Nadziewane kalmary z pustych plaż wybrzeża Konkan.

Spokój i cisza tych miejsc przerosły nasze oczekiwania. Kuchnia również. Zwykle raczyliśmy się potrawami wegetariańskimi, bo te  dominowały. Proste restauracyjki, w których poza Hindusami trudno było znaleźć obcokrajowca serwowały fantastyczne potrawy z ziemniaków, pomidorów, okry, bakłażana, cukini, cebuli, pomidorów, czosnku, chili, wzbogacone obłędnymi mieszankami przypraw. Można było ucztować za równowartość kilku złotych. Wybrzeże Konkan to prawdziwa oaza pozbawiona cech masowej turystyki. Cieszymy się, że właściwie przez przypadek zawitaliśmy w tej okolicy.
 

Ganpatipule, do którego udaliśmy się natychmiast z lotniska po podróży z Europy leży 350 kilometrów od Mumbaiu. To blisko, ale też lata świetlne od stolicy. Do opowieści wrócimy później, najpierw czas coś przekąsić.

Morze to źródło ryb i jego owoców. Jako fanatycy takiego posiłku ugotujemy dziś danie, które przywoła aromaty tego regionu. Przygotujemy nadziewane kalmary.
 
 
NADZIEWANE KALMARY
 
 
 

Składniki:

500g tub małych kalmarów (było 18 sztuk, więc użyłem 12 do nadziewania, 4 jako składnik nadzienia, 2 pokroiłem w plastry)
kurkuma
limonka
olej
sól
masło klarowane

semolina

na nadzienie:

3 pomidory, pokrojone w bardzo drobną kostkę
1 duży ziemniak, ugotowany i pokrojony w bardzo drobną kostkę
2 szalotki, posiekane
2 ząbki czosnku, posiekane
1cm kawałek imbiru, posiekany
2 małe ostre papryczki (użyłem żółtej i czerwonej)
50g małych krewetek
4 tuby kalmarów
1 łyżeczka startego w moździerzu kuminu
1 łyżeczka kashmiri chili
1 łyżeczka startych w moździerzu nasion kolendry
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy(opcjonalnie)
1 łyżka posiekanych liści kolendry
sól, pieprz


Wykonanie:

Zakupiłem półkilogramową paczkę mrożonych małych tub kalmarów. Było ich 18 sztuk, oczyszczonych, przygotowanych do obróbki. Wewnątrz każdej tuby znajdowały się odnóża. Zostawiłem 14 sztuk do nadziewania. Odnóża odkroiłem i odstawiłem. 4 sztuki tub kalmarów pokroiłem w drobną kostkę. 2 sztuki tub pokroiłem w plastry.

Całość marynowałem pół godziny w marynacie z limonki, kurkumy, oleju i soli.

 

W międzyczasie przygotowałem nadzienie. Szalotki, czosnek, imbir zeszkliłem na maśle klarowanym. Dodałem posiekane ostre papryczki, krewetki, kalmary, smażąc przez dwie minuty. Następnie wrzuciłem pokrojone w drobniutką kostkę ziemniaki, pomidory i resztę przypraw (poza liśćmi kolendry). Gotowałem na średnim ogniu, by odparować płyn. Nadzienie nie może być zbyt wodniste. Na koniec dodałem posiekane liście kolendry oraz łyżkę soku z limonki. Ważne: ilość papryczek i chili zależy od pożądanego stopnia pikanteri. Nasze danie było dość ostre. Po kilku minutach gotowania nadzienie lekko wystudziłem, aby nadawało się do włożenia do tub kalmarów.
 
 
Tak małe kalmary niełatwo jest nadziewać. Wymaga to cierpliwości. Po kilkunastu minutach były gotowe. Końcówki "spiąłem" połówkami wykałaczek. Nie należy wkładać zbyt dużo nadzienia, musi być ono ułożone wewnątrz dość luźno. Kalmary w czasie smażenia kurczą się i zbyt duża ilość farszu spowoduje ich pęknięcie lub wyjście farszu na zewnątrz.

Na talerzu rozsypałem semolinę. W niej obtoczyłem tuby kalmarów oraz odnóża i pozostałe tuby pokrojone w krążki.

Nadziane tuby kalmarów smażyłem przez około 4-5 minut na rozgrzanym oleju (trzeba pamiętać o zachowaniu wysokiej temperatury tłuszczu), obracając je co jakiś czas, by mieć pewność że będą równo obsmażone. Ważne, by olej był cały czas gorący. Jego studzenie spowoduje to, że kalmary nie będą się smażyć a gotować. Tym samym mogą być lekko gumowate.

Odnóża i pokrojone krążki obtoczone w mące usmażyłem w głębokim tłuszczu przez dwie minuty.

Kalmary wyłożyłem na ręcznik papierowy, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.

Składam danie: nadziewane kalmary, ich odnóża, krążki  układam na talerzu. Dekoruję listkami kolendry i plastrem limonki.

Smacznego!
 
 
Na plażę udaliśmy się jeszcze przed południowym posiłkiem. Jest zima, godzina dziesiąta, 30 stopni Celsjusza, Ganptipule, Indie. 

 
Odwiedzamy 400-letnią świątynię Swayambu Ganpati poświęconą Lordowi Ganpati. Światynia powstała na białym piasku tutejszej plaży, gdy jeden z wieśniaków uciekając ze swej wioski zobaczył naturalnie uformowaną figurę przypominającą Ganesha, boga mądrości o twarzy słonia chroniącego przed przeciwnościami. Postanowił wbudować w naturalną skałę wzgórza miejsce kultu. Obecnie w sierpniu lub wrześniu odbywa się tu festiwal Ganesh Chaturthi, który przyciaga tysiące wiernych.
 

Poza tymi miesiącami światynię odwiedzają ci, którzy wybrali Ganpatipule na wakacje lub weekendowy wypad. Przy wejściu czuwa ogromna mysz, która beznamiętnie wysłuchuje życzeń pielgrzymów lub turystów, spełniając ich prośby. Też szeptałem jej do ucha. Bez skutku. Może nie włada polskim...
 
 
Kilka kroków dalej plażę wypełnia tłumek, który widząc nas chętnie pozuje do zdjęć. Oczywiście my też stajemy się "ofiarami" pozowania, bo każdy z nich swym telefonem komórkowym chce uwiecznić spotkanie z egzotyką - ludźmi z Europy.


Wystarczy przejśc sto metrów i plaża staje się pusta. Tu jeszcze spotkaliśmy rodzinę podczas spaceru...
 

... ale kawałek dalej były już tylko polujące na ryby niewielkie czaple siodłate,
 
 
 dostojnie spacerujące po plaży nieco większe czaple rafowe,
  
 
które również zasadzały się na morskie stworzenia,
 
 
preferujące niewielkie kraby zimorodki krasnodziobe
 
 
i wszystkie inne zwierzęta, które upodobały sobie morsko - plażowe atrakcje (na zdjęciu poniżej widać też kanię bramińską, wrony i biegusa).
 
 
Jedne szukają pożywienia, dla innych ważniejsze są zaloty.
 
 
O tym, że miłość to nie tylko domena zwierząt świadczy poniższy obrazek. Pewnie wkrótce zniknie w odmętach przypływu.
 
 
Jednak w konkurencji estetyki plażowej sztuki zdecydowanie wygrywa krab.
 
 
 
Kawałek dalej plaża zwęża się i zaczynają dominować wulkaniczne skały, obmywane wodą w czasie przypływu.
 
 
Lokalni ludzie wiedzą, że można tu łatwo zdobyć świeże owoce morza - skorupiaki, które przyklejają się do skał i stają się łatwym łupem miejscowych.
 
 
 
Przy okazji dumnie prezentują nam swe plażowe "zbiory", które pewnie wraz z inną zdobyczą skończą swój żywot w jakimś pysznym curry.
 
 
Wracamy w okolice świątyni. Jest popołudnie. Tylko w tym miejscu można spotkać tłum ludzi korzystających z plaży w nieco inny sposób niż powszechnie nam znany. Nie ma tu leżenia, opalania się, a kąpiele w morzu polegają na zanurzaniu się w ubraniach,  by znaleźć ochłodę przed palącym słońcem.


Obcy aparat wywołuje "parcie na szkło".


Najwięcej frajdy mają dzieci, które po szkole chętnie pluskają się w morzu.
 
 
 
Część preferuje zabawy w piasku. Dziewczynki ubrane w kolorowe stroje prezentują się nadzwyczaj fotogenicznie.
 


 
Kawałek dalej kolorowy tłumek przygotowuje się na zakończenie dnia,
 

który nadchodzi nadzwyczaj szybko. Czerwono-różowa poświata zaprasza na kolejny smaczny posiłek. Ludzie powoli rozchodzą się i tylko gdzieś w oddali ostatni spóźnialscy kierują się ku domowi.


 

Wstaje kolejny dzień. Choć jesteśmy na plaży wcześnie, nie my witamy dzień.
 
 
 
 
Ruszamy na kolejny spacer, tym razem w przeciwnym kierunku. Spotykamy tych, dla których plaża jest źródłem materiałów budowlanych. Lokalni mieszkańcy pozyskują tu piasek, który później używają do przygotowania budulca - mieszanki piasku, cementu i wody.
 
 
Do wioski mają niedaleko, z czego chyba najbardziej zadowolone są ciągnące ciężkie wozy krowy.
 

Wybieramy się na eksplorację okolicy. Najlepszym i najtańszym środkiem transportu jest autoriksza. Gwarantuje dobre widoki, możliwość natychmiastowego zatrzymania się jeśli zobaczymy coś ciekawego i alternatywę dla klimatyzacji w postaci wiatru smagającego nasze twarze w czasie podróży. Dojeżdżamy do rybackiej wioski. Jest odpływ, a łódki czekają na wysoka wodę by wyruszyć na połów.


Oto Bhandarpule Beach, najlepiej prezentująca się z góry. Podczas przypływu trudno wejść na nią z drogi, bo woda zalewa okolicę między drzewami a samą plażą.


Ludzi brak. Natura, morze, piasek, rośliny, zwierzęta żyją swoim rytmem bez zakłócania przez nieproszonych gości.


Docieramy do morskiego fortu Jaigad. Wybudowany by strzec okolicy przy ujściu rzeki Shastri, znajduje się na wzgórzu, z którego rozpościerają się  piękne widoki  na morze Arabskie.


Mury, które dziś są ruiną przypominają o przeszłości, kiedy przebywał tu Kanhoji Angre, morski komandor broniący okolicy.

 
Budynki koszarowe wojsk są dziś w ruinie. Porośnięte roślinnością przyciągają okoliczną faunę.

 
Wypatrzyliśmy tu pstrogłowa żółtogardłego.
 

Oto kolejna plaża - Aare Ware. Bezkresna, dzika, pusta okolica. Lubimy takie miejsca.

 
W końcu docieramy do Ratnagiri. Znajduje się  tu Thiba Palace - miejsce gdzie zamieszkał wygnany z kraju birmański król. Siłą przesiedlony przez Brytyjczyków przeżył trzydzieści lat bez kontaktu ze światem zewnętrznym.

 

Wybrzeże Konkan, którego tylko część mieliśmy okazję "skosztować" jest wyjątkowe. Brak tu turystów poza Hindusami, którzy chętnie dzielą się swoimi skarbami, będąc przyjaźnie nastawionymi do nielicznych tu "obcych". Po raz kolejny musimy przyznać, że jest to jeden z najbardziej przyjaznych narodów na trasie naszych wędrówek.

Komentarze

  1. Owoce morza uwielbiam!
    Już ilość składników potrzebnych do przygotowania nadziewanych kalmarów spowodowała u mnie intensywną pracę kubków smakowych-)Super przepis!
    Zdjęcia jak zwykle cudowne.Widać,że w Indiach jesteście zakochani.
    Serdecznie pozdrawiam-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko-Indie maja tak wiele do zaoferowania :) Staramy się dostrzegać to bogactwo, koloryt i wielki dorobek cywilizacyjny, oraz niesamowita kuchnię :) pozdrawiamy

      Usuń
  2. Danie w sam raz dla mojego Męża, który uwielbia nadziewane kalmary. Niestety trochę ciężko jest u nas dostać takie w całości, zazwyczaj sprzedaje się już pokrojone na krążki. A Wy gdzie kupiliście? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuziu-kupiliśmy je w sklepie sieciowym z nazwą owada ;) Poza tym polecamy Makro jeśli masz możliwość, są tam na okrągło. Myślę , że również w różnych delikatesach, gdzie dba się o różnorodność mrożonych towarów i sklepach specjalizujących się w rybach (też mrożone). Pozdrawiamy

      Usuń
  3. Wspaniale wyglądają te kalmary!
    Zdjęcie dziewczynki szepczącej myszce życzenia - po prostu bezcenne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasiu, pozdrawiamy Cię serdecznie :)

      Usuń
  4. Spieszę sie dziś, ale wrócę, bo znowu daliście mi okazję do zwiedzenia ciekawych miejsc, a nie chcę zwiedzać zbyt pobieżnie. Tym czasem pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiamy Bożenko i zapraszamy na plażę ;D

      Usuń
  5. Kalmary kuszą, przepis bardzo dokładny, więc myślę, że dałabym radę je przygotować :)
    Miejsce magiczne, chętnie bym zwiedziła! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo-spróbuj koniecznie. My bardzo lubimy kalmary i cieszymy się, że w końcu jakiś przepis na nie jest na blogu :) pozdrawiamy

      Usuń
  6. Zdjęcia sprawiają, że można sobie wyobrazić smak tych kalmarów:-) Można pomarzyć:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem pelna podziwu dla cierpliwości z nadziewaniem odnoży:)
    Podroz po plażach Indii wielce relaksująca
    wspanialy wpis.
    Pozdrawiam
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny kawał świata zupełnie nam nieznanego, i jakie barwy, lokalna kuchnia, którą zawsze próbujemy aby poznać smaki i zapachy. Nie byłam nigdy w Indiach, znam bardzo dobrze inne kraje Azji Indonezję, Koree Płd, Japonię i Chiny gdzie jeździłam od 1986 roku, ale Indii nie dane było mi zobaczyć, dzisiaj jest już za późno, ale nie szkodzi, uwielbiam jeździć z wami, pozdrawiam.
    I jeszcze jedna uwaga, zastanawiałam się kiedyś dlaczego nie korzystam z przepisów hinduskich? doszłam do wniosku, że tworzenie tych pysznych dań musi być związane ze wspomnieniami z danego miejsca z jego zapachami, inaczej wszystko jest tylko namiastką a co wy na ten temat myślicie?
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadwigo-bardzo lubimy kuchnię hinduską, choć najbardziej smakuje ona nam tam, na miejscu :) Miło jest wspominać podróż jedząc co s z innej kuchni, ale sięgamy tez po potrawy z miejsc nam nieznanych.

      Usuń
  9. fascynujące zdjęcia, tak trochę zazdroszczę Wam tych podróży, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. fascynujące zdjęcia, tak trochę zazdroszczę Wam tych podróży, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...