Barwy australijskiej wiosny i polskiej jesieni.

Dziś na blogu gość specjalny :) Zaprosiłam do nas Grace mieszkającą na południu Australii. Łączą nas pasje-podróżowanie i utrwalanie na fotografii tego co przyciąga naszą uwagę. Grace jest częstym gościem na naszym blogu i bardzo chciałam, żeby pokazała nam to co teraz u niej się dzieje...a dzieje się właśnie wiosna :)
Przyznam, że kiedyś uważałam, że ta ciągła zmiana pór roku jest strasznie męcząca. Trzeba mieć różne ubrania, śledzić pogodę żeby aura nas nie zaskoczyła, zmagać się  z bólem głowy z powodu zmian ciśnienia itp. itd. Kiedy jednak zaczęłam coraz częściej odwiedzać strefę tropikalną gdzie "czasem słońce, czasem deszcz" aczkolwiek zawsze tak samo gorąco, bardzo doceniłam tę zmienność. Teraz uwielbiam rytm pór roku, oczekiwanie na zmianę i cieszenie się każda chwilą, bo wszystko jest wokół ulotne i zmienne. Dziś więc relacja z tej zmienności na antypodach naszego świata. Niezwykłe jest to, że kiedy u nas natura wydaje z siebie ostatnie tchnienie życia u Grace w południowej Australii właśnie w pełni ożywa. Wszystko przez ten ziemski obrót ;) 

Witaj Małgosiu

Dochodzą mnie wieści z kraju, że polska jesień wyciągnęła paletę z zanadrza i macza pędzel w złocie, czerwieniach i brązach. Świat nasz OGROMNY w swym pięknie i różnorodności.

U Ciebie dostojna, złota jesień, u mnie wiosna szaleje, spójrz proszę...

W Południowej Australii kalendarzowa wiosna zaczyna się 1 września i trwa do końca listopada. Ale ta prawdziwa zaczyna się dużo wcześniej, jeszcze zima - w sierpniu ...gwałtownie wybucha i jeszcze szybciej przemija.

Ten magiczny czas trwa krótko, często nie trzy, przypisane kalendarzem miesiące, ale zaledwie kilka tygodni. Przyroda mieni się barwami, wszystko kwitnie na raz, jakby w amoku, jakby spiesząc się przed nieuchronnym żarem lata. Wystarczy kilka gorących dni, gdy wiatr przygna wysoką temperaturę z centrum kontynentu i kalendarzowa wiosna zamienia się w …lato.

Wiem, że zazwyczaj Australia kojarzy się z czerwoną, wypaloną ziemią, upałem i oczywiście kangurami:) I jest to do pewnego stopnia prawda. Centrum kontynentu, daleka subtropikalna Północ  tak, ale w Południowej Australii, można odróżnić pory roku.

Chociaż wiem, że dla przebywającego tu chwilowo wędrowca, może to być trudne zadanie.

Najtrwalej zapadają w nas pierwsze wrażenia. Pamiętam, gdy lata temu, wylądowałam na tym kontynencie - też przywitała mnie wiosna. Wszystko było tak inne. Pełne nieznanych barw, zapachów. Okazałe "szczotki do mycia butelek" zwisały kiściami z buttle brush tree, kwitły - tak odmienne od znanych mi drzew – eukaliptusy. Wrzeszczały, ukryte wśród ich gałęzi, kolorowe papugi. Przyroda kipiała, skrzyła się, szalała. Zaskoczyła mnie zupełnie, nie takiej Australii się spodziewałam. Teraz, po wielu już wiosnach, nauczyłam się dostrzegać oznaki zmieniających się pór roku, cieszyć się ich rożnorodnością.

Wiosna. Wreszcie nasycona zimowymi deszczami ziemia, kilka cieplejszych dni i przyroda budzi się do życia. Pierwsza oznaka to kwitnące jeszcze zimą migdałowce, później przydomowe ogrody mienią się barwami anemonów, irysów, żonkili - roślinami, które znamy z Europy.

Ale wystarczy opuścić stolicę stanu - Adelaide, by doświadczyć tej prawdziwej australijskiej wiosny.

Zapraszam Cię na krótką wycieczkę po Fleurieu Peninsula, byś mogła porównać wrześniowe obrazy północnej i południowej półkuli. Zacznijmy jednak po kolei:)
Kwitnące drzewa migdałowe to niechybna oznaka, że zima już się kończy.



Protea, kończy żywot tuż pod koniec zimy.


Banksja kwitnie właściwie cały rok, sąsiadują na gałęziach krzewu już suche i swieże kwiaty.



Większość eukaliptusów kwitnie zimą, gdy dostatek wody, ta odmiana wybiera wiosnę.



Po eukaliptusach kwitnących latem, o tej porze roku pozostają zielone, zdrewniałe dzwonki.



Cieszą oczy kwiaty bottle brush tree.


Tyle, zostanie z nich po przekwitnięciu.



Ciężko przejść obojętnie osiedlowymi uliczkami, wisteria przyciąga zapachem.

 
W moim ogrodzie też mnoży się gronami, a wszystko trwa tydzień, dwa i płatki wyścielają dróżkę.



Za płotem u sąsiada, kwitnie drzewo z rodziny bananowców.



Kwiaty ma bardzo podobne do strelicji, tyle że dużo większe i białe. Ich nektar to przysmak ptaków.



Stary cottage w Second Valley (galeria lokalnej sztuki) też ustroiła wisteria. Tu wiosna dociera później, na południu stanu chłodniej niż w mieście.


  Spieszą się wiosną zwierzęta
  
  
To czas, gdy torbę kangurzycy opuści wyrośnięty potomek, ustępując miejsca maleństwu, nie większemu niż okruszek.
 

Papugi szykują w dziuplach eukaliptusów gniazda, trzeba się spieszyć, pora obfitości nie trwa długo.


Zielenią się pagórki Fleurieu Peninsula. 

Owce mogą najeść się do syta... 

Dni robią się coraz dłuższe, coraz dłużej słońce wisi nad horyzontem.

Kwitną australijskie trawy przydrożne. 

Ziemne zbiorniki na farmach wypełnione po brzegi deszczówką.

A wiosenne burze ciągle hojnie nawadniają ziemię. 

   To czas, gdy na podmokłych terenach tysiącami bieleją dzikie kalie.

Opanowały leśne parowy.



Przez kilka pierwszych tygodni wiosny, zaborczo biorą we władanie, każdy podmokły skrawek ziemi.


Ściółka leśna zamienia się w ogród.


I jeszcze raz, te charakterystyczne dla australijskich krajobrazów trawy.

Trwają dzielnie przez cały rok, ale drobnym kwieciem obsypują tylko na wiosnę.


Wiosna magiczna pora, nawet wiatraki wyglądają dostojniej ;)


  Tak dla porównania, chcę Ci pokazać to samo miejsce w kolorach lata.
Pozdrawiam z Australii dla Ciebie, Piotra i wszystkich zaglądających do Akacjowego Bloga :)
***
Grace...dziękuję za pokazanie australijskiej wiosny z południa kontynentu. Roślinność i zwierzęta są niezwykle egzotyczne. Życzę Ci żeby radość z oglądania rozkwitu przyrody trwała jak najdłużej :)

Przygotowałam trochę zdjęć naszej jesieni :) Szczególnie dziś był piękny poranek. Pomarańczowe, bardzo ciepłe światło z samego rana nie zdarza się już zbyt często. Wszystko wtedy nabiera niezwykle ciepłych barw.
Wzięłam więc aparat i ruszyłam nad morze :) Powietrze było jeszcze nieco zamglone i wilgoć unosiła się w powietrzu.
Molo w Gdyni-Orłowie było całe pokryte białym szronem.
Zresztą nie tylko ono, w cieniu gdzie nie dotarły jeszcze promienie słońca panował przymrozek.
Mewy chętnie przysiadają na molo, żeby wygrzać się po chłodach nocy.
Przyglądają się przechodniom z uwagą ;)
Ławki o tej porze są puste,
nawet te z widokiem na morze.
A jest na co patrzeć, bo przy jesiennej szacie nabrzeża morze przybiera inne barwy :)
Czasem warto się temu dokładniej przyjrzeć ;D
Cieszmy się ferią jesiennym barw bo teraz są soczyste, jaskrawe i niebawem stracą swój urok.

Wtedy pozostaną nagie gałęzie i kraczące wrony, które ja bardzo lubię obserwować :)
Różnorodność świata to jego największa zaleta :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz