ocet ryżowy, cukier i sól zagotowujemy na patelni. Dodajemy pokrojoną rzodkiewkę i szalotkę. Wyłączamy ogień i odstawiamy na kilka minut. Wyjmujemy warzywa, sos pozostawiamy do ostudzenia, będzie nam potrzebny do doprawienia orientalnej sałatki.

Wszystkie składniki mikstury do wędzenia mieszamy ze sobą (można TU-KLIK zobaczyć jak to przygotować). Patelnię o grubym dnie wykładamy folią aluminiową. Na nią wsypujemy miksturę do wędzenia, rozkładając równomiernie na folii aluminiowej. Włączamy duży ogień i czekamy, aż pojawi się dym. Kiedy to nastąpi wkładamy na bambusowe naczynie do gotowania na parze 2 piersi kacze skórą do góry. Zmniejszamy ogień, przykrywamy patelnię i wędzimy nasze piersi przez około 8 minut. Wykładamy.

W międzyczasie przygotowujemy orientalną sałatkę. Kroimy wcześniej zmiękczone we wrzątku grzyby mun  na cienkie plastry, po czym obsmażamy w oliwie (ok. 2 minut). Ogórek kroimy pod kątem na cienkie plastry, podobnie ostre papryczki. Liście kolendry siekamy. Mieszamy ze sobą wszystkie składniki doprawiając ostudzonym sosem pozostałym z peklowania rzodkiewki i szalotki.

Następnie smażymy piersi kaczki na patelni - od strony skóry około 7-8 minut, do wytopienia tłuszczu, od strony mięsa około 2 minut. Dosmażamy również przez chwilę boki kaczych piersi. Odstawiamy na deskę na kilka minut, by odpoczęły. Kroimy pod kątem na plastry.

Czas na złożenie dania.

Na talerz wykładamy orientalną sałatkę z dodatkiem peklowanej szalotki i rzodkiewki.

Wokół sałatki układamy plastry kaczej piersi, które polewamy herbaciano-pomarańczowo-pieprzowym dressingiem.

Danie podajemy z czerwonym winem - dla niektórych będzie to solidna przystawka, dla innych skromne danie główne.

Jedni i drudzy pewnie docenią niecodzienne smaki.

***


W Cameron Highland odwiedzamy planatcje BOH, największego malezyjskiego producenta.



Herbata najlepiej rośnie w rejonach ciepłych, wilgotnych i górzystych. Lubi żyzną i trochę kwaśną glebę. 



Uprawia się ją nieco podobną techniką do bonsai. Jest to podyktowane praktycznymi wymogami związanymi ze zbiorem pączków i liści. Dziko rosnąca herbata może osiągnąć nawet 16 m wysokości, podobnie jak ta na zdjęciu powyżej.


Krzewy są dojrzałe między siódmym, a dziesiątym rokiem wzrostu, wtedy wydają najlepszej jakości liście.


Zbiera się najwyżej położony na gałęzi pączek i 2-3 liście wokół niego. Zbiór powtarza się trzy lub cztery razy w roku, gdyż taki jest rytm wzrostu młodych liści.


Herbata (Camellia sinensis)  należy do rodzaju kamelii, co szczególnie widoczne jest w jej kwiatach.
 

Zakłada się, że krzewy mogą produkowac dobrej jakości liście przez 50 lat, potem zwykle zastępuje się stare młodymi.


Zbieranie herbaty to bardzo pracochłonna czynność. Około 2-3 tysięcy liści  stanowi kilogram nieprzetworzonej herbaty.


Zwykle obok plantacji zbudowane są fabryki herbaty. Boh Tea Estate została założona w 1929 roku przez JA Russel'a.


Liście herbaty po zebraniu trafiają do fabrycznego magazynu. Później transportuje się je do maszyny, gdzie są miażdżone, by wydobyć z nich soki.

Następnie herbata poddawana jest fermentacji. W soku, który się wydobywa znajdują się enzymy wywołujące ten proces.

Początkowo zielona herbata pod wpływem fermentacji nabiera miedzianego odcienia.
  
 
Proces fermentacji trwa od 1,5 do 2 godzin, następnie herbata przechodzi przez suszarkę, gdzie nadmuchiwane jest powietrze o temperaturze około 100C. Proces fermentacji w ten sposób kończy się, wilgotność herbaty ulega redukcji poniżej 3%, soki ulegają krystalizacji, a herbata przyjmuje formę znaną nam z torebek - jest "czarna" i ususzona. Cały proces suszenia trwa około 20 min. Gorące powietrze w maszynie uzyskuje się dzięki spalaniu gałęzi kauczukowca.


Ostatni etap, to sortowanie, herbata na specjalnych, wibrujących sitach jest dzielona na tę o większych, średnich i małych liściach. Ta pierwsza jest oczywiście najwyższej jakości. Oddzielane są też łodygi, które się wyrzuca. Najdrobniejsze kawałki herbaty są wykorzystywane jako nawóz.



Tak to wyedukowaliśmy się w procesie produkcji herbaty. Dodatkową atrakcją okazały się piękne krajobrazy herbacianych pól i uśmiechy rozsianych po nich bezimiennych zbieraczy.


Komentarze

  1. Plantacje herbaty to moje marzenie podróżnicze, ja zdecydowanie jestem herbaciana, kawa może nie istnieć, bez herbaty nie ma życia, więc zazdroszczę bardzo tej wizyty, ja mam cichą nadzieję, że w końcu (przy trzecim już podejściu) ostatecznie zobaczę to cudo na Cejlonie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu...z pewnością zobaczysz :) Dziekujemy za odwiedziny, pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  2. Kawy nie pijam,herbatę uwielbiam.
    Piękne zdjęcia-)
    Pola herbaciane są cudne,było mi dane oglądać je w Tajlandii,na Bali czy w Australii.
    Ciekawa opowieść o produkcji .
    Przepis -poezja-)
    Serdecznie pozdrawiam-))))
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko-myślimy, że masz podobne wrażenia do naszych....gdziekolwiek oglądamy te zielone dywany, zawsze zachwycają. Czasem nas nachodzi na wypicie herbaty, ale to raczej u nas odświętna czynność. Również Cię pozdrawiamy :)

      Usuń
  3. Malgosiu, pamietam Amine bardzo dobrze! Przesympatyczna osoba, prawda?
    Herbaciana opowiesc jak zwykle urzekajaca! Wspaniale krajobrazy :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak-bardzo symaptyczna, niezwykle zdolna i twórcza. Imponują nam jej dania i wyczucie smaku. Dziękujemy za odwiedziny, pozdrawiamy wakacyjnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z przyjemnością zamieszkałabym w samym środku takiego herbacianego pola:)
    Uwielbiam tę zieleń!
    Danie niesamowite, skosztowałabym z wielką chęcią!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, na polach herbacianych żyje dużo drobnych gryzoni, bo to świetny teren do ukrycia się. Niestety powoduje to, że sporo tam różnych węży i żmij...Tam jest pięknie, ale nawet chodzenie może być ryzykowne :) Częstujemy wirtualnie daniem, pozdrawiamy :)

      Usuń
  6. Piękne zdjęcia herbacianych pól.
    A kaczką wędzoną w domu to mnie kupiliście!
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawie opisany proces suszenia herbaty, kwiat widze pierwszy raz - zielone tarasy zniewalaja pieknem,
    a dania nader wyszukane dzis serwujecie...
    serdecznosci dla Was
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło nam Grażynko, pozdrawiamy wciąż z wakacji :)

      Usuń
  8. Zapraszamy do dodania bloga w serwisie zBLOGowani! Mamy już ponad 2900 blogów z 22 kategorii.
    Należy założyć konto jako bloger i w 2 krokach dodać bloga do serwisu. Nasz robot sam pobiera aktualne wpisy i prezentuje je tysiącom użytkowników, którzy codziennie korzystają ze zBLOGowanych. Dla blogera to korzyść w postaci nowych czytelników i większego ruchu na blogu.

    Serdecznie zapraszamy! :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Danie wygląda tak smakowicie, że nie mogę mu się oprzeć :) Wspaniałe smaki i kolory!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...