Dhobi Ghat - wielka pralnia w Mumbaiu. Kulinarnie-w poszukiwaniu chałki idealnej :)

Nie wdaję się w rozważania typu "najlepsza chałka na świecie". Wszystko jest przecież bardzo subiektywne, a poczucie smaku w szczególności. Od jakiegoś czasu poszukiwałam chałki, która przypominać mi miała tę z dzieciństwa. Był to zbędny wysiłek, bo najlepszy dla mnie przepis znalazłam w książce stojącej w domu na półce-"Ciasto drożdżowe na różne sposoby" autorstwa Małgorzaty Zielińskiej. Niezbyt słodka w smaku, puszysta i równie smaczna w kolejnych dniach (2 sztuki przetrwały trzy dni). Polecam Wam, może to będzie i dla Was chałka idealna :)
 
 
Chałka na miodzie
 
 
 
Składniki na 2 średnie chałki:
 
500 g mąki pszennej
20 g świeżych drożdży
60-70 ml letniej wody
1 łyżeczka cukru
3 jaja L
4 łyżki oleju
1/4 szklanki płynnego miodu
1 jajo M do glazury chałki
 
Rozpuścić drożdże w wodzie, dodać cukier, 2 łyżki mąki i odstawić w ciepłe miejsce, żeby zaczyn zaczął pracować. 
 
Zaczyn dodać do przesianej mąki i reszty składników i wyrabiać ciasto ok. 10 min. Powinno być gładkie, elastyczne i odchodzić od powierzchni dzieży czy blatu (jeśli wyrabiamy ręcznie). Gdyby było za ścisłe można dodać trochę wody. Masę odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, raz w trakcie wyrastania odgazować.
 
Podzielić ciasto na dwie porcje. Każdą z porcji na 3 części. Uformować równe wałeczki i spleść w warkocz, pamiętając, żeby dobrze zlepić końce i podwinąć je pod spód.
Chałki ułożyć na blasze do pieczenia wyłożonej pergaminem. Przykryć czystą ściereczką i poczekać do podwojenia objętości. Posmarować dobrze roztrzepanym jajkiem i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez 30-35 min.
 
Przepis na chałkę dodaję do kwietniowej listy przepisów wiosennie zakręconych na blogu Wisly NA ZAKWASIE I NA DROŻDŻACH oraz do Panissimo.
 
***
 
Dziś zapraszam Was do pralni :D i niech Wam się nie wydaje, że to jakieś prozaiczne miejsce. W Indiach codzienność jest fascynująca, dlatego lubimy oglądać miejsca, gdzie życie  toczy się niby zwykłym rytmem, a dla nas przybyszy z nieco innego świata nie jest to wcale takie zwyczajne.

 
 Pralnia Dhobi Ghat znajduje się w okolicach stacji kolejowej Mahalaxmi w Mumbaiu. To największa i najstarsza pralnia w Indiach. Powstała w 1890 roku na potrzeby brytyjskiego garnizonu wojskowego.


Brytyjczycy odeszli, ale pralnia wciąż działa i korzystają z niej m.in.  hotele, szpitale i gospodarstwa domowe.

 
W pralni pracuje od 5 do 8 tysięcy dhobis (praczy). Podobno miesięcznie przez pralnię przechodzi ok. 3 milionów sztuk rzeczy.
 

Pracze pracują przez 7 dni w tygodniu cały rok i mają tylko jeden dzień wolny-podczas święta Holi.

 
Miejsce to składa się z ok. 700 boksów do prania oraz położonych przy nich domków.


Wynajęcie domku z boksem to koszt ok. 20 złotych miesięcznie.


 Mieszkają tu czasem całe rodziny.


Na dachach domków w porze suchej suszy się pranie. Podobno  wisi tu 50 tysięcy metrów sznurka.

 
 W porze deszczowej używa się mechanicznych suszarek.


Są tu też pralki z wielkimi bębnami, ale prąd kosztuje niemało i niekoniecznie opłaca się z tego korzystać na co dzień.

 
Dlatego najwięcej pierze się w sposób tradycyjny.



 
Rzeczy przysłane do prania są najpierw sortowane i znakowane.


Potem się je pierze, płucze, prasuje i pakuje. Podobno pomyłki czy zaginięcia to niezwykle rzadkie przypadki.


Dhobis rozpoczynają pracę bardzo wcześnie rano, by wraz ze wschodem słońca można  było wieszać rzeczy do wyschnięcia. My nie wybraliśmy się tam tak wcześnie, bo o tej porze jest jeszcze ciemno.


Pojechaliśmy tam by móc zrobić zdjęcia. Z informacji w internecie  wiedzieliśmy, że normą są tu opłaty, które egzekwują zwykle grupy mężczyzn. Podobno przeznaczane są one dla społeczności praczy. Trudno stwierdzić czy to prawda. Gdy weszliśmy do środka, szybko zostaliśmy namierzeni. Jeden z panów świetnie mówił po angielsku. Można się było porozumieć bez zbędnych problemów.


Doprowadzili nas do bramy wejściowej.


Negocjacje prowadzone przez Piotra zakończyły się pokojowo, złożyliśmy datek w świątyni przed wejściem.



Przeszliśmy się po pralni bez problemów i obaw. Naszym zdaniem warto to miejsce zobaczyć.


8 marca 2011 roku Pralnia została wpisana na listę światowych rekordów Guinnessa jako miejsce, gdzie najwięcej ludzi na świecie prało ręcznie w jednym miejscu.
W tym samym roku, kiedy padł rekord ukazał się film "Dhobi Ghat" zwany też "Mumbai Diaries" ("Pralnia: dzienniki mumbajskie"). Producentem i odtwórcą głównej roli jest Aamir Khan, muzykę napisał do filmu laureat Oscara-Gustavo Santaolalla. Gdyby ktoś z Was wiedział, gdzie można ten film znaleźć-proszę o informację.
 

Komentarze

  1. Chałeczka wygląda naprawdę pysznie, chyba urwę sobie kawałek :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię chałki-)
    Pralnia robi wrażenie.Fascynujące miejsce na zrobienie zdjęć.
    Z przyjemnością u Was gościłam.
    Pozdrawiam-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko-pralnia była ciekawym ale i trudnym miejscem do robienia zdjęć . Brak perspektywy i 50 tyś metrów sznurka ;D A chałkę polecam :)

      Usuń
  3. Mmm, nie ma jak chałka, taka jeszcze ciepła, z masełkiem... :)
    Niesamowite miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, do tego domowe konfitury, albo twarożek i miód ....marzenie

      Usuń
  4. No wiadomo Mirabelki przepisy są najlepsze , ja jeszcze za rozkwitu cin cin brałam od Małgosi przepisy w ciemno , zawsze och i ach po pieczeniu
    A Indie i ich koloryt mnie zachwyca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alciu-zgadzam się z Tobą :) Wszystko co piekę z przepisów Mirabelki jest pyszne. Co do Indii-te mnie zachwycają :)

      Usuń
  5. Chałki uwielbiam, chętnie bym skubnęła kawałek :)
    Co do pralni mam mieszane uczucia, jak zawsze kiedy patrzę na Indie i życie tam toczące się.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowite miejsce, podziwiam i współczuję tym praczom...

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowite miejsce, fantastycznie było zobaczyć coś takiego na żywo, gratuluję odwagi i wytrwałości, ja jestem ostrożna bo naraziłam się już nieraz na nieprzyjemności.

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepszą chałkę piekła moja babcia.
    A kilka lat temu znalazłam jej smak w Jerozolimie!

    Zdjecia mnie przerażają. Świadomość pracy ponad siły budzi mój absolutny protest!
    Choć dla tych ludzi jest to normalne. Nie znają innej alternatywy...

    OdpowiedzUsuń
  9. Chałeczka cudna, rumiana i błyszcząca, chętnie upiekę, ponieważ dzieci przepadają za takimi wypiekami.
    Pralnia niesamowita! Te kolorowe sterty ubrań jednocześnie zachwycają i budzą szacunek dla ludzi nad nimi pracującymi!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chałkę na śniadanie zjadłabym, oj zjadła...Zjadła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chałka prezentuje się doskonale, a smakuje na pewno jeszcze lepiej. A Wasze relacje z Indii są piękne i bardzo przejmujące, los ludzi pracujących w pralni przeraża, ciężko przejść obojętnie. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Chałka wspaniała, a reportaz z pralni fantastyczny. Przeczytałam i objerzalam z wielkim zainteresowaniem.
    To musiało byc ciekawe doświadczenie, moc zobaczyc to na własne oczy, poczuć klimat tego miejsca.
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
  13. Już drugi raz oglądam i czytam reportaż, fantastycznie podglądacie ludzi, zdjęcia są niesamowite, robią ogromne wrażenie. Dziękuję i pozdrawiam.
    Chałkę piekę dość często, ale wg mnie najlepsza to z oryginalnego żydowskiego przepisu , jest u mnie na blogu, zapraszam.
    http://www.smakowekubki.com/2013/12/chaka-do-ryby-wigilijna.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz