Kurczak Nihari. Aromaty nie tak całkiem starego Old Delhi.

Cynamon, pieprz, anyż, goździk, gałka ... Święta Bożego Narodzenia? Jeszcze nie. Wracamy do Indii...

Kiedy dojechaliśmy do stacji New Delhi i wyszliśmy na ulicę, rzucił się na nas spory tłumek rikszarzy. Szybkie negocjacje i nawet nie wiem jak nasze bagaże znalazły się w rikszy rowerowej najbardziej obrotnego, choć całkiem drobnego z postury mieszkańca Delhi. Do hoteliku było jakieś 2.5 kilometra. Przez chwilę troszkę pod górę, bowiem trzeba było przejechać mostem nad torami kolejowymi. Pozostały więc wspomnienia jedynej przejażdżki "taksówką", którą musiałem pchać, by dojechać na miejsce. Po kilkunastu minutach byliśmy w Old Delhi. Już wtedy poczułem kulinarne zapachy ulicy.

KURCZAK NIHARI


(porcja na 4 osoby)

Mieszanka przypraw:
kilka ziaren czarnego pieprzu
2 łyżeczki nasion kuminu
2 łyżeczki nasion kopru włoskiego
2 goździki
łyżeczka nasion kolendry
1,5 cm kory cynamonu
3 suszone papryczki chili, pozbawione nasion (ilość zależy od preferowanego poziomu pikanterii)
strąk kardamonu czarnego
strąk kardamonu zielonego
kawałeczek gwiazdki anyżu

Przyprawy wkładamy na rozgrzaną patelnię, trzymając przez minutę, dwie na średnim, by wydobyć z nich aromat. Po kilku minutach przekładamy do moździerza.

Dodajemy jeszcze:
łyżeczkę garam masala
pół łyżeczki kurkumy
szczyptę startej gałki

Ścieramy całość w moździerzu i odkładamy.

Pozostałe składniki:
4 tylne ćwiartki kurczaka (udo z nogą)
po łyżce oleju i masła klarowanego
2 cebule
sól do smaku
1cm posiekanego imbiru
1 duży ząbek czosnku
łyżka mąki kukurydzianej + ciut zimnej wody
łyżka posiekanych liści kolendry

Przygotowanie:

Ćwiartki kurczaka kroimy na trzy części. Obsmażamy przez chwilę na klarowanym maśle, po czym zdejmujemy skórę z kurczaka, odkładając mięso do dalszej obróbki. Skórę odrzucamy.

Na tłuszcz ze smażenia kurczaka wrzucamy cebulę, smażąc ją przez minutę. Dokładamy posiekany czosnek i imbir, smażąc dalej wraz z cebulą. Po chwili dokładamy kurczaka, posypujemy go przygotowaną mieszanką przypraw, solimy, chwilkę jeszcze obsmażamy i dodajemy około litra wody. Całość zagotowujemy, przykrywamy po czym dusimy na BARDZO MAŁYM ogniu przez 75 minut. W trakcie możemy obrócić kawałki mięsa, które częściowo zanurzone są w aromatycznym płynie.

Po tym czasie wykładamy kawałki kurczaka, zaś sos redukujemy do połowy objętości. Dodajemy łyżkę mąki kukurydzianej rozpuszczonej w zimnej wodzie, gotując i mieszając. Sos lekko się zagęści. Wkładamy z powrotem kawałki kurczaka do sosu i dusimy pod przykryciem przez kolejne 20 minut. Wyłączamy ogień.

Danie można zrobić dzień wcześniej. Wówczas jeszcze lepiej przejdzie aromatami przypraw. Na noc włóżmy je do lodówki, przed podaniem po prostu poduśmy je 10 minut na niewielkim ogniu,

Kawałki kurczaka podajemy z dużą ilością sosu, posypanego posiekanymi liśćmi kolendry. Idealnym dodatkiem będzie chlebek naan, który maczamy w naszym pikantnym, aromatycznym sosie.

CHLEBEK NAAN


Różne są przepisy na ten klasyczny dodatek do dań hinduskich. Poniższy pochodzi od Shashi, u której uczyliśmy się gotować będąc w Udaipurze. Jest bardzo prosty i nie wymaga użycia pieca tandoori lecz zwykłej patelni.

Składniki (na 4 duże naan):
500 ml mąki pszennej (lepiej z ciecierzycy, ale niekoniecznie)
6 łyżek gęstego jogurtu
ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej
łyżeczka cukru pudru

Wykonanie:

Wyrobić ciasto z powyższych składników. Zmoczyć rękę wodą i przez chwilę jeszcze wyrabiać. Jeśli trzeba należy dodać ciut mąki. Odstawić przykryte ciasto na pół godziny w ciepłe miejsce. Po tym czasie ciasto powinno być miękkie, elastyczne, nieklejące się do rąk. Podzielić ciasto na cztery części. Każdy kawałek uformować, a następnie rozwałkować na dość cienki okrągły lub owalny placek, ciut grubszy od naszych naleśników. W czasie wałkowania użyć trochę mąki, by ciasto nie przywierało do wałka i podłoża.



Gotowy placek rzucić na rozgrzaną patelnię bez tłuszczu (można też posmarować patelnię niewielką ilością masła klarowanego). Po około dwóch minutach zaczną robić się pęcherze, a placek zacznie się nadymać. Przełożyć na drugą stronę i delikatnie naciskać brzegi placka papierowym ręcznikiem, obracając go powoli na patelni. Smażyć przez jakieś dwie, trzy minuty. Kiedy zobaczymy przypieczone plamki na placku, naan jest gotowy. Możemy go znów odwrócić i piec z drugiej strony jeszcze chwilkę. Odkładamy go przykrywając folią aluminiową, by nie ostygł. Pieczemy analogicznie kolejne placki.

***

Delhi nie zawsze było stolicą Indii. Położone nad Yamuną na trasie między centralną, a południowo-wschodnią Azją było jednak istotnym dla podróżujących punktem. Jako zlepek co najmniej ośmiu miast pamięta czasy sięgające prawie 3000 lat wstecz.

Old Delhi, w przeciwieństwie do swej nazwy jest miejscem młodym. Zbudował je Shah Jahan, ten sam który później opłakiwał swą przedwcześnie zmarłą żonę i który wzniósł ku jej pamięci Taj Mahal. Pomiędzy rokiem 1638, a 1648 wybudował w Delhi Red Fort.



Były to czasy świetności Mogołów. Czasy przesadnie wystawnych uczt, ceremoniałów w których brały udział hordy słoni, budynków władcy wysadzanych drogimi kamieniami, zastępów usłużnych eunuchów czekających na skinienie możnych.
O Czerwonym Forcie, perełce mogolskiej architektury opowiemy innym razem. W pobliżu tego gigantycznego tworu powstało Old Delhi. Wiek siedemnasty. To jak niemowlę w skali historii Indii.
Dziś miejsce to wabi bazarami i rozwiniętym na szeroką skalę handlem, pełne jest rzemieślników, świadczących różnego rodzaju usługi, wreszcie mieści Jama Masjid, największy meczet w Indiach, który jest w stanie pomieścić 25.000 osób.


To nie tylko miejsce modłów, ale również miejsce spotkań, wymiany poglądów, czy odpoczynku z możliwością obserwacji życia ulicy. Nam nie było dane wejść do środka. Modły. Musieliśmy zadowolić się zerknięciem do wewnątrz i chłonięciem atmosfery przedsionka ogromnego miejsca kultu.


Chandni Chawk to główna arteria Old Delhi.


Na tej i okolicznych ulicach żądzą rikszarze, wózkowi, motorowery, znacznie rzadziej samochody.



Częściej zaś krowy, przyglądające się ulicznemu życiu. Czasem blokujące ruch. Bo są święte.


Chodząc po Old Delhi, trafiamy co i rusz na przedstawicieli różnych zawodów. Zróbmy sobie przegląd choćby małego wycinka tutejszych profesji.

Królestwo fryzjera to fotel i lustro na ulicy. Obowiązkowo też zadowolony klient. Parkujący swoim SUV-em w zakładzie.


Kucharze gotują i serwują świeże dania. Najlepsze są te jednogarnkowe. Zapowiadają feerie smaków i aromatów.


Elektryk to pożądana fucha. Nie ma łatwego zadania w plątaninie kabli.


Pytanie tylko, czy to on sam jest autorem poniższych projektów, czy może koledzy po fachu.



Wszędobylscy rikszarze, czekają lub aktywnie poszukują klienta.


Nazwijmy ich "transportowcy". Dostarczają wózkiem paki czegoś, co dla kogoś wydaje się istotne.


Sklepikarze z żywnością mają łatwo, bo ich kolorowe stragany nie tyle szepczą, co krzyczą.



Ci od sukna przyjmują mniej klientów, choć pewnie marże mają wyższe. Skąd to przekonanie? Popatrzcie na tą roześmianą twarz właściciela.


Handlarze lampami wabią wzrokiem, jednak popyt widać niewielki. Może wieczorem będzie lepiej. 


Całe zastępy malarzy, dekarzy, murarzy czekają na kogoś, kto zechce skorzystać z ich usług. To taki punkt zborny. Nie potrzeba reklamy, czy internetu, by oferować swój czas. Jest go tu bowiem w nadmiarze.


Są też stróże porządku, wyposażeni w kije. Nie omieszkają przetrącić nimi kogoś kto wydaje się im nieposłuszny.


Są żony. To też swego rodzaju profesja.


No i "niebieskie ptaki", chowające się gdzieś po kątach. Niby niewielu, ale kątów ci tu całe zatrzęsienie.


Trafiamy do Gurdwara Sis Ganj Sahib. To święte miejsce upamiętnia Sikha Guru, który został ścięty w 1675 roku na polecenie Aurangazeba za odmowę przejścia na Islam.


Sikhów poznacie po charakterystycznych szablach u boku i turbanach. Nie zawsze tak gigantycznych.


Znani są z pokojowego nastawienia i wspierania biednych. Rozdają dwadzieścia pięć tysięcy posiłków dziennie. A wszystko finansowane jest z ofiar i pracy społecznej.
Mężczyźni przygotowują aromatyczny sos do...


... chapati lepionych przez kobiety...


... pieczonych później na gorących piecach przez inne panie,


by wykarmić tłumy ludzi potrzebujących strawy.


Całkowicie za darmo. Jedliśmy. Daj Boże takie pyszności w naszych stołówkach.

I tak żyje sobie ulica Old Delhi.



Żyją sobie ludzie ciekawi świata...



... i ci może trochę znudzeni...



 ... czekający co się stanie za chwilę, czy za godzin parę.


Old Delhi. Dla tych ludzi takie życie to norma, codzienność.



Dla nas Europejczyków to skansen pod gołym niebem.



Mamy dla nich wszystkich wiele pozytywnych uczuć. Spotkania i rozmowy z nimi były zawsze pełne emocji. Hindusi są bowiem bardzo otwarci i ciekawscy.

Choć to inna kultura - marzenia i dążenia podobne do naszych.

Komentarze

  1. Małgosiu dziękuję za tę podróż do Indii :) Wspaniałe zakończenie dnia!
    Kurczak już mi pachnie, będę musiała zrobić po świętach !
    Wesołych Świąt dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Łucjo-Tobie również życzymy wspaniałych Świat :)

      Usuń
  2. Super zdjęcia, ciekawa relacja. Wszystkiego dobrego w podróży!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapachniało przyprawami!
    Ciekawy przepis,piękna relacja i zdjęcia.
    Wesołych Świąt,niezwykłych podróży w Nowym Roku i wspaniałych przepisów!
    Serdecznie pozdrawiam-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego również od nas dla Ciebie :) pozdrawiamy

      Usuń
  4. Ale zapachy i jaka piękna, pełna wrażeń podróż... Małgosiu i Piotrze, pełnych radości Świąt Wam życzę, Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Elu-Tobie również życzymy wspaniałych Świąt :)

      Usuń
  5. Dziękuję za wycieczkę po Delhi :)
    Po kilku dniach świątecznych spędzonych przy polskich potrawach, chętnie dla odmiany zjadłabym coś hinduskiego :)
    Przy okazji chciałam Wam życzyć radosnych Świąt spędzonych w rodzinnym gronie, pysznych potraw, wymarzonych prezentów i oczywiście kolejnych wspaniałych podróży w nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuziu-to oczywiście mała część Delhi...jeszcze o tym mieście napiszemy :) Dziękujemy za odwiedziny, życzymy Ci wspaniałych Świąt :)

      Usuń
    2. U nas sanepid by nie pozwolił gotować na ulicy.

      Usuń
    3. U nas czyli gdzie, Drogi Anonimowy?

      Usuń
  6. super relacja i jak zwykle wspaniałe zdjęcia. Aż poczułam tamtejszą atmosferę :) Plątanina kabli świetnie uchwycona :D
    Wesołych Świąt Wam życzę Małgosiu i Piotrze. A w nowym roku kolejnych niezapomnianych podróży w nowe wspaniałe miejsca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plątanina kabli to specjalność wielu krajów, w tym Indii ;) Dziękujemy za życzenia, które odwzajemniamy :)

      Usuń
  7. Ten gigantyczny turban mnie powalił (bo tego pana jak widać nie ;))
    Wesołych Świąt Kochani! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałem się tutaj rozczulić nad kurczakiem, który wręcz woła do mnie "przyrządź mnie", ale przeczytałem wpis do końca i teraz rozczulam się nad Delhi ;) Zawsze zazdrościłem każdemu, kto miał okazję się tak znaleźć. Pomimo smutnej panującej biedy, cała pozostała oprawa - architektura, smaki, zapachy, te kolorowe tkaniny no i riksze - od razu rozkochują w sobie człowieka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Delhi ma dużo więcej do zaoferowania, Old Delhi ma swój klimat ale jest mnóstwo imponujących miejsc w mieście. Dziękujemy za Twoje odwiedziny, pozdrawiamy serdecznie i namawiamy na kurczaka ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...