Lawendowe wspomnienie


Czasem podróżowanie pozostawia po sobie zmysłowy ślad. Są nim  smaki, zapachy, jakieś dźwięki...Prowansja, po której w ubiegłym roku podróżowaliśmy ponad dwa tygodnie ma niebywale szeroką gamę atrakcji do zaoferowania. Wielbiciele zabytków, sztuki, dobrej kuchni, imprez kulturalnych znajdą tam zawsze coś dla siebie. Dla mnie Prowansja ma kolor i zapach lawendy... Natura jest tam źródłem piękna i ją podziwiam najbardziej. Piotr zawiózł mnie do miejsc,  które do dziś mam w pamięci...

Pola lawendowe wyglądają bardzo różnorodnie. Kolor lawendy zależy od pory dnia...koloru gleby...nachylenia terenu...kąta padania światła i ułożenia pasów kwiatów.


  Barwy bywają niebieskie


zimno lub ciepło-fioletowe

  
czasem nieco blade, wręcz sine.


Krzewy uprawianego lawandynu są bujne lub rzadkie ... młode dopiero rozrastające się lub gęste wieloletnie...


 Jedno je łączy…prawie wiecznie falują poruszane wiatrem. 


Prawdziwą lawendę spotkałam dopiero w kanionie rzeki Verdon. Tam wśród sucholubnych krzewinek, dziko rosnąca wyraźnie królowała kolorem i zapachem.

 
 Jeśli wybierzecie się kiedyś do Prowansji z zamiarem zobaczenia lawendowych upraw zróbcie to najdalej do 20 lipca i koniecznie odwiedźcie  rejony Valensole, tam znajdziecie najpiękniejsze obiekty do oglądania :) W przewodnikach jest zwykle napisane, że żniwa lawendowe są w sierpniu ale lawendę koszą już w połowie lipca. Wtedy to właśnie pozostają tylko zielone pasy, które też mają swój urok :) 


Prowansja jest największym na świecie lawendowym rejonem produkcyjnym. Podobno uprawia się tu 80% całych zasobów światowych. Jednak lawenda to ok. 25 proc. upraw, pozostałe 75 proc. to lawandyna. Jest ona krzyżówką dużo łatwiejszą w uprawie. Lawendę stosuje się głównie w przemyśle perfumeryjnym. W kosmetyce stosuje się lawandynę, jej esencja jest gorszej jakości i wytwarza się ją z mniejszej ilości roślin. Francja produkuje jedynie 91 ton olejku lawendowego rocznie i aż 1005 ton lawandynowego.


Tuż przed I wojną światową przemysł perfumeryjny i rząd francuski widziały w produkcji lawendy środek na rozwój rejonów zaniedbanych ekonomicznie. Nakazywano wtedy usuwanie sadów migdałowych i rozpoczynanie upraw lawendy. 
Prawdopodobnie to Rzymianie używali jako pierwsi nazwy lawenda, która mogło pochodzić od łacińskiego czasownika "lavare-myć" lub od słowa "livendulo" co oznacza "sine lub niebieskawe". Kiedy grobowiec Tutanchamona został otwarty, znaleziono w nim zbiorniczki z lawendową substancją, które używane były wyłącznie przez rodzinę królewską i kapłanów do celów leczniczych, kosmetycznych i do balsamowania. Lawenda była znana zatem już w starożytnym Egipcie.


O wykorzystaniu aromatów lawendy pisał starożytny grecki lekarz Teofrast. W odróżnieniu od Egipcjan, którzy namaszczali olejkiem lawendowym głowy, Grecy smarowali nim nogi, aby zapach wznosił się i otulał całe ich ciało. Rzymianie cenili lawendę za jej właściwości lecznicze i antyseptyczne. Pierwsza wzmianka o medycznym wykorzystaniu lawendy pochodzi z zapisków wojskowego lekarza z czasów Nerona. Pedanius Dioskurides zbierał rośliny lecznicze w całym basenie Morza Śródziemnego i opisał je w pięciotomowym dziele De Materia Medica. Lawendę stosowano do odkażania ran, rozrzucano na podłodze dla aromatyzowania powietrza, odkażano pokoje chorych, używano do prania i w ceremoniach religijnych. 

( opactwo cysterskie w Senanque)

De Materia Medica posłużyła jako fundament dla arabskich lekarzy, którzy czytali syryjskie i staroperskie tłumaczenia tego dzieła. Arabowie, którzy zdominowali śródziemnomorską kulturę około siódmego wieku naszej ery, wykorzystywali właściwości lecznicze lawendy i udomowili niektóre jej odmiany w Arabii. W średniowieczu lawenda była używana prawie wyłącznie przez zakonników, gdyż głównie klasztory zachowały znajomość uprawy i wykorzystania właściwości ziół.
 

W XVI wieku we Francji lawenda została uznana za skuteczną i niezawodną ochronę przed zakażeniem. Królowa Wiktoria była wielką entuzjastką lawendy. W jej czasach była bardzo modna wśród pań. Świeżą lawendę suszono i wsypywano do muślinowych woreczków. Wkładano je następnie do szafy, używano do mycia ścian i mebli. Lawendę wykorzystano do produkcji perfum i potpourri.
 

Małe muślinowe torebki wykonywano dla młodych kobiet (do noszenia) w nadziei na przyciągnięcie konkurenta. Dziś często zapach lawendy kojarzy nam się ze starszymi paniami :) Ja jakoś za zapachem lawendy nie przepadam, za to na polu lawendowych miałam wrażenie, że jest wyjątkowo aromatycznie i bardzo mi to odpowiadało.


 Nietrudno zauważyć i usłyszeć jak wielka jest obfitość owadów na lawendzie. 


Pilnie zbierają nektar. Dzięki temu wróciliśmy do domu z miodem lawendowym :) 


czas na lawendowe wspomnienie kulinarne z Prowansji...


Lawendowy crème brûlée

(proporcje na dwa duże ramekiny lub cztery małe)

2 żółtka
2 czubate łyżki cukru pudru
300 ml śmietany 30%
drobny cukier
olejek lawendowy lub kwiaty lawendy



Są dwa sposoby, żeby zrobić lawendowy crème brûlée. Obydwa polegają na aromatyzowaniu śmietanki. Ja wybrałam olejek lawendowy (100%), gdyż to krótszy czasowo sposób i dający mi większą możliwość kontroli nad smakiem. Na 300 ml śmietanki dodałam go zaledwie 3 krople. Smak był dla mnie idealny (najważniejsze, żebyśmy czuli delikatny smak lawendy, a nie mieli odczucia, że wcinamy lawendowe mydło ;) Śmietanę podgrzać do momentu zanim zacznie wrzeć.

Jeśli wybierzecie aromatyzowanie śmietany kwiatami, to polecam wziąć ich łyżeczkę. Podgrzać śmietanę z kwiatami w rondelku (nie gotować), następnie zdjąć z "ognia" i odstawić na 30 min. Wyłowić kwiaty lub przecedzić przez sitko. Podgrzać śmietanę na nowo, gdy jajka będą utarte z cukrem ale tylko do momentu, kiedy przy ściankach naczynia zaczną tworzyć się bąbelki.

Rozgrzać piekarnik do temperatury 150 stopni.
Utrzeć żółtka z cukrem w żaroodpornym naczyniu. Do białej niemal masy dodawać stopniowo przygotowaną, gorącą śmietanę z aromatem lawendowym. Wlewać bardzo powoli cały czas mieszając, żeby nie zrobiła się jajecznica (radzę robić to ręcznie, stosowanie miksera spowoduje zbyt duże napowietrzenie masy, a powstała pianka z pęcherzyków pozostanie na wierzchu deseru).

Ramekiny wysmarować masłem, napełnić zrobioną masą, wstawić do naczynia wypełnionego gorącą wodą (tak mniej więcej do połowy wysokości ramekinów) i piec w kąpieli wodnej ok. 35-40 min.

Po wyjęciu z piekarnika ostudzić i włożyć do lodówki (najlepiej na noc). Przed podaniem posypać drobnym cukrem, skarmelizować palnikiem lub pod grillem. Zdecydowanie polecam ten pierwszy sposób :)
voilà, bon appétit :)

Komentarze

  1. Post bardzo na czasie, moje osobiste "poletko" lawendy własnie pięknie kwitnie i daje cudowny zapach zwłaszcza wieczorem.
    A gdzie w tym roku jedziecie????

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Basiku :)Zachęcam do zrobienia tego deseru :) Tak pomyślałam, że u nas w ostatnich czasach lawenda jest dość dostępna i sporo osób kupuje do ogrodu czy na balkon. Mam nadzieję, że ktoś, kto zechce zrobić creme brulee skorzysta z prawdziwej lawendy :) W tym roku jedziemy do krainy whisky :)dzięki za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkocja jest piękna i fascynująca, ale na mnie szczególne wrażenie zrobiła Walia. Bardzo chciałabym tam wrócić i chłonąć skondensowaną celtycką naturę i kulturę.
      Lawenda w kuchni jest fajnym urozmaiceniem smaku i aromatu potraw. Wasz krem wygląda pięknie :)

      Usuń
    2. Basiku- mam nadzieję, że i mnie oczaruje :)Co do lawendy-planuję jeszcze inne dania :)buziaki

      Usuń
  3. Piekne zdjecia i - jak zwykle - ciekawa opowiesc na dokladke Malgosiu :)
    Jak pewnie pamietasz z naszych dyskusji wtedy na forum - ja olejku lawendowego zuzywam sporo, rowniez w celach 'leczniczych' wlasnie. I do tych kulinarnych rowniez, gdyz zdecydowanie bardziej wole w uzyciu olejek niz kwiaty.

    Pozdrawiam seredecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bea- ja przede wszystkim dziękuję Ci bardzo za olejek i za dodatkową wiedzę w tym zakresie:) W wielu kwestiach jesteś dla mnie autorytetem :) też dostrzegam, w tym zwłaszcza daniu - korzyść z zastosowania olejku. Dziękuję za odwiedziny i też pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Malgosiu - cala przyjemnosc po mojej stronie :)

      Usuń
    3. :))))))))))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
  4. Małgosiu, te pola , te fiolety , te lawendy ach
    A taki krem też cudo

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Margot :) Nie ukrywam, że gdyby nie perfekcyjne przygotowanie Piotra i znalezienie przed wyjazdem współrzędnych gps do wielu lawendowych miejsc nie mielibyśmy szansy dotrzeć :)Pola piękne..ale często są przy bocznych drogach.Rzeczywiście zachwycają.Dziękuję za odwiedziny,pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Absolutnie piękne zdjęcia. Czuję lawendę patrząc na te fotografie. Nie dalej jak dzisiaj dokupiłam trzy krzaczki, aby powiększyć moje poletko.
    Uwielbiam oczywiście creme brulee. Czy z lawendą, nie wiem ;)
    Uwielbiam te zdjęcia!
    Cały blog pachnie lawendą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Wisełko :)))))))))))pozdrawiamy

      Usuń
  7. ależ piękne zdjęcia - rozmarzyłam się ;-)

    http://sierotkamarysiawkuchni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Super są te zdjęcia. Chciałbym takie zrobić

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...