Korzenna konfitura z kumkwatów. Spacer po Lizbonie cz. 1

Sezon cytrusów w pełni. Bardzo lubię robić z nich konfitury, na które znajdziecie  na blogu kilka przepisów. Ubolewam, że wybór  różnych odmian owoców jest u nas dość skromny, a kumkwaty są prawdziwą rzadkością. Ponieważ cena nie zachęca do zakupu dużej ich ilości, ograniczam się do przepisu na dwa słoiczki. Dla mnie to prawdziwy rarytas i bardzo Wam go polecam.


Korzenna konfitura z kumkwatów
 
 
 


 
proporcje na 2 małe słoiczki

600 g kumkwatów
3/4 szklanki świeżego soku pomarańczowego
100 g cukru trzcinowego
1 strączek zielonego kardamonu
1 goździk
1/2 gwiazdki anyżu
4-5 cm  laski wanilii
4-5 cm kory cynamonu z połowy zwoju


Kumkwaty umyć, odkroić końcówki.

 

Przekroić na pół wzdłuż owoców, wykroić środkowy biały segment, wyjąć pestki (są duże tak jak w cytrynach i pomarańczach). Połówki przekroić na dwie części.

 
Po oczyszczeniu i pokrojeniu owoców włożyć je na patelnię/ do rondla  z grubym dnem. Wsypać cukier, dodać przyprawy i sok, gotować do zeszklenia owoców i zagęszczenia całości.


Zrobić próbę na talerzyku. Jeśli skapnięta z łyżki konfitura zestala się na nim  po chwili i jest lepka to znaczy, że konfitura jest gotowa. Gorącą nakładać do wyparzonych słoików.  Po zakręceniu odwrócić do góry dnem i zostawić do ostygnięcia.
 
 
***


Zapraszam Was na wspólny spacer po Lizbonie :)  W stolicy Portugalii najbardziej zauroczył mnie brak wielkomiejskiego zgiełku, spokój, wyluzowane tempo życia i brak tłumów.
Specyficzna architektura dominująca w starszych dzielnicach, azulejos, stare tramwaje stanowią o uroku tego miasta. Wąskie uliczki, zwłaszcza w Alfamie, najstarszej dzielnicy Lizbony, tworzą prawdziwe labirynty, w których warto się zgubić…
Do wizyty w stolicy Portugalii zachęcił nas film Wima Wendersa „Lisbon Story”.   Była też dla nas przystankiem w wyprawie na Maderę. Polecamy Wam taką właśnie trasę lotniczą, bo bilety lokalnymi liniami lotniczymi z Lizbony do Funchal można kupić przy odrobienie szczęścia za bardzo nieduże pieniądze.

 

Żółte tramwaje lizbońskie są wizytówką miasta i jej bardzo urokliwym elementem.


Korzystanie z nich sprawiało nam frajdę. Najbardziej podobało mi się pokonywanie tramwajem odcinków, gdzie było bardzo wąsko.


Przechodnie wtedy stawali tyłem do ścian budynków… a tramwaj przejeżdżał niemal na kilka centymetrów od nich. Ruszyliśmy zatem tramwajem w drogę docierając do wybrzeży Tagu.


Praca do Comércio przylegający do rzeki Tag. Tu dawniej podróżnicy przybywający drogą morską, rozpoczynali swoją wizytę w Lizbonie. Tu też koncentrował się handel, rozrywka i kultura stolicy. Stąd jego nazwa - Plac Handlowy.
 

Dziś plac ten jest nadal jednym z najpopularniejszych, a że jest rozległy, turyści chętnie poruszają po nim i okolicach dzielnicy Baixa na segwayach.
 
 
Jeśli do placu będziemy szli deptakiem Rua Augusta, przejdziemy pod pięknym łukiem triumfalnym. Na przedłużeniu osi ulicy stoi na placu pomnik króla Józefa I.
 
 
Za jego rządów w 1755 r., w Lizbonie  miało miejsce ogromne trzęsienie ziemi i następujące po nim tsunami. Zginęło wtedy 100 tys. osób. Stolicę odbudowano, a statua króla stoi tu od 1775r.
 
 
Marynarze nad brzegiem Tagu. W tle Ponte 25 de Abril, najdłuższy most wiszący w Europie.
 
 
 
Nazwa mostu nawiązuje do daty zamachu stanu, który rozpoczął "rewolucję goździków" w 1974 r. Dzięki niej obalono dyktaturę Marcelo Caetano i rozpoczęto proces demokratyzacji.

 
Wizytówka miasta - Torre de Belém czyli Wieża Betlejemska, przykład architektury stylu manuelińskiego z XV w. Jest symbolem złotego wieku odkryć i ówczesnej potęgi militarnej Portugalii.


W okresie wielkich odkryć geograficznych,  stojąc u ujścia Tagu do Atlantyku   stanowiła punkt orientacyjny dla żeglarzy i była strażnicą portu.


Z czasem stała się więzieniem i to na tym etapie przebywał tu przez dwa miesiące Józef Bem, który organizował Legion Polski w Portugalii.


Idąc od wieży w kierunku pomnika odkrywców, warto nie przegapić tego miejsca. Upamiętnia ono pierwszy przelot samolotem nad południowym Atlantykiem. Gago Coutinho i Sacadura Cabral wylecieli z Lizbony 30.03.1922 i dotarli po kilku etapach do Rio de Janeiro 17.06.1922. Podróż ta była kamieniem milowym w świecie lotnictwa, bo przyczyniła się do udowodnienia skuteczności zastosowania w nawigacji lotniczej sekstantu udoskonalonego przez Gago Coutinho, z pomocą Sacadura. Dzięki tej podróży nawigacja lotnicza stała się dokładniejsza i zyskała poziom jakiego nigdy wcześniej nie osiągnięto.


Wapienny, monumentalny pomnik odkrywców ma kształt kamiennej karaweli, której żagiel sięga 50 metrów wysokości. Został on ufundowany dla uczczenia 500 rocznicy śmierci księcia Henryka Żeglarza.

 
Postać księcia stoi na dziobie kamiennego statku, a za nim z obu stron „podążają” różne postacie Portugalczyków znane z odkryć i osiągnięć w dawnych czasach.

 
Klasztor Hieronimitów wpisany na Listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1984 r. Jest uważany za perłę stylu manuelińskiego. Styl ten stanowi połączenie późnego gotyku z rzeźbami o morskich motywach i elementami orientalnymi.

 
 
Do roku 1934 klasztor był pod opieką zakonu Św. Hieronima stąd jego nazwa.


W klasztorze, a dokładnie w kościele św. Marii  znajdują się groby m.in. żeglarza Vasco da Gamy (na zdjęciu) i pisarza Luisa de Camoes.


Budynek upamiętnia złoty wiek portugalskich odkryć i zauroczył nas swoim pięknem. Zwłaszcza krużganki.

 
 

Tu umieszczono prochy Fernando António Nogueira Pessoa, najsłynniejszego portugalskiego poety, żyjącego w latach 1888-1935.

 
W Lizbonie odwiedzamy jego dom przy R. Coelho da Rocha 16.  Cały budynek na zewnątrz i w środku  pokryty jest cytatami z jego utworów.


"Moja dusza jest ukrytą orkiestrą: nie wiem, na jakich w moim wnętrzu gra instrumentach, skrzypcach czy harfach, cymbałkach czy tamburynach. Znam siebie tylko jako symfonię..."

 
Pessoa tworzył poezję w stylu fikcyjnych, stworzonych przez siebie postaci, które nazywał heteronimami. Za każdym nazwiskiem, którym sygnował publikację, stała postać o specyficznej osobowości, poglądach literackich i filozofii. Álvaro de Campos był inżynierem i nihilistą, Ricardo Reis - lekarzem i monarchistą, Alberto Caeiro - obserwatorem natury, Bernard Soares - księgowym - introwertykiem.


Niezależnie od heteronimów, Pessoa publikował wiersze również pod własnym nazwiskiem.


Poeta chętnie bywał w najstarszej i najbardziej znanej dziś kawiarni starej Lizbony, przy Rua Garrett 120. Dlatego  jest tu jego brązowa figura przy kawiarnianym stoliku.


My docieramy tu metrem wysiadając na stacji  Baixa-Chiado. Początkowo był tu sklep założony przez  Adriano Telles w 1905 r., w którym sprzedawał importowaną kawę z Brazylii. Każdemu, kto kupił kilogram kawy serwował bezpłatną filiżankę napoju przypominającego espresso. Po trzech latach miejsce przebudowano i zrobiono z niego kawiarnię. Stała się ona  ulubionym miejscem spotkań intelektualistów, artystów, pisarzy i wolnomyślicieli.

 
Więcej w kolejnym poście  :)

Komentarze

  1. Uwielbiam konfitury z kumkwatów, w tym roku tzn na te ostatnie święta robiłam masę do makowców z konfitura z kumkwatów, wyszły rewelacyjne , Ciekawe czy na mojej prowincji już można kupić kumkwaty. Zrobiłabym teraz wg twojego przepisu Małgosiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu-mogę sobie tylko wyobrazić jakie to było pyszne połączenie. W Trójmieście kumkwaty są jedynie w sklepach typu PiP, Alma itp. Przepis polecam :)

      Usuń
  2. Kumkwaty jadłam w Maroko,znakomicie smakują!
    Wyobrażam sobie,jak pyszna musi być konfitura z tych maleńkich owoców.
    Z przyjemnością pospacerowałam po pełnej uroku Lizbonie.
    Pozdrowienia-)))
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko-w takim miejscu pewnie smakują wybornie. Dla mnie są kwintesencją smaku tego co w cytrusach lubię najbardziej:) a do Lizbony warto się wybrać.

      Usuń
  3. Kumkwatu chyba nie spotkałam jeszcze w sklepie, a konfitura wygląda bardzo zachęcająco. Co do Lizbony, nigdy tam nie dotarłam, a już w szkole podstawowej wiedziałam, że chce tam pojechać. Teraz jestem tego jeszcze bardziej pewna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko-mam nadzieję, że to marzenie spełnisz, a Lizbonę jeszcze pokażę :)

      Usuń
  4. Kumkwat uwielbiam o tej porze roku, kiedy mało u nas słońca i ciepła.
    I tak samo smażę konfitury.
    A Lizbonę postrzegam jako magiczne miasto.
    Natomiast Portugalia to dla mnie przestrzenie, plantacje korka, ocean i owoce morza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach te owoce morza... Aniu jeśli dostanę ten szczególny rodzaj cytryny, której nazwy teraz nie pamiętam, to zrobię konfiturę z kumkwatami z Twojego przepisu, bo mam na nią wielką ochotę :)

      Usuń
  5. Trafiłam na ten przepis dzięki chwilowemu pobytowi na FB. ;-)
    Dziś kupiłam kumkwaty i zrobiłam konfiturę. Jedynie dałam ciut więcej cukru,bo chyba moje owoce były mało dojrzałe i kwas wykręcał buzię. Bardzo smaczna wyszła!
    Powiedz mi w jakim okresie te owoce są dostępne w Polsce i kiedy są najlepsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hazo-kumkwaty dojrzewają podobnie jak pomarańcze od listopada do marca. Trudno powiedzieć kiedy są te najlepsze, bo to pewnie zależy w jakim stopniu dojrzałości zostały zerwane, jak długo do nas jadą, gdzie wyrosły itd. Jak kupuję kumkwaty, to sprawdzam, czy skórkę mają napiętą i błyszczącą, bo to świadczy o świeżości. Myślę, że jeśli mamy wątpliwości to najlepiej kupić z dwa, trzy owoce, spróbować je w domu i jeśli będą dobre to można kupić na konfitury. Ja na razie kupowałam w ciemno i miałam szczęście bo były bardzo dobre. Co do cukru, to oczywiście każdy musi dostosować to do kwaśności owoców i własnych upodobań. Ja używam raczej mało cukru. Bardzo cieszę się, że zrobiłaś tę konfiturę i że Ci smakowała :) sama radość dla mnie :) pozdrawiam Małgosia

      Usuń
  6. Jestem ciekawa smaku tej konfitury, bo aż głupio się przyznać, ale nigdy nie jadłam kumkwatów. A Lizbona - ach, cudowne wspomnienia. Byliśmy tam z Mężem w naszej podróży poślubnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuziu, czas to zmienić :) a w postaci konfitury są pyszne i dla mnie nr 1. Tu oczywiście dopiero początek opowieści o Lizbonie :)

      Usuń
  7. nie jadłam nigdy tego owocu:) wygląda trochę jak mandarynka:D a Lizbona coś magicznego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spróbuj przy nadarzającej się okazji :)

      Usuń
  8. Ja jeszcze u nas nie widziałam owoców kumkwiatu. Jestem bardzo ciekawa ich smaku. Cudne zdjęcia, mam w planie zwiedzanie Lizbony:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko - w PiP widuję kumkwaty na okrągło. O Lizbonie jeszcze napiszę. Ciekawe miasto :)

      Usuń
  9. Owoców kumkwatu nie znam!!! Nie znalazłam u nas. Za to Portugalia jest piękna, podziwiam choć w Lizbonie nie byłam ale O'Porto jest cudne! a wino???? Wspaniałe, jedzenie też, dziękuje za piękna Lizbonę
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadwigo, pewnie i Lizbona by Ci się podobała, a jedzenie i wino mile wspominamy :)

      Usuń
  10. Niedawno po raz pierwszy kupiłam kumkwaty; bardzo mi zasmakowały. Ale cena... O mamuniu, aż się włos na głowie jeży ;)
    Piękna ta Lizbona :) Urocze te żółte tramwaje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gin...no ta cena to nie jest niska...niestety. Dlatego konfitury w ilościach laboratoryjnych ;D Tramwaje zapewniają urocza podróż po Lizbonie, niespieszną jak życie w miescie.

      Usuń
  11. Konfitura prezentuje się bardzo apetycznie. Też nie wiem jak smakują kumkwaty. Koniecznie muszę nadrobić zaległości. Lizboną jestem oczarowana, z przyjemnością pospacerowałam razem z Wami i myślę o powrocie w to magiczne miejsce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też czasem myślimy o powrocie :) Konfiturę polecamy :)

      Usuń

Prześlij komentarz