Śniadanie mistrzów

Do Trójmiasta zawitał wreszcie powiew lata. Bardziej bałtyckiego niż afrykańskiego. W lesie obok Polany ptaki rozpoczynają dzień przed czwartą nad ranem. Dawno już przestały przylatywać na taras, by pożywić się słonecznikiem, czy poskubać słoninę. Po ich śpiewach słychać, że zajmują się mniej jedzeniem, a bardziej … sobą. W tak pięknych okolicznościach przyrody i pogody warto posilić się porcją jajek, ale taką … uwzniośloną, bo nie wypada prezentować śniadaniowego dania gorzej niż fauna i flora prezentuje nam siebie za oknem. 


Michel Roux to jeden z szacownych szefów kuchni. Jego podejście do gotowania pełne wigoru i elegancji z charakterystycznym błyskiem w oku kiedy mówi o dobrych składnikach i ich użyciu, motywuje do stworzenia jednej z jego śniadaniowych kreacji z jajkiem w roli głównej. 


Zanim jednak stworzymy dzisiejsze śniadanie, wróćmy do letniego wspomnienia tego, co zdarzyło się jakiś czas temu. 
Z Kapsztadu do Graaf Reinet jest mniej więcej tak daleko jak z Gdyni do Zakopanego. Jedno ze starszych miasteczek Południowej Afryki, położone jest w sercu Wielkiego Karoo, pięknej choć nieprzyjaznej człowiekowi półpustynnej, równinnej krainie z górami w tle. Zimą mroźnej, latem przeraźliwie upalnej. Latem … czyli naszą zimą.
 

Wielkie Karoo zachwyca roślinnością. Tą czasem ledwie zauważalną, która próbuje przeżyć bez grama wody i która zlewa się z krajobrazem, dopóki wzrok człowieka nie skupi się tylko na niej, nie zaś na bezkresnej przestrzeni.

Po całym dniu jazdy w trzydziestoparostopniowym ukropie zakończonej tyleż gwałtowną co odświeżającą burzą, wyłoniło się nam w zachodzącym słońcu oczekiwane miasteczko. Nadmiar wcześniejszych wrażeń i zmęczenie tłumiło podziw, a bliskość pensjonatu podpowiadała spełnienie marzenia o prysznicu i czystej pościeli. Obietnica „sweet dreams”, którą znaleźliśmy wypisaną na ścianie sypialni wydała nam się bardziej pożądana niż ewentualna kolacja.


Następnego dnia o poranku okolica pokazała nam swoje zachwycające oblicze w postaci ignorujących nas lub zaciekawionych nami mieszkańców Cambedoo


oraz krajobrazów Opuszczonej Doliny...



… zaś miasteczko z innej perspektywy nabrało jeszcze większego uroku.



Kiedy po wczesnoporannych afrykańskich widokach zawitaliśmy ponownie w pensjonacie, czekał już na nas suto zastawiony stół. Zostaliśmy uraczeni doskonałymi omletami. Dobrze ugotowane, leciutko zarumienione, puszyste, z hojną dawką szynki, pomidorów, szczypiorku i sera. Po rozkrojeniu delikatnie miękkie w środku, ale nie wylewające się na talerz. Pyszne i sycące danie przed czekającymi nas kolejnymi kilometrami bezkresnych przestrzeni… 

Wracajmy na Polanę, do Michela Roux i naszych dzisiejszych jajek.

Większość na słowo „suflet” oblewa zimny pot, bo niby takie trudne, czy ryzykowne. Bo jakże to … prawie gwarantowana porażka kulinarna z samego rana? Reszta dnia równie nieudana jak to co z rana opadło? Nic z tych rzeczy. Jakoś rzadko udaje się nam zepsuć suflety, a było tego już, że ho, ho …

Rada tylko jedna – wstańcie godzinkę przed swoją partnerką, bo pracy jest sporo, ale mina drugiej połowy odkrywającej to danie na zewnątrz i od środka będzie ze wszech miar bezcenna. No więc do roboty...

 

SUFLET Z BOCZKIEM, PIETRUSZKĄ I JAJKIEM NIESPODZIANKĄ


Czas przygotowania dania: 60min
w tym czas gotowania: 20-22min

Składniki:

25 g masła do wysmarowania naczyń, 
25 g startego sera gruyere,
8 g masła,
8 g mąki,
100 ml mleka,
sól, pieprz,
2 średnie żółtka,
70 g cienkich plasterków boczku,
1 łyżka oleju,
3 średnie białka,
8 g posiekanej natki pietruszki,
2 jajka.


Dwa żaroodporne naczynka (ramekiny o średnicy ok. 9 cm i wysokości ok. 6,5 cm) wysmarować masłem.

Robimy beszamel: w rondelku rozpuszczamy masło, dodajemy mąki i podsmażamy przez 2 minuty mieszając. Dolewamy mleko nadal mieszając. Gotujemy minutę lub dwie i przelewamy do miski. Doprawiamy solą i pieprzem, wlewamy roztrzepane żółtka, po czym całość dokładnie mieszamy trzepaczką. Przykrywamy miskę folią, żeby trochę ostygło.

Przygotowujemy 2 jajka w koszulkach, możliwie krótko, poniżej 2 minut. Odstawiamy do zimnej wody, żeby przerwać proces gotowania.

Boczek gotujemy przez 30 sekund. Wyjmujemy, hartujemy w zimnej wodzie i osuszamy. Kroimy w 5mm kostkę. Następnie smażymy, żeby się zrumienił, po czym osączamy z tłuszczu.

Białka ubijamy ze szczyptą soli na pianę. Jedną trzecią przekładamy do masy sufletowej i mieszamy delikatnie trzepaczką. Przekładamy resztę białek, natkę pietruszki i boczek, po czym mieszamy aż wytworzy się jednolita masa.

Ramekiny napełniamy masą sufletową do połowy wysokości, wkładamy delikatnie ugotowane jajko w koszulce i wypełniamy resztą masy sufletowej, przykrywając jajko. Wyrównujemy masę, a między ścianką naczynka i masą sufletową robimy palcem delikatny "rowek". To ważne, bo dzięki temu suflet lepiej wyrośnie. Naczynka wkładamy do kąpieli wodnej i trzymamy w piekarniku w 200C przez 20-22 minuty. Jajko wewnątrz sufleta wciąż będzie „na miękko”. 


Suflet podajemy natychmiast sam lub w towarzystwie pomidorowego coulis.

Smacznego:)

Komentarze

  1. pomidorowego coulis, powiadacie ;) Może będzie mi dane obudzić się kiedyś na Polanie i zjeść z Wami śniadanie :D
    Czytam i jestem w siódmym niebie. Piękne zdjęcia, piękne danie. Czekam na więcej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my też pozdrawiamy i zapraszamy na śniadanie z culisem ;)

      Usuń
  2. Afryka ze swoim Przylądkiem ciągle przede mną ale takie śniadanie mogę zjeść i tutaj :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...