Czekoladowy chleb. Tęsknota za wiosną i egzotyką.

Znów wspólnie pieczemy chleb. Z inicjatywy Amber, autorki bloga KUCHENNYMI DRZWIAMI i Bei, która sezonowo i lokalnie dzieli się z nami przepisami na blogu BEA W KUCHNI, w lutowej piekarni wyzwaniem stał się chleb czekoladowy. Przyznam, że gdyby nie zaproszenie, pewnie nieprędko sięgnęłabym po przepis na tego typu wypiek. Efekt końcowy jest jednak bardzo zadowalający. Poza tym w kuchni warto otwierać się na to co nieznane i zaskakujące. Bea podała dwie wersje przepisu na chleb. Ja wybrałam chleb na poolish i taką wersję zamieszczam poniżej, cytując autorkę.

Chleb z czekoladą i rodzynkami, drożdżowy, na poolish


 "na poolish :
 2 g świeżych (lub 1 g czyli ¼ łyżeczki suchych) drożdży
125 g / 125 ml ciepłej wody
125 g mąki pszennej (T55)


ciasto właściwe :
300 g mąki pszennej (T55)
5 g (1 łyżeczka) soli
2 g świeżych (lub 1 g czyli ¼ łyżeczki suchych) drożdży
ok. 220 – 240 ml ciepłej wody
80 g (2/3 szkl) chipsów czekoladowych (pół słodkich)
200 g (1 1/3 szklanki) rodzynek koryntek
20 g (2 ½ łyżki) gorzkiego kakao


W przeddzień pieczenia przygotować poolish (wieczorem, na poranne pieczenie, lub rano – na pieczenie popołudniowe) :
1. W misie dokładnie wymieszać drożdże z wodą (125 ml); dodać mąkę (125 g) i ponownie dokładnie wymieszać. Przykryć i pozostawić na noc w temperaturze pokojowej.
2. Następnego dnia wymieszać rodzynki i chipsy czekoladowe. W drugiej misce wymieszać mąkę, sól i kakao.
3. Wymieszać drożdże z wodą.
4. Dodać rozmieszane drożdże do zaczynu (poolish), następnie dodać suche składniki i dobrze wymieszać.
5. Przykryć i odstawić na 10 min.
6. Po 10 minutach – wyrabiamy ciasto : chwytamy porcję ciasta z brzegu, lekko naciągamy i przyciskamy w środek ciasta; lekko obracamy misę i powtarzamy tę czynność z kolejnym brzegiem ciasta. Powtarzamy składanie 8 razy, co powinno nam zająć ok. 10 sekund, po czym ciasto powinno zmienić strukturę – bardziej sprężyste, stawiające opór.
Ciasto możemy również wyrobić mikserem – najpierw 2-3 minuty na pierwszym biegu, a następnie ok. 4 minuty na drugim biegu
7. Przykryć misę i odstawić na 10 minut.
8. Powtórzyć etap 6 + 7 dwa razy, następnie ponownie etap 6. Przykryć misę i odstawić do wyrośnięcia na1 godzinę.
9. Gdy ciasto podwoiło objętość – odgazować je (uderzamy pięścią w jego środek).
10. Wyrośnięte ciasto umieścić na lekko umączonym blacie .
11. Podzielić ciasto na 2 równe części i uformować z nich kule.
12. Wysypać mąką podłużny koszyk do wyrastania chleba i umieścić w nim kulki ciasta, blisko siebie, tak by połączyły się podczas rośnięcia.
13. Pozostawić ciasto do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość – w zależności od tego, jak mocny jest nasz zakwas (oraz w zależności od temperatury) może to zająć od 3 do 6 godzin).
14. Ok. 20 minut przed planowanym pieczeniem, nagrzać piekarnik do 240st., na spodzie umieścić naczynie, do którego wlejemy wodę (przygotować szklankę wody).
15. Gdy ciasto podwoi już objętość, przekładamy je na łopatę lub na papier do pieczenia, posypujemy wierzch mąką i nacinamy.
16. Przekładamy na rozgrzaną blachę (lub kamień), wlewamy wodę do przygotowanego naczynia i obniżamy temperaturę do 220st.
17. Pieczemy ok. 30 minut, aż chleb będzie ładnie brązowy.
18. By sprawdzić, czy jest on odpowiednio upieczony, stukamy w spód chleba – ma on wydawać ‘głuchy’ odgłos.
Studzimy na kratce."




Moje uwagi:
-zastosowałam mąkę pszenną, chlebową typ 750,
-zrezygnowałam z chipsów czekoladowych,
-dodałam mieszankę rodzynek blondi, jambo i koryntek,
-nie wyszło mi nacinanie chleba, stąd takie fałdki na powierzchni ;)
-ciasto chlebowe w całości włożyłam do foremki (ciągle mam obawy, że bez foremki rozleje się w "beret" ;).

Chleb czekoladowy dodaję do przepisów CZEKOLADOWEGO TYGODNIA u Bei.




Oto lista uczestniczących w czekoladowej piekarni :

Ania Bajkorada
Ania Nie tylko na słodko
Ania W Moje pasje.Kuchnia i ogród
Ania Pieczywo na zakwasie
Alutka nie-ład mAlutki
Amber Kuchennymi drzwiami
Arnika Arnikowa kuchnia
Bea Bea w kuchni
Bożena Smakowe kubki
Bożena Moje domowe kucharzenie
Dorota Ugotujmy To.pl
Dorota Moje małe czarowanie
Gallica Anonimica Zakalce mojego życia
Gatita Kulinarne przygody Gatity
Gosia Co do jedzenia
Gucio Kuchnia Gucia
Jola Smak mojego domu
Kamila Ogrody Babilonu
Krecia By było przyjemniej
Magda Konwalie w kuchni
Małgosia i Piotr Akacjowy blog. W podróży i w kuchni
Margot Kuchnia Alicji
Marghe Po prostu Marghe
Mimbla Pierogi ruskie raz
Pychciasta 
Renata Forks’N'Canvas
Tosia Smakowity chleb
Wiosenka Eksplozja smaku
Wisła Zapach chleba
Zufik Zufikowo
Żabka Healthy craving
Żaneta Poradniczanka

Niech chleb nas łączy !  :)


***


Kontynuujemy dziś temat karnawałowej zabawy. Jesteśmy w innym miejscu, innej kulturze, innym świecie.
Mieszkańcy tego kraju obchodzą chyba najwięcej świąt spośród wszystkich nacji i permanentnie eksponują swoją radość. Każdy dzień przynosi szansę uczestnictwa w jakimś festiwalu. To najlepszy sposób poznania lokalnej kultury i dzielenia się szczęściem z mieszkańcami.


Na przełomie lutego i marca w całych Indiach obchodzi się hinduistyczne święto wiosny - Holi. Nazywane jest też Festiwalem Kolorów, bo ludzie w przypływie entuzjazmu, wyrażają swoją radość z odejścia zimy obsypując się kolorowymi proszkami.  

Wcześniej, bo zwykle na początku lutego w okolicach Bharatpur w Radżastanie odbywają się obchody, które angażują głównie lokalną społeczność.  Festiwal Brij, bo o nim mowa, poświęcony jest Krishnie, który ponoć spędzał dzieciństwo w tych okolicach. Ludzie ubierają się kolorowo, grają, śpiewają pieśni i tańczą. Najbardziej charakterystyczny taniec Rasilla ilustruje wieczną miłość Radhy do Krishny. Niektórzy mieszkańcy malują swe domy, by w inny sposób wyrazić radość z nadchodzącej wiosny.
Bharatpur to miasto wielkości naszej Gdyni. Założone zostało w połowie osiemnastego wieku. Jak na standardy hinduskie jest niewielkie. Życie jednak toczy się podobnie jak w innych miastach.


Ruch na ulicach jest chaotyczny, a do przemieszczania używa się wszystkiego począwszy od własnych mięśni, poprzez zwierzęta, skończywszy na wszelkiego rodzaju mechanicznych wynalazkach.


Jak wszędzie w Indiach nie brakuje stoisk z jedzeniem, tym do przygotowania i gotowym do spożycia. 


Festiwal Brij jest mało zauważalny wśród setek innych hinduskich festiwali angażujących znacznie większą populację. Mieliśmy ogromne szczęście, bo udało nam się dotrzeć do miejsca, gdzie spotkaliśmy setki Hindusów żądnych zabawy. A nie było to łatwe...

Niewielkie, zakurzone miasteczko Deeg dzieli od Bharatpur zaledwie 36 kilometrów. Jednakże stan dróg powoduje, że dojazd trwa dobre półtorej godziny. Komunikacja publiczna nie istnieje lub jest bardzo ograniczona. Pewnie dlatego nie spotyka się tu turystów. No może poza nielicznymi wyjątkami.


Na początku osiemnastego wieku Badan Singh ustanowił w Deeg stolicę stanu. Zaczął też budować fortecę, którą nieco później maharadża Suraj Mal rozbudował i przekształcił w piękny zespół pałacowy, po czym ... przeniósł stolicę do Bharatpur,
 
Pałac jednak pozostał i był wykorzystywany jako letnia rezydencja kolejnych maharadżów do połowy dwudziestego wieku. Budynki pałacowe okalają ogrody wyposażone w wodne kanały z fontannami posiadającymi sprytny system rozpylania zabarwionej na różne kolory wody. To właśnie one dają radość Hindusom w trakcie obchodów święta Brij.
Kiedy przyjechaliśmy na miejsce było już sporo tradycyjnie ubranych kobiet i mężczyzn.
Występy, wspólne tańce, gra na tradycyjnych instrumentach i śpiewy miały miejsce w różnych częściach ogrodów pałacowych.
Ludzie przemieszczali się z miejsca na miejsce, włączając się do wspólnej zabawy.


Radość i wszechobecna euforia udzieliła się również nam. Niewiele czasu upłynęło, gdy wciąż nadciągający tłum nie mieścił się już na rozległych terenach przypałacowych i zaczynał zajmować miejsce na dachach budynków, mając stamtąd doskonały przegląd sytuacji.
 
Tuż obok życie płynęło własnym rytmem. Kobiety zajmowały się praniem i suszeniem odzieży...


... które mężczyźni mogli później używać w czasie swojej codziennej aktywności ...
... zaś inne stworzenia (poniżej rudawki wielkie), mimo wszechogarniającego hałasu zbierały siły do nocnych harców.
Kulminacją obchodów było uruchomienie fontann, z których zaczęły tryskać  kolorowe strumienie wody. W naszej kulturze naturalnym jest oglądanie takiego zjawiska. Nie w Indiach. Tu ludzie zaczęli biegać w strugach kolorowej wody. Tak lokalne społeczeństwo witało nadchodzącą wiosnę.
Widok kolorowo odzianych kobiet i mężczyzn wśród bryzgających strumieni był niezwykły. Oddawał charakter tej nacji, która dla wspólnej radości zupełnie nie przejmuje się faktem, że farbowana woda zmusi ich do spędzenia godzin w łazience czy w pralni. Liczy się tu i teraz.
Kiedy po południu wracaliśmy tą samą zakurzoną drogą, by zdążyć na stację kolejową w Bharatpur, wciąż mieliśmy w oczach kolorowy tłum roześmianych i szczęśliwych ludzi,

którzy z lubością przyglądali się nam jak my im.

W końcu po atrakcjach święta Brij ruszyliśmy w dalszą drogę naszym ulubionym środkiem transportu, pociągiem. Czekało na nas bowiem kolejne miejsce,  Jaipur, stolica Radżastanu. 

Komentarze

  1. Czekoladowy chlebek? To coś dla mnie, istny obłęd! :)
    Zawsze fascynowały mnie hinduskie stroje, są takie kolorowe, po prostu piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasiu,,,,i piękne jest to, że dla nich te tradycyjne stroje są od święta i na co dzień. Sari noszą wszystkie kobiety bez względu na status czy wiek :) pozdrawiamy

      Usuń
  2. Wspaniale wyrósł! Zdjęcia obłędne, jak zawsze, ach... Pozdrawiam i dziękuję za kolejne wspólne pieczenie!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooooooooo taki chleb z różnymi rodzajami rodzynek bardzo piękny jest,ale te zdjęcia niżej to normalnie urywają wiadomo co :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alciu...co Ci urywa ? ;D pozdrawiamy

      Usuń
    2. no wszystko :D Piękne , czapki z głów

      Usuń
  4. wspaniała podróż. Jakie te kobiety wszystkie są ładne :) Choć i mężczyznom niczego nie brakuje ;)
    Podoba mi się ten wiosenny zwyczaj, ale u nas raczej by nie przeszedł. No, chyba że dzieci tylko by miały frajdę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu-bez wątpienia u nich jest cieplej...a poza tym jeszcze sucho, bo to przed monsunem. Potrafią się jednak świetnie bawić...nas to zachwyciło i urzekło -pozdrawiamy

      Usuń
  5. Małgoisu, chleb piękny!
    Nadziany rodzynkami,tak na bogato.
    Smakowity i wiosenny widok.

    A zdjecia z Indii radośnie kolorowe,zapadajace w duszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amber-dziękujemy za wspólną zabawę. To na bogato przez jambo, bo są lekkie i duże..Chleb drożdżowy dzięki rodzynkom zachowuje dłużej wilgoć. Pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  6. Chleb wygląda przepysznie!
    Czynności z przygotowaniem i pieczeniem tyle,jak przy chirurgicznej operacji,ale efekt zapewne smakowity.
    Zdjęcia u Was jak zwykle piękne.
    Pozdrawiam.
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko...to tylko tak strasznie wygląda przed wykonaniem, jak się wczytasz i zrobisz to nie jest tak źle ;) pozdrawiamy i dziękujemy za odwiedziny

      Usuń
  7. Malgosiu, chleb przy uzyciu Twojej mieszanki rodzynek wyglada jak usiany klejnotami! Sliczny :)
    A kolejne zdjecia z podrozy wabia tymi cudnymi, pozytywnymi kolorami! Pracuje z jedna kolezanka o hinduskich korzeniach - i ona wlasnie kocha tego typu mocne, odwazne kolory (i na dodatek pieknie jej w nich :)).

    Pozdrawiam serdecznie!
    I dziekuje Ci za wspolne pieczenie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory zadziwiają , są soczyste, wyraziste i hinduskom w nich pięknie :) Indie są kolorowe...Beo-i my dziękujemy za wspólne pieczenie, pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  8. Bardzo pysznie wygląda! Też upiekłam ten chleb ale na pszennym zakwasie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jeszcze skusimy się na chleb na zakwasie, bo czytamy same pochwały na ten temat :) pozdrawiamy :))))))))))

      Usuń
  9. … zdjęcia przepiękne! Mam przyjaciółki z Pakistanu i Indii i zawsze podziwiam ich stroje...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale kolorowo u Was! dziękuję za wspólne pieczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fantastyczny reportaz, wiele pieknych kadrow wprowadzajacych odbiorce w zycie Hindusow.
    Kraj, ktory mieni sie kontrastami - swietnie to oddalas:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapominalam sie podpisac - Grazyna

      Usuń
    2. Dziękujemy Grażynko . Bardzo mile wspominamy to miejsce i przypadek sprawił , że dowiedzieliśmy się o nim. Dla Hindusów spotkanie z turystami tez było interesujące. Poddaliśmy się wielu wspólnym zdjęciom robionym komórkami :) Dziękujemy, pozdrawiamy

      Usuń
  12. Co tam chleb czekoladowy. Oczywiscie udany i ładny, ale te zdjęcia i tan komentarz i to, że byliscie tam właśnie. Święto wisny wspaniałe. Ludzie cudni. Ty to tak ładnie zawsze zobaczysz, łacznie z tym praniem i aktywnością mężczyxn ;) A nie masz troche tego proszku? Chetnie poddałabym się obsypaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem przywieziemy proszki i zrobimy u nas festiwal wiosny koniecznie z pieczeniem chleba ;D

      Usuń
  13. Uwielbiam te Wasze podróże za grosz, bo tylko klikam i przenosicie mnie w nieznane, już dzięki Wam troszkę poznane , rejony naszego globu. Cudowne opisy, autentyczność narracji i zdjęcia-portrety ludzi, których nie sposób nie kochać, po ich obejrzeniu.
    Chleb , jak chleb, ale to Wasza relacja smakuje jak najlepszy chleb pod słońcem.
    Pozdrawiam Was i wyciągam wszystkie rodzynki z chleba czekoladowego i podróżniczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym stwierdzeniu za grosz jest grosz prawdy. podróżujemy sami bez biur podróży, kupujemy bilety lotnicze w atrakcyjnych cenach, przemieszczamy się lokalnymi środkami komunikacji ...a Indie są dla nas Europejczyków cenowo bardzo atrakcyjne :) Dziękujemy i oddajemy te rodzynki....a co tam ;D

      Usuń
  14. urzekły mnie kolory, kolorowe proszki, cały urok cipeła i bochen pysznego chleba.
    Dziękuje za wspólnie spędzony czas :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też dziękujemy, pozdrawiamy :))))))))))))))

      Usuń
  15. Chlebus z 3 rodzajami rodzynkow wyglada cudnie!.
    Relacja z podrozy tez cudna. Z checia czytam wasze opowiesci i wracam myslami do tych lub podobnych miejsc. Spedzilam 5 lat wloczac sie po swiecie na 6 kontynentach, po niemalze setce panstw. Tysiace slajdow, tomy dziennikow z podrozy i glowa pelna wspomnien, ktore dzieki wam ozywaja :)
    Dziekuje za chwile wspomnien, za wspolne pieczenie i bajeczne zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło , że możemy przeżywać podobne emocje i dzielić się nimi. Bardzo cieszymy się ze wspólnych choć wirtualnych spotkań, pozdrawiamy :)

      Usuń
  16. Tyle jedzenia na straganach a nie widziałem otyłych ludzi i smutnych.Andrzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otyli są , ale to znacznie rzadszy widok niż u nas :) Dziękujemy za odwiedziny :)pozdrawiamy

      Usuń
  17. Niezmiennie uwielbiam Twoje wpisy :)
    I kolejny przepiękny mocno czekoladowy chleb !
    Małgosiu, dziękuję za wspólny czas przy piekarniku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gatito-wpis jest wspólny, co nie zmienia faktu, że bardzo nam miło :) Dziękujemy za wspólne pieczenie :)))))))))))))

      Usuń
  18. Ale wspaniały chlebek! I ta kolorowa podróż....:)! Dziękuję za wspólne pieczenie i pozdrawiam :)!

    OdpowiedzUsuń
  19. Chlebek wspaniały, a zdjęcia z zachwytem obejrzałam, poczytałam, temat szczególnie mi teraz bliski, ponieważ w sobotę byłam na warsztatach kuchni indyjskiej, teraz mi w domu pachnie Indiami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo-takie warsztaty to fajna sprawa. jednak mimo, że przywozimy różne składniki, których próżno u nas szukać....to ta kuchnia zawsze inaczej smakuje na miejscu :) Dziękujemy za wspólny czas....pozdrawiamy :)

      Usuń
  20. Fantastyczny wypiek! Cudne zdjęcia i chwile! Dziękuję za wspólny czas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilo- dziękujemy za odwiedziny i wspólne pieczenie, pozdrawiamy :)

      Usuń
  21. Czekoladowy chlebek pasuje do egzotyki przedstwionej na fotografiach wspaniale.
    Ładnie się udał - rodzynkowy przekrój piękny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu-pozdrawiamy serdecznie :)))))))

      Usuń
  22. Hmmm bardziej zainteresowałam się karnawałowymi zdjęciami niż chlebkiem... Mimo że jest śliczny, kolory Indii przyciągają uwagę jeszcze bardziej! Pozdrawiam i do kolejnego wspólnego pieczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kolejnego, dziękujemy za odwiedziny i cieszymy się , że relacja podobała Ci się :)

      Usuń
  23. Fajny ten chlebek,prawda? Swietnie pasuje z Waszymi zdjeciami z Indii... piekne kolory...Marzy mi sie podroz tam....czuje w kosciach ,ze wczesniej czy pozniej tam sie wybiore :) na razie wirtualnie z Wami i ogladajac slaidy z podrozy Maurizia... ale to tylko na razie.... Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia trzeba spełniać :) Buziaki i dziękujemy za odwiedziny

      Usuń
  24. Pysznie musiał smakować z takimi wielkimi rodzynkami:). Piękny chlebek:) pozdrawiam i dziękuję za wspólne pieczenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Jolu, smakował bardzo , polecamy jambo :) pozdrawiamy

      Usuń
  25. Jeju, jak u Ciebie kolorowo! :)))
    A po przepis tez pewnie bym nie sięgnęła... Dobrze jest uczestniczyć we wspólnym pieczeniu. :)
    Dziękuję za wspólne pieczenie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wspólne pieczenie i odwiedziny :)))))))))))))))))))))))))

      Usuń
  26. Chleb piękny :D
    zazdroszczę tej cudownej podróży... :)
    dziękuję za wspólne pieczenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i my Żabciu, pozdrawiamy :))))))))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
  27. Ojojoj, Twój chleb wygląda jak dzieło sztuki, rodzynki przypominają kamienie szlachetne. Wcale nie przesadzam, naprawdę to była moja pierwsza myśl;).
    Uwielbiam Twoje relacje z podróży. Chyba największe wrażenie wywarł na mnie post o ghatach Waranasi. Dzięki, że dzielisz się z nami swoimi zdjęciami i opowieściami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jestem pod wrażeniem :) Dzielenie się opowieściami (a tak dla ścisłości-posta o festiwalu napisał Piotr ;) to to dalszy ciąg przyjemności podróżowania. Wspominanie odświeża doznania :) poza tym jeśli są czytelnicy tego co piszemy to dla nas największa przyjemność :) dziękujemy i pozdrawiamy

      Usuń
  28. Piękne zdjęcia, szczególnie portrety!:)
    Co do chleba, to gdyby nie zaproszenie,
    pewnie nigdy nie sięgnęłabym po ten przepis;))
    Dziękuję i do zobaczenia przy kolejnym bochenku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam....gdyby nie zaproszenie pewnie bym się nie skusiła.... a tak cieszę się , że upiekłam chleb. Pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  29. Pięknie Ci się upiekł, ale Twoja kolorowa podróż zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan:) Cudnie, energetycznie, dziękuję za wspólne spotkanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kreciu-pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  30. Koloroterapia! Chleb był pyszny ale monochromatyczny, fajnie ożywiłaś tę czekoladowość. U mnie też był na poolish, fajnie się udał. Dziś już chyba wszystkim marzy się wiosna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ago :) Fajnie, że wpadłaś i dziękujemy za komentarz. Miło nam , że nasze wspomnienia wniosły nieco kolorów w monochromatyczny krajobraz przedwiosenny :) pozdrawiamy

      Usuń
  31. Ile tu kolorów, życia i czekolady :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...