Ananas i Singapur na początku księżycowego roku.

Ten pyszny, aromatyczny deser kojarzy nam się z Singapurem i początkiem chińskiego Nowego Roku...więc dziś o tym...

Ananas z chińskimi przyprawami,  aromatyzowany goździkami 


Składniki:
duży ananas ok.1,8 kg
masło klarowane

Syrop: 
300 ml wody
150 g golden syrup
50 g białego cukru
50 g brązowego cukru
12 goździków
16 ziaren pieprzu syczuańskiego
5 g przypraw (ziarna pieprz, nasiona kolendry, kawałek kory cynamonu, pół gwiazdki anyżu)
1 cm korzenia imbiru
1/4 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej

Odkroić górną i dolną część ananasa i obrać go. Obsmażyć na maśle klarowanym. 

Przygotować syrop: zagotować wodę, rozpuścić z niej golden syrup oraz cukier, po czym dodać starte na grubo przyprawy oraz pokrojony w plastry imbir. Zredukować, aż syrop osiągnie lekko lejącą gęstość.


Ananasa ustawić na stojąco w brytfance i zalać syropem. Piec w piekarniki w 180 stopniach C przez 40 minut. Co 5-10 minut polewać go syropem bez wyjmowania z piekarnika. Po upieczeniu odstawić na 10 minut ponownie polewając ananasa syropem. Syrop przecedzić przez sitko (przyprawy odrzucić) i redukować na patelni, aż stanie się lekko gęsty.

W międzyczasie po lekkim przestudzeniu ananasa pokroić na kawałki. Sok ananasowy, który wypłynął wmieszać we wcześniej przygotowany sos. Lekko go podgrzać, by dobrze połączył się z całością. Jeśli po dodaniu soku syrop jest zbyt rzadki, ponownie redukować go na patelni mieszając. 

W końcu podajemy kawałki ananasa polane aromatycznym sosem, najlepiej w temperaturze pokojowej. Deser świetnie komponuje sie z lodami waniliowymi lub innymi na bazie custardu z nutami egzotycznych przypraw.

a teraz o Singapurze ...

W lutym powitaliśmy tam księżycowy Nowy Rok. Zgodnie z chińskim kalendarzem lunarnym dzień ten rozpoczyna się zawsze wraz z nowiem księżyca i w tym roku przypadł na 10 lutego. Do Singapuru dotarliśmy wieczorem w "wigilię" tego najważniejszego dla Chińczyków święta. Tu dodamy, że nacja ta stanowi ok.70 % wszystkich mieszkańców tego państwa. Mimo ogromnego zmęczenia lotem z Polski przez Paryż zdobyliśmy siły, żeby ruszyć do Chinatown ;)


Przy Chinatown Point było główne miejsce powitania Nowego Roku o północy. Przede wszystkim  odpalono fajerwerki przy gigantycznym wężu zrobionym z czerwonych lampionów przy  Eu Tong Sen Street.


W kalendarzu chińskim jest 12 znaków zodiaku. Obecnym czasem rządzi znak węża, stąd takie dekoracje na ulicach.


Natknęliśmy się też na drzewka pomarańczowe. Owoce pomarańczy symbolizują złoto, bogactwo i  pomyślność. Wiesza się na nich karteczki z życzeniami, które mają się spełnić w nowym roku.


Rano ruszamy do chińskich świątyń. Pięknie kontrastują z nowoczesną architekturą miasta. 


W Nowy Rok  wierni modlą się o pomyślność,


palą kadzidełka i składają ofiary z owoców i słodyczy.


Przed jedną ze świątyń kadzidełka są prawie naszego wzrostu ;)


Kadzidełka to nie jedyne źródła dymu. Pali się również papierowe pieniądze...


i zapala czerwone lampiony z życzeniami.



Kolor czerwony w chińskiej symbolice ma moc odstraszania zła i zapewnienia dostatku, stąd też można zobaczyć dużo czerwonych lampionów również na ulicach.



Domy udekorowane są również papierowymi ananasami - tradycyjną dekoracją noworoczną.


Odwiedzamy jedną z najważniejszych świątyń - Budda Tooth Relic Temple.


W świątyni można otrzymać specjalne noworoczne błogosławieństwo .


Nas jednak przyciąga możliwość wejścia do części najwyżej położonej, która otwarta jest tylko raz w roku...właśnie w ten dzień. Jest tam przechowywana relikwia Buddy. Niestety w tej części  zdjęć  nie można było robić.

Wieczorem ruszamy nad rzekę Hongbao ( tu widać wieżowce centrum finansowego),


żeby obejrzeć ogromne noworoczne lampiony. Idziemy pod dekoracjami m.in. ze sztucznych kwiatów brzoskwiń ( związanych z symboliką nowego roku)


i choć pogoda nie dopisuje, co najlepiej widać w świetle latarni ;) bo nie pada-tylko leje się z nieba...

Udaje nam się jednak zrobić trochę zdjęć w tym kolorowym miejscu, tu wita nas mandaryn,


pandy


Tu z prawej Merlion - pół ryba, pół lew, symbol Singapuru. To od słów pochodzących z języka malajskiego : „singa” – lew i „pura” - miasto, pochodzi nazwa Singapur.


Jeszcze jeden rzut oka na Marina Bay


i idziemy coś zjeść. Kuszą nas rozstawiane nocne stragany  set-up z przekąskami gotowanymi na parze tzw. Dim-Sum. Najbardziej lubimy pierożki ;)


W powietrzu wyczuwamy też obecność duriana. Ponieważ bardzo lubimy ten owoc, to po zapachu trafiamy do celu i na deser zjadamy placki nadziewane pastą z tego owocu.


Tak kończymy powitanie Chińskiego Nowego Roku. Zostawiamy za sobą lampiony, które zrobiły na nas ogromne wrażenie ( poniżej widać je w kształcie chińskich waz z ukrytymi w ich wnętrzu znakami zodiaku. Widać też, że żółty wąż wystawił głowę ;)


Komentarze

  1. Małgosiu, a skąd bierzesz pieprz syczuański? Przywozisz z wojaży czy w Polsce jest gdzieś dostępny? Chciałam kupić, szukałam i nie znalazłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tarzynko- pieprz syczuański ostatnio kupiłam w Piotrze i Pawle w takiej torebce...albo bardzo podobnej jak tu http://przyprawynmr.pl/Produkty/Pieprz_syczuanski__20g_,61. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej , ananas bardzo fajny ,ale te Chiny to zapierają dech w piersi

    OdpowiedzUsuń
  4. Malgosiu - ten ananas wyglada oblednie! Singapur w Twoim obiektywie rowniez :) Nie wiem dlaczego, ale musze przyznac, ze mnie tego typu zakatki globu o wile mniej pociagaja niz inne... moze to ze wzgledu na moja prace / uczniow? Sama nie wiem...

    Pozdrawiam serdecznie i przesylam moc fluidow do szybkiego powrotu do pelnej kondycji! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Margot-dziękujemy za odwiedziny. Zdjęcia są z Singapuru, daleko od Chin, choć sporo z nich jest z chińskiej dzielnicy więc można to tak odebrać :)pozdrawiamy

    Beo- my w Singapurze moglibyśmy zamieszkać :) Daleki Wschód jest dużo bardziej przyjazny niż Europa...Choć o pecorino można pomarzyć ;D o Brunello nie wspomnę ..Dziękuję za życzenia , bardzo mi potrzebne :) pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  6. Lampiony piękne. Singapur to niesamowite miejsce.Znam głównie z powiesci Marcina Bruczkowskiego "Singapur, czwarta rano" ;) Bardzo chcialabym móc kiedys odwiedzić to miasto. Świetne zdjęcia i smakowity ananas.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesiu - koniecznie wybierz się :)Podzielimy się namiarami na fajne miejsca noclegowe :)Świetna komunikacja i jedzenie :) mnóstwo atrakcji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Malgosiu, babeczki rzeczywiscie do zludzenia przypominaja australijskie meat pies:)
    Najbardziej zazdroszcze Wam okolicznosci przyrody.
    Bardzo tesknie za Mazurami:)
    Pozdrawiam
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
  9. Dodam jeszcze - sledze Wasz blog od jakiegos czasu,jest kwintesencja elegancji w prezentowaniu dwoch wspanialych pasji:)
    Pozdrowienia:)
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
  10. Sorry Malgosiu, poprzedni wpis mial byc pod babeczkami z przepiorczymi jajeczkami, a znalazl sie w Singapurze;)
    Ananas tez smakowity:) ja robie ciut inaczej, grube plastry, odrobine inne przyprawy i na barbecue:)
    Singapur piekny jak zawsze:)
    Pozdrawiam raz jeszcze:)
    G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko-bardzo dziękuję za odwiedziny :) Sztuka kulinarna łączy odległe miejsca :) Co do ananasa...może podzielisz się detalami ? My też grillujemy ten owoc, posypujemy cukrem pudrem z cynamonem i podajmy z bitą śmietaną zmieszaną z likierem Kahlua...pełna dekadencja :D pozdrawiam serdecznie Małgosia

      Usuń
  11. Malgosiu, moj przepis jest bardzo prosty i ma te zalete, ze mozna go zrobic malym nakladem pracy;)

    Duzy ananas obieram ze skroki i kroje na grube plastry.
    Oddzielnie przygotowuje syrop z 3 lyzek miodu, i 2 lyzek soku z limonki (w razie braku limonki moze byc sok z cytryny albo pomaranczy)
    Zalane plastry trzymam w lodowce, minimum pol godz – (mozna tez przez cala noc).
    Przed wrzuceniem na grilla, polewam odrobina stopionego masla, posypuje czarnym zmielonym pieprzem.
    Taki ananas jest doskonalym, lekkim uzupelnieniem mies z grilla.
    Smacznego:)
    pozdrawiam:)
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję Grażynko :) wypróbuję z pewnością :)Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Singapur, lew-ryba ciekawe :), fajnie dowiedzieć się czegoś nowego.

    Duriana nie jadłam, znasz jakiś sekretny sposób jego przygotowywania i podawania ;)?

    Pozdrawiam Małgosiu, Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko-przepraszam-jakoś umknął mi Twój komentarz. Duriana najlepiej jest jeść świeżego po obraniu ze skorupy. Sprzedawcy robią to na miejscu i taki bardzo mi smakował. Nigdy nie jeździłam z nim nigdzie, do wielu hoteli nie wolno go wnosić. Jadłam też czekoladki z durianem i jakiś deser, którego nie pamiętam. Zawsze był pyszny...ale tak naprawdę nie potrzebuje żadnej obróbki :) pozdrawiam M.

      Usuń
  14. Dobrze pamiętałam, że widziałam u Ciebie przepis na przygotowanie ananasa :) Ja właśnie zakupiłam takiego sporej wielkości i jako że chodzi za mną coś słodkiego, będę dziś go przyrządzać :) Już się nie mogę doczekać, bo na zdjęciach wygląda baaardzo apetycznie. Piękne zdjęcia. I te widoki, kolor... Można się zakochać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, w czasie ostatniego raczenia się tym deserem, przepis został nieco zmodyfikowany i uzupełniony. Zachęcamy do ponownego spróbowania.

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...