Architektoniczne ekscesy młodości. Kulinarnie - jagnięcina. Depcząc po piętach Gaudiemu (część 2)

Jeśli zechcecie trafić do Barcelony to może oprócz radości przebywania z Katalończykami, korzystania z pozytywnych doznań kulinarnych, czy zwiedzenia fantastycznych muzeów, zainteresuje Was odkrycie perełek architektury Gaudiego. Jeśli będziecie szukać jego dzieł podpowiem Wam, gdzie się udać. Jeśli zaś macie to za sobą, pewnie miło będzie powspominać...

Zacznę jednak od kulinariów. Kilkudniowa wizyta zaskutkowała nabyciem pysznych jagnięcych kotlecików i steków z jagnięcego udźca. Z poprzedniej części dowiedzieliście się, że towarzyszyła im w drodze powrotnej ośmiornica. Następnym razem zdradzę, jakie  owoce były kompanem zwierząt w drodze do domu.
Wspominałem też, że za czasów socjalizmu nasze mamy mówiły: "zdobyłam schab", "dostałam szynkę". Dziś, choć mamy wolny rynek, są produkty, których dostępność w Polsce jest nadal ograniczona. Dobrej jakości świeża jagnięcina jest tego przykładem i mogę z dumą stwierdzić, że ją "zdobyłem".

Na szczęście barceloński sklep od polskiej lodówki dzieli jakieś cztery do pięciu godzin, więc świeżość produktu jest gwarantowana.

Ugotujemy dziś fantastyczne danie: 


Kotleciki jagnięce w ziołowej marynacie z miętowym sosem, pieczonymi młodymi porami i ziemniakami



Składniki (na dwie osoby):

8 kotlecików jagnięcych
masło klarowane

na marynatę:
duża gałązka rozmarynu
6 dużych listków miety
ząbek czosnku
50ml oliwy
2 łyżki vinagre de Jerez
sól, pieprz

na miętowy sos:
5 listków mięty
płaska łyżka cukru
łyżeczka wody
vinagre de Jerez

na pieczone pory:
10 młodych porów
ząbek czosnku
oliwa
łyżka soku z cytryny

Wykonanie:

Przygotować marynatę. Posiekać czosnek i zioła, po czym wymieszać je z oliwą i vinagre de Jerez. Przyprawić solą i pieprzem.

Odkroić nadmiar tłuszczu z kotlecików jagnięcych i odfiletować je (pozbywamy się kości, zostawiając tylko mięso). Wsmarować marynatę w mięso z obu stron. Doprawić solą i pieprzem. Marynować przykryte w lodówce przez noc.

Przed smażeniem wyjąć kotleciki z lodówki, by osiągnęły temperaturę pokojową.

Przygotować pory. Obieramy je z wierzchniej warstwy i przykrajamy, by były równej długości. Blanszujemy w wodzie ok. 2-3 minut. Ząbek czosnku kroimy w plastry, te kroimy na mniejsze kawałki. Ułożone w żaroodpornym naczyniu pory posypujemy czosnkiem, polewamy oliwą i sokiem z cytryny. Doprawiamy solą i pieprzem. Pieczemy w 180C przez ok. 10 minut.  

Przygotowujemy sos miętowy. Cukier polany łyżeczką wody rozpuszczamy na patelni (robimy karmel). Kiedy zacznie się lekko brązowić dolewamy vinagre de Jerez, po czym dodajemy posiekane drobniutko listki mięty. Nie podaję proporcji, bo ważne jest zrównoważenie smaków słodkich i kwaśnych. Mięta doda świeżości.

Kotleciki jagnięce smażymy po około 2 minuty z każdej strony (w zależności od grubości, moje były na tyle cienkie, że wystarczyłą im półtorej minuty, by w środku pozostały lekko różowe).

Podajemy kotleciki na miętowym sosie ze smażonymi ziemniakami (ugotowanymi wcześniej przez 10 minut i dosmażonymi na maśle klarowanym na patelni z gałązkami rozmarynu).

Smacznego.
 *
To nie będzie ani przewodnik, ani opis niezwykłych pomysłów wybitnego architekta. Nie pokażę też wszystkich dzieł mistrza. Będzie wiele uproszczeń. Chodzi mi o to, by w niezdecydowanych wywołać chęć zobaczenia miasta i spojrzenia własnym okiem na architekturę, która zachwyca detalami. Ci, którzy je odwiedzili, niech wspomną piękne chwile. Odsyłam ich do wspomnień, własnych zdjęć czy książek i albumów.

Cofamy się do roku 1883. Przy Calle les Carolines  24 wyrasta pokaźny dom. Jego właściciel to ani książę, ani kupiec, a właściciel cegielni i producent płytek - Manuel Vicenz. Pięć lat trwały przymiarki do budowy i tworzenie projektów. Kolejne pięć - budowa. Casa Vicens to debiut Gaudiego w Barcelonie.


Powstały dom łączy w sobie hiszpańską sztukę mieszczańską oraz wpływy sztuki arabskiej. Gaudi rozpoczął budowę od dołu w stylu hiszpańskim, a im wyżej rosły mury zbliżał się charakterem do arabskich, a nawet perskich wpływów.


Cel osiągnął relatywnie niewielkim kosztem, kończąc projekt w 1888 roku. W porównaniu z późniejszymi dziełami Gaudiego budynek jest prosty, ale dzięki detalom fantazyjny. Zwłaszcza kolorowe płytki ceramiczne oraz cegły kontrastujące z kamieniem sprawiają wrażenie niezwykłej ozdoby. Casa Vicenz pokazuje, że zewnętrzne wykończenie i bogata ornamentyka powoduje, że zwykły budynek sprawia wrażenie bogactwa i tym samym dowodzi wysokiego statusu właściciela.

Trzy lata pomiędzy 1884 a 1887 rokiem Gaudi poświęcił się stworzeniu Finca Guell. Na prośbę swego mecenasa Gaudi stworzył bardzo spójny projekt. Tak różne budynki jak stróżówka, stajnia, czy hala do jazdy konnej zachowują charakter mauretański, świadcząc jednocześnie o bogactwie właściciela. Przypomina to bowiem pałac ... bez samego budynku pałacu. Ale kto wie co drzemie w środku...


Pomysł bramy z wizerunkiem smoka został przez Gaudiego zaczerpnięty z mitu o Hesperydach, który mówi o tym, że skrzydlaty smok czuwa nad ogrodem trzech pięknych nimf. Heraklesowi udaje się go zwyciężyć i nawiedzić piękności. Dalsze domniemania co do rozwoju sytuacji pozostawiam czytelnikom.


Tak jak w przypadku wcześniejszych konceptów Gaudiego, wnętrza można sobie jedynie wyobrazić. Niemniej samo przebywanie w ich bliskości sprawia radość.


Będąc w Barcelonie większość turystów udaje się na deptak La Rambla. Rozumiem to - centrum miasta, zabawni, dostarczający rozrywki poprzebierani ludzie, popularne bary i całkiem ciekawa La Boqueria, targ na którym kupicie świeże owoce, warzywa, ryby, mięsa...
Całkiem niedaleko stąd, między 1886 a 1889 rokiem Gaudi stworzył dla swojego przyjaciela i sponsora Eusebi Guella prawdziwy pałac - Palau Guell. Kiedy jednak przyjrzymy się mu bliżej, stwierdzimy że jego wielkość wynika w większym stopniu z porównania z niewielkimi kamienicami i wąskiej ulicy, która sprawia, że trudno go ogarnąć wzrokiem w całości.


Fasada w dolnej części budynku jest dość bogato zdobiona, ale reszta pałacu jest raczej prosta.


Na dachu zaś Gaudi pofolgował sobie tworząc las niezwykłych kominów. Była to pewnie zapowiedź kolejnych ekstrawagancji, o których napiszę w kolejnej, ostatniej części.


Rzut beretem od Palau Guell, po przeciwnej stronie La Rambla znajduje się Placa Reial. Przynosi ukojenie, ale i trochę cienia dzięki arkadom i porastającym go palmom. Tu Gaudi zostawił swe piętno projektując lampiony oświetlające plac wieczorem. Nie są może nad wyraz oryginalne, ale warto zaznaczyć duchową obecność Gaudiego na jednym z popularnych placów Barcelony.


Kolejnym dziełem Gaudiego było Colegio Teresiano, siedziba zakonu św. Teresy z Avila.


Budynek można podziwiać z daleka, bo zasiedziałe tu siostrzyczki nie są skłonne do dzielenia się pięknem z przechodniami. "Colegio" nawiązuje do gotyku, który fascynował patronkę zakonu. W przeciwieństwie do poprzednich projektów budżet był tu mocno ograniczony.


Dlatego zewnętrzna fasada jest dość prosta, natomiast wewnętrzne korytarze dzięki parabolicznym łukom i zewnętrznemu oświetleniu sprawiają niezwykłe wrażenie. Te jednak możemy podziwiać tylko ze zdjęć. Szkoda.

Na szczęście piękne detale są nadal widoczne z zewnątrz.


Choć Gaudi słynie z ogromnych, monumentalnych budowli, to większość z jego projektów stanowią niewielkie kamienice. Choćby takie jak Casa Calvet, który z założenia powstał jako budynek mieszkalny i miejsce prowadzenia interesów.


Położony nieopodal Placa de Catalunya, jednego z głównych placów Barcelony, został wyróżniony przez urząd budownictwa, który docenił ... brak ekstrawagancji i jego konwencjonalną formę. Pozornie konwencjonalną, bo zaokrąglone i wysunięte balkony, wybrzuszona fasada i przekroczona dopuszczalna wysokość domu sprawiają wrażenie, że jest większy niż w rzeczywistości.


To ostatni budynek, który Gaudi tworzył w wieku dziewiętnastym, choć zakończenie budowy nastąpiło już w roku 1900.
Pamiętam jak kilkanaście lat temu włóczyłem się po północnych przedmieściach Barcelony, trafiając na Bellesguard, budynek przypominający kościół. Jeszcze sześć, czy siedem lat temu dotykałem surowych ścian dzieła Gaudiego i robiłem zdjęcia detali pięknego, katalońskiego domu. Trzy lata temu oboje z Małgosią przeżyliśmy srogi zawód, gdy kolejna wizyta skończyła się krótką rozmową przez domofon z prywatnym właścicielem, który postanowił strzec swej własności przed intruzami. Dziś równie zdecydowanie broni swoich przywilejów. Jego święte prawo. Ujrzycie ledwie zarysy budynku zza wysokiej bramy. Szkoda, że siła pieniądza jest tak nieubłagana.


Taki oto budynek odkryłem kilka lat wcześniej, kiedy wciąż otwarta brama zachęcała do oglądania posiadłości. 


Gaudi zbudował Bellesguard dla Dony Mari Sagues. Zabrało mu to dziewięć lat. Zamkowa brama, spiczaste zwieńczenia murów i spiczasta wieża zakończona katalońskim symbolem nadają budowli charakter reliktu dawnych czasów. Z bliska widać detale w postaci czteroramiennego krzyża z kolorową podstawą.


Spragnieni odpoczynku, zanim zatopili się we wnętrzu ogrodu, mogli zasiąść na ceramicznej ławeczce.


I komu to przeszkadzało...


Kiedy Gaudi budował Casa Calvet przyjął kilka mniejszych zleceń. Na przykład takie -  brama do domu przyjaciela - fabrykanta Mirallesa. Dziś Finca Miralles stoi u wejścia do osiedla, kontrastując z jego nowoczesnością. Ponoć ma być przeniesiona do Parku Guell.


To nie koniec opowieści o dziełach Gaudiego.

W kolejnym odcinku pokażę kilka jego ekstremalnie niezwykłych projektów - miejsc, które na szczęście można podziwiać zarówno na zewnątrz jak i od środka.

Komentarze

  1. Kolejna fajna opowieść o Gaudim i piękne zdjęcia z Barcelony.
    Przepis jest tak smakowity i znakomity,że muszę go wypróbować-)
    Znowu miło mi u Was gościć.
    Serdecznie pozdrawiam-)))
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Irenko :) Polecamy ten prosty przepis. Przy kotlecikach jest minimum pracy, a smak wyborny :) pozdrawiamy

      Usuń
  2. Wasze potrawy zawsze mnie zachwycają, są nieziemskie :)
    Brama ze smokiem jest niesamowita, długo się jej przyglądałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kasiu :) Tak -ta brama jest niesamowita. Jest też furtka z małym smokiem. Gaudi bardzo dbał o detale. W kamienicach nawet kołatki do drzwi robią wrażenie i często "straszą " smokiem. Barcelona jest rajem architektonicznym, nawet bez budowli Gaudiego :) Pięknie jest żyć w mieście, gdzie ludzie potrafią realizować i wcielać pomysły wychodzące daleko poza przyjęte konwenanse :) pozdrawiamy

      Usuń
  3. mmmmm! palce lizać! pychota! a zdjęcia.. fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gaudi - ten mniej znany - bardzo interesujacy, marze, by zobaczyc to na wlasne oczy.
    Przepis na jagniecine przyda sie z pewnoscia, to najbardziej popularne mieso w Australii.
    Pozdrawiam
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby to marzenie spełniło się :) ubolewamy, że u nas z jagnięciną jest słabo :) zapewne kulinarnie w Australii byłoby nam dobrze :) pozdrawiamy

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...