Ciabatta.

Ciabatta.

Moim ulubionym programem kulinarnym są "Wielkie brytyjskie wypieki". Paul Hollywood będący w tym programie jurorem wyznaczył kiedyś uczestnikom zadanie techniczne - wypiek ciabatty. Dodatkowo  w tzw. "szkole mistrzów" przedstawił jak ją zrobić. Dziś przedstawiam Wam przepis Paul'a Hollywood'a wraz ze wskazówkami zawartymi w odcinku szkoły mistrzów. Ciabattę robi się szybko, jest doskonała w smaku, chrupiąca i posiada "koronkowe" wnętrze. Mi nic więcej nie trzeba ;) W podanym niżej przepisie sposób robienia jest miarą sukcesu.


Ciabatta
proporcje na 4 ciabatty o wymiarach ok. 8 cm x 25 cm

500 g mąki pszennej chlebowej (typ 650)
10 g drożdży instant (użyłam 32 g świeżych drożdży)
10 g soli
40 ml oliwy
400 ml wody

dodatkowo - oliwa lub olej i semolina lub kaszka kukurydziana
ew. 1 łyżeczka cukru

potrzebujemy dodatkowo pojemnik prostokątny lub kwadratowy o pojemności ok. 3 l. i skrobek (można zastąpić nożem)

Jeśli używamy świeżych drożdży trzeba zrobić rozczyn. W tym celu rozkruszamy drożdże do kubka/miseczki, posypujemy 1 łyżeczką cukru, rozcieramy je dodając z podanych ilości trochę mąki i wody, aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Gdy drożdże wyrosną wylewamy rozczyn do dzieży, dodajemy mąkę, oliwę, sól i 3/4 wody. Wyrabiamy hakiem, a gdy ciasto będzie gładkie dodajemy resztę wody i znów wyrabiamy. Łącznie mieszamy ok. 15 minut. Woda uwalnia skrobię, dzięki temu ciasto staje się mokre, potem ciągnące i w końcu gładkie.

Uwaga - ciasta nie wyrabiamy mieszadłem, gdyż rozbijamy proteiny i nie zawiązuje się gluten, odpowiedzialny za powstanie "siatki" oczek w pieczywie. Im dłużej wyrabiamy, tym bardziej elastyczne powstaje ciasto.  Nie używamy również ciepłej wody. Powoduje ona, że chleb szybciej rośnie, ale będzie bez smaku.

Plastikowy pojemnik wysmarować oliwą lub olejem. Wyrobione ciasto (będzie rzadkie) z dzieży przełożyć do pojemnika. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia aż podwoi, a nawet potroi swoją objętość. U mnie trwało to ok. 40 minut (pojemnik stał pod żarówką w piekarniku). Przy bardziej leniwych drożdżach ok. godziny.

Przygotować blachę do pieczenia. Najlepiej przy pomocy papieru zrobić miejsca na 4 ciabatty rozdzielone złożonym papierem. Posypać semoliną papier w miejscach, gdzie położymy ciasto. 

Blat wysypać mąką z semoliną lub kaszką kukurydzianą. Dzięki ich dodatkowi ciasto (mimo, że jest rzadkie) nie będzie się lepić. Pojemnik odwrócić nad blatem, delikatnie, do góry dnem, żeby ciasto wypłynęło na mąkę. Nie wytrząsać! Powinno zachować kształt z pojemnika co wykorzystamy przy podziale ciasta. Masę ciasta przeciąć skrobkiem na pół. Następnie każdą z części podzielić na pół. Otrzymamy w ten sposób cztery kawałki ciasta. Przełożyć je delikatnie na przygotowaną blachę. Pomocny był w tym nóż do tortu. Odczekać ok. 20 minut, żeby ciabatty odpoczęły. W tym czasie nagrzać piekarnik z termoobiegiem do 220 stopni C. Piec 25 minut. Po upieczeniu ostudzić na kratce. Postukane w spód powinny wydać głuchy odgłos. Smacznego :)
Wiśniowy paj.

Wiśniowy paj.

Wzięło mnie ostatnio na pieczenie ciast z owocami ;) Piekę jedno, a już myślę o kolejnym. Nie jest to dobry kierunek ;D Skusiły mnie piękne, dojrzałe i bardzo słodkie wiśnie. Niedługo już sezon wiśniowy się skończy, więc nie ma co się zastanawiać ;) Wiśniowe ciasto kojarzy mi się zawsze z Dalem Cooperem, z mojego ulubionego serialu "Twin Peaks". Czy agent specjalny FBI byłby zadowolony z wiśniowego wypieku, pałaszując kawałek placka z "kawą czarną jak północ, w bezksiężycową noc"? Tego się nie dowiemy, ale nam bardzo smakuje. Zresztą jak każde ciasto, w którym jest cieniutka skorupka, a wnętrze wypełnia gruba warstwa owoców. To jest to ! Paje i tarty to nasza ulubiona forma na słodko.


Wiśniowy paj


Składniki (na talerz ceramiczny o średnicy wew. 22,5 cm):

na ciasto:
300 g mąki krupczatki
40 g cukru trzcinowego
160 g zimnego masła
szczypta soli
ok. 60 ml zimnej wody

Podane składniki są na paj przykryty z wierzchu całym plackiem ciasta. Trzeba pamiętać, żeby w górnej części zrobić otwór na parę. Jeśli wierzchnią warstwę zrobicie podobnie jak ja na zdjęciu trochę ciasta Wam zostanie.

na wypełnienie:
1500 g wydrylowanych wiśni (ok. 1800 g przed wydrylowaniem)
60 g cukru trzcinowego
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżka cukru z wanilią
1 strączek zielonego kardamonu
1 goździk
2 łyżki z małym czubkiem mąki ziemniaczanej

3 czubate łyżki mielonych migdałów
1 jajko
ew. rafinada (gruby cukier)

Wiśnie wydrylować. Nasiona ze strączka kardamonu oraz goździk utrzeć w moździerzu. Pomieszać cukier z przyprawami, wrzucić do owoców, wymieszać i wstawić na noc pod przykryciem do lodówki. Rano zlać sok, owoce wrzucić na dużą patelnię i smażyć od momentu zagotowania ok. 10 minut na średnim ogniu. W między czasie wymieszać mąkę ziemniaczaną ze zlanym sokiem. Patelnię zestawić z ognia. Odsunąć łopatką owoce z jednego boku. Na dnie patelni powinno być trochę soku. Wlać zimny sok z mąką dobrze wymieszane. Całość połączyć z wiśniami. Od razu masa będzie gęstnieć i nabierać ścisłej formy. Odstawić do ostygnięcia.

Składniki na ciasto wrzucić do melaksera, zmiksować do otrzymania grubej kruszonki. Zlepić rękoma całość w jednolitą kulę, włożyć do torebki foliowej i umieścić w lodówce na około godzinę czasu.

Ciasto podzielić na dwie różne części. Większą rozwałkować między arkuszami pergaminu lub folii. Wyłożyć ciastem talerz ceramiczny. Obciąć nadmiar ciasta po bokach. Na spód wysypać mielone migdały. Na nie wyłożyć wiśnie. Nie rozsmarowywać, tylko wypukłą częścią łyżki przyciskać delikatnie do dna. Wierzch wiśni wyrównać. Jeśli przykrywamy wierzch gładkim plackiem, trzeba brzeg posmarować rozbełtanym jajkiem, którego resztę wykorzystamy do smarowania wierzchu. Chodzi o to, żeby ciasta się ze sobą skleiły. Jeśli wolicie bardziej wyszukane dekoracje, niech Was poniesie wyobraźnia ;). 


Wierzch posmarować rozbełtanym jakiem przy pomocy pędzelka. Posypać rafinadą. Piec 40 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Po 20 minutach zmniejszyć grzanie do 190 stopni C. Po upieczeniu paj całkowicie wystudzić, zanim się do niego dobierzemy ;)

Po upieczeniu paj przetrwał aż trzy dni. Spód był cały czas suchy. Masa wiśniowa zwarta nie rozpadała się. Wszystko tak jak być powinno :) 






Jagodowa galette.

Jagodowa galette.

Uwielbiam kuchnię francuską, a tarty w szczególności. Galette to rodzaj rustykalnej tarty pieczonej bez foremki, na blasze, wypełnionej owocami lub wytrawnym nadzieniem. Do tej pory piekłam ją zwykle z jabłkami lub śliwkami. Ostatnio jednak na bazarku nie mogłam przejść obojętnie wobec pięknych, leśnych jagód. Były czyste, pokryte jasnym nalotem, co świadczy, że zostały świeżo zebrane. Tak zrodził się pomysł galette. Jak zawsze robię ją z bardzo cieniutkiej warstwy ciasta i dużej ilości owoców. Ciasto jest chrupiące i nie przesiąka, bo na spód daję zawsze, podobnie jak w tartach foremkowych warstwę mielonych migdałów. Smakuje jeszcze ciepła...Nie wiem czy zdoła ostygnąć, bo został już niewielki kawałek ;)


Jagodowa galette 


200 g mąki pszennej
100 g pokrojonego na kawałki, zimnego masła
40 g cukru trzcinowego
szczypta soli
2-3 łyżki zimnej wody

Podane składniki bez wody wrzucam do melaksera. Miksując krótko dodaję stopniowo wodę (tylko tyle żeby powstała gruba 'kruszonka"). Melakser wyłączam, a ciasto łączę w kulę i rozgniatam ją na papierze do pieczenia w grube koło. Przykrywam drugim papierem i rozwałkowuję na placek o średnicy 30-32 cm. Brzeg wyrównuję nożem lub po prostu wykrawam obręczą od foremki na tartę, resztki usuwam. Znów przykrywam drugim papierem, tym od wałkowania, gładzę z wierzchu żeby się przykleił, składam razem boki papierów i wkładam na półkę do lodówki na około godzinę.

450 - 500 g jagód
1 łyżeczka cynamonu
2/3 łyżki cukru z wanilią
50 g cukru trzcinowego
3 czubate łyżki zmielonych migdałów

1 roztrzepane jajko
1 łyżka rafinady (grubego cukru)

Cynamon mieszam z cukrem z wanilią i cukrem trzcinowym. Mieszanką posypuję oczyszczone jagody. Całość delikatnie wstrząsam, żeby cukier połączył się z jagodami. 

Na wyjęty z lodówki placek rozsypuję zmielone migdały pozostawiając wokół 4 cm czystego "marginesu". Rozkładam je równo na powierzchni. Na to wysypuję jagody. Zawijam margines na owoce robiąc co kilka centymetrów zakładkę. Pędzluję z wierzchu zawinięty margines galette jajkiem i posypuję rafinadą. Wkładam do nagrzanego do 190 stopni C piekarnika i piekę 40 minut.
Smacznego :)
Przegrzebki na topinamburze z sałatką z rukwi wodnej.

Przegrzebki na topinamburze z sałatką z rukwi wodnej.

To danie główne, ale w nieco mniejszej wersji może być również przystawką. Przegrzebki to nie nasz chleb codzienny ;) W naszych realiach to ciągle danie luksusowe. Między innymi dlatego, że to towar importowany, w związku z tym trzeba znaleźć dobre źródło i czasem nieźle naszukać się żeby kupić. Koszt porcji przegrzebków na jedną osobę to około 30 złotych. Danie przygotowałam na naszą rocznicową kolację, podobnie jak suflet malinowy. Połączenie z topinamburem okazało się bardzo trafione. Prażone orzechy laskowe podbijają jego smak i stanowią dodatkową - chrupiącą teksturę w daniu. Puree z topinamburu możecie zrobić wcześniej, a przed złożeniem dania tylko podgrzać go np. w kuchence mikrofalowej. Do dekoracji użyłam dodatkowo sezonowe kwiaty, nie są one jednak koniecznym dodatkiem. Polecam jednak użyć wtedy do sałatki coś kolorowego, żeby ożywić danie. Może paseczki kolorowych papryk lub cząstki kolorowych mini pomidorków.


Przegrzebki na topinamburze z sałatką z rukwi wodnej


proporcje dla 2 osób:

10 przegrzebków
masło klarowane
sól, pieprz

300 g topinamburu
mleko
1 łyżka masła
sól, biały pieprz, gałka muszkatołowa

10 orzechów laskowych

rukiew wodna
ew. kwiaty jadalne

oliwa z oliwek
golden syrop
ocet sherry
sól, pieprz

Topinambur obrać cienko ze skórki. Każdą obraną bulwę włożyć do zimnej wody, żeby nie ściemniała. Następnie włożyć obrane bulwy do rondla, zalać mlekiem z dodatkiem połowy szklanki wody (tyle, żeby były przykryte), dodać sól i gotować (jak ziemniaki) do miękkości. Następnie mleko odlać zostawiając go nieco. Wrzucić do blendera/melaksera, dodać łyżkę masła i zmiksować na gładkie puree. Gdyby było zbyt geste dodać odrobinę zostawionego z gotowania mleka. Na koniec dodać sól jeśli jest konieczna, biały pieprz i gałkę muszkatołową. 

Orzechy włożyć do nagrzanego piekarnika do 180 stopni C. Najlepiej na papierze do pieczenia. Wyjąć jak zacznie im się złuszczać skórka i nieco się podpieką. Włożyć je po wyjęciu do czystej ściereczki i zetrzeć skórkę, a orzechy przed podaniem rozbić na grube kawałki w moździerzu (lub posiekać nożem). Jeśli orzechy przygotowujemy wcześniej, lepiej je po podpieczeniu włożyć do małego słoiczka, żeby nie "wywietrzał" z nich aromat. Jeśli macie orzechy bez skórki, rozbijcie je na grube kawałki i tuż przed podaniem podpieczcie na suchej patelni.

Z golden syropu, oliwy, octu sherry zrobić zrównoważony winegret. Doprawić go solą i świeżo zmielonym pieprzem. Smak powinien mieć taki, żeby żaden składnik znacząco nie dominował. Nie podaję proporcji, bo octy są różne, a golden syrop możecie zastąpić syropem klonowym, miodem czy melasą. Odstawić w słoiczku. Przed złożeniem dania część wykorzystać do rukwi wodnej. Po prostu wymieszać go z zieleniną.

Przegrzebki opłukać w zimnej wodzie i osuszyć w ręczniku papierowym. Posolić i posypać świeżo zmielonym pieprzem. Smażyć na rozgrzanej patelni z masłem klarowanym. Zawsze na patelnię najpierw wkładam największe przegrzebki. Smażyć po 2 minuty z każdej strony. Nie przesmażyć, bo będą gumowe!

Składamy danie.
Na podgrzany talerz wyłożyć (najlepiej przy pomocy rękawa cukierniczego) grube kleksy ciepłego puree z topinamburu. Ułożyć sałatkę z rukwi wodnej zmieszanej z sosem winegret.  Na puree wyłożyć przegrzebki. Polać je pozostałą częścią sosu. Dodać pokruszone kawałki orzechów i ozdobić jadalnymi kwiatami. 

Smacznego!
Suflet malinowy

Suflet malinowy

Suflety to delikatna materia, ale warto się z nią zmierzyć. Zwłaszcza słodkie jako desery w letnim menu sprawdzają się doskonale. Ma się wrażenie lekkości i chciałoby się więcej...;) Suflet malinowy ma skoncentrowany smak, nie jest za słodki, pięknie wygląda i pozostawia wrażenie niedosytu. Uwielbiam patrzeć jak rośnie w piekarniku, a potem zatapiać łyżeczkę w jego zawartości. Namawiam Was na ten deser :)


Suflet malinowy


składniki na ok. 5 szt (ramekiny o wymiarach : średnicy ok. 9 cm i wysokości ok. 6,5 cm)

550-600 g malin
50 g mąki kukurydzianej
120 + 30 g cukru pudru i do posypania naczyń
4 białka jaj
miękkie masło do wysmarowania ramekinów

Maliny oczyścić, wrzucić do rondla, podlać odrobiną wody (1-2 łyżki) i podgrzać tylko tyle, żeby się rozpadły. Przetrzeć je przez sito, żeby oddzielić pestki. Powstały przecier powinien ważyć 500 g. Zagotować go ze 120 g cukru pudru (lub więcej, wg uznania). Rozpuścić mąkę w odrobinie wody, użyć tylko tyle, żeby mąka z wodą stworzyła coś w rodzaju pasty. Dodać ją do zagotowanych malin z cukrem i mieszać na ogniu trzepaczką rózgową, gotując kilka minut. Mąka kukurydziana jest wyczuwalna, a jej smak trzeba wygotować. Po prostu trzeba spróbować. gdy już nie czujemy jej smaku tylko same owoce można przerwać gotowanie. Masę przelać przez sito i ostudzić, pozostawić pod przykryciem. To jest nasza baza do sufletu. Można ją przygotować nawet dzień wcześniej. 

Ramekiny wysmarować dokładnie miękkim masłem, posypać cukrem pudrem i wstawić do lodówki aż masło stwardnieje.

Ubić białka na sztywno, w trakcie dosypywać stopniowo 30 g cukru pudru. Powstałą masę dodać do bazy w ilości 1/3, wymieszać delikatnie trzepaczką rózgową tylko do połączenia składników i powtórzyć tę czynność jeszcze dwa razy z kolejną 1/3 masy.

Włożyć masę do ramekinów, wygładzić górę równo z brzegiem i palcem zrobić wokół naczynia wgłębienie. Wstawić do nagrzanego do 200 stopni C piekarnika. Po wstawieniu od razu zmniejszyć grzanie na 180 stopni C. Piec 18-20 minut. Podawać od razu po upieczeniu.

To pyszny, bardzo malinowy deser o pięknym kolorze i wyrazistym smaku :) 
Chleb pszenny z garnka na poolish.

Chleb pszenny z garnka na poolish.

W Lipcowej Piekarni chleb bardzo kuszący, pszenny na poolish i zakwasie, pieczony w garnku żeliwnym. Pyszny, lekki, z chrupiącą skórką i dziurkowanym miękiszem, trudno mu się oprzeć. Do chleba dodałam czubatą łyżeczkę nasion kopru włoskiego. Już od dawna zamierzałam to zrobić, niestety w ostatnim czasie piekłam głównie chleby żytnie. Chleb z koprem jemy za każdym razem, gdy odwiedzamy naszą ulubioną restaurację w Gdyni - "Sztuczkę". To ich własny produkt, wyborny. Ten dodatek bardzo mi smakował i w tym chlebie też się sprawdził, choć oczywiście nie jest konieczny. Zachęcam jednak do eksperymentowania. Przepis na chleb pochodzi z bloga Zorry, która co roku organizuje Światowy Dzień Chleba dla bloggerów. Zapożyczony został z tej strony-klik.

Chleb pszenny z garnka na poolish


Chleb na garnek o średnicy 22 cm

Poolish
50 g mąki pszennej typ 550
50 g wody
1 kulka świeżych drożdży (dałam ok. 1-2 g)

Zakwas pszenny
70 g mąki pszennej typ 550
70 g wody
5 g zakwasu pszennego

Końcowe ciasto
zakwas i poolish
175 g wody
200 g mąki pszennej typ 550
50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
9 g soli
dodatkowo - 1 czubata łyżeczka nasion kopru włoskiego

W przeddzień włóż wszystkie składniki na poolish do małej miski i dobrze wymieszaj, zostaw na noc w chłodnym miejscu pod przykryciem.
Umieść wszystkie składniki na zakwas pszenny w innej małej miseczce, dobrze wymieszaj i pozwól, aby rosły przez noc w temperaturze pokojowej pod przykryciem. Następnego dnia dodaj 75 g wody do poolish i wymieszaj łopatką. Dodaj pozostałą wodę (100 g) do zakwasu pszennego i również wymieszaj.
Umieść oba rozpuszczone ciasta razem z pozostałymi składnikami końcowego ciasta z wyjątkiem soli w misce robota kuchennego, zagniataj przez 4 minuty na najniższym poziomie.
Przykryj miskę i odstaw ciasto na 20 minut (autoliza).
Dodaj sól do ciasta i wyrabiaj z prędkością 1 przez około 20 minut. Ciasto powinno odchodzić od miski.
Przykryj ciasto na 75 minut, a następnie rozciągnij i złóż.
Przykryj ponownie i pozwól mu odpocząć przez kolejne 2 1/2 godziny.
Umieść ciasto na posypanej mąką powierzchni roboczej, uformuj bochenek i umieść w koszu fermentacyjnym, pozwól mu wyrastać w temperaturze pokojowej przez 60 do 90 minut.
Włóż garnek z pokrywką do piekarnika i rozgrzej w temperaturze 250 ° C. Z moim piekarnikiem trwa około 20 minut, aż temperatura zostanie osiągnięta.
Wyjmij garnek z piekarnika, zdejmij pokrywę. Nie zapomnij o rękawicach kuchennych! Wrzuć ciasto do garnka. Piecz w 250 ° C przez 25 minut. Zmniejszyć temperaturę do 230 ° C, piecz jeszcze przez 20 minut, zdejmij pokrywkę i piecz w 200 ° C przez 5-7 minut.
Wyjmij chleb za pomocą rękawic kuchennych z garnka i pozwól mu ostygnąć na kratce.


Podróż po Etiopii - część 19 - Plemię Karo, malowani ludzie znad rzeki Omo.

Podróż po Etiopii - część 19 - Plemię Karo, malowani ludzie znad rzeki Omo.

Kolejny dzień prowadzi nas z naszej oazy w Turmi przez Murulle do wioski Kolcho. Niecałe 70 kilometrów drogi zabiera nam dwie godziny jazdy. Wytrzęsieni w aucie docieramy nad rzekę Omo, której zakole pięknie widać z wysokiej skarpy będącej granicą wioski. Ale nie przyjechaliśmy dla jej widoku. Żyje tu plemię Karo, które kultywuje niezwykłą tradycję.



Domowe przetwory z moreli i truskawek - trzy przepisy z inspiracji Christine Ferber.

Domowe przetwory z moreli i truskawek - trzy przepisy z inspiracji Christine Ferber.

Christine Ferber to francuska cukierniczka, która jest czwartym pokoleniem w swojej rodzinie kontynuującej ten zawód. Ceniona jest nie tylko za swoje osiągnięcia cukiernicze. Nazywana "dżemowa wróżką" sprzedaje co roku ponad 200 000 słoików słodkich przetworów, co stanowi 35% jej dochodów. Sprzedaje je nie tylko w swoim rodzinnym Niedermorschwihr, ale również za granicą, szczególnie w Europie i Azji. Jej kolega, znany francuski cukiernik i chocolatier Pierre Hermé powiedział, że Ferber „sprzedaje najlepsze dżemy na świecie”. Sam zresztą sprzedaje je w swoich sklepach w Paryżu. O istnieniu Christine Ferber dowiedziałam się dzięki Bei, która umieszczała u siebie na blogu jej przepisy lub własne inspiracje przetworów "dżemowej wróżki" (sporo przepisów jest też na polskim blogu "Pistachio"). Od tamtej pory zachwyt mój nad przepisami na domowe przetwory nie ustaje. Gdy przychodzi sezon na świeże owoce, ciągle odkrywam nowe receptury, które chcę sprawdzić. Sama też czuję się zachęcona do eksperymentowania. Nie zawsze trzymam się ściśle przepisów, bo zwykle używam mało cukru, a także dostosowuję smaki do swoich preferencji, a smak owoców jest dla mnie głównym kierunkiem działania. Dzisiejsze przepisy mają niewielkie zmiany, trzon stanowi to co podaje Christine Ferber. 

Pierwszy przepis zwiera dodatek wina gewürztraminer, szczepu winorośli charakterystycznego dla Alzacji, z której pochodzi "guru" konfitur. To szczep uprawiany w chłodniejszych rejonach winiarskich, podobno w ciepłych traci swoje charakterystyczne właściwości. Ma ciekawy smak i myślę, że nie należy zastępować go jakimś innym. Wino to bez problemu można u nas kupić. Użyłam suszonych moreli ekologicznych, które zalewamy winem. Mają ciemny, wręcz brunatny kolor, ale mimo iż są 'brzydsze" od spotykanych słonecznie-pomarańczowych, nie zawierają chemicznych konserwantów. Nieco przyciemnią jednak kolor przetworu, ale też pogłębią jego smak. 

Pamiętajmy, żeby do przetworów wybierać dojrzałe ale jednocześnie jędrne i zdrowe owoce. Dostosowujmy receptury do własnych smaków, zwłaszcza jeśli chodzi o poziom słodyczy i przyprawy. Trzeba próbować ich smak na etapie przygotowania. W przepisach na konfitury z moreli po leżakowaniu w lodówce przez noc łatwo możecie pozbyć się skórki. Proponuję sprawdzić czy nie ma w skórce goryczki. Jeśli nie ma, nie musicie tego robić.



Konfitura morelowa z wanilią i winem  gewürztraminer