Czekoladowe ciasto z truskawkami i marcepanem. Podróżniczo: Francja - śladami Vincenta van Gogha.

Ciasto powstało na imieniny Piotra. Czas jest dla nas ostatnio bardzo niełaskawy, czekamy jednak optymistycznie na zmianę. Mamy też nadzieję, że tak jak u nas truskawki ciągle można kupić wszędzie. Mile też wspominam lata, kiedy zbierałam tzw. truskawki całoroczne, dokładnie takie, które owocują do mrozów. Zakładam zatem, że zdążycie wykorzystać przepis. Ciasto zrobione jest na bazie gorzkiej czekolady. Jest bardzo aromatyczne i lekko zwarte w konsystencji. Przepis zaczerpnęłam ze "Złotej księgi czekolady". Jeśli chodzi o wygląd to skorzystałam z pomysłu Mary Berry i wykorzystałam jej przepis na krem cukierniczy. Ciasto jest o tyle wygodne, że jego części składowe  trzeba przygotować np. dzień wcześniej, a potem przed podaniem złożyć wszystko w całość. Nie rezygnujcie z marcepanu, ma on ogromny wpływ na smak ciasta.


Czekoladowe ciasto z truskawkami i marcepanem



 
Składniki na ciasto :

125 g gorzkiej czekolady
80 ml wody
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka
250 g mąki pszennej tortowej
85 ml jogurtu naturalnego
1,5 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
120 g miękkiego masła
100 g brązowego cukru

Wysmarować tłuszczem tortownicę o średnicy 23 cm. W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę z wodą. Odstawić do ostygnięcia. W  misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól. W osobnym naczyniu utrzeć mikserem masło, cukier brązowy i wanilię na gładki krem.  Cały czas miksując dodawać po jednym jajku, czekając z kolejnym aż poprzednie zostanie dokładnie wymieszane. Przestawić mikser na niższe obroty i dodawać czekoladę, następnie jogurt i suche składniki. Wyłożyć masę do tortownicy i piec ok. 30-40 min. w temperaturze 180 stopni (aż włożony do ciasta patyczek będzie suchy). Po upieczeniu przełożyć na kratkę do całkowitego wystygnięcia.
 
Krem cukierniczy:

600 ml mleka
1 laska wanilii
6 jaj (4 całe + 2 żółtka)
100 g cukru pudru
1 łyżka wiśniówki
100 g mąki kukurydzianej
150 g miękkiego masła pokrojonego w kostkę

Wlać mleko do garnka, laskę wanilii przekroić wzdłuż ostrym nożem i dodać do mleka. Doprowadzić to do wrzenia, przecedzić przez gęste sito i odstawić.
Jaja z żółtkami, wiśniówką, cukrem i mąką kukurydzianą zmiksować na jednolitą masę. Następnie dodawać gorące  mleko do masy z jajami cały czas mieszając masę trzepaczką rózgową. Masę wlać do garnka po mleku i gotować na wolnym ogniu mieszając trzepaczką żeby nie powstały grudki. Gotować do zgęstnienia  i potem jeszcze trochę cały czas mieszając, żeby krem miał gładką strukturę. Jeśli zrobicie to zbyt krótko będzie w kremie czuć mąkę, a ona ma się właśnie "wygotować". Do kremu dodać masło, wymieszać całość, aż się dobrze połączy, wlać do pojemnika, przykryć i wstawić do lodówki.

Przepis na marcepan znajdziecie TU-klik

Dodatkowo: 600 g truskawek o podobnej wielkości.

Składamy ciasto:

-czekoladowe ciasto przekroić na dwa krążki, jeśli góra będzie wypukła, skrójcie nierówność i odwróćcie ciasto "do góry nogami". Spód od strony dna będzie najrówniejszy, dajcie go na wierzch;

-umyte, odszypułkowane truskawki w całości ułóżcie na spodzie ciasta, od strony brzegu ustawcie połówki owoców stroną przekrojoną na zewnątrz;

-nałóżcie krem cukierniczy do rękawa i ostrożnie wyciskajcie go uzupełniając przestrzenie między truskawkami;

-przykryjcie całość drugim krążkiem ciasta;

-marcepan rozwałkujcie na folii lekko podsypując go cukrem pudrem żeby się nie kleił; wkładając dłoń pod folię na którym jest krążek marcepanu wielkości ciasta lub lepiej ciut większy przełóżcie szybkim ruchem marcepan na ciasto; nadmiar jego odkrójcie nożem żeby wyrównać z brzegiem czekoladowego ciasta;

-całość możecie udekorować ozdobami z topionej czekolady na pergaminie, ja zrobiłam prosty kwiatek, uzupełniłam "płatki" kawałkami truskawek i przybrałam listkami melisy.



 
 ***

Dziś wspomnienia z dwóch podróży po Francji. W obu szukaliśmy miejsc związanych z holenderskim malarzem Vincentem van Goghem. Oboje bardzo lubimy jego twórczość i oglądaliśmy jego obrazy w rożnych muzeach. Poszukiwanie miejsc związanych z jego twórczością daje jednak możliwość dużo większego przeżywania tego co stworzył. We Francji powstały jego najważniejsze, najbardziej znane obrazy, tam też rozwinęło się i  ewaluowało jego malarstwo, i tam zakończył swoje życie.

W 1886 roku  trzydziestotrzyletni van Gogh przyjechał do Paryża, do swojego brata Theo (który zajmował się handlem dziełami sztuki). Przyjechał również z zamiarem dalszego rozwoju jako artysty oraz z powodu samotności, która bardzo dawała mu się we znaki. Oglądał w stolicy Francji obrazy impresjonistów. Podziwiał jak za pomocą wyrazistych barw można pokazać światło. Uczył się od Lautreca i Pissarra jak używać kolorów. Jako bardzo pracowity malował od świtu do zmroku.   Toulouse-Lautrec podpowiedział mu, że idealne światło do malowania znajdzie w Arles i wkrótce tam właśnie wyjechał. Decyzje przyspieszyło też rozczarowanie społecznością paryskich artystów. Dwuletni okres pobytu w Paryżu zaowocował namalowaniem ponad dwustu obrazów. Nabyte wtedy doświadczenie chciał skonfrontować z intensywnie barwną przyrodą Prowansji.
W lutym 1888 roku znalazł się we wspomnianym Arles. Światło zaczęło wypełniać jego obrazy. Pisał do Theo "uwolnię swoją indywidualność wyłącznie dzięki pobytowi w tym miejscu". Brat jak zawsze wspierał Vincenta finansowo i duchowo.

W okolicach Arles znaleźliśmy most  przypominający ten z obrazów van Gogha. Malarz namalował cykl zatytułowany "Most Langlois w Arles", który odnosi się do czterech obrazów, jednej akwareli i pięciu szkiców. Do Theo pisał "Jest to most zwodzony, przez który przejeżdża mały powóz, odcinający się na tle niebieskiego nieba – rzeka również niebieska, brzegi pomarańczowe z zieloną trawą i grupa kobiet w fartuchach i kolorowych czepkach, piorących bieliznę". To oczywiste, że miejsce wygląda dziś inaczej. Most malowany przez artystę był zbudowany z drewna, w 1930 roku zastąpiono go zbrojonym, betonowym, zniszczonym podczas II wojny światowej. W niedalekiej miejscowości Fos-sur-Mer  zachował się jednak drewniany most, który rozebrano i złożono ponownie w miejscu położonym ok. 2 km od tego oryginalnego. Dziś nazywany jest mostem van Gogha i widać go na zdjęciach poniżej.

 
 
 




W samym Arles nie zachowało się nic oryginalnego z czasów malarza, bo wszystko zostało zburzone podczas wojny. Jednak odbudowane miejsca przypominają te z jego obrazów. "Taras kawiarni w nocy" pozwala odszukać wiele podobieństw we współczesnej "Le cafe de nuit". Był on pierwszym w twórczości artysty, w którym użył motywu gwiezdnej nocy jako tła.




 
 

Podczas pobytu w Arles Vincent wynajmował tzw. "żółty dom", którego wnętrze utrwalił na obrazie "Pokój van Gogha w Arles". Tam też namalował serię obrazów przedstawiającą słoneczniki. Zaplanował je jako obrazy, które miały ozdobić pracownię w "żółtym domu", którą miał użytkować razem z Paulem Gauguinem.


W liście do Émile Bernarda z 21 sierpnia 1888 pisał: "Myślę właśnie o dekoracji mojego studia pół tuzinem obrazów ze słonecznikami. Dekoracji, na której surowe lub przełamane żółcienie wybuchną na tle różnych błękitów tła, od najbledszego Veronese do błękitu ciemnego, oprawione w cienkie ramy z listew, pomalowane pomarańczową farbą ołowiową." W sumie powstało w Arles siedem obrazów. Dziś  z takimi obrazami jak Mona Lisa  Leonarda da Vinci oraz Krzyk Edwarda Muncha, Słoneczniki uznawane są za najbardziej rozpoznawalne arcydzieła  światowego malarstwa.



Pieniądze, które przysyłał Vincentowi Theo  podczas pobytu w Arles wydawał na farby i płótna. Źle się odżywiał, cierpiał z powodu samotności.  W świetle różnych badań podobno popijał terpentynę niezbędną w malarskim warsztacie ale niestety uzależniającą  i podjadał farby zawierające ołów. Zatrucie uszkadzało jego system nerwowy. Konflikt z Gauguinem doprowadził go do aktu samookaleczenia (obcięcia lewego ucha). Van Gogh trafił do szpitala, potem jeszcze po raz drugi, a mieszkańcy Arles wystosowali petycję do władz o zamknięcie van Gogha jako zagrażającego społecznemu bezpieczeństwu. Wtedy też namalował obraz "Dziedziniec szpitala w Arles".



W maju 1889 roku malarz opuścił Arles i został pacjentem szpitala dla psychicznie chorych w  Saint Remy de Provence. Brutalnie potraktowany przez mieszkańców zwrócił się do brata o załatwienie mu miejsca w szpitalu. Choć pobyt w Arles łączył się z dramatycznymi momentami to jednak w pełni ukształtował on styl malarstwa van Gogha, który charakteryzowały m.in. intensywne, kontrastowe barwy z  przewagą żółci.  


Theo opłacał Vincentowi w szpitalu dwa pomieszczenia - sypialnię i drugi pokój zaadaptowany na pracownię.



 W maju 1889 roku Vincent zaczął malować  w szpitalnym ogrodzie.





Powyżej widok z okna pokoju, w którym przebywał Vincent van Gogh, a poniżej ogród widziany z dołu z widokiem na okno pokoju malarza na pierwszym piętrze z prawej strony. Obraz "Pole pszenicy ze żniwiarzem" przedstawia scenę z miejsca, gdzie dziś jest ogród.


Jednym z pierwszych namalowanych w St. Remy  obrazów były "Irysy" rosnące właśnie w tym ogrodzie.

 
Później stopniowo zaczął wychodzić poza szpital, penetrował okolicę i malował to co go inspirowało wokoło. Jedną z pierwszych serii obrazów, które powstały poza obszarem szpitala były przedstawiające cyprysy.  Najsłynniejszy z nich to "Gwiaździsta noc". Obraz na podstawie którego ludzie dawniej uważali, że van Gogh jest szalony.
 

Obok cyprysów znaną serią są również obrazy przedstawiające drzewa oliwne. Wykorzystywał przy tym bogatą i charakterystyczną paletę barw dla różnych pór roku. Namalował 15 obrazów z tym motywem.




Podczas pobytu w szpitalu van Gogh miał kilka razy atak choroby. Kiedy połknął farby otrzymał na jakiś czas zakaz wychodzenia na zewnątrz. Zamknięty w pokoju stworzył wtedy swój (uznany przez znawców) najlepszy autoportret. Pisząc do Theo wspomniał, że ”z ogromnym trudem namalowałem siebie spokojnego”.

W  kolejnym roku - 1890  podczas pobytu w szpitalu w St. Remy sprzedano pierwszy obraz Vincenta van Gogha zatytułowany "Czerwona winnica". To jedyny udokumentowany przypadek sprzedaży obrazu artysty za jego życia i pierwszy z jego siedmiuset płócien. Nabył go rosyjski kolekcjoner Siergiej Szuszkin. Po rewolucji bolszewickiej i nacjonalizacji  trafił on do Muzeum Puszkina w Moskwie, gdzie jest do dzisiaj.


W maju 1890 roku Vincent van Gogh podjął decyzję o opuszczeniu szpitala w St. Remy. Jego lekarz napisał w raporcie końcowym "Pacjent ten, na ogół spokojny, podczas swego pobytu w ośrodku doświadczył szeregu gwałtownych ataków, trwających od tygodnia do miesiąca. Podczas tych ataków przeżywał straszne lęki i niepokoje, kilkakrotnie próbował się otruć, czy to połykając farby, czy pijąc naftę podkradaną pomocnikom, kiedy ci nalewali ją do lamp.(...) Pomiędzy atakami pacjent był absolutnie spokojny i poświęcał się całkowicie malowaniu. Dziś poprosił mnie o zwolnienie, zamierzając w przyszłości żyć na północy Francji, gdzie, według jego przekonania, klimat dobrze mu zrobi"

W drodze na północ w Paryżu odwiedził Vincent swojego ukochanego brata Theo. Wtedy też poznał jego żonę Johannę i zobaczył nowonarodzonego bratanka Vincenta Willema. Po trzech dniach pobytu wyjechał do  Auvers-sur-Oise. Tam opiekował się nim przyjaciel, malarz  Camille Pissarro oraz doktor Paul Gachet. Zamieszkał w oberży Ravoux  na poddaszu i zaprzyjaźnił się z właścicielami lokalu.


Podczas siedemdziesięciu dni pobytu w Auvers namalował ponad siedemdziesiąt obrazów. Pracował od świtu do późnego wieczora. Malował okoliczne pejzaże jak ten.



Domy Auvers stały się też tematem jego prac. Poniżej ratusz w centrum miasteczka.




Jednak jednym z najsłynniejszych obrazów  tego okresu jest Kościół w Auvers.



W lipcu 1890 okazało się, że  Theo wpadł w tarapaty finansowe. Pisząc do Vincenta powiadomił go o konieczności ograniczenia wsparcia finansowego. Vincent być może uważał, że brat stracił wiarę w niego i nic mu już nie zostało. 27 lipca rankiem wyszedł jak zwykle malować, miał przy sobie pistolet. Gdy nie wrócił pan Ravoux, właściciel gospody poszedł go szukać i znalazł, gdy Vincent już się wykrwawiał. Powiadomiono Theo, który zdążył jeszcze przyjechać do brata, porozmawiać z nim. Mimo chwilowego lepszego samopoczucia 29 lipca  Vincent van Gogh zmarł mając 37 lat. Theo walczący z syfilisem zmarł pół roku później. Obaj zostali pochowani na lokalnym cmentarzu w Auvers-sur-Oise.







Johanna van Gogh, wdowa po Theo  podjęła się trudnego dzieła skatalogowania dzieł Vincenta. Odkrywała je rozproszone, gdyż obrazami artysta spłacał długi, rozdawał je lub zostawiał przenosząc się w nowe miejsce. Matka Vincenta dożyła czasów, kiedy uznano go za geniusza. Wcześniej jednak wyrzuciła całe skrzynie jego dzieł.



My pokochaliśmy twórczość van Gogha. Siła oddziaływania jego obrazów zrodziła się  z życia pełnego cierpienia, ale i z geniuszu jaki posiadał. Mógł, choć z pewnością za krótko, poświęcić się malarstwu dzięki pomocy młodszego brata Theo. Pobyt przy ich wspólnym grobie był jednym z najbardziej wzruszających momentów podczas odwiedzenia wszystkich miejsc jakie pokazaliśmy.
Ostatnie zdjęcie przedstawia rzeźbę artysty trzymającego słoneczniki,  umieszczoną przed wejściem do budynku szpitala w Saint Remy de Provence.

p.s. Wszystkie cytaty i zdjęcia obrazów nieopatrzone logo "akacjowyblog" pochodzą z Wikipedii.

 

Komentarze

  1. Ciast nie piekę i raczej nie jadam.
    Truskawki lubię,w sklepach leżą i pachną.Uwielbiam marcepany!
    Najpiękniejsza jest dla mnie Wasza podróż,pełna cudnych widoków,opowieści.Mogłam pobyć w czasach,o których marzę.
    Pozdrawiam serdecznie-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciasto z marcepanem to ja się zawsze piszę , a to jest na bogato i ładnie , nawet bardzo ładnie się prezentuje
    A część podróżnicza jak zawsze pierwszy sort

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś widziałam biograficzny film fabularny o van Goghu i muszę przyznać, że dramat tego człowieka i Jego bliskich związany z Jego chorobą był straszny. Lubię Jego malarstwo, ale niektóre obrazy przerażają nadmiarem ekspresji i to uczuć, które nie koją nerwów.

    Ciasto fajne, pewnie już w tym roku nie zrobię, ale krem mi się spodobał, tylko pytanie - mąka czy skrobia kukurydziana????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu-właśnie tak jak napisałaś-malarstwo van Gogha jest pełne różnych emocji, tworzył zatem pod wpływem chili i przelewał to na płótno :) co do ciasta-tak jak napisałam -mąka kukurydziana, jeśli jednak masz ochotę na skrobię to spróbuj i podziel się opinią :)

      Usuń
  4. Świetny post! Też bardzo lubię obrazy van Gogha i pomysł z odnajdywaniem motywów z jego obrazów bardzo mi się spodobał. A "kawiarnia nocą" wisi w formie plakatu nad stołem w moim mieszkaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to piękny obraz :) mamy jeszcze sfotografowane miejsca odwiedzane przez malarzy w Normandii i Prowansji :) pewnie kiedyś o tym napiszemy, pozdrowienia :)

      Usuń
  5. Uwielbiam "Gwiaździstą noc", moja Babcia z kolei zakochana jest w "Słonecznikach" :)
    Ciasto cudowne, niesamowicie kuszące połączenie smaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Gin, "Gwiaździsta noc" jest ulubionym obrazem Piotra :) pozdrowienia

      Usuń
  6. Pyszne ciasto!
    Bradzo lubię truskawki z czekoladą, a tu jeszcze marcepan.
    V. van Gogh pokochał Francję szczerze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ten marcepan jest przysłowiowa kropka nad i :)

      Usuń
  7. Znalam tworczosc Van Gogha z reprodukcji, ale wrazenie jakie wywarly na mnie jego obrazy w Muzeum w Amsterdamie bylo oszalamiajace - doskonaly wpis.
    I wspaniale oslodzony:) Pozdrawiam serdecznie po podrozach.
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to piękne muzeum, szkoda że nie można tam robić zdjęć ;) Dziękujemy Grażynko i pozdrawiamy Cię serdecznie

      Usuń
  8. Chętnie to ciacho przygotuję dla mojego Piotra:-)
    Przeczytałam Jego biografię i teraz chętnie dzięki Waszej opowieści widziałam to oczami jego z tych miejsc:-) Ostatnio przeczytałam, że nie popełnił samobójstwa, tylko został postrzelony przypadkowo przez 2 bawiących się chłopców i winę wziął na siebie. Jeden z tych chłopców przed swoją śmiercią w 1957 roku przyznał się do tego. Ciekawe czy to prawda;-)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o to interesujące :) Czasem takie mniej prawdopodobne wersje okazują się najbardziej bliskie prawdy :) ciekawe jak było w rzeczywistości :) dzięki za tę informację , pozdrawiamy

      Usuń
  9. Słoneczniki, i inne obrazy wspaniałe, ile cierpienia ile miłości zawarte w sile tych obrazów, a droga z cyprysami a cyprysy nocą, w życiu każdy wielki musi zapłacić ogromna cenę za swój talent, bo dopiero po jego śmierci wiemy ile tracimy
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Jadwigo-jakie to prawdziwe. Dziękujemy za odwiedziny, pozdrowienia :)

      Usuń
  10. Ciekawy krem cukierniczy, chętnie skorzystam.
    Ciasto pięknie wygląda i zapewne jest pyszne, a truskawek u mnie w Małopolsce jest jeszcze bardzo dużo, drugi wysyp!
    Interesujący i bardzo pożyteczny post, jak zawsze zresztą. Tak trzymajcie.
    Życzę Wam obojgu oczekiwanej łaskawości losu , na pewno optymizm pomaga w znoszeniu niechcianych sytuacji.
    POzdrawiam wakacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Bożenko :) Przy okazji napiszemy, że nie możemy na Twoim blogu dodawać komentarzy, chociaż napisałaś że problem z wtyczką już rozwiązany. Próbowalismy też wysłać do Ciebie wiadomość ze strony Twojego bloga o problemie i też się nie udało :(

      Usuń
    2. Przeprowadziłam dziś przegląd wtyczek i ich kompatybilność, jak na razie jest w porządku i komentarze wchodzą.
      Dziękuję bardzo za czujność i determinację. (Fb) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  11. Mmmm, ciastko wygląda oszałamiająco! Domyślam się, że bez marcepanu to nie jest to samo ;) Ja mam za tydzień imieninki więc z chęcią rozpieszczę moich gości tą wspaniałością! Obrazy Vincenta van Gogha uwielbiam, tym bardziej z przyjemnością przeczytałam Twój wpis z podróży po Francji. Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...