Marlenka.

Marlenka.

To jedno z moich ulubionych ciast. Kiedyś poleciła mi je Klara, prowadząca bloga "Kulinarki". Poszukiwałam przepisu na ciasto, które może być zrobione wcześniej niż w dniu podania, czyli nieco leżakować. Marlence to bardzo służy, ba jest wręcz obowiązkowe, żeby ciasto nabrało właściwej wilgotności i smaku. Ma wspaniały miodowo-karmelowy smak i bardzo smaczny, budyniowy krem. To ormiański wypiek, który zrobił prawdziwa karierę w Czechach. W 1994 r. do miejscowości Frydek-Mistek przeprowadził się z Armenii Gevorg Avetisyan. Musiał utrzymać rodzinę. Wraz z siostrą wpadli na pomysł wypiekania staroormiańskiego ciasta z rodzinnego przepisu. Pierwsze ciasta sprzedawano znajomym i lokalnym kawiarniom. Szybko zyskały uznanie i popularność. Nazwano je Marlenką od imienia matki i córki Ormiańczyka. W 2003 roku założyli własną firmę produkującą Marlenkę. Dziś produkują 100 tysięcy ciast miesięcznie, zatrudniają prawie 200 osób, a Gevorg Avetisyan jest dziś poważnym biznesmenem. Od tego roku można odwiedzić nowe specjalne Centrum dla zwiedzających. Tu jest strona firmy - klik. 
Tyle o historii ciasta, a teraz przejdźmy do działania. Przepis pochodzący z bloga "Sweetlive recepty", zaadaptowany przez Aleksandrę  prowadzącą bloga "Przepisy Aleksandry" podaję ze zmianami Klary i swoimi.


Marlenka


proporcje na foremkę o wymiarach ok. 25 x 34 cm

Składniki na ciasto:
600 gramów mąki pszennej
120 gramów masła
150 gramów cukru 
3 łyżki miodu
1 płaska łyżka sody
1 łyżeczka octu
2 duże jajka

Składniki na krem:
1 puszka masy kajmakowej (najlepsza jest z Gostynia), w temperaturze pokojowej
1 budyń waniliowy 
250 gramów masła 82%, w temperaturze pokojowej
500 ml pełnego mleka
1 łyżka cukru

Wykonanie:

Najpierw zrób krem.

Ugotuj budyń z mleka, cukru i budyniu zgodnie z  instrukcją na opakowaniu. Odstaw, by schłodził się do temperatury pokojowej.
 
Utrzyj masło z masą kajmakową. Następnie miksuj ma małych obrotach i dodawaj do maślanej masy po jednej łyżce budyniu.  Gotowa masa będzie dość płynna - nadmiar wilgoci wchłonie ciasto. Przykryj naczynie z masą  i odstaw w chłodne miejsce.

Teraz ciasto.  

Do garnka przełóż masło i miód, kiedy się rozpuszczą dodaj cukier i gotuj na średnim ogniu - mieszaj, aż rozpuszczą się wszystkie składniki.

W osobnej miseczce wymieszaj sodę z octem, od razu zacznie się pienić, więc natychmiast dodaj ją do masy.

Zmniejsz ogień na najmniejszy i cały czas mieszaj miksturę. Po paru minutach zmieni się kolor na pomarańczowo-brązowy. Zacznie pięknie pachnieć w kuchni - Martina, autorka przepisu napisała, że zacznie pachnieć "Marlenką" .


Zdejmij miksturę z ognia i schładzaj co jakiś czas mieszając. Jak mikstura będzie ciepła ale nie gorąca (tak żeby rąk nie poparzyć) dodaj jajka i mieszaj bardzo energicznie (za pomocą trzepaczki), aby jajka połączyły się z całością, ale nie ścięły.

Stopniowo dodawaj do masy mąkę. Ważne, żeby z ciastem na Marlenkę pracować póki jest ciepłe, więc należy od tego etapu wszystko robić szybko.

Kiedy ciasto będzie już gęste i będzie się go trudno łączyło z mąką za pomocą łyżki, wysyp na stolnicę pozostałą mąkę i przelej ciasto. Zagniataj wszystko razem do dobrego połączenia się składników.

Podziel ciasto na 6 równych części. Każdą rozwałkuj bardzo cienko i równo. Świetnie robi się to między arkuszami papieru do pieczenia (mniej więcej na rozmiar dużej blachy, w której będziemy składać ciasto).  Gdyby masa ostygła i stawiało opór podczas rozwałkowywania, podgrzej ją przez chwilę w mikrofali. Dobrze też robi kawałkom ciasta zawiniętym w folię odłożenie ich na ciepły kaloryfer :) 

Blaty piecz na blasze z wyposażenia piekarnika, wyłożonej papierem  w temperaturze  180-190 stopni C,  do uzyskania przez nie koloru złotawo-brązowego (kilka minut). Blaty można upiec na parę dni przed złożeniem Marlenki.

Złóż ciasto.

Formę na Marlenkę wyłóż papierem do pieczenia. Wykrój z blatów równe kawałki wielkości dna formy. 

Skrawki ciasta możesz  rozdrobnić na  małe kawałeczki i posypać nimi wierzch wypieku (u mnie dodatkowo z wiórkami gorzkiej czekolady).

Włóż pierwszy blat na dno formy i posmaruj go 1/6 masy kremu. Powtórz to z kolejnymi blatami  ciasta. Zawiń szczelnie całość w folię i odłóż przynajmniej na noc do lodówki. Ciasto po dwóch dniach jest moim zdaniem najsmaczniejsze. 
Dyniowe bułki pszenne z czarnuszką, na  żytnim zakwasie.

Dyniowe bułki pszenne z czarnuszką, na żytnim zakwasie.

Przyznam, że obiecywałam sobie, że nie upiekę na razie żadnych bułek. Kiedy jednak Amber zaproponowała bułki na zakwasie, zmieniłam zdanie. Bardzo cieszę się z tego wypieku, bo bułeczki są bardzo udane - mięciutkie, puchate i najważniejsze - są pyszne! Pozmieniałam nieco procedurę związaną z wyrastaniem. Skróciłam czas, bo nie lubię gdy wypiek ma wyczuwalny posmak zakwaszonego ciasta. Bułki są bardzo uniwersalne, mogą być spożywane na słodko i wytrawnie. Praca z ciastem była prawdziwą przyjemnością. Bardzo polecam Wam ten wypiek. Dziękuję Amber  za wspólne wypiekanie w 2021 r. 

Dyniowe bułki na zakwasie


foremka o średnicy 25,5 cm i wysokości 8 cm  na 16 bułeczek po 70 g

Składniki ciasta:

597 g mąki pszennej wysokobiałkowej (użyłam manitoby)
119 g puree z dyni
113 g masła
90 g mleka
42 g miodu
179 g wody
12 g soli morskiej
48 g aktywnego dojrzałego zakwasu (użyłam żytniego, dokarmionego dzień wcześniej)

do posmarowania bułek: 1 jajko i 1 łyżka pełnego mleka
do posypania czarnuszka (ale może być też sól morska, sezam, mak czy suszone zioła)

Przykładowy plan pracy:

godz.  8.00 - przygotowanie zaczynu
48 g mąki
48 g wody
48 g zakwasu

Wymieszaj w pojemniku te trzy składniki, przykryj i trzymaj w temperaturze 23 – 24 st. C przez 3,5 -4 godziny.

godz. 11.30 - przygotowanie ciasta właściwego
549 g mąki
119 g puree z dyni
113 g masła
90 g mleka
42 g miodu
131 g wody
12 g soli
144 g zaczynu 

Masło pokrój na kawałki i zostaw na talerzu, aby się ogrzało. Do miski miksera włóż zaczyn, wlej wodę - wymieszaj, następnie dodaj mleko, mąkę, miód, puree z dyni i sól . Mieszaj hakiem do ciasta z prędkością 1 ( KitchenAid) przez 1 do 2 minut, aż składniki się połączą i nie pozostaną suche kawałki. Następnie miksuj na średnich obrotach (2 na KitchenAid) przez 4-5 minut, aż ciasto zacznie twardnieć i zbijać się wokół haka. W tym momencie ciasto zlepi się na haku i całkowicie wyczyści boki miski. Pozostaw ciasto w misce na 10 minut.

Włącz mikser na prędkość 1 i dodawaj masło po jednym kawałku, czekając z dodawaniem każdego kawałka, aż poprzedni całkowicie się wchłonie. Dodanie całego masła może zająć ok. 8 - 10 minut.

Ostatecznie ciasto  będzie bardzo miękkie i plastyczne. Będziemy je dodatkowo wzmacniać  podczas fermentacji. Przenieś ciasto do pojemnika i przykryj. Zostaw w temperaturze 23-24 st. C. Nie potrzebuje podsypywania mąką.

Fermentacja ciasta od 12.00 do 16.30 ew. 17.00

W czasie fermentacji rozciągnij i złóż ciasto dwa razy w 30-minutowych odstępach. Pierwsze złożenie rozpoczyna się po 30 minutach od rozpoczęcia fermentacji. Przy rozciąganiu chwyć jedną stronę ciasta i rozciągnij w górę i nad ciastem na drugą stronę. Obróć miskę o 180° i wykonaj kolejne rozciągnięcie i złożenie (utworzy to w misce długi prostokąt). Następnie obróć miskę o 90° i ponownie rozciągnij i złóż. Na koniec obróć miskę o 180° i jeszcze raz rozciągnij i złóż. Ciasto powinno być starannie złożone w misce. Powtórz to po kolejnych 30 minutach.
Po drugim rozciąganiu i składaniu odstaw ciasto pod przykryciem na  kolejne 30 minut. W międzyczasie przygotuj foremkę do  bułek. Wyłóż ją papierem i wysmaruj masłem. Po tym czasie uformuj 16 bułeczek po 70 g. Ułóż je w formie zostawiając nieco przestrzeni między nimi do wyrośnięcia. Włóż formę do dużej torby foliowej i postaw w ciepłym miejscu (u mnie pod żarówką w piekarniku). Pozostaw do wyrośnięcia na 2,5 - 3 godziny. Uwaga - bułki rosną jeszcze podczas pieczenia. U mnie wyrosły do krawędzi foremki.

W małej misce wymieszaj całe jajko i około 1 łyżkę stołową pełnego mleka .

Po rozgrzaniu piekarnika równomiernie posmaruj bułki jajkiem z mlekiem, posyp czarnuszką i wsuń formę do piekarnika. Piecz w 220°C przez 10 minut. Po tym czasie obróć formę o 180° w piekarniku i zmniejsz temperaturę do 175°C. Piecz przez dodatkowe 20-25 minut, aż wierzch bułek będzie złoty. Po upieczeniu wyjmij formę z piekarnika i odstaw na 10 minut. Następnie wyjmij bułki na kratkę i ostudź je co najmniej przez 30 minut przed jedzeniem. Odrywane z miękkimi bokami i błyszczącą, aromatyczną skórką smakują niesamowicie :)

Smacznego!


Oryginalny przepis i wykonanie na stronie The Perfect Loaf.

Grudniowi Piekarze:
Akacjowy Blog
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Ogrody Babilonu
Tajemnice smaku

Bożonarodzeniowy dżem.

Bożonarodzeniowy dżem.

Lubicie kulinarne podarunki ? Ja bardzo - zarówno lubię dostawać jak i obdarowywać nimi. Okres  zimowy - mikołajki, święta i przełom roku to czas spotkań. W związku z tym przygotowałam kilka słoiczków dżemu na takie okazje. Ma w sobie mnóstwo aromatu, głęboki smak i świetnie wpisuje się w klimat kulinariów okresu Bożego Narodzenia. Niech Was nie zniechęci długa lista składników. Robi się go naprawdę łatwo. Sięgnęłam po przepis do książki "Mes confitures. The jams and jellies" mojej guru Christine Ferber. W nawiasach dodałam moje drobne zmiany. 


proporcje na ok. 2,5 l gotowego dżemu

1,7 kg pigwy gruszkowej
1,7 l wody
1 kg cukru (użyłam tylko 200 g cukru trzcinowego)
200 g suszonych gruszek *
200 g suszonych fig
100 g daktyli
100 g suszonych śliwek
200 g suszonych moreli
100 g drobnych rodzynek
50 g kandyzowanej skórki z pomarańczy
50 g kandyzowanej skórki z cytryny (użyłam z cytronu)
50 g arcydzięgla (kupiłam suszony korzeń i użyłam 1 łyżkę, ale można pominąć)
1 pomarańcza - otarta skórka i sok
1 cytryna - otarta skórka i sok (użyłam dwóch)
150 g orzechów włoskich posiekanych
150 g zblanszowanych i obranych migdałów, posiekanych
1/8 łyżeczki cynamonu
1/8 łyżeczki kardamonu
1/8 łyżeczki startych na proszek nasion anyżu gwiazdkowego (użyłam 5 g całych gwiazdek)
1 łyżka nasion anyżu (pominęłam)

Pigwy umyć, bez obierania podzielić na ćwiartki, wykroić gniazda nasienne i szypułki. Tak przygotowane owoce zalać podaną ilością wody, doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu przez godzinę, mieszając od czasu do czasu. Powinno z 1,7 l pozostać ok. 1,3 l płynu. Trzeba sok odcedzić po gotowaniu. Następnie dodać pokrojone suszone gruszki i odstawić na noc.

* Niestety gruszki suszone to był jeden wielki problem. Najpierw nie mogłam ich kupić. Jak już znalazłam w jednym miejscu, to nawet im się nie przyjrzałam, tylko kupiłam szczęśliwa, że je mam. W domu okazało się, że są z twardą skórą, pokrojone na ćwiartki, z ogonkami, szypułkami i gniazdami nasiennymi (dobrze, że kupiłam trochę więcej). Najpierw każdą ćwiartkę okrawałam z niepotrzebnych rzeczy. Potem okazało się, że każdy kawałek trzeba dobrze umyć, bo poprzyklejały się jakieś paprochy. Pokroiłam na kawałki i namoczyłam. Po nocy okazało się, że smak jest w płynie, ale kawałki mają tak grubą skórę, że nie nadaje się do jedzenia. Przecedziłam więc płyn i każdy mały kawałek obkroiłam ze skórki. Zabawa była, nie polecam. Albo uda Wam się kupić dobre suszone gruszki, albo je pomińcie.

Następnego dnia figi, śliwki suszone i morele oraz daktyle (pozbawione pestek) pokroić w julienne o grubości ok. 4 mm. Do płynu z gruszkami dodać cukier, figi, daktyle, śliwki, morele, rodzynki (sparzyłam je wcześniej), skórkę otartą z cytrusów i sok z nich, przyprawy i arcydzięgiel (włożyłam go w gazę, zawiązałam w węzełek i na koniec gotowania wyjęłam).

Zagotować cały czas mieszając, odszumować. Następnie gotować na dużym ogniu kolejne 5-10 minut. Ponownie odszumować, jeśli będzie taka potrzeba. Dodać posiekane grubo orzechy włoskie i migdały (trzeba je tak posiekać, żeby nie stanowiły podczas jedzenia dżemu dużych kawałków). Gotować na sporym ogniu kolejne 5 minut, redukując płyn. Jeśli zgęstniało, włożyć do słoiczków i zakręcić. Dodatkowo dżem pasteryzowałam. Najpierw wstawiłam słoiki z nakrętkami do zimnego piekarnika, nastawiłam temperaturę na 120 stopni C i wyparzałam je przez 20 minut. Potem wstawiłam napełnione dżemem słoiki do gorącego piekarnika i kolejne 20 minut pasteryzowałam. 

Uwaga! Pigwy po gotowaniu zostają. Oddzieliłam miąższ od skórki, zmiksowałam, posłodziłam i dodałam przyprawy, zapasteryzowałam jako mus np. do naleśników.

Smacznego :)
Brioszka z Nanterre/ La brioche de Nanterre.

Brioszka z Nanterre/ La brioche de Nanterre.

 Uwielbiam francuskie pieczywo, niestety na swoją zgubę ;) Brioszki w szczególności, dlatego piekę je bardzo rzadko. To pyszne, śniadaniowe pieczywo wymagające trójetapowego wyrastania. Nie jest to jednak uciążliwe, a smak wynagradza wszystko. W brioszce nie czuć cukru, ma bardzo neutralny smak, dzięki temu jest bardziej uniwersalna jako dodatek. Jak każda zawiera dużo masła. Chrupiąca, cieniutka skórka, puchate wnętrze to jakość, którą sobie bardzo cenię. Brioszka z Nanterre tym różni się od innych brioszek, że jest zrobiona z pojedynczych segmentów - 8, 9 lub 10. Ja wybrałam wersję z dziewięcioma :) Dziś pachnie w całym domu. W taki listopadowy, chłodny dzień nie ma nic lepszego. 


Brioszka z Nanterre/ La brioche de Nanterre


Piekłam w blaszce 11 cm x 30 cm mierzone w najdłuższym odcinku

250 - 280 g mąki  pszennej o dużej zawartości białka (tzw. do wypieków drożdżowych, chlebowej) - użyłam manitoby 
10 do 25 g cukru 
5 g soli
11-12 g świeżych drożdży 
150 ml mleka
3 jajka
200 g miękkiego masła

1 całe jajko do posmarowania brioszki

Z części mleka, cukru, drożdży i odrobiny mąki zrobiłam rozczyn. Odstawiłam go na jakieś 20 minut, żeby spęczniał.

Jajka rozbełtałam w misie robota widelcem, dodałam mąkę i sól, a następnie wyrośnięty rozczyn. Wszystko razem miksowałam  na wolnych obrotach aż ciasto stało się gładkie i nie przyklejało się do brzegów (2-3 minuty). Wtedy zaczęłam dodawać miękkie masło po kawałeczku. Gdy masa wchłonęła tłuszcz dodawałam kolejny kawałek. Pod koniec ciasto było bardzo tłuste i lepiące, więc dodałam te 30 g i to wystarczyło, żeby zebrało się w całość. Wyrabianie z masłem trwało ok. 10 minut. Pod przykryciem odstawiłam do wyrośnięcia na około 1 godzinę. Po tym czasie ciasto wyjęłam z misy, odgazowałam na blacie, włożyłam z powrotem, przykryłam folią i wstawiłam na całą noc do lodówki. Rano wystawiłam z lodówki  na około godzinę, żeby ciasto osiągnęło temperaturę pokojową. Potem podzieliłam masę przy pomocy wagi na 9 równych kawałków. Uformowałam z nich kule, włożyłam je złączeniem do dołu w przygotowaną formę (wcześniej posmarowaną masłem i posypaną mąką).


Przykryłam folią i odstawiłam na ok. godzinę do wyrośnięcia.


Posmarowałam brioszkę rozbełtanym jajkiem. Włączyłam piekarnik - na 180 stopni C z termoobiegiem. Gdy piekarnik się nagrzał posmarowałam po raz drugi. Brioszkę wstawiłam do pieczenia na 35 minut.


Po upieczeniu brioszkę trzeba wyjąć z foremki i ostudzić na kratce. 


Smacznego :)

Źródło - nanterre.fr

Francuska zupa cebulowa.

Francuska zupa cebulowa.

To jedna z naszych ulubionych zup na jesienno - zimową porę.  Syci i dobrze rozgrzewa. Składniki na dwie duże porcje.


1 l esencjonalnego bulionu z warzyw
600 g żółtej cebuli pokrojonej w cienkie półplasterki
1 ząbek czosnku drobno posiekany
1płaska łyżeczka cukru
2 łyżki masła
90 ml białego wina lub sherry
1 łyżeczka octu balsamicznego lub octu ze sherry
sól i pieprz do smaku
gałązki świeżego tymianku

4 grube kromki z bagietki
1/ 2 ząbka czosnku w całości do wysmarowania grzanek
12-130 g startego sera gruyère
1 gałązka tymianku-same listki

Rozgrzać masło na patelni, wrzucić cebulę i cukier, wymieszać i smażyć na wolnym ogniu aż zmięknie i zeszkli się. Następnie dorzucamy czosnek, gałązki tymianku, sól i pieprz. Przykrywamy i dusimy co jakiś czas mieszając, aż będzie miała karmelowy kolor. Gdy cebula jest dostatecznie uduszona, wyciągamy patyczki z gałązek tymianku. podlewamy winem, mieszamy, dodajemy bulion i zagotowujemy. Znów dusimy ją na wolnym ogniu ok. 30 minut. Na koniec doprawiamy octem, ewentualnie solą i pieprzem.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni C z grillem. Tak przygotowaną zupę rozlewamy do żaroodpornych naczynek, w których ją podamy. Grzanki smarujemy z obu stron czosnkiem, z wierzchu posypujemy serem i listkami tymianku, wstawiamy na górną półkę pod grill. Nie podaję czasu, bo piekarniki różnie grzeją. Ser powinien się roztopić i zrumienić. Podajemy po podpieczeniu na stół. Smacznego :)

 Le pain brié - francuski chleb z Normandii.

Le pain brié - francuski chleb z Normandii.

 To typ chleba śniadaniowego, białego, w smaku przypomina mleczne pieczywo podobne do  chałki. Brie w nazwie nie odnosi się do sera, ale do staronormańskiego czasownika brier, co oznacza tłuc. Ciasto tego chleba było intensywnie obrabiane kawałkiem drewna i wielokrotnie składane. Ten sposób wyrabiania owocował drobnym, ale jednocześnie zwartym miękiszem. Dzięki temu le pain brié był trwały przez dłuższy czas. Pieczono go między innymi dla marynarzy na czas rejsu, aby mogli go długo przechowywać. Dziś podaje się go m.in. do owoców morza. 


Le pain brié - francuski chleb z Normandii

Suflet z serem gruyère, rukolą i anchois.

Suflet z serem gruyère, rukolą i anchois.



Proporcje na 2 suflety w ramekinach o wymiarach 9,5 cm szerokości i 6,5 cm wysokości

baza sosu:
3 żółtka jaj M
1,5 łyżeczki musztardy francuskiej
200 ml mleka
80 g sera gruyère, startego na drobnej tarce
16 g mąki pszennej (3 czubate łyżeczki)

3 białka jaj M
szczypta soli
kilka kropel soku z cytryny

garść listków rukoli bez ogonków
3 filety anchois

miękkie masło do wysmarowania ramekinów

Ramekiny wysmarować dokładnie masłem, wstawić do lodówki żeby stwardniało, można też czynność powtórzyć.

Przygotowanie :

Żółtka oddzielić od białek. Białka zachować w oddzielnym naczyniu do ubicia piany. Do naczynia, w którym będziemy przygotowywać bazę wrzucić  żółtka i ubić je na  jasną i gęstą masę. Następnie dodać do żółtek musztardę i mąkę i wymieszać żeby nie było grudek (najlepiej mikserem). Mleko zagotować i następnie przy włączonym mikserze miksować masę z żółtek powoli je dodawać. Gotową mieszaninę przelać z powrotem do garnka, w którym gotowało się mleko i mieszając energicznie trzepaczką rózgową zagotować, aż masa zgęstnieje (jak budyń). Dodać starty ser, który powinien podczas mieszania rozpuścić się. Odstawić do ostudzenia co jakiś czas mieszając. Gdy przestygnie, sprawdzić smak i ewentualnie doprawić.

 Ubić białka na pianę z solą i sokiem cytryny. Rukolę  posiekać. Dwa fileciki pokroić w poprzek na kawałki. Do przestudzonej bazy dodać stopniowo  ubite na sztywno białka z drobiną soli i kilkoma kroplami soku z cytryny. Delikatnie wymieszać trzepaczką rózgową. Następnie dodać rukolę i kawałki filecików,  wymieszać. Wlać masę do ramekinów, na wierzch każdego ułożyć zwiniętą w kółko połówkę filecika anchois (przekroić filet wzdłuż) i wcisnąć go w wierzch masy. Wstawić do nagrzanego na 200 stopni C piekarnika. Po wstawieniu zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i piec 20 minut. Podawać od razu po wyjęciu z piekarnika. Spożywać z dodatkiem czerwonego wina ;)
Arboretum Wirty jesienią.

Arboretum Wirty jesienią.


O Arboretum Wirty - najstarszym leśnym ogrodzie botanicznym w Polsce pisaliśmy wiosenną porą tu - klik. To dla nas bardzo ciekawe, malownicze miejsce warte odwiedzenia. Wiosną wszystko budzi się do życia i tryska zaraźliwą energią. Pąki, kwiaty i liście zachwycają po martwej zimie. Trudno nie wrócić do arboretum jesienią. Nie dlatego, że gdzie indziej nie widać kolorowej jesieni. Po prostu tam różnorodność drzew jest niespotykana. Dlatego wracamy i cieszymy się chwilą pięknej pogody. Ogrzewamy się w słońcu pogodnej jesieni, chłoniemy jaskrawe barwy, wdychamy poranną wilgoć powietrza, w której rozprasza się pomarańczowe światło. Piękno natury w jej najlepszej chwili. Jesienna wizyta odwraca naszą uwagę od edukacyjnej roli ogrodu. Urok jesieni jest tak obezwładniający, że skupiamy się na tym, żeby chłonąć ten moment, ten czas - tak ulotny i krótki.

Jesień w  odcieniach żółci.