Z wizytą u Moneta. Kulinarnie - lekka klasyka kuchni francuskiej.

Dziś Wigilia - dzień wyjątkowy. Dlatego zapraszamy Was w miejsce dla nas szczególne. Mieliśmy od dawna wielką ochotę odwiedzić Giverny. Uwielbiamy impresjonistów, a Claude Monet jest nam szczególnie bliski. Giverny to miejsce jego życia przez 43 lata. Do tego proponujemy lekkie danie :)
  

Kiedy mamy niewiele czasu na gotowanie, a chcemy zjeść dobrze, mając przy okazji alibi do konsumpcji kolejnej butelki wina, przychodzi nam na ratunek klasyka kuchni francuskiej. Prosto z Normandii, choć danie jest popularne wszędzie, gdzie dociera morze. Na północy, czy południu kraju. Gotujemy dziś moules mariniere, czyli mule po marynarsku. Przyznam, że będąc we Francji przetrzebiliśmy znaczną populację tych skorupiaków. Dania z nich są proste, szybkie, pyszne, dostępne wszędzie (niekoniecznie u nas) i tanie (jak wyżej).
Klasyka wymaga atencji. Nie ma miejsca na eksperymenty. Składniki są oczywiste, choć ich ilość ... właściwie dowolna. O ile balans smaków będzie odpowiedni.

MULE PO MARYNARSKU
(Moules Mariniere)



Składniki:
2kg małży (oczyszczonych i opłukanych na sicie zimną wodą)
łyżka masła
2 ząbki czosnku, drobno posiekane
2 szalotki, drobno posiekane
pół pęczka pietruszki, drobno posiekanej
kilka gałązek tymianku
liść laurowy
150ml białego wytrawnego wina
120ml śmietany kremówki
pieprz do smaku

Wykonanie:
W dużym garnku rozpuszczamy masło na patelni. Dodajemy posiekany czosnek, szalotkę, gałązki tymianku i liść laurowy. Gotujemy chwilę, by wydobyć aromat. Wrzucamy oczyszczone małże, wlewamy wino, podkręcamy ogień i przykrywamy przykrywką. Chwile później zmniejszamy ogień do średniego. Gotujemy kilka minut wstrząsając garnkiem co chwilę. Małże będą dusiły się przykryte, otworzą się pod wpływem gorąca i nabiorą aromatu pozostałych składników. Na koniec dodajemy posiekaną zieloną pietruszkę i śmietanę. Mieszamy i gotujemy jeszcze chwilę. Można przyprawić pieprzem, acz nie jest to konieczne.

Danie podajemy z bagietką i białym winem.

Kilo muli na osobę? Dlaczego nie? Jeśli zaplanujecie połowę porcji to będzie to pożywna przystawka, albo delikatna kolacja.
***
Claude Monet - czołowy malarz francuskiego impresjonizmu. Niezwykle bliski mi  ze względu na swoją wrażliwość i zamiłowanie do kwiatów, szczególnie nenufarów. Opuścił Paryż na zawsze, gdy miał 43 lata. W 1879 r. zmarła (na gruźlicę) jego ukochana żona Camille. Na jej leczenie wydał wszystkie pieniądze. Załamany postanowił uciec od ludzi. Znalazł dla siebie nowe miejsce do życia-Giverny. Mieszkał tu w latach 1883-1926, aż do śmierci.

Wszędzie gdzie zamieszkiwał zakładał ogrody. W Giverny wcześniej wynajmował posiadłość. Po zakupie jej w 1890r. zatrudnił pięciu ogrodników, konsultował stworzenie ogrodu ze sprzedawcami nasion i sadzonek w ogrodzie botanicznym w Rouen.


Stworzył ogród, w którym można było malować niemal każdego dnia. Sprowadził rośliny z Azji i Ameryki Południowej. Do tego poprawie uległa jego sytuacja finansowa. Jego obrazy znajdowały coraz więcej nabywców.



W 1893 roku Monet dokupił sąsiednią działkę i uzyskał zgodę na przekierowanie nurtu rzeczki Ru. Dzięki temu założył staw, w którym mogły rosnąć jego ukochane nenufary.



Monet bardzo lubił obserwować staw z liliami oraz odbicia w nim drzew i obłoków.


Malował to co było nieuchwytne - zmieniające się barwy nieba o różnych porach roku, drżenie liści i wody, chłód czy wiatr. Wszystko to potrafił oddać za pomocą różnorodności palety barw, wydobywając na obrazie coraz to nowsze efekty.


Pracując nad obrazami mówił "jestem pogrążony w pracy. Te pejzaże z wodą i odbiciami stały się moją obsesją". W sumie namalował ponad trzysta obrazów z motywem lilii wodnych.


Jednak w 1904 roku, gdy miał już 64 lata zaczęły się jego problemy ze wzrokiem.


Zaćma spowodowała, że będąc w Wenecji w 1908 roku nie mógł już na palecie odnaleźć niektórych kolorów.


Szczególnie chłodne - fiolety, zielenie i błękity przestały być dla artysty widoczne (zdjęcie obrazu ze strony klik).


Wszystko dlatego, że w zaćmie białka absorbujące zimne barwy gromadzą się w soczewce. Do siatkówki docierają jedynie dłuższe fale świetlne, odpowiadające barwie żółtej i czerwonej. Zwykle otoczenie widziane jest wtedy w ciepłych barwach.

claude monet, Bridge, Garden, Japoński mostek 4 1924claude monet, Bridge, Garden, Japoński mostek grążel staw 1899
  
Jak zmieniało się jego postrzeganie widać na obrazach m.in. japońskiego mostku. Tak bardzo irytowało to czasem artystę, że bywało iż niszczył on swoje prace (zdjęcia obrazów ze strony klik).

Japoński mostek, który namalowany został przez Moneta wiele razy, dziś próżno oglądać bez ludzi. Pomalowany celowo na zielono miał odróżniać się od tradycyjnych japońskich, zwykle czerwonych.


Mostek jest na granicy ogrodu, za którym królują na małym obszarze azjatyckie rośliny (bambusy, gingko biloba i japońskie piwonie).

Wracam jeszcze do nenufarów. Monet uwiecznił je m. in. w serii obrazów ofiarowanych państwu. Malował je w specjalnie zbudowanym atelier w sąsiedztwie domu.



Dziś żeby wejść do ogrodu i domu trzeba przejść przez atelier, w którym jest sklep z pamiątkami.


Monet potraktował swoje "Nympheas" jako wkład we wdzięczność wobec waleczności narodu w I wojnie światowej. Jego osiem dzieł o ogromnych rozmiarach umieszczono w Paryżu, w Muzeum L'Orangerie położonym w ogrodach Tuileries, w sąsiedztwie Luwru. Państwo francuskie ofiarowało to miejsce artyście w uznaniu dla jego zasług. Monet sam zaprojektował ułożenie obrazów w dwóch owalnych salach, gdzie można oddać się kontemplacji podziwiania uroków chwil zatrzymanych na płótnie.


Zamysł Moneta najpełniej wyrażają wypowiedziane przez niego słowa: „Jedyną moją zasługą jest to, że malowałem bezpośrednio z natury, próbując oddać moje odczucia w zetknięciu z najbardziej ulotnymi wrażeniami". Inauguracja wystawy odbyła się już po śmierci artysty (zdjęcie ze strony klik ). 



Monet był dumny ze swego ogrodu, bez którego z pewnością nie powstały by te wszystkie piękne dzieła. Jeśli kiedyś dotrzecie do Giverny warto poświęcić sporo czasu na zwiedzanie, bo sam ogród zachwyca i powoduje, że chce się tam zostać na dłużej.


Dla miłośników kwiatów i owadów to prawdziwa gratka, zwłaszcza przy pięknej pogodzie.


W końcu docieramy do domu. Odwiedzamy pierwszą pracownię artysty, w której malował do 1899 roku, zanim powstało pokazane wyżej atelier.


Pracownia wygląda jak w czasach Claude Moneta, a wiszące na ścianach obrazy są wiernymi kopiami oryginałów, które dawniej tu wisiały.




Na parterze odwiedzamy jeszcze jadalnię, słoneczną i ozdobioną japońskimi grafikami.


Na pierwszym piętrze zaglądamy do pokoi domowników. Najpierw jest to sypialnia malarza.


Z niej mógł patrzeć na swój ukochany ogród.



Pokój Alice, drugiej żony Moneta. Zanim pobrali się, Alice była żoną Ernesta Hoschede, kolekcjonera, który kupił wiele obrazów artysty. Zmarł on w 1891 roku. Alice Hoschede i Monet mieli romans kilka lat wcześniej. Kobieta ta opiekowała się dwójką synów Moneta i szóstką własnych dzieci. Stworzyli razem rodzinę, ale pobrali się dopiero po kilku latach, kiedy Alice została formalnie wdową - w lipcu 1892 r. Zmarła w 1911r.


Sypialnia poniżej należała do Blanche Hoschede - Monet. Była jedynym dzieckiem z ośmiorga, które zainteresowało się sztuką. Blanche uczyła się malarstwa już wieku 11 lat. Była uczennicą i asystentką Moneta, malującą z nim w plenerach. Poślubiła najstarszego syna malarza, Jeana Moneta.


Po śmierci matki, a następnie jej męża Jean'a w 1914 r. Blanche przeniosła się z Rouen  do Giverny i zajęła się popadłym w depresję zrozpaczonym Monetem. Była odpowiedzialna za prowadzenie jego domu i ogrodu.


W 1923 roku praktycznie już ślepy, chory na kataraktę obu oczu Monet poddał się operacji. Po niej musiał nosić okulary, dzięki którym mógł powrócić do pracy. Blanche dostarczała mu farb i płócien, opiekowała się swoim ojczymem aż do śmierci w 1926 roku.


Michael-drugi syn Moneta po śmierci ojca zostawił Giverny w rękach Blanche i jej brata Jean - Pierr'a. Oboje umarli bezpotomnie. Zgodnie z ich ostatnią wolą posiadłość i zdobiące ją obrazy przeszły na własność Muzeum Marmottan w Paryżu.


Opuszczamy dom Moneta i udajemy się do miejsca jego ostatecznego spoczynku. Niedaleko odnajdujemy Kościół Sainte-Radegonde .


Po operacji katarakty  u Moneta stwierdzono nieuleczalny nowotwór lewego oka. Zmarł 5 grudnia 1926 roku.



  

Dziękujemy, że do nas zaglądacie :)

 

Komentarze

  1. Uczta dla Ciała i ducha!
    Kuchnia francuska to moja ulubiona po włoskiej.Mogłabym zjeść nawet dwa kilogramy muli.
    Piękna opowieść o Monecie,cudne zdjęcia.
    Nie dziwię się,że mając tak wspaniałe widoki na ogrody,czerpał natchnienie do swoich obrazów.
    Wesołych Świąt!
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Irenko za odwiedziny i życzenia, miłych chwil w te dni :)

      Usuń
  2. Wesołych Świąt życzę i ja

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz czas jest tylko na życzenia Wesołych Świat a do Moneta i Giverny wrócę jutro
    pozdrawiam
    mam wnuczkę Francuzkę jej babcia mieszka w Bretanii, stąd dużo Francji wiem, razem jeździłyśmy a do Paryża lecimy znowu w kwietniu
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiamy Jadwigo, Francje bardzo lubimy i chętnie do niej wracamy :)

      Usuń
  4. Wesołych, ciepłych, przepysznych i rodzinnych Świąt!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Spokojnych, zdrowych i Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Urszulo, odwzajemniamy życzenia :)

      Usuń
  6. Pięknych i szczęśliwych świąt!
    A kulinarne pyszności niech Wam towarzyszą zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Giverny, jaki ogród, piękny, zadbany ile pracy w nim wykonano, tyle roślin, wiem co to znaczy bo sama mam ogród, oczywiście nie taki wielki, ale wiem też ile kosztuje utrzymanie, ilu ogrodników zatrudnionych, no cóż można pooglądać zawsze można znaleźć inspirację dla siebie
    pozdrawiam
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogród nas zachwycił. Obie części łączy dziś tunel pod trasa kołową. Mnóstwo tam kolorowych kwiatów i z pewnością wiele włożonej ciężkiej pracy. Tobie też życzymy Szczęśliwego Nowego Roku, pozdrawiamy :)

      Usuń
  8. Wspaniały wpis - któż nie kocha Moneta...
    niestety widziałam tylko dokument o Muzeum L'Orangerie, wielkośc prac robi niesamowite wrażenie. Zazdroszczę obcowania z dziełami na żywo. Pozdrawiam
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak...kochamy Moneta :) jeden jego obraz wisi u nas na ścianie...ale to oczywiście kopia ;D Grażynko-wierzymy, że kiedyś tam dotrzesz :) pozdrawiamy serdecznie

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...