Klasyka karnawału - pączki z różą. Wspominamy Mumbai - chrześcijańkie enklawy w Bandrze i Khotachiwadi.

Zdarzają się Wam takie chwile, że chęć na coś do zjedzenia po prostu Was nie opuszcza ? Tak było z  pączkami. Nieczęsto robię takie rarytasy kulinarne, bo oprócz smaku dostarczają organizmowi dodatkowych "wątpliwych uroków". Poza tym czy można zjeść jednego pączka ? Nie można ! Jednak myśl o usmażeniu pączków nie odpuszczała, aż w końcu zaczęły mi się śnić. Cóż miałam zrobić, nie było wyjścia. Korzystałam już z wielu receptur, ale tę - moim zdaniem najlepszą jaką wypróbowałam, postanowiłam umieścić na blogu. Przepis pochodzi od Ani - Bajaderki, a dokładnie to receptura jej mamy, do której dołączam własne uwagi.
 
Zanim zaczniemy przygotowywać ciasto na pączki warto pamiętać o tym,  że wszystkie składniki powinny mieć pokojową temperaturę. Mąkę można nawet położyć na kaloryferze, żeby była ciepła.
 
 
 
Pączki z różą
 
 
 
 
Składniki na ok. 22-24 szt.
 
600 g mąki pszennej z dużą zawartością białka *
125 g miękkiego masła
1 szklanka ciepłego mleka
60 g drobnego cukru
50-55 g świeżych drożdży
8 żółtek dużych jaj
2  całe jaja
otarta skórka z 1 cytryny
kilka kropel olejku arakowego
 
330-350 g płatków róży utartych z cukrem**
 
tłuszcz do smażenia
cukier puder do posypania lub zrobienia lukru z gorąca wodą
opcjonalnie skórka pomarańczowa do polukrowanych pączków
 
*użyłam manitoby, polecam również mąkę typu "luksusowa"
 **można zastąpić zwartą konfiturą lub marmoladą o ulubionym smaku
 
Wykonanie:
 
Do ciepłego mleka rozkruszyć drożdże, dodać łyżeczkę cukru i łyżkę mąki. Odstawić do wyrośnięcia.
 
Masło utrzeć razem z cukrem na puszystą masę, następnie dodawać po 1 żółtku i ucierać tylko tyle, żeby żółtko połączyło się z masą. Na koniec dodać w ten sam sposób jaja.
 
Mąkę przesiać, żeby ją napowietrzyć. Dodać do niej wyrośnięte drożdże z mlekiem, utartą masę maślaną i pozostałe składniki. Wyrabiać ciasto aż stanie się miękkie, zwarte i odklejające się od ścianek naczynia (Bajaderka podaje, że powinno to trwać godzinę. Ja wyrabiałam ciasto robotem przez 30 min. Następnie gotowe już ciasto wyjęłam z dzieży i wyrabiałam rękoma na blacie kuchennym. Ciasto wyczuwałam jako jedwabiste i delikatne. Nie wymagało podsypywania mąką, gdyż pod własnym ciężarem świetnie odklejało się od podłoża. Po 10 min włożyłam ciasto do dzieży, przykryłam folią i wstawiłam do piekarnika "pod żarówkę". Wyrosło w ciągu 30 min.) Ciasto musi odpocząć i podwoić swoją objętość w ciepłym miejscu.
 
Następnie podzielić ciasto na części (zrobiłam to przy pomocy wagi-odmierzając kawałki po 50 g do maksymalnie 53 g). Lnianą, czystą ściereczkę zmoczyć w ciepłej wodzie i przykryć nią kawałki ciasta, żeby nie wysychały. Wyjmować spod ściereczki po jednej porcji, spłaszczyć delikatnie (żeby nie zniszczyć struktury) na kształt placka, wyłożyć na wierzch łyżeczkę utartych płatków róży z cukrem. Skleić dokładnie ciasto w "sakiewkę", uformować w kulę i odłożyć na deskę wyłożoną papierem do pieczenia stroną sklejaną (od niego dobrze wyrośnięty pączek się odklei). Gdy zrobimy ostatniego pączka, pierwsze trzy już powinny być wyrośnięte.
Dobrze wyrobione i wyrośnięte ciasto nie wymaga w czasie robienia pączków podsypywania mąką. Należy również pamiętać, że użyta na tym etapie będzie palić się w tłuszczu podczas smażenia.
 
Tłuszcz podgrzać w garnku do temperatury 180 stopni (używam  do sprawdzenia termometru cukierniczego). Do gotowego tłuszczu wkładać po trzy wyrośnięte pączki (więcej spowoduje spadek temperatury i pączki będą chłonąć tłuszcz) i smażyć z każdej strony po ok. 3 min. Jasna obrączka zrobi się na pączkach jeśli będą dobrze wyrośnięte, bo lekkie unoszą się na tłuszczu.  Usmażone pączki wykładać na papierowy ręcznik w celu odsączenia tłuszczu (przekręcam i zdejmuję pączki przy pomocy patyczka do szaszłyków).
Jeśli chcemy ozdobić pączki lukrem, to można to zrobić na ciepłych pączkach (mieszając cukier puder z gorącą wodą). Na świeżo polany lukrem pączek wyłożyć drobno pokrojoną kandyzowaną skórkę pomarańczową.
Jeśli chcemy oprószyć pączki cukrem pudrem, należy odczekać aż ostygną, bo inaczej cukier nam się na nich rozpuści.
 
 
 ***

 
 
Dziś, po roku od podróży  do stanu Maharasztra, znów wracam do  Mumbaiu. W zakładce PODRÓŻE znajdziecie kilka postów pokazujących to największe miasto Indii. Dziś  zapraszam Was w zakamarki, związane z chrześcijańską mniejszością jego mieszkańców. W 1534 roku sułtan Gudźaratu podarował to miasto Portugalczykom. Już w 1661 roku Mumbai przeszedł w ręce Brytyjczyków, jako posag Katarzyny Bragança, portugalskiej księżniczki,  następnie żony Karola II, a tym samym królowej Anglii i Szkocji. Mimo, że Mumbai był w rękach Portugalczyków tylko ponad sto lat, to do dziś jest to widoczne w życiu miasta i jego mieszkańców.
Khotachiwadi to  enklawa chrześcijańskiej mniejszości o portugalskich korzeniach. Składa się z drewnianych, dwukondygnacyjnych domów. Nie było łatwo tam trafić. Miejsce położone jakieś 500 m na północny wschód od Girgaum Chowpatty (czyli najbardziej znanej w Mumbaiu plaży, rozciągniętej wzdłuż Marine Drive). Aby znaleźć Khotachiwadi, najprościej jest dojść do do kościoła św. Teresy, na rogu Jagannath Shankarsheth Marg (JSS Marg) i Rajarammohan Roy Marg (RR Rd / Charni Rd), a następnie udać się naprzeciwko kościoła na JSS Marg i w dół drugą lub trzecią uliczką w lewo.

 
Historia Khotachiwadi sięga  1850r., kiedy to Dadoba Waman Khot, bramin, który posiadał ziemię w Girgaum ("dzielnicy" Mumbaiu) przyczynił się do rozwoju osady, składającej się z lokalnych rybaków, portugalskich imigrantów z Goa, pracujących dla Kompanii Wschodnioindyjskiej.
 
 
 
Domy zbudowano wśród społeczności hinduskich i muzułmańskich. Kręte i wąskie uliczki zapewniają dziś spokój od gwaru ulic Mumbaiu, bez riksz i taksówek.
 
 
 
Z 65 domów pozostało 28. Resztę rozebrano pod budowę nowoczesnych wieżowców.
 
 
Wszystkie werandy wykonane są z drewna tekowego sprowadzonego z Birmy, z dziedzińcami i zewnętrzną klatką schodową, która zapewniała wejście do położonych na górze sypalni i była drogą ewakuacyjną w razie pożaru. Ściany wykonano z wapienia i piasku.
 

Kaplica postawiona jako wotum wdzięczności za zachowanie przy życiu wszystkich mieszkańców Khotchatiwadi podczas epidemii dżumy w 1890 r. Kaplica pomalowana jest w kolorze kwiatów drzew, które dawniej rosły tuż obok. Dziś  obok kaplicy można podziwiać mural o tematyce chrześcijańskiej z charakterystycznymi ozdobami w stylu hinduskim - słoniami i kwiatami lotosu.

 
 
Będąc w innej części Mumbaiu - Bandrze, również zajrzeliśmy do chrześcijańskich zaułków dzielnicy. Kierowała nami ciekawość tych jakże odmiennych w hinduskiej rzeczywistości miejsc.
 
 
Ku naszej radości natknęliśmy się na karnawałową paradę, której celem nie była tylko zabawa.
 


 

 
Propagowano przede wszystkim hasła związane z zachowaniem czystości i dbaniem o środowisko miasta.
 





 
Bardzo podobało nam się to tętniące życiem i pozytywną energią miejsce oraz pomysłowość uczestników parady.
 
Życzymy Wam wspaniałych wypieków  i udanej, karnawałowej zabawy.
 
 


Komentarze

  1. Ale pączki , pierwszy sort Ja będę smażyć na w tłusty czwartek , jakie to jeszcze nie wiem , ale pewnie z 2 lub 3 rodzaje , w tym jedne wegańskie (dla Siostrzeńców)
    Ale i te zdjęcia budowli ,a szczególnie ludzi (niektórzy piękni) śliczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Alciu :) Jestem ciekawa Twoich pączków, zwłaszcza tych wegańskich. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Piękne pączki!
    A z różą to już kultowe.
    Karnawałowe zdjęcia z dalekiej podróży bardzo ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie najbardziej mi smakują, a karnawał w Mumbaiu, to była prawdziwa gratka :)

      Usuń
  3. Pączkami jak wiesz mnie zaraziłaś :) A zdjęcia z Mumbaju zadziwiły mnie czystością na ulicach no i świetnie pokazani ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z takiego zarażania :) Basiu - namawiam na wyjazd do Indii :) dzięki za odwiedziny :)

      Usuń
    2. Na Indie ciągle nie jestem gotowa. Może wyjazd na Sri lankę to zmieni, bo kulturowo to chyba najbliższy kraj Indiom, choć wiem, że zupełnie inny. Aktualnie jestem na etapie pakowania walizki i wielkiego podekscytowania nowym nieznanym światem.

      Usuń
    3. Basiu-to wspaniale :) Życzę Ci udanego wyjazdu i niecierpliwie czekam na zdjęcia i relację :)

      Usuń
  4. Ależ cudowna ta parada, taka kolorowa i radosna :)
    A pączki też dzisiaj smażę, a co! W końcu karnawał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gin - bardzo mi się podoba, gdy ludzie potrafią się bawić. Przebrania były niesamowite i atmosfera też :) Udanego 'pączkowania " ;D

      Usuń
  5. Zjadłabym pączka z różą!
    Pączków nigdy nie smażyłam i próbować nie będę...
    Piękna wycieczka w egzotyczne miejsce.
    Pozdrowienia-))
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko-może spróbuj to zmienić :) domowe pączki są dla mnie najlepsze...Dzięki, również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Pączki wyszły idealnie. Zdjęcia super. Bardzo podoba mi się parada, przebrania są proste i samodzielnie robione, u nas już prawie nie do zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) a parada, tak jak piszesz Agnieszko też nam się podobała, a ludzie byli bardzo życzliwi jeśli chodzi o robienie zdjęć....zresztą jak to w Indiach :)

      Usuń
  7. Pączki z róża i cukrem pudrem (a nie lukrem) to dla mnie ideał <3 Muszę się do Was wprosić na Tłusty Czwartek :) Strasznie ubolewam, że nie sposób praktycznie takich kupić i o zgrozo, cukiernie zalały okropne pączki z malinami, lukrem i kandyzowaną pomarańczą.... ble :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zuziu-zapraszamy :) Nam te różne wersje pączków z advocatem i innymi wymysłami, z posypkami itd. zupełnie nie podchodzą....ble ;D mamy nadzieję, że kiedyś sama zrobisz ideał, a ten przepis bardzo Ci polecamy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zjadłem chyba z 10 pączków :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz