Chleb z marcowej piekarni i konfitura pomarańczowa z Mumbaiu.

Do wspólnego pieczenia chleba podchodzę z wielkim entuzjazmem i z przyjemnością przyjmuję zaproszenia Amber. Tym razem propozycję pieczywa podała Jola prowadząca bloga Nasze życie od kuchni, a przepis pochodzi z bloga Danusi Leśny Zakątek. Dzięki naszemu wspólnemu wypiekaniu poznaję nie tylko nowe przepisy, ale i kolejne ciekawe blogi i osoby pełne pasji. Propozycja Joli bardzo mi się spodobała. Skorzystałam też z formy chleba jaką zaproponowała Danusia. Mój chleb wyrastał w koszyku, bo na zdjęciu Danusi taki właśnie spodobał mi się najbardziej. Może dlatego, że na co dzień piekę chleb w foremkach. Pozostawiłam jednak proporcje podane przez Jolę i wyszedł mi ogrooooomny bochen, który zachwycił mnie smakiem i strukturą. Przytaczam przepis Joli z moimi dopiskami w nawiasach, a przepis dołączam do Marcowej Listy "Na zakwasie i na drożdżach" oraz Panissimo
 
 

Chleb pszenno - żytni z prażoną mąką
 
 
 
 
Składniki na zaczyn:

83 g zakwasu z mąki żytniej razowej (dokarmionego 10-12 godzin wcześniej)
165 g mąki żytniej razowej
225 g wody


Składniki mieszamy i pozostawiamy przykryte, na 14-16 godzin w temperaturze pokojowej


Składniki zasmażki:

120 g mąki żytniej (użyłam typ 720)
300 g zimnej wody


Na rozgrzaną suchą patelnię, wsypujemy mąkę i prażymy, cały czas mieszając do uzyskania lekko brązowego koloru. Mąka nie może się przypalić! Przesypujemy na miseczkę i dolewamy stopniowo zimną wodę, energicznie mieszając łyżką albo trzepaczką. Kolor zasmażki brązowy, konsystencja papki. Przykrywamy i pozostawiamy na zbliżony czas do zaczynu (14-16 godzin).
 
Po tym czasie do przefermentowanego zaczynu dodajemy zasmażkę, mieszamy do dobrego połączenia składników. Po czym dodajemy:
 
330 g mąki pszennej typ 650
375 g wody wymieszanej z 2 i 1/4 łyżki soli (użyłam1,5 łyżki)

Znów mieszamy aby składniki połączyły się dokładnie i pozostawiamy na 2,5-3 godzin w naczyniu przykrytym folią. Zapobiega to wysychaniu ciasta, na powierzchni, dodatkowo tworzy się stabilna temperatura, która sprzyja fermentacji ciasta.
 
Po tym czasie do  podrośniętego ciasta dodajemy:
 
600 g mąki pszennej typ 650 (dodałam jeszcze ok.120 g bo ciasto było zbyt rzadkie)

Dosypujemy stopniowo mąkę i wyrabiamy aż ciasto będzie odchodzić od miski i ręki (lub dokładnie mieszamy drewnianą łyżką). Pozostawiamy na 20 min., aby odpoczęło. Przekładamy do koszyka wyłożonego ściereczką oprószoną obficie mąką lub jak proponuje Jola do dwóch keksówek o wymiarach 30×7 cm (wysmarowanych tłuszczem i wysypanych otrębami). Odstawiamy przykryte pieczywo w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Chleb  w keksówkach pieczemy przez 10 minut w 250 stopniach C, następnie zmniejszamy temperaturę do 230 stopni C i pieczemy kolejne 10 minut.  Zmniejszamy temperaturę do 210 stopni C i dopiekamy jeszcze 25 minut. Mój piekł się na blasze najpierw 10 min. w temperaturze 240 stopni, potem 30 min. w temperaturze 230, 20 min. w temperaturze 210 stopni i jeszcze 10 min w 180 stopniach. Chleb jest upieczony, kiedy postukany od dołu wydaje głuchy odgłos. Studzimy na kratce.
 
 
Polecam-bardzo wdzięczne i smaczne pieczywo, piękna-zwięzła i dziurawa struktura, apetyczny smak i zapach. Przed pieczeniem chleba nie nacinałam, delikatnie z wierzchu popękał, ale nie miało to wpływu na strukturę i krojenie.

Chleb pszenno-żytni z prażoną mąką znajdziecie również na blogach:
Arnikowa kuchnia
Bajkorada
Co mi w duszy gra
Fabryka kulinarnych inspiracji
Grahamka, weka i kajzerka
Każdy ma jakiegoś bzika
Konwalie w kuchni
Kuchennymi drzwiami
Kuchnia Alicji
Kuchnia Gucia
Kulinarne przygody Gatity
Leśny zakątek
Małe kulinaria

Moje domowe kucharzenie
Moje małe czarowanie
Nieład malutki
Nie tylko na słodko
Ogrody Babilonu
Polska zupa
Proste potrawy
Przy kuchennym stole
Smak mojego domu
Smakowe kubki
Smakowity chleb
Stare gary
Sto kolorów kuchni
Ugotujmy to
W poszukiwaniu slowlife
Zacisze kuchenne
Zakalce mego życia

 
 
***
 
Pomyślałam, że wpiszę tu też dodatek do pieczywa, z którym wróciłam z Mumbaiu. Był to słoiczek pysznej konfitury pomarańczowej z korą cynamonową. Ponieważ miałam "oryginał", łatwo mi  było  odtworzyć smak w domu. Tak powstał poniższy przepis.

Konfitura pomarańczowa z korą cynamonową
 
 

 
Składniki na 3 małe słoiczki :

2500 g pomarańczy
300 g cukru trzcinowego
2 kawałki kory cynamonowca o długości ok. 8 cm

Pomarańcze dobrze umyć. Dwie dodatkowo sparzyć i zetrzeć z nich cieniutką skórę pomarańczową, wrzucić ją do rondla, w którym będziemy gotować konfiturę.
 
Na desce skroić nożem dokładnie skórę z każdej pomarańczy tak, żeby obkroić albedo (białą warstwę pod skórką). Ma zostać sam miąższ. Wykroić segmenty między błonkami (nad garnkiem, żeby nie tracić soku) i wycisnąć sok ściskając w dłoniach, a resztę odłożyć do naczynia wyłożonego gazą. Po okrojeniu kilku pomarańczy, to co odkładamy wyciskać dokładnie przez gazę nad rondlem, żeby wykorzystać resztę soku (powtarzać z pozostałymi owocami).
 
Po przygotowaniu owoców dodać do całości cukier i połamaną na mniejsze kawałki korę cynamonową.  Gotować na wolnym ogniu do zagęszczenia masy i uzyskania "szklistego" wyglądu konfitury. Zrobić próbę na talerzyku. Jeśli skapnięta z łyżki konfitura zestala się na nim  po chwili i jest lepka to znaczy, że konfitura jest gotowa. Gorącą nakładać do wyparzonych słoików.  Po zakręceniu odwrócić do góry dnem i zostawić do ostygnięcia.
 
Polecam też inne moje konfitury pomarańczowe:
 
Dziś krótko o Mumbaiu, bo temu co widzieliśmy poświęcimy oddzielne posty. Celowo używam nazewnictwa hinduskiego, bo Bombay to nazwa nadana podczas kolonizacji przez Brytyjczyków. Oficjalnie nazwa Mumbai funkcjonuje od 1996 roku.
 
 
Dziś Mumbai liczy prawie 20 milionów mieszkańców. Jest największym miastem Indii, największym portem tego kraju i szóstą co do wielkości metropolią na świecie.
Mimo wielokulturowości trudno się w nim nie wyróżnić. Nie raz byliśmy zaczepiani i robiono nam zdjęcia. Nigdy nie zrobiono nam tylu zdjęć (w większości to zasługa telefonów komórkowych), co podczas tego wyjazdu do Indii. Jednak takie "zaczepianie" było miłe. Podobnie było i z ta grupą i cieszę się, że spontanicznie powstało takie oto zdjęcie :)
 
 
Pięćset lat temu kiedy dotarli do obszaru dzisiejszego Mumbaiu Portugalczycy, na kilku wyspach były małe wioski rybackie.
 
 
Dopiero, kiedy Indie dostały się pod władzę Brytyjczyków, osuszono część terenów, doprowadzono kolej do wybrzeża i uczyniono z tego obszaru "bramę " Indii. Wojna secesyjna w USA spowodowała, że ówczesny Bombay stał się centrum handlu bawełną na świecie, a wybudowanie Kanału Sueskiego i rozwój żeglugi w tym rejonie uczyniło z miasta największy port na Morzu Arabskim.
 
Dziś Brama Indii jest jednym z popularnych zabytków Mumbaiu. Zbudowano ją na południowym wybrzeżu miasta, by uczcić wizytę króla Anglii  Jerzego V i jego żony Marii w 1921 roku.
 
 
Przez nią też przeszli ostatni brytyjscy żołnierze, którzy opuścili Indie w 1947 roku, kiedy kraj odzyskał niepodległość.
 
 
Tu również dokonano ataku terrorystycznego w 2003 roku i dziś na plac  trzeba przechodzić przez specjalne bramki w ogrodzeniu, które okala rejon zabytku.
  
 
Obok Bramy Indii stoi piękny Hotel Taj Mahal, oddany do użytku w 1903 roku. Jego właścicielem był Jamsedji Tata, ten sam który dał początek koncernowi Tata, najbardziej znanej marce Indii w kraju i na świecie. Motywacją do powstania hotelu był fakt, że podczas jednej z podróży odmówiono mu możliwości pobytu w jednym z hoteli ówczesnego Bombaju. Zasada "whites only", była wówczas dość powszechna w popularnych miejscach pobytu Brytyjczyków.
 
 
W 2008 roku islamiści dokonali tu ataku terrorystycznego i zabili 167 osób.
 
  
Mumbai mieści się w większości na wyspie Salsette (zdjęcie satelitarne z Wikipedii).

 
Powietrze w mieście jest "gęste" już od rana.
 
 
Hałas i zanieczyszczenia  spowodowane ogromnym ruchem komunikacyjnym, w którym wyróżniają się czarno-żółte taksówki, skutecznie męczą.
 
 

Miasto upodobały sobie również tysiące wron, kracząc i żebrząc o jedzenie.
 
 
Nic więc dziwnego, że ludzie szukają wytchnienia nad morzem. Na południu miasta przybywają na Marine Drive, ponad czterokilometrowy bulwar.
 

Sporo tu młodych ludzi, którzy umawiają się na randki. W Indiach całowanie się w miejscach publicznych jest zabronione.


Nie zobaczymy też par trzymających się za rękę.


Można też zrelaksować się patrząc w drugą stronę ;)


Na północy Mumbaiu, gdzie mieszkaliśmy tuż przed odlotem popularna jest plaża w dzielnicy Juhu.
 
 
Tu głównie spaceruje się, uprawia sporty, zwłaszcza poranny jogging popularny jest wśród klasy średniej zamieszkującej okolicę.  Hindusi nie korzystają z plaży w takim znaczeniu jak europejczycy. W strefie hoteli jest w miarę czysto, ale wystarczy pójść dalej, by zobaczyć takie obrazy jak poniżej.
 

Nie lepiej przedstawia się sytuacja  w okolicach kultu, tak jak przy słynnym meczecie Haji Ali Dargah, położonym przy półkilometrowej grobli.

 
Wracamy nad morze, a tu pobożne hasła nawołujące do czystości i ... proza życia.
 
 
Na koniec dzisiejszej wizyty popatrzmy na zachód słońca nad Morzem Arabskim. Prawdziwy balsam dla duszy po wyczerpującym dniu.
 
 

 

Komentarze

  1. Nas też ten chleb zachwycił. A u Was jeszcze ta podróż do Indii... Niesamowici ludzie, wrażenia, piękne zdjęcia. Proszę o jeszcze:-). A za wspólny czas w Marcowej Piekarni bardzo dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja dziękuję za wspólne pieczenie. Elu-Indii to dopiero początek, nie wspomnę, że z poprzedniego wyjazdu jest jeszcze dużo do pokazania :) pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Wow , Małgosia, chleb jak marzenie, normalnie w formie bochenka mnie zauroczył , dżem też , że już nie wspomnę o tych fotach z podróży , co jedne piękniejsze

    p.s Małgosia ja jakaś nie kumata i już 3 raz wstawiam linki do listy trzy razy porażka :( Małgosia co po kolei wstawiać , tak łapotologicznie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alciu-w 1 linijce adres strony skopiowany z paska, w 2- tytuł jaki chcesz, żeby wyświetlał się pod zdjęciem (wpisujesz sama), w 3 adres meilowy. Następnie wybierasz zdjęcie/klikasz, które chcesz z pokazanych i klikasz na dole na DONE. Koniec :) Dzięki za odwiedziny :)

      Usuń
    2. udało sie , dziękuje :)

      Usuń
  3. Chleb piękny, z taką konfiturą palce lizać! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bochenek wyszedł Ci cudny! :))
    A lekkość w opisywaniu Waszych podróży powoduje, że nie można przerwać czytania :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu-bardzo Ci dziękujemy, miło nam , pozdrawiamy :)

      Usuń
  5. Małgosiu, przepiekny dorodny bochen Ci się upiekł :-).
    Dziękuję za wspolny czas !

    OdpowiedzUsuń
  6. jednak mam słabość do okrągłych chlebków:) wspaniały wypiek, dziękuję za wspólnie spędzony czas przy piekarniku no i za zabranie w podróż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pegusku- okrągłe chleby to chleby naszego dzieciństwa, dlatego z sentymentu czasem tak pieczemy, pozdrawiamy :)

      Usuń
  7. Ale bochen Ci się upiekł :-) Słusznego rozmiaru:-) Podróż Waszą chłonę za każdym razem:-) Dziękuję za ten wspólny czas;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Marzenko za odwiedziny i wspólne pieczenie :)

      Usuń
  8. Dorodny bochenek :) Z konfiturą musiał wspaniale smakować! Dziękuję za wspólne wypiekanie i pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj pyszny /nie chwaląc się ;D/dziękuje i ja, pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Chlebek upiekł Ci się wspaniale, dziękuję za wspólne pieczenie :)
    Zdjęcia zachwycające...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula i ja Ci dziękuję, pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  10. Wspaniałe zdjęcia! Bardzo chciałabym tam pojechać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu-chcieć to już pierwszy krok do podróży :) Dziękujemy za odwiedziny, pozdrawiamy

      Usuń
  11. Zarówno bochenkowa forma jak i miękisz są mistrzowskie !!! I bardzo dziękuję za wycieczkę po Mumbaiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciu-bardzo dziękuję :) Jeśli masz ochotę, to zapraszamy Cię do kolejnych wpisów o Mumbaiu :)

      Usuń
  12. Chlebkowi niczego oczywiście nie brakuje, ale przyznaję, że opowieść i zdjęcia z podróży pochłonęły mnie bez reszty... I zamarzyła mi się konfitura... Chcę spróbować, jestem ciekawa na ile różni się od korfiańskiej konfitury z kumkwatów, która bardzo mi zasmakowała. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arniko-nigdy nie jadłam konfitury z kumkwatów, trudno mi więc cos podpowiedzieć. jeśli jednak zdecydujesz się zrobić tę ( na co bardzo namawiam ;) to podziel się opinią :) pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  13. Piękny bochenek!
    Cieszę się, że chleb odniósł taki sukces.
    Pozdrawiam Was!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z korzyściami ze wspólnego pieczenia , bo nie dość,że poznajemy nowe smaki ,nabieramy doświadczeń piekarniczych, to w dodatku mamy okazję włączyć się do bardzo wartościowej grupy blogujacych i poznawać nie tylko smaki,ale wspaniałych ludzi.
    Czego przykładem jest Wasz blog. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Bożenko-bardzo nam miło :)

      Usuń
  15. Piękny bochen! i ciekawie było poczytać o Indiach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Własnie to samo lubię w naszym wspólnym pieczeniu:). Ciesze sie niezmiernie, że chlebuś posmakował ... i jak pięknie się upiekł:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Jolu, dziękuję jeszcze raz za trafny wybór przepisu, pozdrawiam :)

      Usuń
  17. Uwielbiam takie ogroooomne bochny! Piękny jest!
    Bardzo lubię z Wami podróżować.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :) choć martwiłam się czy go dostatecznie długo piekłam...:) pozdrowienia

      Usuń
  18. Wspaniały bochenek! Cudowna relacja! Lubię do Was zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Kamilo-jesteś zawsze dla nas miłym gościem :) pozdrowienia

      Usuń
  19. Bardzo, ale to bardzo smakowitą konfiturę zrobiłaś Małgosiu, z tym chlebkiem tworzą idealny duet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu-do tego wyciągam twaróg domowej produkcji i jest pysznie :) pozdrawiam Cię :)

      Usuń
  20. Egzotyczne zestawienie.
    Wybieram jednak chleb. Bardzo smakowicie wygląda.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domowy chleb nie ma sobie równych :) Wybór oczywisty ;) Miło, że nas tu odwiedziłeś, pozdrawiamy

      Usuń
  21. Małgosiu chleb wyrósł Ci bajecznie. Zdjęcia z wojaży rewelacyjne. Pozdrawiam i dziękuję za wspólne marcowe pieczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Dorotko, jestem zadowolona z tego chleba i myślę już o kolejnym ;D pozdrawiam

      Usuń
  22. Chlebek pysznie wygląda! Mam ogromną na niego ochotę, na taką podróż z resztą też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Agnieszko :) O Indiach jeszcze nie raz napiszemy, zapraszam :)

      Usuń
  23. Najpierw przeczytałam Waszą podróżniczą opowieść- zdjęcia piękne, ale chleb również piękny.
    Bardzo dziękuję za wspólne pieczenie- pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu-dziękujemy, pozdrawiamy Cię :)


      Usuń
  24. Jaki piękny bochenek! Konfitura obłędna. Zdjęcia jak zawsze piękne i z przyjemnością je oglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Piękny chleb i jak zwykle zachwycająca fotorelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Odpowiedzi
    1. ;) ta, która jadłaś była w połowie z czerwonych pomarańczy i z większa ilością cynamonu

      Usuń
  27. Piękny ten chleb. Właśnie nastawiłam zaczyn i zasmażkę. Jutro piekę.
    Relacja z Mumbaiu bardzo ciekawa. Czekam na więcej.
    A, i kmonfitury bardzo mi się spodobały, Do wielkanocnego mazurka będą jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to dobrze Wiselko, myślę, że też Ci się chleb spodoba :) Konfitury do pomarańczowego mazurka będą jak najbardziej ok :) tez o tym pomyślałam :) o Mumbaiu będzie jeszcze :)pozdrawiamy

      Usuń
  28. Wspanialy bochen, - pewnie smakowal z konfitura wybornie:) Wcale sie nie dziwie, ze odniosl taki sukces:)
    Bardzo interesujaca fotorelacja z Mombaju, z ciekawym rysem historycznym.
    Pozdrawiam serdecznie
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Grażynko, domowy chleb i domowa konfitura to dobre połącznie :) pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  29. Właściwie to nie wiem, co mam komplementować bardziej - chleb, czy opowieść bombajową. Jedno i drugie cudowne.
    Dzięki za wspólne marcowe chlebowypiekanie
    pozdrawiam serdecznie
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcinie-dziękujemy za odwiedziny, pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  30. Pyszny chlebek..dzięki za wspólne pieczenie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Cudny ten bochen a konfitura bardzo aromatyczna :)! Dobrze choć wirtualnie odwiedzić niektóre miejsca... Dziękuję za wspólne pieczenie i pozdrawiam :)!

    OdpowiedzUsuń
  32. Hej, chcialbym Ci powiedziec, ze posiadasz naprawdę niezaprzeczalnie wielki talent do pisania :) To wazne, jeśli chcesz pod wzgledem pisania kierowac swoja przyszlosc i ewentualna kariere ;) a ta jeśli naprawdę chcesz, to uwierz mi, osiagniesz :) A to dlatego, ze takie wielkie talenty w koncu muszą zostac docenione, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Chlebek własnego wypieku i konfitury własnego wyrobu to najlepsze, co może człowie zjeść. Chociaż ja pomarańczowych chyba jeszcze nie jadłem... no ale wszystko przede mną. Najbardziej lubię wyroby z naszych rodzimych owoców. Jabłka, gruszki, maliny, tuskawki. Eh, no ale sezon na owoce dopiero przed nami, już nie mogę się doczekać gdy będe mógł jeść je świeże a pod koniec sezonu będę wkładał troszkę lata w słoiki, by je otworzyć w zimne zimowe wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Konfitury zapisane w kajecie, muszą być pyszne uwielbiam też z imbirem
    a Mumbai byłam ale bardzo krótko, duszno, parno, choć zupełnie inaczej niż u nas, skończyłam właśnie czytać książkę Tropiąc Bin Ladena Aleksandra Makowskiego, o planowanych zamachach w 2003 i 2008 wiedziały już wywiady amerykański, brytyjski, ( nie chciały dać wiary) bo jakiś tam mały nic nie znaczący polski wywiad dostarczał stosowne wiadomości z Afganistanu, ot proza życia
    j

    OdpowiedzUsuń
  35. Lubię też piec chlebki, ale jakoś nie mam cierpliwości do takich, które muszą swoje odleżeć, żeby nabrać "mocy urzędowej" hihi :)
    Muszę się w końcu "zmusić" bo Twój chlebek wygląda obłędnie! :)
    Konfiturka też zachęca do spróbowania, zastanawiam się czy wyszła by też z różowego grejpfruta, który zalega mi w domu ;)?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...