Karmelowy flan z Afryką w tle , czyli jak zrobić i jak stracić posiłek ;)

Dziś o pięknie przyrody, o miejscu dla nas szczególnym ... o takim, do którego chciałoby się wracać...Oczywiście jest też przepis...ale w tak pięknych okolicznościach przyrody nie da się pisać o głównym daniu (zwłaszcza o mięsnym;) Wybór padł na deser. Od dłuższego czasu preferujemy desery jako sposób na ograniczenie łasuchowania. Każdy dostaje swoją porcję i na tym koniec ;)


 Karmelowy flan



Karmel:
60 ml wody
75 g cukru
kilka kropel soku z cytryny lub  szczypta cream of tartar

Custard :
375 ml mleka pełnotłustego
2 jajka
2 żółtka
110 g  brązowego cukru
1/8 łyżeczki ekstraktu waniliowego
szczypta soli

Na patelnię wsypać  cukier i wlać 30ml wody w celu zrobienia karmelu. Gotować aż cukier roztopi się, po czym dodać cream od tartar lub sok z cytryny. Gotować dalej, aż karmel się zrumieni i zacznie lekko pienić. Zdjąć z ognia, po czym dodać pozostałe 30ml wody. Karmel zacznie mocno bulgotać. Należy mieszać mocno, a następnie równo go  rozdzielić  między 4 ramekiny, tak aby wypełnił je na spodzie.
Zagotować mleko z brązowym cukrem. Ubić żółtka i jajka. Wlewać stopniowo mleko do ubitych jajek ( cały czas mieszając), po czym dodać wanilię i szczyptę soli. Wlać płyn do ramekinów. Piec w kąpieli wodnej przez 25-35 minut w temperaturze 160 stopni. Włożyć do lodówki gdy się schłodzi, najlepiej na noc.
Aby wyłożyć deser na talerz, wstawić na chwilę naczynie z flanem do wrzątku, zluzować nożem i wyjąć, razem z wylewającym się karmelem.

 A teraz o tym jak posiłek można stracić ;)

Oto jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi jakie dane nam było zobaczyć...Ngorongoro...Jesteśmy w Tanzanii :)


Ponad 2,5 mln lat temu istniał tam "żyjący" wulkan, który swoją działalnością wpłynął na ukształtowanie obszaru tego rejonu Afryki. Podziwiane dziś ogromne przestrzenie  Serengeti stanowią zastygłą skorupę, wyrzuconej z gardła Ngorongoro materii. 


Z czasem zwarta i twarda stała się najlepszym podłożem do trawiastych przestrzeni, na których drzewa tylko gdzieniegdzie były w stanie uczepić się korzeniami. 
Wracając jednak do kaldery, którą przyszło nam odwiedzić...Miejsce to stało się obszarem do życia dla ok. 25 000 dużych zwierząt. Przestrzeń ograniczona koroną wulkanu o wysokości ok. 600 m i porośnięta lasem tropikalnym stanowi dużo większą przeszkodę dla wpuszczanych tam samochodów (wyłącznie z napędem na cztery koła) niż dla czarnych nosorożców, które wybierając się co i raz na wycieczkę pod górę, sprawiając kłopot pracownikom parku.


Czuje się jednak, że ta przestrzeń niczym wyspa na oceanie zachowuje swoją odrębność. Obszar masywu wulkanu w swej zewnętrznej części  wzbudzał w nas zachwyt. Pofałdowane góry z jaskrawą zielenią wyglądały wręcz nierealnie. Kolor trawy jawił się barwami jak z kiczowatego obrazu. Miał w sobie soczystość młodej, świeżo wyrosłej roślinności, do której natura dodała dawkę pigmentu światła słonecznego, padającego tu prawie pionowo.


Pokryta plamami chmur i urozmaicona ciemnymi, drobnymi plamkami może na zdjęciach dawać złudzenie niewielkiej. W rzeczywistości jednak oszałamiała rozmiarami. Pasące się tu gnu i zebry w czasie wielkiej migracji były niczym małe punkciki, które jak owady, przysiadły na wielkiej tafli jeziora. Kształt, przestrzeń, kolory dawały poczucie, że wszystko ogląda się i przeżywa dużo bardziej intensywnie niż gdzie indziej.
Napotkani na tej przestrzeni Masajowie - z daleka wyglądali niczym rozrzucone na zielonej przestrzeni  kwiaty bugenvilli. To piękno i potęga przyrody wydały się tu być na stałe, a wszyscy jej mieszkańcy, łącznie z ludźmi ...tymczasowi.


Przejeżdżając obok krateru kilka razy, zawsze do niego zaglądaliśmy.

 
Patrzyliśmy na niebo przeglądające się w lustrze podeschłego jeziora Magadi, Masajów wędrujących tu ze swoim bydłem oraz wyfruwające z kaldery, niczym nagle uwolnione "chmury" białych motyli, wspieranych podmuchami wiatru, których w żaden sposób nie udało się utrwalić na zdjęciu.


Pewnego dnia ruszyliśmy po ciemku, żeby o świcie być przy wjeździe do kaldery.  Dzień pięknie budził się w Ngorongoro...


W drodze na dół przyglądały nam się gepardy.


Powietrze zamglone, miało w sobie charakterystyczną rzeźkość spotykaną na dużych wysokościach.


Z zamglonej poświaty wyłaniały się żerujące i wędrujące zwierzęta. Na dole znikało poczucie, że jest się w środku krateru wulkanu. Jego powierzchnia ponad 8000 km kwadratowych sprawiała wrażenie rozległej przestrzeni, której horyzont zamykały wzgórza.
Patrzyliśmy na gnu łapczywie jedzące pędy młodych traw...


 ... zebry , które są  towarzyszkami gnu w wielkiej migracji i rodzą młode (tu dwu-trzydniowa młoda zebra)...


hieny po błotnej kąpieli, jak ta poniżej...


dropa  podczas godowego tańca


guźca szukającego z rana pożywienia


 sępy wyjadające resztki nocnej uczty


samotnie wędrującą, ciężarną lwicę


czy znajomo wyglądające gęsi.


Spotykaliśmy też grupę ponad stu bawołów. Izaak - nasz przewodnik wyłączył silnik samochodu i stoczył się prawie bezdźwięcznie w sam środek stada. Pełni obaw obserwowaliśmy się nawzajem...


Nie brakowało tu też ptaków - bąkojadów.


Przyjemność oglądania bawołów z bliska warta była podniesienia poziomu adrenaliny. Siła i niebezpieczeństwo bawołów afrykańskich jest czymś niepodważalnym, jednak doświadczenie i sposób działania Izaaka w różnych, wcześniejszych sytuacjach spowodowała, że wierzyliśmy iż wie co robi. Gdy zostawiliśmy to stado w chmurze deszczu, wyglądało jak rozsypane na horyzoncie ziarenka maku.


Przy sadzawce hipopotamów zatrzymaliśmy się na piknik.


Izaak ostrzegał nas, żebyśmy byli ostrożni z eksponowaniem posiłku, bo możemy go łatwo stracić. 


 Zapakowane w kartony jedzenie znają już tutejsze ptaki. Wikłacze obsiadły karoserię samochodu, siedzenia, a nawet  nasze głowy i ręce.


Potrafiły zabrać "swój udział " w posiłku przy odrobinie nieuwagi. Penetrowały samochód do woli. Byli też jednak inni skrzydlaci amatorzy. Obserwowane przez nas kanie, mające dostojność orłów pokonały sprytem całe skrzydlate towarzystwo.


Piotr trzymający w ręku upieczone udko kurczaka został pozbawiony posiłku podczas jednego pikowania w dół. Widać było, że ptak świetnie wiedział jak zdobyć posiłek i nawet nie zdążył wystraszyć nikogo z nas swoim zachowaniem. 

 
To zdarzenie jak i wiele innych  uświadomiło nam, kto tu wyznacza reguły postępowania i jak słabo je znamy. Jedząc - obserwowaliśmy samotnego lwa, tym razem dbając o to, żebyśmy sami nie stali się posiłkiem.


Krążyliśmy po kalderze prawie do końca dnia. Miejscami byliśmy zupełnie sami, a przy wyłączonym silniku samochodu słychać było jedynie odgłosy zwierząt i wiejący wiatr. Izaak obserwował otoczenie, a my opuściliśmy na chwilę auto i   zabraliśmy ze sobą mały  okruch wygasłego wulkanu na pamiątkę.


Wyjeżdżając stamtąd krętą drogą pod górę wiedzieliśmy, że nie zapomnimy tego miejsca i wspominaliśmy słowa Karen Blixen „Niebo pełne potężnych i nieważkich chmur, zmieniających się ciągle i żeglujących, we wszystkich kierunkach. Posiadało jednak ukrytą moc błękitu, którego głęboki, świeży odcień nakładało na pasma wzgórz i na lasy. W południe powietrze nad ziemią ożywało jak płonący ogień: iskrzyło się, falowało i błyszczało (…)Na tej wysokości człowiek budził się rankiem i myślał: „Jestem tu, gdzie powinienem być”...


 Chcielibyśmy móc to powtarzać każdego dnia...

Komentarze

  1. Małgosiu, z zapartym tchem wyczytałam wszystko i z ogromną przyjemnością obejrzałam zdjęcia z opowieści. Wspaniała przygoda, naprawdę wspaniała. Mogę sobie tylko pomarzyć i poogladać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu, o Afryce jeszcze będzie nie raz :) oby tylko był czas :) Pozdrawiamy i dziękujemy za odwiedziny :)

      Usuń
  2. Niesamowite miejsce Malgosiu! I jak pieknie opisane! Czuc te niesamowita atmosfere na kazdym zdjeciu, w kazdym zdaniu... Zycze Ci / Wam, byscie mogli tam wracac :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, niech się spełni to życzenie :) Te przestrzenie, kolory, przyroda są niepowtarzalne i stokroć piękniejsze niż zdjęcia :)Pozdrawiamy

      Usuń
  3. Dziekuje Ci. Jestem zachwycona! Pięknie i osobiście opisana podróż. Zdjęcia wspaniałe!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały flan. Wspaniały krajobraz: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Angie za odwiedziny , pozdrawiamy i zapraszamy do kolejnych wizyt :)

      Usuń
  5. Piękna recenzja z podróży, przeczytałam z zainteresowaniem - i ten podkład muzyczny stanowiący idealne tło dla twojej historii. A na deser flan! Pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękujemy Iwonko :) pozdrawiamy serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam z zapartym tchem - wspaniałe przeżycie :)
    A i flan wyjątkowo udany :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...