O kruchych ciasteczkach, lemon curd i kawie u Karen Blixen.

Stałam na środku piaszczystej drogi. Czułam na sobie ciepło afrykańskiego słońca.


 
Rozgrzana ziemia i powietrze oddawały żar kończącego się dnia. Wokół żadnych odgłosów cywilizacji, jedynie śpiew ptaków na rosnących przy drodze baobabach.


Nagle tuż za mną poczułam lekkie drżenie ziemi, a za chwilę głuche odgłosy ciężkiej masy ciała… Stałam nie mogąc się odwrócić… czekałam na to, co się stanie… Poczułam za sobą obecność dużej istoty, której oddech poruszył na plecach moje ubranie… a potem delikatne dotknięcie na ramieniu. Po chwili „coś” zaczęło dotykać badawczo mojej szyi. Mocno pomarszczona i sucha skóra próbowała zbliżyć się do mojego policzka…. To była trąba słonia, która potargała mi włosy.


Już miałam odwrócić się, gdy… Usłyszałam głos kobiety ”proszę zapiąć pasy, będziemy za chwilę lądować”. Poczułam się kompletnie pogubiona…ale już wiedziałam… To co miało mnie niebawem spotkać, po prostu było snem...tuż przed lądowaniem w Nairobi... Czy spełnią się słowa pisarki Karen Blixen "Nigdy nie widziałam kraju tak pięknego, że sama kontemplacja tej piękności potrafi uszczęśliwić człowieka na całe życie"? Na to pytanie niebawem znalazłam odpowiedź. 


***

Dziś zapraszam na kawę do Karen Blixen, autorki książki "Pożegnanie z Afryką". Afryka...podobnie jak u duńskiej pisarki na zawsze zmieniła moje życie, tylko ja (przynajmniej na razie ;) nie zamierzam o tym pisać :)

Najpierw słodkie co nieco do kawy...

To bardzo kruche i kuszące ciasteczka. Dzięki temu, że masło jest ucierane podczas wykonania masy, ulega ona napowietrzeniu i struktura ciastek nie jest zwarta jak w tradycyjnych kruchych wypiekach, ale lekka i delikatna, wypełniona mini-komorami powietrznymi. Jak już je robię to z potrójnej porcji, którą dzielę na trzy części robiąc trzy rodzaje smaków :)

 

Kruche ciasteczka na trzy sposoby


 
składniki na jedną porcję (ok. 20 szt)


I wersja/podstawowa

130 g masła
180 g mąki krupczatki
40 g drobnego cukru
1 łyżeczka ekstraktu wanilii



II wersja/ciasteczka lawendowe

trzy pierwsze składniki + 1 łyżka suszonych kwiatów lawendy



III wersja/cytrynowa

trzy pierwsze składniki + skórka otarta z 2 cytryn i 1/2 płaskiej łyżeczki nasion anyżu zmiażdżonych w moździerzu


Włączyć piekarnik na 200 stopni. Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Potem dosypać mąkę i dodać pozostałe składniki w zależności od rodzaju ciasteczek. Masę rozwałkować na grubość ok. 3mm (ja robię to między dwoma kawałkami folii spożywczej) i wycinać dowolne formy lub pokroić nożem na równe kawałki. Ciasteczka rozlewają się nieco podczas pieczenia, więc branie do nich jakiś precyzyjnych form nie ma sensu. Układać na blasze z rezerwą odległości od siebie. Piec ok. 10 min/aż się zezłocą na blasze wyłożonej pergaminem. Przechowywać w szczelnej puszce, żeby nie chłonęły wilgoci i zachowały kruchość.

 
***

Bardzo dobrym dodatkiem do ciasteczek może być lemon curd. Przepis powstał na bazie pomysłu M. Roux z drobnymi zmianami.

Lemon curd
6 cytryn
225g cukru
75g mąki kukurydzianej
100g masła
6 żółtek
70ml wody

Zetrzeć skórkę z 4 cytryn, wycisnąć sok ze wszystkich owoców. Ja robię to bezpośrednio do garnka, w którym będę przyrządzać lemon curd (jednak sok wyciskam nad sitem, żeby nie wpadały pestki i cząsteczki miąższu). Dodać wodę i odlać z tego wszystkiego trochę  płynu do naczynia, w którym rozpuścimy mąkę ( jak na budyń). Do pozostałej masy w garnku dodać cukier i masło, całość doprowadzić do wrzenia.
Mąkę kukurydzianą wymieszać z odlanym płynem i gdy już masa się gotuje, zestawić garnek z płyty/palnika, wlać mieszaninę z mąką i cały czas mieszać (najlepiej trzepaczką rózgową) stawiając garnek znów do zagotowania.  Gotować ok.2 min, zdjęć z "ognia". Dodawać do masy po jednym żółtku bez przerwy mocno mieszając masę, żeby żółtko nie ścięło się. Gotowe :)


Uwaga :
- mąka kukurydziana gęstnieje dopiero kiedy osiągnie tzw. punkt wrzenia; jeśli będziemy masę tylko podgrzewać to będzie ona płynna, a jeśli ją będziemy gotować zbyt długo straci gładką strukturę i będzie grudkowata (można spróbować uratować ten stan przecierając krem przez sito lub zmiksować i ujednolicić),
-warto posypać otrzymany lemon curd na wierzchu cukrem pudrem, wtedy nie powstanie gruby "kożuch".

Polecam Wam również pyszny lemon curd D.Lebovitza bez dodatku mąki.

*******

O kawie do ciasteczek ...

Zapraszam dziś do Nairobi, stolicy Kenii, do domu w którym mieszkała Karen Blixen. Zawsze kiedy myślę o jej powieści wspominającej przeżycia autorki na czarnym kontynencie, czy o filmie Sydneya Pollacka będącego ekranizacją "Pożegnania z Afryką", przypominają mi się słowa "Miałam w Afryce farmę u stóp gór Ngong"...

Oto  w tle Góry Ngogng widoczne z dawnej posiadłości Karen Blixen. W języku Masajów oznaczają kostki dłoni, gdy zwiniemy ją w pięść. Rzeczywiście ich profil z daleka jest do tego podobny.
 
 
Do domu Karen Blixen w dzielnicy Karen, w Nairobi, dotarliśmy wprost z lotniska po jakiś 40 min. jazdy taksówką. Poznałam go od razu…widziałam ten dom w „Pożegnaniu z Afryką”.


Chodziliśmy po  nim, oglądając eksponaty - rzeczy, które pozostawiła po sobie pisarka i te pochodzące z filmu Sidneya Pollacka.
 

Cisza i spokój pozwalały choć przez chwilę poczuć atmosferę Mbogani House (z lewej ubranie Meryl Streep, odtwórczyni pisarki w filmie). 


W domu tym pisarka zamieszkała w 1917 roku, wcześniej wraz z mężem-Brorem zajmowali położony kilka kilometrów dalej Mbagathi House, który był znacznie mniejszy. W Mbogani House Karen Blixen mieszkała do 1931 roku, kiedy to wróciła… na zawsze… do Europy. 


Pokoje są zagrodzone, robię zdjęcia pod światło, ale dla mnie to nie ma znaczenia. Jestem mocno przejęta tym, że tu dotarłam (po lewej stronie, na bibliotece stoi słynny z filmu zegar z kukułką). 

  (sypialnia pisarki, a poniżej salon)
 
Dom ozdabiają obrazy namalowane przez Karen. Poczucie ciszy i brak jakichkolwiek osób powodują, że cieszę się w wyjątkowy sposób pobytem. Delektuję się tymi chwilami, wspominam sceny znane mi z filmu. Momentami mam wrażenie jakby dom opustoszał tylko na chwilę. 


Życie Karen Blixen było dużo bardziej skomplikowane, niż opisała je w powieści. W 1914 roku, w wieku 28 lat  wyjechała do Kenii i wzięła ślub z Brorem von Blixen Fincke. To małżeństwo przypominało bardziej pakt niż prawdziwy związek (polegało m.in. na obdarzeniu K.Blixen tytułem baronowej, wniosła ona do małżeństwa kapitał, za który nabyli farmę kawy). Bror, niepoprawny kobieciarz i Karen rozeszli się w 1921 r. i przez następne lata pisarka  prowadziła farmę samodzielnie.

( zdjęcie K. Blixen i D.Finch Hattona ze strony klik)

Jej wielką miłością był Denys Finch Hatton. Ten brytyjski arystokrata  wyjechał  z Anglii i zajmował się organizowaniem safari dla bogatych klientów. Pokazany w powieści i w filmie romantyczny związek przeżywał w rzeczywistości wiele tragedii-utratę ciąży Karen Blixen, czy zdradę Denysa. Nie ulega jednak wątpliwościom, że dla duńskiej pisarki był on miłością życia. W filmie i w rzeczywistości Finch Hatton ginie w katastrofie samolotowej. Różnica w zakończeniu jego losów polega na tym, że w rzeczywistości jego prochy rozsypano nad górami Ngong, a nie zakopano w grobie jak pokazano to na filmie. Odtwórcą roli Dynysa był Robert Redford, a Karen Meryl Streep.

out_of_africa34.jpg
(zdjęcie ze strony klik)
 
Drugą ważną osobą w życiu Karen Blixen, w Kenii  był Farah Aden grany w filmie przez Malick'a Bowlens'a. Pisząc do swojej matki w liście w 1922 r. wspomniała o Somalijczyku "Farah, którego kocham niemal najbardziej na świecie". Była to jednak miłość o przyjacielskim podłożu. Farah pełnił w domu rolę majordomusa, szofera, skarbnika, tłumacza, powiernika i przyjaciela.

meryl streep's style-out of africa (28)
(zdjęcie ze strony klik)

Duńska pisarka opublikowała swoją afrykańską powieść w 1937r. Kiedy w 1939 roku pisała list do swojego krewnego - wspomniała, że połowa jej osoby spoczywa w Ngong, a druga ocalała połowa - "no cóż, może nie na cmentarzu, lecz w jakiś dziwny sposób w przeszłości, czy też może we wszechświecie i jest całkowicie oderwana od życia". Karen Blixen zmarła w  rodzinnym majątku, Rungsted w  Danii, w 1962r. mając 77 lat.
Muzeum w jej dawnym domu w Nairobi powstało dzięki zabiegom duńskiego rządu i otwarto je w 1986r.
 

Owoce kawowca rosnącego przy wejściu do domu-muzeum Karen Blixen w Nairobi.

 











 
 
 
 



Zdjęcie Karen Blixen z okresu pbytu w Kenii ze strony klik
 
Zainteresowanym polecam bardzo ciekawą  książkę " Karen Blixen. Afrykańska odyseja" Jeana-Noela Liaut. 

Komentarze

  1. "Pożegnanie z Afryką" to mój najbardziej magiczny film, który za każdym razem oglądania odbieram inaczej, ale za każdym razem z zapartym tchem.

    Ciasteczka bardzo smakowite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiku- mam takie same odczucia :) pozdrawiam serdecznie M.

      Usuń
  2. Uwielbiam ten film!
    Ale Twoje ciasteczka z lemon curdem też.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poczulam,ze chodze po tym domu z Toba,
    poczulam zapach Afryki,
    zaczytalam sie "o znanym", a na nowo opisanym...

    Z tego wszystkiego nie posmakowalam nawet ciasteczek;)
    Bede musiala tu wrocic:)
    Grazyna
    ps.lubie dodac do mieszanek herbaty suszone platki lawendy
    Pozdrawiam Malgosiu, zabralas w mnie w zaczarowana podroz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko-miło , że zajrzałaś :) na ciasteczka zapraszam serdecznie.Możesz przyjść z własną herbatą z lawendą ;D Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam :)))))

      Usuń
  4. Z cała pewnością 'Pożegnanie z Afryką" to film, który lubię najbardziej i oglądałam go nie jeden i nie dwa razy. Uwielbiam atmosferę tego filmu, scenerię. Filim za każdym razem pochłania mnie równie mocno. Nigdy nie marzyłam jednak, aby pojechać tam, gdzie toczy się akcja filmu, nigdy nie pomyślałam, aby odetchnąć gorącym kenijskim powietrzem i pójść na wzgórze, na którym spotykały się lwy. Nawet nie marzyłam... a przecież musi być to fascynująca wyprawa, dostarczająca wielu doznań i wzruszeń. Twój post bardzo przybliżył mi te miejsca i ożywił filmowe wspomnienia. Książka zapisana do wypożyczenia, film ponownie do obejrzenia. Przygotowuję pudełko chusteczek i ciasteczka lawendowe. Przenoszę się z Tobą do Afryki...
    Zdjecia piękne. Chciałabym, żeby mogły być jeszcze większe. Większe i większe, aby bez uruchamiania wyobraźni można było stanąć na ich progu, przejść na drugą stronę i być tam...bo wszystkie te kadry warte są aby w nie przeniknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Afryka ma w sobie niepowtarzalną magię...choć jak wszystko na tym świecie posiada też ciemną stronę. jest jednak nieprawdopodobnie piękna i żadne zdjęcia...nawet formatu ściany nie oddadzą tego co czuje się będąc tam na miejscu. Często tęsknię za czarnym lądem...ale wrócę ...wiem , że inaczej być nie może. Karen Blixen jest mi bardzo bliska, kochała Afrykę, jej mieszkańców, fascynowała ją kuchnia, zbierała przepisy od szefów kuchni.Żałuję, że nie mam zdjęć z kuchni...ale wszystkie w środku zrobiłam i tak wbrew zakazom;)Pozdrawiam M.

      Usuń
  5. al piękne zdjęcia ., jak pachną afryką , cuda
    A z ciastek wszystkie fajne ,a te lawendowe , hmmmmmmmm.............

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margot...te lawendowe to są hmmm ;D pozdrwiamy

      Usuń
  6. Zjadłabym z chęcią każdy rodzaj tych kruchych ciasteczek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczęstować- niestety- możemy tylko wirtualnie :) pozdrawiamy i cieszymy się z Twoich odwiedzin.

      Usuń
  7. Uroczy post: piękne zdjęcia, piękna opowieść. I ciasteczka kuszą. Lubię tu do Was zaglądać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Tarzynko. Odwiedziny u Ciebie są dla nas również wielką przyjemnością , pozdrawiamy

      Usuń
  8. Pięknie napisane, wspaniale się czyta, początek naprawdę potrzymał mnie w napięciu :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Karolino , również pozdrawiamy serdecznie :))))))))))

      Usuń
  9. Malgosiu,
    dziekuje za mily komentarz.
    Jezeli masz/macie ochote na wspolne pieczenie,wysle zaproszenie przy kolejnej piekarniczej akcji.
    Pozdrawiam.
    Amber

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy i polecamy się pamięci :) pozdrowienia MiP

      Usuń
  10. Przepis na ciasteczka interesujący, wybieram wersję z lawendą plus obowiązkowo lemon curd :)- muszę ten przepis koniecznie wypróbować któregoś dnia; relacja z pobytu w domu Karen Blixen również b. ciekawa, pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń
  11. Iwonko-bardzo dobry wybór ;)pozdrawiamy MiP

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniała przygoda...zazdroszczę :) Pamiętam jak namówiłam rodziców na film Pożegnanie z Afryką...tata zasnął..film z pięknymi plenerami, ale był za długi :))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz